Pokazywanie postów oznaczonych etykietą towarzysz generał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą towarzysz generał. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

13 Grudnia na Powązkach

Nie wolno zaprzestać demonstracji w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego. Tyle, że miejsce powinno być już inne – grób Jaruzelskiego na Powązkach.

I. O Jaruzelskim tylko dobrze, albo wcale

Jestem przeciwnikiem bezwzględnego stosowania zasady „o zmarłych dobrze, albo wcale”. Odnosić się ona powinna jedynie do osób prywatnych, z całą pewnością natomiast nie do osób publicznych, które sprawując swe funkcje wpływały na losy całych zbiorowości. Gdyby bowiem stosować przywołaną zasadę literalnie doszlibyśmy do absurdu, kiedy to nie wolno powiedzieć złego słowa o Stalinie, czy funkcjonariuszach NKWD strzelających w tył głowy oficerom w Katyniu. Tymczasem, za pomocą tego obłudnego sloganu dziś usiłuje się nam zatkać usta przed próbą choćby symbolicznego, pośmiertnego rozliczenia „towarzysza generała” z popełnionych łajdactw, zdrad i zbrodni.

Sowieckiemu generałowi w polskim mundurze udało się uciec przed ziemską sprawiedliwością, co było zresztą niemal nieskrywaną taktyką procesową przyjętą przez wymiar sprawiedliwości III RP – przeciągać wszelkie postępowania tak długo, aż umrze. Obecnie zaś aparat propagandy III RP przeszedł do fazy drugiej – operacji świeckiej kanonizacji Wojciecha Jaruzelskiego. Gdy piszę te słowa, w rządowej telewizji zwanej „publiczną” leci duszeszczipatielnyj film Teresy Torańskiej „Noc z generałem”. Jest noc z 12 na 13 grudnia 2000 roku, przed willą Jaruzelskiego odbywa się demonstracja, płoną znicze, w środku zaś pani z „Wyborczej” przeprowadza łzawą pogaduszkę z byłym sowieckim namiestnikiem w Warszawie. Generał łamiącym się głosem opowiada o swoich rozterkach i psychicznych prześladowaniach, których pada ofiarą ze strony nienawistników oraz IPN-u. Niestety, tego typu tandetne szantaże emocjonalne bywają zaskakująco skuteczne i urabiają percepcję masowego odbiorcy. Proszę zwrócić uwagę – nie puszczono choćby filmów Grzegorza Brauna „Towarzysz generał”, czy „Towarzysz generał idzie na wojnę”. Przekaz jest jasny – o Jaruzelskim dobrze albo wcale.

II. Świecka kanonizacja generała

Proces świeckiej kanonizacji Wojciecha Jaruzelskiego w obrządku III RP przebiega jednak wielotorowo, operacja medialna na mózgach Polaków jest tylko jedną z wielu odsłon. Równie ważkie, jeśli nie ważniejsze znaczenie ma symbolika pochówku na Powązkach Wojskowych z państwowym ceremoniałem zaordynowana w podskokach na życzenie rodziny przez Kancelarię Prezydenta RP. W sumie można było się tego spodziewać – wszak Komorowski nie bez przyczyny uchodzi za człowieka postsowieckiej wojskówki, który jako jedyny z PO głosował przeciw rozwiązaniu WSI, który nie czekając na oficjalne potwierdzenie śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego dobrał się do sejfu z aneksem do raportu o rozwiązaniu WSI, na którego wyborcze zwycięstwo czekał z butelką szampana sam gen. Dukaczewski i który zaprosił właśnie Jaruzelskiego na posiedzenie BBN-u. Teraz po praz kolejny potwierdził swą lojalność wobec prawdziwych władców Polski i ojców-założycieli III RP, przystając na uroczysty, państwowy pochówek ich patrona.

Pogrzeb na Powązkach ma jeszcze jeden symboliczny aspekt. Nie bez przyczyny piszę o symbolach, mają one bowiem walor konstytuujący świadomość zbiorową. Oto poprzez pogrzeb z honorami oficjalnie utrwala się w przestrzeni publicznej mit założycielski III RP – „siły umiaru i rozsądku” wywodzące się „z obu stron historycznego podziału” dokonały „pokojowej transformacji” pod patronatem „człowieka honoru” generała Jaruzelskiego, który wedle Michnika w ten sposób miał zmazać wszystkie swe dotychczasowe winy – nawet antysemicką czystkę w LWP, co zapewne komukolwiek innemu nie uszło by na sucho. Wyjątkowo ponuro w tym kontekście wygląda zaangażowanie Kościoła w tę funeralną groteskę. Kościoła, który dziś zdaje się nie pamiętać nie tylko o świeckich, ale nawet duchownych ofiarach moskiewskiego oprawcy. Prócz bł. ks. Popiełuszki, byli to księża Niedzielak, Zych, Suchowolec i wielu innych, którzy cudem uniknęli śmierci, jak ks. Isakowicz-Zaleski, czy ks. Małkowski. Nic to – postanowiono, że naczelny zwierzchnik esbeckich oprawców ma przejść do historii w glorii ojca-założyciela polskiej demokracji, a towarzyszyć będzie temu pełna kościelna celebra ze mszą w Katedrze Polowej włącznie. Taka ma być zbiorowa pamięć Polaków wedle wytycznych Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP i taka właśnie dyrektywa zostanie przyklepana łopatą grabarza w piątek 30 maja 2014 roku na Powązkach. Zapamiętajmy tę datę, stanowi bowiem ona jasny drogowskaz dla wszelkiej maści zdrajców i sprzedawczyków.

III. 13 Grudnia na Powązkach

Na tych samych Powązkach znajduje się „Łączka” na której wydobywa się kości polskich bohaterów narodowych – tych samych, których zwalczała m.in. Informacja Wojskowa z młodym, ambitnym agentem „Wolskim”. W pobliżu grobu Jaruzelskiego znajduje się grób płk. Kuklińskiego – człowieka, który ocalił świat przed atomową zagładą III wojny światowej. Ale z drugiej strony, towarzysz generał przytuli się po śmierci do swych komunistycznych komilitonów – Bolesława Bieruta czy Zygmunta Berlinga. Trudno o lepszy dowód na aksjologiczną schizofrenię współczesnej Polski.

Wybaczyć zbrodnie można jedynie na gruncie prawdy i skruchy winowajcy. Inaczej mamy do czynienia z promocją łajdactwa, rozzuchwalającą potencjalnych następców. Pisząc te słowa nie wiem jaki przebieg będzie miał pogrzeb czerwonego satrapy i czy dojdzie do jakichś prób manifestacji sprzeciwu. Wiem jedno - nie wolno zaprzestać demonstracji w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego. Tyle, że miejsce powinno być już inne. Zamiast pod willą Jaruzelskiego przy ulicy Ikara 5, znicze i transparenty powinny się od tej pory pojawiać się co roku w nocy z 12 na 13 grudnia w pobliżu kwatery A4 na warszawskich Powązkach Wojskowych, gdzie zakopane będą prochy mundurowego mordercy. Inaczej amnezja faktycznie może zwyciężyć w świadomości naszych rodaków. Jak już napisałem, symbole są ważne, o czym dobrze wiedzą chociażby moskiewscy zwierzchnicy generała, walczący o zachowanie w polskiej przestrzeni publicznej pomników swej dominacji.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 22 (02.06-08.06.2014)

wtorek, 13 grudnia 2011

Trzydziesty Trzynasty



Dziś, gdy mija trzydziesta rocznica wypowiedzenia wojny polsko-jaruzelskiej, stwierdzić należy, iż owa wojna bynajmniej się nie skończyła.


I. Kremlowski namiestnik

Mamy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego zroszoną potokiem cynizmu, wydalonym przez chwiejącego się nad grobem czerwonego starca. Tym razem cynizm ów przybrał formę listu, w którym sowiecki generał w polskim mundurze na jednym oddechu przeprasza i stwierdza, że po raz drugi zrobiłby to samo.

Nie wątpię, że zrobiłby. Cała jego biografia, tak klarownie przedstawiona chociażby w filmie „Towarzysz generał” jasno wskazuje, że ten kremlowski namiestnik zaprzedany był swym mocodawcom w stopniu przekraczającym granice zwykłego karierowiczowskiego służalstwa. Należał do NICH i do komunizmu całym swym jestestwem, od chwili, kiedy został skutecznie złamany przez syberyjskie doświadczenia. Od tamtej pory „kwestia polska” miała dla tego człowieka wartość o tyle, o ile mogła być spożytkowana jako część składowa „nierozerwalnych sojuszy”. W momentach gdy „kwestia polska” sojuszowi z Sowietami zagrażała, towarzysz generał wiedział co robić – należało podejmować „dramatyczne decyzje”, spowodowane, oczywiście, „wyższą koniecznością” i strzelać do ludzi. I towarzysz namiestnik te decyzje podejmował. W ten sposób pojmował bowiem komunistyczny patriotyzm, przez którego pryzmat patrzył na swoje służbowe powinności.

Tak właśnie należy rozumieć frazę: „Gdybym w identycznych okolicznościach miał dziś decydować, uczyniłbym to samo”. Takie jest jej niewypowiedziane przesłanie, chyba że przyjmiemy, iż satrapę ogarnęła demencja i uwierzył we własną propagandę o wojnie domowej i groźbie wkroczenia „radzieckich”. Dla porządku przypomnijmy więc, że to on prosił o „zabezpieczenie” - interwencję sowiecką przeciw własnemu narodowi, gdyby coś poszło nie tak. To on, napotkawszy na jednoznaczną odmowę, zdecydował się zdusić „solidarnościową ekstremę” własnymi siłami. To on wreszcie, zadanie wykonał gorliwie i starannie – jak na zaufanego prymusa przystało.

I to on, gdy nadeszły inne wytyczne, zabrał się do przepoczwarzenia ustroju. Na bardziej zgodny z duchem epoki, gwarantując wpływy i dozgonną bezkarność wyznaczonym grupom „aparatu” – plus należytą pozycję dokooptowanym przy okrągłym stole świeżym sojusznikom i starym konfidentom, rekrutowanym przez generała Kiszczaka spośród „konstruktywnej opozycji”. Aby nowy ład spełniał zadekretowane wymogi pluralizmu.

II. Dwie biografie

Za każdym razem gdy myślę o dożywającym swych dni czerwonym starcu (acz, dla higieny, staram się nie myśleć o nim zbyt często) przychodzą mi na myśl słowa Andrzeja Gwiazdy, który powiedział (przytaczam sens wypowiedzi), że Syberia kształtowała dwa rodzaje ludzi: jedni wracali zahartowani jako nieprzejednani wrogowie nieludzkiego systemu i wszystkiego, co się z nim wiązało; inni przeciwnie – powracali złamani, stłamszeni, przekonani o sowieckiej wszechpotędze i bezsensowności oporu.

Ci drudzy stanowili gotowy materiał na „ludzi sowieckich” - niewolników niższej i wyższej rangi z zaszczepionym na stałe, nieusuwalnym genem poddaństwa.

Nie muszę chyba dodawać, że postaci Andrzeja Gwiazdy i Wojciecha Jaruzelskiego stanowią modelowe przykłady obu typów, co w zaistniałych warunkach siłą rzeczy jednego musiało popchnąć do heroicznego sprzeciwu, drugiego zaś wywindować na szczyty niewolniczej hierarchii, która ów sprzeciw dławiła.

Obecnie ten pierwszy ma za sobą lata zapomnienia, „wygumkowywania” z kart najnowszej historii, przyprawiania gęby oszołoma i życia na poziomie materialnym ofiar transformacji, w których imieniu zresztą nieugięcie występował - za co zapłacił wyznaczoną mu przez mainstream III RP cenę wzgardy. Ten drugi dożywa swych dni w spokoju i dobrobycie, otoczony czcią „aparatu” i wdzięcznością całego obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, dla którego stał się patronem lukratywnych przemian.

III. Niedokończona wojna

Dziś, gdy mija trzydziesta rocznica wypowiedzenia wojny polsko-jaruzelskiej, stwierdzić należy, iż owa wojna bynajmniej się nie skończyła. Stan wojenny był warunkiem koniecznym, by stłumić w zarodku odradzającą się polskość, rozumianą jako świadomość istnienia wspólnego dobra i wtłoczyć nadwiślański materiał ludzki na powrót w mentalne koleiny, że tak odwołam się do Ziemkiewicza – polactwa. Temu służyła mroczna dekada lat 80-tych. Bez niej niemożliwy byłby okrągłostołowy przekręt założycielski III RP i jego wszystkie patologiczne konsekwencje z obecną dyktaturą matołów włącznie.

Dlatego...

- rozumiejąc, czemu obóz beneficjentów i utrwalaczy III RP zaprzągł wszelkie możliwe służby i środki, by patroni owego tworu polsko-podobnego zeszli do grobu bez orzeczenia o winie;

- rozumiejąc, iż jedyny realny wybór decydujący o przyszłych losach Polski przebiega między tymi, którzy (świadomie lub nie) wspierają długofalowe konsekwencje 13 grudnia roku 1981, a tymi którzy w owe założycielskie imponderabilia godzą;

- rozumiejąc, dlaczego hołubieni są jedni, a niszczeni drudzy - bez względu na deklarowane kwestie „programowe”, bo nie o „program” tu chodzi, tylko o coś znacznie głębszego;

- rozumiejąc wreszcie, że mamy przeciw sobie całą państwową machinę, wszystkie zasoby ludzkie i materialne pozostające we władzy jawnych i tajnych sieci wzajemnych powiązań;

…winniśmy zrobić wszystko, by ten dogorywający z poczuciem wygranej czerwony starzec nie zwyciężył. By nie zwyciężyło urągliwe przesłanie jego listu, powtarzające z dementywnym uporem zestaw propagandowych bredni.

By zwyciężyło przesłanie z gruntu odmienne. To, które kończy się słowami:

„Bądź wierny Idź”

 

Gadający Grzyb