Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roszczenia żydowskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roszczenia żydowskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2019

Pod-Grzybki 161

Na początek dobra wiadomość. Gejowska organizacja ILGA opublikowała ranking krajów UE sklasyfikowanych pod kątem promowania dewiacji. Polska (z wynikiem 18 pkt. na 100, wg zasady - im mniej punktów, tym lepiej) po raz drugi z rzędu zanotowała drugą pozycję wśród najbardziej „homofobicznych” państw, ustępując jedynie Łotwie. Srebrny medal cieszy, jednak nie wolno spocząć na laurach – zróbmy wszystko, by za rok sięgnąć wreszcie po złoto!


*

Widzieli kiedyś Państwo mandryla? To jest taka małpa z tyłkiem w kolorach tęczy. Przyszło mi do głowy, że nadaje się idealnie na symbol LGBTQWERTY obnoszony na gej-paradach - pasowałaby do tego towarzystwa jak ulał. Reszta lewaków może demonstrować pod sztandarami z tyłkiem pawiana. Bo czerwony.


*

Na gali 30-lecia „Wyborczej” Barbara Engelking zaliczyła „freudowskie przejęzyczenie”, nazywając „Gazetę Wyborczą” „gazetą żydowską” - zapominając jednak dodać, wzorem Stanisława Michalkiewicza, iż jest to „żydowska gazeta dla Polaków”. Ale najciekawsze nastąpiło później: otóż Engelking wytłumaczyła, iż to dlatego, że przyszła jej na myśl „Gazeta Żydowska” - pismo dla Żydów wydawane podczas okupacji w Generalnym Gubernatorstwie. Czy ja dobrze zrozumiałem, że Barbara Engelking przyrównała organ Michnika do okupacyjnej, żydowskiej gadzinówki? Uuu... grubo... ja tu widzę niezły antysemityzm!


*

Wstajemy z kolan. Znowu. Premier Morawiecki i prezes Kaczyński poodgrażali się trochę Żydom w sprawie roszczeń majątkowych, po czym tradycyjnie przestraszyli się własnej odwagi i zdjęli z porządku obrad Sejmu projekt Kukiz'15 sprzeciwiający się „ustawie 447”. Tym samym zachowali godną podziwu konsekwencję w wykonywaniu swojego ulubionego układu gimnastycznego: powstań – padnij, powstań – padnij – i tak w kółko. Słowem - stary, dobry PiS...


*

A tymczasem grupa amerykańskich kongresmanów zgłosiła postulat, by budowa „Fortu Trump” została uzależniona od spełnienia żydowskich roszczeń restytucyjnych. Wychodziłoby zatem, że za amerykańską bazę zapłacimy dwa razy – najpierw Amerykanom (bo zadeklarowaliśmy już chęć współfinansowania budowy), a potem, wielokrotnie więcej - Żydom. I tak oto, zamiast „Fortu Trump” będziemy mieli „Fort Netanjahu”.


*

A propos „ustawy 447”. Czy zastanawialiście się Państwo, dlaczego w latach 90-tych organizacje „holocaust industry” żądały od nas 60-65 mld. USD, a teraz już 300-330 mld.? Czyżby w międzyczasie przedwojenny majątek polskich Żydów uległ cudownemu rozmnożeniu? Moim zdaniem, wyjaśnienia są dwa: albo naliczyli nam karne odsetki, albo na przestrzeni tego okresu dolar uległ... pięciokrotnej dewaluacji! Ostatecznie, ci którzy wysuwają żądania restytucyjne najlepiej znają realną wartość amerykańskiej waluty – w końcu, sami ją „wypłukują z powietrza”, więc nie zadowolą się byle wydmuszkami i uaktualniają wartość roszczeń na bieżąco. Swoją drogą, chciałbym mieć podgląd na ten licznik – robiłbym wtedy na giełdzie geszefty lepsze od Sorosa!

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 21 (24-30.05.2019)

niedziela, 5 maja 2019

Żydowska skarbonka

Żydzi i ich organizacje cieszą się u nas jakimś nadzwyczajnym, niemal eksterytorialnym statusem świętych krów, a polskie państwo pełni dla nich wyłącznie rolę skarbonki.


I. Napadnięty sam jest sobie winien

Na marginesie omawianej tu przed tygodniem notatki z poufnego spotkania ambasadora Jacka Chodorowicza z wysłannikiem amerykańskiego Departamentu Stanu Thomasem K. Yazdgerdim, podczas którego omawiano terminarz i sposoby realizacji majątkowych uroszczeń „holocaust industry” (przy okazji - w tzw. wiodących mediach cały czas panuje wymowna cisza), warto przyjrzeć się bliżej finansowemu tłu relacji polsko-żydowskich. Śmiem bowiem twierdzić, że ani Stany Zjednoczone, ani Izrael czy żydowska diaspora nie byłyby tak natarczywe i bezczelne w swych szantażach i żądaniach, gdyby nie uznały, że mają do czynienia z łatwą ofiarą, którą wystarczy dobrze przycisnąć, by ta w końcu zaczęła płacić haracz.

Już Roman Dmowski stwierdził, że w relacjach międzynarodowych nie ma czegoś takiego jak „słuszność” - decydujące znaczenie ma natomiast siła i brak siły. Innymi słowy, parafrazując znaną myśl von Clausewitza, napadnięty sam jest sobie winien, ponieważ swoją słabością sprowokował napastnika. To brutalne podejście, lecz znajdujące potwierdzenie w praktyce, co niejednokrotnie przerobiliśmy na własnej skórze. W tym ujęciu, Polska swą dotychczasową polityką nieustannie zachęca do eskalacji roszczeń, bo żadna z dotychczasowych ekip rządzących nie odważyła się jednoznacznie, na forum międzynarodowym, odrzucić pretensji organizacji żydowskich dotyczących tzw. mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego – bo o to tak naprawdę toczy się gra, a nie o mienie mające prawnych spadkobierców, które już dziś może być odzyskiwane sądownie na ogólnych zasadach (a jak pokazuje afera reprywatyzacyjna, sądy potrafią być nader liberalne i nie wnikają w szczegóły do tego stopnia, że gotowe są akceptować „pełnomocnictwa” wystawiane przez ponad stuletnich staruszków z drugiego końca świata). Zamiast tego, nieustannie wdajemy się w jakieś dialogi, rozmowy i negocjacje – wplątując się tym samym w zastawioną na nas pajęczynę. W ten sposób sami podtrzymujemy nadzieję na wydudkanie nas z kasy – nie ma się więc co dziwić, że owe rozmowy coraz bardziej przypominają dyktat, co widzieliśmy w przypadku wytycznych przedstawionych przez pana Yazdgerdiego.


II. Futrowanie Żydów

Zresztą, spójrzmy. Najpierw oddaliśmy bez większych ceregieli majątki przedwojennych gmin żydowskich ich samozwańczym spadkobiercom nasłanym z USA (co jeszcze można zrozumieć uwarunkowaniami politycznymi – była to po prostu łapówka dla żydowskiego lobby w Stanach Zjednoczonych za przyjęcie nas do NATO). To, co owe gminy zrobiły z tym majątkiem, to zresztą osobny kryminał – warto przypomnieć słynny tekst „Forbesa” z 2013 r. „Kadisz za milion dolarów” (a w zasadzie cykl tekstów na ten temat) Wojciecha Surmacza i Nissana Tzura, opisujący handel pożydowskimi nieruchomościami, po którym organizacje żydowskie przypuściły szturm na centralę wydawcy pisma – koncern Ringier Axel Springer – szantażując ją rytualnymi oskarżeniami o „antysemityzm”. W efekcie nacisków „z góry”, redakcja polskiego „Forbesa” została zmuszona do publikacji kuriozalnych sprostowań i przeprosin, a Wojciech Surmacz i redaktor naczelny Kazimierz Krupa wkrótce rozstali się z pracą – bo ośmielili się napisać i opublikować prawdę. Nawiasem, Surmacz został za swój tekst uhonorowany nagrodą „Watergate” Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a to samo SDP przyznało tytuł „Hieny Roku” Ralphowi Buechiemu, ówczesnemu szefowi działu międzynarodowego Ringier Axel Springer.

Przekręty na pożydowskim mieniu nie zraziły jednak polskich władz i futrowanie środowisk żydowskich trwało w najlepsze, czego ukoronowaniem było powstanie muzeum POLIN na budowę którego podatnicy wyłożyli ponad 300 mln. zł., zaś MKiDN co roku dofinansowuje placówkę kwotą 8,9 mln. zł. Warto dodać, że polskie państwo nie ma de facto nic do powiedzenia jeśli chodzi o profil i oblicze ideowe finansowanej przez siebie instytucji, bowiem jej statut zakłada równoprawność trzech współtworzących ją podmiotów – Żydowskiego Instytutu Historycznego, Miasta Stołecznego Warszawy oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, co w obecnych realiach politycznych oznacza zawsze stosunek głosów 2:1 na niekorzyść strony rządowej. Wskutek powyższego, muzeum POLIN szybko okazało się ogólnoświatowym rozsadnikiem najczarniejszej, antypolskiej propagandy, imputując Polakom antysemityzm i współudział w Holocauście, a po wyborach w 2015 r. stało się otwarcie jednym z politycznych ośrodków opozycji wobec obecnej władzy. Znamienne, że w relacji ze spotkania Chodorowicz-Yazdgerdi, podkreślono stałe i bliskie kontakty amerykańskich przedstawicieli z muzeum POLIN – sami więc hodujemy sobie wrogą jaczejkę i agenturę wpływu.

Na marginesie, POLIN przytula co roku również miliony z tzw. funduszy norweskich, których głównym operatorem w Polsce jest Fundacja Batorego – przy aktywnym zaangażowaniu norweskich przedstawicieli dyplomatycznych. Żeby było zabawniej, fundusze norweskie płacone są przez kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Norwegia, Islandia, Liechtenstein) nie będące członkami Unii Europejskiej w ramach swoistej opłaty za dostęp do unijnego, w tym polskiego, rynku. Na pieniądzach tych w większości krajów naszego regionu trzymają łapę organizacje pozarządowe z sieci George'a Sorosa – i rozdzielają je zgodnie ze swymi ideologicznymi priorytetami. W latach 2017-2018 kontrolę nad funduszami usiłował przejąć min. Gliński chcąc, by polskim operatorem stało się Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, ale poległ z kretesem i wszystko zostało po staremu.

Jednak rząd, niepomny na te doświadczenia, lekką ręką wyłożył 100 mln. zł. na renowację cmentarza żydowskiego na warszawskiej Woli (a gdzie są pieniądze gmin żydowskich ze sprzedaży przekazanych im nieruchomości? - że tak retorycznie zapytam w nawiązaniu do „Kadiszu za milion dolarów”). Mało tego, powstać mają dwie kolejne żydowskie placówki muzealne – Muzeum Getta Warszawskiego i Muzeum Chasydyzmu za łączną kwotę ok. 32 mln. zł. Nota bene, dyrektorem Muzeum Getta Warszawskiego jest Albert Stankowski – współtwórca i członek Rady Muzeum POLIN oraz Żydowskiego Instytutu Historycznego, co samo w sobie jest dość wymowne. Na stronach tworzonego muzeum próżno szukać statutu – nie wiadomo więc, jaki wpływ na jego funkcjonowanie będzie miał główny fundator, czyli polski rząd. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasowy model „współpracy” idę o zakład, że polskie władze będą miały do powiedzenia tyle samo, co w przypadku POLIN i rola państwa ograniczy się do sponsoringu z publicznych pieniędzy.


III. Polska żydowską skarbonką

Podsumowując, Żydzi i ich organizacje cieszą się u nas jakimś nadzwyczajnym, niemal eksterytorialnym statusem świętych krów, których nikt nie waży się w żaden sposób kontrolować, a polskie państwo pełni dla nich wyłącznie rolę skarbonki, do której dorzuca się podatnik. Czy można się więc dziwić, że widząc naszą uległość na tym i innych polach (rejterada ws. nowelizacji Ustawy o IPN), dociskają nas do ściany? Skoro trafili frajera – to niech frajer płaci, proste. Na domiar złego, rządzący albo mają zakazane, albo nie chcą informować opinii publicznej o naszej rzeczywistej sytuacji – z jednej strony ze strachu przed pogorszeniem relacji z naszymi „strategicznymi sojusznikami”, a z drugiej w obawie, że nakręci to opozycję po prawej stronie. Tak kończy się uprawianie „bezalternatywnej” polityki. Co gorsza, różni medialni zagończycy z bliskich władzy, upartyjnionych mediów usiłują dezawuować protesty przeciw „ustawie 447” prezentując je jako niemal „agenturalną” dywersję. Krótko mówiąc, sami się podkładamy.

Odwrotnie postępują Niemcy, które w obliczu roszczeń odszkodowawczych za ludobójstwo w Namibii, okupację Grecji czy Polski, twardo stoją na stanowisku, że wszystko już dawno zostało rozstrzygnięte i żadnych pieniędzy nie zapłacą – co z miejsca ustawia poprzeczkę na zupełnie innej wysokości. Która metoda jest skuteczniejsza, pozostaje pytaniem retorycznym.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Na krótkiej smyczy

Gra o bilion złotych II

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Gra o bilion złotych

Hieny cmentarne z „holocaust industry”

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 18 (30.04-09.05.2019)

niedziela, 28 kwietnia 2019

Na krótkiej smyczy

Oczekuję od rządu jednoznacznej deklaracji, że nie wprowadzi pod żadnym pozorem zmian legislacyjnych umożliwiających realizację bezprawnych żydowskich roszczeń.

I. „Definitywne rozwiązanie kwestii restytucji”

W ubiegłym tygodniu sporo zamieszania (głównie w internecie, bo media tradycyjne milczały jak zaklęte) wywołała notatka ze spotkania ambasadora Jacka Chodorowicza z przedstawicielem amerykańskiego Departamentu Stanu Thomasem K. Yazdgerdim. Nie bez powodu, gdyż dokument ujawniony przez znanego publicystę Stanisława Michalkiewicza jasno pokazuje, że w sprawie majątkowych roszczeń organizacji żydowskich Polska trzymana jest na bardzo krótkiej smyczy. Przypomnę na początek w czym rzecz (informacje za treścią notatki opublikowaną na stronach internetowych „Najwyższego Czasu”). Ambasador Jacek Chodorowicz jest pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych ds. kontaktów z diasporą żydowską, zaś Thomas K. Yazdgerdi jest jego amerykańskim odpowiednikiem, stojącym na czele delegacji USA przy International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA, Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holocauście). Do spotkania doszło 25 października 2018 r. - i jak wynika z relacji, Thomas K. Yazdgerdi sformułował w jego trakcie szereg jednoznacznych i daleko posuniętych oczekiwań wobec Polski. Otóż w związku z uchwaleniem przez amerykański Kongres ustawy JUST Act (tzw. ustawa 447/1226), zobowiązującej Sekretarza Stanu do monitorowania kwestii zwrotu pożydowskiego mienia (w tym również „mienia bezdziedzicznego”) oraz dorocznego raportowania Kongresowi postępów w tej materii, amerykański wysłannik oznajmił, iż oczekuje od strony polskiej, by ta „w konkretny sposób posunęła kwestię restytucji do przodu.

T. K. Yazdgerdi podkreślił, iż zdaje sobie sprawę z polskich uwarunkowań politycznych – szczególnie tego, że na jesieni 2019 r. odbędą się wybory parlamentarne. Z drugiej strony jednak przypomniał, że wg JUST Act termin przedstawienia raportu przez Sekretarza Stanu przypada na październik 2019 r., dodając przy tym, że kadencja obecnego sekretarza (Mike'a Pompeo) upływa już w sierpniu 2019 r. i w związku z tym będzie on chciał ukończyć prace nad raportem jeszcze przed tą datą. Biorąc to pod uwagę, Yazdgerdi zarysował wprawdzie ogólny „horyzont czasowy” na 2019 rok, lecz jednocześnie nalegał, by konkretne efekty działań strony polskiej pojawiły się nie tylko przed wyborami, lecz również zanim raport Sekretarza Stanu zostanie przekazany do odpowiednich komisji Kongresu. Wynika z tego zatem, że pierwszy postawiony przed nami deadline przypada na sierpień tego roku – tak, by Mike Pompeo mógł się pochwalić przed Kongresem jakimiś namacalnymi dokonaniami.

Co do tego momentu mielibyśmy zrobić? Przede wszystkim przystąpić do rokowań z organizacjami żydowskimi, głównie w kwestiach finansowych, co miałoby na celu „ustalenie konkretnych kwot możliwych rekompensat, które, jego zdaniem, mogą mieć częściowy charakter”. Określone jest to w dokumencie jako „przystąpienie przez stronę polską do procesu prowadzącego do definitywnego rozwiązania kwestii restytucji”. Amerykanie na tym etapie nie oczekują jeszcze od nas działań legislacyjnych, uważają natomiast za możliwe „konkretne rozmowy i działania nie mające wymiaru publicznego i formalnego”. Z powyższego płynie wniosek, że pora na „publiczne i formalne” działania legislacyjne ma przyjść po jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu.


II. W szponach „holocaust industry”

Tym samym potwierdziły się obawy, że ustawa 447 nie została bynajmniej uchwalona „sobie a muzom”, lecz stanowi narzędzie obligujące amerykańską administrację do wywierania na Polskę nacisków w kwestii zaspokojenia wymuszeń rozbójniczych żydowskich organizacji spod znaku „holocaust industry”. Na dodatek, po stronie polskiej najwyraźniej nie ma politycznej woli, by owym bezpodstawnym roszczeniom się przeciwstawić. Świadczy o tym postawa ambasadora Chodorowicza, który w żadnym momencie rozmowy nie zdecydował się na wyartykułowanie jakiegokolwiek sprzeciwu – ograniczył się jedynie do poinformowania T. K. Yazdgerdiego, iż polskie MSZ przygotowało „Białą Księgę” odnośnie „problematyki mienia przejętego przez Polskę po II wojnie światowej oraz niektórych działań związanych z zadośćuczynieniem i upamiętnieniem ofiar wojny”, która ma prezentować nas w „zasadniczo dobrym” świetle. Innymi słowy – nie bijcie, robimy co możemy. Co więcej, aktywnie kooperujemy, bowiem Yazdgerdi powołał się na wcześniejszą rozmowę z wicemarszałkiem Senatu Adamem Bielanem, który zaznaczył, iż „kwestie restytucyjne wymagają odpowiedniego przygotowania politycznego - a częścią owych przygotowań ma być zmiana postrzegania spraw restytucyjnych jako dotyczących wyłącznie Żydów i mienia żydowskiego, podczas gdy obejmują one znacznie szersze grono osób. Czyli, nawet nie śmiemy podważać samej zasadności roszczeń – zastanawiamy się już tylko jak przeprowadzić całą operację, tak by zminimalizować straty polityczne.

Postawę cytowanego w notatce Adama Bielana warto zapamiętać, gdyż rzuca ona światło na sposób w jaki „restytucja” zostanie przeprowadzona. Najprawdopodobniej po jesiennych wyborach w przypadku wygranej PiS zostanie przedstawiona „kompleksowa” ustawa reprywatyzacyjna – rzecz generalnie słuszna, tyle, że w gąszczu szczegółowych przepisów zostaną poukrywane różne „zatrute cukierki”, umożliwiające wypłatę rekompensat nie tylko prawnym spadkobiercom, lecz również odszkodowań za „mienie bezdziedziczne”. Całość zostałaby przedstawiona i procedowana tak, by nikt się nie zorientował w rzeczywistym charakterze ustawy, dopóki nie będzie za późno. W rezultacie, zaspokojenie bezprawnych roszczeń hien cmentarnych do nie przysługującego im mienia odbędzie się w ramach ogólnej reprywatyzacji. Nie dziwi więc, że Yazdgerdi podczas rozmowy ostro skrytykował projekt ustawy Patryka Jakiego, ograniczający grono uprawnionych do obywateli polskich i to spośród kręgu najbliższych spadkobierców – stanowiłaby ona bowiem tamę dla żydowskich roszczeń. Równie symptomatyczne jest, że strona polska po wrzaskach organizacji restytucyjnych schowała tę ustawę do szuflady.

Podobnych, bulwersujących „smaczków” jest w rozmowie więcej – np. Yazdgerdi uznał, że propozycja wypłaty 20 proc. wartości utraconego mienia wydaje mu się „konstruktywna”. Policzmy. Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego wystosowała w sierpniu 2018 r. pismo do Ministerstwa Finansów, w którym oceniała wartość pożydowskiego majątku na 330 mld. dol. Dwadzieścia procent od tej sumy daje... 66 mld. dolarów – czyli niemal dokładnie kwotę przewijającą się od lat w kontekście żydowskich roszczeń.


III. Żadnych negocjacji!

Biorąc powyższe pod uwagę, wiemy już dlaczego Mike Pompeo podczas niesławnego szczytu bliskowschodniego w Warszawie wezwał Polskę, do „kompleksowego” uregulowania sprawy zwrotu mienia. To nic innego, jak pokłosie omawianego tu spotkania i konieczności złożenia raportu przed Kongresem. Wiemy również, dlaczego stojący obok minister Czaputowicz nie zareagował ani słowem. Równie charakterystyczna jest reakcja czynników rządowych i okołorządowych na ujawnioną notatkę. Usłyszeliśmy jedynie tradycyjne zapewnienia, że „ustawa 447” nie rodzi w Polsce skutków prawnych i nie jest też źródłem prawa międzynarodowego – w związku z tym, na obecnym gruncie prawnym wypłata odszkodowań za mienie bezspadkowe jest niemożliwa. Tyle, że nie w tym rzecz. Cały amerykańsko-żydowski dyktat sprowadza się bowiem do tego, byśmy dostosowali nasze prawo do wymogów JUST Act! Dlatego nie oczekuję od rządu PiS deklaracji co do obecnego prawa. Oczekuję natomiast od rządu publicznej, twardej, stanowczej i jednoznacznej deklaracji, że nie wprowadzi pod żadnym pozorem zmian legislacyjnych umożliwiających realizację bezprawnych żydowskich roszczeń – a także, że nie będą w tej sprawie podejmowane żadne rozmowy i negocjacje, nie wspominając już o jakichkolwiek zobowiązaniach.

A swoją drogą, warto będzie w sierpniu przyjrzeć się raportowi złożonemu w Kongresie przez sekretarza Mike'a Pompeo. Coś mi mówi, że będziemy mogli się dowiedzieć z niego więcej, niż od własnego rządu.

Gadający Grzyb


Na podobny temat:

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Gra o bilion złotych

Hieny cmentarne z „holocaust industry”

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 17 (26-29.04.2019)

niedziela, 11 lutego 2018

Gra o bilion złotych

Organizacje żydowskie chcą pod pozorem „restytucji mienia” położyć rękę na polskim majątku wartym bilion złotych.

Jak by tu skombinować bilion złotych? Najlepiej zmusić kogoś, kto go ma, żeby oddał – jak się zdaje, taką receptę wykoncypowała Światowa Organizacja do spraw Restytucji Mienia Żydowskiego (World Jewish Restitution Organization – WJRO). Gwoli wyjaśnienia - WJRO jest swoistym „parasolem” zrzeszającym inne żydowskie organizacje, takie jak m.in. Światowy Kongres Żydów czy Agencja Żydowska, które z kolei często stanowią analogiczny „parasol” dla następnych. Z tych działających w Polsce, członkami WJRO są B'nai B'rith i American Jewish Committee (AJC).

Mamy zatem potężną sieć o światowym zasięgu, która postanowiła pod pozorem „restytucji mienia” położyć rękę na polskim majątku wartym właśnie tytułowy bilion złotych – na tyle bowiem szacują skutki żydowskich roszczeń urzędnicy z którymi rozmawiał „Super Express”. Gazeta dotarła do pisma WJRO skierowanego do Ministerstwa Sprawiedliwości. W dokumencie tym wspomniana organizacja poddaje krytyce projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, sprzeciwiając się m.in. wyłączeniu spod działania ustawy nieruchomości rolnych, leśnych bądź przemysłowych. Żydowska organizacja domaga się również ścieżki umożliwiającej dochodzenie odszkodowań za przejęte przedsiębiorstwa rodzinne. Dodajmy, że po raz pierwszy WJRO zgłosiła swój sprzeciw w październiku 2017, po zaprezentowaniu przez ministerstwo projektu ustawy. Skrytykowano wówczas m.in. zapisy ograniczające reprywatyzację do osób będących obecnie polskimi obywatelami, którzy ponadto przebywali na polskim terytorium w momencie nacjonalizacji mienia przez komunistyczne władze, zawężenie spadkobierców do krewnych w pierwszej linii i małżonków oraz zaledwie roczny termin składania wniosków o odszkodowanie.

Ale na WJRO konflikt się nie kończy. Jak ujawnił wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, od roku trwa wokół ustawy reprywatyzacyjnej równoległy dyplomatyczny spór z Izraelem. Przedstawiciele izraelskiego rządu, w tym ambasador Anna Azari, domagają się zwrotów nieruchomości w naturze lub 100-procentowej rekompensaty – i wszystko wskazuje na to, że niedawna awantura wokół nowelizacji ustawy o IPN ma drugie dno właśnie w postaci sprawy roszczeń. Mówiąc wprost, izraelski atak miał nas „rozmiękczyć”, byśmy byli bardziej skłonni do ustępstw w kwestii restytucji mienia. Wywieranie tego typu nacisków potwierdziło, choć oględnie, także MSZ w odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego o działania naszej dyplomacji odnośnie procedowanej w USA tzw. „ustawy 447” zobowiązującej amerykański Departament Stanu do wspierania żydowskich roszczeń majątkowych.

Rysuje się zatem scenariusz gry na wielu fortepianach. Z jednej strony lobby żydowskich organizacji forsuje w Kongresie własną ustawę, dającą amerykańskiej administracji oręż prawny do wywierania na polski rząd nacisków. Z drugiej strony natomiast, wspomniane organizacje wraz z Izraelem dokładają starań, by nasze przepisy reprywatyzacyjne gwarantowały realizację założeń „ustawy 447” na polskim gruncie.

No dobrze, ale zważywszy na to, że większość przedwojennych żydowskich właścicieli zginęła w holokauście, najczęściej wraz ze spadkobiercami – to skąd ten bilion? I tu docieramy do sedna, albowiem tak naprawdę organizacje żydowskie ostrzą sobie zęby przede wszystkim na tzw. „mienie bezspadkowe”, zwane w „ustawie 447” mieniem „bezdziedzicznym”. W każdym cywilizowanym kraju majątek pozbawiony spadkobierców przepada na rzecz Skarbu Państwa – i podobnie jest u nas. Jednak WJRO dokłada starań, aby na zasadzie jakiegoś plemiennego prawa współwłasności polskie państwo uznało samozwańczych „spadkobierców” w postaci organizacji zajmujących się restytucją mienia. W 1996 r. otwartym tekstem zakomunikował to ówczesny sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów, Israel Singer: „Ponad trzy miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. My nigdy na to nie pozwolimy (...)”. Nawiasem, Singer został w 2007 r. odwołany ze wszystkich pełnionych funkcji za sprzeniewierzenie środków finansowych, co poniekąd obrazuje z jakiego typu ludźmi mamy do czynienia.

Wracając do tematu – formalnie mienie bezspadkowe miałoby posłużyć wspieraniu ocalałych z holokaustu i działalności edukacyjnej, jestem jednak jakoś dziwnie pewien, że do potrzebujących trafiłyby co najwyżej nędzne resztki. Poucza nas o tym chociażby przykład założonego w 2011 r. przez Agencję Żydowską i rząd Izraela projektu HEART (Holocaust Era Asset Restitution Taskforce), który po przeputaniu 95 proc. przeznaczonych na jego działalność funduszy został w trybie ratunkowym przejęty w 2014 r. przez izraelskie Ministerstwo ds. Seniorów. Inny przykład, to „biznesowa” działalność polskich gmin żydowskich polegająca na „drenażu” przekazywanego im majątku, co swojego czasu opisał „Forbes” m.in. w tekście „Kadisz za milion dolarów”. Okazuje się teraz, że były to zaledwie przedbiegi. Bilion złotych, czyli niemal 300 miliardów dolarów – to jest dopiero wyzwanie godne prawdziwych grandziarzy!


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 07 (16-22.02.2018)

poniedziałek, 5 lutego 2018

Pod-Grzybki 123

Uwaga! Achtung! „Allo, allo”! W Polsce pleni się nazizm! Konkretnie, rozplenił się na ok. sześć sztuk psycho-fanów serialu „Allo, allo”, którzy dali się nagrać podczas świętowania urodzin Hitlera w jakimś lesie. Między nich wmieszał się reporter przebrany za francuskiego żandarma. Przedstawił się grzecznie: „dziń dybry, tu TVN”, a ci poczęstowali go torcikiem przyozdobionym hakenkrojcem z wunderwaffelków. Było sympatycznie i swojsko, pojawił się nawet herr Flick z Gestapo i porucznik Gruber w swoim małym czołgu, Helga tańczyła na stole kankana... i wszystko byłoby super, gdyby nie ten wredny, francuski ruch oporu.


*

Tymczasem ja zaproponowałbym inny powód do imprezowania. Otóż, jak wieść niesie, nasze nowe wcielenie Pana Samochodzika, czyli Magdalena Ogórek, odzyskała kolejne dzieło sztuki. Oto jej relacja: „leczyłam smętnie kaca w »Café René«, gdy między kawą a rogalikami mój wzrok przykuł nietypowy wzór obrusu. Zamarłam, a po chwili wydałam z siebie ciche westchnienie. Jadłam śniadanie na oryginalnym płótnie »Upadłej Madonny z Wielkim Cycem« pędzla van Klompa! Czym prędzej zrolowałam obraz i wybiegłam z kawiarni, unosząc do Polski to legendarne dzieło sztuki”...


*

No, ale co tu ukrywać, ten nazizm to jednak w Polsce naprawdę szaleje. Oto odbyła się kolejna pielgrzymka kibiców na Jasną Górę, którą postanowili strollować tzw. „UBywatele RP”, za co doznali męczeństwa w postaci otarć naskórka i spalenia transparentu. Domyślam się, że „UBywatele” nie zwykli byli doświadczać uprzednio jasnogórskich splendorów, bowiem bliskość sanktuarium najwyraźniej obudziła w nich jakieś demony, pod wpływem których zaczęli się miotać, wyć i prowokować kibicowskich wiernych. Tak więc prowokowali, prowokowali - aż sprowokowali.


*

Zresztą, kibice zachowali się wyjątkowo wstrzemięźliwie, bo jak wiadomo, kibic potrafi nie tylko spalić jakiś tam transparent, ale po prostu przylutować w facjatę - i to tak solidnie - a wtedy z pewnością na powierzchownych otarciach naskórka by się nie skończyło. Tak więc o ile „UBywatele RP” zareagowali na bliskość świętego miejsca wzmożoną agresją, być może o demonicznej proweniencji, o tyle, na kibiców owa bliskość podziałała tonująco - co również warto odnotować.


*

Ale! Świat w obliczu szalejącego „nazizmu” nie milczy. Świat, a konkretnie amerykańskie organizacje żydowskie, postanowił rękoma władz USA ukarać nas „roszczeniami rewindykacyjnymi” sformułowanymi w „ustawie 447”, a opiewającymi na jakieś 65 mld. USD. To mi nasuwa pewną refleksję. Jeżeli majątek przedwojennych Żydów był faktycznie wart w przeliczeniu na dzisiejsze dolary całe 65 miliardów, to warto się zastanowić nad skalą ekonomicznej przewagi mniejszości żydowskiej nad resztą ludności w II RP. A to z kolei stawia w zupełnie nowym świetle kwestię słynnego, przedwojennego „antysemityzmu”. Wychodzi bowiem na to, że nie był to żaden „zwierzęcy antysemityzm”, tylko po prostu walka o ekonomiczne przetrwanie.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 03 (31.01-13.02.2018)

niedziela, 21 stycznia 2018

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Za podszyte strachem kunktatorstwo w kwestii żydowskich roszczeń majątkowych przyjdzie nam wkrótce słono zapłacić.

I. „Ustawa 447” na biurku Trumpa

W chwili gdy piszę te słowa, na biurku prezydenta Trumpa leży tzw. „ustawa 447” („Act S. 447”) uchwalona w grudniu ub.r. przez amerykański Kongres. Wszystko wskazuje na to, że prezydent tę ustawę podpisze, ponieważ elity polityczne USA nie pozwalają się nikomu wyprzedzić w gorliwości, jeśli chodzi o roszczenia żydowskie – a czynią to tym chętniej, że zaspokojenie owych pretensji odbędzie się cudzym (a konkretnie – naszym) kosztem. Warto zauważyć, że w mediach – i to zarówno „lewych”, jak i „prawych” - panuje na ten temat niemal idealna zmowa milczenia. Trochę szumu jest w internecie, w swoich felietonach alarm podnosił Stanisław Michalkiewcz, na łamach „Polski Niepodległej” wspominał o ustawie Grzegorz Braun, zaś w „Warszawskiej Gazecie” całkiem niedawno pisał o niej red. Jan Piński – ale poza tym cisza, potwierdzająca zasadę, że wielkie pieniądze lubią milczenie. A gdy w grę może wchodzić jeszcze podejrzenie o „antysemityzm”, co wiąże się z ryzykiem „śmierci cywilnej”, to już w ogóle komukolwiek odchodzi ochota do drążenia tematu.

W każdym razie, ustawa o nazwie „Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST) Act of 2017” (w wolnym tłumaczeniu: „Sprawiedliwość dla dzisiejszych ocalałych, którzy nie doczekali się rekompensaty”) zobowiązuje amerykańskiego Sekretarza Stanu, by w przeciągu 18 miesięcy od wejścia w życie aktu przedstawił Kongresowi raport dotyczący stanu prawnego i polityk prowadzonych przez poszczególne kraje w zakresie identyfikacji i restytucji „niesłusznie przejętego lub przekazanego” pożydowskiego mienia. Owe „niesłuszne przejęcie” dotyczy „konfiskaty, wywłaszczenia, nacjonalizacji, wymuszonych sprzedaży lub transferów” do jakich doszło „w okresie ery Holocaustu lub w okresie rządów komunistycznych”. Powyższe obejmuje takie kwestie, jak:

  • zwrot prawowitemu właścicielowi każdej nieruchomości, w tym mienia religijnego lub komunalnego, która została bezprawnie zatrzymana lub przekazana”;

  • w przypadku braku możliwości zwrotu „zapewnienie porównywalnej własności zastępczej lub wypłatę godziwej rekompensaty prawowitemu właścicielowi zgodnie z zasadami sprawiedliwości i szybkim procesem administracyjnym opartym na roszczeniach”;

  • w przypadku mienia bezdziedzicznego (bezspadkowego) „zapewnienie majątku lub rekompensaty oraz pomocy potrzebującym ofiarom Holocaustu, w celu wspierania edukacji o Holokauście i do innych celów”;

  • Departament Stanu ma określić „zakres, w jakim w/w przepisy i zasady (dotyczące restytucji – PL) są wdrażane i egzekwowane w praktyce, w tym poprzez wszelkie mające zastosowanie procesy administracyjne lub sądowe”;

  • ponadto Departament Stanu ma „w miarę możliwości” zbadać „mechanizm i przegląd postępów w rozwiązywaniu roszczeń” wysuwanych przez „obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy przeżyli Holocaust i członków rodzin ofiar Holocaustu będących obywatelami Stanów Zjednoczonych”.

Do tego, już po przedstawieniu powyższego raportu, „Sekretarz Stanu powinien nadal przekazywać Kongresowi sprawozdania o zasobach z czasów Holokaustu i kwestiach pokrewnych” odnośnie spraw zgłoszonych przed wejściem w życie ustawy.


II. Długi cień Teresina

A zatem, w najbliższym czasie zostaniemy przez naszego „strategicznego partnera” prześwietleni aż do kości - i jak łatwo się domyślić poczynione przez Departament Stanu ustalenia mogą stać się podstawą do wysuwania wobec Polski i innych krajów roszczeń majątkowych na gigantyczną skalę (w tzw. „przestrzeni medialnej” od lat przewija się kwota 65 mld. USD).

Koniecznie trzeba dodać, że „Act S.447” ma swoją długą historię – mianowicie, w sferze zainteresowania amerykańskiego Kongresu (co sformułowano w omawianej ustawie expressis verbis) znalazły się państwa uczestniczące w konferencji „Mienie Ery Holocaustu”, jaka odbyła się w czerwcu 2009 r. w Pradze i czeskim Teresinie z udziałem czterdziestu dziewięciu państw oraz trzydziestu organizacji pozarządowych. Podobnie jak dziś w kwestii „ustawy 447”, również i wtedy polskie media od lewa do prawa konsekwentnie milczały - z chlubnym wyjątkiem „Naszego Dziennika” i – o dziwo - „Wirtualnej Polski”, które starały się trzymać rękę na pulsie. Tak się składa, że opisywałem wówczas tę sprawę na swoim blogu i pamiętam doskonale jakie trudności miałem ze znalezieniem choćby podstawowych informacji.

Konferencja, na której polskiej delegacji przewodniczył Władysław Bartoszewski, zakończyła się sformułowaniem „zaleceń” przez afiliowanych przy niej „ekspertów” oraz tzw. „deklaracją z Teresina” m.in. powołującą z inicjatywy czeskiego rządu Europejski Instytut Spuścizny Zagłady (European Shoah Legacy Institute). „Zalecenia” były wprawdzie formalnie „niewiążące”, ale jeśli porównamy je z przytoczoną powyżej „ustawą 447”, to okazuje się, że właśnie zostały przełożone na język twardego i jak najbardziej obowiązującego prawa. Znajdziemy wśród nich zarówno konstatację o znacjonalizowanym majątku, jak i postulaty, by w miarę możności zwrócić go w naturze, bądź zapewnić mienie o równorzędnej wartości lub odszkodowanie – wszystko to znalazło odzwierciedlenie w „Act S. 447”.

Szczególnie bulwersująca z prawnego punktu widzenia jest rekomendacja „teresińskich ekspertów”, by w procesie restytucji mienia honorować bliżej nieokreślone „alternatywne formy dowodów własności”. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak by to mogło wyglądać. Przychodzisz, Czytelniku, dajmy na to, do magistratu i mówisz – ta kamienica należała przed wojną do mojego dziadka. Urzędnik na to – a może Pan to udowodnić? Ty zaś z niezmąconym spokojem odpowiadasz – dysponuję „alternatywnym dowodem własności” w postaci mojego słowa honoru. A jeśli trzeba, to przedstawię jeszcze dwóch świadków – w końcu, jak powiadał Rejent Milczek, „nie brak świadków na tym świecie”.

Osobnym kryminałem są roszczenia wysuwane wobec mienia bezspadkowego – a wszak jest to przytłaczająca większość pożydowskiego majątku w Polsce. W kulturze prawnej łacińskiego kręgu cywilizacyjnego, opartego na prawie rzymskim, takie mienie przypada zawsze Skarbowi Państwa, tymczasem organizacje żydowskie proponują formułę opartą na plemiennej „współwłasności”, pozwalającej im rościć sobie pretensje do majątku zmarłych bezpotomnie Żydów. Na takiej samej zasadzie np. Kongres Polonii Amerykańskiej mógłby wysuwać roszczenia do mienia zmarłych bezpotomnie Polaków. Hucpa w czystej postaci, która teraz za sprawą „ustawy 447” zostanie przekuta w obowiązujące prawo.


III. Cena „strategicznego sojuszu”?

Oczywiście, tak dziś, jak i w 2009 r. temat „restytucji mienia” cieszył się poparciem amerykańskich czynników politycznych – stosowny apel skierowany do władz Polski i Litwy wysmażyło wówczas 25 kongresmenów, zaś na czele delegacji na prasko-teresińską konferencję stanął z ramienia Departamentu Stanu ówczesny członek Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów Robert Wexler. Co ciekawe, szerokim łukiem omija się sprawę mienia pożydowskiego z terenów należących dziś do Rosji – milczą o nim zarówno Żydzi, jak i amerykańscy politycy.

Nasuwa się tu retoryczne pytanie, czy podobne kroki – naciski, jawnie wroga ustawa wspierająca bezprawne uroszczenia - podejmuje się wobec zaprzyjaźnionego państwa? Czy ubrany w pozory legalności rabunek ma być ceną za „strategiczny sojusz” z USA i „ekskluzywne stosunki” z Izraelem animowane na naszym gruncie przez „przyjaciela Polski” Jonny Danielsa? No i przede wszystkim – co na to nasze władze? W grudniu 2017 ze stosowną interpelacją zwrócił się do MSZ poseł Robert Winnicki – i póki co, odpowiedzią jest głucha cisza.

Generalnie, mści się tutaj wieloletnie chowanie głowy w piasek i udawanie, że nie ma problemu. Władysław Bartoszewski podpisał się pod ustaleniami konferencji, być może licząc, że sprawa „rozejdzie się po kościach”. Jak widać, nie rozeszła się – zbyt wielkie pieniądze leżą na stole. I wiele wskazuje, że za to podszyte strachem kunktatorstwo przyjdzie nam wkrótce słono zapłacić.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 03 (19-25.01.2018)

sobota, 21 września 2013

Żydzi – Polska – problem

Mamy z Żydami dwa podstawowe problemy: pierwszym jest próba wmanipulowania nas we współodpowiedzialność za holocaust, drugim – roszczenia rewindykacyjne.

I. Kolejny „dwugłos” z Katarzyną

Miałem już dać sobie spokój z tematyką żydowską wywołaną ostatnio debatą „Żydzi-Izrael-Polska” w Klubie Ronina, ale zainspirował mnie post Mamy Katarzyny „Naród Wybrany Tomasza Terlikowskiego”, w którym Autorka rozjeżdża naczelnego portalu Fronda.pl. Katarzyna podeszła do tematu od strony religijnej i nauczania Kościoła, m.in. prostując jeden z podstawowych terminów, który pojawia się zawsze przy okazji tematyki żydowskiej - „naród wybrany” - i tłumacząc, co oznacza to pojęcie z katolickiej perspektywy oraz obnażając fikcję tzw. „judeochrześcijaństwa”. Ja zatem ugryzę temat z innego końca, kontynuując przy okazji niektóre wątki poruszone przeze mnie w tekście „Żydzi-Izrael-Polska – polemika” i licząc, że znów wyjdzie nam z Mamą Katarzyną ciekawy dwugłos, tak jak miało to niedawno miejsce przy okazji zagadnień edukacyjnych (tekst Katarzyny TUTAJ, a mój TUTAJ).

II. Dwa problemy

Otóż, moim zdaniem, my - jako Polska i Polacy - mamy z Żydami dwa podstawowe, powiązane ze sobą problemy: pierwszym jest próba wmanipulowania nas we współodpowiedzialność za holocaust, drugim – żydowskie roszczenia rewindykacyjne.

Skąd ta zaciekła, antypolska propaganda, mająca wbić nam do głów, iż – jak ujął to prezydent Komorowski w odczytanym przez Tadeusza Mazowieckiego liście przy okazji 70. rocznicy Jedwabnego - „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”? Skąd te wszystkie „polskie obozy zagłady”, „Pokłosie” i ponure łgarstwa J.T. Grossa? Skąd legenda „polskiego antysemityzmu” i współudziału w Zagładzie na równi z anonimowymi „nazistami”? Dlaczego żydowska młodzież kształtowana jest w duchu antypolonizmu, zaś przed „Marszami żywych” w Oświęcimiu poddawana jest praniu mózgów w ramach regularnych seansów nienawiści? Ano stąd, że rozpowszechnienie i zakorzenienie wśród światowej opinii publicznej takiego ewidentnie sprzecznego z historyczną prawdą stereotypu Polski i Polaków stanowić ma pretekst uzasadniający wysuwanie wobec Polski „roszczeń odszkodowawczych”. Tak funkcjonuje propaganda międzynarodowego „holocaust industry” i jego krajowych kolaborantów.

Proste, jak konstrukcja cepa: jeśli świat przyjmie za pewnik, iż Polacy byli również „sprawcami”, to niech teraz płacą! Ale urobienie opinii zagranicznej to jedno. Drugie, to wpędzenie w kompleks winy samych Polaków, tak by mentalnie sterroryzowani batem „antysemityzmu” nie śmieli nawet pisnąć, gdy przyjdzie do wyłożenia w pieniądzu i naturze tych miliardów dolarów. Skutkiem ubocznym, ale atrakcyjnym z punktu widzenia Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP oraz jego zagranicznych mocodawców, jest prawidłowość polegająca na tym, że zakompleksionym społeczeństwem, permanentnie utrzymywanym w poczuciu niższości za pomocą anty-pedagogiki upodlenia, łatwiej jest rządzić i manipulować.

Innym ubocznym efektem może być rozkwit autentycznego antysemityzmu i wysyp różnych, często zadaniowanych, „szalonych wujków” tłumaczących sobie i innym rzeczywistość przez pryzmat wszechogarniającego żydowskiego spisku, co jest sposobem prowokacji znanym służbom co najmniej od czasu „Protokołów Mędrców Syjonu”. W ten sposób skutek (pojawienie się jako reakcja obronna organizmu masowych antysemickich postaw) usprawiedliwi przyczynę (antypolską propagandę suflowaną w celu ograbienia Polski pod pozorem „odszkodowań”).

Dodać należy, iż ten odcinek żydowskiej polityki historycznej współgra z analogiczną polityką niemiecką – Niemcy już się spłacili, a teraz dozbrajają Izrael w okręty podwodne, trzeba więc znaleźć kolejnego winowajcę, by biznes się kręcił, a „naziści” kojarzyli się z kim innym. Zrozumiałe też, że skoro Niemcy mają pełnić przewodnią rolę w Europie, to historycznego garbu muszą się pozbyć – najlepiej tak, by ów garb od tej pory zawadzał na przykład średniemu krajowi w „Mitteleuropie”.

III. Finansowe HEART Izraela

Przy okazji warto podkreślić, iż od momentu powołania w 2011 projektu HEART, wymuszenia rozbójnicze bandy wydrwigroszy żerującej na tragedii Żydów podczas II Wojny Światowej weszły na wyższy poziom. Do tej pory „rewindykacjami” zajmowały się formalnie „prywatne” organizacje żydowskie – tak było np. przy okazji wyczesania ze szwajcarskich banków 1,25 mld USD (co uczyniła Ania Werchowskaja, obecnie zaangażowana w HEART). Obecnie, gdy interes przejął wspomniany „Project HEART” powołany przez rząd Izraela do spółki z Agencją Żydowską, mamy do czynienia z nową jakością. To jest już sprawa wagi państwowej dla izraelskiego rządu i być może stąd dyrektor zarządzający HEART, pan Bobby Brown, po lutowej wizycie w Polsce podczas której spotkał się z przedstawicielami szeregu ministerstw na szczeblu dyrektorów departamentów, mógł oznajmić po powrocie izraelskim mediom, iż w kwestii roszczeń nastąpił „przełom”.

Zwróćmy uwagę – nikt, ale to nikt nie powie jasno i raz na zawsze, iż ów „rewindykacyjny” proceder jest bezprawiem. Nikt „w głównym nurcie” nie zbada, ile z wyduszonych z kolejnych krajów odszkodowań rzeczywiście trafiło do ofiar, bądź ich prawnych spadkobierców. Cały mechanizm międzynarodowego rozboju zasadza się bowiem na jakimś plemiennym prawie współwłasności, nieznanym zachodniej cywilizacji ukształtowanej na prawie rzymskim. Niepisana zasada w myśl której postępują „rewindykatorzy” brzmi bowiem: wszystko, co kiedyś należało do Żyda, należy również do wszystkich innych Żydów – i to na przestrzeni pokoleń. A egzekutorami tego doktrynalnego kuriozum są samozwańcze organizacje powołane w tym celu, obecnie zaś również państwo Izrael.

IV. Dialog z głową w kiblu

I tak to, drodzy Państwo, wygląda. Dopóki nie zaczniemy otwarcie mówić o realnych problemach polsko-żydowskich, dopóki jasno nie zdefiniujemy ich charakteru, dopóty we wzajemnych relacjach będziemy poruszać się po omacku i wiecznie dostawać po gębie. Nie sposób bowiem toczyć „dialogu” z głową zanurzoną w kiblu. Do niczego nie prowadzi omijanie tematów niewygodnych pod dyktando drugiej strony i samobiczowanie w celu wykazania „dobrej woli”. Jak już napisałem w innej notce a propos „bicia się we własne piersi” do którego wzywał Terlikowski: „To nie dialog. To sado-masochizm.”

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że nawet prawica boi się poruszać zarysowane powyżej tematy w obawie, by nie doklejono jej antysemickiej gęby. Tyle, że antysemicka gęba jest doklejana zarówno polskiej prawicy, jak i Polakom jako narodowi, bez względu na to, co zrobimy, lub czego nie zrobimy. Dotychczasowe doświadczenia jasno pokazały, że obecny model „dialogowania” wedle schematu: „wy oskarżacie, my się przyznajemy” prowadzi donikąd. To znaczy – prowadzi donikąd nas, Polaków, bo „partnerów” prowadzi prosto do wytyczonego celu. Jest to de facto dyktat na poziomie historycznym, moralnym, politycznym i koniec końców – finansowym, ubrany w formę „dialogowania” na Churchillowskiej zasadzie „jedyne czego oczekujemy, to zaakceptowanie naszych warunków po rozsądnej dyskusji”.

Tylko twardy sprzeciw wobec rozmaitych uroszczeń może sprawić, że będziemy przez Żydów szanowani. I tylko taka postawa pomoże np. nawiązać normalne, równorzędne stosunki z Izraelem, którego istnienie może być dla nas przydatne, choćby z dwóch powodów: po pierwsze - Izrael wiąże znaczące siły świata islamu na Bliskim Wschodzie i tym samym opóźnia i osłabia dżihad na Zachodzie; po drugie – jeśli Izrael zostanie „zepchnięty do morza”, to ci wszyscy Żydzi będą chcieli tu wrócić.

I tutaj, już na koniec dopowiem, że owe roszczenia „rewindykacyjne” sprawiają wrażenie, jakby Żydzi chcieli sobie urządzić zawczasu „zapasowy Izrael nad Wisłą”. Trzeba te dążenia uciąć raz na zawsze, w sposób nie pozostawiający wątpliwości. Niech Żydzi zajmą się utrwalaniem swojego stanu posiadania w Izraelu i tu możemy nawet zaoferować pomoc – w zamian za rezygnację z polakożerczej propagandy i roszczeń majątkowych. Tylko, by Żydzi potraktowali propozycję takiego dealu poważnie, musimy być państwem liczącym się o wiele bardziej, niż obecnie. Na przykład mogącym podesłać okręt podwodny, tak jak Niemcy. Ale to już zadanie i wyzwanie dla nas samych.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/zydzi-izrael-polska-polemika

http://niepoprawni.pl/blog/287/finansowe-heart-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-ciag-dalszy

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-eureka

sobota, 7 września 2013

„Żydzi-Izrael-Polska” - polemika

Po debacie „Żydzi-Izrael-Polska”: plemienne prawo współwłasności jako „wektor” i „dialogiczny” sado-masochizm.

Wstępik

W niniejszej notce będę starał odnieść się polemicznie do kilku elementów, które przewinęły się w debacie „Żydzi – Izrael – Polska”, zorganizowanej przez Klub Ronina w poniedziałek, drugiego września. Niestety, na razie nie ma co liczyć na publikację zapisu debaty w internecie, zatem szczęśliwi ci, którzy mieli szansę wysłuchać jej w transmisji na żywo w Niepoprawnym Radiu PL. Dość szczegółowe relacje napisali Coryllus i elig, więc po detale odsyłam do tych autorów, sam zaś skupię się na pewnych tezach wygłoszonych przez Tomasza Terlikowskiego i Dawida Wildsteina.

I. Plemienne prawo współwłasności

Otóż, Dawid Wildstein powiedział coś w tym guście, że Izrael może się stać głównym sojusznikiem Polski w walce z rewizjonistyczną polityką historyczną Niemiec. Niestety, z jakichś względów tak nie jest. Taki był mniej więcej sens jego wypowiedzi, wzbogaconej jeszcze stwierdzeniem, iż Izrael jest ważnym wektorem polskiej polityki historycznej. Jest to, moim skromnym zdaniem, piramidalna bzdura, mam nadzieję, że wynikająca jedynie z beztroskiego „chciejstwa” Wildsteina juniora, a nie z celowego wpuszczania nas w maliny. W rzeczywistości jest bowiem tak, że polityki historyczne Niemiec i Izraela względem Polski są zbieżne i polegają na wmanipulowaniu Polski i Polaków we współodpowiedzialność za holokaust i zbiorowe paserstwo na mieniu ofiar.

Interes Niemiec jest tu jasny – pozbycie się historycznego garbu poprzez przerzucenie go na nas, tym bardziej, że spłacili się już szajce spod znaku „holocaust industry”, obecnie zaś dozbrajają Izrael. Interesem środowisk żydowskich natomiast, jest kasa – wraz z konsekwencjami. Po prostu. Mówi się o 60 mld dolarów, ale tak naprawdę nikt nie zna skali żydowskich roszczeń wobec Polski, które jakimś prawem plemiennej współwłasności, kompletnie obcej naszej cywilizacji, mamy zaspokoić. Windykacją od strony instytucjonalnej ma się zajmować powołana w 2011 roku przez rząd Izraela i Agencję Żydowską instytucja o nazwie HEART (Holocaust Era Asset Restitution Taskforce), której powstanie było, za przeproszeniem, pokłosiem konferencji „Mienie ery holokaustu”, która odbyła się w czeskim Terezinie w czerwcu 2009 roku. Projekt HEART jest o tyle nową jakością, że po raz pierwszy Izrael jako państwo oficjalnie zaangażował się w wymuszenia rozbójnicze będące do tej pory domeną pozarządowych organizacji żydowskich.

No więc, w jakim kontekście widzi Dawid Wildstein ów „wektor polityki historycznej”, którym ma dla nas być Izrael? Chyba, że chodzi o prosty szantaż „zapłaćcie, to pomożemy wam z tymi Niemcami”. No i może tak się w końcu stanie, bowiem Bobby Brown, dyrektor zarządzający HEART po lutowej (25.02) wizycie pięcioosobowej żydowskiej delegacji w Polsce (spotkania z przedstawicielami polskich ministerstw finansów, spraw zagranicznych, skarbu państwa, sprawiedliwości, administracji i cyfryzacji, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz z grupą parlamentarzystów) oznajmił w wywiadzie dla izraelskich mediów, iż nastąpił „przełom” w kwestii roszczeń rewindykacyjnych. To ma być ten „wektor”, panie Dawidzie? Rozłożą nam chociaż ten bandycki haracz na raty? No i wreszcie jak to jest – czy religijne prawo żydowskie, bądź prawo państwa Izrael stanowi, że to co należało do Żyda, należy też do wszystkich innych Żydów i to na przestrzeni pokoleń? A jeżeli nawet – to czy mamy obowiązek takie kuriozum respektować?

II. Dialog czy sado-masochizm?

Tomasz Terlikowski z kolei, po dość jałowych rozważaniach kto jest Żydem, a kto nie, i wyliczance różnych odłamów judaizmu, zaczął się rozwodzić nad tym, że na każdego „gojożercę” typu rabin Owadia Josef gotów jest wymienić wielokrotnie więcej rabinów, którzy są przychylni chrześcijaństwu („dziczce zaszczepionej na drzewie judaizmu”), katolicyzmowi, nie mają nic do Polaków i tak dalej (oddaję sens wypowiedzi). No i wszystko pięknie, cieszmy się i radujmy, tyle, że nie ma to najmniejszego znaczenia. Wpływ na opinię mas, aparat propagandowy, trzymają bowiem ludzie, których w sensie kulturowo-religijnym trudno nawet nazwać żydami. Są bowiem jedynie Żydami w znaczeniu etnicznego pochodzenia – niemniej, właśnie w rękach owych Żydów-kosmopolitów, bądź w najlepszym razie zeświecczonych Izraelczyków spoczywa moc kształtowania umysłów i kreowania bytów. A tym bezustannie kreowanym bytem jest Polak - żydożerca i złodziej żydowskiego mienia.

I na nic tu zżymanie się Dawida Wildsteina na „Gazetę Wyborczą”, która uzurpatorsko zawłaszczyła monopol na reprezentowanie polskich Żydów – promując przy okazji tych urobionych na jej obraz i podobieństwo. To jest nasz krajowy odcinek zjawiska opisanego powyżej – oni odrabiają swoją działkę na naszym krajowym poletku.

Wracając do Tomasza Terlikowskiego – generalnie uważam, że jest świetny w piętnowaniu „post-soborowego” nowinkarstwa (sam przychylnie zrecenzowałem w „Myślozbrodni” jego książkę „Koń trojański w mieście Boga. Pół wieku po Soborze...”) - i niechaj przy swej roli młota na „ducha Soboru” pozostanie. Religijna perspektywa zaburza mu bowiem spojrzenie na sprawy, w których liczy się jedynie czysta polityka, religia zaś, o ile się pojawia, pełni rolę wyłącznie instrumentalną – tak jak w kwestiach polsko-żydowskich, czy niedawnego „pojednania” między rosyjską Cerkwią a polskim Kościołem. W pewnym momencie Terlikowski zaczął głosić tezę, że prawdziwy dialog jest wtedy, gdy każdy bije się we własne piersi, a nie w cudze. No to słucham, gdzie są ci Żydzi bijący się we własne piersi i przepraszający za zbrodnie współziomków? Bo póki co, to my się bijemy i nas biją. To nie dialog. To sado-masochizm.

Krótko mówiąc, my się rozliczamy i nas rozliczają. A niedługo rozliczy nas dosłownie, finansowo, pani Ania Werchowskaja „czuwająca nad praktyczną stroną” Projektu HEART, która „rozliczyła” już szwajcarskich bankierów na 1,25 mld USD. Takie to mamy „wektory” Panowie.

I dopóki będziemy kulić się w sobie obezwładnieni potęgą rozlicznych żydowskich wpływów, z pałką „antysemityzmu” wiszącą nad głowami, sytuacja się nie zmieni.

***

Na koniec słowo wyjaśnienia. Skupiłem się na Wildsteinie i Terlikowskim dlatego, że z tym co mówili Grzegorz Braun i Leszek Żebrowski w dużej mierze się zgadzam, zaś Filip Memches i Piotr Gontarczyk wypadli tak bezbarwnie, że trudno mi odnieść się do ich wypowiedzi, które tylko rozmydlały dyskusję. Ilość uczestników okazała się zresztą zabiegiem (nie wiem, czy zamierzonym, czy nie), który dość skutecznie i moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie „rozrzedził” debatę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/finansowe-heart-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-ciag-dalszy

http://niepoprawni.pl/blog/287/miliardy-do-izraela-%E2%80%93-eureka