Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronaświrus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronaświrus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 206

Z góry przepraszam, ale te „Pod-Grzybki” będą mniej krotochwilne, za to mocno podszyte irytacją. Jak Państwu podobają się nowe, „primaaprilisowe” obostrzenia wprowadzone w związku z „pandemonią” koronaświrusa? Bo według mnie, właśnie nastąpiło tzw. przegięcie pały. Małżonkowie śpiący ze sobą w jednym łóżku mają na ulicy zachowywać dwumetrową odległość? Czy kogoś tu, przepraszam, pogrzało? Nie wolno przespacerować się po parku lub po lesie? Bo co, koronaświrus spadnie z gałęzi? Ludzie w okresie przedświątecznym mają stać przed sklepami w kolejkach i mierzyć „dystans społeczny” suwmiarką? Widzę to tak: o ile poprzednie zakazy zostały przyjęte przez obywateli ze zrozumieniem, o tyle ostatnie absurdy wywołają jedynie złość i frustrację. Takie testowanie społecznej cierpliwości bardzo szybko odbije się rządowi czkawką – żeby nie było, że nie ostrzegałem.


*

Z osobistych doświadczeń. W sobotę odstałem przed „Biedrą” jakieś pół godziny, po czym wparowałem do sklepu z listą zakupów w ręku... i kupiłem może połowę tego, co zaplanowałem. W normalnych okolicznościach wszedłbym, zobaczył, że nie opłaca się stać w kolejce do kasy i poszedł gdzie indziej. Ciekawe, ilu jeszcze było takich jak ja, którzy musieli grzać do kolejnego sklepu, znów odstać swoje – i też bez gwarancji, że kupią co trzeba. Ostrzegam po raz drugi – wnerw w narodzie narasta...


*

Skąd się wziął absurdalny zakaz wchodzenia do lasu? Przypuszczam, że z taniego populizmu. Tak się złożyło, że niedawno jakiś „oburzony obywatel” wrzucił do internetu zdjęcia samochodów z parkingu w okolicach Puszczy Kampinoskiej, z komentarzem, że oto nieodpowiedzialni warszawiacy zamiast siedzieć w domach urządzają sobie wycieczki. I nikomu nie przyszło do łba, że przecież ci wszyscy ludzie nie przemieszczali się po lesie jednolitą zwartą masą, tylko w rodzinnych grupkach. Ale nie – rząd musiał pokazać, że „interweniuje” i wprowadził idiotyczny zakaz. Przy okazji – nikt nie jest w stanie wiążąco wyjaśnić, czy można udać się na ogródek działkowy, a mamy szczyt sezonu wiosennych prac. Tysiące działkowiczów mogłoby kopać grządki, siać, sadzić i generalnie ogarniać temat po zimie, oddając się zdrowej aktywności na świeżym powietrzu. Lecz znów – pewnie ktoś doszedł do wniosku, że mogą się zarazić od sąsiada zza siatki. Ciekawe, jak na dłuższą metę przymusowe siedzenie w czterech ścianach odbije się na zdrowiu i odporności obywateli.


*

Taka refleksja. Gdy wprowadzano ograniczenia poruszania się, niektórzy dowcipkowali, że za dziewięć miesięcy czeka nas wzrost liczby urodzeń. Raz już się to sprawdziło – w stanie wojennym, za Jaruzela, gdy była godzina milicyjna, ogólna beznadzieja, ludzie siedzieli w domach i z nudów robili dzieci. Problem w tym, że od tego czasu mentalność chyba dość mocno się zmieniła. Ja osobiście za jakiś czas sprawdzę statystyki rozwodów – i coś przeczuwam, że powiedzą one nam co nieco o kondycji poddanego eksperymentowi społeczeństwa.


*

Jarosław Kaczyński zafiksował się na wyborach – w najnowszej koncepcji korespondencyjnych. I tym wnerwił ludzi jeszcze bardziej. Z prostego powodu. Nie można bezkarnie wpędzać narodu w psychozę strachu, a potem jak gdyby nigdy nic ogłosić – idźcie do urn, albo biegnijcie na pocztę z kopertami, nic się wam nie stanie. Trzeba było albo nie siać paniki, albo od razu wprowadzić stan wyjątkowy i wybory 90 dni po. Obawiam się, że Naczelnika poważnie zawiódł tu słuch społeczny – bo nawet jeśli rząd ogłosi, że epidemia ustępuje, to „pandemonia” zakorzeniła się w głowach na tyle, że ludzie po prostu nie uwierzą. Coś czuję, że jako społeczeństwo będziemy się po tym wszystkim bardzo długo zbierać do kupy...


*

Chaos dotyka również szkolnictwo, zwłaszcza maturzystów, którzy nie mogą doczekać się decyzji, czy w tym roku będą matury, a jeżeli tak, to kiedy. Mam rozwiązanie – należy skorzystać z koncepcji Jarosława Kaczyńskiego i zarządzić matury korespondencyjne! Jak już stawiać wszystko na głowie i sprowadzać do absurdu, to na całego – a co!


*

Pierwszą polityczną ofiarą koronaświrusa okazał się Jarosław Gowin, który dostał nerwowego dygotu i najwyraźniej tylko szuka pretekstu jak się wymiksować z rządu, zanim spadną słupki poparcia. Tym samym po raz kolejny pokazał, że nie można na niego liczyć. W chwilach kryzysu, gdy w grę wchodzi presja, błyskawicznie wymięka. Istny człowiek-galareta.


*

No dobrze, z weselszych wieści. W Brazylii tamtejsze gangi wzięły się za zaprowadzanie kwarantanny w fawelach Rio de Janeiro. Jedne na kontrolowanym przez siebie obszarze ogłosiły godzinę policyjną, inne nakazały poruszanie się jedynie dwójkami, a jeszcze inne... zaczęły rozdawać ludziom mydło. Skąd ten przypływ przezorności? Z troski o klientów. Otóż gangi te zajmują się m.in. handlem narkotykami, a narkomani wiadomo – osłabiona odporność, podatność na infekcje... taki koronawirus mógłby ich wykosić jak muchy. Brazylijskie gangusy doszły więc do wniosku, że trzeba trochę zadbać o swoich ćpunów, bo nie będzie komu sprzedawać „towaru”. Martwy ćpun niczego nie kupi, więc lepiej jeśli jeszcze trochę pożyją. To się nazywa obywatelska postawa!


*

A tymczasem Chiny stwierdziły, że wystarczy tej pokazuchy na użytek świata i ogłosiły „zwycięstwo” w walce z koronawirusem – a świat udaje, że wierzy. Bo trzeba znów produkować i sprzedawać, tym bardziej, że Zachód był tak głupi i krótkowzroczny, że zlikwidował własny przemysł i teraz żebrze w Pekinie u Xi Jinpinga o każdy transport leków, maseczek i respiratorów. W związku z tym prorokuję, że niedługo w Europie narodzi się „kult cargo”, jak na wyspach Pacyfiku. Będziemy układać z gałązek atrapy doków i lądowisk, wyczekując statków bądź samolotów przysłanych przez Wielkie Żółte Mzimu. A najbardziej w tym wszystkim przygnębiające jest to, że nikt nie zamierza z tej sytuacji wyciągnąć żadnych wniosków na przyszłość.


*

OK, upuściłem nieco żółci, ale jednak zbliża się Wielkanoc, zatem Szanowni Państwo – wbrew wszystkiemu, Wesołego Alleluja!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 15 (09-16.04.2020)

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 204

„Klimatyści” w euforii – wskutek kryzysu wywołanego koronawirusem, przestojów w produkcji, ograniczeniu podróżowania itp. spadła emisja gazów cieplarnianych! Niemcy wręcz ogłosiły, iż dzięki temu uda się im osiągnąć „cel klimatyczny” na rok 2020. Przyglądajmy się temu uważnie, bo to jest właśnie przedsmak przyszłości, którą eko-fanatycy chcą nam wszystkim zafundować – notoryczny kryzys i permanentny „zielony stan nadzwyczajny”.


*

A skoro o Niemczech mowa. Cesarzowa Makrela ogłosiła, iż pandemia koronawirusa jest „największym wyzwaniem od czasów II wojny światowej”. Eeee... znaczy, że Niemcy mają teraz podbić Europę? Bo zdaje się, przed takim „wyzwaniem” stanęła III Rzesza rozpętując II wojnę światową? Czy może raczej czeka ich rozpaczliwa obrona Berlina? No dobrze, żarty na bok. Makrela po prostu uwierzyła w narrację, że to Niemcy stały się pierwszą „ofiarą” bliżej nieokreślonych „nazistów” i przez 12 lat stawiały im heroiczny opór – zapewne w sojuszu z aliantami. Tak kończy się zapraszanie niemieckich przedstawicieli na imprezy w rodzaju kolejnych rocznic lądowania w Normandii. Biednej kobiecinie od tego wszystkiego już ze szczętem pomerdało się pod kopułą.


*

Z pozytywów inwazji koronaświrusa. Nagle okazało się, że igrzyska gladiatorów w jakie zamienił się współczesny sport wyczynowy jednak nie są niezbędne do życia. Nawet międzynarodowe mafie sportowe w rodzaju UEFA, FIFA czy MKOL-u musiały spuścić z tonu i odwołują kolejne imprezy. Dobrze oddaje to popularny mem (wiem, okazał się fejkiem, ale jego wymowa jest jak najbardziej słuszna), na którym rzekoma „hiszpańska biolog” mówi: „dajecie piłkarzom milion euro miesięcznie, a naukowcom 1800 euro. Szukacie teraz ratunku? Poproście Ronaldo i Messiego, niech oni wam teraz znajdą lekarstwo”. No właśnie, może koronawirus przyczyni się do chociażby częściowego przewartościowania priorytetów i przestawienia pewnych spraw z głowy na nogi?


*

Powyższe tyczy się również rozpasanego celebryctwa, które już zaczyna jojczeć, że traci kasę i nie ma za co żyć. Tych z kolei celnie podsumował Krzysztof Skiba: „Do chóru narzekających zapisali się wykonawcy, którzy za jeden koncert biorą po 60 tys. zł i więcej. Kobieta z dyskontu pracuje na takie honorarium przez rok albo i dłużej. Co robiliście przez całe życie? Czemu nie odłożyliście pieniędzy, jak wszystkie kurki z monetą były odkręcone? Po cholerę kupowaliście drogie auta i braliście kredyty jak idioci? Wiewiórka jest mądrzejsza od was, bo wie, że trzeba sobie schować orzeszka na zimę”. Ech, wyobraźmy sobie, że to całe celebryctwo wskutek koronaświrusa musiałoby się wziąć za uczciwą robotę, zamiast zadawać szyku na „ściankach” i epatować naród swymi „złotymi myślami”. Świat naprawdę mógłby stać się lepszym miejscem.


*

Do grona poszkodowanych postanowił dołączyć też „Bolesław” Wałęsa – na skutek pandemii poodwoływano mu wykłady za które inkasował po kilkadziesiąt tysięcy i więcej, więc teraz musi utrzymywać się z prezydenckiej emerytury, czyli marnych 6 tys. zł. Chłopina żali się, że bankrutuje, bo żona wydaje miesięcznie 7 tys. i nie da się mniej. Kurczę, a nie mógłby zagrać w totka? Kiedyś mu szło...


*

Druga rzecz, która nie daje mi spokoju – jakim cudem on niczego nie odłożył na czarną godzinę? Jadąc Skibą - „wiewiórka ma więcej rozumu”. No i ostatnia sprawa, wprawiająca mnie w nieustanne zdumienie: KTO NORMALNY CHODZI SŁUCHAĆ WYKŁADÓW „BOLESŁAWA”?!


*

Kolejna ofiara koronaświrusa – odwołano tegoroczną „Eurowizję”! Muszę powiedzieć, że jest mi z tego powodu niezmiernie wszystko jedno.


*

Tymczasem wokalista grupy U2, Bono, postanowił nagrać dla ofiar koronawirusa piosenkę na Instagramie. Jak sądzę, wszystkim zarażonym bardzo to pomoże – puszczą sobie piosenkę i od razu lżej będzie wyciągać kopyta. Trzeba przyznać, że Bono w zapatrzeniu w siebie osiągnął kolejny rekord. Chłopie, nie myślałeś przypadkiem o jakiejś terapii? Na dobry początek wskazana byłaby redukcja spuchniętego ego – choć obawiam się, że w tym przypadku nie obejdzie się bez elektrowstrząsów, a może nawet lobotomii.


*

Dla wszystkich malkontentów jęczących, że Unia Europejska nie działa. Ależ działa i to jak! Poprosiła mianowicie serwisy streamingowe w rodzaju Netflixa i You Tube, by ulżyły sieciom telekomunikacyjnym obniżając jakość nadawanych materiałów wideo. I wiecie co? Rzeczone serwisy się zgodziły obniżając jakość z HD do SD – oraz... tnąc przy okazji własne koszty. I co teraz niedowiarki? Co wy byście, sieroty, zrobili bez tej Brukseli...


*

Polska górą! A konkretnie, polska firma gamingowa Techland, która wskutek koronawirusa odnotowała w Chinach znaczący przyrost osób grających w jej sztandarową produkcję, czyli grę „Dying Light”. Ciekawostka – gra opowiada o inwazji zombie, której przyczyną jest tajemniczy... wirus. Czyżby Chińczycy potraktowali ją jako proroctwo i postanowili na wszelki wypadek obczaić jak przetrwać w postapokaliptycznym świecie niedalekiej przyszłości?


*

Ale co tam Chińczycy. O ile w Europie ludzie rzucili się na papier toaletowy (tak, nie tylko w Polsce, lecz również na Zachodzie, co implikuje ciekawe pytania o różne zakorzenione w ludziach atawizmy) – o tyle w USA obywatele wykupują na potęgę... broń. Zapewne usłyszeli, że z koronaświrusem należy „walczyć” - więc uznali, że piąty rewolwer i trzecia strzelba zawsze się przyda. Choćby na wszelki wypadek – np. gdyby ktoś kichnął na ulicy...


*

Jak co roku niemieccy rolnicy płaczą, bo brakuje im rąk do pracy przy zbieraniu szparagów. I jak co roku winne są te polskie nieroby, którym nie chce się tyrać u bauera. W poprzednim sezonie szparagowym Helmuty narzekały, że winny jest wzrost poziomu życia Polaków i niskie bezrobocie. W tym jęczą nad zamkniętymi granicami. Cóż, rozumiem, że te miliony bliskowschodnich „lekarzy”, których Niemcy przyjęły, walczą teraz w szpitalach z koronawirusem i nie mają czasu, żeby iść do roboty poniżej swoich kwalifikacji. Ale, skoro nie oni, to może chociaż pomogą „inżynierowie”?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 13 (27.03-02.04.2020)

Pod-Grzybki 203

Witam wszystkich koronaświrusów! Jak tam, głowy nie eksplodowały od medialnej paniki? Wagon makaronu i kaszy gryczanej kupiony? No to jedziemy!


*

Wiadomość numer jeden: papier toaletowy znów stał się mrocznym obiektem pożądania, niczym w najczarniejszych latach PRL-u. Uporczywa plotka głosi, że kiedy jedna osoba kichnie na ulicy, to kolejne dziesięć robi pod siebie ze strachu – i stąd ten zagadkowy kryzys zaopatrzeniowy. Mam rozwiązanie – powrócić do wydawania rolek w zamian za makulaturę. Poza wszystkim, wspomoże to sprzedaż prasy, tak jak za komuny „Trybuny Ludu”.


*

Najgłupsza opozycja świata nie byłaby sobą, gdyby nie przegrzała tematu, usiłując siać histerię. Ktoś ze sztabu wyborczego podpowiedział Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, by zażądała przebadania testami na koronaświrusa wszystkich Polaków, co byłoby prawdziwą gwarancją paraliżu służby zdrowia (nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie nie ma tylu testów – i nie ma też gdzie ich kupić). Ponadto taki test może jedynie stwierdzić, że badany nie złapał koronaświrusa w tym konkretnym momencie – ale już np. po godzinie może zostać zarażony. Dlatego właśnie testy przeprowadza się dopiero po ujawnieniu podejrzanych objawów, w przeciwnym razie należałoby je robić non-stop. A jeszcze te kolejki do szpitali i przychodni w których ludzie kichają i kasłają na siebie – gdybym był koronawirusem, nie mógłbym życzyć sobie lepszych warunków do rozprzestrzeniania. No chyba, że Kidawa wierzy, iż test sam w sobie zabezpiecza przed zachorowaniem – ale tu już wkraczamy w dziedzinę myślenia magicznego. Ludzie – i ta kobieta miałaby zostać prezydentem...


*

Kolejnym osobnikiem myślącym magicznie okazał się generalissimus Grodzki (pseudo - „Trzecia Osoba”), który uznał, że może sobie pojechać na urlop do Włoch, a potem jak gdyby nigdy nic łazić po Senacie, narażając innych senatorów, pracowników i dziennikarzy. Bo przecież ON zarazić się nie może – od tego właśnie chroni go immunitet. Testowi poddał się dopiero pod wpływem publicznej presji. I co? I wyszło na jego, wirusa brak – jako Trzecia Osoba okazał się niezarażalny. Wieść niesie, że po tym wszystkim generalissimus uznał, iż posiada nadnaturalne moce i jako cudotwórca zamierza wykorzystać przysługujące mu orędzia w TVP w charakterze autorskiej wersji programu „Ręce które leczą”.


*

Ta paranoja „totalsów” ma swoje dobre strony. Po każdym ich wyskoku PiS-owi i Dudzie rośnie w sondażach, a Kidawie i Platformie spada. Stan na chwilę obecną – poparcie dla Andrzeja Dudy przekroczyło 46 proc. No i teraz wiadomo, dlaczego opozycja zaczęła się domagać przełożenia wyborów na jesień. Jak tak dalej pójdzie, to do 10 maja Duda będzie miał reelekcję w kieszeni – i to już w pierwszej turze. Szkopuł w tym, że aby przenieść wybory trzeba by ogłosić stan wyjątkowy. No to w końcu jak jest – PiS ma wprowadzać ten „stan wojenny” czy nie? Proponuję eksperyment – zadajcie takie pytanie dowolnemu platformersowi. Gwarantuję, że zamiast odpowiedzi zobaczycie, jak mózg wypływa mu uszami.


*

A tymczasem portal „Agory” kręci się wokół swych najbardziej żywotnych zainteresowań. Uraczył mianowicie czytelników artykułem pt. „Masturbacja a koronawirus: czy chroni przed zachorowaniem?”. Wyszło... że tak, owszem, chroni. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądają na Czerskiej firmowe procedury bezpieczeństwa i kolegia redakcyjne. Ciekawe, czy przed wejściem do siedziby każdy jest zobowiązany zrobić sobie dobrze?


*

Jednak okazuje się, że zalecenia Czerskiej są pilnie czytane i wdrażane w życie – i to przez kogo! Oto jako fan wiadomych praktyk ujawnił się poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz, który postanowił rozpropagować tę metodę profilaktyki podczas swej konferencji prasowej, wyświetlając na rzutniku zdjęcie jakiejś roznegliżowanej laski, które na taką okoliczność (no bo niby po cóż by innego) trzyma na swoim laptopie. Panu Dobromirowi winszuję pozostawania w dobrym zdrowiu i dziękuję za ten cenny wkład w światową medycynę oraz dawanie przykładu. Każdy powinien zwalczać pandemię na swoim indywidualnym odcinku. Gdyby nie zabrzmiało to dwuznacznie, rzekłby nawet: tak... ehem... trzymać!


*

Ale Czerska wyczaiła konkurencję dla swej „medycyny naturalnej” i dostała szału. Poszło o to, że Orlen wziął się za produkcję płynu dezynfekującego i wkrótce dostarczy go na rynek. „Orlen zarobi na koronawirusie. Z pomocą rządu” - zagrzmiał Andrzej Kublik. Rety, oni tam naprawdę do reszty oszaleli i pienią się na samą myśl, że „pisowski” koncern wyprodukuje deficytowy towar pierwszej potrzeby. Co innego, gdyby na płynie do dezynfekcji zarobiła jakaś zagraniczna firma. Na przykład IG Farben. Ci mają w tym niewątpliwe doświadczenie.


*

Dowód na to, że koronaświrus infekuje przede wszystkim mózg. Na łamach „Kretyniki Politycznej” feministyczna aktywistka Maja Staśko zamieściła artykuł o „czwartej fali feminizmu”, której czołowymi przedstawiciel(ka)mi na polskim gruncie mają być... ta-dam! - „patoinfluencerka” Marta Linkiewicz (nawet nie chcecie wiedzieć o niej niczego bliżej, wierzcie mi), udzielająca się w mediach społecznościowych prostytutka „Tatohoker”, „cam-girl” (dziewczyna rozbierająca się przed kamerką internetową – Dobromir Sośnierz lubi to) o ksywie „Kitty Tease” oraz inna prostytutka – tym razem męska, homoseksualna – czyli niejaki Maksym Wołczyk. I tym samym objawiło się nam, o co z tym współczesnym feminizmem biega – to po prostu patologia i k...o.


*

Z mniej wesołych wiadomości. Jak donoszą media, w sanepidach w całej Polsce urywają się telefony. Otóż ludzie masowo wydzwaniają... z donosami na swoich sąsiadów i znajomych. Bo ktoś był za granicą, zakasłał, albo jakoś „niewyraźnie” wygląda. Na kwarantannę go! Słowem, psychoza się rozszerza, aż strach kichnąć na ulicy – i to nie tylko dlatego, że wtedy reszta przechodniów rzuci się do najbliższej „Biedronki” wykupywać „taśmy szczęścia”. Mój apel do rodaków: ludzie, nie zachowujmy się jak „nosacze” z memów, bo to jednak trochę wstyd...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 12 (20-26.03.2020)

Pod-Grzybki 202

Ech, z wolna kończy się słotna jesień, która w tym sezonie postanowiła płynnie przejść w wiosnę, nie zawracając sobie głowy zimą. Nie wiem, jak u państwa, ale w mojej okolicy nie było ani jednego śnieżnego dnia (parę razy tylko popadał deszcz ze śniegiem) – co bardzo sobie chwalę, bowiem odkąd przestałem jeździć na sankach i przerzuciłem się na poranne skrobanie szyb samochodu, jakoś przeszła mi sympatia do uroków mroźnej i śnieżnej zimy. Na szczęście klimat robi się coraz łaskawszy i nieuchronnie wkracza w okres kolejnego optimum – za poprzednim razem, ponad tysiąc lat temu, nasi przodkowie wykorzystali sprzyjającą aurę do budowy państwa polskiego, sądzę zatem, że i my teraz możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.


*

Elity w euforii – zawitał do nas z dawna oczekiwany koronawirus! Teraz to już całkiem mamy jak na Zachodzie! Traf tylko chciał, że zamiast jakiegoś postępowego pisarza, reżysera czy innego „autorytetu moralnego” wirus wybrał sobie... byłego działacza PiS, który właśnie wrócił z zagranicy. Jest to o tyle niezręczna sytuacja, że wychodzi na to, iż prawicowcy pędzą całkiem światowe życie, zamiast siedzieć w swoich wiochach i nie mają nawet tyle przyzwoitości, by odstąpić przywilej nabawienia się egzotycznej i ekskluzywnej infekcji osobom bardziej zasłużonym. No bo, pomyślmy tylko – czy temu pisiorowi coś by ubyło, gdyby przed nim koronawirusem zaraziła się np. Janda, Holland, Nurowska, Olbrychski albo któryś ze Stuhrów? Osoby ze wszech miar godniejsze i bardziej predestynowane do europejskości, które dzięki temu mogłyby zadawać szyku na salonach? Doprawdy, niektórzy to zupełnie nie wiedzą jak się zachować...


*

Ale jak się nie ma co się lubi... Na pierwszą ofiarę koronawirusa rzuciły się wyposzczone media. Dowiedzieliśmy się o nim wszystkiego – jak się nazywa, gdzie mieszka, jak mu się układa w małżeństwie, nie mówiąc już o wspomnianych wyżej politycznych afiliacjach. To musi się skończyć jakimś reality show – a że wkrótce potem zaraziło się kilku następnych, to sądzę, że nie od rzeczy będzie urządzić jakieś telewizyjne „koronawirus party”, które kolejni uczestnicy będą opuszczać po SMS-owym głosowaniu widzów. Nogami do przodu.


