Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga Dunin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga Dunin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2016

Pod-Grzybki 49

Jak wiadomo, narracja kodowców opiera się m.in. na sprzeciwie wobec rzekomych planów PiS wyprowadzenia Polski z UE - i akurat tuż przed największą manifestacją naszych Targowiczątek, ich brukselscy patroni wycięli im brzydki numer proponując przymusową relokację imigrantów z karną opłatą za ich nieprzyjęcie w wysokości 250 tys. euro od łebka – a czemuś takiemu sprzeciwia się w zdrowym odruchu samoobrony nawet większość zagorzałych antykaczystów. No i teraz pytanie, co będzie silniejsze: instynkt samozachowawczy, czy rozbuchane antypisowskie emocje?

*

Jak by powyższego było mało, właśnie niemiecki sąd uniewinnił jednego z arabskich molestantów dokazujących podczas słynnego Sylwestra w Kolonii. W tym miejscu zwracam się do rozhisteryzowanych Targowiczaneczek: jak już przyjmiemy tę naszą pulę jurnych „książąt Orientu”, na których pani Kinga Dunin czeka niczym na ułanów stukających w okienko, i ci zechcą sobie z Wami pohulać, choćby przy okazji kolejnej manifestacji KOD-u, rozglądajcie się za najbliższą grupą ONR-owców. Na pomoc Petru i Kijowskiego na Waszym miejscu raczej bym nie liczył.

*

Chociaż, z drugiej strony, może integracja przebiegnie gładko. Żakowski chciałby bowiem, by KOD „był jak Hamas” - czyli mordował Żydów, ubrał kobiety w burki, pilnował szariatu i tak dalej. W tej sytuacji napływ radykalnych muslimów musi być wyczekiwany przez Kijowskiego z utęsknieniem, jako zastrzyk świeżej krwi.

*

Ach, Żakowskiemu chodziło o to, że Hamas funduje żłobki i przedszkola. Już widzę, jak kodziarze lecą pomagać pogardzanemu polskiemu motłochowi, który „rzucił się na pińcset”. To już prędzej Kijowski zacznie płacić alimenty.

*

My tu gadu-gadu, a tymczasem Londyńczykowie oraz Londyńczykowianeczki dali właśnie kodowcom przykład i wybrali sobie burmistrza w osobie muzułmańskiego ekstremisty Sadiq Khana, labourzysty rodem z Pakistanu. Jego najpoważniejszym kontrkandydatem był Zac Goldsmith – milioner od Torysów. Z tego wynika, że poddani JKM mieli do wyboru radykalnego muslima lub żydowskiego spekulanta. Ech – decyzje, decyzje...

*

W wyborach brał udział także polski książę – deweloper i tancerz baletowy Jan Żyliński, wsławiony wyzwaniem na pojedynek Nigela Farage'a. Hmm, w zasadzie powinien teraz włożyć swoje baletki i poprowadzić londyńską Polonię na krucjatę, by zedrzeć z ratusza zielony sztandar Proroka, a potem odtańczyć na nim co tam akurat się w Londynie tańcuje.

*

Papież Franciszek zainicjował islamizację Watykanu zabierając ze sobą z wyspy Lesbos trzy rodziny muzułmańskich „uchodźców”. Pierwotnie miał zabrać również rodzeństwo syryjskich chrześcijan, ale ponoć coś było nie tak z ich papierami, więc zostali. To ci papież... pasterz... niech to drzwi ścisną...

*

A tak osobiście, z tej całej islamizacji wybieram „Alibabki”. Były równie wrzaskliwe co stado rozjuszonych muezzinów, ale przynajmniej darły się jakoś tak melodyjniej i w jednej tonacji. W sumie, nawet dawało się tego słuchać.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 19 (11-19.05.2016)

czwartek, 21 stycznia 2016

Pod-Grzybki 34

Łał, jedyny konsekwentny wśród armii celebrytów zapowiadających emigrację. Eks-bokser, Przemysław Saleta ogłosił, że wyprowadza się do Tajlandii z powodu tego „co robi teraz PiS” - a poza tym, ma już w Syjamie ulokowane swoje biznesy. Zapewne dlatego zapracowany nie dostrzegł, iż krajem tym rządzi wojskowa junta. Dobra rada – niech Pan unika w swej nowej ojczyźnie konfliktów z prawem. Nie od rzeczy byłoby również poczytać o urokach tajskiego więziennictwa.

*

Tajlandia słynie także z największej na świecie liczby operacji zmiany płci. Taki Krzysztof Bęgowski na przykład, wyjechał, zaczerpnął tajskiego powietrza... i powrócił stamtąd jako Anna Grodzka. Panie Przemysławie, jak by tu rzec... proszę na siebie uważać...

*

Muzułmańscy imigranci w ramach sylwestrowej zabawy postanowili w kilku niemieckich miastach wyleczyć miejscowe kobiety z ksenofobii, a przy okazji nieco sobie poużywać. Warto przypomnieć, że w islamie funkcjonuje coś takiego jak „dżizja” - podatek płacony przez niewiernych na znak poddaństwa. Jak widać, „dżizję” można odbierać również w naturze.

*

Zaglądam na strony „Kretyniki Politycznej”, ciekaw co też o niemieckich zajściach napisze pani Kinga Dunin, która zasłynęła ze stręczenia „książąt Orientu” polskim kobietom w charakterze małżonków. Donoszę, że pani Kinga niezmiennie orbituje w równoległym wszechświecie – winien jest brak miłosierdzia, bo biedni, niepewni jutra przybysze, widząc tuż obok „święta na bogato”, zapragnęli z nich uszczknąć coś dla siebie, a poza tym, nikt nie mówił, ze pomaganie „nie wiąże się z żadnymi kosztami”. Jak rany, pani Kingo – co Pani tu jeszcze robi? Książęta Orientu czekają tuż za płotem! Należy im się jakaś chwila radości – choćby od ostatniej pociechy pułku Mameluków.

*

Jednym z miast, w których napastowano kobiety był Hamburg. I tu przypomniał mi się wywiad, jakiego inny eks-bokser, Dariusz Michalczewski (ksywka „Tiger”), udzielił „Szechter Cajtung”, zachwalając niemieckie multi-kulti. Hm, w zasadzie „Tiger”, jako powszechnie znany bywalec hamburskich przybytków rozkoszy, ale i działacz charytatywny (co chętnie rozgłasza), powinien otworzyć teraz sieć darmowych, wiadomych placówek „nur für Muslime“. Ozdobami byliby Kinga Dunin i Przemysław Saleta – ten drugi już po stosownej operacji, oczywiście.

*

Po spotkaniu Kaczyński – Orban na powrót wielką miłością do Węgrów zapałała „Zona Wolnego Słowa”. Tak, ta sama, która jeszcze niespełna rok temu nie zostawiała na Orbanie suchej nitki za jego konszachty z Putinem (choć jako żywo nic się tu nie zmieniło) i gromko odwoływała wyjazd Klubów „Gazety Polskiej” na Węgry. „Nasze starania w budowaniu relacji polsko-węgierskich, wspólne wyjazdy i uroczystości już dziś procentują” - napisał Tomasz Sakiewicz, który ponownie wdrapuje się na cokół współczesnego Józefa Bema. Jedno jest pewne – gdy już postawią Sakiewiczowi pomnik, jego miedziane czoło będzie lśniło z daleka niczym latarnia morska.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 2 (13-19.01.2016)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Pod-Grzybki 33

Mediodajnie donoszą, że na łono ISIS trafiły już setki ochotniczek z całego świata, by oddawać się tamtejszym bojownikom w ramach „Jihad al-Nikah”, czyli „seksualnego dżihadu”. A Kinga Dunin opiewająca powaby „książąt Orientu” ciągle w Polsce? Pani Kingo, lepiej się pośpieszyć, bo konkurencja wciąż rośnie.

*

A może, skoro góra nie chce przyjść do Mahometa, to Mahomet przyjdzie do góry? Już widzę te łajby pełne Sindbadów Żeglarzy ze smartfonami w rękach, pracowicie wyszukujących gdzie, na Allaha, mieści się redakcja tej całej „Krytyki Politycznej”.

*

Działania Swetru i animowanie „społecznego sprzeciwu” skojarzyły mi się z informacją wg której w samym 2012 roku Soros przekazał antyorbanowskiej opozycji na Węgrzech pół miliarda forintów. Któż jest „Sorosem” pana Swetru? I tu natrafiłem na wypowiedź dr Żukowskiego: „Mamy do czynienia z sytuacją, że wielki kapitał ma do wyboru: albo płacić 40 mld zł rocznie, których nie chce płacić, albo znaleźć jakiś ruch, sztuczny i plastikowy, jakąś formację, aby go wykreować, żeby obalić rząd, który chce te pieniądze dać na 500 zł dla zwykłych ludzi”. I to by się kleiło – modus operandi wedle którego za każdą „oddolną” rewolucją stoi jakaś finansowa granda sprawdza się w całej rozciągłości.

*

Tradycyjny kącik „Deutsche Welle” wsparty „Szechter Cajtung”. Oto dowiadujemy się, że „PiS przeraża Niemców”, zaś „w Berlinie kończy się cierpliwość wobec polskiego rządu”, a na domiar złego „Urząd Kanclerski ma z kolei Warszawie za złe, że z kancelarii Beaty Szydło nie nadeszła żadna propozycja terminu jej wizyty w Berlinie. Mimo iż Angela Merkel wysłała już zaproszenie. - To niebywałe postępowanie – mówią Niemcy”. I cóż tu powiedzieć? Może to, że właśnie Warszawie powinna „skończyć się cierpliwość” do hegemonistycznych uroszczeń Berlina? I że do Niemców jakoś nie chce dotrzeć, że właśnie skończyły się czasy, gdy premier polskiego rządu kursował do Kancelarii Rzeszy na gwizdek?

*

Hm, teraz wiadomo, dlaczego Thomas Mueller nie pozwolił Robertowi Lewandowskiemu wykorzystać karnego w ostatnim meczu jesieni, przez co nasz Robert nie strzelił swojej 50 bramki w tym roku dla Bayernu Monachium. To wszystko zemsta za upokorzenie „mutter Angeli”.

*

Żeby nie było tak różowo. Media donoszą, że premier Beata Szydło na ostatnim unijnym szczycie bardzo złagodziła polskie stanowisko w sprawie powołania Europejskiej Straży Granicznej i Przybrzeżnej, która miałaby przejmować kontrolę nad granicami zewnętrznych krajów UE (czyli potencjalnie również Polski) „nie radzących” sobie z imigrantami - nawet wbrew ich woli. Czyżby powracała stara zmora polskiej polityki – tu, w kraju, na użytek wewnętrzny ostro gardłujemy w stylu „Nicea albo śmierć”, a w Brukseli nagle robimy się wielce „konstruktywni” i układni? Obym nie był złym prorokiem...

*

Ech, zostawmy te zgryzoty - przed nami Boże Narodzenie. Drodzy Państwo, Wesołych, spokojnych, rodzinnych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 50-52 (23.12.2015-12.01.2016)

wtorek, 13 października 2015

Pod-Grzybki 22

Nie ma to jak wyposzczona feministka, gdy dorwie się do klawiatury. Kinga Dunin z „Krytyki Politycznej”, zwanej popularnie „Kretyniką”, zaliczyła kolejny ze swych odlotów, widząc w najeżdżających Europę muslimach „pięknych książąt Orientu”, co to jako jedyni będą potrafili uszczęśliwić polskie kobiety. Wynika z tego, że marzeniem Polek wg Dunin jest spędzenie życia z nierobem na zasiłku, rodzenie mu kolejnych dzieci i patrzenie jak z roku na rok tyje (pani Kingo, Arabowie są tacy przystojni tylko do pewnego momentu, potem zamiłowanie do tłustej baraniny i lepkich słodkości nieuchronnie robi swoje). W zasadzie, gdyby Ferdek Kiepski przeszedł na islam, spełniałby wszystkie kryteria. A jeśli pani Kinga woli młodszego „chłopczyka”, to Walduś byłby jak znalazł.

*

Pani Kinga słynie z tego, że gdy poczuje „wolę Bożą”, to robi się namolna do tego stopnia, że potrafi zgwałcić nawet tak szczerego pedała, jak pisarz Karpowicz, potwierdzając tym samym ludową mądrość mówiącą, że „w starym piecu diabeł pali”. Z orientalnymi Adonisami miała by więc jak w (se)raju. Swoją drogą, niezła paranoja: lewactwo tak nienawidzi „polskiego, katolickiego ciemnogrodu”, że gotowe jest zamienić go na cokolwiek – może być nawet taliban.

*

Byłbym zapomniał: „książęta Orientu” wedle pani Kingi są „dzielni i zaradni”. I tu się wyjątkowo zgodzę: orientalni Kiepscy niezwykle „dzielnie i zaradnie” doją socjal gdziekolwiek się znajdą. Receptura jest następująca: Arab poślubia kilka żon, zgodnie z Koranem, następnie produkuje gromadkę dzieci, szanowne małżonki oficjalnie rejestrują się jako samotne matki – i już. Rodzinka ustawiona jest do końca życia. Kończąc wątek, dedykuję pani Kindze znaną biesiadną piosenkę: „Czy chciałaby Pani Araba? / Araba, Araba ach nie / bo Arab to pedał, zaraz by mnie sprzedał...”.

*

Niech żyje europejska wolność! Oto jak donoszą mediodajnie, Polska przyjmie łącznie 6,5 tys. imigrantów, lecz - uwaga! - nie z nakazu Brukseli, ale „z własnej woli”. I któż śmie zaprzeczyć komunistycznej maksymie, że „wolność, to uświadomiona konieczność”? Szczególnie w eurokołchozie.

*

„Der Spiegel” donosi, że Miriam Shaded, szefowa fundacji „Estera”, została obwołana w internecie „piękną twarzą ksenofobii”, gdyż chce sprowadzać z Syrii chrześcijan, a nie muzułmanów. Cóż, porównując „ksenofobiczną” twarz pani Miriam i „tolerancyjną” facjatę Schulza, stwierdzam, że wybór jest oczywisty.

*

W pełni zgadzam się z opinią Marcina Hałasia z ostatniej „Polski Niepodległej” - antysystemowcy nie zdali egzaminu z politycznej dojrzałości, a kieszonkowi mężykowie stanu dowiedli, że mentalnie utkwili gdzieś na poziomie Konwentu św. Katarzyny. W warunkach obecnej ordynacji pozostaje zatem głosowanie na PiS i nadzieja, że za kilka lat kanapowi wodzowie dojdą do przytomności, zaś w tych wyborach Kukiz mimo wszystko zrobi dywersję na tyłach PO i jednak uda mu się uszczknąć te kilka procent zniechęconych do Platformy lemingów.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 38 (30.09-06.10.2015)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Komu świeczkę, a komu ogarek?

Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

I. Liturgiczna feta

6 sierpnia odbędą się w Warszawie dwie ważne uroczystości religijne. Z jednej strony Archidiecezja Warszawska wraz z nową prezydencką kancelarią organizuje Mszę Św. inaugurującą kadencję Andrzeja Dudy, z drugiej zaś w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu będzie mieć miejsce zamówiona przez „licznych wiernych” uroczysta koncelebra w intencji Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, sprawowana w podziękowaniu za jego służbę narodowi i o Boże Błogosławieństwo na przyszłość dla całej prezydenckiej rodziny. W związku z tą liturgiczną fetą na cześć naszego Wuja Narodowego podniosły się po prawej stronie głosy oburzenia, które oczywiście doskonale rozumiem, choć przyznam, że mnie samemu trudno już wykrzesać z siebie jakiekolwiek żywsze emocje związane z przedstawicielami ustępującej ekipy. Niemniej faktem jest, że podpisując konwencję antyprzemocową sformułowaną w ideologicznym duchu wojującego genderyzmu, a ostatnio ustawę o in vitro wbrew jednoznacznemu stanowisku episkopatu, prezydent Komorowski pozostaje – o ile mi wiadomo - w stanie grzechu ciężkiego. Jestem więc ciekaw, czy przy okazji owej celebry pan Komorowski przystąpi do Komunii Św., dokładając do swej hipoteki świętokradztwo – a jeżeli tak, to czy ksiądz Aleksander Seniuk, rektor kościoła Wizytek, mu tejże Komunii udzieli. No chyba, że wcześniej Komorowski, jako skruszony penitent pójdzie do sakramentu pokuty, wypełniając zarazem wszystkie warunki dobrej spowiedzi, wśród których (o ile to, czego uczono mnie na lekcjach religii wciąż obowiązuje) znajduje się nie tylko rachunek sumienia, żal za grzechy itd. – ale również zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźnim.

W relacje na linii Pan Bóg – Bronisław Komorowski nie wnikam, natomiast co do zadośćuczynienia „bliźnim” to mleko już się rozlało. Ustawa podpisana, Komorowski nawet gdyby się nagle opamiętał, swojego podpisu wycofać nie może i teraz wszystko w rękach Trybunału Konstytucyjnego, który znając życie, ową ustawę pisaną pod dyktando lobby przemysłu inseminacyjnego, „klepnie”. Zatem, jak widać, zadośćuczynienie „bliźnim” staje się już obiektywną niemożliwością, zaś tymi „bliźnimi” są przede wszystkim istoty ludzkie powołane do życia pod rządami eugenicznych przepisów, które w stadium zarodkowym będą selekcjonowane, mrożone, wszczepiane do macic, odrzucane przez organizmy surogatek i tak dalej. Rozwijać się będą często z licznymi wadami wykrywanymi sukcesywnie podczas badań prenatalnych, zaś matki-surogatki żądać będą aborcji i łamania lekarskich sumień, z czego przedsmakiem mieliśmy do czynienia przy okazji sprawy prof. Bogdana Chazana. Media bombardujące opinię publiczną opisami deformacji „płodu”, którego uśmiercenia odmówił profesor, skrzętnie bowiem pomijają informację, iż dziecko to zostało poczęte właśnie metodą in vitro i była to któraś z kolei „nieudana” ciąża kobiety pragnącej za wszelką cenę „samorealizować się” poprzez prawo do posiadania potomstwa.

II. Czarne Oceany

Na marginesie, zapłodnienie metodą tradycyjną zdaje się być na salonach kompletnie passe, jako że wymaga ono, jak by nie patrzeć, rozłożenia nóg przed jakąś „męską szowinistyczną świnią”, co dla starych lesb organizujących „dyskurs intelektualny” jest perspektywą gorszą od śmierci. Z drugiej strony, nawet jeśli jakaś gorącokrwista działaczka przypadkiem jest hetero, to sukcesywna selekcja doprowadziła do drastycznego niedoboru jurnych „męskich szowinistycznych świń” w jej otoczeniu na rzecz gwałtownego przyrostu osobników „metroseksualnych” o fizycznej i psychicznej konsystencji śniętego śledzia, co prowadzi do różnych żenujących sytuacji. Jeśli przypomnimy sobie publiczne pranie alkowiano-finansowych brudów przez panią Kingę Dunin i aspirującego pisarczyka Ignacego Karpowicza, to widzimy wyraźnie, że owi salonowi nadwrażliwcy pójdą do łóżka z kobietą wyłącznie dla pieniędzy i kariery (a wtedy może być to nawet pani Dunin, jeśli akurat poszukuje jakiegoś, mówiąc jej językiem, „chłopczyka”), jednak poza tym wolą oddawać się – jak pan Karpowicz – np. Juliuszowi Kurkiewiczowi, zupełnym przypadkiem sekretarzowi kapituły nagrody literackiej „Nike”. Taka sytuacja...

Z „trzeciej strony” jednakże, te same środowiska nie ustają w propagowaniu wszelkiej maści rozwiązłości, szczególnie wśród dziatek, nad czym czuwają rozmaite „Pontony” indoktrynujące kwiat młodzieży podczas Akademii Sztuk Przepięknych na woodstockowym spędzie Jerzego Owsiaka. Brzmi atrakcyjnie, bo któżby nie chciał się poedukować w ramach przyśpieszonego kursu ars amandi z jakąś koleżanką i może jeszcze otrzymać za to pamiątkowy dyplom? Tyle, że przy okazji fajnie byłoby, gdyby koleżanka była w miarę urodziwa – a cóż przyjdzie począć, jeśli srodzy seksedukatorzy z „Pontona” wydadzą rozkaz zaspokojenia koleżanki brzydkiej, by uniknąć „lookizmu”, czyli dyskryminacji na tle wyglądu zewnętrznego, lub zgoła rozchylić pośladki przed jakimś zblazowanym pedrylem, któremu – jak pani Kindze Dunin – zachciało się nagle „chłopczyka”? Na dodatek, edukatorzy bardzo dbają, by seks był „bezpieczny”, zupełnie jak praca przy materiałach wybuchowych, mając na celu jak sądzę, w długofalowym planie, oddzielenie ciupciania od prokreacji i nagonienie tym samym klienteli weterynarzom od in vitro. Stąd już tylko krok do rzeczywistości opisanej w powieści Jacka Dukaja „Czarne Oceany”, gdzie istoty ludzkie od poczęcia na szkle „dojrzewają” w inkubatorach, zaś akt płciowy między ludźmi poprzedzony jest każdorazowo deklamowaniem prawniczych formułek mających zabezpieczyć jego uczestników przed oskarżeniem o gwałt, sama akcja łóżkowa przebiega natomiast pod czujnym okiem kamer należących do wyspecjalizowanych kancelarii przechowujących zapis wideo dla ewentualnych celów procesowych.

III. Polityka świeczki i ogarka

Wracając jednak do kościelnej fety na cześć państwa Komorowskich. Oto Warszawska Kuria Metropolitarna w swym sprostowaniu artykułu zamieszczonego w serwisie „Pch24.pl” stwierdziła, iż ksiądz ma obowiązek przyjąć KAŻDĄ intencję mszalną, a jego rola sprowadza się do tego, by tę intencję odpowiednio i poprawnie pod względem teologicznym sformułował”. Innymi słowy, mamy biuro usług religijnych dosztukowujące „teologiczne uzasadnienie” na obstalunek klienta. Zastanawiam się jakież to uzasadnienie teologiczne będzie przyświecało podziękowaniom za „służbę narodowi” Arcybolesnego Bronisława, którą to „służbę” zakończył otwierając wrota piekieł? Rad bym posłuchać. Tak poza tym, skoro Komorowski w pełni świadomie postąpił wbrew nauczaniu Kościoła, to warto zadać pytanie – po kiego ta Msza jest mu potrzebna? Przypuszczam, że „liczni wierni” zamawiający Mszę chcieli wykazać, że nie cały Kościół jest „pisowski”, że są jeszcze księża nie dający się ponieść „fali nienawiści”, nie mówiąc już o własnym dobrostanie psychicznym, który domaga się zagłuszenia wyjącego sumienia biciem kościelnych dzwonów.

Przy okazji tej całej żenady nie mogę opędzić się od kilku wspomnień. Otóż w Święto Niepodległości 11 Listopada 2010 Bronisław Komorowski publicznie zbeształ kapelana Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ks. płk. Sławomira Żarskiego za „nieprawomyślną” treść homilii, w której ks. Żarski mówił m.in. o tym, że Polska budowana jest na „antywartościach”. Kazanie tak dojadło prezydentowi, iż ten w ekspresowym tempie wymógł na władzach kościelnych odwołanie księdza Żarskiego i zastąpienie go kapłanem bardziej „konstruktywnym”. Od tej pory Komorowski wraz ze swą Dziadzią mogli już spokojnie sobie spać w kościele bez obaw, że jakiś zuchwały klecha podniesie im ciśnienie. Inny obrazek, to podpisanie w 2012 roku przez abp. Józefa Michalika i agenta KGB, patriarchę Cyryla I „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji” będącego jednym ze szczytowych osiągnięć słynnego polsko-rosyjskiego „resetu” dokonywanego na smoleńskich trumnach. Akt ten został zresztą entuzjastycznie przyjęty przez „portal poświęcony” Fronda.pl, która to „Fronda” dziś zajmuje się gorliwym wykrywaniem „ruskich agentów” w każdej szafie. Sam abp. Michalik w wywiadzie dla KAI z rozbrajającą szczerością przyznał „jestem absolutnie przekonany, że na obecnym etapie nie możemy tego kroku nie uczynić”. Przechowuję również we wdzięcznej pamięci wycofanie się biskupów z honorowego komitetu marszu protestacyjnego po sfałszowanych wyborach samorządowych 2013 roku w zamian za rządową dotację na Świątynię Opatrzności Bożej, oraz uroczysty kościelny pogrzeb generała Jaruzelskiego ku uciesze licznie zgromadzonych trzech pokoleń ubeków.

Nie dziwi mnie zatem koncelebra dziękczynna ku czci Komorowskiego. Jeśli natomiast ktoś chce tu widzieć jedynie wymiar religijny, to odpowiem, że doczesna działalność Kościoła, chcąc nie chcąc, ma również znaczenie stricte polityczne. Tak było od wieków, jest i będzie – i aspekt ten w pełni podlega osądowi i krytyce. Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2177-pod-grzybki-14

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (29.07-04.08.2014)