Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deklaracja wiary lekarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deklaracja wiary lekarzy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lipca 2014

Sprawa profesora Chazana, czyli Imperium kontratakuje

Wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie.

I. Wycie kręgów piekielnych

Sprawa profesora Bogdana Chazana i jego dymisja z funkcji dyrektora szpitala Świętej Rodziny w Warszawie zaordynowana przez platformerską „katoliczkę” Hannę Gronkiewicz-Waltz jest kolejną odsłoną wojny cywilizacyjnej, której celem jest usankcjonowanie totalitarnego z ducha państwa hołdującego ideologii wojującego laicyzmu. Sygnalizowałem to już w tekście „Gramscizm stosowany” przy okazji „Golgota Picnic”, a teraz mamy ciąg dalszy tej wielowątkowej batalii. Warto tu przypomnieć wydarzenie, które w ostatnim czasie stało się medialno-politycznym podglebiem dla obecnej erupcji nienawiści wobec lekarzy dochowujących wierności nauczaniu Kościoła. Była to mianowicie „Deklaracja wiary lekarzy” autorstwa dr Wandy Półtawskiej ogłoszona na Jasnej Górze jako wotum dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II. Dokument ten przypomina podstawowe prawdy doktryny katolickiej w kwestii ochrony życia ludzkiego, bioetyki, płciowości, tudzież relacji na linii prawo stanowione a sumienie i prawo Boże.

Jak pamiętamy, „Deklaracja...” podpisana przez około trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych wywołała opętańcze wycie we wszystkich kręgach piekieł – z „Gazetą Wyborczą” i stadem samozwańczych autorytetów medialnych na czele. Oburzeniem zaniósł się niezastąpiony w takich razach prof. Jan Hartman, który odkąd został prominentnym członkiem loży B'nai B'rith jakoś dziwnie zhardział i co rusz poucza ludność autochtoniczną na okoliczność wymagań stawianych jej przez nieubłagany Postęp. Słowem, wszystko odbyło się tak jak przed dwoma tysiącami lat przewidział św. Paweł Apostoł pisząc w I Liście do Koryntian: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”.

II. Moralność profesora Hartmana

Rozpoczęło się polowanie z nagonką w ramach której prof. Hartman zażądał pozbawienia sygnatariuszy „Deklaracji wiary lekarzy” prawa do wykonywania zawodu, sam zaś wypichcił własną „Deklarację obywatelską” gdzie sformułował pogląd o wyższości prawa stanowionego nad sumieniem i wprost odmówił „funkcjonariuszom publicznym i innym osobom wykonującym zawody zaufania publicznego” prawa do sprzeciwu wobec norm sankcjonowanych przez państwo. W tym ujęciu działalność zawodowa wypełniana jest „treścią moralną” poprzez wierność przepisom prawa, które tę działalność regulują, zaś w przypadku konfliktu „litery przepisu” z indywidualnymi „przekonaniami moralnymi” orzekać ma zwierzchność lub odpowiedni organ, koniec kropka.

Powyższe stanowisko, wymagające schowania do kieszeni klauzuli sumienia, jest o tyle niebezpieczne, gdyż wypływa z doktryny pozytywizmu prawniczego i to w jego skrajnie dogmatycznej formie, mówiącej iż prawo funkcjonuje niezależnie od norm moralnych, które nie mogą mieć wpływu na jego obowiązywanie. W systemie takim nie ma miejsca np. na obywatelskie nieposłuszeństwo i dlatego też stanowił on podstawę funkcjonowania systemów totalitarnych z komunizmem i narodowym socjalizmem na czele. Profesor Hartman i jemu podobni postulują zatem coś w rodzaju laickiego totalitaryzmu w niby-demokratycznym kostiumie, jednak aby ich wizja mogła się urzeczywistnić należy wpierw spacyfikować konkurencyjny system normatywny, czyli w przypadku Polski – normy moralne przypomniane chociażby w „Deklaracji wiary lekarzy”.

I w tym właśnie kontekście rozpatrywać należy sprawę prof. Chazana. Z punktu widzenia sił antycywilizacji Postępu należało znaleźć i nagłośnić odpowiednio drastyczny przypadek, który posłużyłby za taran rozbijający znienawidzoną klauzulę sumienia. Profesor Chazan stał się więc kozłem ofiarnym, którego los ma ustawić do pionu „katolicki taliban”. Nawiązując do terminologii „Gwiezdnych Wojen” mamy do czynienia z kontratakiem Imperium mającym zdusić katolicką rebelię w przestrzeni publicznej.

III. Medyczny Oświęcim

Jak zwykle przy takich okazjach podniosły się głosy, że jest to temat zastępczy, podrzucony w celu odwrócenia uwagi od ostatnich kompromitacji Platformy i rządu Tuska, degrengolady państwa oraz rosnących szans PiS-u na przejęcie władzy. Owszem, nie wątpię, że podporządkowane PO organy państwa weszły w ten konflikt licząc właśnie na efekt „przykrycia” niewygodnych kwestii politycznych i zagospodarowania publicznej uwagi. Przypomnijmy sobie jednak, że dokładnie tymi samymi argumentami raczono nas w latach 90-tych, gdy toczyła się społeczna dyskusja na temat dopuszczalności aborcji. To właśnie ona walnie przyczyniła się do zmiany masowych postaw względem prawa do życia w fazie prenatalnej i postrzegania „płodu” jako istoty ludzkiej – wcześniej w powszechnym odbiorze „skrobanka” uchodziła wręcz za formę antykoncepcji.

Obecnie natomiast stoimy w obliczu nowych zagrożeń spowodowanych przez ofensywę przemysłu biotechnologicznego. Przemilczanie faktu, że zdeformowane dziecko uratowane przez prof. Chazana jest efektem zapłodnienia in vitro jest wielce znamienne. Gdyby do opinii publicznej dotarły informacje, że metoda in vitro niesie ze sobą tego typu niebezpieczeństwa naraziłoby to na szwank biznes za którym stoją gigantyczne pieniądze. Podobnie, gdyby do ludzi dotarło, że in vitro nie jest żadną formą „leczenia bezpłodności”, tylko sprowadza kobietę do roli inkubatora, który po wszczepieniu mu zarodka pozostaje sam w sobie równie bezpłodny jak był do tej pory. Innymi słowy, wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie. Urodzi się dziecko – dobrze, pojawią się problemy – skrobiemy i do pieca. Zwróćmy uwagę, że tego typu podejście było zgodne z prawem III Rzeszy i taka też była linia obrony hitlerowskich zbrodniarzy, co dedykuję profesorowi Hartmanowi i całej reszcie oświeconych jajogłowych, którzy chcieli by wyskrobać z człowieka duszę i wszczepić na to miejsce prawniczy zegarek.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:
http://blog-n-roll.pl/pl/pe%C5%82nomocnik-lucyfera-na-polsk%C4%99#.U8q2m0Dd7uA=

http://blog-n-roll.pl/pl/zgorszenie-dla-%C5%BCyd%C3%B3w-i-g%C5%82upstwo-dla-pogan#.U8FYeUDd7uB

http://niepoprawni.pl/blog/287/czarne-oceany-prof-hartmana

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 28 (14.07-20.07.2014)

niedziela, 13 lipca 2014

Pełnomocnik Lucyfera na Polskę

By wizja prof. Hartmana zatriumfowała, należy wyrugować konkurencyjne systemy normatywne - z Dekalogiem na czele.

I. Zemsta Jasnogrodu

Nagonka na profesora Bogdana Chazana nie jest, jak próbują to przedstawiać niektórzy komentatorzy, zabiegiem socjotechnicznym Platformy mającym odwrócić uwagę publiki od problemów rządu Tuska i afery taśmowej. Owszem, PO się do polowania ochoczo podłączyła, wykorzystując do tego celu państwowe instytucje i licząc właśnie na efekt „tematu zastępczego”, jednak źródło tkwi moim zdaniem gdzie indziej. Jest to mianowicie zemsta ideologicznego establishmentu III RP za „deklarację jasnogórską”. Ówże establishment jak wiemy od ćwierćwiecza trudzi się nad wykorzenieniem Polaków, którzy by stać się europejczykami mają „wyrzec się swej polskości”. Aby tak się stało, należy przede wszystkim zniszczyć, lub przynajmniej zmarginalizować wpływ Kościoła i głoszony przezeń system wartości.

Nic więc dziwnego, że ogłoszenie „Deklaracji wiary lekarzy” podpisanej przez ok. trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych wywołało zbiorowe wycie demonów ulokowanych w piekielnych kręgach mediodajni i uniwersyteckich katedr. Szczególną wściekłością zareagował profesor Jan Hartman, co do którego żywię silne podejrzenie, iż jest osobistym pełnomocnikiem Lucyfera na Polskę. Imię „Lucyfer” oznacza bowiem „Niosący Światło” (łac. lux – światło, ferre – nieść) i profesor Hartman niosąc pochodnię nieubłaganego Postępu niestrudzenie indoktrynuje nas właśnie w takim demonicznym duchu. Zwrócę przy tym uwagę, że czyni to ze wzmożoną zajadłością od kiedy został prominentnym członkiem-założycielem loży B'nai B'rith Polin i jej wiceprzewodniczącym, zupełnie jakby z tego tytułu otrzymał jakieś nadzwyczajne plenipotencje.

II. Anty-deklaracja Hartmana

Ponieważ rzeczą diabelską jest parodiowanie, wykoślawianie i negowanie dzieła Bożego, toteż i profesor Hartman nie uchylił się od tego szatańskiego obowiązku. W odpowiedzi na „Deklarację wiary lekarzy” spłodził on mianowicie „Deklarację obywatelską” w której otwartym tekstem zanegował prawo lekarzy, funkcjonariuszy publicznych i pozostałych przedstawicieli zawodów zaufania publicznego do posiadania własnego sumienia. To znaczy, teoretycznie sumienie każdy może posiadać, czemu nie, jednak wyciąganie z faktu posiadania sumienia jakichkolwiek konsekwencji podczas pełnienia obowiązków zawodowych ma być surowo zakazane pod groźbą sankcji karnych. Innymi słowy, sumienie ma być systemowo łamane, czyli w praktyce – unieważnione. Oznacza to, jak łatwo zauważyć, aborcję sumienia a w efekcie – także duszy, co miłośnikom Oświecenia musi być szczególnie miłe. Jako że utrzymują oni, iż duszy nie posiadają, zatem grzechem przeciw postępowej doktrynie równości i sprawiedliwości byłoby, gdyby jedni ludzie byli posiadaczami duszy i sumienia, a inni – nie. Profesor Hartman postanowił więc ową nierówność zapobiegliwie zlikwidować, tak by nikt nie mógł dostąpić zbawienia i koniec końców wszyscy ludzie w braterskim uścisku trafili do tego samego piekielnego kotła.

W preambule do swej anty-deklaracji prof. Hartman pisze: „Sygnatariuszom osławionej „Deklaracji Jasnogórskiej” polecam wzięcie do lewej ręki swojej żałosnej fanatycznej elukubracji, rodem z czasów inkwizycji i stosów, a do prawej tego, co tu przedstawiam. Oto miara waszego zacofania i waszej zdrady wobec obywatelskiej powinności.” Dalej jest już tylko lepiej i weselej („Życie stało się lepsze, towarzysze, życie stało się weselsze”). Spójrzmy: „Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej i wartości, na których opierają się zawarte w niej normy, jak również prawo RP i przepisy regulujące wykonywane przez nas zawody są podstawą naszej działalności zawodowej oraz etosu, który wypełnia tę działalność treścią moralną” - pisze w pierwszym punkcie nasz delegat piekieł. Radzę się dobrze wczytać w ten fragment oznacza on bowiem w tłumaczeniu z polskiego na nasze, że źródłem etosu a co za tym idzie – moralności („treść moralna”) są przepisy prawa – jakie by one nie były. Moralne jest to, co zgodne z prawem, cała reszta zaś to prywatne przekonania nie mające nic do rzeczy, albowiem potencjalni sygnatariusze w punkcie drugim deklarują, iż nie będą przedkładać „innych systemów normatywnych (np. prawa religijnego czy też prawa obcego państwa) ponad prawo polskie”. Punkt trzeci natomiast głosi, że „Jesteśmy świadomi faktu, że życie moralne społeczeństwa opiera się na publicznie obowiązujących normach, których wyrazem jest między innymi prawo, nie zaś na najsilniej nawet ugruntowanych przekonaniach jednostek”, dalej zaś jest o tym, że w przypadku konfliktu sumienia orzekać ma „zwierzchność” tudzież odpowiednie organy. Jak łatwo zauważyć, jeśli „zwierzchność” lub „organy” każą lekarzowi abortować dziecko, to lekarz ma schować mordę i sumienie w kubeł i ze śpiewem na ustach przystąpić do skrobanki. Potem jest jeszcze sporo rytualnych zaklęć o tolerancji, demokracji, równości, wolności i innych ślicznościach, jednak clou deklaracji zawarte jest właśnie w trzech pierwszych punktach, intentio legis zaś wyłożone mamy w cytowanym wyżej fragmencie preambuły.

III. Program cywilizacji śmierci

Co to oznacza? Otóż mamy dokument proklamujący rodzaj laickiego totalitaryzmu lekko tylko skryty za demokratycznymi pozorami, co zresztą przewidział papież Jan Paweł II mówiąc w proroczym natchnieniu, że „demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Profesor Hartman przedstawia nam zatem tekst programowy cywilizacji śmierci, której wyznawcy mają się wyrzec jednego z podstawowych darów Bożych, czyli wolnej woli, przedkładając nad nią posłuszeństwo wobec prawa stanowionego. Tego typu stanowisko wynika wprost z doktryny pozytywizmu prawniczego, głoszącej iż prawo funkcjonuje niezależnie od norm moralnych. Prawem jest to, co zostało uchwalone jako prawo, koniec kropka. Doktryna ta legła u podstaw dwudziestowiecznych systemów totalitarnych z narodowym socjalizmem i komunizmem na czele. Jak pamiętamy, hitlerowscy zbrodniarze przyjmowali linię obrony mówiącą, że jedynie stosowali się do obowiązującego prawa, względnie „tylko wykonywali rozkazy”. Rodzimi esbecy również twierdzą, że byli przecież legalnymi funkcjonariuszami legalnej państwowej służby. Dokładnie tego samego podejścia wymaga od nas profesor Hartman i wątpię, by jako filozof nie zdawał sobie z tego sprawy.

Jaką treścią ma zamiar nasz agent Lucyfera wypełnić projektowany Nowy Wspaniały Świat? Tu należy się odwołać do krążącego po sieci wywiadu, którego udzielił kiedyś Grzegorzowi Miecugowowi w programie „Inny punkt widzenia”. Oto cytaty:

„Jeśli człowiek może coś poddać regulacji i swojej władzy racjonalnej, to prędzej czy później tak się stanie. Będzie uważane za coś niemoralnego i niewłaściwego zdawać się na przypadek. W prokreacji prawdopodobnie ustali się etyczny standard, że prokreacja powinna być odpowiedzialna, a więc przebiegać pod kontrolą etyczną. (...) Nie ma żadnej oczywistości moralnej na rzecz przewagi moralnej którejkolwiek strony alternatywy: prokreacji całkowicie dowolnej, zdanej na przypadek i prokreacji ograniczonej i kierowanej. Nie ma tu żadnej oczywistej intuicji moralnej, że jedno jest lepsze od drugiego. Sądzę, że taka eugenika prewencyjna stanie się za jakiś czas standardem, a poza tym, ludzie mogąc wpływać na cechy swojego potomstwa, co najmniej na płeć, a pewnie na różne inne cechy, być może będą się na to decydować, chociaż może się to nam nie podobać.”

„To nam się wydaje próżne i paskudne, ale trzeba odróżnić swoje intuicje, czy jakieś odczucia, czy wrażenia od porządku przewidywania. Możemy przewidywać, że to przestanie być w wielu kręgach uważane za niewłaściwe, niestosowne, małoduszne, małostkowe i że ludzie się będą na to decydować, i że będzie przybywać ludzi udoskonalonych genetycznie. Nadal jeszcze ludzi. Może w przyszłości także istot, które będą bardziej zmanipulowane genetycznie, nie będą podpadały pod gatunek człowieka. Z tym też się musimy liczyć, w końcu gatunek ludzki istnieje niedługo”. (cytaty za redakcją Marzeny Nykiel)

***
Mamy więc założenia formalno-instytucjonalne, wyrażone w „Deklaracji obywatelskiej”, oraz treść, którą mają być wypełnione. Jednak, by wizja prof. Hartmana zatriumfowała, należy, zgodnie z totalniackim duchem, wyrugować konkurencyjne wobec państwa systemy normatywne, z Dekalogiem na czele. O to właśnie toczy się gra. Czy w świetle powyższego może zatem dziwić los profesora Chazana i retoryka oraz zestaw argumentacyjny które towarzyszą nagonce? Boże, chroń nas przed „państwem filozofów”...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/zgorszenie-dla-%C5%BCyd%C3%B3w-i-g%C5%82upstwo-dla-pogan#.U8FYeUDd7uB

http://niepoprawni.pl/blog/287/czarne-oceany-prof-hartmana

 

piątek, 30 maja 2014

Zgorszenie dla Żydów i głupstwo dla pogan

my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” - św. Paweł Apostoł, I List do Koryntian.

