Oto
na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz,
który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze.
I. Taniec nad
trumną
Zdawałoby
się, że po
takim wydarzeniu jak gdańska tragedia, można oczekiwać od uczestników
sceny politycznej choćby chwilowego wyciszenia i zachowania minimum
przyzwoitości – tak, jak od niepamiętnych czasów w naszym kręgu
kulturowym zwykło się reagować w obliczu majestatu śmierci. Ze
śp. prezydentem Pawłem Adamowiczem można było się nie zgadzać, ba –
nawet zwalczać go politycznie (sam niejednokrotnie go krytykowałem),
ale to wszystko w momencie bestialskiego mordu zostaje unieważnione,
a w każdym razie powinno zejść na bardzo daleki plan.
Bezsensowna, okrutna śmierć zadana mu przez – wszystko na to
wskazuje – zaburzonego bandytę, jest ostatnim powodem do
eskalowania potępieńczych swarów.
I
przez moment wydawało się, że tak faktycznie będzie. Ze strony
przedstawicieli rządu napłynęły kondolencje, wyrazy współczucia i
zapewnienia o modlitwie, a prezydent Andrzej Duda zapowiedział na
dzień pogrzebu ogłoszenie żałoby narodowej. W wielu miastach odbyły
się marsze milczenia w proteście przeciw nienawiści. Ale najwyraźniej
nie mogło się na tym skończyć. Ktoś
uznał, że śmierć prezydenta Gdańska jest zbyt dobrym paliwem dla
podsycenia plemiennej wojny, by ją ot, tak „zmarnować”.
Sygnał do ataku dał wicenaczelny „Gazety Wyborczej”,
Jarosław Kurski – i to jeszcze wtedy, gdy Paweł Adamowicz
walczył w szpitalu o życie. W
wyjątkowo obrzydliwym komentarzu wprost zasugerował, że winę za atak
ponosi PiS, który „zasiał ziarno nienawiści”, a zbrodnia
ma charakter stricte polityczny,
bowiem doszło do „wyrachowanej
i zaplanowanej próby zabójstwa polityka wybranego w powszechnych
wyborach”,
wiążąc przy okazji tragedię z uczestnictwem Adamowicza w protestach
„w obronie konstytucji” i przeciwko reformie wymiaru
sprawiedliwości. Wedle tej narracji wybór ofiary przez zamachowca nie
był przypadkowy i wynikał z opozycyjnego zaangażowania polityka.
Tropem
tym poszedł na tych samych łamach Marek Beylin w tekście pod wymownym
tytułem „Jaki los może spotkać kanalie i mordy zdradzieckie”,
wskazując jako inspiratora zbrodni Jarosława Kaczyńskiego,
a także... Młodzież Wszechpolską z powodu happeningów z wieszaniem
portretów eurodeputowanych PO, którzy zagłosowali za antypolską
rezolucja Parlamentu Europejskiego czy wystawieniem Adamowiczowi
„świadectwa zgonu politycznego”, kończąc obłudnym:
„Oczywiście
PiS nie odpowiada bezpośrednio za zamach na Adamowicza. Ponosi jednak
odpowiedzialność za klimat, który sprzyja takim zbrodniczym czynom”.
Swój felieton miał przy tym czelność rozpocząć przypomnieniem mordu
na Marku Rosiaku z 2010 r. Dalej, mamy równie skandaliczne wypociny
Krzysztofa Lufta pt. „Kamerą, mikrofonem, nożem”:
„Chcieli
go tylko zabić politycznie, ale przyczynili się do jego fizycznego
unicestwienia”
z puentą: „nie
mówcie, że nie ma żadnego związku pomiędzy jednym a drugim. Bo
jest...”.
No i wreszcie „pożegnanie” ze strony samego naczelnego
„GW” Adama Michnika, wedle którego Paweł Adamowicz „oddał
życie” za „Polskę samorządną, tolerancyjną,
pluralistyczną i wielobarwną”. Wisienką na torcie hipokryzji
był apel portalu „Gazeta.pl” o walkę z „mową
nienawiści”, która miała jakoby doprowadzić do tragedii.
II.
Dwie różne zbrodnie
Przypomnijmy
jednak dla porządku, co faktycznie się wydarzyło. Podczas
lokalnego finału WOŚP na scenę z prezydentem Gdańska wdarł się
niejaki Stefan W. - 27-letni kryminalista, skazany na 5,5 roku
więzienia za cztery napady na banki. Jeszcze podczas odbywania kary
została u niego zdiagnozowana choroba psychiczna (schizofrenia) i
przez część pobytu za kratkami był poddawany leczeniu.
Tenże Stefan W. zdobył lub podrobił plakietkę „Media”,
dzięki której mógł się przedostać w pobliże prezydenta Adamowicza i
zadać mu ciosy nożem. Z okrzyków wydawanych przez sprawcę wynikało,
że winą za swoje uwięzienie i rzekome „tortury” (być może
jako „tortury” zakwalifikował właśnie przymusowe leczenie
w zakładzie karnym) obarcza PO, za rządów której został skazany. O
słabej orientacji politycznej Stefana W. świadczy chociażby to, że
najwyraźniej nie wiedział, iż Paweł Adamowicz od dłuższego czasu nie
był już członkiem Platformy, która zresztą w wyborach samorządowych
wystawiła przeciw niemu własnego kandydata – Jarosława Wałęsę.
W
każdym razie, Stefan W. zakończył odbywanie kary w grudniu 2018 (o
czym służby więzienne poinformowały lokalną policję ze względu na
chorobę psychiczną przestępcy) i od tamtej pory szukał okazji do
zemsty – niestety, skutecznie.
Osobną kwestią jest sprawa organizacji i zabezpieczenia gdańskiego
finału WOŚP, który nie został zgłoszony jako impreza masowa, a
medialne identyfikatory były wydawane „od ręki” i
anonimowo.
Krótko
mówiąc, literalnie nic nie wskazuje na jakąkolwiek ściśle polityczną
motywację, poza subiektywnym poczuciem krzywdy chorego umysłowo
mordercy. W szczególności zaś brak jest choćby najmniejszych poszlak
sugerujących, że kierował się jakimikolwiek wypowiedziami polityków
obozu rządzącego bądź sprzyjających rządowi mediów.
Zupełnie
inaczej sprawa się miała z zabójstwem działacza PiS, Marka Rosiaka,
do którego doszło w Łodzi 19 października 2010 r. Były
członek PO Ryszard Cyba jednoznacznie, otwartym tekstem, tuż po
morderstwie stwierdził, iż jego pierwotnym celem miał być Jarosław
Kaczyński, a do zamachu nie doszło wyłącznie dlatego, że „miał
za małą broń”, przez co nie był w stanie oddać skutecznego
strzału do dobrze chronionego lidera PiS.
Pracownicy łódzkiego biura europosła Janusza Wojciechowskiego stali
się więc ofiarami zastępczymi. Ponadto na salę sądową Cyba przyniósł
manifest, z którego wynikało, że został zainspirowany tzw. „wrzutkami
smoleńskimi” kolportowanymi przez obóz PO i jej media, wg
których odpowiedzialność za tragedię smoleńską mieli ponosić bracia
Kaczyńscy. Tu
zatem zarówno polityczna motywacja, jak i jej źródła nie pozostawiają
cienia wątpliwości – ponadto Ryszard Cyba został uznany za w
pełni poczytalnego podczas dokonywania zamachu, co poskutkowało karą
dożywocia. Nie dajmy sobie więc wmówić, że oba morderstwa cokolwiek
łączy.
III.
Przekaz kampanii
Wracając
do przytoczonych na wstępie artykułów „GW” - wystarczy
zerknąć na komentarze „pod kreską” na internetowych
stronach „Gazety.pl”, by się przekonać, że przypisanie
winy PiS wyjątkowo podpasowało wyznawcom „totalnej opozycji”
- a także niektórym politykom. Bogdan Borusewicz raczył stwierdzić,
że do „mordu politycznego” doprowadziła „atmosfera
szczucia i nagonki”, w podobnym duchu wypowiedział się Jakub
Bierzyński - doradca Roberta Biedronia (wcześniej Ryszarda Petru),
szef domu mediowego OMD i aktywista „totalnych”.
Twitterowe bluzgi Andrzeja Celińskiego nie nadają się do cytowania. Z
kolei warszawski „marsz milczenia” bynajmniej nie
przebiegł w ciszy i skupieniu, tylko w atmosferze wiecu – było
polityczne wystąpienie aktywisty KOD i odczytanie wiersza Tuwima
„Pogrzeb prezydenta Narutowicza”. Swoistym
dopełnieniem stały się słowa Donalda Tuska wygłoszone w Gdańsku:
„obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed
nienawiścią i pogardą”, nawiązujące do słynnej „Modlitwy
o wschodzie słońca”.
Dlaczego
tak obszernie omawiam te wykwity politycznego zacietrzewienia? Z
prostej przyczyny – oto
na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz,
który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze. Wypowiedź Tuska jest tu
wyjątkowo czytelnym sygnałem – śmierć Pawła Adamowicza ma być
detonatorem społecznej bomby, która wysadzi w powietrze obecny rząd.
Bo przecież chyba nikt nie sądzi, że Tusk obiecał bronić Polski i
Europy przed niepoczytalnymi kryminalistami? Intencja jest jasna:
zbrodnię należy „przyszyć” PiS-owi i sprawić, by w
powszechnym odbiorze to partia rządząca i osobiście Jarosław
Kaczyński zostali wmanipulowani w swoiste „sprawstwo
kierownicze” jako inspiratorzy politycznego morderstwa. Paweł
Adamowicz ma natomiast zostać zakwalifikowany jako męczennik i ofiara
reżimu. A że wbrew faktom? Tym gorzej dla faktów.
Gadający
Grzyb
Na
podobny temat:
Ryszard
Cyba i system kłamstwa
Notek
w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Artykuł
opublikowany w tygodniku „Warszawska
Gazeta” nr 03 (18-24.01.2019)