wtorek, 28 września 2010

„Niewidzialna ręka” i dopalacze.


Prosty sposób na walkę z dopalaczami, który nigdy nie zostanie wcielony w życie.

I. Niemożność w "szarej sieci".

Od czasu do czasu, obserwując dziwną niemożność państwa w sprawach pozornie błahych, a które mogłyby wiele zmienić na lepsze, postronny obserwator może dostrzec ów zdemonizowany „układ” czyli zybertowiczowską samoregulującą się „szarą sieć” powiązań stojących na drodze przekształcenia się Polski z postkomunistyczno-mafijnej „kartoflanej republiki” w cywilizowane państwo prawa. Ową „sieć”, którą na własny użytek nazywam „niewidzialną ręką” dostrzec można nie tyle po działaniach, ile po braku tychże.

Tak dzieje się np z zapisem o obowiązku przechowywania przez stacje benzynowe próbek paliwa z każdej dostawy, co walnie przyczyniłoby się do ukrócenia mafii paliwowej. Obowiązek taki od dawna istnieje w Europie Zachodniej, w Polsce natomiast jest nie do przeforsowania - każdorazowo znika gdzieś w toku prac legislacyjnych nie wiedzieć przez kogo i na jakim etapie usunięty. Zresztą, jak się dowiedzieliśmy, problem nie istnieje, bowiem za rządów PO oznajmiono nam, że żadnej mafii paliwowej nie ma, wszystkie doniesienia o gigantycznych stratach budżetu państwa to bredzenie „pisowskich” maniaków, samo śledztwo zaś szczęśliwie umorzono.

II. „Dziwna wojna”.


Podobnie, jak z mafią paliwową (której nie ma), tak i z działającymi legalnie sprzedawcami prochów władze każdego szczebla prowadzą swoistą „dziwną wojnę”. Generalnie, metody sprowadzają się do „gonienia króliczka”, ale tak by przypadkiem owego „króliczka” pędzącego w swym króliczym porsche przypadkiem nie złapać. Medialne kampanie typu „tylko słabi gracze biorą dopalacze” można od razu skwitować śmiechem i wyrzucić do kosza, jak setki temu podobnych przedsięwzięć, które niczego nie załatwiają poza podniesieniem samopoczucia różnych aktywistów, że „cóś” się zrobiło „w temacie”, wyrzucając w błoto kupę forsy.

Podobnie rzecz się ma z okresowymi „nagonkami” na „dopalaczowe” sklepy w wykonaniu rozlicznych urzędów i organów kontrolnych, od nadzoru budowlanego przez Sanepid po skarbówkę i diabli wiedzą kogo jeszcze. Przypomnę, że tego typu organy skądinąd potrafią skutecznie doprowadzić do bankructwa niejednego przedsiębiorcę, jeśli taki naiwniak uwierzył w mit „wolności gospodarczej” i wszedł w drogę odpowiednio wpływowym sitwom, nie racząc się podziałkować z kim trzeba. Biznesu z dopalaczami ten mechanizm wykańczania w majestacie prawa jakoś dziwnie się nie ima.

I wreszcie, syzyfowa praca ustawodawcza polegająca na jałowym dopisywaniu do listy zakazanych substancji coraz to nowych pozycji, w miejsce których producenci legalnych prochów dusząc się zapewne od tłumionego rechotu wprowadzają natychmiast nowe.

A skoro już jesteśmy przy ustawodawstwie, to najwyższa pora na mój tyleż prosty, co genialny przepis na, z przeproszeniem, udupienie, dopalaczowych trucicieli.

III. Mój „nierealny” pomysł.

Skoro, jak twierdzą producenci i dystrybutorzy, „dopalacze” są „materiałami kolekcjonerskimi”, „nie przeznaczonymi do spożycia”, należy wprowadzić zapis o obowiązku zatruwania tych produktów; skażania ich jakąś silnie toksyczną substancją na takiej samej zasadzie, jak skażeniu poddaje się alkohol techniczny. Chcecie handlować „niespożywczymi” „materiałami kolekcjonerskimi”? Proszę bardzo – po skażeniu i opatrzeniu opakowania trupią główką z piszczelami. Ciekawe, ilu wówczas znajdzie się chętnych „kolekcjonerów”.

Czy tak trudno uchwalić taki przepis? Hm, widać trudno. Nie wierzę, żeby nikt nie wpadł wcześniej na podobny pomysł, skoro wpadłem na niego ja, oglądając jednym okiem „Wiadomości” w których podano informację o kolejnej ofierze „materiałów kolekcjonerskich” (samobójstwo po tygodniu „kolekcjonowania” we własnym organizmie).

Dlaczego postulowanego powyżej rozwiązania nie wprowadzono, nic nie słychać o takich planach, co więcej – sądzę, że nigdy nie zostanie wprowadzone w życie? Ano, z tych samych przyczyn, dla których nie można od lat przeforsować przepisów o obowiązku przechowywania próbek paliwa na stacjach benzynowych. Nastąpią „obiektywne trudności”, „niemożność” precyzyjnego przełożenia na język prawa stanowionego i wysyp kontrargumentów wskazujących na „nierealność” podobnych pomysłów.

Czyjaś „niewidzialna ręka” już się o to postara.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz