Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyteczni idioci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyteczni idioci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 grudnia 2010

Rada dla Łukaszenki


Od detente do Okrągłego Stołu.



 


I. Odprężeniowe złudzenia.


Włodzimierz Bukowski, bodaj w książce „I powraca wiatr” stwierdził, że ilekroć Zachód stawiał na detente („odprężenie”) w relacjach z ZSRR, tylekroć rozzuchwalone miękkością wroga sowieckie władze przykręcały śrubę wewnętrznego terroru. I na odwrót – ilekroć Zachód utwardzał swe stanowisko i kończył z „odwilżą”, zaczynał stanowczo naciskać w kwestii więźniów politycznych, praw obywatelskich, strasząc np. zakręceniem kurka z kredytami, ograniczeniem wymiany gospodarczej itp., każdorazowo skutkowało to względnym poluzowaniem opresyjnych rygorów – następowały zwolnienia z łagrów, psychuszek...


Przypuszczam, że tak nasi, jak i unijni specjaliści od „partnerstwa wschodniego”, poklepywania się po pleckach i pozowania do fotografii, Bukowskiego nie czytali, a jeśli nawet czytali, to rzucili ze wstrętem w kąt, bo to jaskiniowy oszołom, co nie wierzy w putinowską demokrację. W imię „dobrosąsiedzkich stosunków” odwrócili się od Związku Polaków na Białorusi, wykastrowali TV Biełsat, roztoczyli przed Łukaszenką świetlane perspektywy współpracy... A Łukaszenka, całkiem zresztą słusznie, odebrał te wszystkie umizgi jako przejaw słabości i uznał, że skoro i nam i Unii tak na nim zależy, to może przestać zaprzątać sobie głowę pozorami i bez krępacji spałować kogo uzna za stosowne.


W taki oto sposób wszyscy rzekomi „pragmatycy” z gębami pełnymi demokratycznych frazesów wyszli koncertowo na pożytecznych idiotów, których byle sowchozowy dyrektorzyna o mentalności ulicznego cwaniaczka wystrychnął na dudka i wydudkał na strychu. Teraz mogą się srożyć i nadymać - „baćka” odbija pół basa i śmiejąc się w kułak rzuca: „to, co ostatnio Polska zrobiła dla Białorusi, warte jest każdych pieniędzy” .


Faktycznie, drugich takich frajerów ze świecą szukać.


II. Okrągły Stół, głupcze!


Niemniej, mam dla prezydenta Łukaszenki pewną radę, którą chętnie się podzielę – niech skorzysta z polskich doświadczeń, którymi tak się lubimy chwalić i zrobi Okrągły Stół do którego zaprosi sobie kontrolowaną przez białoruskie KGB część opozycji. Niech przybije deal – reglamentowane przekazanie politycznej władzy w zamian za nietykalność dla siebie i możliwość bogacenia się zastrzeżoną wyłącznie dla pretorian z cywilnej i wojskowej bezpieki oraz ich współpracowników wybranych spośród grona „konstruktywnych” „demokratów”. Słodkich pierniczków wszak dla wszystkich nie starczy – rzecz nie od dziś powszechnie wiadoma. Słowem, maksimum profitów plus sława „człowieka honoru”, który pokojowo zrzekł się władzy i w ten sposób po tysiąckroć odkupił swe wcześniejsze przewiny. Zresztą, już tam z pewnością znajdzie się jakiś Michnik, żeby to tubylcom odpowiednio naświetlić we właściwym dziejowym kontekście.


Naiwniakom z opozycji natomiast zostawi się bieżącą polityczną orkę, zwali się na nich społeczne rozczarowanie „wolnością”, jednocześnie umiejętnie ich ze sobą skłócając za pomocą pozostawionych w ich szeregach „aktywów” ludzkich... Co to, Lesiaków własnych nie macie? Niech „demokraci” sobie skaczą do gardeł, niech wyjdą z nich najniższe namiętności, egoizm, żądza zysku i władzy, niech fundują publice gorszące widowisko, którym wytresowane mediodajnie będą epatować widzów 24 godziny na dobę... W krótkim czasie wiarygodność społeczna niedawnych „bojowników o wolność i demokrację” zjedzie do zera, podobnie jak stało się to na początku lat 90-tych w Polsce, zaś całkiem niedawno – na Ukrainie (fiasko „pomarańczowych”).


W efekcie, po kilku latach (góra, po jednej kadencji), „baćka” lub ktoś przez niego namaszczony tryumfalnie i w pełni demokratycznie powróci do władzy. Nie trzeba będzie fałszować wyborów, ani pałować ludzi na ulicach, co tak brzydko wygląda na telewizyjnych ekranach zachodniego świata. Ludzie sami zwrócą mu władzę – bo nie będą mogli patrzeć na „tamtych”.


III. Nieodrobione lekcje.


Podsumowując, o ile nasze „dyplomatołki” z Przystojnym Radziem na czele i jego „polityką piastowską”, tudzież „partnerstwem wschodnim” do spółki z „pragmatycznymi” eurokratami nie odrobili przytoczonej na wstępie lekcji z czasów detente i tym samym kompletnie się skompromitowali, o tyle Łukaszenka nie przemyślał należycie polskich doświadczeń Okrągłego Stołu i jego błogosławionych następstw dla komunistycznego aparatu, jako głównego „beneficjenta przemian”. Jeżeli jednak pozostał na intelektualnym poziomie dyrektora sowchozu, tępego dzierżymordy, wtedy rady na nic i prędzej czy później znajdzie się lepszy cwaniak, który go załatwi, by samemu pójść wskazaną wyżej drogą.


Owszem, wiem, że historyczne analogie nigdy nie pokrywają się w stu procentach, niemniej zasadnicze mechanizmy są wypróbowane – czekają na twórcze rozwinięcie i dopasowaną do miejscowych warunków interpretację.


Jest tylko jeden szkopuł – na ile Łukaszenka kontroluje swoje służby? Od tego bowiem zależy powodzenie całego przedsięwzięcia...


Gadający Grzyb



pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 5 maja 2010

Agentura opinii.


Dysponenci III RP wiedzą, że utrata rządów sprawowanych nad duszami i umysłami nadwiślańskiego „bydła”, byłaby początkiem ich końca.



Po katastrofie smoleńskiej w przestrzeni publicznej dało się zauważyć wzmożoną aktywność przedstawicieli specyficznego podgatunku agentury wpływu. Podgatunek ów na własny użytek określam mianem „agentury opinii”.

Aby opisać tę arcyciekawą kategorię społecznych szkodników, spróbujmy odpowiedzieć na cztery podstawowe pytania:

1) Kim jest agent opinii?

2) W jakiej sferze działa?

3) Jakich używa metod?

4) Jakie są jego cele?

Ad. 1) Na pytanie pierwsze odpowiedź jest tyleż prosta, co szeroka: agentem opinii może być praktycznie każdy, kto ma dostęp do środków masowego przekazu, których wpływ na kształtowanie się społecznych postaw jest w erze tzw. demokracji medialnej trudny do przecenienia. Tak więc, może nim być zarówno wpływowy publicysta, jak i telewizyjny komik. Znany reżyser i arcybiskup. Aktor, piosenkarz i poczytny bloger. Przekaz formułowany przez każdego z nich trafia do nieco innej grupy osób, na różnych poziomach percepcji, a w sumie idealnie się uzupełnia, tworząc w efekcie coś, co pozwolę sobie nazwać „szumem opiniotwórczym”.

Ad. 2)
Żywiołem agenta opinii jak łatwo się domyślić są rozliczne mediodajnie, potęgujące i rozpowszechniające jego przekaz, o ile zgodny jest z interesami ich właścicieli i dysponentów. Jeżeli np. słynny aktor odczytuje apel o pojednanie z Rosją, który to apel zaciera różnicę między rosyjskim narodem a jego władzami, to może liczyć na to, że apel ów będzie szeroko omawiany w pozytywnym kontekście, nagłaśniany, obudowywany komentarzami itd., gdyż leży to w interesie wywodzących się z bezpieczniacko – partyjnych układów „właścicieli III RP”, tworzących „moskiewską partię w Polsce”. Tak właśnie powstaje „szum opiniotwórczy”.

Ad. 3)
Metody preferowane przez agenta opinii nie są jakieś szczególne: artykuł prasowy, wywiad, apel, komentarz, piosenka – słowem, każda forma publicznego wystąpienia. Tym co je wyróżnia, jest przekaz, działający na korzyść dysponenta, którego istnienia agent może sobie nawet nie uświadamiać.

Jednakże, trzeba dodać, że niezbędnym warunkiem skuteczności działań jest posiadanie dominującej pozycji w sferze opiniotwórczej, zawłaszczenie przestrzeni publicznej dla preferowanych przez siebie poglądów. Dlatego też, prócz głoszenia „słusznych” opinii, należy „unieważnić” opinie odmienne („niesłuszne”), dyskredytując osoby i media je promujące. Aby osiągnąć pożądany efekt dominacji, zarzuca się przeciwnikowi złą wolę, destrukcyjne intencje (słynne „dzielenie ludzi”), polityczne zaangażowanie („pisowskie media”, „pisowscy publicyści”), spiskomanię, oszołomstwo, niezrównoważenie umysłowe i emocjonalne… Niegdyś, w lepszych z punktu widzenia „właścicieli III RP” czasach, stosowano również zamilczanie, jednak dziś „zamilczać na śmierć” już się nie da.

Przykładowo, jeżeli wiodąca telewizja nadaje w prime timie film pokazujący, że opinie znacznej części społeczeństwa są rozbieżne z preferowanym przekazem, należy ów film zakrzyczeć, np. przez podważanie obiektywizmu i sugestię, że zarówno autorzy jak i dane medium pozostają na propagandowych usługach wrażej, antydemokratycznej opcji politycznej. Wszystko po to, by odwrócić uwagę publiczności i poszerzyć przestrzeń dla własnej propagandy.

Ad. 4) No i wreszcie, cele działalności agentury opinii. Najkrócej rzecz ujmując, polegają one na ukształtowaniu wygodnych z punktu widzenia dysponenta postaw społecznych i poglądów.

W chwili obecnej, obserwujemy dwa główne kierunki działań omawianej tu agentury:

- Kierunek pierwszy, to aktywne, „kampanijne” zaangażowanie na rzecz kandydata na prezydenta wywodzącego się z „właściwego” na dzisiejszym „etapie” ugrupowania. Ugrupowania, dodajmy, popieranego i w znacznej mierze współtworzonego przez postpeerelowsko – okrągłostołowy establishment III RP. Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego pozwoli uzyskać Platformie Obywatelskiej władzę absolutną, bodaj nawet większą, niż miało SLD w czasach Kwaśniewskiego i Millera.

- Kierunek drugi
natomiast, to działalność na rzecz osłabienia polskiej pozycji względem Rosji, przedstawiana publicznie, jako dążenie do „pojednania”, uniemożliwianego jakoby do tej pory przez wymachujących szabelką nieodpowiedzialnych rusofobów, których prominentnym reprezentantem był „zginięty” Prezydent Lech Kaczyński. To, na jakim gruncie i na jakich warunkach owo „pojednanie” miałoby nastąpić pomijane jest milczeniem, lub zbywane frazesami o „ocieplaniu stosunków”, zaś samo stawianie kwestii mogących pokazać Rosję w kontekście toczonego przez nią „śledztwa” w złym świetle, traktowane jest co najmniej jako przejaw chamstwa i politycznego awanturnictwa.

Oba kierunki, takie odnoszę wrażenie, są ze sobą kompatybilne.

Agenci świadomi i „pożyteczni idioci”.

Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Otóż, wspomniałem wyżej, iż agent opinii może nie uświadamiać sobie istnienia dysponentów, których interesom służy. Bo też, agentem opinii można być świadomym, bądź też nieświadomym, czyli tzw. „pożytecznym idiotą”.

Jeżeli np. arcybiskup słynący z publicystycznej pasji mówi o sowieckich sołdatach jako o „zwykłych chłopcach”, którzy „przynieśli nam wolność”, to zważywszy na fakt rejestracji owego hierarchy przez komunistyczną bezpiekę jako TW „Filozof” i wysoki poziom jego erudycji, można domniemywać, że powtarza tezy komunistycznej propagandy świadomie.

Ale, gdy słyszymy wypowiedź aktora, piosenkarki czy telewizyjnego wesołka, równie dobrze możemy założyć, iż mamy do czynienia z „pożytecznymi idiotami”, którzy autentycznie wierzą, iż ratują Polskę przed stoczeniem się w otchłań totalitaryzmu i skonfliktowania z potężnymi sąsiadami, nie mówiąc już o tym, że wydawanymi w odpowiednim tonie odgłosami składają środowiskową „lojalkę”, potwierdzającą przynależność do „lepszego towarzystwa”, która to przynależność wielce ich dowartościowuje i koi tłumione, prowincjonalne kompleksy.

Jest jednak pociecha – wstrząs po smoleńskiej katastrofie sprawił, że pogardzany „motłoch” w jakiejś mierze jął wyzwalać się spod wpływu medialnej orkiestry – dlatego właśnie owa „orkiestra” ostatnio tak jazgotliwie i histerycznie rzępoli.

Dysponenci III RP wiedzą bowiem, że utrata rządów sprawowanych nad duszami i umysłami nadwiślańskiego „bydła”, byłaby początkiem ich końca.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl