Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludy prymitywne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludy prymitywne. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 października 2011

Z życia umysłowego dzikich


I jak tu nie przyznać racji prof. Zybertowiczowi, gdy mówi o społeczeństwie postkolonialnym? Ja bym tylko dodał, że dojrzeliśmy właśnie do powtórnej kolonizacji.

I. „Tylko bez polityki proszę!”

Podczas jednego ze spotkań pod namiotem Solidarnych 2010 prof. Zybertowicz przyrównał znaczną część tubylczego społeczeństwa do niektórych ludów prymitywnych, które nie widzą związku przyczynowo-skutkowego między seksem a pojawianiem się dzieci. Uczynił to omawiając scenkę z warszawskiego Dworca Centralnego podczas pamiętnego paraliżu kolei zafundowanego przez ministra Grabarczyka w szczycie świąteczno-noworocznym za pomocą zmian w rozkładzie jazdy. Mamy oto zdezorientowany, wściekły tłum przelewający się peronami i nagle ktoś rzuca: „głosowaliście na Tuska, więc teraz macie”. Na to jakiś MWzWM, jakby dźgnięty ostrogą, odpowiada podniesionym tonem: „tylko bez polityki proszę!”. Morał? Ten inteligencik cacany najwyraźniej z całej mocy postanowił nie dostrzegać związku między wrzuceniem do urny kartki wyborczej a funkcjonowaniem infrastruktury za którą odpowiada wszak bardzo konkretny minister z konkretnego rządu będącego emanacją konkretnej partii politycznej.

Kilka miesięcy temu pisałem już notkę zahaczającą o ten psychologiczno-socjologiczny fenomen widzenia wszystkiego osobno, ale że od tego czasu nic się nie zmieniło, warto sobie odświeżyć ten ogląd „strasznych tubylców” z Lechistanu, gdyż mechanizm rządzący umysłami naszych rodaków nie przestaje mnie zadziwiać.

II. Jest źle ale dobrze

Oto, jak pokazuje comiesięczne badanie OBOP-u (przeprowadzone 13-16 października 2011), 51% Polaków uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku, a 59% twierdzi, że gospodarka znajduje się w kryzysie (w tym 17% uważa, że kryzys jest głęboki). W tymże badaniu 35% uważa, że sprawy w Polsce idą w dobrą stronę, podobnie 35% sądzi, że gospodarka się rozwija (w tym 2% ocenia, że rozwija się „dynamicznie” - sądzę, że to pracownicy firm windykacyjnych, bo oni mają żniwa zważywszy na postępującą niewypłacalność Polaków zadłużonych na jakieś 700 mld zł).

Interesujący jest trend nastrojów, wskazujący, że liczba pesymistów maleje: w porównaniu z wrześniem odsetek osób źle oceniających kierunek spraw zmalał o 4%, a w porównaniu z lipcem – aż o 10% (wtedy było 61% ocen negatywnych co do kierunku spraw w kraju)! Co ciekawe – nie zmienia się znacząco odsetek respondentów twierdzących, że gospodarka znajduje się w kryzysie – w lipcu twierdziło tak 60%, w październiku zaś 59%.

Co wynika z tego galimatiasu? Polacy generalnie trzeźwo oceniają stan gospodarki, jednak z jakichś zupełnie irracjonalnych powodów 10% z nich zaczęło uważać, że będzie lepiej, a przynajmniej „sprawy” nie ulegną pogorszeniu. Czyżby kampania wyborcza z tuskobusem i „Polską w budowie” dała aż takie efekty?

Żeby było jeszcze ciekawiej, 37% badanych twierdzi, że warunki życia w ciągu najbliższych trzech lat nie zmienią się, a 22% twierdzi że sytuacja materialna wręcz się polepszy (przeciwnego zdania jest 35%)! 37+22=59. Trochę to dziwne, bo 59% to ci, którzy uważają, że w Polsce mamy kryzys. Zarazem 49% to ci od uważania, że sprawy idą w dobrą stronę (35%) lub nie mają zdania na ten temat (14%). Czyli jakiś odsetek jednocześnie uważa, że jest kryzys, ale sprawy idą w dobrym kierunku, zaś ich sytuacja materialna mimo kryzysu się nie pogorszy, bądź nawet ulegnie poprawie.

No i hit: w stosunku do września w tym samym badaniu, jak podałem wyżej, zmalał wprawdzie o 4% odsetek źle oceniających „kierunek spraw”, ale jednocześnie zwiększył się o 3% odsetek osób negatywnie oceniających stan gospodarki (!). Oznacza to, że według nich gospodarka dołuje, ale sprawy idą w dobrym kierunku...

Czy w tej sytuacji może dziwić ów leming z Centralnego nie widzący związku między polityką a stanem infrastruktury kolejowej?

III. Straszni tubylcy

No dobrze, jedźmy dalej. Nadal ten sam październikowy, już powyborczy sondaż OBOP-u. Oto 42% ma dobre zdanie o pracy rządu, a 49% źle ocenia pracę gabinetu Tuska. Jednocześnie 51% badanych twierdzi, że Tusk dobrze wypełnia obowiązki premiera (negatywne oceny – 40% respondentów). Dorzućmy do tego jeszcze preferencje partyjne: PO - 42%, PiS - 24%, Ruch Palikota - 11%, SLD - 8%, PSL – 6%. Zwróćmy uwagę: PO z PSL otrzymują łącznie 48% głosów, czyli o 6% więcej, niż tworzony przez te partie rząd, a notowania premiera w ogóle odstają od czegokolwiek. No i jak się to ma do wyników wyborów, które odbyły się ledwie kilka dni przed badaniem OBOP-u (PO - 39,18%, PiS - 29,89%, Ruch Palikota - 10,02%, PSL - 8,36%, SLD – 8,24%)?

Wynika z tego, że nasi rodacy nie widzą związku między parlamentarną większością, a wyłonionym przez tę większość rządem, ba – jakoś nie przebija się do ich świadomości zależność między pracą rządu, a oceną premiera! Jeśli dołożymy kurioza z poprzedniej części, gdzie pokazałem ocenę stanu gospodarki i kierunku „spraw” w kraju, to wyjdzie nam, że ci sami respondenci jednocześnie wskazywali, że:

- głosują na PO;

- źle oceniają pracę rządu tworzonego przez PO;

- dobrze oceniają premiera z PO;

- uważają, że sprawy w Polsce idą w dobrym kierunku;

- ale zarazem w Polsce jest kryzys;

- w ciągu trzech lat nie zmienią się ich warunki materialne.

Trochę uskrajniam oczywiście, ale taki z grubsza wyłania się obraz: totalnie zagubionych autochtonów z dzikiego interioru w sercu Europy, dla których nic z niczego nie wynika i którym nic z niczym nie zazębia się w jakiekolwiek związki przyczynowo-skutkowe. I jak tu nie przyznać racji prof. Zybertowiczowi gdy mówi o społeczeństwie postkolonialnym? Ja bym powtórzył tu konstatację z lipcowej notki „Straszni tubylcy w Lechistanie AD 2011”, że dojrzeliśmy właśnie do powtórnej kolonizacji.

Jak to podsumować? Chyba tak, że generalnie rzecz biorąc powiodła się wielka operacja pijarowska przeprowadzona na tubylczych mózgownicach, mająca wtłoczyć do głów przekonanie, że rząd nie odpowiada za „kierunek spraw” w kraju, „kierunek spraw” nie ma związku z gospodarką, zaś premier Donald Tusk nie odpowiada generalnie za nic – w tym za jakość pracy rządu na którego czele stoi.

Utwierdza mnie w tym przekonaniu przytoczona przez Budynia78 anegdota:

Kilka miesięcy temu w sklepowej kolejce byłem świadkiem solidarnego narzekania na rosnące ceny, które skończyło się, gdy jedna pani zaczęła winić za drożyznę rząd. Wówczas druga uznała za punkt honoru obronę władzy - "Czy pani myśli, że to rząd odpowiada za kryzys? Za ceny?". Zapytana, po cholerę nam rząd, który za nic nie odpowiada szybko wyszła ze sklepu.

Jak pięknie koresponduje to z okrzykiem: „Tylko bez polityki proszę!” - nieprawdaż?

I jeszcze na zakończenie: bardzo żałuję, że OBOP w swych comiesięcznych badaniach asekurancko nie zadaje respondentom jednego, podstawowego pytania: „Kto według Pani/Pana odpowiada za sytuację w kraju?”. Przypuszczam, że padłyby szalenie interesujące odpowiedzi.

Gadający Grzyb

piątek, 22 lipca 2011

Straszni tubylcy w Lechistanie AD 2011


Czy Polacy dojrzeli już do powtórnej kolonizacji?



I. Mentalność tubylcza.


Kiedy zestawiam ze sobą wyniki różnych badań sondażowych, pierwsze co rzuca mi się w oczy to ich porażająca niekonsekwencja. I tu od razu zastrzeżenie: owszem, znam propagandową funkcję „sondażowej bańki” premiującej Jedynie Słuszne Ugrupowanie, ale nawet biorąc poprawkę na przeszacowanie Platformy, będę się upierał, że te badania coś nam mówią. Co konkretnie? Ano to, że jesteśmy w wielkiej części narodem umysłowych pastuchów, niezdolnych do kojarzenia najprostszych danych, o jakichkolwiek wnioskach nie wspominając.


Wojciech Cejrowski opisując amazońskich „dzikich” Indian, których zna jak mało kto, wspomina że kompletnie obce im jest np. poczucie czasu – żyją w wiecznym „tu i teraz”. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że stan podobnego nie-myślenia dominuje również w mentalności naszych drogich rodaków, co w jakiś sposób koreluje z tezą o Polakach jako społeczeństwie postkolonialnym. Ja bym dodał, że dojrzeliśmy właśnie do powtórnej kolonizacji.


II. Rozstrój poznawczy.


Garść przykładów: Polacy z jednej strony uważają, że sprawy w kraju idą w złym kierunku (61% wg TNS OBOP) a gospodarka znajduje się w kryzysie (60% - to samo badanie), z drugiej jednak deklarują optymistyczne nastroje i uważają, iż zeszły rok był dla nich udany (80% - Diagnoza Społeczna 2011). Normalnie, szczęka opadła mi do podłogi, gdy skonfrontowałem sobie te dane, bo niemożliwym jest, aby na przestrzeni kilku miesięcy (”Diagnoza...” prowadzona była wiosną tego roku, badanie TNS OBOP pochodzi z lipca) nastroje społeczne uległy tak drastycznemu wahnięciu. Trzeba by nagłego krachu na miarę Grecji czy Argentyny a do tego jeszcze trochę nam brakuje.


Tyle, że jedno badanie pyta o sprawy publiczne, a drugie koncentruje się raczej na życiu prywatnym. Oznacza to, że generalnie nie wiążemy sfery publicznej z osobistą pomyślnością. Nauczywszy się żyć obok oficjalnych struktur, odzwyczailiśmy się od myślenia w kategoriach dobra wspólnego, oznaczających że silne, sprawnie funkcjonujące państwo ma przełożenie na szeroko rozumiany dobrostan obywateli.


Ten rozstrój poznawczy pogłębia się, gdy skonfrontujemy inne wyniki: oto 61% ankietowanych źle ocenia pracę rządu, a 51% - premiera Tuska osobiście (znów badanie TNS OBOP z 7-11 lipca). Jednocześnie jednak w tym samym badaniu aż 45% respondentów chce głosować na Platformę (PiS – 28%, SLD – 13%, PSL – 6%). Wynika z tego, że nasi ubodzy duchem Rodacy nie widzą związku między parlamentarną większością a wyłonionym przez tęże większość rządem. Mało tego – średnio dostrzegają powiązania pomiędzy rządem a stojącym na jego czele premierem, który za pracę owego rządu odpowiada (rozziew w ocenie 10%)!


Jeżeli ktoś widzi w tym cień logiki, gratuluję. Mnie, przyznam się, ta dialektyka postaw obezwładnia.


A teraz do powyższego dodajmy jeszcze niską gotowość do wzięcia udziału w wyborach (zdecydowanie TAK – 30%, raczej TAK – 33%, raczej NIE – 11%, zdecydowanie NIE – 19%, trudno powiedzieć – 7%; wciąż ten sam sondaż OBOP-u). Należy przy tym pamiętać, że ostateczna frekwencja z reguły jest zbliżona do odsetka osób, które w sposób kategoryczny deklarują chęć głosowania. Ci, którzy w sondażu mówią dla przyzwoitości „raczej TAK” w większości zostają w domach. Tak więc, ludzie olewają wybory, mimo że jest kryzys, sprawy w kraju idą w złym kierunku a rząd i premier źle pracują (ale Partia dobrze – ot, zagwozdka!). Znowu - zerowe utożsamianie się z własnym państwem i szeroko rozumianą sferą publiczną. Czy gdyby uważali, że w kraju dzieje się dobrze a rząd jest OK, to poszli by głosować? Zresztą, przy tym poziomie skojarzeniowym, właściwym dla pięciolatków, może i lepiej że nie zagłosują...


III. Straszni mieszczanie.


Można powiedzieć, że dzisiejsi Polacy w widzeniu wszystkiego osobno osiągnęli mistrzostwo, którego pozazdrościć by im mogli tuwimowscy „straszni mieszczanie”. Mogliby udzielać tym skarykaturyzowanym przez poetę „mieszkańcom” korepetycji. Nie są w stanie powiązać niczego z niczym; literalnie nic im się nie zazębia w związki przyczynowo-skutkowe. Że rząd, że kryzys, że Tusk, że optymizm, że Platforma, wybory... Co tu więc wymagać, by nasi współrodacy dostrzegli zależność między działaniami rządu a np. długiem publicznym, długoterminowym wpływem tegoż na gospodarkę i kondycję państwa, a wszystkiego razem – na ich osobisty los.


Otrzeźwieją (albo i nie...) dopiero wtedy, gdy przegniłe państwo zawali im się z hukiem na głowy.


Krótko mówiąc, en masse prezentujemy społeczny typ myślenia konkretno-obrazowego. Przeskoczenie na poziom myślenia abstrakcyjnego, szerszymi kategoriami, to dla nas wciąż zbyt wysoka półka. Są dwie grupy ludzi, którzy myślą w opisany tu sposób: dzieci poniżej 12 roku życia i ludy prymitywne – stąd przywołane we wstępie spostrzeżenie Cejrowskiego o dzikich z amazońskiej dżungli.


My również żyjemy w wiecznym „tu i teraz”, kierując się najprostszymi bodźcami: być kiełbacha – dobrze, nie być – źle. Dlaczego nie być? Winien rząd. Co to rząd? Ee-ee...


Prezentujący poziom dziecięco-prymitywny, głupio-optymistyczni tubylcy dla których „rok był udany”, z samozadowoleniem przejadający kurczące się zasoby i zadłużający się ponad miarę, aż się proszą o jakiegoś kolonizatora, który zrobi z tym burdelem porządek. I kolonizator się znajdzie, spokojna głowa. Tylko, że porządek zrobi w interesie własnym i swoich obywateli. Kolonie bowiem, jak uczy historia, służą za rynek zbytu, miejsce eksploatacji zasobów i źródło siły roboczej. Oraz cywilizowania ludności tubylczej w duchu uwielbienia dla metropolii.


Gadający Grzyb


Wybrane notki o zbliżonej tematyce:


http://niepoprawni.pl/blog/287/polski-blogostan%E2%80%A6


http://niepoprawni.pl/blog/287/polski-blogostan-2011


http://niepoprawni.pl/blog/287/domkniety-system-cz-i-%E2%80%93-rok-pogardy


http://niepoprawni.pl/blog/287/domkniety-system-cz-ii-%E2%80%93-czas-rozkladu