Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo Islamskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo Islamskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 grudnia 2015

Pod-Grzybki 31

Dobre: UE przekaże Turcji 3 mld euro na powstrzymanie fali migrantów. Innymi słowy - najpierw Turcja z premedytacją wypchnęła „uchodźców” ze swoich obozów do Europy, a teraz jeszcze od tejże Europy zainkasuje 3 mld „ojrosów”, żeby więcej tego nie robiła. Aha i jeszcze jedno - Polska dorzuci się do tej łapówki dla Turków kwotą 71,2 mln euro.

*

A co tam, idźmy na całość – ile miliardów łapówki trzeba będzie wręczyć sułtanowi Erdoganowi i politycznym cadykom z Izraela, żeby przestali kupować ropę od Państwa Islamskiego? Bo tak się składa, że Turcja i Izrael to najwięksi regionalni sponsorzy islamistycznych rezunów z PI. Może również my przestaniemy się obcyndalać i zamówimy sobie transport taniej ropy? Na potrzeby komunikacji zbiorowej w okresie zimowej kanikuły będzie jak znalazł.

*

Mediodajnie donoszą, że Niesiołowski odleciał i w chwili obecnej orbituje na „Sputniku”. To znaczy, udzielił wywiadu ruskiej propagandowej jaczejce „Sputnik Polska” w którym dawał upust swym obsesjom na tle Kaczyńskiego, PiS-u i Macierewicza. Cóż, szaleństwo Stefana jest faktem ogólnie wiadomym, ale akurat ten paroksyzm naznaczony jest charakterystyczną symboliką. Oni w ochronie własnych tyłków naprawdę gotowi są posunąć się do zdrady stanu – tyle, że tym razem nie wezwą na pomoc carycy Katarzyny, tylko cesarzową Angelę przy brukselskim błogosławieństwie.

*

Wypisy z prekursorów Komitetu Obrony Demokracji:

Bracia nasi, wołamy do was! Wznosimy ręce nasze do was, za tą wspólną Ojczyzną, która ginie, a którą wy zachować możecie, nie idzie tu o nas tylko, zginiecie i wy, gdy Rzczplta ginąc będzie, pomnijcie, iż gdzie się sadowi tyrania, tam na czas zwlec zgon swój można, ale go nie uniknąć, później czy prędzej wszystko, co tchnie wolnością, pod ciężarem despotyzmu upaść musi”. Jeśli ktoś się nie zorientował, wyjaśniam: to końcowy akapit aktu Konfederacji Targowickiej. Wystarczy uwspółcześnić język i mamy gotowca – podkładkę do „bratniej pomocy”. Tak tylko ostrzegam, żebyśmy się później nie zdziwili.

*

Pamiętają Państwo aferę ze zdjęciem z masakry w Lubinie w 1982 r., wykorzystanym w kampanii reklamowej producenta wódki? Okazało się, że panienka, która owo zdjęcie sobie „wyguglała” jest z wykształcenia... historykiem. Co więcej, fotografię ściągnęła ze strony IPN – i nic jej w pustym łebku nie zaświtało. Na dobrą sprawę, powinno się ją umieścić w klatce przed gmachem MEN jako żywy symbol „boomu edukacyjnego” III RP, którym tak chełpią się nasze elity.

*

Drodzy Państwo, poważna sprawa. Królowi Europy brukselskie rosoły uderzyły do głowy i pod ich wpływem delikatnie, bo delikatnie – ale jednak skrytykował w prasowym wywiadzie politykę imigracyjną Niemiec. Na szczęście, niemieckie media z miejsca rzuciły się mu do d..., przypominając że to nieładnie kąsać rękę, która karmi. Hmm, ponoć „każdy durak po swojemu s uma schodit” - zatem nasz europejski Król Julian postanowił najwyraźniej „zejść” na manię wielkości.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 48 (09-15.12.2015)

poniedziałek, 30 listopada 2015

Między dżihadem a rekonkwistą

Skoro mamy wewnątrzeuropejski dżihad, to musimy odpowiedzieć wewnątrzeuropejską rekonkwistą/krucjatą.

I. Europa i kamieni kupa

Rozczuliło mnie lewackie miauczenie, że zamachowcy z Paryża rekrutowali się głównie spośród mieszkającej w Europie od pokoleń ludności muzułmańskiej, w związku z czym absolutnie nie należy ich wiązać z obecnymi „uchodźcami”. Dobrze, rozbrójmy tę kretyńską, propagandową bombkę i miejmy to za sobą. Przede wszystkim, wśród terrorystycznej szajki jak najbardziej znaleźli się przemyceni w tłumie wysłannicy Państwa Islamskiego. Ale mniejsza – rzecz w tym, że mordercy pochodzący ze środowisk „osiadłych” muzułmanów są żywym dowodem na porażkę polityki multikulturalizmu i świadectwem, że pozornie „zasymilowani” wyznawcy Allaha są bombą z opóźnionym zapłonem. Przesłanie lewicy można w zasadzie streścić następująco: przygarnijmy „uchodźców” i poczekajmy aż zaczną nas wyrzynać ich dzieci. Te „oswojone”, urodzone w Europie i z tutejszym obywatelstwem.

Paryski zamach świadczy także o nieskuteczności dotychczasowych środków prewencyjnych. Francuskie służby po masakrze w „Charlie Hebdo” dostały nadzwyczajne uprawnienia inwigilacyjne. Od dłuższego czasu było wiadomo, że terroryści stosują nową taktykę – zamachów mają dokonywać nie lokalni muzułmanie, tylko pochodzący z innych państw UE, korzystając z otwartych granic strefy Schengen. I co? Wychodzi, że Europa, to mówiąc klasykiem, „kamieni kupa”, a byle banda fanatyków z kałachami może urządzać rzeźnię gdzie popadnie. No chyba, że odpowiednie służby miast tropić dżihadystów skupiły się na monitorowaniu „skrajnej prawicy”, gdyż to ona właśnie, jak nas pouczają od świtu do zmierzchu, jest najpoważniejszym zagrożeniem dla Europy... Ale ostatecznie dobiły mnie „recepty” różnych mędrców perorujących, co należy zrobić, by podobnej jatki uniknąć w przyszłości – tu już mieliśmy odlot w kierunku najczystszej, świadczącej o kompletnej bezsilności, fantazji.

II. Hidżra i dżizja

Otóż, w reakcji na zamachy pojawiają się postulaty wspólnej wyprawy na Bliski Wschód w celu „opanowania sytuacji”. To jest naprawdę paradne: Syryjczycy i inni będą kolonizować Europę, pobierać od Europejczyków haracz zwany pomocą socjalną, my zaś pójdziemy walczyć - w ich imieniu i interesie. Proszę zwrócić uwagę, jaką, patrząc z perspektywy islamu, mamy sytuację. Oto dokonuje się „hidżra”, czyli przewidywana przez Koran forma podboju polegająca na zasiedlaniu danego terytorium przez „synów Proroka”. Z ich punktu widzenia jest to „ziemia Boga” - ląd, który muzułmanom się należy i winni objąć go we władanie. Owo „należy” to zresztą słowo-klucz opisujące nastawienie najeźdźców oraz ich oczekiwania wobec Europy i Europejczyków. W islamie funkcjonuje coś takiego jak „dżizja” - danina płacona przez chrześcijan muzułmanom - i część migrantów właśnie w taki sposób traktuje otrzymywany w Europie „socjal”. Nie jako jałmużnę, lecz jako należną im daninę właśnie. Nic więc dziwnego, że eskalują roszczenia – skoro niewierni płacą im daninę, to wszak można wymusić jej zwiększenie. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia... Znana jest wypowiedź jednego z „uchodźców” domagającego się zapewnienia mu seksu, gdyż „bolą go jądra” - zatem „dżizja” może również przybrać formę „świadczeń w naturze”: oddania do dyspozycji wyposzczonym przybyszom europejskich kobiet. Hmm, może by podesłać im panią Kingę Dunin, która nie tak dawno temu rozpływała się nad przymiotami przybywających do Europy „książąt Orientu”?

No, a teraz ten pomysł wyprawy, by „zaprowadzić porządek”. W kontekście powyższego, okazałoby się, że Europejczycy nie tylko płacą „dżizję”, ale stają się janczarami imigrantów. Oczywiście, Zachód ma swoje za uszami – sprowokowanie serii rewolt w ramach „arabskiej wiosny”, wcześniej inwazja na Afganistan i Irak (do której również my, Polacy, dołożyliśmy swoje trzy grosze „umacniając sojusz” z USA – ile to było warte, przekonaliśmy się w momencie „resetu” Obamy). Okazało się, że zaordynowane lekarstwo na islamski dżihadyzm, którego nową odsłonę zapoczątkował zamach z 11 września 2001, jest gorsze od samej choroby – świat muzułmański nie jest w stanie wprawdzie przeciwstawić się Zachodowi w bezpośrednim, konwencjonalnym starciu, ale ma broń równie skuteczną – ludzi. I właśnie jej używa. Z jednej strony przeszkolone, fanatyczne jednostki siejące terror, z drugiej – ludzka rzeka zalewająca wrogi obszar i bez skrupułów wykorzystująca liberalne przesądy rozmamłanej mentalnie Europy.

III. Poroniona „krucjata”

Mówiąc pół żartem, pół serio – udział w podobnej „krucjacie” miałby dla nas sens jedynie wówczas, gdybyśmy na jej skutek mogli sobie wykroić stosunkowo nieduże acz zasobne w jakieś dobra „województwo lewantyńskie” w którym ludność autochtoniczna trzymana byłaby za pyski tak, by nawet nie pomyślała o buncie. Innymi słowy, kolonializm w możliwie najbardziej zamordystycznym wydaniu – na podobieństwo krwawej tyranii, jaką utrzymywał w posłuchu tę dzicz Assad, Hussajn, czy inny Kadafi. Tylko wtedy takowa wycieczka miałaby ręce i nogi. Jeżeli nie chcielibyśmy się brudzić codziennym, żmudnym terrorem, moglibyśmy nawet takie „województwo” dać w arendę Izraelowi w zamian za cykliczny „czynsz” i zrzeczenie się wszelkich roszczeń majątkowych w stosunku do Polski. Podobna metoda sprawdzała się u nas przez stulecia na linii dziedzic-arendarz-chłopi, więc może sprawdziłaby się i dzisiaj. „Czynszem” mogłyby być nawet te same 3 miliardy dolarów rocznie, które Izrael otrzymuje od Stanów Zjednoczonych. Co wycisnęliby z oddanych im ludzi i ziemi ponad to – byłoby ich. Żydzi nie mają skrupułów, nie pozwalają wiązać sobie rąk różnym humanitarnym sentymentom i wiedzą jak obchodzić się z autochtonami. Tu jednak najpierw należałoby realistycznie skalkulować koszta i spodziewane zyski, no i przede wszystkim – dysponować siłą, by całe przedsięwzięcie przeprowadzić. Póki co, nie stać nas – ani militarnie, ani finansowo, zatem sprawę można odstawić w kąt. Przynajmniej do czasu.

Równie poronionym pomysłem jest koncepcja formowania w Europie spośród migrantów jakichś legionów, które po przeszkoleniu i uzbrojeniu wysłane zostałyby na Bliski Wschód, by walczyć o swoje ziemie. Pierwsza rzecz – jak posegregować tę przemieszaną masę Syryjczyków, Irakijczyków, Afgańczyków i diabli wiedzą, kogo jeszcze? Afgańczyk nie będzie walczył o Syrię i vice versa. To są ludzie bez dokumentów, bez tożsamości, tak naprawdę nic o nich nie wiemy. Po drugie – jaką mamy gwarancję, że uzbrojeni nie rzucą się nam do gardeł, lub chwilę później nie wrócą, by nas masakrować? Bo nam obiecają, że tego nie zrobią? Pamiętajmy, że w islamie okłamywanie niewiernych i kamuflowanie się na wszelkie możliwe sposoby, by następnie tym skuteczniej uderzyć, jest ogólnie przyjętą metodą prowadzenia walki – o czym przekonujemy się przy okazji kolejnych zamachów przeprowadzanych przez „zasymilowanych” muzułmanów. No i po trzecie, najważniejsze – gdyby chcieli walczyć, to by ich tutaj nie było. Zostaliby u siebie, tak jak lokalne siły samoobrony operujące w Syrii, czy Kurdowie, którzy jako jedni z nielicznych realnie walczą z Państwem Islamskim przy minimalnym wsparciu Zachodu i z wrogą Turcją nad głowami.

Pouczające jest doświadczenie amerykańskie. USA wydały setki milionów dolarów na obozy szkoleniowe mające sformować tam, na miejscu, „umiarkowane” oddziały walczące przeciw Państwu Islamskiemu. Jedyna grupa, którą udało się wyszkolić poszła z miejsca w rozsypkę, częściowo przechodząc na stronę PI. Śmiem przypuszczać, że z wyszkolonymi w Europie „legionami” imigrantów byłoby podobnie.

IV. Rekonkwista

Nie ma co się łudzić – na skutek obłąkańczej polityki imigracyjnej (a w zasadzie – jej braku, bo ogłoszenie, że „herzlich wilkommen” wszystkich jak leci, nie jest żadną polityką, jeszcze raz podziękujmy „mutter Angeli”) Europa zafundowała sobie wewnętrzny dżihad na pokolenia. Zabijać będą zarówno nowi przybysze zaraz po tym, jak już się tutaj jako tako zadomowią, ich potomkowie oraz potomkowie tych, którzy są „tutejsi” od dziesięcioleci – a reszta będzie się pracowicie rozmnażać na chwałę Allaha. W zasadzie jedynym sposobem na ograniczenie zagrożenia jest - nie bacząc na koszty - odesłanie tego miliona, który właśnie przybył, zasieki na zewnętrznych granicach UE, przechwytywanie łódek i ich zatapianie połączone z konsekwentnym odstawianiem migrantów tam skąd przyszli, zawieszenie strefy Schengen i przywrócenie kontroli na granicach państw członkowskich. A nade wszystko – zerwanie z ideologicznym obłędem „tolerancji” oraz „multi-kulti”. Krótka piłka – nie podoba ci się u nas, nie akceptujesz naszych reguł – won! Albo do piachu - co pan, panie muslim, wolisz. Skoro mamy wewnątrzeuropejski dżihad, to musimy odpowiedzieć wewnątrzeuropejską rekonkwistą/krucjatą. Każda inna droga będzie tylko odwlekaniem zagłady.

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

Bliskowschodni kocioł

Euro-kalifat

Niemiecki dżihad

Bankructwo Angeli Merkel

Charlie Hebdo w jaskini demonów

Imigranci chędożą Europę

Pełzający dżihad

Wędrówki ludów

Zamach we Francji czyli deja vu

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2877-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 46 (25.11-01.12.2015)

czwartek, 26 listopada 2015

Zamach we Francji, czyli deja vu

Barbarzyńskie hordy chcą tego samego, co wszyscy najeźdźcy od tysiącleci – naszych majątków i naszych kobiet. I póki co - dostają jedno i drugie.

Gdy przychodzi mi komentować wydarzenia w rodzaju ostatnich zamachów we Francji, towarzyszy mi nieodparte uczucie deja vu – wszystko to już było. Banda muzułmańskich fanatyków urządza masakrę, służby wdrażają „intensywne działania”, wstrząśnięci ludzie gromadzą się paląc znicze i składając kwiaty, a media... media przystępują do ofensywy ideologicznej i robienia publice wody z mózgów, by przypadkiem nikt nie wyciągnął nieodpowiednich wniosków. I tak, po raz kolejny dowiadujemy się, że „przemoc” jest be i należy przeciw niej protestować – ale raczej tak „w ogólności”, że stosowną odpowiedzią powinno być „pogłębienie integracji” i wzmożenie wysiłków na rzecz „asymilowania” obcych kulturowo przybyszów, by nie czuli się „odrzuceni”, nade wszystko zaś – by nie wiązać zamachów z problemem imigrantów, bo to brudna woda na młyn nacjonalistycznej i ksenofobicznej prawicy. Przeczytałem nawet, że dżihadystom właśnie chodzi o to, by „skrajna prawica” doszła do głosu i „podzieliła Europę”.

Owszem, owa „skrajna prawica” jest zagrożeniem – ale dla lewackich durniów i zbrodniarzy, których obłędna polityka obłaskawiania demonów po raz kolejny doprowadziła do krwawej łaźni. Dla tych, którzy zaślepieni kulturową wojną z fundamentami łacińskiej cywilizacji widzą w napływie imigrantów szansę na rozsadzenie podstaw Europy, a w muzułmanach – taktycznych sojuszników w dziele inżynierii społecznej. Tymczasem, jak do tej pory najbardziej tragiczne w skutkach zamachy miały miejsce w kolebkach „multikulturalizmu” - liberalnym i otwartym na oścież Paryżu, nieco wcześniej zaś – Londynie. W miejscach, gdzie muzułmanów dopieszcza się na wszelkie możliwe sposoby, włącznie z rugowaniem chrześcijańskiej symboliki z przestrzeni publicznej, by nie urazić ich delikatnych uczuć. W miastach i krajach, w których zabrania się mówić o Bożym Narodzeniu, a pracownicy państwowych instytucji mają zakaz noszenia krzyżyków. No więc, skoro tak nas się boją – stwierdzili islamiści – to przykręćmy im jeszcze bardziej śrubę, aż do ostatecznego zwycięstwa Proroka.

Swoją drogą, przypomina mi to nieco sytuację w Polsce lat 90-tych, kiedy to różne gangi i mafie siały terror, a jedyną reakcją były groteskowe „marsze milczenia” na widok których rozbezczelniona bandyterka mogła tylko śmiać się w kułak w słusznym skądinąd przekonaniu, że taki wyraz skrajnej bezsilności oznacza de facto przyzwolenie na kolejne pobicia i zabójstwa. Na każdy głos, by zaprzestać cackania się z przestępcami tutejsze elity spod znaku michnikowszczyzny miały tylko do zaoferowania wrzask, że ciemny motłoch żąda „powrotu państwa policyjnego”, a w ogóle to „surowość kary nie odstrasza”. Trzeba było dopiero objęcia teki ministra sprawiedliwości przez Lecha Kaczyńskiego, by rozpocząć mozolne zmiany – a i wtedy mędrcy w rodzaju Krzysztofa Kozłowskiego straszyli, że na ulicach będą grasowały „szwadrony śmierci”. Podobne skojarzenie miałem na widok kretyńskiego marszu po zamachu na „Charlie Hebdo”. Pójdźmy razem z Hollandem i Merkel trzymając się za rączki, to islamiści się wzruszą i przestaną nas zabijać.

Cóż, na miejscu Francuzów podziękowałbym w odpowiednio dobitnych słowach ich byłemu prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu za rozwalenie Afryki Północnej w pogoni za mocarstwowym mirażem „Unii Śródziemnomorskiej”, Amerykanom za destrukcję Bliskiego Wschodu, koniec końców zaś - „mutter Angeli” za rozgrodzenie Europy i wpuszczenie tutaj hord wypierdków Mahometa. Przybywają do Europy niczym na zielone pastwiska, gdzie będzie się ich karmić i poić – bo też oferowany im „socjal” jest w istocie współczesną formą haraczu, by łaskawie nie urządzali zamieszek, nie demolowali miast i nie palili samochodów. A rajskie hurysy wezmą sobie sami – już biorą, statystyki są nieubłagane – wraz z napływem imigrantów skokowo rośnie liczba gwałtów. Zresztą, przypuszczam, że wizja rozwiązłych Europejek (a z punktu widzenia islamu, wszystkie takie są) również jest jednym z motorów napędowych dla setek tysięcy przybywających tu młodych mężczyzn, którzy za naturalną rzecz przyjmują, że te wszystkie wyzywająco noszące się kobiety są od tego, by ich zaspokajać. Znamienne są tu narzekania jednego z tych przybyszów, że w ośrodku dla uchodźców nie może sobie ulżyć i przez to, cytuję, „bolą go jądra”. Krótko mówiąc, barbarzyńskie hordy chcą tego samego, co wszyscy najeźdźcy od tysiącleci – naszych majątków i naszych kobiet. I póki co - dostają jedno i drugie.

Nie bądźmy głupcami. Nie pozwólmy wplątać się w ten obłęd. Na cokolwiek zgodziła się Ewa Kopacz, należy wyrzucić to do kosza. Mamy sojuszników w Grupie Wyszehradzkiej. Stanowisko przytłaczającej większości Polaków jest jasne: ani jednego imigranta w naszym kraju!

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2834-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 47 (20-26.11.2015)

poniedziałek, 14 września 2015

Euro-kalifat

Jedyne o czym możemy i powinniśmy rozmawiać, to jak odeprzeć obecną inwazję, a nie o tym jak szeroko Europa ma rozłożyć kolana przed najeźdźcami.

I. Samobójstwo Europy

Wygląda na to, że mamy nieszczęście żyć w tzw. „ciekawych czasach”. Oto bowiem na naszych oczach dzieje się historia – inwazja muzułmanów zmienia bezpowrotnie oblicze Europy i wszystko zmierza prostą drogą do utworzenia kalifatu rozciągającego się na całej zachodniej części kontynentu. W ciągu pierwszego półrocza granice Unii Europejskiej przekroczyło ponad 400 tys. imigrantów, a szacuje się, że do końca roku będzie to milion. W samym lipcu zarejestrowano 107,5 tys. rzekomych „uchodźców” będących w istocie przybyszami czysto „socjalnymi”, zorientowanymi na żerowanie na systemie opieki społecznej najzamożniejszych krajów UE z Niemcami na czele. Pokazuje to dobitnie przykład węgierski, gdzie główną troską przybyłych tam muzułmanów było uniknięcie zarejestrowania, bo to odcięło by ich od bogatszego socjalu zachodniego. W związku z tym ŻĄDALI dostarczenia ich do Austrii i Niemiec, reagując agresją na wszelkie próby rozwiązania przez władze węgierskie w cywilizowany sposób narosłego kryzysu. Jeśli uświadomimy sobie, że np. taka Estonia liczy niewiele ponad 1 milion 300 tys. mieszkańców, to będziemy mieli skalę zjawiska – w ciągu roku przybywać będzie odpowiednik populacji mniejszych krajów Europy i nic nie wskazuje na to, by ów trend miał ulec zahamowaniu. Ilu spośród „azylantów” stanowią zakamuflowani terroryści Państwa Islamskiego, tylko jeden Bóg raczy wiedzieć.

Oczywiście, pod takim naporem musi się załamać nawet najbardziej zasobny system opieki – tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę operację „łączenia rodzin” i wysoką rozrodczość. Cóż, dżihadystyczni mułłowie nie od dziś głoszą ideę „podbicia Europy poprzez brzuchy naszych kobiet” - zanim jednak nas ostatecznie podbiją, wpierw doprowadzą Europę do bankructwa. Tymczasem, na horyzoncie nie widać żadnego Karola Młota, czy Jana III Sobieskiego – Wiktor Orban robi co może, jednak węgierski potencjał jest zbyt mały by powstrzymać zalew kontynentu. Węgrzy mogą co najwyżej próbować chronić samych siebie zabezpieczając granice i kierując tę ludzką rzekę gdzie indziej, za co zresztą są medialnie i politycznie sekowani przez różnych europejskich „Wielkich Braci”. Jakąś jaskółką jest niedawne stanowisko Grupy Wyszehradzkiej, lecz to wciąż zbyt mało, tym bardziej, że przywódcy zachodni, z kanclerz Merkel i prezydentem Hollande'm na czele robią wszystko, by powstało wrażenie, iż Europa postanowiła popełnić samobójstwo, otwierając wrota na oścież przed współczesnymi hordami nomadów.

Dla każdego przytomnego obserwatora oczywistym jest, że obecna polityka azylowa jest nieustającą zachętą dla kolejnych rzesz usiłujących się tu dostać. Zamiast wziąć przykład z Australii, która poradziła sobie z analogicznym problemem odsyłając niechcianych przybyszów z powrotem i – co istotne – niszcząc łodzie na których przypłynęli, uderzając tym samym po kieszeni przemytnicze mafie kontrolujące ten cały interes, Europa pogrąża się w sklerotycznej, pseudohumanitarnej retoryce. Dziesięciolecia lewackiej tresury zrobiły swoje, indoktrynacja ideologiczną utopią multikulturalizmu spowodowała mentalne rozbrojenie. Państwa europejskie, gdyby tylko chciały, były w stanie kontrolować basen Morza Śródziemnego i chronić swe wybrzeża, tak jak była w stanie to uczynić wspomniana Australia – do tego jednak trzeba minimum woli i odwagi, tej zaś brakuje. W efekcie mamy sytuację jak z Wellsa – europejscy Eloje biernie oczekują na pożarcie przez muzułmańskich Morloków.

II. Migracja spontaniczna, czy celowy plan?

Warto zadać tu pytanie, na ile obecna „wędrówka ludów” jest procesem spontanicznym, na ile zaś celowo indukowanym. Daleki jestem od wiary w jeden, wszechogarniający, światowy spisek – jestem za to jak najbardziej w stanie uwierzyć, iż świat jest konglomeratem najróżniejszych, mniejszych i większych knowań oraz spisków, to zaś czego jesteśmy świadkami jest ich wypadkową. Faktem jest, że wskutek ataku na Irak, następnie zaś wspomaganych bądź wręcz wywoływanych przez Zachód kolejnych rewolucji określanych zbiorczo mianem „arabskiej wiosny” jeden z newralgicznych regionów świata pogrążył się w krwawym chaosie. Czy intencją była jedynie chęć polityczno-ekonomicznej ekspansji a wydarzenia wymknęły się spod kontroli, czy też może przyświecał temu również jakiś szatański zamysł, by na skutek gwałtownego wzrostu zagrożenia terroryzmem styranizować społeczeństwa Zachodu, tak by sparaliżowane strachem zgodziły się na wzmożoną inwigilację i kontrolę? Zapewne nie rozstrzygniemy tego, niemniej oczywistym jest, iż „orwellizacja” sfery publicznej poszerzyła się skokowo, na niespotykaną wcześniej skalę właśnie po owych próbach „demokratyzacji” Bliskiego Wschodu i północnej Afryki. Innymi słowy, „arabska wiosna” skutkuje tym, że społeczeństwom Europy i Stanów Zjednoczonych systematycznie i na szereg sposobów, mówiąc filmowych cytatem, „robi się z d..y jesień średniowiecza”.

Wątpliwości wzbudza również postawa krajów arabskich. Obozy dla uchodźców funkcjonują w Libanie, a nawet w upadłym Iraku, natomiast najbogatsze kraje regionu skrzętnie pilnują swych granic. Na ile jest to ochrona własnego dobrobytu i stabilizacji przed zalewem nieobliczalnej, islamskiej biedoty, a na ile w pełni świadome kierowanie ludzkiego strumienia na Europę? Nawiasem mówiąc, wyjątkowo cynicznie zagrały tu USA, które przyjęły 1000 (słownie – tysiąc) uchodźców z Syrii, następnie zaś w specjalnym oświadczeniu życzyły Europie powodzenia w jej zmaganiach z muzułmańskim przypływem, deklarując jedynie jakieś finansowe wsparcie w utrzymaniu przybyszów.

Tymczasem Europa zachowuje się jak w malignie, bredząc o „kwotach” imigrantów i generalnie – o tym, jak by przychylić im nieba. Szczytem obłędu były sceny z wiedeńskiego dworca na którym witano pociąg z muzułmanami przybyłymi z Węgier gromkimi brawami. Na miejscu przybyszów pomyślałbym sobie na ten widok jedno: miejscowi się nas boją, te oklaski to wyraz słabości, prośba, byśmy ich nie zabijali – a więc dobra nasza, jeszcze trochę i zaprowadzimy tu własne porządki. Do tego dochodzi nieznośna proimigracyjna propaganda, której jednym z bardziej spektakularnych przejawów było słynne zdjęcie utopionego chłopca, przy skrzętnym przemilczeniu, że jego ojciec chciał dostać się do Niemiec, by wstawić sobie na koszt państwa nowe zęby. Nie ma to, jak pobudzić emocje metodą „na martwe dziecko”. Ten szantaż emocjonalny, prymitywny, acz skuteczny w swej prostocie powoduje, iż potem ogłupiali ludzie wrzeszczą do kamer by w try miga przyjmować uchodźców w liczbie dowolnej - kto da więcej! U nas z kolei, portal „Wyborczej” zablokował możliwość komentowania pod materiałami dotyczącymi imigrantów, bo najwyraźniej reakcje ludzi, mówiąc oględnie, dalekie były od tego, czego oczekiwali inżynierowie dusz z Czerskiej. Brawo, niech żyje polska, zdrowa ksenofobia, świadczy ona bowiem, że nie wyzbyliśmy się jeszcze ze szczętem instynktu samozachowawczego i nie pozwoliliśmy się do reszty otumanić.

III. Szantaż euro-solidarności

Nie możemy pozwolić się sterroryzować. Jeżeli ulegniemy szantażowi i damy się zastraszyć pohukiwaniom Niemiec, Austrii czy Francji, to na dobrą sprawę już dziś będziemy mogli rozpocząć staranną lekturę Koranu, oraz orientować się w położeniu Mekki, by przygotować się na nadejście nowych władców. Jedyne o czym możemy i powinniśmy rozmawiać, to jak odeprzeć obecną inwazję, a nie o tym jak szeroko Europa ma rozłożyć kolana przed najeźdźcami. Taka Austria śmie nas pouczać na okoliczność europejskiej solidarności i grozi odcięciem eurofunduszy w razie odmowy przyjęcia „kwot” imigrantów. By tak stawiać sprawę, trzeba doprawdy nielichego tupetu. Jeśli ktoś chce teraz nam udzielać lekcji solidarności, to odpowiem tak - my, tutaj w Polsce mamy wielosetletnie doświadczenie w powstrzymywaniu agresywnego islamu. Wojowaliśmy Turcją i Tatarami, przez stulecia byliśmy pancerzem chroniącym chrześcijańską Europę przed zalewem muzułmańskiej barbarii. Gdybyśmy nie uratowali wam tyłków pod Wiedniem, to dziś zamiast Lufthanzą latalibyście cholernymi dywanami składać hołdy sułtanowi w Stambule. Tłuklibyście czołami przed Wysoką Portą niepewni dnia ani godziny, chodzilibyście w fezach, turbanach i szlafrokach, bijąc „Allahy” przy akompaniamencie wycia muezzina, a wasze kobiety wyglądałyby tak, jak te nieszczęsne istoty z talibańskiego Afganistanu. Turcy wsiadaliby po waszych karkach na konie, a wy cieszylibyście się, że darowali was zdrowiem.

Gdy was przycisnęło, leżeliście plackiem, wy nabzdyczeni wurstożercy, przed naszym królem Janem III i błagaliście o odsiecz. Zatem nie mówcie nam teraz nic o europejskiej solidarności, bo nie jesteście w stanie do końca świata wypłacić się za okazaną wam wówczas łaskę - choć jako żywo nie musieliśmy tego robić i mogliśmy wypiąć się na was jak król Francji i jego banda fircykowatych żabojadów, która, nawiasem mówiąc, również dziś nas śmie pouczać. Zejdźcie nam z oczu ze swoimi aroganckimi mordami. Precz.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2415-pod-grzybki-20

Ilustracja: http://ndie.pl

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 35 (09-15.09.2015)

Wędrówki ludów

Uchodźców” z Bliskiego Wschodu w pierwszym rzędzie powinny przyjąć Stany Zjednoczone, natomiast z Afryki Północnej – Francja.

Przewijające się niekiedy w publicystyce porównanie obecnego stanu Europy do upadającego Imperium Rzymskiego właśnie znalazło kolejne potwierdzenie – wkroczyliśmy mianowicie w okres wędrówek ludów. Inna sprawa, że Zachód zafundował sobie obecną inwazję barbarzyńców na własne życzenie. Hasło do destabilizacji świata muzułmańskiego jako pierwsza rzuciła Ameryka, najeżdżając Afganistan w zemście za zamach na WTC, następnie zaś atakując Irak i obalając reżim Saddama Husajna, co w efekcie doprowadziło do wojny domowej i chaosu. Swoje dołożyła Francja „demokratyzując” Afrykę Północną serią kolejnych rewolucji, następnie przyszła kolej na Syrię – i w efekcie mamy to, co mamy. Znaczna część krajów muzułmańskich pogrążyła się w krwawej anarchii, na Bliskim Wschodzie narodziło się Państwo Islamskie – bodaj pierwsze, dla którego terroryzm stał się oficjalną doktryną, nawet afgańscy talibowie byli bardzie wstrzemięźliwi - a zagrożenie dla Zachodu jest większe niż kiedykolwiek przedtem. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby USA wcieliły w życie plany „powrotu z Bagdadu przez Iran”...

Swoją drogą, zbrodnicza krótkowzroczność amerykańskich i europejskich decydentów jest wprost powalająca. Z niezrozumiałych względów uznali oni, że jeśli obalą arabskich dyktatorów, to jakimś cudem uda się im zainstalować w regionie przyjazne Zachodowi demokracje – co w praktyce miało pewnie oznaczać przyzwolenie owych muzułmańskich „demokratur” na ekonomiczną ekspansję międzynarodowych koncernów i gospodarczą kolonizację na wzór modelu znanego chociażby z krajów latynoskich, czy nie szukając daleko – Europy Środkowo-Wschodniej po upadku komunizmu. Chciwość zaślepiła ich do tego stopnia, że woleli nie zauważać różnic cywilizacyjnych, oraz realnych nastrojów arabskiej „ulicy” podatnej na religijny fundamentalizm o jednoznacznie agresywnym, dżihadystycznym charakterze. Tymczasem, to właśnie kacykowie pokroju Husajna, Kadafiego czy Mubaraka – niewątpliwie często okrutni aż do zwyrodnienia – stanowili jedyną realną zaporę przed rozlaniem się fundamentalizmu na ogromne obszary Afryki i Azji. Demokracja jest dla islamu ciałem obcym, nienaturalnym, sprzecznym z Koranem przeszczepem ze świata zachodniego (w islamie nie ma rozróżnienia na sferę prywatną i publiczną, wszystko reguluje szariat) do którego muzułmanie czują wyłącznie pogardę, jako matecznika bezbożności i nihilizmu. W konsekwencji, obalenie dotychczasowego porządku skutkować musi rządami sfanatyzowanego motłochu i rzezią podsycaną naukami mułłów wzywających w meczetach do walki z niewiernymi. To aż nieprawdopodobne, że nikomu nie dał do myślenia przypadek Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, które niemal natychmiast po obaleniu Mubaraka stało się tam pierwszoplanowym graczem. Powtarzam – chciwość odebrała rozum.

A teraz ta muzułmańska dzicz zalewa Europę i Bóg jeden wie, czym to się skończy. Na domiar złego, Unia Europejska stosuje samobójczą politykę azylową, wspartą humanitarnym ględzeniem lewackich doktrynerów wciąż rojących o „multi-kulti” i nowomową każącą nazywać nielegalnych imigrantów „uchodźcami”. Co więcej, rządy zachodniej Europy usiłują wymusić na państwach naszego regionu – w tym Polsce – przyjmowanie „kwot” imigrantów. Innymi słowy – chcą na nas wydębić, byśmy pili piwo, którego oni nawarzyli. Przepraszam, ale Polska nie miała kolonii, historycznie więc nie jesteśmy tym ludziom nic winni – w odróżnieniu od krajów, które na kolonializmie zbudowały swój dobrobyt i potęgę. Jeśli zaś chodzi o sprawy bieżące, to „uchodźców” z Bliskiego Wschodu w pierwszym rzędzie powinny przyjąć Stany Zjednoczone, natomiast z Afryki Północnej – Francja, której się przyśniła budowa „Unii Śródziemnomorskiej” i w pogoni za tą nieprzytomną mrzonką zdestabilizowała najbliższe sąsiedztwo Europy.

My i tak za chwilę możemy mieć problem z napływem Ukraińców uciekających z bankrutującego i pogrążonego w wojnie państwa. Już teraz, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, młodzi ludzie na masową skalę uchylają się od poboru i np. nagle zdradzają przemożny pęd do wiedzy nabywanej na polskich uczelniach w Lublinie czy Przemyślu - by tu, z bezpiecznych pozycji, robić sobie „słit focie” z banderowskimi flagami. Podobnie jest z uciekinierami z krajów muzułmańskich. Zwróćmy uwagę, że przytłaczająca większość z nich to młodzi mężczyźni w wieku jak najbardziej „wojskowym”. To wygląda wręcz jak inwazja – tylko w samym lipcu granicę UE przekroczyło 107,5 tys imigrantów. Austria grzmi, by kraje uchylające się przed przyjmowaniem „azylantów” pozbawiać unijnych funduszy, a Niemcy wypominają nam, że przecież przyjmowali politycznych uchodźców z Polski za komuny. No więc dobrze – weźcie sobie te swoje „ojro”, bo żadne pieniądze nie są warte tego by fundować sobie społeczną bombę zegarową, a co do wdzięczności za pomoc z lat '80 – jeśli jakiś obywatel niemiecki wystąpi o polityczny azyl w Polsce, to oczywiście z przyjemnością takowego udzielimy.

Gadający Grzyb

Ilustracja: Andrzej111

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2415-pod-grzybki-20

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 36 (04-10.09.2015)