Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialog polsko-żydowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialog polsko-żydowski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

Żydzi – Polska – problem

Mamy z Żydami dwa podstawowe problemy: pierwszym jest próba wmanipulowania nas we współodpowiedzialność za holocaust, drugim – roszczenia rewindykacyjne.

I. Kolejny „dwugłos” z Katarzyną

Miałem już dać sobie spokój z tematyką żydowską wywołaną ostatnio debatą „Żydzi-Izrael-Polska” w Klubie Ronina, ale zainspirował mnie post Mamy Katarzyny „Naród Wybrany Tomasza Terlikowskiego”, w którym Autorka rozjeżdża naczelnego portalu Fronda.pl. Katarzyna podeszła do tematu od strony religijnej i nauczania Kościoła, m.in. prostując jeden z podstawowych terminów, który pojawia się zawsze przy okazji tematyki żydowskiej - „naród wybrany” - i tłumacząc, co oznacza to pojęcie z katolickiej perspektywy oraz obnażając fikcję tzw. „judeochrześcijaństwa”. Ja zatem ugryzę temat z innego końca, kontynuując przy okazji niektóre wątki poruszone przeze mnie w tekście „Żydzi-Izrael-Polska – polemika” i licząc, że znów wyjdzie nam z Mamą Katarzyną ciekawy dwugłos, tak jak miało to niedawno miejsce przy okazji zagadnień edukacyjnych (tekst Katarzyny TUTAJ, a mój TUTAJ).

II. Dwa problemy

Otóż, moim zdaniem, my - jako Polska i Polacy - mamy z Żydami dwa podstawowe, powiązane ze sobą problemy: pierwszym jest próba wmanipulowania nas we współodpowiedzialność za holocaust, drugim – żydowskie roszczenia rewindykacyjne.

Skąd ta zaciekła, antypolska propaganda, mająca wbić nam do głów, iż – jak ujął to prezydent Komorowski w odczytanym przez Tadeusza Mazowieckiego liście przy okazji 70. rocznicy Jedwabnego - „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”? Skąd te wszystkie „polskie obozy zagłady”, „Pokłosie” i ponure łgarstwa J.T. Grossa? Skąd legenda „polskiego antysemityzmu” i współudziału w Zagładzie na równi z anonimowymi „nazistami”? Dlaczego żydowska młodzież kształtowana jest w duchu antypolonizmu, zaś przed „Marszami żywych” w Oświęcimiu poddawana jest praniu mózgów w ramach regularnych seansów nienawiści? Ano stąd, że rozpowszechnienie i zakorzenienie wśród światowej opinii publicznej takiego ewidentnie sprzecznego z historyczną prawdą stereotypu Polski i Polaków stanowić ma pretekst uzasadniający wysuwanie wobec Polski „roszczeń odszkodowawczych”. Tak funkcjonuje propaganda międzynarodowego „holocaust industry” i jego krajowych kolaborantów.

Proste, jak konstrukcja cepa: jeśli świat przyjmie za pewnik, iż Polacy byli również „sprawcami”, to niech teraz płacą! Ale urobienie opinii zagranicznej to jedno. Drugie, to wpędzenie w kompleks winy samych Polaków, tak by mentalnie sterroryzowani batem „antysemityzmu” nie śmieli nawet pisnąć, gdy przyjdzie do wyłożenia w pieniądzu i naturze tych miliardów dolarów. Skutkiem ubocznym, ale atrakcyjnym z punktu widzenia Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP oraz jego zagranicznych mocodawców, jest prawidłowość polegająca na tym, że zakompleksionym społeczeństwem, permanentnie utrzymywanym w poczuciu niższości za pomocą anty-pedagogiki upodlenia, łatwiej jest rządzić i manipulować.

Innym ubocznym efektem może być rozkwit autentycznego antysemityzmu i wysyp różnych, często zadaniowanych, „szalonych wujków” tłumaczących sobie i innym rzeczywistość przez pryzmat wszechogarniającego żydowskiego spisku, co jest sposobem prowokacji znanym służbom co najmniej od czasu „Protokołów Mędrców Syjonu”. W ten sposób skutek (pojawienie się jako reakcja obronna organizmu masowych antysemickich postaw) usprawiedliwi przyczynę (antypolską propagandę suflowaną w celu ograbienia Polski pod pozorem „odszkodowań”).

Dodać należy, iż ten odcinek żydowskiej polityki historycznej współgra z analogiczną polityką niemiecką – Niemcy już się spłacili, a teraz dozbrajają Izrael w okręty podwodne, trzeba więc znaleźć kolejnego winowajcę, by biznes się kręcił, a „naziści” kojarzyli się z kim innym. Zrozumiałe też, że skoro Niemcy mają pełnić przewodnią rolę w Europie, to historycznego garbu muszą się pozbyć – najlepiej tak, by ów garb od tej pory zawadzał na przykład średniemu krajowi w „Mitteleuropie”.

III. Finansowe HEART Izraela

Przy okazji warto podkreślić, iż od momentu powołania w 2011 projektu HEART, wymuszenia rozbójnicze bandy wydrwigroszy żerującej na tragedii Żydów podczas II Wojny Światowej weszły na wyższy poziom. Do tej pory „rewindykacjami” zajmowały się formalnie „prywatne” organizacje żydowskie – tak było np. przy okazji wyczesania ze szwajcarskich banków 1,25 mld USD (co uczyniła Ania Werchowskaja, obecnie zaangażowana w HEART). Obecnie, gdy interes przejął wspomniany „Project HEART” powołany przez rząd Izraela do spółki z Agencją Żydowską, mamy do czynienia z nową jakością. To jest już sprawa wagi państwowej dla izraelskiego rządu i być może stąd dyrektor zarządzający HEART, pan Bobby Brown, po lutowej wizycie w Polsce podczas której spotkał się z przedstawicielami szeregu ministerstw na szczeblu dyrektorów departamentów, mógł oznajmić po powrocie izraelskim mediom, iż w kwestii roszczeń nastąpił „przełom”.

Zwróćmy uwagę – nikt, ale to nikt nie powie jasno i raz na zawsze, iż ów „rewindykacyjny” proceder jest bezprawiem. Nikt „w głównym nurcie” nie zbada, ile z wyduszonych z kolejnych krajów odszkodowań rzeczywiście trafiło do ofiar, bądź ich prawnych spadkobierców. Cały mechanizm międzynarodowego rozboju zasadza się bowiem na jakimś plemiennym prawie współwłasności, nieznanym zachodniej cywilizacji ukształtowanej na prawie rzymskim. Niepisana zasada w myśl której postępują „rewindykatorzy” brzmi bowiem: wszystko, co kiedyś należało do Żyda, należy również do wszystkich innych Żydów – i to na przestrzeni pokoleń. A egzekutorami tego doktrynalnego kuriozum są samozwańcze organizacje powołane w tym celu, obecnie zaś również państwo Izrael.

IV. Dialog z głową w kiblu

I tak to, drodzy Państwo, wygląda. Dopóki nie zaczniemy otwarcie mówić o realnych problemach polsko-żydowskich, dopóki jasno nie zdefiniujemy ich charakteru, dopóty we wzajemnych relacjach będziemy poruszać się po omacku i wiecznie dostawać po gębie. Nie sposób bowiem toczyć „dialogu” z głową zanurzoną w kiblu. Do niczego nie prowadzi omijanie tematów niewygodnych pod dyktando drugiej strony i samobiczowanie w celu wykazania „dobrej woli”. Jak już napisałem w innej notce a propos „bicia się we własne piersi” do którego wzywał Terlikowski: „To nie dialog. To sado-masochizm.”

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że nawet prawica boi się poruszać zarysowane powyżej tematy w obawie, by nie doklejono jej antysemickiej gęby. Tyle, że antysemicka gęba jest doklejana zarówno polskiej prawicy, jak i Polakom jako narodowi, bez względu na to, co zrobimy, lub czego nie zrobimy. Dotychczasowe doświadczenia jasno pokazały, że obecny model „dialogowania” wedle schematu: „wy oskarżacie, my się przyznajemy” prowadzi donikąd. To znaczy – prowadzi donikąd nas, Polaków, bo „partnerów” prowadzi prosto do wytyczonego celu. Jest to de facto dyktat na poziomie historycznym, moralnym, politycznym i koniec końców – finansowym, ubrany w formę „dialogowania” na Churchillowskiej zasadzie „jedyne czego oczekujemy, to zaakceptowanie naszych warunków po rozsądnej dyskusji”.

Tylko twardy sprzeciw wobec rozmaitych uroszczeń może sprawić, że będziemy przez Żydów szanowani. I tylko taka postawa pomoże np. nawiązać normalne, równorzędne stosunki z Izraelem, którego istnienie może być dla nas przydatne, choćby z dwóch powodów: po pierwsze - Izrael wiąże znaczące siły świata islamu na Bliskim Wschodzie i tym samym opóźnia i osłabia dżihad na Zachodzie; po drugie – jeśli Izrael zostanie „zepchnięty do morza”, to ci wszyscy Żydzi będą chcieli tu wrócić.

