Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FSB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FSB. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Bezpieka chce kasy

Służby specjalne postanowiły zagrać tragedią malezyjskiego boeinga, by zrobić skok na kasę.

I. Ruskie atakują!

Szefowie naszych licznie rozmnożonych służb specjalnych (Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, Służba Wywiadu Wojskowego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego) pojawili się 23.07.2014 na posiedzeniu sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych, by molestować posłów o zwiększenie budżetów swych instytucji. Aby wypaść bardziej przekonująco podnosili w dość alarmującym tonie, że w związku z wojną na Ukrainie rosyjskie spec-służby zintensyfikowały swą aktywność na terenie Polski, a oni, biedaczyska, ze względu na ogólną mizerię sił i środków nie mają jak temu przeciwdziałać.

Wedle przedstawionych sejmowej komisji informacji rosyjska agentura ma interesować się głównie procesem modernizacji naszej armii, sektorem energetycznym, prócz tego towarzysze czekiści monitorują polskie media i internet oraz prowadzą zmasowaną akcję propagandową i dezinformacyjną. Słowem, działają we wszystkich newralgicznych obszarach polskiego państwa, zaś nasi dzielni bezpieczniacy mogą co najwyżej się temu przyglądać i robić notatki. Na więcej nie ma funduszy.

II. Służbowa degrengolada

Proszę tylko spojrzeć jak nachalne są te k...y i zuchwałe. Polska jest rekordzistą Europy jeśli chodzi o podsłuchy i generalnie – inwigilację własnych obywateli. Do zakładania podsłuchów uprawnionych jest bodaj dziesięć spec-służb i wszystkie obficie z tego prawa korzystają. Przypuszczam, że działalność „seryjnego samobójcy” również plasuje nas w ścisłej czołówce. Natomiast aktywność wywiadowcza i kontrwywiadowcza, oraz szeroko rozumiana ochrona struktur państwa wygląda tak, że elita tegoż państwa z prezydentem na czele ginie w niewyjaśnionych okolicznościach podczas wizyty we wrogim nam kraju przy kompletnej bierności (o ile tylko bierności) odpowiedzialnych za bezpieczeństwo organów, czołowi polscy dygnitarze są hurtowo nagrywani w restauracjach, że już nie wspomnę o kompromitacji, kiedy to o przetargu na prace budowlane w „ściśle tajnej” Morskiej Jednostce Działań Specjalnych – Formoza można sobie było przeczytać na rządowych stronach w internecie, wraz z lokalizacją i szczegółowymi planami budynków. Inny przykład – SKW na swoich stronach zamieściła ogłoszenie o przetargu na wywóz śmieci, dostawę prądu i ochronę swych „ściśle tajnych” obiektów wraz z dokładnymi adresami owych „tajnych” budynków.

Dodajmy do tego, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego w 2010 roku, po tragedii smoleńskiej, na polecenie gen. Noska nawiązała współpracę z rosyjską FSB, nie informując o tym ani MON, ani MSW. Współpracę tę ze swej strony „zalegalizował” Putin w roku 2013. Co charakterystyczne, na posiedzeniu spec-komisji wiceszef SKW nie potrafił odpowiedzieć na pytanie posła Marka Opioły (PiS), czy kolaboracja z FSB została zamrożona czy zerwana. Czyli z jednej strony przedstawiciele służb straszą nas rozpanoszoną ruską agenturą, z drugiej natomiast przynajmniej jedna z nich najprawdopodobniej wciąż z centralą tejże agentury współpracuje! A żeby było jeszcze zabawniej, to nie dalej jak w maju 2014 ta sama sejmowa komisja pozytywnie oceniła współpracę Służby Kontrwywiadu Wojskowego ze służbami zagranicznymi – w tym z FSB (cyt. „Zdaniem Komisji, na podstawie posiadanej przez nią wiedzy, współpraca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, na wzór współpracy krajów NATO ze służbami specjalnymi innych krajów, w tym Federacji Rosyjskiej, jest zgodna z polskim prawem i polską racją stanu”).

Trudno o wyraźniejszy dowód degrengolady. Wychodzi na to, że na inwigilację własnego społeczeństwa, na skrytobójcze mordy niewygodnych ludzi, na współpracę z ruskimi czekistami z FSB i medialne operacje na mózgach Polaków kasa w służbach jest. Natomiast na to, co powinno być pierwszoplanowym zadaniem tych wszystkich ABW, AW, SWW, SKW i ile tam ich jeszcze matka narodziła – jakoś pieniędzy zabrakło i dlatego koniecznie trzeba przyznać bezpieczniakom ekstra fundusze, bo będzie Finis Poloniae.

III. Skok na kasę w cieniu boeinga

I teraz przyłażą te bezpieczniackie mendy z rękami wyciągniętymi po kasę. Powtórzę: nachalne są te k...y i zuchwałe. Zwrócę przy tym uwagę, że stało się to zaraz po zestrzeleniu malezyjskiego boeinga przez rosyjskich terrorystów. Innymi słowy, bezpieka licząc na efekt powszechnego wstrząsu po zamachu postanowiła zagrać tragedią boeinga, by wydębić więcej pieniędzy. Nagle się obudzili, że Polska jest infiltrowana przez rosyjską agenturę. Co robili do tej pory? Ilu agentów zdemaskowali? Co z defraudacją funduszu operacyjnego w ABW? Co ze sprawą inwestowania przez Agencję Wywiadu w Amber Gold?

Przypomnijmy ponadto, iż dotąd każdy, kto mówił o rosyjskiej agenturze, wskazując chociażby na sprawę kontraktów gazowych czy groźbę przejęcia Azotów wraz z technologią grafenu, smoleńskie dezinformacje, powiązania naszych polityków itd. był „oszołomem”, a teraz proszę – jak dramatycznie nowy etap nastąpił. A co z agenturą niemiecką? Pozostałych krajów? Nie działa, czy też to właśnie od agentury innych „wielkich braci” przyszedł rozkaz by łapać agentów rosyjskich, bo mocodawcy nad naszymi głowami pożarli się akurat o Ukrainę? Jeśli tak, to niech sami zasponsorują wysługującą się wszystkim dookoła nominalnie „polską” bezpiekę i pilnują, by tej kasy nie rozkradziono.

Zresztą, skoro już mówimy o pieniądzach. Za uprzejmość na rzecz CIA, czyli udostępnienie kawałka polskiego terytorium w charakterze mini-Guantanamo nasza bezpieka zainkasowała 15 mln baksów. Z jednej strony, pokazuje to jak nisko się cenimy, z drugiej – może warto by poszukać tej kasy, lub przynajmniej ustalić co się z nią stało. Tak się bowiem składa, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakazał naszemu państwu wypłatę odszkodowań w wysokości odpowiednio 100 i 130 tys. euro na rzecz islamskich terrorystów An-Nasziriego (z Jemenu) i Husajna Abu Zubajdy (z Palestyny) za tortury, jakim mieli zostać poddani w Starych Kiejkutach. Jak raz ta kasa teraz by się przydała, bo domyślam się, że mamy do czynienie dopiero z początkiem podobnych orzeczeń. Byłoby więc przynajmniej z czego spłacać zasądzane kary – no chyba, że ten napiwek od naszego „strategicznego sojusznika” został już dawno „sprywatyzowany” i nawet kurz po nim w bezpieczniackich sejfach nie pozostał. W końcu, co to jest 15 mln dolarów dla naszych wiecznie wygłodniałych towarzyszy z bezpieczeństwa? Ot, na waciki...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

środa, 24 lipca 2013

Agenci pod spec-ochroną

Wszystko powraca w stare koleiny, a młyny sprawiedliwości mogą z pełnym zaangażowaniem włączyć się w proces polsko-rosyjskiego „pojednania”.

I. Pełzające pojednanie

Jak zapewne Państwo wiedzą, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego postanowiła zająć się znanym sabotażystą i dywersantem, uprawiającym swój haniebny proceder na zlecenie określonych kół politycznych bankrutów z Londynu – czyli Witoldem Gadowskim. Ów zapluty karzeł reakcji, parający się wywrotową działalnością pod cienkim płaszczykiem tzw. „niezależnego dziennikarstwa”, miał bowiem czelność ujawnić w lutym tego roku w szmatławym kontrrewolucyjnym pisemku „Sieci”, iż po Polsce hulają sobie w najlepsze rosyjscy szpiedzy, zaś odpowiednie służby przyjmują ten stan rzeczy do wiadomości i nic z nim nie robią.

