Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska agentura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska agentura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Bezpieka chce kasy

Służby specjalne postanowiły zagrać tragedią malezyjskiego boeinga, by zrobić skok na kasę.

I. Ruskie atakują!

Szefowie naszych licznie rozmnożonych służb specjalnych (Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, Służba Wywiadu Wojskowego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego) pojawili się 23.07.2014 na posiedzeniu sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych, by molestować posłów o zwiększenie budżetów swych instytucji. Aby wypaść bardziej przekonująco podnosili w dość alarmującym tonie, że w związku z wojną na Ukrainie rosyjskie spec-służby zintensyfikowały swą aktywność na terenie Polski, a oni, biedaczyska, ze względu na ogólną mizerię sił i środków nie mają jak temu przeciwdziałać.

Wedle przedstawionych sejmowej komisji informacji rosyjska agentura ma interesować się głównie procesem modernizacji naszej armii, sektorem energetycznym, prócz tego towarzysze czekiści monitorują polskie media i internet oraz prowadzą zmasowaną akcję propagandową i dezinformacyjną. Słowem, działają we wszystkich newralgicznych obszarach polskiego państwa, zaś nasi dzielni bezpieczniacy mogą co najwyżej się temu przyglądać i robić notatki. Na więcej nie ma funduszy.

II. Służbowa degrengolada

Proszę tylko spojrzeć jak nachalne są te k...y i zuchwałe. Polska jest rekordzistą Europy jeśli chodzi o podsłuchy i generalnie – inwigilację własnych obywateli. Do zakładania podsłuchów uprawnionych jest bodaj dziesięć spec-służb i wszystkie obficie z tego prawa korzystają. Przypuszczam, że działalność „seryjnego samobójcy” również plasuje nas w ścisłej czołówce. Natomiast aktywność wywiadowcza i kontrwywiadowcza, oraz szeroko rozumiana ochrona struktur państwa wygląda tak, że elita tegoż państwa z prezydentem na czele ginie w niewyjaśnionych okolicznościach podczas wizyty we wrogim nam kraju przy kompletnej bierności (o ile tylko bierności) odpowiedzialnych za bezpieczeństwo organów, czołowi polscy dygnitarze są hurtowo nagrywani w restauracjach, że już nie wspomnę o kompromitacji, kiedy to o przetargu na prace budowlane w „ściśle tajnej” Morskiej Jednostce Działań Specjalnych – Formoza można sobie było przeczytać na rządowych stronach w internecie, wraz z lokalizacją i szczegółowymi planami budynków. Inny przykład – SKW na swoich stronach zamieściła ogłoszenie o przetargu na wywóz śmieci, dostawę prądu i ochronę swych „ściśle tajnych” obiektów wraz z dokładnymi adresami owych „tajnych” budynków.

Dodajmy do tego, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego w 2010 roku, po tragedii smoleńskiej, na polecenie gen. Noska nawiązała współpracę z rosyjską FSB, nie informując o tym ani MON, ani MSW. Współpracę tę ze swej strony „zalegalizował” Putin w roku 2013. Co charakterystyczne, na posiedzeniu spec-komisji wiceszef SKW nie potrafił odpowiedzieć na pytanie posła Marka Opioły (PiS), czy kolaboracja z FSB została zamrożona czy zerwana. Czyli z jednej strony przedstawiciele służb straszą nas rozpanoszoną ruską agenturą, z drugiej natomiast przynajmniej jedna z nich najprawdopodobniej wciąż z centralą tejże agentury współpracuje! A żeby było jeszcze zabawniej, to nie dalej jak w maju 2014 ta sama sejmowa komisja pozytywnie oceniła współpracę Służby Kontrwywiadu Wojskowego ze służbami zagranicznymi – w tym z FSB (cyt. „Zdaniem Komisji, na podstawie posiadanej przez nią wiedzy, współpraca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, na wzór współpracy krajów NATO ze służbami specjalnymi innych krajów, w tym Federacji Rosyjskiej, jest zgodna z polskim prawem i polską racją stanu”).

Trudno o wyraźniejszy dowód degrengolady. Wychodzi na to, że na inwigilację własnego społeczeństwa, na skrytobójcze mordy niewygodnych ludzi, na współpracę z ruskimi czekistami z FSB i medialne operacje na mózgach Polaków kasa w służbach jest. Natomiast na to, co powinno być pierwszoplanowym zadaniem tych wszystkich ABW, AW, SWW, SKW i ile tam ich jeszcze matka narodziła – jakoś pieniędzy zabrakło i dlatego koniecznie trzeba przyznać bezpieczniakom ekstra fundusze, bo będzie Finis Poloniae.

