Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokorni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokorni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

Pod-Grzybki 18

Cała Polska tropi hitlerowski „złoty pociąg”, który ponoć znajduje się gdzieś w okolicach Wałbrzycha. Co, pieniądze z OFE już się skończyły?

*

Przy okazji – nasz kraj opuszczają non-stop takie „złote pociągi”. Tylko w latach 2003-2012 wyprowadzono z Polski kapitał na łączną kwotę 82,393 mld USD, co jest równowartością mniej więcej 72.669.783 uncji złota, czyli inaczej – 2.260.284 kilogramów tego kruszcu, albo 2 tys ton i 260 kg, jak kto woli. Tyle właśnie złota wyciekło z Polski przez raptem 10 lat. Ale najwyraźniej nasze media ekscytowanie się takimi „złotymi pociągami” mają surowo zakazane.

*

Ponieważ straciłem bezpowrotnie pół godziny życia na obejrzenie żenującego cyrku, jakim była „rozmowa” pani Katarzyny Gójskiej-Hejke z Pawłem Kukizem, to w rewanżu trochę się powyjęzyczam. Otóż pani redaktor Hejke tak długo i z nieskrywaną pasją grillowała Kukiza, zupełnie jakby przeszła jakiś kurs przysposobienia zawodowego u Moniki Olejnik, aż w końcu Kukiz się zagotował i puściły mu zawory, co niestety jest dla niego dość typowe. Niektórzy twierdzą, że „woJOWnik” potrzebuje psychiatry – ja uważam, że wystarczałby dobry hydraulik.

*

Pani redaktorzyca Hejke ewidentnie miała zadanie „uwalić” Kukiza na wizji, co zresztą nie było trudne, bo pan Paweł stanowi nader wdzięczny cel dla takich zagrywek. Proponuję Państwu dla porównania obejrzeć jakikolwiek wywiad pani Hejke z którymś z polityków PiS. Ujrzycie wtedy panią redaktor wstrzemięźliwą w mowie, umiarkowaną i taktowną - słowem, dziennikarstwo dworskie w pełnej krasie. I jak tu nie wierzyć Kukizowi, który twierdzi, że TV Republika szykuje się do zajęcia miejsca TVN24?

*

No dobrze, ale komu konkretnie Kukiz nabluzgał? Przedstawiciele „Zony Wolnego Słowa” twierdzą, że zwyzywał Gójską-Hejke od „PiS-owskich k...ew”, z kolei Kukiz twierdzi, że nabluzgał TV Republice jako takiej, rzucając „PiS-owskie k...y”. A mógł po prostu zagrać w „pomidora” i na każde pytanie odpowiadać „JOW!”. Głowę dam, że wtedy to Hejke w końcu wyszłaby ze studia.

*

Na to wszystko uzewnętrznił się Terlikowski, oznajmiając na „Frondelku”, że to „koniec Kukiza” i że nie jest on prawdziwym mężczyzną. To wystawianie certyfikatów męskości jest stałym numerem Terlika, który najwyraźniej nie uznaje żadnych granic autokompromitacji. Przypomnę tylko nader męskie zachowanie Terlikowskiego, kiedy to w TVN24 Ireneusz Krzemiński nie chciał z nim rozmawiać w jednym pomieszczeniu, a Terlik zamiast trzasnąć drzwiami, pozwolił jak ostatnia ćwiara usadzić się gdzieś na korytarzu, by z takich oto pozycji toczyć z Krzemińskim „polemikę”. Ma się te cojones, nie ma co...

*

Na koniec – w pełni zgadzam się z blogerką Elig, która stwierdziła że w momencie objęcia władzy przez PiS, obecne media „niepokorne” z dnia na dzień staną się mediami dworskimi. I z tej perspektywy patrząc, przed „turboniepokornymi”, jak raczył nas określić Ziemkiewicz, rysują się całkiem obiecujące widoki na przyszłość...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 34 (02-08.09.2015)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Zmierzch niepokornych celebrytów?

Ziemkiewiczowi gratuluję: po pierwsze - spostrzegawczości, po drugie – samokrytycyzmu, po trzecie – optymizmu.

Na stronach „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz opublikował ostatnio tekst „Turboniepokorni”. Zasadniczo zajął się w nim książką „Prawicowe Dzieci, czyli Blef IV RP” autorstwa Leszka Misiaka, byłego dziennikarza śledczego „Gazety Polskiej”, który w pewnym momencie porzucił „Strefę Wolnego Słowa”, skłócony z jej szefostwem. Przyznam, że z książki znam jedynie fragmenty rozsiane tu i ówdzie po internecie, więc nie nią będę się zajmował, choć opisy zakochanego w sobie, a faryzejskiego w swej istocie środowiska, które zrobiło z „antysystemowości” biznes, cynicznie żerując na patriotycznych uczuciach czytelników, pokrywają się z moimi czynionymi z zewnątrz spostrzeżeniami. Również o zaleganiu autorom z pieniędzmi, a może raczej – o podziale na lepszych „gwiazdorów” dostających wypłaty sute i w terminie oraz „wyrobników”, którym można miesiącami nie płacić – mówiło się od dłuższego czasu.

Ale mniejsza – Ziemkiewicz przy okazji dokonuje obserwacji szerszej. Pisze mianowicie, iż „Misiak nie jest sam” i że większość jego tez zna od dawna „z blogów, z publikacji w »Gazecie Warszawskiej« czy »Polsce Niepodległej«, książek wydawanych przez oficynę »Bolinari«”. I dalej: „Fakt jest faktem, że kształtuje się i krzepnie osobna prawicowa (...) formacja, nazwijmy ją, »turboniepokornych«. (...) coraz częściej jesteśmy dla nich tym, czym dla nas była michnikowszczyzna. A na dodatek traktujemy ich często dokładnie tak, jak michnikowszczyzna w czasach, gdy wydawała się sobie zwycięską, traktowała nas. Wątek kończy konkluzja: „nie widzę powodu, żeby turboniepokorni (...) nie mogli za lat dwadzieścia stać się istotnymi graczami debaty publicznej. Kto wie, może nawet jej zwycięzcami”.

Cóż, po pierwsze - gratuluję spostrzegawczości, po drugie – samokrytycyzmu, po trzecie – optymizmu, każącego autorowi wierzyć, że detronizacja dzisiejszych prawicowych celebrytów potrwa aż 20 lat (czyli, gdy pokolenie Ziemkiewicza będzie z grubsza w obecnym wieku Adama Michnika). To już nie lata 90-te, w międzyczasie dokonała się rewolucja w technikach przekazu, a im bardziej medialne środowisko obecnego prawicowego establishmentu będzie się dusiło we własnym sosie, stosując metody manipulacyjne właściwe do niedawna jedynie michnikowszczyźnie, tym szybciej nastąpi jego upadek. Nie da się bez końca unikać merytorycznej polemiki i poprzestawać na wyzywaniu adwersarzy od „ruskich agentów”, co jest w swej istocie kalką oskarżeń o „antysemityzm”, którymi przez dwie dekady „Wyborcza” niszczyła swych oponentów. Czyniła to z takim zapałem, aż słowo to przestało cokolwiek znaczyć, nie mówiąc już o poważnym traktowaniu, podobnie jak już dzisiaj potężnej dewaluacji uległo oskarżenie o agenturalność wskutek jego notorycznego nadużywania (np. przez przedstawicieli „Zony Wolnego Słowa” z której ewakuował się wspomniany na wstępie Misiak).

Jeżeli widzę, że taka „Fronda.pl” regularnie przyrównuje do „V kolumny” i „Targowicy” Michalkiewicza, Brauna, narodowców, „Warszawską Gazetę” czy „Polskę Niepodległą”, na dodatek dla podkręcenia efektu umieszczając ich w jednym worku z jakimiś paxowskimi dinozaurami z „Myśli Polskiej”, to nie mam wątpliwości, że moment kompromitacji nadchodzi wielkimi krokami. Dodam, że im bardziej zazdrośnie środowisko prawicowych celebrytów będzie strzegło monopolu na „niepokorność” (monopolu całkiem policzalnego, gdyż w międzyczasie metka „niepokornych” stała się intratnym rynkowym „brandem” napędzającym sprzedaż, choć ta koniunktura pomału się wyczerpuje) i zamykać się we własnym salonie, tym bardziej z czasem będzie wyobcowane, niezdolne do intelektualnej refleksji i bezradne, gdy ktoś zacznie zrzucać ich z piedestałów. Krótko mówiąc, podzielą los starców z „Wyborczej”, zaś słynna mina państwa Wajdów stanie się również ich udziałem. Już teraz konsekwentnie spada sprzedaż głównych prawicowych tygodników – a to wszak dopiero początek.

Podejrzewam, iż Ziemkiewicz czuje pismo nosem i stara się jakoś zrepozycjonować, stąd nagle objawiona niechęć do określenia „niepokorni” („osobiście nie lubię tej nazwy” - deklaruje RAZ), czy pochylenie się nad blogosferą tudzież periodykami traktowanymi dotąd w jego środowisku z ewidentną pogardą („dokładnie tak, jak michnikowszczyzna (...) traktowała nas”) – choć, jak widać, pilnie czytanymi. Jestem jednak spokojny, że do pielęgnujących nawzajem swoje ego koleżanek i kolegów te refleksje nie dotrą. Będą trwać w samozadowoleniu, przeprowadzać kadzidlane wywiady-rzeki, wydając co najwyżej z siebie jakieś pomruki irytacji pod adresem „gówniarzy” - całkiem jak Urban z Michnikiem wymieniający uwagi o „jakimś Warzesze”, „jakimś Semce” podczas podsłuchanej przed laty knajpianej pogaduszki. No i przebierać nogami w oczekiwaniu na różne stołki „za wysługę lat” - aż do nieuchronnego końca. Gdyby nie paskudne konotacje piosenki, to „turboniepokorni” mogliby w zasadzie już teraz wstać i zaśpiewać „tomorrow belons tu us”.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2177-pod-grzybki-14

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 31 (31.07-06.08.2015)