„Deklarację wiary lekarzy” podpisało już ponad trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych i studentów, nic więc dziwnego, że lobby aborcyjne ogarnął prawdziwy popłoch. To wotum dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II obliguje bowiem jego sygnatariuszy do przestrzegania magisterium Kościoła w kwestii ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Czyli, ze znalezieniem chętnych do wyskrobania dziecka potencjalnym „Agatom” będzie jeszcze trudniej niż do tej pory, co bardzo nie spodobało się byłej minister zdrowia, pani Ewie Kopacz, która jak się zdaje nic sobie nie robi z zaciągniętej na siebie ekskomuniki i nadal świętokradczo przystępuje do Komunii. Osobną sprawą jest kręgosłup moralny księży, którzy jej tejże Komunii udzielają, bo chyba nie mogą zasłaniać się niewiedzą.

Przypomnijmy dla porządku treść owej deklaracji, autorstwa dr med. Wandy Półtawskiej.

 

DEKLARACJA WIARY

Lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej.

Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku...

1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:

  • ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,

  • moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga.

Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” - powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim

  • aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji,

  • potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

6. UWAŻAM, że - nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

Wysokim uznaniem darzymy tych lekarzy i członków służby zdrowia, którzy w pełnieniu swojego zawodu ponad wszelką ludzką korzyść przenoszą to, czego wymaga od nich szczególny wzgląd na chrześcijańskie powołanie. Niech niezachwianie trwają w zamiarze popierania zawsze tych rozwiązań, które zgadzają się z wiarą i prawym rozumem oraz niech starają się dla tych rozwiązań zjednać uznanie i szacunek ze strony własnego środowiska. Niech ponadto uważają za swój zawodowy obowiązek zdobywanie w tej trudnej dziedzinie niezbędnej wiedzy, aby małżonkom zasięgającym opinii, mogli służyć należytymi radami i wskazywać właściwą drogę, czego słusznie i sprawiedliwie się od nich wymaga.”

Paweł VI, Humanae vitae, 27.

Biorąc pod uwagę powyższe, nic dziwnego, że na takie jednoznaczne dictum zawyły ze zgrozy wszystkie kręgi piekieł z niezawodną w takich razach „Gazetą Wyborczą” na czele. Utrudnia to bowiem robotę agitacyjno-propagandową polegającą na lansowaniu katolicyzmu w wersji gender, co wychwyciła Ewa Siedlecka przyrównując zachowanie sygnatariuszy Deklaracji do zachowania „organizacji antygenderowych”, które – a jakże – mają „nakręcać nienawiść”.

Ale zostawmy „Wyborczą”, bo szczęśliwie coraz mniej ludzi ją czyta, a przejdźmy do telewizorni. Oto w jednej ze szczekaczek miałem wątpliwą przyjemność wysłuchać pani Senyszyn, która w swym charakterystycznym, skrzeczącym stylu usiłowała dokument wykpić. Z kolei w innej mediodajni masowego rażenia oburzony prof. Hartman grzmiał coś o pozbawianiu lekarzy-sygnatariuszy prawa do wykonywania zawodu.

I wiecie co? Jakoś nie podniosło mi to ciśnienia, momentalnie bowiem przypomniałem sobie fragment I Listu do Koryntian, w którym św. Paweł pisze: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”.

Czyli, wszystko się zgadza, jest dokładnie tak jak ujął to przed dwoma tysiącami lat Apostoł. Szczery Żyd Hartman, wiceprzewodniczący organizacji B'nai B'rith – Loża Polin, zanosił się wręcz zgorszeniem, a równie szczera poganka Senyszyn usiłowała przedstawić Deklarację jako „głupstwo”. Przy okazji - jeśli ktoś tu zechce sprostować, twierdząc, że Senyszyn jest ateistką, to odpowiem, że ateizm jest niczym innym jak formą religii - wiarą w nieistnienie Boga, czyli współczesną odmianą pogaństwa właśnie. Skoro zatem wszystko zgadza się z Pismem, to nie ma się czym przejmować. Jest bowiem tak, jak przepowiedział św. Paweł Apostoł. A zatem, miejmy spokój w sercach - Alleluja i do przodu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/