III. Skok na kasę w cieniu boeinga

I teraz przyłażą te bezpieczniackie mendy z rękami wyciągniętymi po kasę. Powtórzę: nachalne są te k...y i zuchwałe. Zwrócę przy tym uwagę, że stało się to zaraz po zestrzeleniu malezyjskiego boeinga przez rosyjskich terrorystów. Innymi słowy, bezpieka licząc na efekt powszechnego wstrząsu po zamachu postanowiła zagrać tragedią boeinga, by wydębić więcej pieniędzy. Nagle się obudzili, że Polska jest infiltrowana przez rosyjską agenturę. Co robili do tej pory? Ilu agentów zdemaskowali? Co z defraudacją funduszu operacyjnego w ABW? Co ze sprawą inwestowania przez Agencję Wywiadu w Amber Gold?

Przypomnijmy ponadto, iż dotąd każdy, kto mówił o rosyjskiej agenturze, wskazując chociażby na sprawę kontraktów gazowych czy groźbę przejęcia Azotów wraz z technologią grafenu, smoleńskie dezinformacje, powiązania naszych polityków itd. był „oszołomem”, a teraz proszę – jak dramatycznie nowy etap nastąpił. A co z agenturą niemiecką? Pozostałych krajów? Nie działa, czy też to właśnie od agentury innych „wielkich braci” przyszedł rozkaz by łapać agentów rosyjskich, bo mocodawcy nad naszymi głowami pożarli się akurat o Ukrainę? Jeśli tak, to niech sami zasponsorują wysługującą się wszystkim dookoła nominalnie „polską” bezpiekę i pilnują, by tej kasy nie rozkradziono.

Zresztą, skoro już mówimy o pieniądzach. Za uprzejmość na rzecz CIA, czyli udostępnienie kawałka polskiego terytorium w charakterze mini-Guantanamo nasza bezpieka zainkasowała 15 mln baksów. Z jednej strony, pokazuje to jak nisko się cenimy, z drugiej – może warto by poszukać tej kasy, lub przynajmniej ustalić co się z nią stało. Tak się bowiem składa, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakazał naszemu państwu wypłatę odszkodowań w wysokości odpowiednio 100 i 130 tys. euro na rzecz islamskich terrorystów An-Nasziriego (z Jemenu) i Husajna Abu Zubajdy (z Palestyny) za tortury, jakim mieli zostać poddani w Starych Kiejkutach. Jak raz ta kasa teraz by się przydała, bo domyślam się, że mamy do czynienie dopiero z początkiem podobnych orzeczeń. Byłoby więc przynajmniej z czego spłacać zasądzane kary – no chyba, że ten napiwek od naszego „strategicznego sojusznika” został już dawno „sprywatyzowany” i nawet kurz po nim w bezpieczniackich sejfach nie pozostał. W końcu, co to jest 15 mln dolarów dla naszych wiecznie wygłodniałych towarzyszy z bezpieczeństwa? Ot, na waciki...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

wtorek, 14 grudnia 2010

Rosja rezerwuje sobie prawo do strefy wpływów


Rosja: „Kurica” ma pozostać zdemilitaryzowanym buforem, bo inaczej się pogniewamy.

I. Kurs na „rozmiękczenie”.

W zeszłym tygodniu Federacja Rosyjska ustami niezawodnego w takich przypadkach Siergieja Ławrowa zażądała „wyjaśnień” od NATO na okoliczność poszerzenia planu obrony Polski o państwa bałtyckie. Z kolei Dmitrij Rogozin, stały przedstawiciel Federacji Rosyjskiej przy NATO, zażądał by... Sojusz z tych planów się wycofał! No pięknie. Innymi słowy, Rosja rezerwuje sobie prawo do postsowieckiej strefy wpływów i ewentualnej militarnej agresji w przyszłości, gdy już nabierze sił i dokończy modernizację armii. Więcej – nie życzy sobie żadnych, nawet symbolicznych, przeszkód na swym neoimperialnym kursie, cóż dopiero przeszkód rzeczywistych.

Sama, oczywiście, ani myśli wykreślać Paktu ze swej doktryny militarnej, gdzie definiuje go jako wroga nr 1. Równolegle kontynuuje działania obliczone na „rozmiękczenie” zachodnich struktur: zarówno Unii Europejskiej (wizja wspólnej przestrzeni gospodarczej), jak i NATO (wypchnięcie z Europy Stanów Zjednoczonych i stworzenie systemu bezpieczeństwa w zamian za milczące przyzwolenie na dominację w byłych demoludach).

