Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmongolizowany bizantynizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmongolizowany bizantynizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Tylko nie mówcie, że to był przypadek

Uważam, że to, co stało się z ciałem Pani Anny Walentynowicz, zostało przez ruskich zrobione z pełną premedytacją.

I. Zemsta za całokształt

Uważam, że to, co stało się z ciałem Pani Anny Walentynowicz (i być może innych ofiar Tragedii Smoleńskiej), zostało przez ruskich zrobione z pełną premedytacją. Wersji o „tragicznej pomyłce” spowodowanej bardakiem wynikającym z „różnic cywilizacyjnych” zwyczajnie nie kupuję. Nie po tym wszystkim, z czym w kwestii smoleńskiej mieliśmy do tej pory do czynienia. To znaczy – te „różnice cywilizacyjne”, którym to eufemizmem raczą nas rozmaici medialni uspokajacze, są oczywiście jak najbardziej realne, z jednym zastrzeżeniem - w całej tej ponurej historii owe „różnice” ulokowane są zupełnie gdzie indziej, niż próbuje się nam to wmówić.

Otóż, przywykłemu do analizowania wydarzeń w racjonalnych kategoriach człowiekowi Zachodu nie może się pomieścić w głowie, że ktoś mógłby się dopuścić podobnie makabrycznego postępku tylko dlatego, że może. Tymczasem, dla rosyjskiego reżimu, szczególnie obecnego, zdominowanego przez czekistowską mafię i przepojonego jej mentalnością, jest to coś absolutnie normalnego. Nie takie rzeczy w Czeczenii się wyrabiało. Przypuszczam, że dla Putina i jego podwładnych to był żart. Tak właśnie, świetny żart, po którym można zaśmiewać się do rozpuku, patrząc jak teraz te Polaczki jeżdżą na kolejne cmentarne wykopki, ganiają jak kot z pęcherzem po zakładach medycyny sądowej i skaczą sobie do oczu, podczas gdy tak koncertowo wydudkany przez ruskich premier Tusk po raz kolejny siedzi w szafie lub innych Dolomitach.

Dlaczego mieliby to robić? Z tysiąca powodów, typowych dla kultury politycznej zmongolizowanego bizantynizmu – że mogli, to raz. A poza tym – by zaakcentować swoją dominację, by upokorzyć po raz kolejny „Polszę”, by rozmiękczyć obecne polskie władze do konsystencji rzadkiej papki, by nas psychicznie obezwładnić... No i wreszcie – z zemsty. Z zemsty za prezydenturę idącą w poprzek ich neoimperialnym zamiarom, za to że „bliska zagranica” śmiała pretendować do samodzielnej i podmiotowej roli w rosyjskiej strefie wpływów, za gazoport w Świnoujściu (pamiętajmy, że do Smoleńska lecieć miał również Jarosław!), za krach gruzińskiej operacji, za próbę montowania sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej... albo, chociażby, za niewygodną politykę historyczną. Słowem – za całokształt, za tę irytującą próbę podźwignięcia Polaków z kolan, za – tak, tak – za „atmosferę” (!).

II. Czekistowski racjonalizm i pejzaż upodlenia

Wiem, że w uszach zdroworozsądkowo myślącego człowieka powyższe brzmi jak irracjonalna miotanina, niemniej, z ICH punktu widzenia podobne motywacje są jak najbardziej uzasadnione i – RACJONALNE właśnie. Tak postępuje Rosja – gdy wyczuje choć cień słabości, dociska by sprawdzić jak daleko może się posunąć. Najwyraźniej w przypadku obecnych władz Polski z Tuskiem na czele, doszła do wniosku, że pozwolić sobie może na absolutnie wszystko. I skorzystała z okazji, by tak właśnie postąpić. Przejąć śledztwo zwieńczone celowo obelżywym raportem MAK, zajumać dowody, sfałszować dokumentację sekcji zwłok, sprofanować ciała ofiar... aż nie chce się wymieniać dalej tej upodlającej wyliczanki.

Ta demonstracja wyższości z jaką mieliśmy do czynienia przez ostatnie dwa i pół roku miała jednak konkretny cel - taki właśnie, jaki dziś obserwujemy – ubezwłasnowolnione polskie państwo polskie, obezwładnione i podzielone społeczeństwo w znacznej mierze spętane strachem przed możliwymi konsekwencjami tego, że mógłby to być zamach... I wszystko to przy czynnym współudziale polskich władz, propagandowego frontu reżimowych mediodajni oraz całej reszty Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP. Katastrofa po-smoleńska wyszła Rosji równie dobrze, co katastrofa smoleńska. Jak to ujęła bodaj prof. Jadwiga Staniszkis – nawet jeśli to nie był zamach, to skutki są takie, jakby to był zamach.

Właśnie w takim kontekście widzę sprawę podmiany zwłok Pani Anny Walentynowicz. Jako kolejny element we wszechogarniającym pejzażu upodlenia, który za przyzwoleniem Tuska i jego przydupasów w rodzaju Tomasza Arabskiego zafundował nam Putin.

III. Strach przed strachem

I znów, po raz ostatni, wrócę do kwestii racjonalności tego co z nami zrobiono. Od czasów ZSRR ruskie służby specjalizują się w tym, by każdy wiedział co się stało i za czyją sprawą, ale nie był w stanie tego udowodnić. Na zdrowy rozum – po co sowiecka razwiedka miałaby mordować synów płk. Ryszarda Kuklińskiego? Wszak mleko się rozlało, pułkownik Kukliński zdążył wynieść tajemnice Układu Warszawskiego i przebywał pod ochroną CIA, śmierć jego synów niczego Sowietom nie dawała. A jednak zrobili to – jako memento dla przyszłych zdrajców i dysydentów - że „MY nie zapominamy”. Podobnie z panią Anną Walentynowicz - nie udało się „Anny Solidarność” dopaść w latach '80 rękami esbeckiej trucicielki – no, to teraz sobie pohulamy...

Taka właśnie w ruskiej intencji ma być wymowa Smoleńska – to wielka przestroga ze strony towarzyszy czekistów, gdyby Polaczkom strzeliło do łbów po raz kolejny wybrać „potrząsaczy szabelką”. Oni tak myślą i postępują – podstawową bronią w ich arsenale jest strach i – może największą – strach przed strachem, który zasiewają w duszach na masową skalę. By nikt nie ważył się nie tylko nic zrobić, ale nawet pomyśleć. I wypierał ze wszystkich sił ze swej świadomości to, co ma przed oczami.

Muszę się przyznać, że po Smoleńsku sam wprowadziłem się w jakieś „racjonalizowanie” tego, co się stało. Dałem temu wyraz w tekście z maja 2010 „Zamach „nieumyślny”?”, w którym – nie wykluczając z góry możliwości zamachu – domniemywałem raczej winy nieumyślnej, polegającej na świadomej grze na linii Putin-Tusk, obliczonej na deprecjację Głowy Państwa, czego skutkiem było lekceważące podejście do zabezpieczenia wizyty Lecha Kaczyńskiego, co miało z kolei nałożyć się na tragiczny zbieg okoliczności (pogoda, niekompetencja obsługi Siewiernego itp.), którego wynikiem była katastrofa. Argumentowałem „racjonalnie”, że przecież z punktu widzenia Rosji nie warto było zabijać prezydenta, który wedle dostępnych danych nie miał szans na reelekcję itp. Wtedy – w pierwszych miesiącach po Tragedii – naprawdę tak sądziłem, wchodząc w tryby rozumowania „racjonalnego” wedle typu zachodniego, który w odniesieniu do Rosji, ze względu na cywilizacyjne, mentalne różnice – nie ma zastosowania. Myślałem – nie mając przecież co do Rosji złudzeń! - że taka bezprecedensowa masakra by się im nie opłacała.

Dziś już tak nie myślę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rosja nie zapomina


Czy zamach na Ahmeda Zakajewa miał być swoistą inauguracją „drugiej rundy” prezydentury Putina na arenie międzynarodowej?


I. Bandyckie mocarstwo

Ujawniona niedawno przez brytyjskie media próba zamachu na Ahmeda Zakajewa – premiera emigracyjnego rządu Czeczeńskiej Republiki Iczkeria, którą udaremniło MI5 pokazuje, że Rosja nie zapomina ani nie przebacza. Nigdy. Co więcej, wydarzenie to potwierdza bandycki charakter rosyjskiego mocarstwa, które czuje się władne mordować kogo uzna za stosowne, szczególnie, jeśli osoba ta demaskuje turańskie barbarzyństwa czekistowskiego reżimu. Tak było z Litwinienką, który ujawnił rolę FSB w zamachach na domy mieszkalne w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku (plus udaremniony zamach w Riazaniu). Dodajmy - zamachach, które umożliwiły rozpętanie II wojny czeczeńskiej połączonej z przeprowadzeniem na Kaukazie regularnej eksterminacji i wyniosły do władzy ludobójcę – Władimira Putina.

Świat, hołdujący zasadzie „niedrażnienia Rosji”, odwrócił wprawdzie usłużnie głowę w inną stronę, lecz Rosji to nie wystarcza. Zbrodnia wymaga bowiem eliminacji wszystkich świadków, którzy nie chcą siedzieć cicho i którzy przy okazji jakichś zmian na geopolitycznej szachownicy mogą zostać przez Zachód wysłuchani i wyciągnięci niczym as z rękawa. Prócz tego, morderstwa zarówno na terenie Federacji Rosyjskiej, jak i poza jej granicami mają walor „edukacyjny”, mający na celu zastraszenie tych, którym przyszłoby do głowy gardłować o rosyjskich bestialstwach w Czeczenii. Nie od rzeczy byłoby tu przypomnieć o kulturze politycznej Rosji, którą pozwalam sobie określać mianem zmongolizowanego bizantynizmu, a której immanentną cechą jest oparty na kulcie przemocy swoisty sadyzm, każący dla zasady zgnoić lub uśmiercić każdego, kto ośmiela się nie przyjmować do wiadomości oficjalnego stanowiska Rosji w jakiejkolwiek sprawie. Prócz Litwinienki przekonała się o tym Anna Politkowska, zamordowana w urodziny Putina i wielu innych zabitych w ostatnich latach dziennikarzy, którzy w ten czy inny sposób podpadli trzęsącej rosyjskim państwem czekistowskiej mafii.

Nic więc dziwnego, że padło w końcu również na Zakajewa, który samym swym istnieniem przypomina, że Czeczeni nie są „terrorystami” jak usiłuje wmówić światu reżim Putina, że kaukascy „wahabici” to wyhodowana w podmoskiewskich obozach szkoleniowych FSB agentura i wreszcie – że Czeczeni zasługują na niepodległość i przywódcę, który byłby przeciwieństwem panującego z łaski Kremla zwyrodniałego degenerata Ramzana Kadyrowa. Zresztą, to właśnie Kadyrow (najpewniej z błogosławieństwem Moskwy) stał za udaremnioną przez brytyjskie służby próbą zamachu. Przypomnijmy jeszcze, że zatrzymany na lotnisku Heathrow Rosjanin (nazywany E1) miał w 2009 roku zastrzelić w Wiedniu ochroniarza Zakajewa – Umara Irsaiłowa, zaś całkiem niedawno (20 marca 2012) postrzelono w Londynie rosyjskiego bankiera Giermana Gorbuncowa. Zakajew twierdzi, iż obecnie w Londynie jest więcej rosyjskich agentów niż w czasach Zimnej Wojny.

II. Rosyjskie zabiegi

Sama próba zamachu miała być prawdopodobnie ukoronowaniem długoletnich zabiegów Kremla o wydanie Ahmeda Zakajewa, który w Wlk. Brytanii ma status uchodźcy. Zgody na ekstradycję odmówiła Federacji Rosyjskiej już w 2002 Dania – czym zresztą wywołała furię tak Moskwy, jak i zwykłych Rosjan, którzy nie mogli wprost pojąć, jak taka maleńka Dania śmiała się postawić „wielkiemu mocarstwu”. Jeśli ktoś szukał dowodów na nieprzekraczalną barierę cywilizacyjną, to reakcja na odmowę ze strony Danii jest właśnie jednym z nich.

Z kolei Wielka Brytania po procesie sądowym zajęła stanowisko, że brak dowodów na „terrorystyczną” działalność czeczeńskiego przywódcy, zeznania mające owego „terroryzmu” dowodzić zostały wymuszone w Moskwie torturami, zaś wydanie Zakajewa Rosji jest niemożliwe m.in. ze względów humanitarnych – byłby on bowiem narażony na tortury i nie mógłby liczyć na uczciwy proces. Jak łatwo się domyślić, takie stanowisko wywołało na Kremlu atak szału, o który każdorazowo przyprawia rosyjskie władze zakwestionowanie głębokiego humanitaryzmu, którym przepojony jest ustrojowo-prawny porządek Wielkiego Mocarstwa.

Po raz trzeci Rosja domagała się ekstradycji Ahmeda Zakajewa od Polski – w 2010 roku, kiedy to Zakajew przybył na odbywający się w Pułtusku Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego (16 – 18.09.2010) na który zgodził się jeszcze śp. Prezydent Lech Kaczyński. Doszło wtedy wprawdzie do dość ohydnego zatrzymania czeczeńskiego premiera przez policję i doprowadzenia do prokuratury – z ewidentnym zamiarem utrudnienia mu uczestnictwa w Kongresie, zaś ambasador Federacji Rosyjskiej Aleksander Aleksiejew zwołał bezprecedensową konferencje prasową na której powtórzył standardowy zestaw rosyjskich kłamstw, lecz do najgorszego – czyli wydania Rosjanom Zakajewa na pewną śmierć – na szczęście nie doszło. (więcej na ten temat w notce „Kłamstwa ambasadora Aleksiejewa”).

III. Zamach na inaugurację prezydentury Putina?

Po tej serii niepowodzeń Rosja najwyraźniej postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, na zasadzie: „nie chcecie nam go wydać, to my i tak go sobie zabijemy”. Podobnie było z Litwinienką, na którego nie pożałowano kosztownego polonu – był to swoisty symbol mający pokazać, że Rosja z wielkopańskim gestem nie cofnie się przed możliwie spektakularnym uśmierceniem swych zdrajców – tak, by do wszystkich dotarło.

Warto jeszcze odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Zakajew, który ma w Czeczenii dość ograniczone wpływy i jego realne możliwości nie są większe niż, powiedzmy, siła polityczna Rządu Londyńskiego w czasie zaawansowanej komuny, tak uwiera Rosję.

Po pierwsze – Putin chce go zlikwidować dla zasady, żeby podkreślić, jak zauważyłem na wstępie, że Rosja nie wybacza i nie zapomina.

Po drugie – Zakajew jest politykiem umiarkowanym - hasłowo mówiąc, bliżej mu do Maschadowa (którego był przedstawicielem), niż do Basajewa – i odcina się zarówno od terrorystycznych metod, jak i od samozwańczego Emiratu Kaukazu, tudzież islamskich ekstremistów. Komuś takiemu trudno przyszyć etykietę „terrorysty” i taki ktoś jest potencjalnie do zaakceptowania przez Zachód jako przywódca czeczeńskiej diaspory – dlatego musi umrzeć.

Po trzecie wreszcie – należy pokazać Zachodowi możliwości i determinację Rosji, która „terrorystów” będzie „topiła w kiblu”, jak z knajacką swadą stwierdził onegdaj Putin. Udany zamach byłby swoistą inauguracją „drugiej rundy” prezydentury Putina na arenie międzynarodowej.

***

Na zakończenie, chciałbym się zwrócić do premiera Zakajewa z nieśmiałą prośbą, by omijał szerokim łukiem Polskę. Kraj, którego rząd kolaborował z Rosją przeciw własnemu prezydentowi i który nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa Głowie Państwa, następnie zaś beztrosko oddał śledztwo smoleńskie, biernie godząc się na skandaliczne manipulacje i ordynarne fałszerstwa, przetrzymywanie kluczowych dowodów oraz urągające wszelkim standardom postępowanie strony rosyjskiej - taki kraj z pewnością nie jest miejscem, w którym ktoś taki jak Ahmed Zakajew mógłby czuć się bezpiecznie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/klamstwa-ambasadora-aleksiejewa

czwartek, 13 stycznia 2011

Robak na haczyku


Donald Tusk stał się zakładnikiem „ocieplenia”, uzależnionym od każdego zmarszczenia brwi kremlowskiego samodzierżcy.



I. Odpowiedź na „bolesne zaskoczenie”.


Raport MAK-u, poza wszystkim innym, jest policzkiem wymierzonym Tuskowi, który ośmielił się „kwiknąć” w grudniu zeszłego roku, że „projekt raportu MAK w tym kształcie, w jakim został przysłany przez stronę rosyjską, jest bezdyskusyjnie nie do przyjęcia”. Świadczy o tym zarówno sposób ogłoszenia raportu, bez konsultacji ze stroną polską, w chwili, gdy premier przebywał na urlopie a prezydent legł złożony jakowąś niemocą, jak i jego treść – usztywniająca stanowisko rosyjskie i nieodwołalnie sprowadzająca je do kilku tez lansowanych od pierwszych godzin po katastrofie. Nastawienie Rosji dobrze ilustruje wywiad w „GW” z reżimowym dziennikarzem, komentatorem agencji informacyjnej Rosbałt, Iwanem Prieobrażeńskim. Otóż, stwierdza on, że krytyka Tuska wstępnej wersji raportu była „bolesnym zaskoczeniem”, gdyż „Tusk był uznawany za przyjaciela Rosji, z którym można się porozumieć”. Dalej już zaczyna się jazda bez trzymanki, padają groźby:



„Zobaczymy, jakie będą jego kolejne reakcje, ale w końcu Moskwa może stracić cierpliwość do polskiego premiera. Do tej pory tandem Tusk - Komorowski był u nas postrzegany jako ludzie zainteresowani poprawą stosunków z Rosją. Rozumiem, że Tusk jest w trudnej sytuacji, musi pokazać wyborcom, że nie idzie na pasku Rosji, ale nie powinien przesadzać z antyrosyjską retoryką. Inaczej Moskwa straci chęć do współpracy z nim. Sam czekam na konferencję prasową Tuska.” (wytłuszczenia moje – GG)



Z powyższym koresponduje wypowiedź Siergieja Markowa (przedstawianego jako „ideolog Kremla”) w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, który jednym tchem przyznaje, że „Rosja powinna popracować nad swoją postawą starszego brata. Porzucić aspiracje pouczania Polski”, by zaraz potem dorzucić :



„Obecna reakcja Polski przypomina zachowanie kapryśnego pryszczatego nastolatka. I taka postawa zaszkodzi tylko Polsce, która przez to w oczach jej europejskich sąsiadów nie wypada jako obiektywne państwo.”



II. Ruska bałałajka.


Tak z grubsza przygrywa na dzień dzisiejszy ruska bałałajka: chcecie nadal chwalić się dobrymi, albo chociaż poprawnymi stosunkami z naszym mocarstwem, bądźcie grzeczni, bo jeżeli nie, to „Moskwa straci cierpliwość” a i u „europejskich sąsiadów” też sobie nagrabicie jak, nie przymierzając, za „Kaczora”. Retoryka w sam raz taka, jaką należy stosować wobec obdarowanych jarłykiem nadzorców „kondominium”. Sprowadzono brutalnie Tuska na ziemię: nie wyobrażaj sobie, pętaku, za dużo. Pozostań „na ścieżce i kursie”, bo się pogniewamy.


Tusk widać zrozumiał poprawnie tę ruską melodię, gdyż na konferencji prasowej śpiewał i tańczył już w odpowiedniej tonacji i do właściwego rytmu: zawodząc cieniutko i drobiąc skwapliwie nóżkami. Zaczął od pochwały rzeczy, zdawałoby się, nie do obrony – przyjęcia za podstawę „dociekań” w kwestii katastrofy zasuflowanej przez Kreml Konwencji Chicagowskiej, następnie zaś kwiląc, że „nie podważa” ustaleń MAK, suplikował jedynie o uwzględnienie naszych uwag itd.


W sumie jego wystąpienie sprowadzało się do płaczliwych apeli o dobrą wolę i podtrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków. Ustąpcie choć o kroczek, przyjaciele Moskale, przyznajcie choćby półgębkiem, że i po waszej stronie coś tam szwankowało... Nie sposób było nie zauważyć ukrytego między wierszami mrugania oczkiem, że śledztwo smoleńskie i raport MAK interesuje Premiera Rządu o tyle, o ile może niekorzystnie zaważyć na jego politycznej pozycji. Ciekawe, czy Siergiej Markow z Iwanem Prieobrażeńskim poczuli się usatysfakcjonowani.


III. Robak na haczyku.


Do biedaczyny Tuska chyba po niewczasie dotarło, że dał się Rosjanom koncertowo „wypuścić” - teraz wije się rozpaczliwie, niczym robak na haczyku. Ponieważ jednym z filarów swej polityki wizerunkowej uczynił „ocieplenie” wzajemnych stosunków z putinowską Rosją, składając na ołtarzu „pojednania” co tylko mógł, z interesami i powagą Państwa Polskiego na czele, a wszystko to za kilka telewizyjnych migawek na których Putin w jego towarzystwie pokazuje łaskawe oblicze, to w efekcie stał się zakładnikiem „ocieplenia”, uzależnionym od każdego zmarszczenia brwi kremlowskiego samodzierżcy.


Cóż, Rosja ma to do siebie, że (w przeciwieństwie do Niemiec) nie zadowala się „cichą” dominacją. Dla zaznaczenia swej pozycji musi spektakularnie przeczołgać swego raba, tak by nie było wątpliwości ani złudzeń co do charakteru wzajemnych relacji. Jak bowiem zauważyła generał Tatiana Anodina „Rosja jest wielka, a Polska to mały kraj”. W optyce i kulturze politycznej zmongolizowanego bizantynizmu, jakiej od zawsze hołduje Rosja, nie ma miejsce na partnerskie relacje. Możliwy jest jedynie stosunek według schematu siła-podporządkowanie. Dlatego dotychczasowe umizgi „tandemu Tusk-Komorowski” odczytywane były na Kremlu jako podejście jedynie możliwe i konstruktywne, zaś grudniowe „bryknięcie” Tuska w sprawie raportu wstępnego potraktowano tak, jakby jakiś pomniejszy wasal miast leżeć plackiem, zaczął nagle pyskować na audiencji u Wielkiego Chana.


IV. Fiasko pro-rosyjskiej postpolityki.


Doprawdy, aż nie chce się wierzyć, że inteligentny zdawałoby się człowiek z historycznym wykształceniem i doświadczony polityk jakim jest Donald Tusk, tak łatwo uwierzył, że jeśli on zrobi dobrze Rosjanom, to i oni nie będą mu bruździć, narażać na szwank wizerunku jako premiera przyjaznego Rosji rządu. Frajer, frajer, po trzykroć frajer. Gdyby chodziło tu wyłącznie o Tuska, to pies go jechał. Problem w tym, że za jego złudzenia, że z Rosją da się prowadzić „postpolitykę” płaci Polska, którą właśnie publicznie sponiewierano i upokorzono. Rosja nie uprawia postpolityki, tylko politykę jak najbardziej realną.


Donald Tusk, premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej, właśnie doświadczył tego na własnej skórze a wraz z nim my wszyscy. Zostały mu gorączkowe zabiegi, by ocalić resztki twarzy w sytuacji, którą zafundował sobie na własne życzenie. Nam pozostało zaciskanie pięści w bezsilnej wściekłości.


Gadający Grzyb



pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Rosyjska nerwica


...czyli pobieżny przegląd z czego należy się przed Rosją tłumaczyć.



I. Rusofobiczny świat.


Polecam wszystkim małą zabawę polegającą na wstukaniu w wyszukiwarkę takich fraz, jak: „Rosja żąda (oczekuje) wyjaśnień” czy „Rosja jest oburzona”. Odnośniki, które wyskoczą gwarantują bardzo ciekawą i pouczającą lekturę. Wyłania się z nich obraz kraju wiecznie poszkodowanego przez międzynarodowe otoczenie, zupełnie tak jakby reszta świata sprzysięgła się, by wyrządzać tej miłującej pokój krainie rozliczne afronty. Niekiedy „oburzenie” i „żądanie wyjaśnień” łączy się płynnie w jedną frazę, typu „Rosja jest oburzona i oczekuje wyjaśnień”.


1) Spójrzmy zatem z czego, jakby co, należy się przed Rosją tłumaczyć (guglać: „Rosja żąda wyjaśnień”):


- Rosja żąda wyjaśnień w sprawie poszerzenia natowskich planów obrony Polski o Litwę, Łotwę i Estonię (najwięcej wyników, ale i temat świeży);


- „wyjaśnienia” były oczekiwane również w sprawie rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w Rumunii i na Morzu Czarnym (gdy była jeszcze mowa o Polsce, żadnych „wyjaśnień” nie żądano – było twarde NIET);


- znów tarcza, tylko tym razem w Bułgarii - „wyjaśnienia” jak najbardziej wskazane;


- Siergiej Ławrow oczekiwał - tak zgadliście - „wyjaśnień” w sprawie zatrzymania w USA siatki rosyjskich szpiegów (dobre, co?);


- „wyjaśnień” i to „sensownych” rosyjski minister spraw zagranicznych zażądał również od USA i Polski w sprawie rozmieszczenia rakiet Patriot w pobliżu granicy z Obwodem Kaliningradzkim;


- wiceszef rosyjskiego Sztabu Generalnego, Anatolij Nogowicyn, chciał uzyskać, nich no pomyślę, a tak – już wiem - „wyjaśnienia” w sprawie ewentualnego przeniesienia amerykańskich F16 z Włoch do Polski;


- no, to jest hit, trzymajcie się, bowiem w grudniu 2008 roku Rosja ustami niestrudzonego Ławrowa zażądała „wyjaśnień” od... OBWE, dlaczego jej obserwatorzy nie ostrzegli... przed atakiem Gruzji na Osetię Płd, która w myśl prawa międzynarodowego stanowi integralną część gruzińskiego terytorium.


2) Teraz przyjrzyjmy się, co (poza powyższym, rzecz jasna) Rosję „oburza” (guglać: „Rosja jest oburzona”):


- atak na ambasadę w Mińsku z użyciem koktajli Mołotowa (doprawdy, jak można - my sobie spokojnie ZBiR-ujemy, a tu uliczna ekstrema... czyżby na Białorusi rodził się faszyzm? ;));


- mocarstwowa pozycja powinna rozciągać się na wszystkie dziedziny, również na sport, zwłaszcza, gdy skrzywdzą „naszego”, dlatego też należy oburzyć się przegraną rosyjskiego łyżwiarza, Jewgienija Pluszczenki, na olimpiadzie w Vancouver;


- przekazanie USA handlarza bronią Wiktora Buta przez Tajlandię też jest, jasna sprawa, „oburzające” (może nie aż tak, jak olimpijskie srebro dla Jewgienija Pluszczenki, ale zawsze);


- krytyka ze strony prezydenta Iranu, Mahmuda Ahmadineżada, który stwierdził, że Rosja dołączyła do wroga Iranu, czyli USA? Kto by się spodziewał - „niedopuszczalna” (tu może i racja, bo Rosja do nikogo się nie „przyłączyła”, a już na pewno nie do USA - Ahmadineżada wystraszyły „resetowe” pozory i palnął w swoim stylu);


- emisja filmu „Solidarni 2010”? Oburzająca, jakże by inaczej, może nastąpić „pogorszenie stosunków”;


- rezolucja zgromadzenia parlamentarnego OBWE stwierdzająca, że nazizm i stalinizm współodpowiadają za ludobójstwo i zbrodnie przeciw ludzkości – powiedzmy to głośno i chóralnie: o-bu-rza-ją-ca;


- jakiś tam Parlament Europejski chce sankcji wizowych dla rosyjskich urzędników powiązanych ze śmiercią Siergieja Magnitskiego (zmarły w 2009 roku w więzieniu na Butyrkach rosyjski prawnik walczący z korupcją – uniemożliwiono mu leczenie). Rosyjskie MSZ jest „oburzone i zdziwione”.


Czym tam jeszcze oburzona, zaniepokojona tudzież zatroskana była Rosja na przestrzeni ostatniego roku – dwóch - trzech lat? Zerknijmy: planami wyłączenia rosyjskich kanałów z oferty ukraińskich kablówek, gdyż to „stwarza na Ukrainie monoetniczną przestrzeń humanitarną” (tacy humanitarni – no, no); manewrami NATO w Gruzji („absurd i prowokacja”, oczywiście, manewry rosyjskie nad polską granicą symulujące atak na nasz kraj „absurdalne” ani „prowokacyjne” nie były); zatrzymaniem trzynastu szpiegów GRU w Tbilisi...


II. Rosyjska psychoza.


Uff... kto ciekaw, niech poszpera dalej. W każdym razie, jeśli zebrać do kupy zamieszczoną tu wyliczankę, wychodzi na to, że Rosja funkcjonuje w stanie permanentnej nerwicy, graniczącej z psychozą. Widać też frustrację ugodzonego mocarstwa, nie przyjmującego do wiadomości, że byłe kraje satelickie mogą mieć prawo do niezależnej polityki, wybierania sojuszy, obrony przed neoimperialnymi zakusami Wielkiego Brata...


„Obelgi” takie jak zatrzymanie rosyjskich szpionów, czy wypominanie pewnych, hm, niedostatków praw obywatelskich i codziennej mafijnej praktyki funkcjonowania życia publicznego, również boleśnie ranią wrażliwą i rozedrganą imperialną duszę. A już zupełnie niedopuszczalne jest wymaganie, by Rosja musiała podporządkować się jakimkolwiek elementarnym standardom obowiązującym w reszcie cywilizowanego świata. Co to ma być, kurczę blade, to już łapówki przyjąć nie wolno? Dać po mordzie, gdy ktoś fika albo i ubić jakiegoś tam pismaka, czy prawniczyny też nie? No, o-bu-rza-ją-ce!


A może jeszcze powiecie, że nie mamy prawa infiltrować innych krajów, czy – niechby – nawet najechać, kiedy nam brużdżą w strefie wpływów? Albo gdy chcą się przed nami bronić? Żądamy wyjaśnień! I lepiej, żeby były „sensowne”, bo jak nie...


Patrząc pod tym kątem, faktycznie, można dojść do wniosku, że cały świat ogarnięty jest szaleństwem rusofobii. Gdyby komuś się wydawało, że wykazane tu paranoidalne szarpaniny właściwe są jedynie rosyjskim władzom, to przypomnę anegdotę opowiadaną przez Krystynę Kurczab-Redlich, opisującą reakcję znajomych Rosjan na odmowę wydania przez Danię czeczeńskiego przywódcy Ahmeda Zakajewa. Otóż „zwykłym Rosjanom” nie mogło się pomieścić w głowach, że taka maleńka Dania śmiała się sprzeciwić ich mocarstwu.


Ten ogląd świata zdeterminowany przez zmongolizowany bizantynizm wyklucza relacje inne niż siła - podporządkowanie. Bandyckie imperium gnieździ się również w ludzkich duszach. Stąd m.in. autentyczne poparcie, jakim cieszy się w Rosji obecna władza, wygrażająca reszcie świata pięściami.


Od sowieckich czasów Rosja słynie z „psychuszek”. Wygląda na to, iż niepostrzeżenie sama przekształciła się w gigantyczny psycho-łagier. Wszyscy zmówili się przeciw nam... psst... tylko nikomu nie powtarzaj...


***


Ach, jeszcze jedno. Nie męczcie przypadkiem wujaszka google’a zapytaniami w rodzaju „Polska żąda (oczekuje) wyjaśnień” czy „Polska jest oburzona”. Nie ma po co. Nam wszystko pasuje.


Gadający Grzyb


P.S. Terminów „nerwica” i „psychoza” użyłem w znaczeniu potocznym, nie medycznym, zatem proszę się nie czepiać, jeśli coś odbiega od naukowych definicji.


Niektóre „rosyjskie” notki:


http://www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6


http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza


http://niepoprawni.pl/blog/287/o-rosyjskiej-duszy


http://niepoprawni.pl/blog/287/niewolnicy-bandyckiego-imperium


http://niepoprawni.pl/blog/287/rosja-rezerwuje-sobie-prawo-do-strefy-wplywow


http://niepoprawni.pl/blog/287/klamstwa-ambasadora-aleksiejewa


http://niepoprawni.pl/blog/287/umiarkowany-terrorysta



pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 1 listopada 2010

Niewolnicy bandyckiego imperium


Krótkie studium wielkoruskiej duszy na przykładzie IWH_rus.

I. Kieszonkowy Tretiakow.

Od kilku dni gościmy na „Niepoprawnych” egzotycznego przybysza ze wschodu, który w komentarzach pod moimi notkami „Sypiając z wrogiem” i „Zapomniany gazociąg” reprezentuje zestaw poglądów dość charakterystyczny dla putinowskiego neoimperializmu. Ten wielkoruski szowinizm będący wypadkową mesjanistycznego panslawizmu (słowiańszczyzna zjednoczona pod przewodem „Świętej Rusi”), komunistycznego prania mózgów i tłumionego kompleksu cywilizacyjnej niższości wobec Zachodu kompensowanego butą i arogancją, przenosi się z pokolenia na pokolenie, infekując kolejne generacje posiadaczy „tajemniczej rosyjskiej duszy”.

Na ogólnopolskim forum tego typu poglądy prezentuje np. dziennikarz Witalij Tretiakow robiący za jednego z głównych rosyjskich „agentów opinii”, którego poglądy onegdaj zdarzyło mi się analizować w tekście „Wielkoruska dusza” stanowiącym środkową część rosyjskiego tryptyku, wraz z notkami „Refleksje rusofoba” i „O rosyjskiej duszy”. Ale to było ponad rok temu, zaś komentator IWH_rus reklamujący się jako „polonofob” jest na tyle charakterystyczny, taki można rzec, „kieszonkowy Tretiakow”, że nie mogę sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów o tym laboratoryjnym okazie rosyjskiego zmongolizowanego bizantynizmu.

II. Przykład manipulacji.

Jednym z dogmatów obowiązujących w mentalności Rosjanina od czasów sowieckich i przeniesionych do czasów współczesnych na różnych „chłopców-putinowców” jest przekonanie o dobrodziejstwach świadczonych naszemu regionowi przez ZSRR. Dotyczy tego komentarz w którym IWH_rus wylicza rozliczne „korzyści” wynikające dla nas z roli „kluczowego członka” Układu Warszawskiego. Mają to być m.in.: własny przemysł zbrojeniowy, dostęp do „najbardziej zaawansowanych sowieckich technologii”, możliwość obrony przed każdym agresorem (nawet przed Rosją – sic!), niewysyłanie polskich żołnierzy na misje zagraniczne... krótko mówiąc – żyć nie umierać!

Ani słowa o tym, że Układ Warszawski był wraz z RWPG formą kolonizacji naszego regionu przez sowietów, że był sojuszem agresywnym, ustawicznie przygotowującym się do ostatecznej wojny z wolnym światem, że cała gospodarka bloku wschodniego podporządkowana była zbrojeniom, które ostatecznie rozłożyły system realnego socjalizmu na łopatki... IWH_rus być może nie słyszał o pułkowniku Kuklińskim, który zorientowawszy się, że Polska w planach Układu Warszawskiego została wyznaczona do roli nuklearnej pustyni po zakładanym atomowym kontrataku NATO, postanowił otworzyć USA i reszcie świata zachodniego oczy na prawdziwą naturę Układu Warszawskiego. Zresztą, jeżeli nawet słyszał, to pewnie ma go, podobnie jak Jaruzelski, za zdrajcę.

Goszczący na naszym portalu wielkorus nie wspomina również, że „zaawansowany” sowiecki przemysł zbrojeniowy opierał się niemal w całości na wykradanych z Zachodu technologiach, gdyż taniej było kraść cudze wynalazki, niż pracować nad własnymi. Milczy również o tym, że industrialna infrastruktura RWPG coraz bardziej odstająca od przemysłu zachodniego, od pewnego momentu nie była w stanie zaabsorbować najbardziej rozwiniętych technologii. W efekcie, gdy dołożymy tradycyjną partaninę i bardak, wychodzi na to, że przemysł bloku socjalistycznego produkował militarne podróby, za to w nieprzytomnych ilościach, czego efektem były, gdy przyszło co do czego, obrazki poboczy pełnych zepsutych czołgów jak miało to miejsce podczas inwazji na Czechosłowację w 1968 roku, czy po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce.

Na ponury żart zakrawa zdanie o możliwości obrony przed ZSRR w sytuacji, gdy sowieckie wojska okupacyjne stacjonowały w Polsce i we wszystkich krajach ościennych. Nawet gdyby jakimś trafem polskim gensekiem został „narodowy komunista” to zbrojne wybicie się na niepodległość zakończyłoby się pewnie jak na Węgrzech w 1956 roku. A przecież rządzili nami sowieccy, polskojęzyczni namiestnicy, więc o czym tu gadać...

I tak ze wszystkim – gdzie nie spojrzysz tam łgarstwo, manipulacja, przeinaczenie. Popatrzmy, ile miejsca zajęło pobieżne odkłamanie kilku zaledwie bredni. Gdyby wziąć się za resztę, trzeba by spłodzić całą broszurę, jeśli nie książkę.

III. Imperialna tożsamość.


Nie mam tu ambicji prostowania zdanie po zdaniu, słowo po słowie, bzdur naszego wielkorusa. Chodzi mi o coś innego. Zwróćmy uwagę: ten cały paranoidalny bełkot nie wychodzi spod klawiatury naprutego samogonem kołchoźnika, tylko trzydziestodwuletniego informatyka zajmującego się zaawansowanymi technologiami; przedstawiciela rosyjskiej inteligencji. I ten rosyjski „młody, wykształcony, z Rostowa nad Donem” powtarza brednie, które w obecnej Polsce są już tylko domeną najbardziej twardogłowych, sklerotycznych komuchów z pokolenia Kiszczaka i Jaruzelskiego. Taki jest intelektualny background, którego z Ruskiego nie wykrzewisz choćby nie wiem co, gdyż znaczyłoby to pozbawić go imperialnej tożsamości - jedynej „duszy” jaką posiada. Bo, jak sądzę, IWH_rus nie jest jakimś cynicznym kłamcą – propagandystą. On autentycznie wierzy w to co głosi wedle swej spaczonej optyki!

Spójrzmy – rosyjski przemysł i infrastruktura pamiętające sowieckie czasy sypią się i nie są w stanie niczego sensownego wyprodukować. Zagranicznych inwestorów odstrasza gigantyczna korupcja. W efekcie Rosja musi importować niemal wszystko, co potrzebne do funkcjonowania. Prowincja tonie w nędzy, długość życia na poziomie krajów trzeciego świata, zachorowalność na AIDS niemal jak w Afryce, alkoholizm, narkomania... słowem – degrengolada. Jedyne co Rosję trzyma przy życiu, to eksport surowców, zresztą w znacznej mierze nie swoich, tylko z Turkmenistanu czy Uzbekistanu, bo rodzime złoża są na wyczerpaniu a na poszukiwanie i uruchomienie nowych nie ma pieniędzy ani technologii.

Ale – nic to! Za gaz i ropę wyprodukuje się szmelc bojowy, wyrżnie Czeczenów, spacyfikuje „zdradziecką” Gruzję, weźmie za mordę pozostałych „czarnożopców”... Europą Środkową podzielimy się, po staremu, z Niemcami... Rosja – potęga! Rosja - mocarstwo!

IV. Mentalni niewolnicy.

W sumie to nawet się nie dziwię postawie IWH_rusa. Ciężko żyć ze świadomością, że historia własnego państwa na przestrzeni stuleci to jedno wielkie pasmo gwałtów, mordów, ludobójstw, krwawych podbojów, bydlęcych okrucieństw, zarówno wobec sąsiadów, jak i własnego ludu, które nie mogły nie przełożyć się na wewnętrzne stosunki na linii władza – poddany i na relacje międzyludzkie. To wymaga wyrobienia w sobie psychologicznego mechanizmu „racjonalizacji”. I dużo wódki. Tylko to uchronić może przed szaleństwem.

A nade wszystko, należy zinternalizować tę piekielną mieszankę zmongolizowanego bizantynizmu, którą Rosja nasiąkła od swego zarania, uznać ją za swą specyfikę, „odrębność”, którą należy się szczycić wbrew wszystkiemu. I kłamać, kłamać, kłamać... święcie wierząc, że głosi się prawdę, której „rusofobiczni” sąsiedzi nie chcą przyjąć do wiadomości. Wystarczy utożsamić się z oficjalną, państwowotwórczą legendą. Uwierzyć w nią. Uwierzyć bardzo mocno, tak by nie zostało miejsca na wątpliwości. Zostać oddanym, duchowym niewolnikiem bandyckiego imperium.

Oczywiście, nie ma tu miejsca na wolność i dumę, gdyż ani dumą, ani wolnością nie jest zinternalizowana postawa uległości wobec tyranii z jednej strony, połączona z możnością tyranizowania słabszych od siebie z drugiej. Wolność i duma, to rodzaj duchowej niezawisłości pozwalającej przeciwstawić się opresji. Ale za te przymioty płaci się w Rosji życiem, przy aplauzie niewolniczej „czerni”.

Wolna i dumna była Anna Politkowska. IWH_rus jest niewolnikiem obdarzonym dumą zastępczą - dumą z potęgi tyrana, któremu służy.

Gadający Grzyb

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza

http://niepoprawni.pl/blog/287/o-rosyjskiej-duszy


http://niepoprawni.pl/blog/287/sypiajac-z-wrogiem

http://niepoprawni.pl/blog/287/zapomniany-gazociag

niedziela, 9 maja 2010

Komorowski poleciał po „jarłyk”?


Tylko od nas będzie zależało, czy przyklepiemy kremlowski „jarłyk” dla Komorowskiego.

Gwoli przypomnienia: jarłyk, był to na podbitej przez Mongołów Rusi akt oddania we władanie ziem nad którymi z woli chana miał panować dany książę. Otrzymanie jarłyku wiązało się z wyprawą do siedziby chana, z której to peregrynacji nie każdy pretendent do władztwa miał szczęście powrócić żywym.

Późniejsza Rosja, której zasadniczy rys cywilizacyjny pozwalam sobie określać mianemzmongolizowanego bizantynizmu” przejęła wiele z mongolskiej kultury politycznej, zaś tradycja „jarłyku” przetrwała do czasów sowieckich, gdzie stała się nieodłącznym elementem sprawowania władzy nad podporządkowanymi krajami. Przybrało to formę wycieczek kolejnych pierwszych sekretarzy na Kreml (obowiązkowa pierwsza wizyta zagraniczna) po czerwone „błogosławieństwo”.

I. Jarłyk dla namiestnika.

I właśnie w tych kategoriach odczytuję obecność pełniącego obowiązki prezydenta (w skrócie - p.o.p.) Bronisława Komorowskiego w Moskwie pod pretekstem obchodów kolejnej rocznicy „zwycięstwa nad faszyzmem”, tym bardziej, że poleciał tam w towarzystwie generała Jaruzelskiego. Tak, wiem, że wizytę wspólnie z generałem miał złożyć również ś.p. Prezydent Lech Kaczyński, tyle że w przypadku Lecha Kaczyńskiego żywiłem nadzieję, że udaje się do Rosji po to, by zostawić Jaruzela tam, gdzie jego miejsce - na Placu Czerwonym, czemu dałem wyraz w notce „Spawacz leci do Moskwy”.

Co do p.o.p. Komorowskiego takiej nadziei nie mam. Pozostaje otwarta kwestia, czy zabrał Jaruzelskiego w charakterze przewodnika, czy też może raczej patrona, który go przed czekistowskimi towarzyszami odpowiednio zaproteguje i wyjedna tym samym upragniony „jarłyk”.

Powie ktoś, że to zbyt grube szyderstwo, niemniej zważywszy na młodość niejakiego „Wolskiego” spędzoną w zaszczytnej służbie Informacji Wojskowej w połączeniu umiłowania WSI, któremu wyraz dawał niejednokrotnie p.o.p. Komorowski, zbójeckim prawem blogera będę utrzymywał, że jest coś na rzeczy.

Jako swoistą promesę otrzymania „jarłyku” traktuję „przyjazne gesty” ze strony obecnych Kremlowładców, jak chociażby przekazanie stronie polskiej kilkudziesięciu tomów akt katyńskiego śledztwa, umorzonego szczęśliwie w 2004 roku. Podobne „gesty” mają na celu po prostu uwiarygodnić w oczach polskiego społeczeństwa ekipę Donalda Tuska i p.o.p. Komorowskiego osobiście, a także zalegitymizować ich spolegliwą wobec Rosji politykę.

Przekaz dla tych, którzy „mają uszy do słuchania” jest jasny: jesteście wobec Rosji „konstruktywni” (czytaj – ulegli), to możecie liczyć na „ocieplenie” – ot, choćby w postaci odtajnienia tego i owego. Moskiewskie archiwa są przepastne. Wystarczą na wynagradzanie spolegliwości kolejnymi „gestami” przez wiele dziesięcioleci.

A durne Polaczki niech ćpają nasz gaz i cieszą się z „dobrosąsiedzkich stosunków”. My w tym czasie zrobimy przewrót w Gruzji, zwasalizujemy Ukrainę, w międzyczasie zaś do reszty przykujemy Priwislański Kraj do naszego surowcowego neo - RWPG…

II. Przekaz dla Polaczków, czyli pozdrowienia z Kremla.

Przekaz, powtórzę, jest dla mnie jasny: „jesteście z nami grzeczni, to my okażemy wam „dobrą wolę”. Nie odtajnimy wprawdzie wszystkiego, żeby Polaczkom od nadmiaru carskiej łaski przypadkiem w dupach się nie poprzewracało, ale ot tak, po trochu… Puścimy w telewizji film waszego Andrieja Wajdy. Do kin, oczywiście, nie wejdzie, bo by wam się… patrz wyżej, ale doceńcie to co dajemy.

W zamian oczekujemy niewiele. Ot, zagłosujcie w wolnych i demokratycznych wyborach na tych, co trzeba. Na tych, mianowicie, którym nie postała by w głowach kretyńska myśl, by pchać się niepotrzebnie do Gruzji, czy „wciągać” do wrażych struktur Ukrainę. Na tych, którzy są „pragmatycznie” nastawieni do naszego gazu i nie roją o jakiejś tam „aktywnej polityce wschodniej”. My mamy o wiele aktywniejszą politykę zachodnią i to wystarczy. Po co więcej?

A jeżeli wybierzecie jakichś nieodpowiedzialnych awanturników od wymachiwania szabelką i wtykania nosa do naszego śledztwa, to figę z makiem zobaczycie, a nie katyńskie papiery, zaś nasze śledztwo w sprawie „spadniętego” Tupolewa potrwa tyle, ile uznamy za stosowne. Bo niesłuszny i nieracjonalny wybór priwislańskiej ludności sprawi, ze poczujemy się dotknięci. I rozdrażnieni. Uznamy, że wasza demokracja zmierza w niewłaściwym kierunku.

Zatem po dobroci prosimy – wybierzcie tego, któremu nadajemy nasz jarłyk, dobrze? Jednocześnie kierujemy do priwislańskich tubylców braterskie, kremlowsko – czekistowskie pozdrowienia, a także zapewnienia o nieustającej woli owocnej współpracy i dalszego zacieśniania dobrosąsiedzkich stosunków. Aż do skutku.”

***

Osobiście, jestem ciekaw, gdzie p.o.p. Bronisław Komorowski zostanie ustawiony na kremlowskiej trybunie. Jeżeli będzie stał w miarę blisko Putina i Miedwiediewa, będzie znaczyło to, że misja została wykonana – otrzymał „jarłyk”.

I tylko od nas będzie zależało, czy przyklepiemy ów „jarłyk” naszymi głosami w czerwcowo – lipcowych wyborach.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

wtorek, 22 września 2009

O rosyjskiej duszy.


Epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć pozłacane „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo.

Jak napisałem w poprzednim tekście („Wielkoruska dusza” www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza ), pojęcie „rosyjskiej duszy” zostało zmitologizowane do granic obłędu. Jest to, dodam, mitologizacja bardzo wygodna, stosowana zamiennie z ględzeniem o „rosyjskiej wrażliwości”, tudzież „rosyjskiej specyfice”.

Zabili? Rosyjska dusza. Ugościli samogonem i słoniną? Rosyjska dusza. Zachlali mordę? Wytrzeźwieli? Też rosyjska dusza. Rozjechali czołgami? Zgwałcili więzienną modą „w kolejarza”, przykutego do transportera Czeczeńca? Taka, widać, dusza. Darowali zdrowiem? Cytowali godzinami Puszkina i Lermontowa? Wszystko - rosyjska dusza. Malowali pejzaże? Komponowali, pisali, grali, wystawili balet, śpiewali? Dusza. Doprowadzili na przestrzeni wieków własny i przy okazji wiele innych narodów na skraj biologicznej zagłady?

Wszystko to dusza. Rosyjska. Szeroka. Rozpostarta.

Zaprawdę - ja drugoj takoj duszy nie znaju.

Użyteczność rosyjskiej duszy.

Tymczasem, epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć cienko pozłocone „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo. Osłonić przepaść cywilizacyjną między łacińskim Zachodem a rosyjskim zmongolizowanym bizantynizmem. Jest to zarazem wygodna wymówka – zarówno dla samych Rosjan, jak i dla rozsianych licznie u nas i w świecie przedstawicieli „partii Rosji”, czyli mówiąc wprost – agentów wpływu.

Tak więc, wszelka krytyka poczynań Rosji to „godzenie w rosyjską wrażliwość”. Polityczne mordy, bezprzykładne tłamszenie swoich i sąsiadów, rozpanoszone mafijne bezprawie, dyktat pieniądza i pięści – to tylko „rosyjska specyfika”, którą należy „zrozumieć”. Bo jak nie, to Rosjanie się obrażą. Proszę zwrócić uwagę – rosyjska dusza jest nader wrażliwa i skłonna do chowania uraz – szczególnie wobec wypominania niewygodnych faktów.

Mówicie, że mordujemy? Że panuje nędza? Że rządzą nami czekiści? Po pierwsze, nieprawda, po drugie, nawet jeśli prawda, to ranicie naszą duszę. A w ogóle, to skąd i kto wy jesteście? I jakim prawem śmiecie pouczać nasz wielki naród? Czekajcie no, my wam jeszcze pokażemy…

I pokazują. A to eksterminując Czeczenię, a to najeżdżając Gruzję, a to przykręcając gazowy kurek…

Po przegraniu globalnej rywalizacji w czasach „zimnej wojny”, Rosja wciąż wygraża światu, niczym Wilk z radzieckiej kreskówki „Wilk i Zając”. Tak – to właśnie ów złorzeczący, żulikowaty Wilk jest kwintesencją mentalności wiecznie sfrustrowanego Rosjanina – wytrychem do rosyjskiej duszy.

Doprawdy, „rosyjska dusza” jest wielce użytecznym i poręcznym narzędziem. Niczego nie wyjaśniając, tłumaczy najdziksze bestialstwa dokonywane na przestrzeni dziejów z iście mongolskim rozmachem. I, na wszelki wypadek, rości sobie prawa do kolejnych.

A zafascynowany świat pozwala się terroryzować, bowiem „rozumie”, iż „rosyjska dusza” czuje się zraniona, upokorzona… Należy zatem ją dopieścić i zadbać o dobre samopoczucie. W podobny sposób wyrozumiały psychiatra pochyla się nad pacjentem. W tym przypadku jednak pacjent jest przebiegłym psychopatą, zręcznie maskującym swe cele poprzez wywlekanie sprokurowanego na zewnętrzny użytek obrazu dusznych boleści.

Kulturnyj narod.

Przyparci do muru Rosjanie i ich akolici zwykli zasłaniać się swym dorobkiem kulturalnym. Schemat owej argumentacji jest następujący: jak możecie nam wytykać barbarzyństwo? Czy barbarzyńcy dali by światu tych wszystkich pisarzy, poetów, kompozytorów, malarzy?

Owszem, daliby. Wysoka kultura jest bowiem w stanie rozwijać się mimo tyrańskiego systemu rządów i barbarzyńskich stosunków wewnątrzspołecznych. Jest to charakterystyczne dla wielu cywilizacji Wschodu. Takie Chiny czy Japonia wydały z siebie bogatą kulturę, mimo tego, że większość poddanych gniła w upokorzeniu, ucisku i nędzy nieporównywalnej nawet do zdemonizowanego europejskiego Średniowiecza. Rosja nie jest żadnym wyjątkiem – stanowi wręcz kontynuację pewnego modelu, lekko zmodyfikowanego przez zachodnie wpływy. To po pierwsze. Po drugie: Rosyjski dorobek kulturalny nie jest niczym nadzwyczajnym na tle innych narodów. Wielkich artystów w porównywalnej, jeśli nie większej liczbie, wydały wszystkie co większe europejskie nacje – tak Polska, jak i np. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy Wlk. Brytania…

Perwersja.


Śmiem twierdzić, że nabożny stosunek świata do Rosji i jej kultury bierze się z trzech podstawowych przyczyn:

1) Posmak obcości i wschodniej egzotyki. Takie deformujące rzeczywistość okulary – zaburzający percepcję gadżet, który ewidentne barbarzyństwo ubiera w szatę nieodgadnionej tajemniczości. Bo obok tego barbarzyństwa tworzona jest również kultura…

2) Zauroczenie rozmiarami (taki kulturowy freudyzm). Skoro Rosjanie są tak wielkim narodem, a ich państwo zajmuje tyle miejsca na globusie, to siłą rzeczy stworzona przez nich kultura również musi być wielka i fascynująca… Tajemnicza. A że spora część twórców była i jest nieprzytomnymi imperialistami? O tym „nie trzeba głośno mówić”.

3) Zaczadzenie sowietyzmem, przełożone przez stado „użytecznych idiotów” vel „gównojadów” na dzisiejszą Rosję. Ten wątek scharakteryzowałem w notce „Pokolenie gównojadów”. www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

Jest coś perwersyjnego w fascynacji tą charakterystyczną dla Rosji mieszanką wysokiej kultury i codziennego, ordynarnego, chamskiego gwałtu. I kwitowania owego gwałtu zdaniami typu: „Cóż, najwyraźniej mają swoje powody. Któż przeniknie tajemnice rosyjskiej duszy?”. Taki zachodni sadomasochizm z nutką zoofilii. Śmieszno – straszny seks z tygrysem, tudzież innym niedźwiedziem.

Rosja jest niczym władca ze słynnej baśni Andersena, przybrany w szaty „tajemniczej rosyjskiej duszy”. Z tą różnicą, że w baśni okrzyk dziecka „król jest nagi” zdemaskował hucpę. We współczesnym świecie, tego typu okrzyki giną we wrzaskach zarówno samego króla, jak i jego dworu, tudzież nader licznie rozsianych wśród tłumu klakierów.

Gadający Grzyb
pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza

www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

sobota, 19 września 2009

Wielkoruska dusza.


„(…) zrozumcie nie tylko swoją, polską duszę, ale i duszę (lub chociaż motywy) narodów imperialnych.”

Witalij Tretiakow


Sprawa jest sprzed kilku dni (15.09.2009), ale jakoś nie daje mi spokoju. Otóż, „Rzeczpospolita” raczyła udzielić głosu Witalijowi Tretiakowowi, który zwany jest uprzejmie „publicystą i politologiem”, a który pełni de facto funkcję neoimperialnego propagandysty putinowskiej Rosji. Nie będę tu omawiał krok po kroku wszystkich zawartych w tekście przemilczeń, półprawd i przeinaczeń – wołowej skóry by nie starczyło. Ciekawych odsyłam do „Rzepy”( www.rp.pl/artykul/363874_Niepotrzebnie_was__u_diabla__ratowalismy.html). Skoncentruję się natomiast na kwestii bardziej ogólnej, ograniczając się do wyrywkowych cytatów – sposób myślenia pana Tretiakowa zawiera bowiem w pigułce mentalność współczesnego Rosjanina. Ową słynną, zmitologizowaną do granic obłędu „rosyjską duszę”. Może w niniejszym tekście całej jej nie obejmę (wszak rosyjska dusza jest, jak wbijano nam do głów, „nieodgadniona” i „szeroka”), ale postaram się scharakteryzować choć kawałek. Ten wielkoruski.

Jaka zatem jest, patrząc politycznie, owa wielkoruska dusza A.D. 2009?

1) Imperializm.

Cytat:

„Imperium zamieszkuje imperialny naród i naturalnie inne narody, które weszły w jego skład dobrowolnie lub zostały zmuszone do tego siłą.”

Witalij Tretiakow

Rosyjska dusza przesiąknięta jest (może trafniej byłoby napisać – zatruta) imperializmem. Kłania się tu to, co napisałem w „Refleksjach rusofoba”( www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6) o bandyckiej dumie z mocarstwowości i zmongolizowanym bizantynizmie, choć Tretiakow wyraża to, rzecz jasna, w sposób o wiele bardziej kulturalny. Autor określa siebie jako przedstawiciela „narodu imperialnego”, ba – przyznaje nawet, że narody nieimperialne mogą wobec imperium mieć „inne odczucia”, dodając jednak zaraz, iż to nie znaczy, że owe „inne odczucia” on, przedstawiciel „narodu imperialnego”, akceptuje.

Wedle tego myślenia, imperium staje się wartością nadrzędną – można łaskawie „rozumieć” racje podbitych narodów, ale przyznawanie im z tego tytułu jakichkolwiek praw – o, co to, to nie. Imperium stanowi uniwersalne usprawiedliwienie – wymówkę. Jakieś zbrodnie, podboje, tłamszenie narodowych aspiracji, mordowanie całych narodów, tudzież grup społecznych? Noo, może coś tam było, ale przecież jesteśmy imperium, specyficznym typem państwa („Trzecim Rzymem”, chciałoby się powiedzieć), nie można do nas przykładać takiej samej miary, jak do byle kraiku…

2) Potrzeba dobrego samopoczucia.


Cytat:

„Francuzi mówią, że zrozumieć znaczy przebaczyć. Ja was rozumiem, ale nie wybaczam – z powodu niekonstruktywności i nadmiernej spekulatywności przyjętej przez was linii.”

Witalij Tretiakow


Jednakowoż, imperializm to nie wszystko. W każdym człowieku tkwi potrzeba zarówno samoakceptacji, jak i akceptacji przez otoczenie, słowem – komfortu psychicznego. Jaka jest najprostsza ścieżka, do osiągnięcia owego komfortu? Mechanizm psychologiczny zwany wyparciem – wmówienie sobie i innym, że to otoczenie jest złe, nie rozumie, nie akceptuje itd., zaś my, generalnie, jesteśmy ok.

Otóż, prawi Tretiakow, Polska po wyjściu z sowieckiej strefy wpływów, oddała się pod protektorat USA i, by zająć w nim „maksymalnie istotną pozycję”, eksploatuje „antyrosyjskie fobie”.

Proszę, jakie poręczne słówko – fobia. Świadomość rosyjskiej historii – tej wielowiekowej orgii krwawego barbarzyństwa, która osiągnęła kulminację w czasach sowieckiego imperium – to wszystko jest, proszę Państwa – fobią.

Już pomijam, że polskie władze po ’89 r. aż nazbyt często grzeszyły przesadną układnością w stosunku do Rosji i na poziomie międzypaństwowym doprawdy, niewiele dały Rosji powodów do narzekań. Ale, jak się okazuje, nawet te nieśmiałe odgłosy Rosjan drażnią. Zaburzają poczucie wewnętrznego komfortu płynące z chlubnej przeszłości. Zmuszają post - czekistowską propagandę do wymyślania historycznych łamańców. No bo, jakże to, nagle miałoby się okazać, że nie byliśmy tymi dobrymi, szlachetnymi, za bezdurno wyzwalającymi innych? Że mordowaliśmy, wywoziliśmy, popełnialiśmy na podbitych nacjach klasowe ludobójstwo?

Tak być nie może. To wszystko muszą być jakieś małostkowe urazy i fobie, ani chybi wynikłe z tego, iż Polska przegrała z Rosją rywalizację w mocarstwowym wyścigu, teraz zaś pragnie przypodobać się zapadowi. A poza tym, do czego to podobne, by taki mały kraik śmiał mieć do nas, imperium, jakiekolwiek pretensje? Karygodny brak szacunku… to jest, chciałem powiedzieć „niekonstruktywność” i „nadmierna spekulatywność przyjętej linii”.

3) Chamstwo i czarna niewdzięczność.

Cytat:

„(…) wasza rusofobia nie ma sensu. Ale jeśli przyjemniej wam z nią żyć, to proszę bardzo. Tym bardziej że jeszcze wam za to płacą.”

Witalij Tretiakow


Jakby tu jeszcze dopieścić duszę Rosjanina? Poczuciem moralnej wyższości skorelowanym z gorzką świadomością niewdzięczności za dobrodziejstwa, którymi okoliczne nacje, ba - cały świat, zostały przez Rosję obdarowane.

Wyzwoliliśmy was, zafundowaliśmy korzyści terytorialne, uratowaliśmy miliony od nazizmu…

Co nas, altruistycznych, imperialnych Rosjan, za to spotyka? „Chamstwo” i „plucie do kieliszka”. Wypominanie pewnych niedostatków wolności przyniesionej na naszych, spracowanych sowieckich kamaszach… słowem - „świętokradztwo”. Nie ma co - czarna niewdzięczność.

Jednakowoż, są i plusy:

„(…) zapewniam, kolejnego rozbioru z naszym udziałem nie będzie” – uspokaja nas Tretiakow. Aaa, skoro tak powiada sam Tretiakow, to należy polegać na jego słowie, niczym na słowie „polskiego pana”, niejakiego Zawiszy. Ale, ośmielę się zapytać, co, jeżeli kolejny rozbiór z udziałem Rosji jednak się odbędzie? Mamy wtedy podnieść dwa paluszki w górę i zaprotestować, bo przecież „Tretiakow zapewniał”?

Ale to są niekonstruktywne wątpliwości, świadczące o rusofobii „za którą nam płacą”.

W tym kontekście niepokojąco brzmią słowa:

„Nawet jeśli napluliście do kieliszka, nie plujcie do studni. Ona jeszcze kiedyś się przyda, by się napić wody. Rosjanie nie są pamiętliwi, i tak wam pomogą...”

Ooo tak – do bratniej pomocy Rosja zawsze była nad wyraz chętna. Przypomina to kwestię nadszyszkownika Kilkujadka z filmu „Kingsajz”: „- Ja wiem, że polococktowcy nas nie kochają, ale my ich tak długo będziemy kochać, aż oni nas w końcu pokochają.”

„…Ale jeśliby to zależało ode mnie, już bym nie pomógł.”
– dodaje Tretiakow. Pocieszająca wiadomość.

Zakończenie.

Artykuł w „Rzepie” nosi tytuł „Niepotrzebnie was ratowaliśmy”, co było odniesieniem do myśli, która przemknęła przez głowę bohatera niniejszego tekstu, na widok rzekomych despektów, których doznawał Władimir Putin podczas uroczystości na Westerplatte: „Niepotrzebnie, u diabła, ratowaliśmy was, Polaków. Mielibyście wolność pełną gębą – ale martwi!”. Panie Tretiakow, już wy nas więcej nie ratujcie. Lepiej obraźcie się na nas, odwróćcie plecami i zajmijcie sobą. O to jedno was, nie – przyjaciele Moskale, proszę.

Gadający Grzyb

P.S. "Better dead than red."

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

wtorek, 4 sierpnia 2009

Refleksje rusofoba…


…czyli, o bandyckim mocarstwie, zmongolizowanym bizantynizmie i współczesnych „rabach” słów kilka.

W komentarzach do mojej ostatniej notki "http://niepoprawni.pl/blog/287/druga-wojna-gruzinska" ,znalazła się , między innymi, taka oto wypowiedź Pana Krzysztofa J. Wojtasa:

„Jak widzę jest Pan zaślepiony nienawiścią do Rosji i poprzez to gotów szafować bezpieczeństwem Polski. Oby tacy jak Pan nie decydowali o polityce - niestety, ci którzy decydują mają wsparcie takich jak Pan.
To prosta droga do utraty resztek niepodległości.
Bo zagrożenie jest dużo większe i nie pochodzi z tego regionu.
Smutne dla mnie, że ten rodzaj myślenia ma tak duże poparcie - jak widać lemingowatość ma różną postać.”


href="http://niepoprawni.pl/blog/287/druga-wojna-gruzinska#comment-30053"
Cóż, nie będę się wdawał w rozważania, na ile mój nader niechętny (łagodnie rzecz ujmując) stosunek do Rosji jest świadectwem mego „zaślepienia nienawiścią”, tudzież „lemingowatości”. Po prostu, postaram się pokrótce wyjaśnić, dlaczego mój stosunek do Rosji jest, jaki jest.

Na początek, anegdotka:

Miejsce akcji – kolej transsyberyjska. Bohaterowie – reporterzy „National Geographic” i bufetowa z rosyjskiego odpowiednika „Warsu”. Bufetowa - skacowana, w poplamionej bluzce, wita obcokrajowców niechętnym burknięciem. Ci, zagajają rozmowę, mówiąc że już wcześniej robili fotoreportaż o Rosji. Bufetowa łagodnieje, jest ciekawa, zatem reporterzy wręczają jej numer „National…”. Pani, w miarę przerzucania kolejnych stron czerwienieje, wreszcie wybucha. Wykrzykuje oderwane zdania, że to nieprawda, że Rosja wcale tak nie wygląda, że może, owszem, teraz jest trudno, ale jeszcze będziemy mocarstwem i jeszcze pokażemy, wszystkim pokażemy, Zachód jeszcze zobaczy…

Jak można się domyślać, zdjęcia nie utrwalały kapiących złotem wnętrz Kremla, czy kulturalnych bogactw Ermitażu, lecz zdewastowaną rosyjską prowincję. Zresztą, wnosząc po fotografiach zawartych w reportażu z którego zaczerpnąłem tę anegdotę, nie były jakieś tendencyjne, czy złośliwe. U nas też dało by się uchwycić podobne obrazki. Mimo to, w pani bufetowej zawyła urażona, imperialna duma.

Rosja – mocarstwo bandyckie.

A teraz, do rzeczy. Otóż, najprościej rzecz ujmując, uważam, iż Rosja jest mocarstwem bandyckim i to bandyckim od swego zarania (patrząc od czasów Iwana Groźnego), aż po dzień dzisiejszy. Jest to gigantyczne „więzienie narodów”, utrzymywanych w posłuchu za pomocą konsekwentnego, ludobójczego terroru. Ludobójczego, dodajmy, nie tylko podczas podbojowych rzezi, lecz również na skutek utrzymywania w permanentnej, wyniszczającej nędzy większości swych niewolników (rabów). I marną pociechą dla podbitych jest fakt, iż w podobnym stanie niewolniczego pół – zbydlęcenia władze imperium utrzymują samych Rosjan.

Ów bandytyzm, wpisany immanentnie w charakter państwowy Rosji został zmultiplikowany komunistycznym kataklizmem, który zerwał ostatnie tabu, wszelką zachodnią pozłotę, wyniszczył tych, którzy, ewentualnie, mogli by doprowadzić Rosję do kultury. Wybito wszystkich - od Cara do samodzielnego chłopa. Zaś niegdysiejsze „raby rabów” (Leninowscy „biedniacy” – „popierać biedniaka, przyciągać średniaka, niszczyć kułaka”) zawładnęły bandyckim imperium, staczając je mentalnie o kilka poziomów niżej.

Zmongolizowany bizantynizm.

To moje prywatne określenie tyczy się zarówno stosunków na linii władza – obywatel (czy też raczej relacji pan – rab, niewolnik) jak i Rosja – reszta świata. Oznacza ono postawę korzenia się i uległości wobec silniejszego i pogardliwą arogancję wobec słabszych, uzupełnianą wybuchami niekontrolowanej wściekłości, gdy ów słabszy ośmiela się podnosić głowę. Tę samą relację możemy obserwować w polityce zagranicznej – z Rosją można albo z pozycji siły, albo podporządkowania. Normalnie się nie da.

Rosję ukształtowały dwie zatrute historyczne pamiątki – bizantyjski chrzest, połączony z absorpcją kultury w którą wpisany jest tyrański, wschodni model władzy i barbaryzacja tegoż na skutek mongolskich podbojów. Tak powstał wzmiankowany zmongolizowany bizantynizm. Piorunująca mieszanka, którą przesiąknął nie tylko model władzy, lecz i ludzkie dusze.

Późniejszy, nader powierzchowny, „zachodni” blichtr byli w stanie przeniknąć już w XIX stuleciu co bystrzejsi obserwatorzy, typu markiza de Custine’a.

Trudno nie czuć podszytej zgrozą pogardy, po uświadomieniu sobie, do jakiego stopnia władze Rosji traktują swych poddanych niczym rzeźne bydło. Kto zajrzał do „Wysadzić Rosję” Felsztyńskiego i Litwinienki, czy śledził tragedię „Kurska”, ten wie o czym mówię.

Armia? Polecam „Żołnierzy Wolności” Suworowa. Jeżeli od tamtej pory coś się zmieniło, to tylko na gorsze.

Współczesne „raby”.

Najpotworniejsze, że sami Rosjanie akceptują w gruncie rzeczy ten stan. Muszę tu przytoczyć Krystynę Kurczab – Redlich, którą, doprawdy, trudno posądzić o antyrosyjskość. Opisuje ona, jak pokazywała znajomym Rosjanom fotografie z Czeczenii dokumentujące rosyjskie zbrodnie wojenne, m.in. zbiorowe homoseksualne gwałty na schwytanych Czeczenach, zaadaptowane z więziennej subkultury. Reakcją Rosjan (nie żadnych kołchoźników przecież, jeno najszczerszej inteligencji, potrafiącej ponoć godzinami cytować z pamięci Puszkina i Lermontowa) było stwierdzenie: „- No widzisz, co oni robią naszym?” Gdy zszokowana, zaczynała wyjaśniać, że to nie tak, że to Rosjanie dopuszczają się tych bestialstw, odpowiedzią były pełne niedowierzania zaprzeczenia, krzyki… Totalne wyparcie.

Polecam takie książki jak „Pandrioszka”, czy „Bijąc głową o mur Kremla”. Pozbawiają złudzeń, typu „naród rosyjski poczciwy, tylko władza zła”. Naród rosyjski przeżarty jest imperializmem i w sumie trudno się dziwić – mało jest w rosyjskiej historii chwalebnych faktów. Krwawe podboje i równie krwawe deptanie zarówno podbitych jak i swoich. Tu pan, tam niewolnik. Tertium non datur. Pozostaje poczucie dumy z mocarstwowości. Jeżeli Rosjaninowi odbierze się imperium, pozostanie mu tylko samogon.

To już nie jest ta epoka w której Józef Mackiewicz był zaprzysięgłym wrogiem komunizmu, lecz, zarazem, przyjacielem podbitych przez bolszewię Rosjan. Tych Rosjan już nie ma. Pozostały niedobitki – jakiś Bukowski, jakiś Rezun – Suworow, resztę się dobija, strzałem w łeb, jak Annę Politkowską.

To jest epoka, którą opisywał Sergiusz Piasecki, dokumentując, czasem chropawo, lecz przez to wiarygodnie, mentalność sowieciarzy z którymi miał do czynienia.

Bandycka duma.

Cóż pozostaje sowieckim rabom, gdy wokół nędza i głód? Bandycka duma z mocarstwowości. Z tego, że ich poddaństwo skutkuje bojaźnią wśród innych narodów. Ze jak Car pokaże psa Merkelowej, to cała Europa się trzęsie. Że jak zatupiemy kamaszami, to odbijemy sobie wieki upodlenia i pokażemy, kto tu Pan. Im więcej nas polegnie, tym większe dostaniemy medale. A jak przegramy, tym więcej będzie kamuflujących klęskę awansów.

Taak, Moskwa ma być „trzecim Rzymem” i basta. W imię tego „Rzymu”, Rosjanie godzą się na wegetację ze spodziewaną długością życia na poziomie 66 lat (dla porównania – Polska ok. 75 lat; dane href="https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/index.html"> ). Godzą się na status pół – niewolników we własnym kraju. Godzą się na wszystko, pod jednym wszakże warunkiem – nasz gang ma być najsilniejszy w międzynarodowej dzielnicy.

Zakończenie.

Jeżeli powyższe refleksje mają świadczyć o moim „zaślepieniu nienawiścią do Rosji”, tudzież „lemingowatości” – niech tak będzie. Moje opinie nie są problemem.

Problemem jest dogorywająca cywilizacja Zachodu, patrząca na Rosję z perspektywy wolterowskiego fotela, którego lokator, otulony w futra przysłane przez niemiecką szczeciniankę na carskim tronie, wypisywał nieprzytomne dytyramby na cześć „Gwiazdy Północy” i „Rosyjskiej Semiramidy”.

W tym temacie nic się nie zmienia od ponad dwóch stuleci. I kto tu jest zaślepionym lemingiem?

Gadający Grzyb
pierwotna publikacja: href="http://niepoprawni.pl">