Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Sawulski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Sawulski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2020

Podatkowe paserstwo

Unia Europejska rocznie na unikaniu opodatkowania traci 170 mld. euro – zatem suma strat podatkowych krajów członkowskich jest o 1/5 większa od całego budżetu UE!

Na tegoroczny szczyt w Davos Polski Instytut Ekonomiczny przygotował prezentację raportu pt. „Niesprawiedliwość podatkowa w Unii Europejskiej. W kierunku większej solidarności w walce z unikaniem opodatkowania”. Głównym autorem publikacji jest dr Jakub Sawulski (niemal rok temu omawiałem tu jego inny raport pt. „Kogo obciążają podatki w Polsce?”), a wstępem opatrzył ją premier Mateusz Morawiecki. Dokument ten był punktem wyjścia dla panelu dyskusyjnego z udziałem wspomnianego Mateusza Morawieckiego oraz sekretarza generalnego OECD Jose Angela Gurrii i francuskiego ministra finansów Bruno le Maire'a, zorganizowanego pod hasłem „Współpraca podatkowa: jak uniknąć wyścigu do dna”. Niestety, trudno dociec, czy oficjele doszli do jakichkolwiek konstruktywnych konkluzji – a takowe byłyby wielce pożądane, bowiem dane zaprezentowane w raporcie stawiają włosy na głowie.

Otóż cała Unia Europejska rocznie na unikaniu opodatkowania traci 170 mld. euro - z czego na wyprowadzanie pieniędzy przez wielkie korporacje przypada 60 mld., najzamożniejsze osoby prywatne – 46 mld., zaś luka w VAT odpowiada za 64 mld. euro. Można to porównać chociażby z unijnym budżetem – obecnie to ok. 960 mld. euro., co daje nieco ponad 137 mld. euro rocznie. Zatem, jak podkreślają autorzy raportu, suma strat podatkowych krajów członkowskich jest o 1/5 większa od całego budżetu UE! Jest to w znacznej mierze wynikiem zjawiska określanego często jako „wyścig do dna”, który na swój użytek nazywam „konkurencją o to, kto lepiej dogodzi bogatemu”. Poszczególne kraje prześcigają się w różnych ulgach i ułatwieniach, mających ściągnąć zagranicznych inwestorów – tyle, że w ostatecznym rozrachunku niewiele z tego mają, bo wypracowane w danym kraju zyski transferowane są do rajów podatkowych. W ramach Unii Europejskiej funkcje takich rajów pełni sześć państw: Luksemburg, Cypr, Malta, Irlandia, Belgia i Holandia. Warto dodać, iż państwa te nie zawsze są punktami docelowymi i często stanowią jedynie „stacje przesiadkowe” przed ostatecznym transferem kapitału poza granice UE – czyli na różne „Wyspy Bergamuty” w rodzaju Kajmanów czy innych Seszeli.

Jak to się odbywa? Ano, globalny koncern dogaduje się np. z rządem Holandii, że zarejestruje tam spółkę-wydmuszkę z kilkuosobową obsadą – ale spółka ta jest właścicielem np. znaku towarowego, który następnie „wydzierżawia” funkcjonującym w innych krajach podmiotom z tej samej grupy kapitałowej, pobierając za to opłaty. Ze ściągniętego w ten sposób kapitału „odpala” holenderskiemu rządowi w ramach CIT powiedzmy 3 proc. Dla rządu Holandii to i tak czysty zysk, bo przecież taka spółeczka nie generuje dla państwa żadnych kosztów (praktycznie nie korzysta chociażby z publicznej infrastruktury). W zamian za tę „dolę” holenderski rząd przymyka oko na wytransferowanie reszty funduszy poza UE – i tak oto, wygenerowane w Europie zyski nagle „znikają z horyzontu”. Inny sposób to udzielanie przez takie „spółki-wydmuszki” powiązanym firmom pożyczek na realizację inwestycji, które następnie ściąga z odpowiednim oprocentowaniem.

Jaka jest skala tego procederu? Dla Belgii dochód z praktyk optymalizacyjnych to 16 proc. ogólnych rocznych wpływów z CIT, dla Holandii – 30 proc., dla Luksemburga – 54 proc., dla Irlandii – 65 proc., Malty – 88 proc. Skutek? Efektywne opodatkowanie korporacji w skali UE w ciągu ostatnich 20 lat spadło z 24 do 16 proc. Najbardziej poszkodowane kraje to Niemcy (tracące rocznie ok. 28 proc. potencjalnych wpływów z CIT), Węgry i Francja (ok. 24 proc.) i Wlk. Brytania (jeszcze w ramach UE traciła ok. 17 proc. wpływów z CIT rocznie). Polska prezentuje się na tym tle nie najgorzej – rocznie tracimy „tylko” nieco ponad 10 proc. wpływów z CIT.

Konsekwencje tego paserstwa (bo trudno inaczej nazwać programowe czerpanie korzyści z okradania innych państw z należnych im podatków) są rozliczne. Okradane kraje zmuszane są do cięć odbijających się na jakości usług publicznych i poziomie życia obywateli; zadłużania się w większym wymiarze, niż byłoby to konieczne, gdyby wypracowane zyski zostawały na miejscu; wreszcie – przerzucania obciążeń podatkowych na mniejsze podmioty gospodarcze i zwykłych ludzi, nie dysponujących możliwościami „optymalizacyjnymi”. Do tego należy doliczyć pogłębiającą się nierównowagę, zaburzającą rynkową konkurencję – dociśnięta daninami średnia firma nie ma szans w konkurowaniu z gigantem nie płacącym niemal żadnych podatków.

W ramach środków zaradczych, autorzy raportu postulują m.in. wprowadzenie minimalnej unijnej stawki CIT, stworzenie „czarnej listy” rajów podatkowych (takowa nawet powstała, ale... nie obejmuje ona państw UE – i trudno się dziwić, skoro na czele KE stał wówczas b. premier Luksemburga Jean-Claude Juncker) oraz nadanie KE prawa do wymierzania sankcji wobec państw członkowskich biorących udział w optymalizacyjnym procederze. Ciekawe, czy nowa Komisja włączy ten problem do swej agendy? Byłby to prawdziwy test na słynną „europejską solidarność”.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Regresywny system podatkowy, czyli śmierć frajerom


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 7 (14-20.02.2020)

niedziela, 31 marca 2019

Regresywny system podatkowy, czyli śmierć frajerom!

Cały system podatkowy przeżarty jest do cna głęboką, strukturalną patologią, którą można streścić dobitnie knajackim hasłem: „śmierć frajerom!”.

Jak wspominałem tu kilkukrotnie, mamy w Polsce de facto regresywny system podatkowy – tzn. ubożsi odprowadzają do budżetu państwa w różnych formach proporcjonalnie większą część swych zarobków, niż bogatsi. W konsekwencji, zważywszy na efekt skali, ciężar danin publicznych i utrzymania państwa spada na barki osób relatywnie mniej zamożnych (jest ich zwyczajnie wielokrotnie więcej niż ludzi bogatych, ponadto ci drudzy dysponują różnymi możliwościami „optymalizacyjnymi”). Przykładowo, płace poniżej średniej krajowej dotyczą u nas ponad 66,3 proc. pracowników - do tego, spośród 33,7 proc. zarabiających powyżej średniej aż 13,7 proc. przypada na przedział płacowy 4346 - 5433 zł. brutto – a więc też nie są to wielkie kokosy. Dla porównania, osoby zarabiające powyżej 7606 zł. brutto, to łącznie zaledwie 8,7 proc. zatrudnionych, co podważa rozpowszechniony pogląd, że to właśnie finansowa „wierchuszka” jest solą ziemi i podstawą funkcjonowania państwa – bo ile te niespełna 9 proc. jest w stanie odprowadzić podatków w porównaniu z ponad 90 proc. całej reszty?

Powyższa konstatacja właśnie znalazła potwierdzenie w twardych liczbach. Otóż 20 marca ukazał się raport autorstwa Jakuba Sawulskiego z think-tanku Instytut Badań Strukturalnych pt. „Kogo obciążają podatki w Polsce?”. Autor, bazując m.in. na danych Ministerstwa Finansów, jednoznacznie stwierdza, że system podatkowy w Polsce ma charakter regresywny – efektywne opodatkowanie jest wyższe dla osób o niskich dochodach, niż dla osób o dochodach wysokich. Na zjawisko to składa się szereg czynników – liniowe opodatkowanie pracy, stosunkowo niskie opodatkowanie wysokodochodowych działalności gospodarczych czy struktura opodatkowania konsumpcji (a więc VAT i akcyza).

W przypadku tego ostatniego, dla dolnego decyla (czyli 10 proc. najuboższych) efektywne obciążenie podatkiem VAT wynosi 14 proc., a akcyzą – 4 proc. Natomiast analogiczne wartości dla 10 proc. najbogatszych Polaków wynoszą 9 proc. (VAT) i 2 proc. (akcyza). Oczywiście, podatki pośrednie ze swej istoty bardziej uderzają po kieszeni ludzi uboższych – jest to ogólna prawidłowość, ponieważ mniej zamożni wydają na obciążone nimi artykuły niemal całą pensję. Dlatego też, jak zauważono w opracowaniu, kraje Europy Zachodniej starają się to przynajmniej częściowo zniwelować progresją podatków dochodowych – średnia unijnego „klina podatkowego” obciążającego wysokie zarobki (czyli od 167 proc. średniej płacy) jest o 8 pkt. proc. wyższa od podatków od niskich wynagrodzeń (czyli poniżej 67 proc. średniej) – w Polsce ów „klin” efektywnego opodatkowania wynosi zaledwie 1 pkt. proc. Zatem w Polsce mamy do czynienia w zasadzie z liniowym efektywnym opodatkowaniem pracy – niezależnie od przedziału dochodów oscyluje ono w granicach 37 proc.

Podobnie rzecz się ma z umowami cywilnoprawnymi – tu również mamy niemal liniowe efektywne opodatkowanie bez względu na dochody, aczkolwiek z akcentem regresywnym. Osoby w przedziale od 10 do 20 tys. zł. brutto rocznie płacą efektywnie 29 proc., zaś osoby zarabiające powyżej 50 tys. zł. - 26 proc. Warto zauważyć, że opodatkowanie umów cywilnoprawnych jest znacząco niższe od umów o pracę, co powoduje zaistnienie dwóch skrajności – z jednej strony wypychane są na nie osoby o najsłabszej rynkowej pozycji (prekariat), czego konsekwencją są słabe zabezpieczenia socjalne; z drugiej natomiast korzystają z tej formy osoby zarabiające najlepiej – uciekając przed wejściem w drugi próg podatkowy (obecnie stawkę 32 proc. płaci jedynie 3,5 proc. podatników). Stąd np. popularne zjawisko „prezesa na śmieciówce”. Na powyższe nakłada się dodatkowo tzw. fikcyjne samozatrudnienie – osoby realnie pracujące dla jednej firmy, formalnie prowadzą działalność gospodarczą, płacąc 19 proc. PIT i ryczałtowy ZUS w wysokości 1200 zł., ponadto mogą odliczać sobie VAT, bądź wrzucać różne wydatki w koszta. Raport ocenia skalę fikcyjnego samozatrudnienia na 166 tys. osób, czyli ok. 9 proc. pracujących na własny rachunek. Przyczyna jest oczywista – wyższe opodatkowanie pracy niż indywidualnej działalności gospodarczej (różnica w zależności od dochodów waha się od 8 do 13 pkt. proc.).

No i wreszcie struktura opodatkowania kapitału – tutaj regresja jest bodaj najwyraźniejsza. Przedsiębiorstwa o dochodach od 25 do 50 tys. zł. rocznie płacą efektywnie nawet 50 proc. (podatki i ZUS) – natomiast w przedziale dochodowym 100-200 tys. zł rocznie efektywne opodatkowanie to już tylko 25 proc. Z kolei wielkie firmy (korporacje) płacą efektywnie jedynie ok. 11 proc.

Podsumowując – mamy regresywne opodatkowanie konsumpcji, quasi-liniowe opodatkowanie pracy (z poprawką na ucieczkę podatkową na fikcyjne samozatrudnienie i „śmieciówki” - a więc, w istocie tu też występuje regresja) i regresywne opodatkowanie kapitału. Krótko mówiąc, cały system podatkowy przeżarty jest do cna głęboką, strukturalną patologią, którą można streścić dobitnie knajackim hasłem: „śmierć frajerom!”.

Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Podatek od nędzy

Janusze biznesu

Chcemy niewolników!

Dywidenda obywatelska – eksperyment czy konieczność?


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 13 (29.03-04.04.2019)