II. Region na smyczy.

W tym kontekście nie od rzeczy byłoby wspomnieć o histerycznej pianie, której każdorazowo dostaje Rosja na samo wspomnienie o możliwości jakichkolwiek poważniejszych instalacji militarnych NATO (czytaj - USA) na terenach „bliskiej zagranicy”. Rosja doskonale wie, że takowe instalacje w żadnym razie nie mogłyby zagrozić jej terytorium, bo niby jak? Problem z punktu widzenia Rosji polega na czym innym – szachowaniu jej ekspansywnych ambicji, nawet jeśli nie terytorialnych, to na pewno polityczno – gospodarczych, polegających na uwiązaniu całego regionu na krótkiej, surowcowo – energetycznej smyczy. Celem Rosji jest wyhodowanie sobie wianuszka odbiorców i płatników, uzależnionych niczym banda ćpunów od jedynego dilera w okolicy. No i, rzecz jasna, utrzymywanie rządów gwarantujących, że żadnemu nieodpowiedzialnemu szkodnikowi nie przyjdzie do głowy, by ową smycz zerwać.

Dlaczego obecność wojsk sprzymierzonych miałaby w tym przeszkadzać? Ano dlatego, że taka obecność wiązałaby się chociażby ze wzmożoną ochroną wywiadowczą i kontrwywiadowczą, jaką amerykański rząd zapewnia „swoim chłopcom”. To zaś w naturalny sposób utrudniałoby działalność rosyjskiej agentury na poletku, które najwyraźniej przywykła uważać za oddane jej na wyłączność. Przypomnijmy, że wedle słów byłego szefa Państwowego Departamentu Bezpieczeństwa Litwy, Meczysa Laurinkusa, na obszarze tego państwa działa 3000 rosyjskich agentów, zaś w całym posowieckim regionie rosyjskie służby budują imperium gospodarcze – od Morza Czarnego po Bałtyk.

III. U nas szpionów niet.

Ale w sumie, po co o tym wszystkim piszę – nie nasz problem, niech martwią się Litwini. W Polsce, jak wiadomo, nie ma żadnych agentów, nawet wpływu, co najwyżej „pisowskie” sługusy „obcego mocarstwa” (tym „obcym mocarstwem” są znów USA, jakby się kto pytał). Wszak, skoro „ocieplamy” stosunki, to wiadomo, że Rosjanie byli tak uprzejmi, iż w geście dobrej woli polikwidowali wszelkie siatki szpiegowskie... których przecież i tak nigdy nie było.

Ostatnie zatrzymanie rosyjskiego szpiega na terenie Polski miało miejsce w lutym 2009 roku. I nasz Północny Sąsiad woli, aby tak zostało. Ochrona kontrwywiadowcza związana ze stopniowym wdrażaniem planu obronnego dla krajów naszego regionu, czy ewentualna obecność czegoś więcej niż „roślin doniczkowych”, mogłaby zaburzyć spokojny, bezstresowy i systematyczny rytm pracy agenturalnej dla dobra Matuszki Rossiji.

IV. W szponach detente.

Czy może zatem dziwić informacja, że Polska sprzeciwiała się objęciu planami Litwy, Łotwy i Estonii? Ot, kolejny miły gest wobec nowych przyjaciół, który z pewnością został zauważony i doceniony gdyż, jak wyznał Rogozin, o styczniowym poszerzeniu natowskiej ochrony o Pribałtikę Rosja wiedziała i bez Wiki Leaks... Wynikałoby z tego, że przeciek posłużył Rosji tylko jako pretekst do wywarcia presji, by Pakt nie przesadzał z tymi całymi sojuszniczymi zobowiązaniami. Dziewięć dywizji, też coś.... „Kurica” ma pozostać zdemilitaryzowanym buforem, bo inaczej się pogniewamy. Jestem przekonany, że najbardziej prorosyjski szef NATO w dziejach, Anders Fogh Rasmussen trafnie odczytał ten komunikat i wyciągnie odpowiednie wnioski. Wszak na „zbliżenie” (każdym kosztem) postawił całą swą karierę i ani mu w głowie posłuchać choćby Wiktora Suworowa, który wspominał onegdaj, że sowieckie szpiegostwo swój złoty okres przeżywało w tak do dziś hołubionej na zachodnich salonach epoce detente.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl