czwartek, 16 czerwca 2016

Przewalutowanie jako sposób na repolonizację

Należy za pomocą przewalutowania bez sentymentów i z pełną premedytacją doprowadzić najbardziej „umoczone” podmioty na skraj bankructwa.

Czytam o propozycji Związku Banków Polskich odnośnie tzw. „kredytów frankowych” (czyli, nigdy dość przypominania, toksycznych produktów spekulacyjnych łączących elementy kredytu hipotecznego z opcją walutową) i przecieram oczy. Czy jest to wykwit czystej głupoty, czy przeciwnie – desperacka próba piarowskiego zamydlenia oczu poprzez okazanie tzw. „dobrej woli” sektora bankowego? Oto ZBP wspólnie z agencją doradczą EY proponuje przewalutowanie kredytu po aktualnym kursie franka szwajcarskiego, z tym że rozwiązanie dotyczyłoby jedynie osób, którym po zapłaceniu raty zostaje mniej niż 30 proc. pensji netto „na życie” (wyliczenia dokonywano by na podstawie PIT-u za ubiegły rok). Dodatkowo, rozwiązanie dotyczyłoby jedynie osób, które zakupiły mieszkanie do 75 m2, lub dom do 150 m2 i do tej pory nie miały opóźnień w spłacie. Powstały w ten sposób nowy kredyt oprocentowany byłby na zasadzie połączenia stopy WIBOR i marży z kredytu „frankowego”. Możliwe byłoby również wydłużenie okresu spłaty o maksymalnie 5 lat, lub – opcjonalnie – o 20 proc. pozostałego czasu obowiązywania umowy, ponadto, gdyby rata wciąż była wyższa niż 70 proc. dochodów kredytobiorcy, możliwe byłoby częściowe umorzenie długu. Przewalutowanie następowałoby wyłącznie z inicjatywy banku. Wedle bankierów powyższe rozwiązanie miałoby pomóc osobom pozostającym w najcięższej sytuacji.

Cynizm? Bezczelność? Hucpa? Doprawdy, trudno znaleźć odpowiednie słowa w języku ludzi cywilizowanych, by opisać ten kolejny przejaw banksterskiej arogancji. Już pobieżny przegląd tej „oferty” pokazuje bowiem, że tak skonstruowane „przewalutowanie” mimo niższej jednorazowej raty skutkuje potężnym wzrostem pozostałej do spłacenia sumy – i to przy wyższym oprocentowaniu. Krótko mówiąc, będziesz spłacał, frankowiczu, nieco mniej miesięcznie, ale za to dłużej i w konsekwencji – więcej. Proszę, jacy łaskawcy. Być może to wynik paniki, bowiem lobby bankowemu grunt zaczyna pomału usuwać się spod nóg, jako że na finiszu są prace w Kancelarii Prezydenta nad nową wersją ustawy „o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki”. Z pewnością zostanie oprotestowana i to w atmosferze szantażu, jak poprzedni projekt, ale mam nadzieję, że po pierwsze – tym razem jednak Kancelaria nie ugnie się przed naciskami lobbystów i histerią kreowaną przez sprzedajne media, po drugie – czego prezydencki projekt by nie zawierał i tak z pewnością będzie lepszy niż to... „coś” przedstawione przez ZBP. Do tego śmielej do ofensywy przystępuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta w sprawie różnego rodzaju niedozwolonych praktyk, a i niedawny wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieście w istocie „przewalutowujący” kredyt klienta mBanku i to z zachowaniem oprocentowania wg stawki LIBOR oraz nakazujący mBankowi zwrot nadpłaconych rat (przez 10 lat uzbierało się 19 tys. zł. „nadwyżki”), może być jaskółką zwiastującą uwalnianie się sądów spod banksterskiej presji. Warto przypomnieć, że w Sejmie znajduje się projekt ustawy zgłoszony przez środowiska „frankowiczów” za pośrednictwem klubu Kukiz'15 zakładający przewalutowanie po kursie z dnia zawarcia umowy. No i rzecz po której sobie naprawdę dużo obiecuję w perspektywie dekolonizacji Polski spod panowania lichwy – jeżeli potwierdzi się, że nowym szefem Komisji Nadzoru Finansowego, zamiast jakiegoś „kandydata rynków” zostanie Janusz Szewczak, to objawy paniki wszechwładnego do tej pory „sektora finansowego” stają się więcej niż zrozumiałe...

Oczywiście za chwilę zostaniemy zaatakowani kolejnymi „wyliczeniami” bankowych „strat” wziętymi już nawet nie z Księżyca, lecz wprost z Saturna i groźbami fali bankructw. Cóż, jeżeli jest tutaj jakiekolwiek racjonalne jądro i faktycznie te banki, które za bardzo sobie „poszalały” wpędzając klientów w pułapki „łże-kredytów”, mogą czekać kłopoty, odpowiem – tym lepiej! Wiąże się to z tytułowym „sposobem na repolonizację” bankowej branży. Otóż przewalutowanie frankowych produktów może stać się katalizatorem odzyskania przez państwo polskie tej strategicznej gałęzi gospodarki. Należy za pomocą przewalutowania bez sentymentów i z pełną premedytacją doprowadzić najbardziej „umoczone” podmioty na skraj bankructwa. Po co przepłacać, wykupując teraz banki po zawyżonej cenie, jak jeszcze za poprzednich rządów zrobił to PKO BP przejmując Nordeę? O wiele lepiej przejąć bankruta za bezcen, może nawet za symboliczną złotówkę. Państwo na tym nie straci – „przewalutowani” kredytobiorcy i tak będą musieli spłacić kredyt, tyle, że już na normalnych, uczciwych zasadach, zyski banków wreszcie pozostaną w Polsce (coroczne zestawienia świadczą o gigantycznej rentowności sektora) zamiast wędrować na wyspy Bergamuty. Stracą jedynie międzynarodowi lichwiarze dojący dziś bez zmiłowania polskich kredytowych niewolników. No a nade wszystko, na miejscu żadnej władzy nie lekceważyłbym elektoratu „frankowiczów” - a właśnie zaczyna im się kończyć cierpliwość.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

Repolonizacja banków – tak, ale z głową

„Repolonizacja franka

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3875-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 23 (03-09.06.2016)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz