Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pojednanie z Rosją. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pojednanie z Rosją. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

Prywislańska prawica

Zastanówmy się, jak mogłaby wyglądać „prywislańska prawica” - nazwijmy roboczo tę hipotetyczną partię „Jednaja Polsza”.

I. „Jednaja Polsza”

Tomasz Sakiewicz opublikował niedawno wstępniak, w którym przestrzega przed trwającą od jakiegoś czasu „podgotowką” mającą na celu stworzenie prorosyjskiej „poważnej siły politycznej” na prawicy. Na razie ma być budowane „zaplecze” dla takiego ugrupowania, które miałoby zagospodarować część prawicowego elektoratu „pod szczytnymi hasłami religijnymi i patriotycznymi”. Bliższych szczegółów redaktor Sakiewicz niestety nam poskąpił, poprzestając na charakterystycznej dla niego retoryce składającej się z ogólników i niedomówień mających, jak sadzę, wprowadzić czytelników w nastrój nieokreślonej grozy w celu wywołania efektu konsolidacyjnego wokół „strefy wolnego słowa” oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Niemniej, zakładając, że naczelny „Gazety Polskiej” faktycznie wie co w trawie piszczy (byłbym na przykład ciekaw z czyich, „mało spodziewanych przeze mnie ust” dobiegają redaktora Sakiewicza te prorosyjskie pienia) pozwolę sobie ten wątek pociągnąć, gdyż może on rzucać ciekawe światło na kondycję szeroko rozumianej prawicy. Zastanówmy się zatem, jak mogłaby wyglądać taka „prywislańska prawica” - nazwijmy ją roboczo „Jednaja Polsza” na wzór rosyjskiej, putinowskiej odpowiedniczki, która ponoć również mieni się partią „konserwatywną”.

II. Przegląd szabel

Przede wszystkim należy stwierdzić, że jeśli Rosja faktycznie zechce zmontować u nas wasalną, „prywislańską prawicę”, by zdezintegrować „obóz niepodległościowy”, to taka partia z pewnością powstanie. Chętnych do roli mężyków stanu z pewnością nie zabraknie – na pierwsze wezwanie nadbiegną ze wszystkich wyautowanych politycznych środowisk by oddać się pod czułą „kryszę” oficerów prowadzących, zarówno tutejszego, jak i cudzoziemskiego autoramentu.

Widzę tu wielkie pole do popisu szczególnie dla tzw. „realistów”, którzy pod płaszczykiem tegoż „realizmu” kontynuują serwilistyczną postawę odziedziczoną po PAX-ie, kiedy to Bolesław Piasecki z nadania prominentnego czekisty Iwana Sierowa otrzymał w PRL swoistą „koncesję na patriotyzm”, by właśnie z tych patriotycznych i bogoojczyźnianych pozycji umacniać jedynie słuszne sojusze i wspierać wiodącą rolę Partii. Była wszak lojalna wobec systemu „kato-lewica”, więc czemuż by nie miała odrodzić się równie lojalna „kato-prawica”? Tym bardziej, że „znakowska” „kato-lewica” w pewnym momencie jednak trochę się zbiesiła, zaś „paxowska” „kato-prawica” dowiodła swego oddania trwając dzielnie u boku „towarzysza generała”, legitymizując stan wojenny i po dziś dzień wpatrzona jest w Jaruzela niczym w jasne słoneczko, mimo iż ten swojego czasu bezpardonowo kopnął swych wyznawców w cztery litery, gdy tylko przestali być potrzebni i usiadł do Okrągłego Stołu z różnymi Mazowieckimi i Michnikami. Takiego kapitału oddania nie wolno marnować, tym bardziej, że „endokomuna” skupiona wokół „Myśli Polskiej” Engelgarda, czy „konserwatyzm.PRL” Wielomskiego nie ustaje w dostarczaniu dowodów wierności choćby w postaci wiernopoddańczych adresów do batiuszki-cara.

Pogrobowców „endokomuny” jest zresztą znacznie więcej. Charakteryzuje ich głównie to, że z bogatej spuścizny Narodowej Demokracji przyswoili sobie jedynie tępą rusofilię i żydożerstwo, czyniąc z nich główne wyznaczniki patriotyzmu, dodając do tego obsesyjną nienawiść do „zdegenerowanego Zachodu” ze Stanami Zjednoczonymi na czele, co jak raz współgra z rosyjskimi interesami. Powielając dziewiętnastowieczne jeszcze, panslawistyczne kalki i bredząc o jakiejś mitycznej „słowiańskiej wspólnocie”, której naturalnym liderem miałaby być Rosja, uporczywie ignorują zaborcze tradycje bandyckiego imperium, postulując zaś „realizm” bardzo starają się by nie widzieć, iż Rosja „realistycznie” postępuje jedynie z tymi, których uważa za równych sobie, od pozostałych oczekując podporządkowania.

Ale, jak sądzę, „endokomuniści” to nie jedyne części składowe potencjalnej „prywislańskiej prawicy”. Polecałbym bowiem uwadze ciekawą ewolucję jaką przechodzą secesjoniści z PiS. Liderzy „Solidarnej Polski” od jakiegoś czasu dystansują się od Tragedii Smoleńskiej – Zbigniew Ziobro stwierdził wręcz, iż mamy do czynienia z „tragicznym wypadkiem”. Teoretycznie, od „endokomuny” różni ziobrystów bardzo wiele, ale łagodniejsze pozycjonowanie się wobec Rosji i zmiana frontu w sprawie Smoleńska jest niewątpliwie krokiem zbliżającym te na pozór tak różne od siebie środowiska, tym bardziej, że post-endecy o „sekcie smoleńskiej” gardłują momentami ostrzej niż reżimowe przekaziory.

Kto wie, czy takim spoiwem nie mógłby się okazać z czasem... Roman Giertych, szczególnie jeśli nie przyjmą go do Platformy. Wspólne grillowanie może stopić niejedne lody. A gdyby takie historyczne pojednanie zyskało jeszcze wsparcie „patriotycznej wojskówki” kręcącej się wokół „Nowego Ekranu”, gdzie też próbuje się rzeźbić jakieś „trzecie siły”... Zresztą, tego „patriotycznego” planktonu rozproszonego w różnych Konwentach Narodowych itp. jest znacznie więcej – trzeba to tylko pozbierać do kupy, do tego zaś niezbędne jest zielone światło z Kremla sygnalizujące, że sytuacja dojrzała do zbudowania „prywislańskiej prawicy”.

III. Spoiwo ideologiczne

I takie światełko zostało zapalone. Było nim „Wspólne przesłanie do Narodów Polski i Rosji” podpisane 17. sierpnia 2012 na Zamku Królewskim w Warszawie przez przewodniczącego KEP abp. Józefa Michalika i patriarchę Moskwy i Całej Rusi Cyryla. Potwierdza się moja teza wyartykułowana we wcześniejszym tekście, iż treść tego dokumentu będzie absolutnie drugorzędna wobec politycznej wymowy aktu „pojednania” i jego konsekwencji. I tak właśnie się dzieje, niezależnie od tego jak bardzo by się napinał redaktor Terlikowski, snując swe projekcje jak to teraz ręka w rękę z rosyjską Cerkwią pod przewodem agenta Michajłowa będziemy zmagać się z „cywilizacją śmierci”. To wszystko plewy, wabik dla naiwnych, na który dał się złapać polski Kościół i część środowisk katolickich.

Sądzę, że główną rolę jaką ma do odegrania wzmiankowany akt, to stworzenie ideologicznego spoiwa dla „prywislańskiej prawicy” i wmanipulowanie Kościoła w poparcie dla takiej inicjatywy politycznej. Inną korzyścią jest wbicie klina między Kościół hierarchiczny a obóz niepodległościowy. To dlatego Kreml wkrótce po wizycie Putina na Westerplatte 1 września 2009 zadaniował Cerkiew na okoliczność „dialogu” który – cóż za traf – zintensyfikowany został zaraz po Smoleńsku, by znaleźć swe zwieńczenie w ponurej hecy na Zamku Królewskim.

Taka religijna podkładka, dzięki której będzie można głosić, iż oto wspólnie ze „świętą Rusią” położymy tamę zachodniej zgniliźnie, jest nieoceniona w walce o rząd dusz wśród konserwatywnego elektoratu. Ułatwia to postępowanie Kościoła, który najwyraźniej ma dość „smoleńskiego garba” i łączenia go z „oszołomami”. Wyraźnie dał to do zrozumienia arcybiskup Michalik w wywiadzie dla KAI, w którym odesłał Smoleńsk na półkę z „symbolami” i odciął się od tych co „dolewają oliwy do ognia” - najostrzej, jak jest to możliwe w specyficznej, okrągłej stylistyce, którą zwykli posługiwać się hierarchowie.

Jak można było się spodziewać, zarówno wywiad abp. Michalika, jak i samo „Przesłanie...” spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem zarówno ze strony endokomuny, jak i secesjonistów z PiS, którzy zwietrzyli szansę na „wyślizganie” Prawa i Sprawiedliwości z łask konserwatywnej części Episkopatu. Wspomniane wyżej słowa Ziobry o Smoleńsku padły wkrótce po akcie „pojednania”, z kolei Arkadiusz Mularczyk „zaapelował” do PiS „o jasne wyrażenie poparcia” dla „Wspólnego przesłania...”, by „nie dzielić prawicy”. Nie ma to jak wyczucie mądrości etapu.

W tym kontekście Kościół, niezależnie od tego jak by się wzbraniał, zostanie gładko wkręcony w patronat nad „Jedną Polszą”, tak jak w chwili obecnej (lub przynajmniej do niedawna) kojarzony jest w masowym przekazie z PiS-em. Zresztą, jak przypuszczam, znajdą się hierarchowie którzy sami z siebie ochoczo roztoczą nad taką „prywislańską prawicą” swój patronat.

IV. Media

Do kompletu brakuje jeszcze mediów, dzięki którym „Jednaja Polsza” mogłaby zaistnieć w świadomości „targetu”, jakim byliby tradycjonalistyczni wyborcy. To musi być medium wiarygodne, zakorzenione społecznie i o ustalonej renomie. Pewnie „Nowy Ekran” ze swą „patriotyczną wojskówką” obecnie skrywaną ze względów taktycznych na zapleczu nie byłby od tego, ale sam portal to nie wszystko, zaś wywiady Kurskiego dla „Wyborczej” mogą w „grupie docelowej” przynieść więcej szkody niż pożytku.

I tu kluczowa będzie postawa ojca Rydzyka i jego medialnego konglomeratu. Nie byłoby to nic nowego, jeśli przypomnimy sobie niegdysiejszy flirt Radia Maryja z endokomuną, tudzież antyzachodni i prorosyjski kurs, zanim o. Rydzyk nie zrobił wolty odcinając „prywislańskiej prawicy” medialny tlen i stawiając na Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawo i Sprawiedliwość. Warto wziąć pod uwagę, iż Telewizja Trwam walczy obecnie o przetrwanie – czyli dostęp do multipleksu – i choćby z tego tytułu nie może pozwolić sobie na konflikt z zafiksowaną aktualnie na punkcie „pojednania” hierarchią (KEP głosowała za „Wspólnym przesłaniem...” jednomyślnie!).

Póki co, toruńskie media nie zajmują jednoznacznego stanowiska, aczkolwiek pewne głosy za „pojednaniem” dało się już słyszeć, podobnie jak widuje się na antenie TV Trwam polityków z „Solidarnej Polski” w ramach markowanego pluralizmu. Myślę, że aktualnie ojciec Rydzyk jest na etapie ważenia „za i przeciw” i nie zamyka sobie żadnej drogi, bo jak by nie było, póki co PiS pozostaje jedyną liczącą się instytucjonalną siłą na prawicy. Nie znaczy to jednak, iż sytuacja nie ulegnie zmianie, jeśli po prawej stronie pojawi się jakaś skonsolidowana formacja – zwłaszcza, gdy okaże się, że porzucenie PiS i wsparcie „Jednej Polszy” może skutkować nagłą zmianą decyzji w sprawie multipleksu dla TV Trwam.

***

Ach, byłbym zapomniał – pamiętajmy o ruskich serwerach obsługujących PKW i konsultacjach udzielanych w zakresie „używania środków technicznych w procesie wyborczym” przez szefa rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej - „czarodzieja” Władimira Czurowa. Wszak ktoś musi odpowiednio policzyć głosy.

Podsumowując, jeśli kremlowskim szachistom wyjdzie posunięcie z powołaniem „prywislańskiej prawicy” może to dla środowisk patriotyczno-niepodległościowych poskutkować smutą jeszcze gorszą, niż obecna. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że tak sklecona partia rozpadnie się pod wewnętrznym ciśnieniem wynikającym z legendarnej kłótliwości liderów polskiej prawicy, z których każdy jeden jawi się sobie samemu jako mąż opatrznościowy i zbawca narodu, pozostając z tego tytułu w stanie permanentnego ambicjonalnego rozedrgania. Oficerowie prowadzący będą mieli huk roboty.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/pojednanie-z-zywa-cerkwia

http://niepoprawni.pl/blog/287/krajobraz-po-pojednaniu

http://niepoprawni.pl/blog/287/realisci-z-moskiewskiej-laski

http://niepoprawni.pl/blog/287/w-sluzbie-wladimira-katechona

piątek, 14 maja 2010

Szantaż emocjonalny.


Rosja stosuje wobec nas klasyczny szantaż emocjonalny.

I. Czekistowska socjotechnika.

Rozgrywanie przez Rosję antagonizmów na linii Platforma – PiS, którego natężenie tak spektakularnie dało znać o sobie przed uroczystościami katyńskimi, po 10 kwietnia weszło w nową fazę. Przeniosło się mianowicie z poziomu sceny politycznej na poziom społeczny. To już nie jest gra ambicjami i urazami poszczególnych polityków – to socjotechnika na masową skalę, dzielenie społeczeństwa wedle pro- i anty- rosyjskiego klucza.

Temu służyć mają rosyjskie „gesty dobrej woli”, odgórna interpretacja spontanicznych wyrazów współczucia i sympatii ze strony zwykłych Rosjan jako „psychologicznego przełomu”, niedawna „akcja znicz” – słowem, wszystko co składa się na, jak trafnie ujął Budyń78, „operację pojednanie”.

Martwi mnie społeczny odbiór owych przyjaznych grymasów strojonych przez „przyjaciół Moskali”. Polacy, jak się zdaje, notorycznie mylą skalkulowane na zimno wystąpienia władców Kremla z biało – czerwonymi goździkami składanymi przez mieszkańców Smoleńska i okolic. A umiejętność rozróżnienia rosyjskiego narodu od jego władz, to absolutnie podstawowa kwestia. Na skutek tego pomylenia porządków, każdy polityk, który będzie wysuwał w stosunku do rosyjskich władz jakiekolwiek zastrzeżenia narazi się znacznej części opinii publicznej, jako niewdzięcznik plujący Rosjanom w twarze.

Ta społeczna recepcja jest starannie podgrzewana przez rodzimą „agenturę opinii” i odnoszę wrażenie, że Jarosław Kaczyński doskonale zdaje sobie z tego sprawę – stąd jego niedawne wystąpienie skierowane do Rosjan.

II. Gra na emocjach.


Chyba mało komu przychodzi do głowy, że Rosja stosuje wobec nas klasyczny szantaż emocjonalny. A nawet, jeśli kogoś nachodzi podobna myśl, to metodą „trzech małpek” („nie mówię, nie widzę, nie słyszę”) woli się od niej odseparować.

Kreml wie, że Polacy „lubią być lubiani”. Nie chcą wyjść na niewdzięczników i są do przesady wyczuleni na płynące z zagranicy słowa pochwały bądź przygany. Moskwa zdaje sobie sprawę, jak rozpaczliwie niska jest społeczna samoocena podsycana przez 20 lat „pedagogiki wstydu”. Gdyby tak nie było, nie wmówiono by nam tak łatwo, że Kaczory to „obciach” i przynoszą Polsce wstyd przed resztą świata, co walnie przyczyniło się do wyniku wyborów w 2007 roku.

Teraz jesteśmy przez kremlowładców „brani pod włos”. Padają miłe słowa. A nasze władze pod rękę z „agenturą opinii” reagują zastraszająco wręcz „prawidłowo”. Łapią w lot nawet niewypowiedziane życzenia rosyjskich władz. Tacy już są lotni z natury. I nie przeszkadza im świadomość, że w praktyce ich rola sprowadza się do funkcji „pasa transmisyjnego” w kampanii emocjonalnego obezwładniania Polaków.

Wiedzą, że w czekistowskim języku takie pojęcia, jak „pragmatyzm”, „konstruktywne podejście”, czy „dobrosąsiedzkie stosunki” oznaczają – postępujcie zgodnie z naszymi oczekiwaniami, albo będzie kęsim. A oczekiwanie jest takie, by jakoś ocieplić wizerunek Rosji w oczach polskiego społeczeństwa, co ma przełożyć się na wybór odpowiedniego prezydenta i odwrócić uwagę od neomocarstwowych poczynań w regionie.

Stąd wasalna mowa Pawła „ciecia” Grasia, że jakakolwiek próba polskiej ingerencji w śledztwo smoleńskie zostanie „źle odebrana”, wzmocniona następnie przez samego Tuska słowami o „zimnowojennych stosunkach”, które miałyby nam grozić po jakimkolwiek energiczniejszym działaniu naszych władz.

III. Operacja „przełom”.

Wasalizacja, strach i niemoc. Czemu tak się dzieje? Wróćmy do chwil tuż po smoleńskiej tragedii. Putin swym spektakularnym uściskiem na miejscu katastrofy, metaforycznie rzecz ujmując, chwycił Donka za jaja i teraz w każdej chwili może, za przeproszeniem, „skręcić mu wora”, czyli się „pogniewać” – np. za nie dość wylewne dowody wdzięczności. Ot, taki niedźwiedzi trick psychologiczny. Prosty, lecz morderczo skuteczny. W efekcie, polskie władze wikłają się w coraz bardziej absurdalnych usprawiedliwieniach rosyjskich zaniedbań (czy wręcz sabotowania śledztwa). Zwróćmy uwagę – rosyjskie władze się nie tłumaczą. Robi to za nie polski rząd, gdyż wie że dobry wizerunek kremlowskich „opryczników” jest niezbędnym elementem pijarowskiej operacji pod kryptonimem „przełom”, dzięki której „słoneczne” rządy PO mają korzystnie zaprezentować się na tle „konfliktującego nas ze światem” PiS-u. Do fiaska tak misternej operacji dopuścić nie można. Za wszelką cenę. Cenę honoru na początek. Potem przyjdzie czas na bardziej wymierne haracze.

A my dajemy się rozgrywać jak pierwsze naiwne. Kończąc, zawieszam w powietrzu pytanie: czy operacja „przełom” się powiedzie?

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

niedziela, 9 maja 2010

Komorowski poleciał po „jarłyk”?


Tylko od nas będzie zależało, czy przyklepiemy kremlowski „jarłyk” dla Komorowskiego.

Gwoli przypomnienia: jarłyk, był to na podbitej przez Mongołów Rusi akt oddania we władanie ziem nad którymi z woli chana miał panować dany książę. Otrzymanie jarłyku wiązało się z wyprawą do siedziby chana, z której to peregrynacji nie każdy pretendent do władztwa miał szczęście powrócić żywym.

Późniejsza Rosja, której zasadniczy rys cywilizacyjny pozwalam sobie określać mianemzmongolizowanego bizantynizmu” przejęła wiele z mongolskiej kultury politycznej, zaś tradycja „jarłyku” przetrwała do czasów sowieckich, gdzie stała się nieodłącznym elementem sprawowania władzy nad podporządkowanymi krajami. Przybrało to formę wycieczek kolejnych pierwszych sekretarzy na Kreml (obowiązkowa pierwsza wizyta zagraniczna) po czerwone „błogosławieństwo”.

I. Jarłyk dla namiestnika.

I właśnie w tych kategoriach odczytuję obecność pełniącego obowiązki prezydenta (w skrócie - p.o.p.) Bronisława Komorowskiego w Moskwie pod pretekstem obchodów kolejnej rocznicy „zwycięstwa nad faszyzmem”, tym bardziej, że poleciał tam w towarzystwie generała Jaruzelskiego. Tak, wiem, że wizytę wspólnie z generałem miał złożyć również ś.p. Prezydent Lech Kaczyński, tyle że w przypadku Lecha Kaczyńskiego żywiłem nadzieję, że udaje się do Rosji po to, by zostawić Jaruzela tam, gdzie jego miejsce - na Placu Czerwonym, czemu dałem wyraz w notce „Spawacz leci do Moskwy”.

