Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna cywilizacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna cywilizacji. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lipca 2014

Sprawa profesora Chazana, czyli Imperium kontratakuje

Wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie.

I. Wycie kręgów piekielnych

Sprawa profesora Bogdana Chazana i jego dymisja z funkcji dyrektora szpitala Świętej Rodziny w Warszawie zaordynowana przez platformerską „katoliczkę” Hannę Gronkiewicz-Waltz jest kolejną odsłoną wojny cywilizacyjnej, której celem jest usankcjonowanie totalitarnego z ducha państwa hołdującego ideologii wojującego laicyzmu. Sygnalizowałem to już w tekście „Gramscizm stosowany” przy okazji „Golgota Picnic”, a teraz mamy ciąg dalszy tej wielowątkowej batalii. Warto tu przypomnieć wydarzenie, które w ostatnim czasie stało się medialno-politycznym podglebiem dla obecnej erupcji nienawiści wobec lekarzy dochowujących wierności nauczaniu Kościoła. Była to mianowicie „Deklaracja wiary lekarzy” autorstwa dr Wandy Półtawskiej ogłoszona na Jasnej Górze jako wotum dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II. Dokument ten przypomina podstawowe prawdy doktryny katolickiej w kwestii ochrony życia ludzkiego, bioetyki, płciowości, tudzież relacji na linii prawo stanowione a sumienie i prawo Boże.

Jak pamiętamy, „Deklaracja...” podpisana przez około trzy tysiące przedstawicieli zawodów medycznych wywołała opętańcze wycie we wszystkich kręgach piekieł – z „Gazetą Wyborczą” i stadem samozwańczych autorytetów medialnych na czele. Oburzeniem zaniósł się niezastąpiony w takich razach prof. Jan Hartman, który odkąd został prominentnym członkiem loży B'nai B'rith jakoś dziwnie zhardział i co rusz poucza ludność autochtoniczną na okoliczność wymagań stawianych jej przez nieubłagany Postęp. Słowem, wszystko odbyło się tak jak przed dwoma tysiącami lat przewidział św. Paweł Apostoł pisząc w I Liście do Koryntian: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”.

II. Moralność profesora Hartmana

Rozpoczęło się polowanie z nagonką w ramach której prof. Hartman zażądał pozbawienia sygnatariuszy „Deklaracji wiary lekarzy” prawa do wykonywania zawodu, sam zaś wypichcił własną „Deklarację obywatelską” gdzie sformułował pogląd o wyższości prawa stanowionego nad sumieniem i wprost odmówił „funkcjonariuszom publicznym i innym osobom wykonującym zawody zaufania publicznego” prawa do sprzeciwu wobec norm sankcjonowanych przez państwo. W tym ujęciu działalność zawodowa wypełniana jest „treścią moralną” poprzez wierność przepisom prawa, które tę działalność regulują, zaś w przypadku konfliktu „litery przepisu” z indywidualnymi „przekonaniami moralnymi” orzekać ma zwierzchność lub odpowiedni organ, koniec kropka.

Powyższe stanowisko, wymagające schowania do kieszeni klauzuli sumienia, jest o tyle niebezpieczne, gdyż wypływa z doktryny pozytywizmu prawniczego i to w jego skrajnie dogmatycznej formie, mówiącej iż prawo funkcjonuje niezależnie od norm moralnych, które nie mogą mieć wpływu na jego obowiązywanie. W systemie takim nie ma miejsca np. na obywatelskie nieposłuszeństwo i dlatego też stanowił on podstawę funkcjonowania systemów totalitarnych z komunizmem i narodowym socjalizmem na czele. Profesor Hartman i jemu podobni postulują zatem coś w rodzaju laickiego totalitaryzmu w niby-demokratycznym kostiumie, jednak aby ich wizja mogła się urzeczywistnić należy wpierw spacyfikować konkurencyjny system normatywny, czyli w przypadku Polski – normy moralne przypomniane chociażby w „Deklaracji wiary lekarzy”.

I w tym właśnie kontekście rozpatrywać należy sprawę prof. Chazana. Z punktu widzenia sił antycywilizacji Postępu należało znaleźć i nagłośnić odpowiednio drastyczny przypadek, który posłużyłby za taran rozbijający znienawidzoną klauzulę sumienia. Profesor Chazan stał się więc kozłem ofiarnym, którego los ma ustawić do pionu „katolicki taliban”. Nawiązując do terminologii „Gwiezdnych Wojen” mamy do czynienia z kontratakiem Imperium mającym zdusić katolicką rebelię w przestrzeni publicznej.

III. Medyczny Oświęcim

Jak zwykle przy takich okazjach podniosły się głosy, że jest to temat zastępczy, podrzucony w celu odwrócenia uwagi od ostatnich kompromitacji Platformy i rządu Tuska, degrengolady państwa oraz rosnących szans PiS-u na przejęcie władzy. Owszem, nie wątpię, że podporządkowane PO organy państwa weszły w ten konflikt licząc właśnie na efekt „przykrycia” niewygodnych kwestii politycznych i zagospodarowania publicznej uwagi. Przypomnijmy sobie jednak, że dokładnie tymi samymi argumentami raczono nas w latach 90-tych, gdy toczyła się społeczna dyskusja na temat dopuszczalności aborcji. To właśnie ona walnie przyczyniła się do zmiany masowych postaw względem prawa do życia w fazie prenatalnej i postrzegania „płodu” jako istoty ludzkiej – wcześniej w powszechnym odbiorze „skrobanka” uchodziła wręcz za formę antykoncepcji.

Obecnie natomiast stoimy w obliczu nowych zagrożeń spowodowanych przez ofensywę przemysłu biotechnologicznego. Przemilczanie faktu, że zdeformowane dziecko uratowane przez prof. Chazana jest efektem zapłodnienia in vitro jest wielce znamienne. Gdyby do opinii publicznej dotarły informacje, że metoda in vitro niesie ze sobą tego typu niebezpieczeństwa naraziłoby to na szwank biznes za którym stoją gigantyczne pieniądze. Podobnie, gdyby do ludzi dotarło, że in vitro nie jest żadną formą „leczenia bezpłodności”, tylko sprowadza kobietę do roli inkubatora, który po wszczepieniu mu zarodka pozostaje sam w sobie równie bezpłodny jak był do tej pory. Innymi słowy, wyrasta wokół nas swoisty medyczny Oświęcim, gdzie stada doktorów Mengele dokonują sztucznych zapłodnień i patrzą co z tego wyniknie. Urodzi się dziecko – dobrze, pojawią się problemy – skrobiemy i do pieca. Zwróćmy uwagę, że tego typu podejście było zgodne z prawem III Rzeszy i taka też była linia obrony hitlerowskich zbrodniarzy, co dedykuję profesorowi Hartmanowi i całej reszcie oświeconych jajogłowych, którzy chcieli by wyskrobać z człowieka duszę i wszczepić na to miejsce prawniczy zegarek.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:
http://blog-n-roll.pl/pl/pe%C5%82nomocnik-lucyfera-na-polsk%C4%99#.U8q2m0Dd7uA=

http://blog-n-roll.pl/pl/zgorszenie-dla-%C5%BCyd%C3%B3w-i-g%C5%82upstwo-dla-pogan#.U8FYeUDd7uB

http://niepoprawni.pl/blog/287/czarne-oceany-prof-hartmana

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 28 (14.07-20.07.2014)

niedziela, 13 lipca 2014

Gramscizm stosowany

Dlatego tak zależy im na pacyfikacji „katoli”, na tym, by „mohery” siedziały cicho. I dlatego należy protestować.

I. Uciszyć „katoli”

Przy okazji awantur rozpętywanych wokół prób rozkołysania społecznych nastrojów za pomocą różnych prowokacji ubieranych na ogół w pozory sztuki, słyszymy często, by owe prowokacje przemilczać, nie nagłaśniać, nie przydawać im znaczenia publicznymi protestami. W mojej świadomości pierwsze tego typu społeczne spięcie zafunkcjonowało przy okazji wejścia na ekrany kin filmu „Ksiądz”. Zapewne mało kto pamięta tę szmirę z głębokich lat 90-tych, wyjaśnię więc, że chodziło w niej o księdza-homoseksualistę, który wielce cierpi z powodu nietolerancji obłudnych hierarchów, ale wszystko, z tego co pamiętam, kończy się pomyślnie, bowiem po nagłośnieniu swych problemów ówże czynny pederasta w sutannie odprawia koniec końców Mszę Świętą koncelebrowaną wraz z innym wielce postępowym kapłanem, co w zamyśle reżysera dowodzić miało prawdziwie głębokiej wiary i eucharystycznego zaangażowania. O filmie już prawie nikt nie pamięta, ale wtedy wywołał on skandal, zaś protestującym środowiskom katolickim próbowano wmówić, że ich sprzeciwy i pikiety są przeciwskuteczne, robią bowiem rzeczonemu filmowi reklamę. Podobny schemat prewencyjnej pacyfikacji protestów stosowano również i później przy rozmaitych okazjach. Padały różne argumenty: prócz wspomnianego zarzutu o „reklamowaniu poprzez protest”, twierdzono, iż skandale są tematami zastępczymi, że mają odwrócić uwagę odbiorców od kwestii o większym ciężarze gatunkowym z bieżącymi wydarzeniami politycznymi na czele, że debata publiczna powinna się toczyć wokół reform, podatków, gospodarki...

Takie założenie, że sprawy polityczne, czy gospodarcze są z zasady ważniejsze od ekscesów różnych niewydarzonych lewaków biegających w mediach za artystów i to „wybitnych” jest moim zdaniem błędem i zaraz postaram się wyjaśnić, dlaczego, a uczynię to na przykładzie najświeższym, czyli „Golgota Picnic”.

II. Droga Gramsciego

Otóż, tego typu pseudoartystycznych prowokacji, jak „Golgota Picnic” Rodrigo Garcii nie można bagatelizować, mają one bowiem konkretny wymiar społeczno-polityczny. Oprócz podczepienia się różnych cwanych miernot i beztalenci pod szemraną awangardę, dzięki czemu mogą skroić co nieco publicznego grosza, mamy tu bowiem do czynienia z realizacją wskazań włoskiego komunisty Antonio Gramsciego, by rewolucję przeprowadzać poprzez sferę kulturową i w ten sposób - rozbijając „kulturę burżuazyjną" - oduraczyć i doprowadzić do stanu mentalnej bezbronności całe społeczeństwa. Rzecz jasna, nie chodzi o to, czy „Golgota" posiada jakiekolwiek walory artystyczne. Skądinąd wiadomo, że to typowy niby-awangardowy knot. Nawet „Wyborcza” w swej relacji z pokazu nagrania sztuki w bydgoskim Teatrze Polskim zmuszona była przyznać, że publiczność znudzona wychodziła na długo przed zakończeniem.

Pozostaje zatem aspekt polityczny – bo dla lewactwa sztuka jest orężem politycznym właśnie. Plan jest po komunistycznemu prostacki, ale też, jak wykazał przykład rewolucji kontrkulturowej na Zachodzie, skuteczny – sterroryzować społeczeństwo wymuszając na nim hasłami o wolności słowa i swobodzie ekspresji artystycznej tolerancję dla bluźnierstwa, następnie stopniowo metodą salami posuwać się coraz dalej, by finalnie po latach takiej obróbki skrawaniem ująć oduraczone społeczeństwo w żelazne cęgi polit-poprawnego tolerancjonizmu, rugując z przestrzeni publicznej wszelkie tradycyjne wartości z religią na czele pod rygorem sankcji karnych. Sankcji, które będzie egzekwować już przemodelowane na lewacką modłę państwo, obsadzone w ramach „długiego marszu przez instytucje” przez zindoktrynowany aparat urzędniczo-sądowy. Już dziś w Szwecji pastor może trafić do więzienia pod pozorem propagowania „mowy nienawiści” za cytowanie Pisma Świętego potępiającego homoseksualizm, zaś w Kanadzie działaczka pro-life może spędzić większość życia za kratkami za pikietowanie klinik aborcyjnych.

III. Wojna cywilizacji

Dlatego protesty przeciw tego typu wydarzeniom dewastującym przestrzeń kulturową kraju są każdorazowo potrzebne. Opór i nacisk mają sens. Nie jest to temat zastępczy, ani „przykrywka” mająca zagospodarować masowe emocje i odciągnąć je od ważniejszych spraw w rodzaju afery podsłuchowej. To jak ze znanym dylematem – myć ręce czy nogi? Odpowiedź jest oczywista – jedno i drugie. Podobnie z „aferą taśmową” i „Golgota Picnic” - sprawne funkcjonowanie państwa, oczyszczenie zgniłej „Republiki Okrągłego Stołu” z bagna zatrutych układów i korupcji oraz pogonienie władzy która im patronuje, czy wręcz idzie na pasku zblatow anych środowisk tworzących Obóz Beneficjentów i Utrwalaczy III RP, to jedno. Nie sposób jednak stworzyć zdrowego państwa z narodem bądź to sterroryzowanym duchowo przez lewactwo, bądź wręcz zdeprawowanym i wykorzenionym z wartości oraz kulturowego dziedzictwa.

To wojna cywilizacyjna. Zwróćmy uwagę na jeden aspekt: gdyby „Golgota Picnic”, tudzież wcześniejsze produkcje dyżurnych skandalistów w rodzaju inscenizacji „Do Damaszku” Jana Klaty, czy tego nieszczęśnika ocierającego się genitaliami o Chrystusa na Krzyżu, lub tęczy na Placu Zbawiciela były tak nieistotne i chodziło w nich jedynie o danie upustu ekspresyjnym chętkom różnych popaprańców, to czy mielibyśmy do czynienia z aż taką medialną młócką? Nie, gdyby to nie było istotne, to obóz Antycywilizacji Postępu nie zaangażowałby wszelkich dostępnych propagandowych sił w ich obronę, ani nie zabiegał o finansowanie z publicznych pieniędzy. Nie bez przyczyny również pierwsza komuna usiłowała zagonić religię do sfery prywatnej, obecnie zaś jej następcy wymachują sztandarami „świeckiego państwa”, które w istocie oznacza państwo hołdujące ideologii wojującego laicyzmu. Oni doskonale wiedzą o co toczy się gra – o Nowy Wspaniały Świat i stworzenie nowej mutacji „człowieka sowieckiego”. Dlatego tak zależy im na pacyfikacji „katoli”, na tym, by „mohery” siedziały cicho. I dlatego należy protestować. Milczenie bowiem oznacza zgodę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 27 07.07 - 13.07.2014