Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperializm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperializm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nocni wilcy w obejściu

Jeśli tylko padłby rozkaz, to dzisiejsi przyjaciele z rosyjskiej watahy bez wahania rzuciliby się katyńskim rajdowcom do gardeł.

Jeżeli wataha wilków podchodzi nocą pod obejście, świadczy to o dwóch sprawach: po pierwsze - poczuły się na tyle pewnie, że nie boją się ludzi; po drugie – ktoś do takiego stanu rzeczy doprowadził. W takiej sytuacji jedyną adekwatną ripostą jest wyciągnięcie strzelby i zrobienie z niej właściwego użytku, by rozzuchwalone stado na powrót zaszyło się w swoich matecznikach – inaczej prędzej czy później urządzi krwawą łaźnię wśród inwentarza, a może i dopadnie nas samych. Z pewnością natomiast nie jest mądrym pomysłem zapewnianie im eskorty, żeby spokojnie przeszły sobie dalej, a to z tego prostego powodu, że koniec końców wrócą, traktując gospodarstwo jako swe nowe żerowisko.

Państwo rosyjskie wraz ze swymi służbami lubuje się w różnego rodzaju symbolicznych prowokacjach – jest to stały element kremlowskiej polityki i to wbrew pozorom bardzo racjonalny, za jego pomocą bowiem testuje się gotowość prowokowanego do obrony swoich interesów. Brak odpowiedzi, bądź, co gorsza, pojednawcze gesty, traktowane są każdorazowo jako przejaw słabości i sygnał, że Moskwa może posunąć się o krok dalej. Równie pilnie co odzew oficjalnych władz obserwowane są reakcje poszczególnych środowisk i grup społecznych, traktowane jako potencjalny materiał do wewnętrznego rozgrywania przeciwnika. I w tym właśnie kontekście należy odczytywać przejazd „Nocnych Wilków” przez środkową Europę – w tym Polskę – z finiszem w Berlinie. Wymowa jest jasna: nie chcieliście świętować z nami „pabiedy” w Moskwie 9 maja, to my wybierzemy się do was i przypomnimy o sobie - póki co, tylko za pomocą naszych motocyklistów... na razie...

Wbrew temu, co twierdzi komandor Rajdu Katyńskiego, Wiktor Węgrzyn, Aleksandr „Chirurg” Załdostanow i jego nocni wilcy nie są zwykłą grupą motocyklową, jakich wiele. To nie są panowie w średnim wieku, których wreszcie stać na fajne zabawki i wożą się po świecie przeżywając drugą młodość. To zbrojne ramię rosyjskiego imperializmu wbudowane w motocyklową subkulturę, tak by przybrała oblicze zgodne z zapotrzebowaniem władz. Jest to największa tego typu formacja w Rosji, a to oznacza, że nie mogłaby funkcjonować bez poparcia służb i właściwych „czynników”, te zaś zapewniane jest w zamian za lojalność. Gdyby „Chirurgowi” strzeliło któregoś dnia do głowy wierzgnąć przeciw Putinowi, zniknąłby, ot tak, jak wielu przed nim, a wraz z nim jego motorowa ferajna rozparcelowana po nowo utworzonych „słusznych” grupach. Demonstracyjne bratanie się z Putinem, harce na Krymie i w Donbasie nie wynikają ze zsumowania indywidualnych sympatii, jak pragnąłby widzieć to pan Węgrzyn, tylko są konsekwentną realizacją programowego oblicza ruchu, wdrażającego konkretny scenariusz, w którego ramach, nawiasem mówiąc, jak najbardziej mieści się gościnne przyjęcie w Rosji polskich motocyklistów. Rosjanie, gdy chcą, potrafią obłaskawiać serdecznością – i, jak widać, to często procentuje.

Z publicznych wypowiedzi komandora Węgrzyna przebija troska, by nie zepsuć sobie dobrych relacji z rosyjskimi kolegami, gdyż mogłoby to zaszkodzić Rajdowi Katyńskiemu. W naturalny sposób powstaje pytanie o cenę – fraternizacja z wielbicielami ludobójcy historycznego (Stalina) i współczesnego (Putina), z których jeden ma na sumieniu setki tysięcy Polaków, drugi zaś – na co wszystko wskazuje – śmierć polskiej elity z prezydentem na czele, stawia pod znakiem zapytania sens rajdu uskutecznianego pod opieką takich „towarzyszy podróży”. No i kolejna kwestia - jak członkowie Rajdu Katyńskiego zapatrują się na asystowanie Wilkom pod pomnikiem generała Iwana Czerniachowskiego. Stawiamy znak równości między katyńskimi ofiarami i mordercą żołnierzy AK? Uznajemy, że każdy ma swoich bohaterów i w imię podtrzymywania mieżdunarodnej drużby nie ma co wnikać?

Nocni wilcy ze swoim „Chirurgiem” są forpocztą rosyjskiego imperializmu, a z tej imperialnej perspektywy Polska zawsze będzie wrogiem. I to nie od wczoraj, lecz od stuleci, niezależnie od formy ustrojowej rosyjskiego państwa. Niegdyś stanowiliśmy przeszkodę w zbieraniu ziem ruskich aż do „Białej Wody”, dziś zawadzamy w realizowaniu doktryny eurazjatyzmu. I nawet gdybyśmy wystąpili z NATO, odcięli się od Ukrainy, podporządkowali Kremlowi swą politykę, gospodarkę i ćpali rosyjski gaz za podwójną cenę, to i tak w najlepszym razie moglibyśmy liczyć na status chwilowo spacyfikowanych „buntowszczyków”. Mam nadzieję,. że rozumie to Grzegorz Braun, któremu media każą się teraz tłumaczyć ze słów szefa komitetu wyborczego równie gorliwie, jak gorliwie do tej pory go ignorowały. Oczywiście, nie ma co popadać w histerię i ciskać oskarżeniami o agenturalność, w czym lubują się z iście sekciarskim zapamiętaniem środowiska uzurpujące sobie monopol na rząd dusz patriotycznego elektoratu. Warto jednak zauważyć, że jeśli tylko padłby rozkaz, to dzisiejsi przyjaciele z rosyjskiej watahy bez wahania rzuciliby się katyńskim rajdowcom do gardeł.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” nr 17 (24-29.04.2015)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Mamy pod bokiem bandyckie imperium

Co robi Rosja, by przykryć problemy wewnętrzne? To samo, co zawsze od stuleci – stosuje ucieczkę w imperializm.

I. Rachunek za Krym

Według rosyjskiego wiceministra ds. rozwoju gospodarczego, Andrieja Klepacza, odpływ kapitału z Rosji wyniesie w pierwszym kwartale tego roku od 65 do 70 mld USD (3,2% PKB). Dla porównania, w całym 2013 roku, odpływ ten wyniósł 63 mld dolarów, zaś szacunki Kremla mówiły, że w roku 2014 z rosyjskiego rynku ucieknie ogółem 50 mld. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, to już wkrótce te pierwotne prognozy zostaną przekroczone dwukrotnie – a to dopiero początek roku. Przypomnijmy, iż w 2013 roku wzrost PKB Rosji wyniósł 1,3%, natomiast w pierwszych miesiącach 2014 odpowiednio 0,1% (styczeń) i 0,3 (luty). Oznacza to, że Rosja balansuje na granicy recesji – i z dużym prawdopodobieństwem recesja w ciągu roku rosyjską gospodarkę dopadnie.

Ale to nie koniec. Rosyjski rubel pikuje – od początku roku osłabił się w stosunku do dolara o 10% i to pomimo, iż Bank Centralny Rosji wydał na jego ratowanie już ok. 35 mld USD, co spowodowało obniżenie rezerw walutowych do 453 mld dolarów – to wciąż dużo, lecz przy obecnym tempie „ratowania” rubla rezerwy te będą dość szybko topnieć. Na powyższe nakłada się kiepska kondycja rosyjskiej giełdy. Tylko 3 marca (po agresji na Krym) giełda w Moskwie straciła 55 mld USD – więcej, niż Rosja wydała na igrzyska w Soczi. Wieloprocentowe spadki zaliczyły ceny akcji nawet takich flagowych przedsiębiorstw jak Gazprom, Rosnieft, Łukoil, czy Sbierbank. Dodajmy jeszcze „śmieciowy” status rosyjskich obligacji na światowych rynkach, wskutek czego Rosja wstrzymuje kolejne aukcje swego długu.

Krótko mówiąc, Putin płaci właśnie rachunek za Krym.

II. Rosyjskie patologie

Przy skali „umafijnienia” rosyjskiej gospodarki, gdzie robienie interesów zależy wprost od dobrych (i kosztownych) relacji z aparatem państwowo-biznesowym pozostającym pod „kryszą” Putina i jego czekistowskiej kamaryli, każdy kryzys polityczny skutkować musi ekonomicznymi perturbacjami o wiele silniejszymi niż w innych krajach. Według ostatniego rankingu korupcji Transparency International Rosja zajmuje 127 miejsce na 177 badanych państw (dla porównania – Polska jest na 38 pozycji). Jest to jedna z głównych przyczyn wzmiankowanego na wstępie, a trwającego od kilku lat odpływu kapitału, który nasilił się wskutek okołoukraińskiego politycznego trzęsienia ziemi. Po prostu w Rosji nie da się prowadzić normalnie biznesu – a przy obecnych zawirowaniach międzynarodowych nie da się go prowadzić w dwójnasób. W kraju, gdzie smarować trzeba na prawo i lewo, a mimo to żaden przedsiębiorca nie może być pewien dnia ani godziny, nawet mityczny „wielki rynek zbytu” nie jest wystarczającą zachętą do inwestowania.

Warto nadmienić też o strukturze rosyjskiej gospodarki i budżetu – połowa wpływów to dochody z ropy i gazu (podatki od wydobycia i eksportu), natomiast sprzedaż surowców i produktów pochodnych zapewnia ok. 70% wpływów gospodarki FR z handlu zagranicznego. W efekcie, każde wahnięcie cen staje się dla Moskwy wyjątkowo dotkliwym ciosem – tym bardziej, że nawet przy wysokich dochodach z sektora „surowcowego” Rosji z trudem udaje się zbilansować budżet. A zniżka cen jest nieuchronna i to w dość bliskiej perspektywie. Jak długo uda się Rosji jechać na zgromadzonych rezerwach? Na Kremlu zdają sobie z tego sprawę, tak Putin jak i Miedwiediew od jakiegoś czasu sporo mówili o „dywersyfikacji” modelu gospodarczego, ale póki co, na gadaniu się skończyło. O skali społecznych patologii i realnym poziomie życia Rosjan świadczy średnia długość życia - dla mężczyzn wynosi ona 63 lata, jednak aż 25% umiera nie osiągnąwszy 55. Średnia dla obu płci to niecałe 70 lat. Do tego permanentny kryzys demograficzny. Oznacza to, że nawet okres surowcowej prosperity nie przełożył się na wzrost dobrobytu Rosjan, co pokazuje głęboką dysfunkcjonalność całego organizmu państwowego.

III. Bandyckie imperium

I tu pytanie za 10 punktów: co robi Rosja, by przykryć problemy wewnętrzne? To samo, co zawsze od stuleci – stosuje ucieczkę w imperializm. Rozpętuje wojenkę, kierując uwagę poddanych na „zagrożenie zewnętrzne” i utwierdzając ich w przekonaniu, że „jesteśmy mocarstwem”, reszcie świata zaś (ze szczególnym uwzględnieniem „bliskiej zagranicy”) wygraża pięścią, niczym menel, któremu wprawdzie nawalają nerki i wątroba, ale jest jeszcze w stanie obić w bramie jednego czy drugiego frajera, który mu szura na dzielnicy. Jest to zresztą zgodne ze społecznym zapotrzebowaniem – rosyjski „rab”, czy to będąc niewolnikiem cara, genseka, czy też „suwerennej demokracji” zafundowanej przez ponurego czekistę na Kremlu, wybaczy wszystko prócz słabości. Za taką zaś uznano by „odpuszczenie” przez Putina Krymu i szerzej – Ukrainy. I wola samych Ukraińców w rosyjskiej optyce nie ma nic do rzeczy. Każde zakwestionowanie dominacji w strefie, którą Rosjanie przywykli uważać za „swoją” rodzi furiackie spazmy i niepohamowaną żądzę odwetu - niezależnie od rachunku jaki przyjdzie zapłacić. Rosja bowiem nie kalkuluje zysków i strat w kategoriach, które my uznalibyśmy za racjonalne.

Mamy zatem pod bokiem bandyckie imperium, z którym relacje można układać sobie albo z pozycji siły, albo korząc się i w milczeniu znosząc razy nahajką, bo normalnie porozumieć się nie sposób. Dziś przekonuje się o tym Zachód, który dla własnej wygody wolał widzieć w Putinie „obliczalnego partnera”, z którym „warto robić interesy”. Owszem, tak mogło to wyglądać z tamtejszej perspektywy. Jednak w sytuacji państw, których istnienie Rosja traktuje niczym sezonowe odpryski powstałe po chwilowym osłabieniu mocarstwa, podobne myślenie byłoby ciężką naiwnością. Nie łudźmy się zatem, że Rosja kiedykolwiek pogodzi się z utratą tego co raz trzymała w garści, lub zacznie traktować nas jak partnerów. Karmiono nas takimi bajkami przez ostatnie lata, aż nadeszło wybudzenie z błogiego letargu „resetów” i „normalizacji”. Albo wybijemy się na podmiotowość, albo nas nie będzie.

Gadający Grzyb

Artykuł ukazał się w tygodniku "Polska Niepodległa"

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

poniedziałek, 1 listopada 2010

Niewolnicy bandyckiego imperium


Krótkie studium wielkoruskiej duszy na przykładzie IWH_rus.

I. Kieszonkowy Tretiakow.

Od kilku dni gościmy na „Niepoprawnych” egzotycznego przybysza ze wschodu, który w komentarzach pod moimi notkami „Sypiając z wrogiem” i „Zapomniany gazociąg” reprezentuje zestaw poglądów dość charakterystyczny dla putinowskiego neoimperializmu. Ten wielkoruski szowinizm będący wypadkową mesjanistycznego panslawizmu (słowiańszczyzna zjednoczona pod przewodem „Świętej Rusi”), komunistycznego prania mózgów i tłumionego kompleksu cywilizacyjnej niższości wobec Zachodu kompensowanego butą i arogancją, przenosi się z pokolenia na pokolenie, infekując kolejne generacje posiadaczy „tajemniczej rosyjskiej duszy”.

Na ogólnopolskim forum tego typu poglądy prezentuje np. dziennikarz Witalij Tretiakow robiący za jednego z głównych rosyjskich „agentów opinii”, którego poglądy onegdaj zdarzyło mi się analizować w tekście „Wielkoruska dusza” stanowiącym środkową część rosyjskiego tryptyku, wraz z notkami „Refleksje rusofoba” i „O rosyjskiej duszy”. Ale to było ponad rok temu, zaś komentator IWH_rus reklamujący się jako „polonofob” jest na tyle charakterystyczny, taki można rzec, „kieszonkowy Tretiakow”, że nie mogę sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów o tym laboratoryjnym okazie rosyjskiego zmongolizowanego bizantynizmu.

II. Przykład manipulacji.

Jednym z dogmatów obowiązujących w mentalności Rosjanina od czasów sowieckich i przeniesionych do czasów współczesnych na różnych „chłopców-putinowców” jest przekonanie o dobrodziejstwach świadczonych naszemu regionowi przez ZSRR. Dotyczy tego komentarz w którym IWH_rus wylicza rozliczne „korzyści” wynikające dla nas z roli „kluczowego członka” Układu Warszawskiego. Mają to być m.in.: własny przemysł zbrojeniowy, dostęp do „najbardziej zaawansowanych sowieckich technologii”, możliwość obrony przed każdym agresorem (nawet przed Rosją – sic!), niewysyłanie polskich żołnierzy na misje zagraniczne... krótko mówiąc – żyć nie umierać!

Ani słowa o tym, że Układ Warszawski był wraz z RWPG formą kolonizacji naszego regionu przez sowietów, że był sojuszem agresywnym, ustawicznie przygotowującym się do ostatecznej wojny z wolnym światem, że cała gospodarka bloku wschodniego podporządkowana była zbrojeniom, które ostatecznie rozłożyły system realnego socjalizmu na łopatki... IWH_rus być może nie słyszał o pułkowniku Kuklińskim, który zorientowawszy się, że Polska w planach Układu Warszawskiego została wyznaczona do roli nuklearnej pustyni po zakładanym atomowym kontrataku NATO, postanowił otworzyć USA i reszcie świata zachodniego oczy na prawdziwą naturę Układu Warszawskiego. Zresztą, jeżeli nawet słyszał, to pewnie ma go, podobnie jak Jaruzelski, za zdrajcę.

Goszczący na naszym portalu wielkorus nie wspomina również, że „zaawansowany” sowiecki przemysł zbrojeniowy opierał się niemal w całości na wykradanych z Zachodu technologiach, gdyż taniej było kraść cudze wynalazki, niż pracować nad własnymi. Milczy również o tym, że industrialna infrastruktura RWPG coraz bardziej odstająca od przemysłu zachodniego, od pewnego momentu nie była w stanie zaabsorbować najbardziej rozwiniętych technologii. W efekcie, gdy dołożymy tradycyjną partaninę i bardak, wychodzi na to, że przemysł bloku socjalistycznego produkował militarne podróby, za to w nieprzytomnych ilościach, czego efektem były, gdy przyszło co do czego, obrazki poboczy pełnych zepsutych czołgów jak miało to miejsce podczas inwazji na Czechosłowację w 1968 roku, czy po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce.

Na ponury żart zakrawa zdanie o możliwości obrony przed ZSRR w sytuacji, gdy sowieckie wojska okupacyjne stacjonowały w Polsce i we wszystkich krajach ościennych. Nawet gdyby jakimś trafem polskim gensekiem został „narodowy komunista” to zbrojne wybicie się na niepodległość zakończyłoby się pewnie jak na Węgrzech w 1956 roku. A przecież rządzili nami sowieccy, polskojęzyczni namiestnicy, więc o czym tu gadać...