Przepraszam, a co niby nasze służby miałyby robić? Zdekonspirować funkcjonariuszy zaprzyjaźnionego mocarstwa? Aresztować? Wydalić z kraju? Słyszał kto takie rzeczy? Byłoby to godzeniem w sojusze i dobre samopoczucie Najjaśniejszego Pana Władimira Władimirowicza Putina, z którym wszak pojednaliśmy się na gruncie smoleńskiego błota, przezwyciężając wraz z likwidacją polskiej delegacji prezydenckiej dziejowe urazy i zaszłości. Jak bowiem wywiódł wtedy z iście jezuickim sprytem padre Tomasz „Orsom” Turowski „jestem pewien, że z tej krwi wyrośnie to, na co my wszyscy czekamy – wyrosną nowe, dobre stosunki pomiędzy Polską i Rosją”. No, skoro stwierdził tak sam czołowy organizator „katastrofy” w wyniku której doszło do historycznego pojednania, to należy przyjąć, iż wiedział co mówi. Tym bardziej, że również profesor Nałęcz spiżowymi słowy obwieścił, iż „nie ma takiej ceny”, której nie warto by zapłacić za poprawę stosunków z Rosją - więc po co ten cały Gadowski się wcina?

A że zacieśnianie stosunków i pełzające pojednanie jest procesem ciągłym i postępującym na różnych polach i płaszczyznach – już to w formie wspólnego świergolenia abp. Michalika z patriarchą Cyrylem, już to poprzez nakazane surowo przez ober-czekistę Putina porozumienie o współpracy w sferze kontrwywiadowczej FSB z polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, to i niewczesne enuncjacje dziennikarza Gadowskiego z miejsca stawiają go w gronie antypaństwowych podżegaczy.

II. Operacja „Krawiec” - chwalebne fiasko

Cóż więc się dziwić, że taki płk Aleksander Samożniew spokojnie sobie funkcjonował co najmniej od 1999 roku w polskim Sejmie jako korespondent „Komsomolskiej Prawdy” i werbował współpracusiów? Tutaj warto dodać, iż szpion szczególnie upodobał sobie wówczas młodych narodowców z Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszechpolskiej, których brał na panslawistyczny lep „wspólnoty Słowian”, co jak sądzę raz na zawsze powinno wybić z narodowych głów podobne ciągoty. Niestety, jeden ze Wszechpolaków nie wyczuł mądrości etapu i o próbach zwerbowania go doniósł polskiemu kontrwywiadowi, który jął pana Samożniewa rozpracowywać... aż do uaktywnienia się zakonspirowanego w kontrwywiadzie „kreta”, który rosyjskiego szpiega w porę ostrzegł, umożliwiając mu ucieczkę i fachowe zatarcie śladów. I w ten oto sposób misterna operacja „Krawiec” z udziałem wszechpolaka jako podwójnego agenta mającego „wystawić” Samożniewa wzięła w łeb. Kreta w kontrwywiadzie nie zidentyfikowano do tej pory.

Ale, zastanówmy się – po co nam w ogóle tego „kreta” identyfikować? Facet działał w poczuciu obywatelskiego obowiązku, jako pierwiosnek polsko-rosyjskiej odwilży. Wyobraźmy sobie bowiem, co to by było, gdyby jednak nasze służby, powodowane szkodliwą nadgorliwością, jednak tego Samożniewa aresztowały. Całe pojednanie z miejsca trafiłby szlag – i jak w takiej atmosferze zatrutej wzajemną nieufnością FSB mogłoby nawiązać współpracę z polskim wojskowym kontrwywiadem? A tak, szafa gra i nie ma przeciwwskazań – do tego stopnia, że pułkownik Putin mógł FSB takie polecenie wydać w pełnym przekonaniu, że nie spotka się ono z żadnymi wstrętami z naszej strony.

Na tym tle jasno widzimy, że mimo iż operacja „Krawiec” zakończyła się fiaskiem, było to fiasko chwalebne, umożliwiające nawiązanie owocnej współpracy między bratnimi, słowiańskimi narodami – wypisz wymaluj, właśnie tak, jak chciał wydelegowany do nas przyjaciel narodowców Aleksander Samożniew. A wszystko to dzięki poświęceniu skromnego, anonimowego pracownika polskiego kontrwywiadu. Czapki z głów przed tym cichym bohaterem.

III. Młyny sprawiedliwości w służbie „pojednania”

Tylko jeden Gadowski Witold nie chce zrozumieć potęgi dziejowej konieczności i szczuje, judzi oraz sypie wraży piach w tryby. Ale od czego jest minister Bartłomiej Sienkiewicz, co to „ma chody duże i w MSW i na uczelni...” - to jest, oczywiście, nie na żadnej „uczelni”, tylko w Ośrodku Studiów Wschodnich? A w międzyczasie również w UOP? Oczywiście, pan minister, jako zwierzchnik służb i organów, jest od tego, by na jego odcinku w temacie polsko-rosyjskiego pojednania wszystko chodziło jak w zegarku, toteż nie mieszkając skierował do niezależnej prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art.265 § 1 Kodeksu Karnego. Przepis ów głosi, że „Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

Formalnie postępowanie dotyczy tego kto był informatorem dziennikarza, ale młyny sprawiedliwości jak już zaczną mielić, to mogą wciągnąć między kamienie również i przechodniów, nie mówiąc już o takim Gadowskim, który, bądźmy szczerzy, sam sobie nagrabił swoją publiczną niedyskrecją. Tym bardziej, że odpowiednie czynniki zapewne mają we wdzięcznej pamięci orzeczenie niezawisłego Sądu Najwyższego z 2009 roku, który po 10 latach żmudnych procedur ustalił raz na zawsze, iż przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej „może być popełnione przez każdą osobę odpowiadającą ogólnym cechom podmiotu przestępstwa, która ujawnia informacje stanowiące tajemnicę lub wbrew przepisom ustawy informacje takie wykorzystuje".

Już tłumaczę, z czym to się wiąże. Otóż, orzeczenie to dotyczy sprawy przeciw dziennikarzom Bertoldowi Kittelowi i Jarosławowi Jakimczykowi, którzy w 1999 roku opisali w „Życiu” zatrzymanie przez UOP trzech rosyjskich szpiegów w szeregach WSI. No i Sąd Najwyższy ustalił, że dziennikarze, podobnie jak każdy obywatel, zobowiązani są do zachowania tajemnicy państwowej pod groźbą odpowiedzialności karnej z przytoczonego powyżej art.265 KK, gdyż przepis ten „nie zawiera ograniczeń podmiotowych”. Czyli, do strzeżenia tajemnic państwowych zobligowani są nie tylko funkcjonariusze publiczni, ale również taki pan Gadowski, ja czy Ty, drogi Czytelniku. I biada temu, komu rozwiązał by się język i nieopatrznie puścił farbę!

Żeby wszystko pozostało w klimacie, Sąd Najwyższy (przypomnę – w 2009 !) powołał się na opinię prof. Igora Andrejewa z 1976 roku, a więc z głębokiego PRL-u. Tego samego Andrejewa, który jako sędzia SN zatwierdził w 1952 wyrok śmierci na gen. Augusta Fieldorfa „Nila”. Tak więc, wszystko powraca w stare, sprawdzone koleiny, zaś aparat państwa i młyny sprawiedliwości zabezpieczone stosownym orzecznictwem mogą z pełnym zaangażowaniem włączyć się w odpowiedzialny proces polsko-rosyjskiego „pojednania”, które – pamiętajmy – warte jest każdej ceny.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/strzez-tajemnicy-panstwowej

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rosja nie zapomina


Czy zamach na Ahmeda Zakajewa miał być swoistą inauguracją „drugiej rundy” prezydentury Putina na arenie międzynarodowej?


I. Bandyckie mocarstwo

Ujawniona niedawno przez brytyjskie media próba zamachu na Ahmeda Zakajewa – premiera emigracyjnego rządu Czeczeńskiej Republiki Iczkeria, którą udaremniło MI5 pokazuje, że Rosja nie zapomina ani nie przebacza. Nigdy. Co więcej, wydarzenie to potwierdza bandycki charakter rosyjskiego mocarstwa, które czuje się władne mordować kogo uzna za stosowne, szczególnie, jeśli osoba ta demaskuje turańskie barbarzyństwa czekistowskiego reżimu. Tak było z Litwinienką, który ujawnił rolę FSB w zamachach na domy mieszkalne w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku (plus udaremniony zamach w Riazaniu). Dodajmy - zamachach, które umożliwiły rozpętanie II wojny czeczeńskiej połączonej z przeprowadzeniem na Kaukazie regularnej eksterminacji i wyniosły do władzy ludobójcę – Władimira Putina.

Świat, hołdujący zasadzie „niedrażnienia Rosji”, odwrócił wprawdzie usłużnie głowę w inną stronę, lecz Rosji to nie wystarcza. Zbrodnia wymaga bowiem eliminacji wszystkich świadków, którzy nie chcą siedzieć cicho i którzy przy okazji jakichś zmian na geopolitycznej szachownicy mogą zostać przez Zachód wysłuchani i wyciągnięci niczym as z rękawa. Prócz tego, morderstwa zarówno na terenie Federacji Rosyjskiej, jak i poza jej granicami mają walor „edukacyjny”, mający na celu zastraszenie tych, którym przyszłoby do głowy gardłować o rosyjskich bestialstwach w Czeczenii. Nie od rzeczy byłoby tu przypomnieć o kulturze politycznej Rosji, którą pozwalam sobie określać mianem zmongolizowanego bizantynizmu, a której immanentną cechą jest oparty na kulcie przemocy swoisty sadyzm, każący dla zasady zgnoić lub uśmiercić każdego, kto ośmiela się nie przyjmować do wiadomości oficjalnego stanowiska Rosji w jakiejkolwiek sprawie. Prócz Litwinienki przekonała się o tym Anna Politkowska, zamordowana w urodziny Putina i wielu innych zabitych w ostatnich latach dziennikarzy, którzy w ten czy inny sposób podpadli trzęsącej rosyjskim państwem czekistowskiej mafii.

Nic więc dziwnego, że padło w końcu również na Zakajewa, który samym swym istnieniem przypomina, że Czeczeni nie są „terrorystami” jak usiłuje wmówić światu reżim Putina, że kaukascy „wahabici” to wyhodowana w podmoskiewskich obozach szkoleniowych FSB agentura i wreszcie – że Czeczeni zasługują na niepodległość i przywódcę, który byłby przeciwieństwem panującego z łaski Kremla zwyrodniałego degenerata Ramzana Kadyrowa. Zresztą, to właśnie Kadyrow (najpewniej z błogosławieństwem Moskwy) stał za udaremnioną przez brytyjskie służby próbą zamachu. Przypomnijmy jeszcze, że zatrzymany na lotnisku Heathrow Rosjanin (nazywany E1) miał w 2009 roku zastrzelić w Wiedniu ochroniarza Zakajewa – Umara Irsaiłowa, zaś całkiem niedawno (20 marca 2012) postrzelono w Londynie rosyjskiego bankiera Giermana Gorbuncowa. Zakajew twierdzi, iż obecnie w Londynie jest więcej rosyjskich agentów niż w czasach Zimnej Wojny.

II. Rosyjskie zabiegi

Sama próba zamachu miała być prawdopodobnie ukoronowaniem długoletnich zabiegów Kremla o wydanie Ahmeda Zakajewa, który w Wlk. Brytanii ma status uchodźcy. Zgody na ekstradycję odmówiła Federacji Rosyjskiej już w 2002 Dania – czym zresztą wywołała furię tak Moskwy, jak i zwykłych Rosjan, którzy nie mogli wprost pojąć, jak taka maleńka Dania śmiała się postawić „wielkiemu mocarstwu”. Jeśli ktoś szukał dowodów na nieprzekraczalną barierę cywilizacyjną, to reakcja na odmowę ze strony Danii jest właśnie jednym z nich.