I tutaj, już na koniec dopowiem, że owe roszczenia „rewindykacyjne” sprawiają wrażenie, jakby Żydzi chcieli sobie urządzić zawczasu „zapasowy Izrael nad Wisłą”. Trzeba te dążenia uciąć raz na zawsze, w sposób nie pozostawiający wątpliwości. Niech Żydzi zajmą się utrwalaniem swojego stanu posiadania w Izraelu i tu możemy nawet zaoferować pomoc – w zamian za rezygnację z polakożerczej propagandy i roszczeń majątkowych. Tylko, by Żydzi potraktowali propozycję takiego dealu poważnie, musimy być państwem liczącym się o wiele bardziej, niż obecnie. Na przykład mogącym podesłać okręt podwodny, tak jak Niemcy. Ale to już zadanie i wyzwanie dla nas samych.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/zydzi-izrael-polska-polemika

http://niepoprawni.pl/blog/287/finansowe-heart-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-ciag-dalszy

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-eureka

sobota, 7 września 2013

„Żydzi-Izrael-Polska” - polemika

Po debacie „Żydzi-Izrael-Polska”: plemienne prawo współwłasności jako „wektor” i „dialogiczny” sado-masochizm.

Wstępik

W niniejszej notce będę starał odnieść się polemicznie do kilku elementów, które przewinęły się w debacie „Żydzi – Izrael – Polska”, zorganizowanej przez Klub Ronina w poniedziałek, drugiego września. Niestety, na razie nie ma co liczyć na publikację zapisu debaty w internecie, zatem szczęśliwi ci, którzy mieli szansę wysłuchać jej w transmisji na żywo w Niepoprawnym Radiu PL. Dość szczegółowe relacje napisali Coryllus i elig, więc po detale odsyłam do tych autorów, sam zaś skupię się na pewnych tezach wygłoszonych przez Tomasza Terlikowskiego i Dawida Wildsteina.

I. Plemienne prawo współwłasności

Otóż, Dawid Wildstein powiedział coś w tym guście, że Izrael może się stać głównym sojusznikiem Polski w walce z rewizjonistyczną polityką historyczną Niemiec. Niestety, z jakichś względów tak nie jest. Taki był mniej więcej sens jego wypowiedzi, wzbogaconej jeszcze stwierdzeniem, iż Izrael jest ważnym wektorem polskiej polityki historycznej. Jest to, moim skromnym zdaniem, piramidalna bzdura, mam nadzieję, że wynikająca jedynie z beztroskiego „chciejstwa” Wildsteina juniora, a nie z celowego wpuszczania nas w maliny. W rzeczywistości jest bowiem tak, że polityki historyczne Niemiec i Izraela względem Polski są zbieżne i polegają na wmanipulowaniu Polski i Polaków we współodpowiedzialność za holokaust i zbiorowe paserstwo na mieniu ofiar.

Interes Niemiec jest tu jasny – pozbycie się historycznego garbu poprzez przerzucenie go na nas, tym bardziej, że spłacili się już szajce spod znaku „holocaust industry”, obecnie zaś dozbrajają Izrael. Interesem środowisk żydowskich natomiast, jest kasa – wraz z konsekwencjami. Po prostu. Mówi się o 60 mld dolarów, ale tak naprawdę nikt nie zna skali żydowskich roszczeń wobec Polski, które jakimś prawem plemiennej współwłasności, kompletnie obcej naszej cywilizacji, mamy zaspokoić. Windykacją od strony instytucjonalnej ma się zajmować powołana w 2011 roku przez rząd Izraela i Agencję Żydowską instytucja o nazwie HEART (Holocaust Era Asset Restitution Taskforce), której powstanie było, za przeproszeniem, pokłosiem konferencji „Mienie ery holokaustu”, która odbyła się w czeskim Terezinie w czerwcu 2009 roku. Projekt HEART jest o tyle nową jakością, że po raz pierwszy Izrael jako państwo oficjalnie zaangażował się w wymuszenia rozbójnicze będące do tej pory domeną pozarządowych organizacji żydowskich.

No więc, w jakim kontekście widzi Dawid Wildstein ów „wektor polityki historycznej”, którym ma dla nas być Izrael? Chyba, że chodzi o prosty szantaż „zapłaćcie, to pomożemy wam z tymi Niemcami”. No i może tak się w końcu stanie, bowiem Bobby Brown, dyrektor zarządzający HEART po lutowej (25.02) wizycie pięcioosobowej żydowskiej delegacji w Polsce (spotkania z przedstawicielami polskich ministerstw finansów, spraw zagranicznych, skarbu państwa, sprawiedliwości, administracji i cyfryzacji, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz z grupą parlamentarzystów) oznajmił w wywiadzie dla izraelskich mediów, iż nastąpił „przełom” w kwestii roszczeń rewindykacyjnych. To ma być ten „wektor”, panie Dawidzie? Rozłożą nam chociaż ten bandycki haracz na raty? No i wreszcie jak to jest – czy religijne prawo żydowskie, bądź prawo państwa Izrael stanowi, że to co należało do Żyda, należy też do wszystkich innych Żydów i to na przestrzeni pokoleń? A jeżeli nawet – to czy mamy obowiązek takie kuriozum respektować?

II. Dialog czy sado-masochizm?

Tomasz Terlikowski z kolei, po dość jałowych rozważaniach kto jest Żydem, a kto nie, i wyliczance różnych odłamów judaizmu, zaczął się rozwodzić nad tym, że na każdego „gojożercę” typu rabin Owadia Josef gotów jest wymienić wielokrotnie więcej rabinów, którzy są przychylni chrześcijaństwu („dziczce zaszczepionej na drzewie judaizmu”), katolicyzmowi, nie mają nic do Polaków i tak dalej (oddaję sens wypowiedzi). No i wszystko pięknie, cieszmy się i radujmy, tyle, że nie ma to najmniejszego znaczenia. Wpływ na opinię mas, aparat propagandowy, trzymają bowiem ludzie, których w sensie kulturowo-religijnym trudno nawet nazwać żydami. Są bowiem jedynie Żydami w znaczeniu etnicznego pochodzenia – niemniej, właśnie w rękach owych Żydów-kosmopolitów, bądź w najlepszym razie zeświecczonych Izraelczyków spoczywa moc kształtowania umysłów i kreowania bytów. A tym bezustannie kreowanym bytem jest Polak - żydożerca i złodziej żydowskiego mienia.

I na nic tu zżymanie się Dawida Wildsteina na „Gazetę Wyborczą”, która uzurpatorsko zawłaszczyła monopol na reprezentowanie polskich Żydów – promując przy okazji tych urobionych na jej obraz i podobieństwo. To jest nasz krajowy odcinek zjawiska opisanego powyżej – oni odrabiają swoją działkę na naszym krajowym poletku.

Wracając do Tomasza Terlikowskiego – generalnie uważam, że jest świetny w piętnowaniu „post-soborowego” nowinkarstwa (sam przychylnie zrecenzowałem w „Myślozbrodni” jego książkę „Koń trojański w mieście Boga. Pół wieku po Soborze...”) - i niechaj przy swej roli młota na „ducha Soboru” pozostanie. Religijna perspektywa zaburza mu bowiem spojrzenie na sprawy, w których liczy się jedynie czysta polityka, religia zaś, o ile się pojawia, pełni rolę wyłącznie instrumentalną – tak jak w kwestiach polsko-żydowskich, czy niedawnego „pojednania” między rosyjską Cerkwią a polskim Kościołem. W pewnym momencie Terlikowski zaczął głosić tezę, że prawdziwy dialog jest wtedy, gdy każdy bije się we własne piersi, a nie w cudze. No to słucham, gdzie są ci Żydzi bijący się we własne piersi i przepraszający za zbrodnie współziomków? Bo póki co, to my się bijemy i nas biją. To nie dialog. To sado-masochizm.

Krótko mówiąc, my się rozliczamy i nas rozliczają. A niedługo rozliczy nas dosłownie, finansowo, pani Ania Werchowskaja „czuwająca nad praktyczną stroną” Projektu HEART, która „rozliczyła” już szwajcarskich bankierów na 1,25 mld USD. Takie to mamy „wektory” Panowie.

I dopóki będziemy kulić się w sobie obezwładnieni potęgą rozlicznych żydowskich wpływów, z pałką „antysemityzmu” wiszącą nad głowami, sytuacja się nie zmieni.

***

Na koniec słowo wyjaśnienia. Skupiłem się na Wildsteinie i Terlikowskim dlatego, że z tym co mówili Grzegorz Braun i Leszek Żebrowski w dużej mierze się zgadzam, zaś Filip Memches i Piotr Gontarczyk wypadli tak bezbarwnie, że trudno mi odnieść się do ich wypowiedzi, które tylko rozmydlały dyskusję. Ilość uczestników okazała się zresztą zabiegiem (nie wiem, czy zamierzonym, czy nie), który dość skutecznie i moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie „rozrzedził” debatę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/finansowe-heart-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-ciag-dalszy

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-eureka