I tak ze wszystkim – gdzie nie spojrzysz tam łgarstwo, manipulacja, przeinaczenie. Popatrzmy, ile miejsca zajęło pobieżne odkłamanie kilku zaledwie bredni. Gdyby wziąć się za resztę, trzeba by spłodzić całą broszurę, jeśli nie książkę.

III. Imperialna tożsamość.


Nie mam tu ambicji prostowania zdanie po zdaniu, słowo po słowie, bzdur naszego wielkorusa. Chodzi mi o coś innego. Zwróćmy uwagę: ten cały paranoidalny bełkot nie wychodzi spod klawiatury naprutego samogonem kołchoźnika, tylko trzydziestodwuletniego informatyka zajmującego się zaawansowanymi technologiami; przedstawiciela rosyjskiej inteligencji. I ten rosyjski „młody, wykształcony, z Rostowa nad Donem” powtarza brednie, które w obecnej Polsce są już tylko domeną najbardziej twardogłowych, sklerotycznych komuchów z pokolenia Kiszczaka i Jaruzelskiego. Taki jest intelektualny background, którego z Ruskiego nie wykrzewisz choćby nie wiem co, gdyż znaczyłoby to pozbawić go imperialnej tożsamości - jedynej „duszy” jaką posiada. Bo, jak sądzę, IWH_rus nie jest jakimś cynicznym kłamcą – propagandystą. On autentycznie wierzy w to co głosi wedle swej spaczonej optyki!

Spójrzmy – rosyjski przemysł i infrastruktura pamiętające sowieckie czasy sypią się i nie są w stanie niczego sensownego wyprodukować. Zagranicznych inwestorów odstrasza gigantyczna korupcja. W efekcie Rosja musi importować niemal wszystko, co potrzebne do funkcjonowania. Prowincja tonie w nędzy, długość życia na poziomie krajów trzeciego świata, zachorowalność na AIDS niemal jak w Afryce, alkoholizm, narkomania... słowem – degrengolada. Jedyne co Rosję trzyma przy życiu, to eksport surowców, zresztą w znacznej mierze nie swoich, tylko z Turkmenistanu czy Uzbekistanu, bo rodzime złoża są na wyczerpaniu a na poszukiwanie i uruchomienie nowych nie ma pieniędzy ani technologii.

Ale – nic to! Za gaz i ropę wyprodukuje się szmelc bojowy, wyrżnie Czeczenów, spacyfikuje „zdradziecką” Gruzję, weźmie za mordę pozostałych „czarnożopców”... Europą Środkową podzielimy się, po staremu, z Niemcami... Rosja – potęga! Rosja - mocarstwo!

IV. Mentalni niewolnicy.

W sumie to nawet się nie dziwię postawie IWH_rusa. Ciężko żyć ze świadomością, że historia własnego państwa na przestrzeni stuleci to jedno wielkie pasmo gwałtów, mordów, ludobójstw, krwawych podbojów, bydlęcych okrucieństw, zarówno wobec sąsiadów, jak i własnego ludu, które nie mogły nie przełożyć się na wewnętrzne stosunki na linii władza – poddany i na relacje międzyludzkie. To wymaga wyrobienia w sobie psychologicznego mechanizmu „racjonalizacji”. I dużo wódki. Tylko to uchronić może przed szaleństwem.

A nade wszystko, należy zinternalizować tę piekielną mieszankę zmongolizowanego bizantynizmu, którą Rosja nasiąkła od swego zarania, uznać ją za swą specyfikę, „odrębność”, którą należy się szczycić wbrew wszystkiemu. I kłamać, kłamać, kłamać... święcie wierząc, że głosi się prawdę, której „rusofobiczni” sąsiedzi nie chcą przyjąć do wiadomości. Wystarczy utożsamić się z oficjalną, państwowotwórczą legendą. Uwierzyć w nią. Uwierzyć bardzo mocno, tak by nie zostało miejsca na wątpliwości. Zostać oddanym, duchowym niewolnikiem bandyckiego imperium.

Oczywiście, nie ma tu miejsca na wolność i dumę, gdyż ani dumą, ani wolnością nie jest zinternalizowana postawa uległości wobec tyranii z jednej strony, połączona z możnością tyranizowania słabszych od siebie z drugiej. Wolność i duma, to rodzaj duchowej niezawisłości pozwalającej przeciwstawić się opresji. Ale za te przymioty płaci się w Rosji życiem, przy aplauzie niewolniczej „czerni”.

Wolna i dumna była Anna Politkowska. IWH_rus jest niewolnikiem obdarzonym dumą zastępczą - dumą z potęgi tyrana, któremu służy.

Gadający Grzyb

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza

http://niepoprawni.pl/blog/287/o-rosyjskiej-duszy


http://niepoprawni.pl/blog/287/sypiajac-z-wrogiem

http://niepoprawni.pl/blog/287/zapomniany-gazociag

wtorek, 22 września 2009

O rosyjskiej duszy.


Epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć pozłacane „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo.

Jak napisałem w poprzednim tekście („Wielkoruska dusza” www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza ), pojęcie „rosyjskiej duszy” zostało zmitologizowane do granic obłędu. Jest to, dodam, mitologizacja bardzo wygodna, stosowana zamiennie z ględzeniem o „rosyjskiej wrażliwości”, tudzież „rosyjskiej specyfice”.

Zabili? Rosyjska dusza. Ugościli samogonem i słoniną? Rosyjska dusza. Zachlali mordę? Wytrzeźwieli? Też rosyjska dusza. Rozjechali czołgami? Zgwałcili więzienną modą „w kolejarza”, przykutego do transportera Czeczeńca? Taka, widać, dusza. Darowali zdrowiem? Cytowali godzinami Puszkina i Lermontowa? Wszystko - rosyjska dusza. Malowali pejzaże? Komponowali, pisali, grali, wystawili balet, śpiewali? Dusza. Doprowadzili na przestrzeni wieków własny i przy okazji wiele innych narodów na skraj biologicznej zagłady?

Wszystko to dusza. Rosyjska. Szeroka. Rozpostarta.

Zaprawdę - ja drugoj takoj duszy nie znaju.

Użyteczność rosyjskiej duszy.

Tymczasem, epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć cienko pozłocone „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo. Osłonić przepaść cywilizacyjną między łacińskim Zachodem a rosyjskim zmongolizowanym bizantynizmem. Jest to zarazem wygodna wymówka – zarówno dla samych Rosjan, jak i dla rozsianych licznie u nas i w świecie przedstawicieli „partii Rosji”, czyli mówiąc wprost – agentów wpływu.

Tak więc, wszelka krytyka poczynań Rosji to „godzenie w rosyjską wrażliwość”. Polityczne mordy, bezprzykładne tłamszenie swoich i sąsiadów, rozpanoszone mafijne bezprawie, dyktat pieniądza i pięści – to tylko „rosyjska specyfika”, którą należy „zrozumieć”. Bo jak nie, to Rosjanie się obrażą. Proszę zwrócić uwagę – rosyjska dusza jest nader wrażliwa i skłonna do chowania uraz – szczególnie wobec wypominania niewygodnych faktów.

Mówicie, że mordujemy? Że panuje nędza? Że rządzą nami czekiści? Po pierwsze, nieprawda, po drugie, nawet jeśli prawda, to ranicie naszą duszę. A w ogóle, to skąd i kto wy jesteście? I jakim prawem śmiecie pouczać nasz wielki naród? Czekajcie no, my wam jeszcze pokażemy…

I pokazują. A to eksterminując Czeczenię, a to najeżdżając Gruzję, a to przykręcając gazowy kurek…

Po przegraniu globalnej rywalizacji w czasach „zimnej wojny”, Rosja wciąż wygraża światu, niczym Wilk z radzieckiej kreskówki „Wilk i Zając”. Tak – to właśnie ów złorzeczący, żulikowaty Wilk jest kwintesencją mentalności wiecznie sfrustrowanego Rosjanina – wytrychem do rosyjskiej duszy.

Doprawdy, „rosyjska dusza” jest wielce użytecznym i poręcznym narzędziem. Niczego nie wyjaśniając, tłumaczy najdziksze bestialstwa dokonywane na przestrzeni dziejów z iście mongolskim rozmachem. I, na wszelki wypadek, rości sobie prawa do kolejnych.

A zafascynowany świat pozwala się terroryzować, bowiem „rozumie”, iż „rosyjska dusza” czuje się zraniona, upokorzona… Należy zatem ją dopieścić i zadbać o dobre samopoczucie. W podobny sposób wyrozumiały psychiatra pochyla się nad pacjentem. W tym przypadku jednak pacjent jest przebiegłym psychopatą, zręcznie maskującym swe cele poprzez wywlekanie sprokurowanego na zewnętrzny użytek obrazu dusznych boleści.

Kulturnyj narod.

Przyparci do muru Rosjanie i ich akolici zwykli zasłaniać się swym dorobkiem kulturalnym. Schemat owej argumentacji jest następujący: jak możecie nam wytykać barbarzyństwo? Czy barbarzyńcy dali by światu tych wszystkich pisarzy, poetów, kompozytorów, malarzy?

Owszem, daliby. Wysoka kultura jest bowiem w stanie rozwijać się mimo tyrańskiego systemu rządów i barbarzyńskich stosunków wewnątrzspołecznych. Jest to charakterystyczne dla wielu cywilizacji Wschodu. Takie Chiny czy Japonia wydały z siebie bogatą kulturę, mimo tego, że większość poddanych gniła w upokorzeniu, ucisku i nędzy nieporównywalnej nawet do zdemonizowanego europejskiego Średniowiecza. Rosja nie jest żadnym wyjątkiem – stanowi wręcz kontynuację pewnego modelu, lekko zmodyfikowanego przez zachodnie wpływy. To po pierwsze. Po drugie: Rosyjski dorobek kulturalny nie jest niczym nadzwyczajnym na tle innych narodów. Wielkich artystów w porównywalnej, jeśli nie większej liczbie, wydały wszystkie co większe europejskie nacje – tak Polska, jak i np. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy Wlk. Brytania…

Perwersja.


Śmiem twierdzić, że nabożny stosunek świata do Rosji i jej kultury bierze się z trzech podstawowych przyczyn:

1) Posmak obcości i wschodniej egzotyki. Takie deformujące rzeczywistość okulary – zaburzający percepcję gadżet, który ewidentne barbarzyństwo ubiera w szatę nieodgadnionej tajemniczości. Bo obok tego barbarzyństwa tworzona jest również kultura…

2) Zauroczenie rozmiarami (taki kulturowy freudyzm). Skoro Rosjanie są tak wielkim narodem, a ich państwo zajmuje tyle miejsca na globusie, to siłą rzeczy stworzona przez nich kultura również musi być wielka i fascynująca… Tajemnicza. A że spora część twórców była i jest nieprzytomnymi imperialistami? O tym „nie trzeba głośno mówić”.

3) Zaczadzenie sowietyzmem, przełożone przez stado „użytecznych idiotów” vel „gównojadów” na dzisiejszą Rosję. Ten wątek scharakteryzowałem w notce „Pokolenie gównojadów”. www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

Jest coś perwersyjnego w fascynacji tą charakterystyczną dla Rosji mieszanką wysokiej kultury i codziennego, ordynarnego, chamskiego gwałtu. I kwitowania owego gwałtu zdaniami typu: „Cóż, najwyraźniej mają swoje powody. Któż przeniknie tajemnice rosyjskiej duszy?”. Taki zachodni sadomasochizm z nutką zoofilii. Śmieszno – straszny seks z tygrysem, tudzież innym niedźwiedziem.

Rosja jest niczym władca ze słynnej baśni Andersena, przybrany w szaty „tajemniczej rosyjskiej duszy”. Z tą różnicą, że w baśni okrzyk dziecka „król jest nagi” zdemaskował hucpę. We współczesnym świecie, tego typu okrzyki giną we wrzaskach zarówno samego króla, jak i jego dworu, tudzież nader licznie rozsianych wśród tłumu klakierów.

Gadający Grzyb
pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza

www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

sobota, 19 września 2009

Wielkoruska dusza.


„(…) zrozumcie nie tylko swoją, polską duszę, ale i duszę (lub chociaż motywy) narodów imperialnych.”

Witalij Tretiakow


Sprawa jest sprzed kilku dni (15.09.2009), ale jakoś nie daje mi spokoju. Otóż, „Rzeczpospolita” raczyła udzielić głosu Witalijowi Tretiakowowi, który zwany jest uprzejmie „publicystą i politologiem”, a który pełni de facto funkcję neoimperialnego propagandysty putinowskiej Rosji. Nie będę tu omawiał krok po kroku wszystkich zawartych w tekście przemilczeń, półprawd i przeinaczeń – wołowej skóry by nie starczyło. Ciekawych odsyłam do „Rzepy”( www.rp.pl/artykul/363874_Niepotrzebnie_was__u_diabla__ratowalismy.html). Skoncentruję się natomiast na kwestii bardziej ogólnej, ograniczając się do wyrywkowych cytatów – sposób myślenia pana Tretiakowa zawiera bowiem w pigułce mentalność współczesnego Rosjanina. Ową słynną, zmitologizowaną do granic obłędu „rosyjską duszę”. Może w niniejszym tekście całej jej nie obejmę (wszak rosyjska dusza jest, jak wbijano nam do głów, „nieodgadniona” i „szeroka”), ale postaram się scharakteryzować choć kawałek. Ten wielkoruski.

Jaka zatem jest, patrząc politycznie, owa wielkoruska dusza A.D. 2009?

1) Imperializm.

Cytat:

„Imperium zamieszkuje imperialny naród i naturalnie inne narody, które weszły w jego skład dobrowolnie lub zostały zmuszone do tego siłą.”

Witalij Tretiakow

Rosyjska dusza przesiąknięta jest (może trafniej byłoby napisać – zatruta) imperializmem. Kłania się tu to, co napisałem w „Refleksjach rusofoba”( www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6) o bandyckiej dumie z mocarstwowości i zmongolizowanym bizantynizmie, choć Tretiakow wyraża to, rzecz jasna, w sposób o wiele bardziej kulturalny. Autor określa siebie jako przedstawiciela „narodu imperialnego”, ba – przyznaje nawet, że narody nieimperialne mogą wobec imperium mieć „inne odczucia”, dodając jednak zaraz, iż to nie znaczy, że owe „inne odczucia” on, przedstawiciel „narodu imperialnego”, akceptuje.

Wedle tego myślenia, imperium staje się wartością nadrzędną – można łaskawie „rozumieć” racje podbitych narodów, ale przyznawanie im z tego tytułu jakichkolwiek praw – o, co to, to nie. Imperium stanowi uniwersalne usprawiedliwienie – wymówkę. Jakieś zbrodnie, podboje, tłamszenie narodowych aspiracji, mordowanie całych narodów, tudzież grup społecznych? Noo, może coś tam było, ale przecież jesteśmy imperium, specyficznym typem państwa („Trzecim Rzymem”, chciałoby się powiedzieć), nie można do nas przykładać takiej samej miary, jak do byle kraiku…

2) Potrzeba dobrego samopoczucia.


Cytat:

„Francuzi mówią, że zrozumieć znaczy przebaczyć. Ja was rozumiem, ale nie wybaczam – z powodu niekonstruktywności i nadmiernej spekulatywności przyjętej przez was linii.”

Witalij Tretiakow


Jednakowoż, imperializm to nie wszystko. W każdym człowieku tkwi potrzeba zarówno samoakceptacji, jak i akceptacji przez otoczenie, słowem – komfortu psychicznego. Jaka jest najprostsza ścieżka, do osiągnięcia owego komfortu? Mechanizm psychologiczny zwany wyparciem – wmówienie sobie i innym, że to otoczenie jest złe, nie rozumie, nie akceptuje itd., zaś my, generalnie, jesteśmy ok.

Otóż, prawi Tretiakow, Polska po wyjściu z sowieckiej strefy wpływów, oddała się pod protektorat USA i, by zająć w nim „maksymalnie istotną pozycję”, eksploatuje „antyrosyjskie fobie”.

Proszę, jakie poręczne słówko – fobia. Świadomość rosyjskiej historii – tej wielowiekowej orgii krwawego barbarzyństwa, która osiągnęła kulminację w czasach sowieckiego imperium – to wszystko jest, proszę Państwa – fobią.

Już pomijam, że polskie władze po ’89 r. aż nazbyt często grzeszyły przesadną układnością w stosunku do Rosji i na poziomie międzypaństwowym doprawdy, niewiele dały Rosji powodów do narzekań. Ale, jak się okazuje, nawet te nieśmiałe odgłosy Rosjan drażnią. Zaburzają poczucie wewnętrznego komfortu płynące z chlubnej przeszłości. Zmuszają post - czekistowską propagandę do wymyślania historycznych łamańców. No bo, jakże to, nagle miałoby się okazać, że nie byliśmy tymi dobrymi, szlachetnymi, za bezdurno wyzwalającymi innych? Że mordowaliśmy, wywoziliśmy, popełnialiśmy na podbitych nacjach klasowe ludobójstwo?

Tak być nie może. To wszystko muszą być jakieś małostkowe urazy i fobie, ani chybi wynikłe z tego, iż Polska przegrała z Rosją rywalizację w mocarstwowym wyścigu, teraz zaś pragnie przypodobać się zapadowi. A poza tym, do czego to podobne, by taki mały kraik śmiał mieć do nas, imperium, jakiekolwiek pretensje? Karygodny brak szacunku… to jest, chciałem powiedzieć „niekonstruktywność” i „nadmierna spekulatywność przyjętej linii”.

3) Chamstwo i czarna niewdzięczność.

Cytat:

„(…) wasza rusofobia nie ma sensu. Ale jeśli przyjemniej wam z nią żyć, to proszę bardzo. Tym bardziej że jeszcze wam za to płacą.”

Witalij Tretiakow


Jakby tu jeszcze dopieścić duszę Rosjanina? Poczuciem moralnej wyższości skorelowanym z gorzką świadomością niewdzięczności za dobrodziejstwa, którymi okoliczne nacje, ba - cały świat, zostały przez Rosję obdarowane.

Wyzwoliliśmy was, zafundowaliśmy korzyści terytorialne, uratowaliśmy miliony od nazizmu…

Co nas, altruistycznych, imperialnych Rosjan, za to spotyka? „Chamstwo” i „plucie do kieliszka”. Wypominanie pewnych niedostatków wolności przyniesionej na naszych, spracowanych sowieckich kamaszach… słowem - „świętokradztwo”. Nie ma co - czarna niewdzięczność.

Jednakowoż, są i plusy:

„(…) zapewniam, kolejnego rozbioru z naszym udziałem nie będzie” – uspokaja nas Tretiakow. Aaa, skoro tak powiada sam Tretiakow, to należy polegać na jego słowie, niczym na słowie „polskiego pana”, niejakiego Zawiszy. Ale, ośmielę się zapytać, co, jeżeli kolejny rozbiór z udziałem Rosji jednak się odbędzie? Mamy wtedy podnieść dwa paluszki w górę i zaprotestować, bo przecież „Tretiakow zapewniał”?

Ale to są niekonstruktywne wątpliwości, świadczące o rusofobii „za którą nam płacą”.

W tym kontekście niepokojąco brzmią słowa:

„Nawet jeśli napluliście do kieliszka, nie plujcie do studni. Ona jeszcze kiedyś się przyda, by się napić wody. Rosjanie nie są pamiętliwi, i tak wam pomogą...”

Ooo tak – do bratniej pomocy Rosja zawsze była nad wyraz chętna. Przypomina to kwestię nadszyszkownika Kilkujadka z filmu „Kingsajz”: „- Ja wiem, że polococktowcy nas nie kochają, ale my ich tak długo będziemy kochać, aż oni nas w końcu pokochają.”

„…Ale jeśliby to zależało ode mnie, już bym nie pomógł.”
– dodaje Tretiakow. Pocieszająca wiadomość.

Zakończenie.

Artykuł w „Rzepie” nosi tytuł „Niepotrzebnie was ratowaliśmy”, co było odniesieniem do myśli, która przemknęła przez głowę bohatera niniejszego tekstu, na widok rzekomych despektów, których doznawał Władimir Putin podczas uroczystości na Westerplatte: „Niepotrzebnie, u diabła, ratowaliśmy was, Polaków. Mielibyście wolność pełną gębą – ale martwi!”. Panie Tretiakow, już wy nas więcej nie ratujcie. Lepiej obraźcie się na nas, odwróćcie plecami i zajmijcie sobą. O to jedno was, nie – przyjaciele Moskale, proszę.

Gadający Grzyb

P.S. "Better dead than red."

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

wtorek, 4 sierpnia 2009

Refleksje rusofoba…


…czyli, o bandyckim mocarstwie, zmongolizowanym bizantynizmie i współczesnych „rabach” słów kilka.

W komentarzach do mojej ostatniej notki "http://niepoprawni.pl/blog/287/druga-wojna-gruzinska" ,znalazła się , między innymi, taka oto wypowiedź Pana Krzysztofa J. Wojtasa:

„Jak widzę jest Pan zaślepiony nienawiścią do Rosji i poprzez to gotów szafować bezpieczeństwem Polski. Oby tacy jak Pan nie decydowali o polityce - niestety, ci którzy decydują mają wsparcie takich jak Pan.
To prosta droga do utraty resztek niepodległości.
Bo zagrożenie jest dużo większe i nie pochodzi z tego regionu.
Smutne dla mnie, że ten rodzaj myślenia ma tak duże poparcie - jak widać lemingowatość ma różną postać.”


href="http://niepoprawni.pl/blog/287/druga-wojna-gruzinska#comment-30053"
Cóż, nie będę się wdawał w rozważania, na ile mój nader niechętny (łagodnie rzecz ujmując) stosunek do Rosji jest świadectwem mego „zaślepienia nienawiścią”, tudzież „lemingowatości”. Po prostu, postaram się pokrótce wyjaśnić, dlaczego mój stosunek do Rosji jest, jaki jest.

Na początek, anegdotka:

Miejsce akcji – kolej transsyberyjska. Bohaterowie – reporterzy „National Geographic” i bufetowa z rosyjskiego odpowiednika „Warsu”. Bufetowa - skacowana, w poplamionej bluzce, wita obcokrajowców niechętnym burknięciem. Ci, zagajają rozmowę, mówiąc że już wcześniej robili fotoreportaż o Rosji. Bufetowa łagodnieje, jest ciekawa, zatem reporterzy wręczają jej numer „National…”. Pani, w miarę przerzucania kolejnych stron czerwienieje, wreszcie wybucha. Wykrzykuje oderwane zdania, że to nieprawda, że Rosja wcale tak nie wygląda, że może, owszem, teraz jest trudno, ale jeszcze będziemy mocarstwem i jeszcze pokażemy, wszystkim pokażemy, Zachód jeszcze zobaczy…

Jak można się domyślać, zdjęcia nie utrwalały kapiących złotem wnętrz Kremla, czy kulturalnych bogactw Ermitażu, lecz zdewastowaną rosyjską prowincję. Zresztą, wnosząc po fotografiach zawartych w reportażu z którego zaczerpnąłem tę anegdotę, nie były jakieś tendencyjne, czy złośliwe. U nas też dało by się uchwycić podobne obrazki. Mimo to, w pani bufetowej zawyła urażona, imperialna duma.

Rosja – mocarstwo bandyckie.

A teraz, do rzeczy. Otóż, najprościej rzecz ujmując, uważam, iż Rosja jest mocarstwem bandyckim i to bandyckim od swego zarania (patrząc od czasów Iwana Groźnego), aż po dzień dzisiejszy. Jest to gigantyczne „więzienie narodów”, utrzymywanych w posłuchu za pomocą konsekwentnego, ludobójczego terroru. Ludobójczego, dodajmy, nie tylko podczas podbojowych rzezi, lecz również na skutek utrzymywania w permanentnej, wyniszczającej nędzy większości swych niewolników (rabów). I marną pociechą dla podbitych jest fakt, iż w podobnym stanie niewolniczego pół – zbydlęcenia władze imperium utrzymują samych Rosjan.

Ów bandytyzm, wpisany immanentnie w charakter państwowy Rosji został zmultiplikowany komunistycznym kataklizmem, który zerwał ostatnie tabu, wszelką zachodnią pozłotę, wyniszczył tych, którzy, ewentualnie, mogli by doprowadzić Rosję do kultury. Wybito wszystkich - od Cara do samodzielnego chłopa. Zaś niegdysiejsze „raby rabów” (Leninowscy „biedniacy” – „popierać biedniaka, przyciągać średniaka, niszczyć kułaka”) zawładnęły bandyckim imperium, staczając je mentalnie o kilka poziomów niżej.

Zmongolizowany bizantynizm.

To moje prywatne określenie tyczy się zarówno stosunków na linii władza – obywatel (czy też raczej relacji pan – rab, niewolnik) jak i Rosja – reszta świata. Oznacza ono postawę korzenia się i uległości wobec silniejszego i pogardliwą arogancję wobec słabszych, uzupełnianą wybuchami niekontrolowanej wściekłości, gdy ów słabszy ośmiela się podnosić głowę. Tę samą relację możemy obserwować w polityce zagranicznej – z Rosją można albo z pozycji siły, albo podporządkowania. Normalnie się nie da.

Rosję ukształtowały dwie zatrute historyczne pamiątki – bizantyjski chrzest, połączony z absorpcją kultury w którą wpisany jest tyrański, wschodni model władzy i barbaryzacja tegoż na skutek mongolskich podbojów. Tak powstał wzmiankowany zmongolizowany bizantynizm. Piorunująca mieszanka, którą przesiąknął nie tylko model władzy, lecz i ludzkie dusze.

Późniejszy, nader powierzchowny, „zachodni” blichtr byli w stanie przeniknąć już w XIX stuleciu co bystrzejsi obserwatorzy, typu markiza de Custine’a.

Trudno nie czuć podszytej zgrozą pogardy, po uświadomieniu sobie, do jakiego stopnia władze Rosji traktują swych poddanych niczym rzeźne bydło. Kto zajrzał do „Wysadzić Rosję” Felsztyńskiego i Litwinienki, czy śledził tragedię „Kurska”, ten wie o czym mówię.

Armia? Polecam „Żołnierzy Wolności” Suworowa. Jeżeli od tamtej pory coś się zmieniło, to tylko na gorsze.

Współczesne „raby”.

Najpotworniejsze, że sami Rosjanie akceptują w gruncie rzeczy ten stan. Muszę tu przytoczyć Krystynę Kurczab – Redlich, którą, doprawdy, trudno posądzić o antyrosyjskość. Opisuje ona, jak pokazywała znajomym Rosjanom fotografie z Czeczenii dokumentujące rosyjskie zbrodnie wojenne, m.in. zbiorowe homoseksualne gwałty na schwytanych Czeczenach, zaadaptowane z więziennej subkultury. Reakcją Rosjan (nie żadnych kołchoźników przecież, jeno najszczerszej inteligencji, potrafiącej ponoć godzinami cytować z pamięci Puszkina i Lermontowa) było stwierdzenie: „- No widzisz, co oni robią naszym?” Gdy zszokowana, zaczynała wyjaśniać, że to nie tak, że to Rosjanie dopuszczają się tych bestialstw, odpowiedzią były pełne niedowierzania zaprzeczenia, krzyki… Totalne wyparcie.

Polecam takie książki jak „Pandrioszka”, czy „Bijąc głową o mur Kremla”. Pozbawiają złudzeń, typu „naród rosyjski poczciwy, tylko władza zła”. Naród rosyjski przeżarty jest imperializmem i w sumie trudno się dziwić – mało jest w rosyjskiej historii chwalebnych faktów. Krwawe podboje i równie krwawe deptanie zarówno podbitych jak i swoich. Tu pan, tam niewolnik. Tertium non datur. Pozostaje poczucie dumy z mocarstwowości. Jeżeli Rosjaninowi odbierze się imperium, pozostanie mu tylko samogon.

To już nie jest ta epoka w której Józef Mackiewicz był zaprzysięgłym wrogiem komunizmu, lecz, zarazem, przyjacielem podbitych przez bolszewię Rosjan. Tych Rosjan już nie ma. Pozostały niedobitki – jakiś Bukowski, jakiś Rezun – Suworow, resztę się dobija, strzałem w łeb, jak Annę Politkowską.

To jest epoka, którą opisywał Sergiusz Piasecki, dokumentując, czasem chropawo, lecz przez to wiarygodnie, mentalność sowieciarzy z którymi miał do czynienia.

Bandycka duma.

Cóż pozostaje sowieckim rabom, gdy wokół nędza i głód? Bandycka duma z mocarstwowości. Z tego, że ich poddaństwo skutkuje bojaźnią wśród innych narodów. Ze jak Car pokaże psa Merkelowej, to cała Europa się trzęsie. Że jak zatupiemy kamaszami, to odbijemy sobie wieki upodlenia i pokażemy, kto tu Pan. Im więcej nas polegnie, tym większe dostaniemy medale. A jak przegramy, tym więcej będzie kamuflujących klęskę awansów.

Taak, Moskwa ma być „trzecim Rzymem” i basta. W imię tego „Rzymu”, Rosjanie godzą się na wegetację ze spodziewaną długością życia na poziomie 66 lat (dla porównania – Polska ok. 75 lat; dane href="https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/index.html"> ). Godzą się na status pół – niewolników we własnym kraju. Godzą się na wszystko, pod jednym wszakże warunkiem – nasz gang ma być najsilniejszy w międzynarodowej dzielnicy.

Zakończenie.

Jeżeli powyższe refleksje mają świadczyć o moim „zaślepieniu nienawiścią do Rosji”, tudzież „lemingowatości” – niech tak będzie. Moje opinie nie są problemem.

Problemem jest dogorywająca cywilizacja Zachodu, patrząca na Rosję z perspektywy wolterowskiego fotela, którego lokator, otulony w futra przysłane przez niemiecką szczeciniankę na carskim tronie, wypisywał nieprzytomne dytyramby na cześć „Gwiazdy Północy” i „Rosyjskiej Semiramidy”.

W tym temacie nic się nie zmienia od ponad dwóch stuleci. I kto tu jest zaślepionym lemingiem?

Gadający Grzyb
pierwotna publikacja: href="http://niepoprawni.pl">