piątek, 3 lutego 2017

Historia Katelyn

I. Samobójstwo na oczach świata

Była 12-letnią dziewczynką o imieniu Katelyn. Katelyn Nicole Davis. Mieszkała w miasteczku Cedartown w hrabstwie Polk w stanie Georgia i 30 grudnia ok. godz. 17:40 popełniła samobójstwo wieszając się na drzewie w okolicach swojego domu. Całość przygotowań i samobójstwo transmitowała telefonem na żywo w internecie. Nagranie, mimo usiłowań policji by usunąć je z sieci wciąż jest na nowo wrzucane w różne miejsca. Z tego co przeczytałem w artykule na jaki natrafiłem surfując po necie, dziewczyna miała problemy osobiste, w tym związane z depresją i molestowaniem.

Tyle wiedziałem, gdy zdecydowałem się odnaleźć ten zapis. Nie jestem amatorem „pornografii śmierci”, ale coś mnie podkusiło. Może zadecydował szokująco młody wiek ofiary? Sam do końca nie wiem.

W każdym razie, dotarłem do tego materiału i obejrzałem go.

Nie powinienem był tego robić - z miliona powodów - i przestrzegam innych. Choćby dlatego, że ten film jest jak cios obuchem i ktokolwiek go ujrzy, już się od niego nie uwolni. Te obrazy pozostaną w głowie do końca życia.

Nagranie trwa nieco ponad 42 minuty. Widzimy na nim Katelyn, jak oddala się od domu, popatrując poważnym wzrokiem w obiektyw telefonu. Włosy spięte w ciasny koczek, biała bluzka, dżinsy, podmalowane usta. Rozpoczyna przygotowania – z nieśpieszną, metodyczną precyzją. Nie odzywa się ani słowem. Ustawia telefon, na kilka minut znika gdzieś z kadru, potem wraca. Wspina się na drzewo, zawiązuje linę na gałęzi, schodzi, sprawdza długość, potem znów się wdrapuje by skrócić sznur. Wchodzi na ustawione do góry dnem wiadro, zakłada sobie pętlę, zeskakuje „na próbę”, znów wdrapuje się po drabinie na to cholerne drzewo i po raz kolejny skraca linę. Szarpie nią, by upewnić się, że mocno trzyma. Podchodzi do telefonu i sprawdza czy wszystko widać w kadrze. W tle zachodzi słońce, słychać przejeżdżające pobliską drogą samochody.

Katelyn rozpada się emocjonalnie dopiero gdy zaczyna mówić. Łkając, przeprasza bliskie jej osoby: za to, że nie była „wystarczająco ładna”; za to, że pojawiła się w ich życiu tylko po to, by tak szybko odejść; swojego internetowego „chłopaka” imieniem Luke, że nie była „wystarczająco dobra”; że okazała się słaba; że pozwoliła się pokonać depresji. Przeprasza Boga za „akt egoizmu”; przeprasza, że sprawia wrażenie „zdziry” która jest „bezwartościowa”. (Później dowiedziałem się, że „bezwartościową zdzirą” - „worthless whore” - nazwał ją znęcający się nad nią ojczym). W międzyczasie, wciąż mówiąc, wchodzi na wiadro. Przeprasza obserwujących, że muszą oglądac jej samobójstwo. W końcu wydusza z siebie zdławione „goodbye” i wykopuje wiadro spod nóg.

Ostatnie dwadzieścia minut nagrania to zapadający zmrok. Z pobliska dobiega głos nawołującej ją matki. I kilkukrotnie odzywająca się przeraźliwa melodyjka, którą Katelyn ustawiła jako dzwonek telefonu – wciąż transmitującego do sieci widok zarysów kołyszącego się lekko ciała, ledwie już widocznego w gęstniejących ciemnościach. Potem nie widać już nic, słychać tylko co jakiś czas tę upiorną melodyjkę dzwoniącego telefonu. I tak aż do końca.

A ja siedziałem jak skamieniały i czułem jedynie ścinający plecy mróz czystej grozy.

II. Koszmar samotności

Nie należę do wrażliwców, ale nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Musiałem się dowiedzieć co spowodowało, że Katelyn targnęła się na życie i postanowiła zrobić to na oczach świata. Tym bardziej, że polskie media skoncentrowały się na sensacji, nie zadając sobie trudu dotarcia do historii, która stała za tragedią. Szczyty osiągnęła „Polska The Times” wieszając bez żenady na swoich stronach internetowych samobójcze nagranie. Policja i administratorzy mediów społecznościowych na których Katelyn była obecna dołożyli starań, by usunąć jakiekolwiek materiały, które po sobie zostawiła, lecz internauci byli szybsi. Zdołali zarchiwizować jej zapiski blogowe, zdjęcia i nade wszystko – filmy, które zamieszczała w sieci. I to – w przeciwieństwie do ostatniego nagrania – Katelyn zwyczajnie się należało. Bo chciała zostać zapamiętana. I chciała, by wiedziano, dlaczego zrobiła co zrobiła. A mało kto wytrzymałby piekło, które było jej udziałem.

Powiedzieć, że funkcjonowała w toksycznym otoczeniu, to jak nic nie powiedzieć. Podła okolica, rozpadający się barak zamiast domu, wewnątrz wieczny chlew, brud, odrapane ściany i jakieś wiszące szmaty zamiast drzwi. Wszystko w nieustannym rytmie obracającego się pod sufitem, skrzypiącego wentylatora. Słowem, obraz tzw. „białej nędzy”. Uzależniona od prochów matka, której nigdy nie ma, a jeżeli już jest to z kolejnymi kochankami. Do tego dwoje młodszego rodzeństwa, którym dwunastoletnia Katelyn musi się całymi dniami opiekować. Nagrywała to, transmitując bezpośrednio do internetu i tworząc tym samym kronikę ostatniego miesiąca swojego życia (zachowane nagrania, często bardzo długie, pochodzą z grudnia 2016). W internecie posługiwała się pseudonimem „ITZ Dolly”. To jednak nie był videoblog lansującej się nastolatki. To było wołanie o pomoc z dna upodlenia.

Te obrazki najbardziej parszywej nędzy (bo tak wygląda dziś nędza w naszej części świata – technologia typu smartfon i internet potrafi płynnie łączyć się z koszmarem całej reszty) przerywane są jej wyznaniami. O ojczymie, który tłukł ją nabijanym ćwiekami pasem, obmacywał i próbował zgwałcić, mówiąc, że jest „bezwartościową szmatą” i „powinna się powiesić”. O biologicznym ojcu mieszkającym raptem dwie mile dalej, który nigdy jej nie odwiedził – nawet po pierwszej próbie samobójczej, kiedy nałykała się pigułek matki i wylądowała w szpitalu. O matce – narkomance i drobnej handlarce prochami. O 19-letnim „chłopaku” - internetowej znajomości, który rozmawiał z nią na Skype jednocześnie oglądając porno. Czasem w kadr wbiega wiecznie półnagi i zaniedbany jej pięcioletni braciszek i czteroletnia siostra. I tak dzień po dniu. W nagraniu z 29 grudnia mówi w pewnym momencie: „I'm so tired” („jestem taka zmęczona”). W innym - „I can't do this anymore” („już nie mogę tak dłużej”).

I w tym bagnie ona – dwunastolatka z fryzurą typu „emo”, czasem z ostrym, „gotyckim” makijażem. Niekiedy bywa wesoła, śpiewa, innym razem nie wytrzymuje tego co się wokół niej dzieje i rzuca „fuckami”, które w jej „domu” słychać zewsząd. Kłócąca się z matką. Płacząca w chwilach załamania. Mówiąca o swojej depresji, którą matka próbuje zagłuszyć faszerując ją prozacem. Sprawia przy tym wrażenie nad wiek dojrzałej, inteligentnej i przede wszystkim wrażliwej. W połączeniu z depresją ta mieszanka okazuje się zabójcza. Jest przy tym przeraźliwie samotna, jej jedynym przyjacielem jest telefon, wysłuchać tego, co ma do powiedzenia chcą tylko jej sieciowi „followersi”.

Bloga zatytułowanego „Diary of a Broken Doll” zakłada 21 grudnia i zamieszcza na nim 5 wpisów. Prócz tego co mówi na swoich filmach, pisze też o tym, że nie ma łóżka – śpi na starym, obrzydliwym materacu rzuconym na podłogę. Ta zaś jest wiecznie mokra z powodu przeciekających rur i zieje w niej wielka dziura na wylot, przez którą ciągnie zimnem. O tym, że nie cierpi zbliżającego się Bożego Narodzenia i nie czuje „świątecznego ducha”. O tym, co robił jej ojczym. Ostatni wpis pochodzi z 27 grudnia i wprost rozważa w nim samobójstwo. Nie wie jeszcze, czy się powiesić, czy podciąć sobie gardło nożem. Okalecza się – nie pierwszy raz zresztą - i zamieszcza zdjęcie swych pociętych ud. Kończy jednak stwierdzeniem, iż wie, że bez względu na to jak bardzo chciałaby się zabić, nie może pozwolić zawładnąć sobą „tym demonom”. Tego wieczora zamierza się modlić i prosić Boga o odpowiedź.

W ostatnim internetowym nagraniu – już z dnia samobójstwa – wychodzi na zewnątrz, podchodzi do pobliskiego drzewa i mówi: „this is where I hang” („tutaj się powieszę”). Kilka godzin później spełnia tę zapowiedź.

III. Epilog

30 grudnia w Cedartown słońce zachodziło o 17:41. Policja zjawiła się na miejscu ok. godz. 18:00. Ratunek spóźnił się o jakieś 20 min. Spośród wszystkich osób oglądających na żywo samobójstwo, tylko jeden widz z Kalifornii zaalarmował policję. Inni, jak namierzony przez internautów niejaki Tarik z Casablanki w Maroku, wręcz ją podżegali, pisząc „do it!”. Ojczym Katelyn ma sprawę o molestowanie, pozostałą dwójkę rodzeństwa przekazano pod opiekę dziadkom. Na Facebooku zawiązała się grupa „Justice For Katelyn Nicole Davis” domagająca się ukarania obojga rodziców i monitorująca postępy w śledztwie, podobnie jak youtuber o pseudonimie „mr. Gunk”.

Cóż mogę dodać. Nigdy nie zapomnę poważnego spojrzenia Katelyn skierowanego w obiektyw telefonu. Spojrzenia straumatyzowanej dziewczynki, która widziała i przeżyła rzeczy, jakich żadne dziecko doświadczać nie powinno. I która pewnego dnia powiedziała sobie: już wystarczy.

Symboliczne pożegnanie Katelyn Nicole Davis odbyło się 6 stycznia 2017 roku - przy pustej trumnie. Ciało wciąż jest w kostnicy do dyspozycji koronera w związku ze śledztwem. 20 lutego Katelyn skończyłaby 13 lat.

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 04 (175) 25.01.2017 - 31.01.2017

1 komentarz:

  1. Mam na imię Laura i doskonale rozumiem Katelyn bo przechodziłam przez podobne piekło.
    Tylko ze mi zabraklo odwagi zeby sie zabic.
    dzisiaj mam 37 lat i wielka rane w sercu.
    Ja rowniez pisalam bloga, pisalam o perwersyjnej seksualnej przemocy i o tym ze ona nie powinna byc tabu.
    pisalam do roznych ludzi, ksiazy i do czasopism.
    ale poniewaz nie zabilam sie - nie bylo afery i tylko nie ktorzy mi odpisali.
    to bardzo przykre ze kiedy Katelyn byla zywa wszyscy mieli ja w dupie.
    i ze maja w dupie mnie, inne Katelyn i inne Laury poniewaz nie powiesilysmy sie na drzewie.

    OdpowiedzUsuń