Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Bauman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Bauman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Pod-Grzybki 47

Czy para prezydencka przeżywa kryzys małżeński? Czy prezydent Duda ma romans z Martą Kaczyńską? Dlaczego pani prezydentowa nienawistnie milczy w sprawie aborcji? Takie oto tematy zaprzątały w ostatnim czasie głowy medialnego robactwa, rojącego się, jak to na wiosnę, w różnych redakcjach. Drogie insekty, informuję, iż pani Agata Kornhauser-Duda spełnia obowiązki Pierwszej Damy tak, jak należy – a najlepszym dowodem jest to, że nie udało wam się jej wkręcić w medialną kampanię przeciw własnemu mężowi.

*

Kukiz wszedł w alians z PO i Nowoczesną – i to zaraz po haniebnej rezolucji Parlamentu Europejskiego, uchwalonej z poduszczenia rodzimych Targowiczątek. Ponieważ przestałem nadążać za gonitwą myśli i politycznych koncepcji mnożących się w głowie sejmowego rockandrollowca, zapytam tylko: Kukiz, po co ci to było?!

*

Warto czasem poczytać komentarze „pod kreską” na stronach „Wyborczej”. Oto przy okazji sondażu TNS wskazującego, że PiS ma tyle samo, co PO i Nowoczesna razem wzięte, wylało się morze spazmów i złorzeczeń na ciemny lud przekupiony za „pińcset”. Mili forumowicze GieWu, znam Wasz ból – dokładnie to samo przeżywał prawicowy elektorat przez długich osiem lat rządów PO, pomstując na lemingów zadowalających się ciepłą wodą w kranie. Pora zacząć się przyzwyczajać, robaczki...

*

Za sportu: „Die Welt” w pełnym moralnego potępienia tekście nazwał Roberta Lewandowskiego „najbardziej pazernym piłkarzem Bundesligi”. Powód? Lewandowski chce za przedłużenie kontraktu zwiększenia zarobków do 15 mln euro rocznie – czyli do normalnego poziomu czołowych gwiazd światowego futbolu. Najwyraźniej Niemcom wciąż nie może pomieścić się w głowie, że jakiś polski „gastarbeiter” mógłby zarabiać stosownie do swoich kwalifikacji.

*

Nowoczesny Swetru nie byłby sobą, gdyby przy okazji jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski nie dał w swoim stylu do pieca. Mieszko I mianowicie ochrzcił się, bo marzył o „standardach europejskich” - co przypomniało mi mowę Jerzego Buzka podczas obchodów 600-lecia bitwy pod Grunwaldem, kiedy to uznał, iż Grunwald był początkiem drogi ku zjednoczonej Europie. To ma nawet swoją jednostkę chorobową: postępowe zwapnienie zwojów mózgowych.

*

Niewątpliwym idiotyzmem sezonu stała się jednak wypowiedź prof. Baumana, że do terroryzmu należy się przyzwyczaić, traktując go jako element „ponowoczesności”. Co ciekawe, sam major-profesor rodem z KBW w jednym z wcześniejszych wywiadów przyrównał zwalczanie Żołnierzy Wyklętych do „operacji antyterrorystycznej”. Jak zatem widać, jakoś on sam za młodu nie był skłonny by przyzwyczajać się do „terroryzmu” „leśnych band”. No, ale tamto było „reakcyjnym podziemiem”, tu zaś mamy islamskich aktywistów niosących nam kolorowe multi-kulti, a nade wszystko – rozbijających „starą Europę”, co dla każdego postępaka jest wartością samą w sobie - więc trzeba przejść do porządku dziennego nad drobnymi ekstrawagancjami w rodzaju detonowanych tu i ówdzie bombek.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 16 (20-26.04.2016)

piątek, 30 maja 2014

Bauman i neokolonialny kulturkampf

Doczekaliśmy się następnego świątka III RP w osobie majora KBW oraz agenta Informacji Wojskowej ps. „Semjon” - prof. Zygmunta Baumana.

I. Świątki III RP

No to mamy kolejną osobę publiczną immunizowaną przez rozgrzane sądownictwo III RP od krytyki. Był już Michnik, o którym sędzia Agnieszka Matlak stwierdziła, iż „negatywne treści na temat Adama Michnika (...) są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”. Przerobiliśmy kuriozalny proces Wałęsa-Wyszkowski o TW „Bolka”, kiedy to sąd orzekł, że niezależnie od faktów świadczących przeciw Wałęsie Wyszkowski ma przeprosić. Teraz doczekaliśmy się następnego świątka w osobie majora KBW oraz agenta Informacji Wojskowej ps. „Semjon” - prof. Zygmunta Baumana. Został wzięty w obronę w majestacie prawa przez sąd, który skazał osoby protestujące przeciw wykładowi byłego kabewiaka na Uniwersytecie Wrocławskim.

Sędzia Paweł Chodkowski stwierdził m.in: „Ideowe wybory Zygmunta Baumana dokonane przez niego w latach 45-53 tak krytycznie oceniane przez oskarżonych nie dają jakiejkolwiek legitymacji do kreowania nienawiści wobec tych, których postaw i wyborów oni nie akceptują”, zaś kary – często surowsze od żądanych przez oskarżenie - mają „charakter prewencyjny”. Nadgorliwość godna stalinizmu, czyli epoki w której mjr. Bauman dokonywał swych „ideowych wyborów” pozostających jak się okazuje po dziś dzień pod szczególną ochroną. Cóż, jeśli chodzi o „kreowanie nienawiści”, to polecam sędziemu Chodkowskiemu passus z wniosku o zatwierdzenie kandydatury Baumana na stanowisko Szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Politycznego KBW: Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych”. Oto co oznaczał w latach 1945-53 „brak akceptacji” „postaw i wyborów” w wykonaniu kabewiaka Baumana wobec Żołnierzy Wyklętych.

II. Neokolonialny kulturkampf

Nie będę tu dalej roztrząsał ponurych absurdów wyroku wrocławskiego sędziego, pozwolę sobie natomiast nieco zajrzeć za kulisy całej sprawy i naszkicować jej szerszy kontekst. Otóż, poza funkcją czysto usługową wobec broniącego stalinowskich zbrodniarzy mainstreamu III RP, mamy tu do czynienia z elementem realizowanego na różnych płaszczyznach neokolonialnego kulturkampfu, w którym ochoczo biorą udział kolaboranckie wobec ościennych mocarstw miejscowe elity. Tak się bowiem składa, że wykład Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim w czerwcu 2013 roku był częścią obchodów powstania niemieckiej socjaldemokracji, której założycielem był wrocławianin Ferdynand Lasalle. Organizatorami byli: powiązana z niemiecką SPD Friedrich-Ebert-Stiftung, czyli Fundacja im. Friedricha Eberta oraz współpracujący z nią Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle'a. Mamy więc kolejną głowę zadaniowanej i sponsorowanej z zewnątrz fundacyjno-stypendialnej hydry oplatającej polskie życie intelektualne i polityczne, a będącej znakomitym narzędziem korumpowania elit.

Do jakiego stopnia ten obcy wpływ jest przemożny, mogliśmy zaobserwować zarówno przy okazji histerycznej reakcji prezydenta Dutkiewicza na protest („Nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w moim mieście”), jak i podczas zeznań prorektora Uniwersytetu Wrocławskiego ds. badań naukowych i współpracy z zagranicą prof. Adama Jezierskiego. Oto prof. Jezierski bez żenady zeznał przed sądem, iż wezwał na uniwersytet policję, gdyż został o to poproszony przez konsula generalnego Niemiec, któremu ze względu na wagę międzynarodową imprezy po prostu nie mógł odmówić. No i policja sprawnie spacyfikowała demonstrację, zaś rozgrzany sąd równie ochoczo przysolił demonstrującym kibicom i narodowcom „piękne wyroki”. Ordnung panuje w Breslau – przynajmniej jeśli coś w tej sprawie ma do powiedzenia konsul RFN...

Zwróćmy uwagę – prorektor na gwizdnięcie niemieckiego dygnitarza cznia głęboko słynną „autonomię uczelni” i wzywa pacyfikatorów. Lokalni notable kicają przed panem konsulem na dwóch łapkach. Okazuje się, że w tym nominalnie polskim mieście faktycznie rozdaje karty niemiecki konsulat zatrudniający ponoć kilkuset pracowników, co jest rekordem na światową skalę. Czy przy takich uwarunkowaniach środowiskowych sędzia Chodkowski mógł wydać inny wyrok? Proste, że nie mógł. Co tam majestat Rzeczypospolitej, skoro mielą tu tak potężne żarna...

III. Bauman jako prekursor „Nazi matek...”

Na zakończenie jeszcze kilka słów o tym jak ma się Bauman do wspomnianego tu neokolonialnego kulturkampfu. Oto niedawno ambasador Niemiec Rolf Nikel w wywiadzie dla TVP Info pytany o serial „Nasze matki, nasi ojcowie” stwierdził, iż film ten powinien być podstawą do porozumienia między Polską a Niemcami. W tym kontekście warto przywołać wypowiedź konsultanta historycznego serialu, prof. Juliusa H. Schoepsa wygłoszoną przy okazji emisji „Naszych matek...” przez TVP. Mianowicie, niemiecki profesor żydowskiego pochodzenia podkreślił rzekomy antysemityzm panoszący się w szeregach AK, przyznając zarazem łaskawie, iż „były też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom”. Mamy zatem idealną wspólnotę zapatrywań na polskie niepodległościowe podziemie między niemiecką propagandą historyczną, a mjr Baumanem zwalczającym reakcyjne „bandy” u boku byłych AL-owców w szeregach KBW – czyli tych „dobrych, lewicowych”, co to „pomagali Żydom”. Dodajmy, że sam Bauman w wywiadzie dla brytyjskiej prasy przyrównał swą bezpieczniacką aktywność do współczesnej walki z terroryzmem. Taki wykładowca musiał wyjątkowo leżeć niemieckim zleceniodawcom wrocławskiej imprezy.

I tak się to turla, moi drodzy. Od Baumana do „Nazi matek...” jako podstawy niemiecko-polskiego dialogu i historycznego porozumienia. Od kata niepodległościowego podziemia w roli nietykalnego autorytetu do serialu powielającego wobec tegoż podziemia stereotypy lansowane uprzednio przez komunistyczną propagandę. I do sesji na polskim uniwersytecie pod dyktando niemieckiego konsula. Kulturkampf gra na wielu fortepianach.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Ilustracja: http://kresy24.pl

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 21 26.05-01.06.2014

czwartek, 12 września 2013

Jacy nauczyciele, takie będzie młodzieży chowanie

...czyli o „polonistce aspirującej” słów kilka.

I. Bezwład intelektualny

Proszę wybaczyć tę kulawą parafrazę w tytule, ale ta koślawość jakoś mi współbrzmi z artykułem pewnej emerytowanej nauczycielki języka polskiego, który podesłała mi Mama Katarzyna. Straciłem nad jego lekturą kilka chwil życia, w związku z czym czuję się cokolwiek starszy, osłabiony i muszę odreagować. Mama Katarzyna również musiała – polecam tekst na jej blogu. Ja jednak postaram się ugryźć temat od nieco innej strony niż zrobiła to Katarzyna, licząc na to, że wyjdzie nam ciekawy dwugłos.

Na wstępie dla porządku nadmienię, iż artykuł ten ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika „Polonistyka”, adresowanego „do nauczycieli polonistów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów” i którego zadaniem jest „podnoszenie i doskonalenie stopnia umiejętności zawodowych nauczycieli poprzez aktualizację ich wiedzy oraz dydaktyki nauczania”. Jakby to ująć - mam nadzieję, że belfrowie tego periodyku nie czytają i że kolejne numery pokrywają się spokojnie kurzem w zaciszu polonistycznych biblioteczek. Dodam jeszcze, że celowo nie podaję tu personaliów autorki tekstu nad którym za chwilę będę się pastwił, bo nie chodzi mi o tę nieszczęsną niewiastę, jeno o przykład zapaści intelektualnej i, nazwijmy to, bezwładu mentalnego kadr nauczycielskich, spętanych swoistym szantażem salonowszczyzny sprowadzającym się do tego, że należy wyznawać określony, nieustannie aktualizowany przez właściwe instancje zestaw poglądów, by utrzymać przynależność do społecznej kasty inteligentów.

II. Sztampa formy i treści

Pierwsze, co uderza podczas lektury tekstu pod szumnym tytułem „Człowiek-naród-język ojczysty”, to skrajnie drewniany, „wypracowaniowy” styl. Spójrzmy: „Autor w sposób obrazowy pokazuje społeczne podłoże i różne etapy rozwoju języka ojczystego. Podkreśla fakt, że język jest odbiciem kształtowania się naszej kultury. Patrząc z dość odległej perspektywy historycznej, przypomina o zmaganiach polszczyzny z 'kościelną łaciną i niemieckim gwarem kupców i kramarzy'. Wymienia najważniejsze zabytki polskiego języka pisanego, czyli literackiego (...)” - i tak dalej. Ludzie, toż to odrabianie zadanej lekcji typu „analiza utworu poetyckiego” - w tym przypadku Mieczysława Jastruna. Coś takiego mogłaby napisać pilna, piątkowa uczennica liceum, która doskonale wie czego się od niej oczekuje i jak utrafić w gusta „pani profesor”. Albo autor jakiegoś bryka dla opornych. Oszczędzę Czytelnikom dalszych tego typu popisów prymusowskiej elokwencji, ale w ten sposób napisany jest cały tekst. Zero żywszego powiewu, zero błysku pióra i przede wszystkim – zero własnych przemyśleń.

No właśnie, skoro już przy przemyśleniach jesteśmy. Artykuł składa się w zasadzie z samych cytatów, bądź odniesień „własnymi słowami”, okraszonych komentarzami w rodzaju tego przytoczonego powyżej. Kogóż tu nie ma! Barbara Skarga, Wisława Szymborska, Roman Ingarden, Maurycy Mochnacki, Zygmunt Bauman, Leszek Kołakowski, wspomniany już Mieczysław Jastrun... i inni, i inni, i inni. A wszystkie te autorytety-podpórki składające się na kolaż cytatów i omówień (upchnięte w raptem czterostronicowym tekście!) mają jak się zdaje przyozdobić blaskomiotnym ornamentem rozważania o triadzie „człowiek-naród-język” z dość czytelnym zaleceniem w jakim duchu należy profilować umysły młodzieży podczas lekcyjnych nasiadówek.

Tam zaś, gdzie autorka pozwala sobie i nam na chwilę oddechu od złotych myśli kolejnych mędrców, epatuje nas retoryką rodem ze wstępniaka z „Wyborczej” - i to takiego, gdy Wroński, czy inny Stasiński ma akurat gorszy dzień: „(...) Głoszenie wyjątkowości własnego narodu wynika najczęściej z wybiórczego traktowania historycznej pamięci. Bywa ona wykorzystywana przez polityków do manipulowania opinią publiczną. Pochodną tej tendencji jest rosnąca liczebność i siła narodowców, mających przekonanie o swej moralnej wyższości, wynikającej – ich zdaniem – z faktu obrony tradycyjnych wartości przed kosmopolityzmem. Tym tłumaczą szowinistyczne ataki, antysemityzm, język rasistowski. Jest to zjawisko groźne i coraz bardziej niepokojące tym bardziej, że w szeregi nacjonalistów wstępuje głównie młode pokolenie, inspirowane przez wytrawnych graczy politycznych.

III. Polonistka aspirująca

W trakcie lektury i kilka chwil po, głowiłem się nad tym, dlaczego doświadczona nauczycielka jedzie wedle schematów szkolnej sztampy - wypracowania. I nagle olśniło mnie. Ona pisze wypracowanie! To wypracowanie ma zaświadczyć, że jest poukładana tak, jak się od niej wymaga. Że głowę ma umeblowaną należycie i że odrobiła lekcje - Szymborska, Jastrun, Kołakowski, Bauman... cytaty, cytaty, cytaty... No więc brawo, faktycznie odrobiła lekcje i do tego wykazała się umiejętnością doboru cytatów pod kątem zadanego tematu oraz znajomością literatury nadprogramowej. Bardzo dobrze Pipsztycka, zaliczone, siadaj, szóstka.

Słowem, mamy tu do czynienia z klasówką, którą autorka sama sobie zaordynowała, by potwierdzić zasadność swych aspiracji do Towarzystwa. Ten jakże powszechny wśród naszej postpeerelowskiej inteligencji kompleks wręcz wylewa się z każdej linijki. Charakterystyczne, że ową szkolną, drętwą mową-trawą do chińskiego ludu przemawia do innych nauczycieli - i oni zapewne trybią ten rytm przeżuwania cytatów, bo gdyby było inaczej, to chyba by pani „polonistki aspirującej” nie drukowano w poważnym, fachowym piśmie i nie polecano jej tekstu w charakterze belferskiej ściągawki.

Widzimy więc „polonistkę aspirującą”, uprawiającą takoż aspirującą polonistykę. Stąd ów dobór słuszniackich cytatów z jeszcze bardziej słuszniackich autorytetów, prowadzących do wtórnych, ale hiperpoprawnych „spostrzeżeń”, jak to przytoczone wyżej o groźnych, szowinistycznych narodowcach - choć i tak nieźle, że nie pojechała „faszystami”. To nie jest bowiem artykuł, który ma naświetlić jakiś problem - to deklaracja lojalności złożona przez prymusa. Dość nudna i męcząca, ale potwierdzająca należytą postawę polityczno-ideową. Toteż, w przeciwieństwie do Mamy Katarzyny nie dziwi i nie oburza mnie obecność Baumana. Bauman jest tu jak najbardziej na miejscu. Baumana „nosi się" w tym sezonie na salonach, zatem emerytowana nauczycielka z kompleksem aspirującej polonistki też go nosi. Modny w tym sezonie byłby Piekłasiewicz, to nosiłaby Piekłasiewicza w charakterze broszki do intelektu.

Zastanawiam się, ile początkujących nauczycielek przeszło przez jej ręce w trakcie praktyk szkolnych i na ile zaabsorbowały scharakteryzowaną powyżej mentalność oraz światopoglądowe horyzonty, bo nadmienić należy, iż artykuł ukazał się w dziale – uwaga - „Horyzonty polonistyki”. Jak teraz już wiemy, owe „horyzonty” biegną w dniu dzisiejszym z grubsza od Szymborskiej poprzez Kołakowskiego do Baumana. Słuszna perspektywa, właściwa i na czasie. Pierekowka dusz potrzebą dnia, by młodzież po obróbce edukacyjnej mogła ze spokojem i ufnością wybierać pogodną przyszłość sformatowaną w nieubłaganym duchu świetlistego postępu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

czwartek, 27 czerwca 2013

Schoeps i Bauman kontra „zaplute karły reakcji”

W swym oglądzie Armii Krajowej prof. Schoeps w zasadzie powiela optykę ideową młodego kabewiaka Baumana.

Zadyma z wygwizdaniem Zygmunta Baumana przez członków NOP i kibiców przed jego wykładem na Uniwersytecie Wrocławskim nasunęła mi skojarzenia z pewnym epizodem dotyczącym sprawy serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, którym w ramach postkolonialnego kulturkampfu uraczyła nas niedawno TVP. Konkretnie - mam na myśli wypowiedź jednego z konsultantów filmu, prof. Juliusa H. Schoepsa wygłoszoną podczas wywiadu udzielonego dziennikarzowi TVP. Jak pamiętamy, żydowsko-niemiecki profesor podkreślając rzekomy antysemityzm panoszący się w szeregach AK, przyznał zarazem łaskawie, iż „były też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom”.

Zastanówmy się, jakież to „dobre” i „lewicowe” ugrupowania mógł mieć na myśli prof. Schoeps, przeciwstawiając je złym AK-owcom? Ani chybi, komunistyczną, pro-moskiewską partyzantkę z GL i AL, rzecz jasna przy optymistycznym założeniu, że pan konsultant jako tako orientuje się w zawiłościach polityczno-organizacyjnych polskiego podziemia w czasach II Wojny Światowej.

Tutaj należy dodać, że zachodnie ośrodki uniwersyteckie, jeśli w ogóle wykazywały zainteresowanie antyniemiecką partyzantką na ziemiach polskich, to przez kilkadziesiąt lat po wojnie skutecznie infekowane były odnośną literaturą sowiecką i peerelowską, operującą właśnie tą uroczą dychotomią, którą lapidarnie przedstawił nam prof. Schoeps - „faszyści” z AK, kontra „dobrzy komuniści” z AL. Wedle tego „czarnego pijaru” AK, to nie tylko „zaplute karły reakcji”, ale również antysemici, szmalcownicy i hitlerowscy kolaboranci. Inna sprawa, że te wszystkie grzechy, metodą przeniesienia zdjęto przede wszystkim właśnie z „bojców” komunistycznych, by przypisać je partyzantce niepodległościowej. Ale tego oczywiście prof. Schoeps, ani inni, podobni mu „konsultanci” wiedzieć nie muszą – bo i na cóż im taka reakcyjna wiedza?

No i w tym miejscu prof. Schoeps spotyka się z prof. Zygmuntem Baumanem, który za młodu w szeregach bezpieki (licznie rekrutującej się m.in. spośród „dobrej, lewicowej partyzantki” z AL) toczył sławetne boje z „reakcyjnymi bandami” (cyt.z raportu: „Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”), by na starość uwodzić zachodnie salony opowieściami o „ponowoczesności”. Obaj są wytworem tej samej, przeżerającej cywilizację Zachodu, a zaprojektowanej w Moskwie, formacji intelektualnej. Oczywiście z tą różnicą, że Bauman formację tę odebrał z pierwszej ręki, a następnie sam ją współtworzył, zaś Schoeps jest jej obiektem docelowym, produktem finalnym, jako oczadziały lewicowy liberał, nasączony po dziurki w nosie zasuflowaną mu propagandą wykoncypowaną pod kątem zachodnich „użytecznych idiotów” w murach Łubianki.

Zwróćmy uwagę: w swym oglądzie Armii Krajowej prof. Schoeps w zasadzie powiela optykę ideową młodego kabewiaka Baumana. Jestem pewien, że gdyby dane im było pogadać, to doskonale by się zrozumieli – i to nie tylko na gruncie, powiedzmy, wspólnoty etnicznej – ale przede wszystkim powinowactwa ideowego właśnie. Bauman do tej pory przyrównuje krwawą pacyfikację podziemia niepodległościowego przez KBW do „walki z terroryzmem” - i przypuszczam, że prof. Schoeps chętnie by się z nim zgodził. Wywiad udzielony TVP przy okazji filmu „Nasze matki...” dobitnie pokazuje, że człowiek ten organicznie nie jest zdolny do zweryfikowania wdrukowanej mu ponurej legendy AK, nawet w obliczu konfrontacji z niezaprzeczalnymi faktami. To co dobre może pochodzić jedynie od „lewicy”, zaś skoro podczas wojny wydarzyło się tyle zła, to zrozumiałe, że pochodzić może ono jedynie od zezwierzęconych „faszystów” - w tym polskich, antykomunistycznych partyzantów.

Na zakończenie warto dodać, że „faszyzm”, z którym „walka” ostatnio uległa takiemu wzmożeniu na skutek pamiętnego sabatu „Wyborczej”, definiowany jest tutaj w sposób stricte stalinowski - „faszystą” jest ten, kto zostanie wskazany jako faszysta. W stalinowskiej propagandzie w pewnym momencie wedle tego klucza nawet zachodnich socjaldemokratów określano jako „socjalfaszystów”. Tak oto walczący z AK-owskim „faszystowskim” „terroryzmem” pułkownik KBW Bauman i piętnujący współcześnie tychże „terrorystów” za „antysemityzm” na bazie wzorców komunistycznej propagandy Schoeps są żywymi dowodami na poparcie tezy, że komunizm ma nieskończoną zdolność do przepoczwarzania się i wyłażenia na powierzchnię w najmniej oczekiwanych okolicznościach.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/nasze-matki-nasi-ojcowie-jako-test-zderzeniowy

http://niepoprawni.pl/blog/287/postkolonialny-kulturkampf-ii