Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prof. Jan Hartman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prof. Jan Hartman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

O księdzu Hartmańskim

Świecka mutacja Lemańskiego i Hartmana, jakiś niby-ksiądz „Hartmański” to zdecydowanie nie to samo, nie ta siła rażenia po prostu.

I. Lemański jak Natanek

A obiecywałem sobie, że nie napiszę ani słowa o księdzu Wojciechu Lemańskim...

Jednak, skoro opera mydlana o mamie Madzi w sutannie zbliża się do nieuchronnego końca za sprawą suspensy nałożonej przez abp. Henryka Hosera na niesubordynowanego kapłana, to może w sumie warto skrobnąć kilka uwag.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to lustrzane podobieństwo do sprawy ks. Piotra Natanka. Lustrzane, bo o ile ks. Natanek głosił poglądy skrajnie tradycjonalistyczne, o tyle ks. Lemański zaliczył odchylenie postępowo-liberalne. Obaj, każdy na swój sposób, przekroczyli granice doktrynalne i obaj nie chcieli podporządkować się swym biskupom, którym ślubowali posłuszeństwo. Obu kapłanów łączy również grzech pychy spowodowany uwielbieniem jakim obdarzyli ich wierni, zaś niewątpliwa charyzma stopniowo przeszła w stan zwyrodnieniowy, czyli sekciarstwo i przeświadczenie o własnej nieomylności. Co tam episkopat, kościelna doktryna i kapłańskie śluby – liczę się ja i moja nauka.

Dla jednego Kościół był przerośnięty mackami masonerii i nie dość ortodoksyjny, dla drugiego – zbyt konserwatywny, za mało otwarty na współczesność, zwłaszcza w kwestiach bioetycznych i dialogu z innowiercami, ze szczególnym uwzględnieniem Żydów. Wreszcie, zarówno ks. Lemański, jak i ks. Natanek dostali zwyczajnej małpy na tle syndromu zwanego „parciem na szkło”, z tym że pierwszemu basowały najbardziej wpływowe mediodajnie rozgrywające własną partię obliczoną na rozbicie Kościoła, a drugi zachłysnął się klikalnością w internecie. Obaj, koniec końców wypowiedzieli posłuszeństwo swym biskupom – abp. Dziwiszowi i abp. Hoserowi. Obaj nie podporządkowali się karze suspensy. Przypadek ks. Natanka świetnie opisała w swoim czasie Mama Katarzyna w notce „Kościół Chrystusa, czy ks. Natanka?” - polecam.

W zasadzie różni się jedynie medialna otoczka towarzysząca ich poczynaniom. Ks. Natanek służył mainstreamowym mediodajniom za dostarczyciela tzw. „lol-kontentu”, czyli mówiąc po ludzku – darto z niego i jego kazań na potęgę łacha, a warto pamiętać, że był to szczytowy okres promowania „młodych z fejsbuka”, akcji „Krzyż”, Dominika Tarasa, słowem – całej tej socjotechnicznej operacji mającej uderzyć w Kościół Katolicki i sponiewierać w masowej świadomości „moherów”. Księdza Lemańskiego natomiast traktuje się z pełną atencją, zaś Jan Turnau z Adamem Szostkiewiczem płaczą: „Kościół wycofał z pola walki ważnego wojownika”; tudzież „jedną z twarzy Kościoła okazuje się nie ks. Lemański, tylko jego prześladowca abp Hoser”. Jakoś nie przypominam sobie, by jeden z drugim wylewał łzy nad prześladowaniem ks. Natanka przez kardynała Dziwisza. A już zupełnie nie sposób wyobrazić sobie, by ci dwaj ujęli się za księżmi Isakowiczem-Zaleskim bądź Małkowskim, którzy też nie mają ze swymi zwierzchnikami lekko, ale mimo to zachowują dyscyplinę i wierność Kościołowi.

II. Ksiądz Hartmański

Warto zwrócić uwagę, skąd ks. Lemański otrzymał ofertę. Otóż, złożył mu ją prof. Jan Hartman, co do którego żywię silne podejrzenie, iż jest osobistym pełnomocnikiem Lucyfera na Polskę, co snadnie poznać można po chorobliwej nienawiści jaką żywi wobec religii w ogóle, a katolicyzmu w szczególności, oraz po demonicznej treści głoszonych przezeń nauk bioetycznych. Ówże Hartman na swym blogu wzywa „pana” Lemańskiego, by ten dał sobie spokój z tym odrażającym Kościołem, zrzucił duchowną sukienkę i „wyszedł z kruchty” „czynić dobro” „pośród wolnych i światłych ludzi” - tak jak uczynili to już byli duchowni Obirek, Bartoś i Węcławski. Przypomnę jeszcze, że imię Lucyfer oznacza „Niosący Światło” i właśnie do tego zadania – promowania specyficznie pojmowanego „oświecenia” - nawołuje Lemańskiego swemi syrenimi śpiewy mąż uczony Hartman. Całość kończy apelem: „Niech Pan do nas wraca! Wraca, mówię, bo tak naprawdę należy Pan do nas. Czekamy na Pana!”

Powtórzmy. Hartman wzywa Lemańskiego, by wrócił „do nas”. „Do nas”, czyli do kogo? Do loży Synów Przymierza, czyli B'nai B'rith Polin? Wtedy rzekome pytanie abp. Hosera odnośnie obrzezania Lemańskiego, o które podniosła się taka wrzawa, nagle stałoby się uzasadnione... A może, porzucając złośliwości, mamy do czynienia, na co zwrócił uwagę Toyah, z wezwaniem demonicznym – szatan manifestujący się u opętanych nader często posługuje się bowiem liczbą mnogą (np. „on/ona jest NASZ/NASZA”). W tym drugim przypadku ks. Lemański zasiliłby szeregi oświeconych satanistów trudzących się nad zgotowaniem nam piekła na Ziemi, czyli Nowego Wspaniałego Świata.

Jest tylko jedno „ale”, którego prof. Hartman w swej lucyferiańskiej gorliwości nie wziął pod uwagę. Otóż Lemański najskuteczniejszy jest w sianiu zamętu jako ksiądz, a nie osoba świecka. Siłom Postępu niezbędny jest właśnie dywersant w łonie Kościoła, podpierający swe herezje autorytetem kapłańskim. Lemański bez sutanny nie jest im do niczego potrzebny. Mają takich na pęczki. Oni go potrzebują właśnie działającego wewnątrz Kościoła i skuteczniej dzięki temu ogłupiającego wiernych i rozbijającego wspólnotę od środka. Potrzebny jest, by mogli wskazywać go palcem i mówić – „oto właściwe, nadążające za duchem czasu oblicze nowoczesnego i otwartego Kościoła”. Świecka mutacja Lemańskiego i Hartmana, jakiś niby-ksiądz „Hartmański” to zdecydowanie nie to samo, nie ta siła rażenia po prostu.

III. Ostatnia misja Lemańskiego

Cóż, z Lemańskim-dywersantem sprawa wydaje się skończona, bo trudno mi uwierzyć, że Watykan uwzględni jego rekurs i zezwoli, by ksiądz podskakiwał swemu biskupowi kiedy mu się spodoba. I sam ksiądz Lemański zdaje sobie chyba z tego sprawę, stąd uporczywe przeciąganie spektaklu – skoro już przyjdzie mu zrzucić sutannę, to z maksymalnym hukiem, tak by odejść ze stanu duchownego w glorii męczennika zgnojonego przez bezduszną hierarchię i z tej pozycji, już jako były kapłan, krytykować Kościół. Pozycjonuje się w ten sposób na przyszłość jako ofiara - to jego ostatnia misja w obecnej roli duchownego – myślę jednak, że wiele mu to nie pomoże.

Wracając do przywołanej na początku analogii sprawy księży Lemańskiego i Natanka – sądzę, że obaj skończą podobnie. Ks. Natanek jak się zdaje wciąż odprawia świętokradcze Msze Święte w Grzechyni, lecz w jego Pustelni Niepokalanów wieje, nomen omen, pustką. Zostali przy nim jedynie najbardziej zaczadzeni akolici. Ks. Lemański najprawdopodobniej skończy jako „pan od religii” plączący się w okolicach „Gazety Wyborczej” i wyciągany z szafy gdy trzeba będzie wydać te kilka rutynowych odgłosów potępiających polski Kościół za rozmaite błędy i wypaczenia. Dokładnie tak, jak dzieje się obecnie z innymi byłymi duchownymi przywołanymi przez prof. Hartmana – Bartosiem, Obirkiem i Węcławskim. Siedzą gdzieś na tych swoich uczelniach i pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje – za wyjątkiem tych krótkich momentów, gdy otrzepani z naftaliny zjawiają się na łamach „Wyborczej”, bądź w okienku TVN24, by pomstować na zakamieniały Kościół, który nie wyświęca kobiet i wymaga od księży celibatu, przez co ci popadają w pedofilię.

I tak to, proszę Państwa, będzie jechać - do momentu, aż mediodajnie wynajdą nowego niepokornego księdza, by napompować go pychą i na kilka miesięcy zrobić z niego duchownego celebrytę i reformatora. Albowiem show must go on.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/pe%C5%82nomocnik-lucyfera-na-polsk%C4%99#.U_jUP6PqWSo

Polecam:

http://mamakatarzyna.blogspot.com/2011/07/koscio-chrystusa-czy-ks-natanka.html

 

sobota, 19 lipca 2014

Sprawa profesora Chazana, czyli Imperium kontratakuje

Wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie.

I. Wycie kręgów piekielnych

Sprawa profesora Bogdana Chazana i jego dymisja z funkcji dyrektora szpitala Świętej Rodziny w Warszawie zaordynowana przez platformerską „katoliczkę” Hannę Gronkiewicz-Waltz jest kolejną odsłoną wojny cywilizacyjnej, której celem jest usankcjonowanie totalitarnego z ducha państwa hołdującego ideologii wojującego laicyzmu. Sygnalizowałem to już w tekście „Gramscizm stosowany” przy okazji „Golgota Picnic”, a teraz mamy ciąg dalszy tej wielowątkowej batalii. Warto tu przypomnieć wydarzenie, które w ostatnim czasie stało się medialno-politycznym podglebiem dla obecnej erupcji nienawiści wobec lekarzy dochowujących wierności nauczaniu Kościoła. Była to mianowicie „Deklaracja wiary lekarzy” autorstwa dr Wandy Półtawskiej ogłoszona na Jasnej Górze jako wotum dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II. Dokument ten przypomina podstawowe prawdy doktryny katolickiej w kwestii ochrony życia ludzkiego, bioetyki, płciowości, tudzież relacji na linii prawo stanowione a sumienie i prawo Boże.

Jak pamiętamy, „Deklaracja...” podpisana przez około trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych wywołała opętańcze wycie we wszystkich kręgach piekieł – z „Gazetą Wyborczą” i stadem samozwańczych autorytetów medialnych na czele. Oburzeniem zaniósł się niezastąpiony w takich razach prof. Jan Hartman, który odkąd został prominentnym członkiem loży B'nai B'rith jakoś dziwnie zhardział i co rusz poucza ludność autochtoniczną na okoliczność wymagań stawianych jej przez nieubłagany Postęp. Słowem, wszystko odbyło się tak jak przed dwoma tysiącami lat przewidział św. Paweł Apostoł pisząc w I Liście do Koryntian: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”.

II. Moralność profesora Hartmana

Rozpoczęło się polowanie z nagonką w ramach której prof. Hartman zażądał pozbawienia sygnatariuszy „Deklaracji wiary lekarzy” prawa do wykonywania zawodu, sam zaś wypichcił własną „Deklarację obywatelską” gdzie sformułował pogląd o wyższości prawa stanowionego nad sumieniem i wprost odmówił „funkcjonariuszom publicznym i innym osobom wykonującym zawody zaufania publicznego” prawa do sprzeciwu wobec norm sankcjonowanych przez państwo. W tym ujęciu działalność zawodowa wypełniana jest „treścią moralną” poprzez wierność przepisom prawa, które tę działalność regulują, zaś w przypadku konfliktu „litery przepisu” z indywidualnymi „przekonaniami moralnymi” orzekać ma zwierzchność lub odpowiedni organ, koniec kropka.

Powyższe stanowisko, wymagające schowania do kieszeni klauzuli sumienia, jest o tyle niebezpieczne, gdyż wypływa z doktryny pozytywizmu prawniczego i to w jego skrajnie dogmatycznej formie, mówiącej iż prawo funkcjonuje niezależnie od norm moralnych, które nie mogą mieć wpływu na jego obowiązywanie. W systemie takim nie ma miejsca np. na obywatelskie nieposłuszeństwo i dlatego też stanowił on podstawę funkcjonowania systemów totalitarnych z komunizmem i narodowym socjalizmem na czele. Profesor Hartman i jemu podobni postulują zatem coś w rodzaju laickiego totalitaryzmu w niby-demokratycznym kostiumie, jednak aby ich wizja mogła się urzeczywistnić należy wpierw spacyfikować konkurencyjny system normatywny, czyli w przypadku Polski – normy moralne przypomniane chociażby w „Deklaracji wiary lekarzy”.

I w tym właśnie kontekście rozpatrywać należy sprawę prof. Chazana. Z punktu widzenia sił antycywilizacji Postępu należało znaleźć i nagłośnić odpowiednio drastyczny przypadek, który posłużyłby za taran rozbijający znienawidzoną klauzulę sumienia. Profesor Chazan stał się więc kozłem ofiarnym, którego los ma ustawić do pionu „katolicki taliban”. Nawiązując do terminologii „Gwiezdnych Wojen” mamy do czynienia z kontratakiem Imperium mającym zdusić katolicką rebelię w przestrzeni publicznej.

III. Medyczny Oświęcim

Jak zwykle przy takich okazjach podniosły się głosy, że jest to temat zastępczy, podrzucony w celu odwrócenia uwagi od ostatnich kompromitacji Platformy i rządu Tuska, degrengolady państwa oraz rosnących szans PiS-u na przejęcie władzy. Owszem, nie wątpię, że podporządkowane PO organy państwa weszły w ten konflikt licząc właśnie na efekt „przykrycia” niewygodnych kwestii politycznych i zagospodarowania publicznej uwagi. Przypomnijmy sobie jednak, że dokładnie tymi samymi argumentami raczono nas w latach 90-tych, gdy toczyła się społeczna dyskusja na temat dopuszczalności aborcji. To właśnie ona walnie przyczyniła się do zmiany masowych postaw względem prawa do życia w fazie prenatalnej i postrzegania „płodu” jako istoty ludzkiej – wcześniej w powszechnym odbiorze „skrobanka” uchodziła wręcz za formę antykoncepcji.

Obecnie natomiast stoimy w obliczu nowych zagrożeń spowodowanych przez ofensywę przemysłu biotechnologicznego. Przemilczanie faktu, że zdeformowane dziecko uratowane przez prof. Chazana jest efektem zapłodnienia in vitro jest wielce znamienne. Gdyby do opinii publicznej dotarły informacje, że metoda in vitro niesie ze sobą tego typu niebezpieczeństwa naraziłoby to na szwank biznes za którym stoją gigantyczne pieniądze. Podobnie, gdyby do ludzi dotarło, że in vitro nie jest żadną formą „leczenia bezpłodności”, tylko sprowadza kobietę do roli inkubatora, który po wszczepieniu mu zarodka pozostaje sam w sobie równie bezpłodny jak był do tej pory. Innymi słowy, wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie. Urodzi się dziecko – dobrze, pojawią się problemy – skrobiemy i do pieca. Zwróćmy uwagę, że tego typu podejście było zgodne z prawem III Rzeszy i taka też była linia obrony hitlerowskich zbrodniarzy, co dedykuję profesorowi Hartmanowi i całej reszcie oświeconych jajogłowych, którzy chcieli by wyskrobać z człowieka duszę i wszczepić na to miejsce prawniczy zegarek.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:
http://blog-n-roll.pl/pl/pe%C5%82nomocnik-lucyfera-na-polsk%C4%99#.U8q2m0Dd7uA=

http://blog-n-roll.pl/pl/zgorszenie-dla-%C5%BCyd%C3%B3w-i-g%C5%82upstwo-dla-pogan#.U8FYeUDd7uB

http://niepoprawni.pl/blog/287/czarne-oceany-prof-hartmana

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 28 (14.07-20.07.2014)

niedziela, 13 lipca 2014

Pełnomocnik Lucyfera na Polskę

By wizja prof. Hartmana zatriumfowała, należy wyrugować konkurencyjne systemy normatywne - z Dekalogiem na czele.

I. Zemsta Jasnogrodu

Nagonka na profesora Bogdana Chazana nie jest, jak próbują to przedstawiać niektórzy komentatorzy, zabiegiem socjotechnicznym Platformy mającym odwrócić uwagę publiki od problemów rządu Tuska i afery taśmowej. Owszem, PO się do polowania ochoczo podłączyła, wykorzystując do tego celu państwowe instytucje i licząc właśnie na efekt „tematu zastępczego”, jednak źródło tkwi moim zdaniem gdzie indziej. Jest to mianowicie zemsta ideologicznego establishmentu III RP za „deklarację jasnogórską”. Ówże establishment jak wiemy od ćwierćwiecza trudzi się nad wykorzenieniem Polaków, którzy by stać się europejczykami mają „wyrzec się swej polskości”. Aby tak się stało, należy przede wszystkim zniszczyć, lub przynajmniej zmarginalizować wpływ Kościoła i głoszony przezeń system wartości.

Nic więc dziwnego, że ogłoszenie „Deklaracji wiary lekarzy” podpisanej przez ok. trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych wywołało zbiorowe wycie demonów ulokowanych w piekielnych kręgach mediodajni i uniwersyteckich katedr. Szczególną wściekłością zareagował profesor Jan Hartman, co do którego żywię silne podejrzenie, iż jest osobistym pełnomocnikiem Lucyfera na Polskę. Imię „Lucyfer” oznacza bowiem „Niosący Światło” (łac. lux – światło, ferre – nieść) i profesor Hartman niosąc pochodnię nieubłaganego Postępu niestrudzenie indoktrynuje nas właśnie w takim demonicznym duchu. Zwrócę przy tym uwagę, że czyni to ze wzmożoną zajadłością od kiedy został prominentnym członkiem-założycielem loży B'nai B'rith Polin i jej wiceprzewodniczącym, zupełnie jakby z tego tytułu otrzymał jakieś nadzwyczajne plenipotencje.

II. Anty-deklaracja Hartmana

Ponieważ rzeczą diabelską jest parodiowanie, wykoślawianie i negowanie dzieła Bożego, toteż i profesor Hartman nie uchylił się od tego szatańskiego obowiązku. W odpowiedzi na „Deklarację wiary lekarzy” spłodził on mianowicie „Deklarację obywatelską” w której otwartym tekstem zanegował prawo lekarzy, funkcjonariuszy publicznych i pozostałych przedstawicieli zawodów zaufania publicznego do posiadania własnego sumienia. To znaczy, teoretycznie sumienie każdy może posiadać, czemu nie, jednak wyciąganie z faktu posiadania sumienia jakichkolwiek konsekwencji podczas pełnienia obowiązków zawodowych ma być surowo zakazane pod groźbą sankcji karnych. Innymi słowy, sumienie ma być systemowo łamane, czyli w praktyce – unieważnione. Oznacza to, jak łatwo zauważyć, aborcję sumienia a w efekcie – także duszy, co miłośnikom Oświecenia musi być szczególnie miłe. Jako że utrzymują oni, iż duszy nie posiadają, zatem grzechem przeciw postępowej doktrynie równości i sprawiedliwości byłoby, gdyby jedni ludzie byli posiadaczami duszy i sumienia, a inni – nie. Profesor Hartman postanowił więc ową nierówność zapobiegliwie zlikwidować, tak by nikt nie mógł dostąpić zbawienia i koniec końców wszyscy ludzie w braterskim uścisku trafili do tego samego piekielnego kotła.

W preambule do swej anty-deklaracji prof. Hartman pisze: „Sygnatariuszom osławionej „Deklaracji Jasnogórskiej” polecam wzięcie do lewej ręki swojej żałosnej fanatycznej elukubracji, rodem z czasów inkwizycji i stosów, a do prawej tego, co tu przedstawiam. Oto miara waszego zacofania i waszej zdrady wobec obywatelskiej powinności.” Dalej jest już tylko lepiej i weselej („Życie stało się lepsze, towarzysze, życie stało się weselsze”). Spójrzmy: „Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej i wartości, na których opierają się zawarte w niej normy, jak również prawo RP i przepisy regulujące wykonywane przez nas zawody są podstawą naszej działalności zawodowej oraz etosu, który wypełnia tę działalność treścią moralną” - pisze w pierwszym punkcie nasz delegat piekieł. Radzę się dobrze wczytać w ten fragment oznacza on bowiem w tłumaczeniu z polskiego na nasze, że źródłem etosu a co za tym idzie – moralności („treść moralna”) są przepisy prawa – jakie by one nie były. Moralne jest to, co zgodne z prawem, cała reszta zaś to prywatne przekonania nie mające nic do rzeczy, albowiem potencjalni sygnatariusze w punkcie drugim deklarują, iż nie będą przedkładać „innych systemów normatywnych (np. prawa religijnego czy też prawa obcego państwa) ponad prawo polskie”. Punkt trzeci natomiast głosi, że „Jesteśmy świadomi faktu, że życie moralne społeczeństwa opiera się na publicznie obowiązujących normach, których wyrazem jest między innymi prawo, nie zaś na najsilniej nawet ugruntowanych przekonaniach jednostek”, dalej zaś jest o tym, że w przypadku konfliktu sumienia orzekać ma „zwierzchność” tudzież odpowiednie organy. Jak łatwo zauważyć, jeśli „zwierzchność” lub „organy” każą lekarzowi abortować dziecko, to lekarz ma schować mordę i sumienie w kubeł i ze śpiewem na ustach przystąpić do skrobanki. Potem jest jeszcze sporo rytualnych zaklęć o tolerancji, demokracji, równości, wolności i innych ślicznościach, jednak clou deklaracji zawarte jest właśnie w trzech pierwszych punktach, intentio legis zaś wyłożone mamy w cytowanym wyżej fragmencie preambuły.

III. Program cywilizacji śmierci

Co to oznacza? Otóż mamy dokument proklamujący rodzaj laickiego totalitaryzmu lekko tylko skryty za demokratycznymi pozorami, co zresztą przewidział papież Jan Paweł II mówiąc w proroczym natchnieniu, że „demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Profesor Hartman przedstawia nam zatem tekst programowy cywilizacji śmierci, której wyznawcy mają się wyrzec jednego z podstawowych darów Bożych, czyli wolnej woli, przedkładając nad nią posłuszeństwo wobec prawa stanowionego. Tego typu stanowisko wynika wprost z doktryny pozytywizmu prawniczego, głoszącej iż prawo funkcjonuje niezależnie od norm moralnych. Prawem jest to, co zostało uchwalone jako prawo, koniec kropka. Doktryna ta legła u podstaw dwudziestowiecznych systemów totalitarnych z narodowym socjalizmem i komunizmem na czele. Jak pamiętamy, hitlerowscy zbrodniarze przyjmowali linię obrony mówiącą, że jedynie stosowali się do obowiązującego prawa, względnie „tylko wykonywali rozkazy”. Rodzimi esbecy również twierdzą, że byli przecież legalnymi funkcjonariuszami legalnej państwowej służby. Dokładnie tego samego podejścia wymaga od nas profesor Hartman i wątpię, by jako filozof nie zdawał sobie z tego sprawy.

Jaką treścią ma zamiar nasz agent Lucyfera wypełnić projektowany Nowy Wspaniały Świat? Tu należy się odwołać do krążącego po sieci wywiadu, którego udzielił kiedyś Grzegorzowi Miecugowowi w programie „Inny punkt widzenia”. Oto cytaty:

„Jeśli człowiek może coś poddać regulacji i swojej władzy racjonalnej, to prędzej czy później tak się stanie. Będzie uważane za coś niemoralnego i niewłaściwego zdawać się na przypadek. W prokreacji prawdopodobnie ustali się etyczny standard, że prokreacja powinna być odpowiedzialna, a więc przebiegać pod kontrolą etyczną. (...) Nie ma żadnej oczywistości moralnej na rzecz przewagi moralnej którejkolwiek strony alternatywy: prokreacji całkowicie dowolnej, zdanej na przypadek i prokreacji ograniczonej i kierowanej. Nie ma tu żadnej oczywistej intuicji moralnej, że jedno jest lepsze od drugiego. Sądzę, że taka eugenika prewencyjna stanie się za jakiś czas standardem, a poza tym, ludzie mogąc wpływać na cechy swojego potomstwa, co najmniej na płeć, a pewnie na różne inne cechy, być może będą się na to decydować, chociaż może się to nam nie podobać.”

„To nam się wydaje próżne i paskudne, ale trzeba odróżnić swoje intuicje, czy jakieś odczucia, czy wrażenia od porządku przewidywania. Możemy przewidywać, że to przestanie być w wielu kręgach uważane za niewłaściwe, niestosowne, małoduszne, małostkowe i że ludzie się będą na to decydować, i że będzie przybywać ludzi udoskonalonych genetycznie. Nadal jeszcze ludzi. Może w przyszłości także istot, które będą bardziej zmanipulowane genetycznie, nie będą podpadały pod gatunek człowieka. Z tym też się musimy liczyć, w końcu gatunek ludzki istnieje niedługo”. (cytaty za redakcją Marzeny Nykiel)

***
Mamy więc założenia formalno-instytucjonalne, wyrażone w „Deklaracji obywatelskiej”, oraz treść, którą mają być wypełnione. Jednak, by wizja prof. Hartmana zatriumfowała, należy, zgodnie z totalniackim duchem, wyrugować konkurencyjne wobec państwa systemy normatywne, z Dekalogiem na czele. O to właśnie toczy się gra. Czy w świetle powyższego może zatem dziwić los profesora Chazana i retoryka oraz zestaw argumentacyjny które towarzyszą nagonce? Boże, chroń nas przed „państwem filozofów”...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/zgorszenie-dla-%C5%BCyd%C3%B3w-i-g%C5%82upstwo-dla-pogan#.U8FYeUDd7uB

http://niepoprawni.pl/blog/287/czarne-oceany-prof-hartmana