Z kolei Wielka Brytania po procesie sądowym zajęła stanowisko, że brak dowodów na „terrorystyczną” działalność czeczeńskiego przywódcy, zeznania mające owego „terroryzmu” dowodzić zostały wymuszone w Moskwie torturami, zaś wydanie Zakajewa Rosji jest niemożliwe m.in. ze względów humanitarnych – byłby on bowiem narażony na tortury i nie mógłby liczyć na uczciwy proces. Jak łatwo się domyślić, takie stanowisko wywołało na Kremlu atak szału, o który każdorazowo przyprawia rosyjskie władze zakwestionowanie głębokiego humanitaryzmu, którym przepojony jest ustrojowo-prawny porządek Wielkiego Mocarstwa.

Po raz trzeci Rosja domagała się ekstradycji Ahmeda Zakajewa od Polski – w 2010 roku, kiedy to Zakajew przybył na odbywający się w Pułtusku Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego (16 – 18.09.2010) na który zgodził się jeszcze śp. Prezydent Lech Kaczyński. Doszło wtedy wprawdzie do dość ohydnego zatrzymania czeczeńskiego premiera przez policję i doprowadzenia do prokuratury – z ewidentnym zamiarem utrudnienia mu uczestnictwa w Kongresie, zaś ambasador Federacji Rosyjskiej Aleksander Aleksiejew zwołał bezprecedensową konferencje prasową na której powtórzył standardowy zestaw rosyjskich kłamstw, lecz do najgorszego – czyli wydania Rosjanom Zakajewa na pewną śmierć – na szczęście nie doszło. (więcej na ten temat w notce „Kłamstwa ambasadora Aleksiejewa”).

III. Zamach na inaugurację prezydentury Putina?

Po tej serii niepowodzeń Rosja najwyraźniej postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, na zasadzie: „nie chcecie nam go wydać, to my i tak go sobie zabijemy”. Podobnie było z Litwinienką, na którego nie pożałowano kosztownego polonu – był to swoisty symbol mający pokazać, że Rosja z wielkopańskim gestem nie cofnie się przed możliwie spektakularnym uśmierceniem swych zdrajców – tak, by do wszystkich dotarło.

Warto jeszcze odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Zakajew, który ma w Czeczenii dość ograniczone wpływy i jego realne możliwości nie są większe niż, powiedzmy, siła polityczna Rządu Londyńskiego w czasie zaawansowanej komuny, tak uwiera Rosję.

Po pierwsze – Putin chce go zlikwidować dla zasady, żeby podkreślić, jak zauważyłem na wstępie, że Rosja nie wybacza i nie zapomina.

Po drugie – Zakajew jest politykiem umiarkowanym - hasłowo mówiąc, bliżej mu do Maschadowa (którego był przedstawicielem), niż do Basajewa – i odcina się zarówno od terrorystycznych metod, jak i od samozwańczego Emiratu Kaukazu, tudzież islamskich ekstremistów. Komuś takiemu trudno przyszyć etykietę „terrorysty” i taki ktoś jest potencjalnie do zaakceptowania przez Zachód jako przywódca czeczeńskiej diaspory – dlatego musi umrzeć.

Po trzecie wreszcie – należy pokazać Zachodowi możliwości i determinację Rosji, która „terrorystów” będzie „topiła w kiblu”, jak z knajacką swadą stwierdził onegdaj Putin. Udany zamach byłby swoistą inauguracją „drugiej rundy” prezydentury Putina na arenie międzynarodowej.

***

Na zakończenie, chciałbym się zwrócić do premiera Zakajewa z nieśmiałą prośbą, by omijał szerokim łukiem Polskę. Kraj, którego rząd kolaborował z Rosją przeciw własnemu prezydentowi i który nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa Głowie Państwa, następnie zaś beztrosko oddał śledztwo smoleńskie, biernie godząc się na skandaliczne manipulacje i ordynarne fałszerstwa, przetrzymywanie kluczowych dowodów oraz urągające wszelkim standardom postępowanie strony rosyjskiej - taki kraj z pewnością nie jest miejscem, w którym ktoś taki jak Ahmed Zakajew mógłby czuć się bezpiecznie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/klamstwa-ambasadora-aleksiejewa