*

Ale co tam jacyś zarażeni. Całe show ukradła szefowa Sanepidu w Słubicach, której wystąpienie przed miejscowymi radnymi z miejsca stało się hitem internetu (nawet nie mówcie, że nie widzieliście). Rany, jak ta kobieta czuje kamerę! Istne medialne zwierzę – od awangardowej powierzchowności począwszy (wygląda jak klon ambasador Mosbacher), na ostrych tekstach i umiejętnościach wokalnych skończywszy. I tak oto narodziła się pierwsza „korona-celebrytka”. Historia dzieje się na naszych oczach!


*

Chociaż trzeba przyznać, że i tradycyjne celebryctwo nie odpuszcza. Ledwie co ochłonęliśmy po amerykańskich wojażach Kingi Rusin, a tu w poziomie ogólnego buractwa postanowiła ją przebić trenerka fitness Ewa Chodakowska. Postanowiła mianowicie wyprawić swojej siostrzenicy wypasioną „osiemnastkę” w ekskluzywnym hotelu i zaangażować fotografa, by wszystko ładnie wyglądało na Instagramie (wiadomo, zdjęcia komórkami cyka tylko jakaś hołota). I w związku z tym jej biuro rozesłało po firmach fotograficznych „ofertę” z propozycją „barteru” - otóż „zapłatą” za pracę fotografa miały być... „lajki” i „oznaczenia” na portalach społecznościowych. Kurczę, wszyscy Janusze biznesu porobili się z wrażenia, że sami na to nie wpadli, a Jeff Bezos już przystąpił do wdrażania innowacyjnego algorytmu w obozach pracy Amazona. Tak więc, nie zdziwcie się państwo, gdy pod koniec miesiąca szef w robocie zapyta was o konto na Fejsie i zaproponuje worek „lajków” zamiast wypłaty.


*

Jedna z agencji fotograficznych doniosła o tym wszystkim publicznie, a branża zaniosła się oburzeniem. No co za chamy, jak pragnę zdrowia... Nawet nie są w stanie ogarnąć, jaki to zaszczyt obfotografować osiemnastkę siostrzenicy SAMEJ CHODAKOWSKIEJ! Przecież nie dość, że taki jeden z drugim będzie mógł się nażreć za darmochę, to jeszcze poociera się o różne sławy – a ci tylko potrafią jęczeć: dej piniendze i dej piniendze. Zupełnie jak jakieś roszczeniowe bydło od „pińćset plus”. Ale dla pani Chodakowskiej mam rozwiązanie - niech zagada z Kingą Rusin. Ta w ocieraniu się o celebrytów i strzelaniu słitfoci ma niewątpliwą wprawę. Dla takiego „eventu” zrobi wszystko – i jeszcze przyniesie własne kanapki.


*

Wracając do naszych koronaświrusów. Małgorzata Kidawa-Błońska wyraziła troskę o to, że nasze granice są słabo chronione i może je przekraczać każdy, komu tylko przyjdzie ochota – a to rodzi zagrożenie epidemiologiczne. Zaraz, zaraz – czyżby zatem Jarosław Kaczyński miał rację ostrzegając w 2015 r. przed niekontrolowaną migracją i roznoszeniem przez przybyszy różnych egzotycznych chorób? No to teraz proszę przy najbliższej okazji podejść w Sejmie do pana Kaczyńskiego i ładnie przeprosić.


*

Zresztą, generalnie obserwujemy atak zdrowego rozsądku na ogólnoeuropejską skalę. Otóż sułtan Erdogan znów postanowił wypuścić do Unii falę migrantów – na co europejskie elity zareagowały... nie, wcale nie żadnym „herzlich willkommen”, tylko twardym „NEIN!”. Bundestag, Makrela, Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen – wszyscy nagle otrzeźwieli i przypomnieli sobie, że unijnych granic trzeba bronić przed nielegalnymi nachodźcami. No więc, jak wyżej – proszę teraz odszczekać swoje kalumnie sprzed kilku lat i przeprosić kraje Grupy Wyszehradzkiej – ze szczególnym uwzględnieniem Węgier i Victora Orbana.


*

Niestety, na koronaświrusa zapadł również w znacznej mierze Kościół. Papież Franciszek odwołał audiencję generalną w Watykanie – ale to jeszcze nic. Otóż władze Sanktuarium w Lourdes postanowiły zamknąć dla wiernych tamtejsze cudowne sadzawki. Ponury dowcip polega na tym, że woda w tych sadzawkach ma właściwości uzdrawiające. Wychodzi więc na to, że sam Kościół coś słabo wierzy w ich lecznicze działanie. Nawet nie chcę myśleć, co o tym upadku wiary sądzi Matka Boska...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (13-19.03.2020)

Koronaświrus

Dajmy sobie spokój z maseczkami (nie, nie chronią przed koronawirusem), no i poczekajmy na szczepionkę – najlepiej zapobiegającą pandemii histerycznego zapalenia mózgu.

I. Korona-histeria

Proszę państwa, stanęliśmy w obliczu globalnej pandemii – i od razu mówię: nie wywołanej jakimś tam „koronawirusem” i chorobą COVID-19 lecz galopującym paraliżem mózgów, przejawiającym się m.in. zanikiem samodzielnego myślenia i związaną z nim podatnością na uleganie zbiorowej histerii. Jedyne ziarno względnej racjonalności, jakie dostrzegam w obecnej ogólnoświatowej panice, to odwieczny, naturalny ludzki lęk przed obcym, nowym i nieznanym. Teoretycznie ów lęk powinien być łagodzony współczesnymi możliwościami wymiany informacji – mamy wszak epokę bezprzykładnego rozwoju środków masowego przekazu, z internetem na czele. Wiadomości dostępne są na wyciągnięcie ręki, jak nigdy wcześniej w historii. Tylko co zrobić, jeżeli media stawiają właśnie na nakręcanie paniki, bo to podbija im poczytność, oglądalność i klikalność? Stara prawda, głosząca, iż „zła wiadomość, to dobra wiadomość” potwierdza się tutaj idealnie. Toteż media przystąpiły do zmasowanego szturmu na umysły odbiorców: „pandemia!”, „kolejne śmiertelne przypadki!”, „podejrzenie koronawirusa w Pcimiu Dolnym!”, „należy zakazać imprez masowych!”, „potrzeba kwarantanny!”, „koronawirus coraz bliżej!”, „WSZYSCY UMRZEMY!!!”.

Z drugiej strony, ludzie są na ogół zbyt leniwi, by samodzielnie grzebać w internecie i wyłuskiwać z tego zalewu paniki jakieś miarodajne informacje. Wolą szturmować apteki i wykupywać maseczki chirurgiczne, artykuły pierwszej potrzeby w sklepach i na wszelki wypadek nie podawać nikomu ręki. Jako żywo przypomina to zachowania podczas średniowiecznych epidemii „czarnej śmierci” (co do której zresztą specjaliści wciąż się spierają, czy była to dżuma, czy jednak coś innego) – wtedy lekarze zakładali wypełnione ziołami maski w kształcie ptasich dziobów, licząc na minimalizację ryzyka zarażenia, zaś przerażeni mieszkańcy miast masowo uciekali przed „morowym powietrzem” na wieś, walnie przyczyniając się tym samym do rozprzestrzeniania się zarazy. Tyle, że ówczesnych usprawiedliwia niski stan wiedzy medycznej, natomiast czym kieruje się ludzkość w epoce szczycącej się powszechną edukacją, rozwojem nauki i racjonalizmem – doprawdy, trudno zgadnąć. Czasami odnoszę wręcz wrażenie, że tak bardzo lubimy się bać, że nie wystarczają nam już filmowe horrory i apokaliptyczne scenariusze w rodzaju „inwazji zombie” - fundujemy więc sobie rozmaite psychozy strachu „w realu”, w czasie rzeczywistym i na żywo.

Tyczy się to również innych zjawisk, z „globalnym ociepleniem” na czele – tu z kolei do perfekcji doszła samozwańcza „prorokini apokalipsy”, czyli znana nam wszystkim Greta Thunberg („chcę, żebyście wpadli w panikę”), skutecznie zarażając strachem sporą część młodego pokolenia i nie tylko. Kolejnym przykładem tego uniwersalnego mechanizmu może być lęk przed rozwojem energetyki jądrowej, która miała zagrozić unicestwieniem ludzkości i życia na planecie wskutek katastrof elektrowni i gromadzenia promieniotwórczych odpadów. Dziś nawet większość eko-aktywistów przyznaje, że elektrownie atomowe są najbardziej efektywnym, neutralnym, czystym i bezpiecznym źródłem energii. Jednak to przewartościowanie podejścia nie powstrzymało poważnego ponoć państwa za jakie uchodzą Niemcy od wygaszenia własnej energetyki jądrowej – pod wpływem awarii w Fukushimie, do której doszło w wyniku tsunami. Pytanie – kiedy na terenie obecnych Niemiec doszło do tsunami? Może wiedzą to geolodzy, operujący w zupełnie innej skali czasu.


II. Galopujący irracjonalizm

Powyższa dygresja pokazuje, że wbrew pozorom wciąż jesteśmy podatni na różne, kompletnie irracjonalne bodźce. Wracając do koronawirusa i temu podobnych. Ktoś jeszcze pamięta „chorobę szalonych krów” (BSE) i priony, które miały nam zamienić mózgi w gąbki? Na palcach ilu rąk można by policzyć ofiary? A mimo to, wskutek rozpętanej sztucznie histerii w latach '90 wybijano tysięczne stada bydła – ot, na wszelki wypadek. Założę się, że co roku wskutek zarażeń zwykłymi pasożytami umierało i umiera wielokrotnie więcej ludzi. Tyle dobrego, że w tamtym czasie spadły na łeb ceny wołowiny, co jako amator bitek i zrazów bardzo sobie chwaliłem. Przy okazji – nie zapomnę reakcji pewnego rolnika: „panie, u nas na wsi jak było widać, że jakaś krowa jest kołowata, to dawało się po łbie, potem do dołu z wapnem – i po krzyku”.

Idźmy dalej w tym przeglądzie szajb, którym cyklicznie ulega ludzkość. Pamiętamy „ptasią grypę” (wirus H5N1)? Wykiełkowało toto również na Dalekim Wschodzie i nieco rozprzestrzeniło się po świecie. Ależ się wtedy grzały media! Dokładnie tak samo, jak dzisiaj. Ludzie z maseczkami na twarzach, rządy wykupujące szczepionki, jakieś wytyczne, żeby nie jeździć, unikać kontaktu z ludźmi... Efekt? To faktycznie był pomór – tyle, że wśród ptactwa, w szczególności drobiu. I człowiek również mógł się zarazić jedynie poprzez kontakt z ptakiem. Dane WHO mówią, że w latach największego natężenia tej rzekomej „pandemii” (2003-2009) stwierdzono 440 zachorowań i 262 ofiary śmiertelne, a do teraz ogółem zachorowało 861 osób, z czego zmarło 455.

A słynny SARS (zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej)? Grypopodobne paskudztwo, o tyle zjadliwe, że przenosi się drogą kropelkową z człowieka na człowieka. Temu pochodzącemu z Chin choróbsku również towarzyszyła światowa histeria, zamykanie szkół, urzędów i innych instytucji publicznych oraz – cóż za nowina – nieodzowne maseczki chirurgiczne. W latach największego szaleństwa (2002-2003) stwierdzono ponad 8000 zachorowań i 774 zgony.

Ostatni chronologicznie przypadek przed obecną „korona-histerią”, to „świńska grypa” (wirus A/H1N1) – ta, o dziwo, nie pochodzi z Chin lecz z Meksyku. I tutaj sytuacja jest o tyle poważna, że faktycznie zmarło o wiele więcej ludzi – ogólną liczbę ofiar szacuje się w skali świata na kilkaset tysięcy (szczegółowe wykazy nie są prowadzone ze względu na liczbę zachorowań). Jednak nawet w tej sytuacji reakcja była niewspółmierna do zagrożenia, a rządy wykupując masowo szczepionki nie tyle zadbały o zdrowie obywateli, co dały zarobić koncernom farmaceutycznym.


III. Nie dajmy się zwariować

Jakie są cechy wspólne powyższych przypadków? Ano takie, że wszystkie te „pandemie” (no, może poza „świńską grypą”) byłyby kompletnie niezauważalne, gdyby nie globalizacja i medialne panikarstwo nakręcające zbiorowe psychozy. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, przed erą internetu, zachorowania na „ptasią grypę” czy SARS przeszłyby bez większego echa, znajdując co najwyżej miejsce w fachowych medycznych publikacjach. Ponadto największe żniwo zbierały w krajach, w których nakładało się na siebie kilka czynników: duża gęstość zaludnienia połączona z kiepskimi warunkami sanitarno-higienicznymi plus częste kontakty z roznoszącymi choroby zwierzętami. I podobnie rzecz się ma z koronawirusem i COVID-19. To nie jest jakaś „hiszpanka”, która po I Wojnie Światowej wykosiła co najmniej 50 milionów ludzi. Póki co, na całym świecie odnotowano ok. 1100 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków koronawirusa, a śmiertelność szacuje się na 1,4 do 2 proc. - przy czym statystykę najbardziej nabijają Chiny, czyli kraj pierwszego ogniska choroby (słynne dziś na cały świat miasto Wuhan). Równie dobrze można by co roku siać panikę z powodu zwykłej grypy sezonowej z milionami zachorowań. W sezonie 2018/19 w samej Polsce zmarło na grypę i powikłania ponad 100 osób – i nikt jakoś nie urządzał specjalnych posiedzeń Sejmu, podczas których posłowie mogli prześcigać się w demagogii, nie było instruktaży mycia rąk i odpalania „z łokcia” dozowników mydła, teorii spiskowych i absurdalnych oskarżeń. A dziś? Panika na giełdach, zamykane fabryki, groźba światowego kryzysu gospodarczego... Szaleństwo.

A zatem – dajmy sobie spokój z maseczkami (nie, nie chronią przed koronawirusem), jeśli trzeba można wprowadzać punktowe kwarantanny, no i poczekajmy na szczepionkę – najlepiej zapobiegającą pandemii histerycznego zapalenia mózgu. A nade wszystko – nie dajmy się zwariować!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 10 (6-12.03.2020)