Co do p.o.p. Komorowskiego takiej nadziei nie mam. Pozostaje otwarta kwestia, czy zabrał Jaruzelskiego w charakterze przewodnika, czy też może raczej patrona, który go przed czekistowskimi towarzyszami odpowiednio zaproteguje i wyjedna tym samym upragniony „jarłyk”.

Powie ktoś, że to zbyt grube szyderstwo, niemniej zważywszy na młodość niejakiego „Wolskiego” spędzoną w zaszczytnej służbie Informacji Wojskowej w połączeniu umiłowania WSI, któremu wyraz dawał niejednokrotnie p.o.p. Komorowski, zbójeckim prawem blogera będę utrzymywał, że jest coś na rzeczy.

Jako swoistą promesę otrzymania „jarłyku” traktuję „przyjazne gesty” ze strony obecnych Kremlowładców, jak chociażby przekazanie stronie polskiej kilkudziesięciu tomów akt katyńskiego śledztwa, umorzonego szczęśliwie w 2004 roku. Podobne „gesty” mają na celu po prostu uwiarygodnić w oczach polskiego społeczeństwa ekipę Donalda Tuska i p.o.p. Komorowskiego osobiście, a także zalegitymizować ich spolegliwą wobec Rosji politykę.

Przekaz dla tych, którzy „mają uszy do słuchania” jest jasny: jesteście wobec Rosji „konstruktywni” (czytaj – ulegli), to możecie liczyć na „ocieplenie” – ot, choćby w postaci odtajnienia tego i owego. Moskiewskie archiwa są przepastne. Wystarczą na wynagradzanie spolegliwości kolejnymi „gestami” przez wiele dziesięcioleci.

A durne Polaczki niech ćpają nasz gaz i cieszą się z „dobrosąsiedzkich stosunków”. My w tym czasie zrobimy przewrót w Gruzji, zwasalizujemy Ukrainę, w międzyczasie zaś do reszty przykujemy Priwislański Kraj do naszego surowcowego neo - RWPG…

II. Przekaz dla Polaczków, czyli pozdrowienia z Kremla.

Przekaz, powtórzę, jest dla mnie jasny: „jesteście z nami grzeczni, to my okażemy wam „dobrą wolę”. Nie odtajnimy wprawdzie wszystkiego, żeby Polaczkom od nadmiaru carskiej łaski przypadkiem w dupach się nie poprzewracało, ale ot tak, po trochu… Puścimy w telewizji film waszego Andrieja Wajdy. Do kin, oczywiście, nie wejdzie, bo by wam się… patrz wyżej, ale doceńcie to co dajemy.

W zamian oczekujemy niewiele. Ot, zagłosujcie w wolnych i demokratycznych wyborach na tych, co trzeba. Na tych, mianowicie, którym nie postała by w głowach kretyńska myśl, by pchać się niepotrzebnie do Gruzji, czy „wciągać” do wrażych struktur Ukrainę. Na tych, którzy są „pragmatycznie” nastawieni do naszego gazu i nie roją o jakiejś tam „aktywnej polityce wschodniej”. My mamy o wiele aktywniejszą politykę zachodnią i to wystarczy. Po co więcej?

A jeżeli wybierzecie jakichś nieodpowiedzialnych awanturników od wymachiwania szabelką i wtykania nosa do naszego śledztwa, to figę z makiem zobaczycie, a nie katyńskie papiery, zaś nasze śledztwo w sprawie „spadniętego” Tupolewa potrwa tyle, ile uznamy za stosowne. Bo niesłuszny i nieracjonalny wybór priwislańskiej ludności sprawi, ze poczujemy się dotknięci. I rozdrażnieni. Uznamy, że wasza demokracja zmierza w niewłaściwym kierunku.

Zatem po dobroci prosimy – wybierzcie tego, któremu nadajemy nasz jarłyk, dobrze? Jednocześnie kierujemy do priwislańskich tubylców braterskie, kremlowsko – czekistowskie pozdrowienia, a także zapewnienia o nieustającej woli owocnej współpracy i dalszego zacieśniania dobrosąsiedzkich stosunków. Aż do skutku.”

***

Osobiście, jestem ciekaw, gdzie p.o.p. Bronisław Komorowski zostanie ustawiony na kremlowskiej trybunie. Jeżeli będzie stał w miarę blisko Putina i Miedwiediewa, będzie znaczyło to, że misja została wykonana – otrzymał „jarłyk”.

I tylko od nas będzie zależało, czy przyklepiemy ów „jarłyk” naszymi głosami w czerwcowo – lipcowych wyborach.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 5 maja 2010

Agentura opinii.


Dysponenci III RP wiedzą, że utrata rządów sprawowanych nad duszami i umysłami nadwiślańskiego „bydła”, byłaby początkiem ich końca.



Po katastrofie smoleńskiej w przestrzeni publicznej dało się zauważyć wzmożoną aktywność przedstawicieli specyficznego podgatunku agentury wpływu. Podgatunek ów na własny użytek określam mianem „agentury opinii”.

Aby opisać tę arcyciekawą kategorię społecznych szkodników, spróbujmy odpowiedzieć na cztery podstawowe pytania:

1) Kim jest agent opinii?

2) W jakiej sferze działa?

3) Jakich używa metod?

4) Jakie są jego cele?

Ad. 1) Na pytanie pierwsze odpowiedź jest tyleż prosta, co szeroka: agentem opinii może być praktycznie każdy, kto ma dostęp do środków masowego przekazu, których wpływ na kształtowanie się społecznych postaw jest w erze tzw. demokracji medialnej trudny do przecenienia. Tak więc, może nim być zarówno wpływowy publicysta, jak i telewizyjny komik. Znany reżyser i arcybiskup. Aktor, piosenkarz i poczytny bloger. Przekaz formułowany przez każdego z nich trafia do nieco innej grupy osób, na różnych poziomach percepcji, a w sumie idealnie się uzupełnia, tworząc w efekcie coś, co pozwolę sobie nazwać „szumem opiniotwórczym”.

Ad. 2)
Żywiołem agenta opinii jak łatwo się domyślić są rozliczne mediodajnie, potęgujące i rozpowszechniające jego przekaz, o ile zgodny jest z interesami ich właścicieli i dysponentów. Jeżeli np. słynny aktor odczytuje apel o pojednanie z Rosją, który to apel zaciera różnicę między rosyjskim narodem a jego władzami, to może liczyć na to, że apel ów będzie szeroko omawiany w pozytywnym kontekście, nagłaśniany, obudowywany komentarzami itd., gdyż leży to w interesie wywodzących się z bezpieczniacko – partyjnych układów „właścicieli III RP”, tworzących „moskiewską partię w Polsce”. Tak właśnie powstaje „szum opiniotwórczy”.

Ad. 3)
Metody preferowane przez agenta opinii nie są jakieś szczególne: artykuł prasowy, wywiad, apel, komentarz, piosenka – słowem, każda forma publicznego wystąpienia. Tym co je wyróżnia, jest przekaz, działający na korzyść dysponenta, którego istnienia agent może sobie nawet nie uświadamiać.

Jednakże, trzeba dodać, że niezbędnym warunkiem skuteczności działań jest posiadanie dominującej pozycji w sferze opiniotwórczej, zawłaszczenie przestrzeni publicznej dla preferowanych przez siebie poglądów. Dlatego też, prócz głoszenia „słusznych” opinii, należy „unieważnić” opinie odmienne („niesłuszne”), dyskredytując osoby i media je promujące. Aby osiągnąć pożądany efekt dominacji, zarzuca się przeciwnikowi złą wolę, destrukcyjne intencje (słynne „dzielenie ludzi”), polityczne zaangażowanie („pisowskie media”, „pisowscy publicyści”), spiskomanię, oszołomstwo, niezrównoważenie umysłowe i emocjonalne… Niegdyś, w lepszych z punktu widzenia „właścicieli III RP” czasach, stosowano również zamilczanie, jednak dziś „zamilczać na śmierć” już się nie da.

Przykładowo, jeżeli wiodąca telewizja nadaje w prime timie film pokazujący, że opinie znacznej części społeczeństwa są rozbieżne z preferowanym przekazem, należy ów film zakrzyczeć, np. przez podważanie obiektywizmu i sugestię, że zarówno autorzy jak i dane medium pozostają na propagandowych usługach wrażej, antydemokratycznej opcji politycznej. Wszystko po to, by odwrócić uwagę publiczności i poszerzyć przestrzeń dla własnej propagandy.

Ad. 4) No i wreszcie, cele działalności agentury opinii. Najkrócej rzecz ujmując, polegają one na ukształtowaniu wygodnych z punktu widzenia dysponenta postaw społecznych i poglądów.

W chwili obecnej, obserwujemy dwa główne kierunki działań omawianej tu agentury:

- Kierunek pierwszy, to aktywne, „kampanijne” zaangażowanie na rzecz kandydata na prezydenta wywodzącego się z „właściwego” na dzisiejszym „etapie” ugrupowania. Ugrupowania, dodajmy, popieranego i w znacznej mierze współtworzonego przez postpeerelowsko – okrągłostołowy establishment III RP. Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego pozwoli uzyskać Platformie Obywatelskiej władzę absolutną, bodaj nawet większą, niż miało SLD w czasach Kwaśniewskiego i Millera.

- Kierunek drugi
natomiast, to działalność na rzecz osłabienia polskiej pozycji względem Rosji, przedstawiana publicznie, jako dążenie do „pojednania”, uniemożliwianego jakoby do tej pory przez wymachujących szabelką nieodpowiedzialnych rusofobów, których prominentnym reprezentantem był „zginięty” Prezydent Lech Kaczyński. To, na jakim gruncie i na jakich warunkach owo „pojednanie” miałoby nastąpić pomijane jest milczeniem, lub zbywane frazesami o „ocieplaniu stosunków”, zaś samo stawianie kwestii mogących pokazać Rosję w kontekście toczonego przez nią „śledztwa” w złym świetle, traktowane jest co najmniej jako przejaw chamstwa i politycznego awanturnictwa.

Oba kierunki, takie odnoszę wrażenie, są ze sobą kompatybilne.

Agenci świadomi i „pożyteczni idioci”.

Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Otóż, wspomniałem wyżej, iż agent opinii może nie uświadamiać sobie istnienia dysponentów, których interesom służy. Bo też, agentem opinii można być świadomym, bądź też nieświadomym, czyli tzw. „pożytecznym idiotą”.

Jeżeli np. arcybiskup słynący z publicystycznej pasji mówi o sowieckich sołdatach jako o „zwykłych chłopcach”, którzy „przynieśli nam wolność”, to zważywszy na fakt rejestracji owego hierarchy przez komunistyczną bezpiekę jako TW „Filozof” i wysoki poziom jego erudycji, można domniemywać, że powtarza tezy komunistycznej propagandy świadomie.

Ale, gdy słyszymy wypowiedź aktora, piosenkarki czy telewizyjnego wesołka, równie dobrze możemy założyć, iż mamy do czynienia z „pożytecznymi idiotami”, którzy autentycznie wierzą, iż ratują Polskę przed stoczeniem się w otchłań totalitaryzmu i skonfliktowania z potężnymi sąsiadami, nie mówiąc już o tym, że wydawanymi w odpowiednim tonie odgłosami składają środowiskową „lojalkę”, potwierdzającą przynależność do „lepszego towarzystwa”, która to przynależność wielce ich dowartościowuje i koi tłumione, prowincjonalne kompleksy.

Jest jednak pociecha – wstrząs po smoleńskiej katastrofie sprawił, że pogardzany „motłoch” w jakiejś mierze jął wyzwalać się spod wpływu medialnej orkiestry – dlatego właśnie owa „orkiestra” ostatnio tak jazgotliwie i histerycznie rzępoli.

Dysponenci III RP wiedzą bowiem, że utrata rządów sprawowanych nad duszami i umysłami nadwiślańskiego „bydła”, byłaby początkiem ich końca.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl