Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Chodorowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Chodorowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2019

Żydowska skarbonka

Żydzi i ich organizacje cieszą się u nas jakimś nadzwyczajnym, niemal eksterytorialnym statusem świętych krów, a polskie państwo pełni dla nich wyłącznie rolę skarbonki.


I. Napadnięty sam jest sobie winien

Na marginesie omawianej tu przed tygodniem notatki z poufnego spotkania ambasadora Jacka Chodorowicza z wysłannikiem amerykańskiego Departamentu Stanu Thomasem K. Yazdgerdim, podczas którego omawiano terminarz i sposoby realizacji majątkowych uroszczeń „holocaust industry” (przy okazji - w tzw. wiodących mediach cały czas panuje wymowna cisza), warto przyjrzeć się bliżej finansowemu tłu relacji polsko-żydowskich. Śmiem bowiem twierdzić, że ani Stany Zjednoczone, ani Izrael czy żydowska diaspora nie byłyby tak natarczywe i bezczelne w swych szantażach i żądaniach, gdyby nie uznały, że mają do czynienia z łatwą ofiarą, którą wystarczy dobrze przycisnąć, by ta w końcu zaczęła płacić haracz.

Już Roman Dmowski stwierdził, że w relacjach międzynarodowych nie ma czegoś takiego jak „słuszność” - decydujące znaczenie ma natomiast siła i brak siły. Innymi słowy, parafrazując znaną myśl von Clausewitza, napadnięty sam jest sobie winien, ponieważ swoją słabością sprowokował napastnika. To brutalne podejście, lecz znajdujące potwierdzenie w praktyce, co niejednokrotnie przerobiliśmy na własnej skórze. W tym ujęciu, Polska swą dotychczasową polityką nieustannie zachęca do eskalacji roszczeń, bo żadna z dotychczasowych ekip rządzących nie odważyła się jednoznacznie, na forum międzynarodowym, odrzucić pretensji organizacji żydowskich dotyczących tzw. mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego – bo o to tak naprawdę toczy się gra, a nie o mienie mające prawnych spadkobierców, które już dziś może być odzyskiwane sądownie na ogólnych zasadach (a jak pokazuje afera reprywatyzacyjna, sądy potrafią być nader liberalne i nie wnikają w szczegóły do tego stopnia, że gotowe są akceptować „pełnomocnictwa” wystawiane przez ponad stuletnich staruszków z drugiego końca świata). Zamiast tego, nieustannie wdajemy się w jakieś dialogi, rozmowy i negocjacje – wplątując się tym samym w zastawioną na nas pajęczynę. W ten sposób sami podtrzymujemy nadzieję na wydudkanie nas z kasy – nie ma się więc co dziwić, że owe rozmowy coraz bardziej przypominają dyktat, co widzieliśmy w przypadku wytycznych przedstawionych przez pana Yazdgerdiego.


II. Futrowanie Żydów

Zresztą, spójrzmy. Najpierw oddaliśmy bez większych ceregieli majątki przedwojennych gmin żydowskich ich samozwańczym spadkobiercom nasłanym z USA (co jeszcze można zrozumieć uwarunkowaniami politycznymi – była to po prostu łapówka dla żydowskiego lobby w Stanach Zjednoczonych za przyjęcie nas do NATO). To, co owe gminy zrobiły z tym majątkiem, to zresztą osobny kryminał – warto przypomnieć słynny tekst „Forbesa” z 2013 r. „Kadisz za milion dolarów” (a w zasadzie cykl tekstów na ten temat) Wojciecha Surmacza i Nissana Tzura, opisujący handel pożydowskimi nieruchomościami, po którym organizacje żydowskie przypuściły szturm na centralę wydawcy pisma – koncern Ringier Axel Springer – szantażując ją rytualnymi oskarżeniami o „antysemityzm”. W efekcie nacisków „z góry”, redakcja polskiego „Forbesa” została zmuszona do publikacji kuriozalnych sprostowań i przeprosin, a Wojciech Surmacz i redaktor naczelny Kazimierz Krupa wkrótce rozstali się z pracą – bo ośmielili się napisać i opublikować prawdę. Nawiasem, Surmacz został za swój tekst uhonorowany nagrodą „Watergate” Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a to samo SDP przyznało tytuł „Hieny Roku” Ralphowi Buechiemu, ówczesnemu szefowi działu międzynarodowego Ringier Axel Springer.

Przekręty na pożydowskim mieniu nie zraziły jednak polskich władz i futrowanie środowisk żydowskich trwało w najlepsze, czego ukoronowaniem było powstanie muzeum POLIN na budowę którego podatnicy wyłożyli ponad 300 mln. zł., zaś MKiDN co roku dofinansowuje placówkę kwotą 8,9 mln. zł. Warto dodać, że polskie państwo nie ma de facto nic do powiedzenia jeśli chodzi o profil i oblicze ideowe finansowanej przez siebie instytucji, bowiem jej statut zakłada równoprawność trzech współtworzących ją podmiotów – Żydowskiego Instytutu Historycznego, Miasta Stołecznego Warszawy oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, co w obecnych realiach politycznych oznacza zawsze stosunek głosów 2:1 na niekorzyść strony rządowej. Wskutek powyższego, muzeum POLIN szybko okazało się ogólnoświatowym rozsadnikiem najczarniejszej, antypolskiej propagandy, imputując Polakom antysemityzm i współudział w Holocauście, a po wyborach w 2015 r. stało się otwarcie jednym z politycznych ośrodków opozycji wobec obecnej władzy. Znamienne, że w relacji ze spotkania Chodorowicz-Yazdgerdi, podkreślono stałe i bliskie kontakty amerykańskich przedstawicieli z muzeum POLIN – sami więc hodujemy sobie wrogą jaczejkę i agenturę wpływu.

Na marginesie, POLIN przytula co roku również miliony z tzw. funduszy norweskich, których głównym operatorem w Polsce jest Fundacja Batorego – przy aktywnym zaangażowaniu norweskich przedstawicieli dyplomatycznych. Żeby było zabawniej, fundusze norweskie płacone są przez kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Norwegia, Islandia, Liechtenstein) nie będące członkami Unii Europejskiej w ramach swoistej opłaty za dostęp do unijnego, w tym polskiego, rynku. Na pieniądzach tych w większości krajów naszego regionu trzymają łapę organizacje pozarządowe z sieci George'a Sorosa – i rozdzielają je zgodnie ze swymi ideologicznymi priorytetami. W latach 2017-2018 kontrolę nad funduszami usiłował przejąć min. Gliński chcąc, by polskim operatorem stało się Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, ale poległ z kretesem i wszystko zostało po staremu.

Jednak rząd, niepomny na te doświadczenia, lekką ręką wyłożył 100 mln. zł. na renowację cmentarza żydowskiego na warszawskiej Woli (a gdzie są pieniądze gmin żydowskich ze sprzedaży przekazanych im nieruchomości? - że tak retorycznie zapytam w nawiązaniu do „Kadiszu za milion dolarów”). Mało tego, powstać mają dwie kolejne żydowskie placówki muzealne – Muzeum Getta Warszawskiego i Muzeum Chasydyzmu za łączną kwotę ok. 32 mln. zł. Nota bene, dyrektorem Muzeum Getta Warszawskiego jest Albert Stankowski – współtwórca i członek Rady Muzeum POLIN oraz Żydowskiego Instytutu Historycznego, co samo w sobie jest dość wymowne. Na stronach tworzonego muzeum próżno szukać statutu – nie wiadomo więc, jaki wpływ na jego funkcjonowanie będzie miał główny fundator, czyli polski rząd. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasowy model „współpracy” idę o zakład, że polskie władze będą miały do powiedzenia tyle samo, co w przypadku POLIN i rola państwa ograniczy się do sponsoringu z publicznych pieniędzy.


III. Polska żydowską skarbonką

Podsumowując, Żydzi i ich organizacje cieszą się u nas jakimś nadzwyczajnym, niemal eksterytorialnym statusem świętych krów, których nikt nie waży się w żaden sposób kontrolować, a polskie państwo pełni dla nich wyłącznie rolę skarbonki, do której dorzuca się podatnik. Czy można się więc dziwić, że widząc naszą uległość na tym i innych polach (rejterada ws. nowelizacji Ustawy o IPN), dociskają nas do ściany? Skoro trafili frajera – to niech frajer płaci, proste. Na domiar złego, rządzący albo mają zakazane, albo nie chcą informować opinii publicznej o naszej rzeczywistej sytuacji – z jednej strony ze strachu przed pogorszeniem relacji z naszymi „strategicznymi sojusznikami”, a z drugiej w obawie, że nakręci to opozycję po prawej stronie. Tak kończy się uprawianie „bezalternatywnej” polityki. Co gorsza, różni medialni zagończycy z bliskich władzy, upartyjnionych mediów usiłują dezawuować protesty przeciw „ustawie 447” prezentując je jako niemal „agenturalną” dywersję. Krótko mówiąc, sami się podkładamy.

Odwrotnie postępują Niemcy, które w obliczu roszczeń odszkodowawczych za ludobójstwo w Namibii, okupację Grecji czy Polski, twardo stoją na stanowisku, że wszystko już dawno zostało rozstrzygnięte i żadnych pieniędzy nie zapłacą – co z miejsca ustawia poprzeczkę na zupełnie innej wysokości. Która metoda jest skuteczniejsza, pozostaje pytaniem retorycznym.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Na krótkiej smyczy

Gra o bilion złotych II

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Gra o bilion złotych

Hieny cmentarne z „holocaust industry”

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 18 (30.04-09.05.2019)

niedziela, 28 kwietnia 2019

Gra o bilion złotych II

Stany Zjednoczone przyjmując JUST Act wzięły na siebie oficjalnie obowiązek reprezentowania żydowskich roszczeń spod znaku „holocaust industry”.

Wygląda na to, że sprawa żydowskich roszczeń majątkowych jest jak bumerang – im mocniej się ją odrzuca, z tym większym impetem wraca. Tym razem ów bumerang powrócił za sprawą poufnych rozmów polsko-amerykańskich w sprawie realizacji słynnej „ustawy 447” (JUST Act). Niedawno notatkę z jednego z takich spotkań ujawnił znany publicysta i felietonista Stanisław Michalkiewicz. Spotkanie odbyło się 25 października 2018 r. z udziałem ambasadora Jacka Chodorowicza (pełnomocnika MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską) oraz jego odpowiednika w Departamencie Stanu USA, Thomasa K. Yazdgerdiego. W telegraficznym skrócie, Thomas K. Yazdgerdi nalegał na stronę polską, by ta przyśpieszyła prace nad restytucją pożydowskiego mienia przejętego po II wojnie światowej przez Skarb Państwa, zakreślając „horyzont czasowy” na 2019 rok, przy czym domagał się, by pierwsze konkretne efekty były widoczne do sierpnia 2019 r. - wtedy to bowiem amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w związku z kończącą się kadencją chce przekazać Kongresowi raport na temat postępów w zaspokajaniu roszczeń restytucyjnych, do czego zobowiązuje go JUST Act. Do tego czasu amerykański wysłannik wprawdzie nie oczekuje działań legislacyjnych, jednak uważa, iż przedstawiciele Polski powinni nawiązać negocjacje finansowe z organizacjami żydowskimi, mające na celu „ustalenie konkretnych kwot możliwych rekompensat, które, jego zdaniem, mogą mieć częściowy charakter” (cyt. za treścią notatki ze strony https://nczas.com/). Negocjacje te miałyby mieć charakter nieformalny – a więc utajniony przed opinią publiczną – ze względu na mające się odbyć w Polsce jesienią 2019 r. wybory parlamentarne. Wniosek z tego, że po wyborach przyszłaby pora na przekucie zakulisowych ustaleń w stosowne inicjatywy ustawodawcze.

Na temat żydowskich roszczeń skorelowanych z „ustawą 447” pisałem w tym miejscu w lutym 2018 r., w felietonie „Gra o bilion złotych” - i okazuje się, że przez ten czas sprawy konsekwentnie były posuwane do przodu, wypada więc po nieco ponad roku wrócić do tematu. Z treści notatki jednoznacznie wynika, iż Stany Zjednoczone przyjmując JUST Act wzięły na siebie oficjalnie obowiązek reprezentowania żydowskich roszczeń spod znaku „holocaust industry” - i zamierzają się ze swego ustawowego zobowiązania wywiązać, co polecam wszystkim „uspokajaczom” twierdzącym, iż „ustawa 447” ma wymiar jedynie „symboliczny”. Nie, gra toczy się o wielkie pieniądze i zainteresowane siły nie spoczną, dopóki ich z nas nie wyduszą. Druga rzecz – w rozgrywce nie chodzi bynajmniej o reprywatyzację w tradycyjnym rozumieniu tego pojęcia, a to z tego względu, że w holocauście ginęły całe rodziny polskich Żydów, więc prawnych spadkobierców znacjonalizowanego mienia jest stosunkowo niewielu. Większość pożydowskiego majątku po wojnie stanowiło tzw. mienie bezspadkowe (zwane w „ustawie 447” mieniem „bezdziedzicznym”) - i to na nim chcą położyć łapę żydowskie organizacje.

Jest to oczywiście prawne i cywilizacyjne horrendum, gdyż w naszym kręgu kulturowym nie funkcjonuje żadna „plemienna współwłasność”, na mocy której Żydzi z drugiego końca świata mogliby rościć sobie pretensje do majątku ich pobratymców z Polski, z którymi nie mają nic wspólnego poza przynależnością etniczną. Dlatego też w „ustawie 447” zastosowano sprytny wybieg – mianowicie „mienie bezdziedziczne” miałoby służyć „zapewnieniu majątku lub rekompensaty oraz pomocy potrzebującym ofiarom Holocaustu, w celu wspierania edukacji o Holokauście i do innych celów”, co z kolei stanowi realizację (formalnie niewiążących) zaleceń zawartych w podpisanej przez Polskę tzw. „deklaracji z Teresina” będącej efektem konferencji „Mienie Ery Holocaustu” z 2009 r. Innymi słowy – żydowskie organizacje restytucyjne dostaną pieniądze za „utracone mienie”, a potem będą decydowały co z nimi zrobią – czy wypłacą je żyjącym ofiarom zagłady, dofinansują działania edukacyjne, czy też przeznaczą je po uważaniu „na inne cele”. Dlatego też główny nacisk został położony na to, by Polska dostosowała swoje prawodawstwo do zapisów JUST Act, legalizując tym samym majątkowe uroszczenia.

Jak widać, od tamtej pory jesteśmy konsekwentnie rozmiękczani – wg ujawnionej notatki podobne spotkanie miało miejsce już w styczniu 2018 r., ponadto Thomas K. Yazdgerdi powołuje się na rozmowę z wicemarszałkiem Senatu Adamem Bielanem. Po stronie żydowskiej, z którą mielibyśmy negocjować szczegóły, głównym rozgrywającym jest natomiast Światowa Organizacja ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) – potężna hydra, zrzeszająca szereg innych organizacji tego typu. A jej roszczenia opiewają, bagatela, na 300-330 mld. dolarów, czyli ponad bilion złotych. Nawet biorąc pod uwagę, że żądania zostaną zaspokojone w 20 proc. (taka liczba pada w rozmowie jako „konstruktywna”), to i tak otrzymujemy 60-66 mld. USD. A to oznacza, że staniemy się wiecznym dłużnikiem, nie będąc w stanie do końca świata wypłacić się z haraczu – zgodnie z najlepszą, lichwiarską tradycją.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Na krótkiej smyczy

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Gra o bilion złotych

Hieny cmentarne z „holocaust industry”

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 17-18 (26.04-09.05.2019)

Na krótkiej smyczy

Oczekuję od rządu jednoznacznej deklaracji, że nie wprowadzi pod żadnym pozorem zmian legislacyjnych umożliwiających realizację bezprawnych żydowskich roszczeń.

I. „Definitywne rozwiązanie kwestii restytucji”

W ubiegłym tygodniu sporo zamieszania (głównie w internecie, bo media tradycyjne milczały jak zaklęte) wywołała notatka ze spotkania ambasadora Jacka Chodorowicza z przedstawicielem amerykańskiego Departamentu Stanu Thomasem K. Yazdgerdim. Nie bez powodu, gdyż dokument ujawniony przez znanego publicystę Stanisława Michalkiewicza jasno pokazuje, że w sprawie majątkowych roszczeń organizacji żydowskich Polska trzymana jest na bardzo krótkiej smyczy. Przypomnę na początek w czym rzecz (informacje za treścią notatki opublikowaną na stronach internetowych „Najwyższego Czasu”). Ambasador Jacek Chodorowicz jest pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych ds. kontaktów z diasporą żydowską, zaś Thomas K. Yazdgerdi jest jego amerykańskim odpowiednikiem, stojącym na czele delegacji USA przy International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA, Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holocauście). Do spotkania doszło 25 października 2018 r. - i jak wynika z relacji, Thomas K. Yazdgerdi sformułował w jego trakcie szereg jednoznacznych i daleko posuniętych oczekiwań wobec Polski. Otóż w związku z uchwaleniem przez amerykański Kongres ustawy JUST Act (tzw. ustawa 447/1226), zobowiązującej Sekretarza Stanu do monitorowania kwestii zwrotu pożydowskiego mienia (w tym również „mienia bezdziedzicznego”) oraz dorocznego raportowania Kongresowi postępów w tej materii, amerykański wysłannik oznajmił, iż oczekuje od strony polskiej, by ta „w konkretny sposób posunęła kwestię restytucji do przodu.

T. K. Yazdgerdi podkreślił, iż zdaje sobie sprawę z polskich uwarunkowań politycznych – szczególnie tego, że na jesieni 2019 r. odbędą się wybory parlamentarne. Z drugiej strony jednak przypomniał, że wg JUST Act termin przedstawienia raportu przez Sekretarza Stanu przypada na październik 2019 r., dodając przy tym, że kadencja obecnego sekretarza (Mike'a Pompeo) upływa już w sierpniu 2019 r. i w związku z tym będzie on chciał ukończyć prace nad raportem jeszcze przed tą datą. Biorąc to pod uwagę, Yazdgerdi zarysował wprawdzie ogólny „horyzont czasowy” na 2019 rok, lecz jednocześnie nalegał, by konkretne efekty działań strony polskiej pojawiły się nie tylko przed wyborami, lecz również zanim raport Sekretarza Stanu zostanie przekazany do odpowiednich komisji Kongresu. Wynika z tego zatem, że pierwszy postawiony przed nami deadline przypada na sierpień tego roku – tak, by Mike Pompeo mógł się pochwalić przed Kongresem jakimiś namacalnymi dokonaniami.

Co do tego momentu mielibyśmy zrobić? Przede wszystkim przystąpić do rokowań z organizacjami żydowskimi, głównie w kwestiach finansowych, co miałoby na celu „ustalenie konkretnych kwot możliwych rekompensat, które, jego zdaniem, mogą mieć częściowy charakter”. Określone jest to w dokumencie jako „przystąpienie przez stronę polską do procesu prowadzącego do definitywnego rozwiązania kwestii restytucji”. Amerykanie na tym etapie nie oczekują jeszcze od nas działań legislacyjnych, uważają natomiast za możliwe „konkretne rozmowy i działania nie mające wymiaru publicznego i formalnego”. Z powyższego płynie wniosek, że pora na „publiczne i formalne” działania legislacyjne ma przyjść po jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu.


II. W szponach „holocaust industry”

Tym samym potwierdziły się obawy, że ustawa 447 nie została bynajmniej uchwalona „sobie a muzom”, lecz stanowi narzędzie obligujące amerykańską administrację do wywierania na Polskę nacisków w kwestii zaspokojenia wymuszeń rozbójniczych żydowskich organizacji spod znaku „holocaust industry”. Na dodatek, po stronie polskiej najwyraźniej nie ma politycznej woli, by owym bezpodstawnym roszczeniom się przeciwstawić. Świadczy o tym postawa ambasadora Chodorowicza, który w żadnym momencie rozmowy nie zdecydował się na wyartykułowanie jakiegokolwiek sprzeciwu – ograniczył się jedynie do poinformowania T. K. Yazdgerdiego, iż polskie MSZ przygotowało „Białą Księgę” odnośnie „problematyki mienia przejętego przez Polskę po II wojnie światowej oraz niektórych działań związanych z zadośćuczynieniem i upamiętnieniem ofiar wojny”, która ma prezentować nas w „zasadniczo dobrym” świetle. Innymi słowy – nie bijcie, robimy co możemy. Co więcej, aktywnie kooperujemy, bowiem Yazdgerdi powołał się na wcześniejszą rozmowę z wicemarszałkiem Senatu Adamem Bielanem, który zaznaczył, iż „kwestie restytucyjne wymagają odpowiedniego przygotowania politycznego - a częścią owych przygotowań ma być zmiana postrzegania spraw restytucyjnych jako dotyczących wyłącznie Żydów i mienia żydowskiego, podczas gdy obejmują one znacznie szersze grono osób. Czyli, nawet nie śmiemy podważać samej zasadności roszczeń – zastanawiamy się już tylko jak przeprowadzić całą operację, tak by zminimalizować straty polityczne.

Postawę cytowanego w notatce Adama Bielana warto zapamiętać, gdyż rzuca ona światło na sposób w jaki „restytucja” zostanie przeprowadzona. Najprawdopodobniej po jesiennych wyborach w przypadku wygranej PiS zostanie przedstawiona „kompleksowa” ustawa reprywatyzacyjna – rzecz generalnie słuszna, tyle, że w gąszczu szczegółowych przepisów zostaną poukrywane różne „zatrute cukierki”, umożliwiające wypłatę rekompensat nie tylko prawnym spadkobiercom, lecz również odszkodowań za „mienie bezdziedziczne”. Całość zostałaby przedstawiona i procedowana tak, by nikt się nie zorientował w rzeczywistym charakterze ustawy, dopóki nie będzie za późno. W rezultacie, zaspokojenie bezprawnych roszczeń hien cmentarnych do nie przysługującego im mienia odbędzie się w ramach ogólnej reprywatyzacji. Nie dziwi więc, że Yazdgerdi podczas rozmowy ostro skrytykował projekt ustawy Patryka Jakiego, ograniczający grono uprawnionych do obywateli polskich i to spośród kręgu najbliższych spadkobierców – stanowiłaby ona bowiem tamę dla żydowskich roszczeń. Równie symptomatyczne jest, że strona polska po wrzaskach organizacji restytucyjnych schowała tę ustawę do szuflady.

Podobnych, bulwersujących „smaczków” jest w rozmowie więcej – np. Yazdgerdi uznał, że propozycja wypłaty 20 proc. wartości utraconego mienia wydaje mu się „konstruktywna”. Policzmy. Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego wystosowała w sierpniu 2018 r. pismo do Ministerstwa Finansów, w którym oceniała wartość pożydowskiego majątku na 330 mld. dol. Dwadzieścia procent od tej sumy daje... 66 mld. dolarów – czyli niemal dokładnie kwotę przewijającą się od lat w kontekście żydowskich roszczeń.


III. Żadnych negocjacji!

Biorąc powyższe pod uwagę, wiemy już dlaczego Mike Pompeo podczas niesławnego szczytu bliskowschodniego w Warszawie wezwał Polskę, do „kompleksowego” uregulowania sprawy zwrotu mienia. To nic innego, jak pokłosie omawianego tu spotkania i konieczności złożenia raportu przed Kongresem. Wiemy również, dlaczego stojący obok minister Czaputowicz nie zareagował ani słowem. Równie charakterystyczna jest reakcja czynników rządowych i okołorządowych na ujawnioną notatkę. Usłyszeliśmy jedynie tradycyjne zapewnienia, że „ustawa 447” nie rodzi w Polsce skutków prawnych i nie jest też źródłem prawa międzynarodowego – w związku z tym, na obecnym gruncie prawnym wypłata odszkodowań za mienie bezspadkowe jest niemożliwa. Tyle, że nie w tym rzecz. Cały amerykańsko-żydowski dyktat sprowadza się bowiem do tego, byśmy dostosowali nasze prawo do wymogów JUST Act! Dlatego nie oczekuję od rządu PiS deklaracji co do obecnego prawa. Oczekuję natomiast od rządu publicznej, twardej, stanowczej i jednoznacznej deklaracji, że nie wprowadzi pod żadnym pozorem zmian legislacyjnych umożliwiających realizację bezprawnych żydowskich roszczeń – a także, że nie będą w tej sprawie podejmowane żadne rozmowy i negocjacje, nie wspominając już o jakichkolwiek zobowiązaniach.

A swoją drogą, warto będzie w sierpniu przyjrzeć się raportowi złożonemu w Kongresie przez sekretarza Mike'a Pompeo. Coś mi mówi, że będziemy mogli się dowiedzieć z niego więcej, niż od własnego rządu.

Gadający Grzyb


Na podobny temat:

„Ustawa 447”, czyli ofensywa „holocaust industry”

Gra o bilion złotych

Hieny cmentarne z „holocaust industry”

Miliardy do Izraela

Miliardy do Izraela – ciąg dalszy

Miliardy do Izraela – eureka!

Finansowe HEART Izraela


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 17 (26-29.04.2019)

niedziela, 21 kwietnia 2019

Pod-Grzybki 156

Antysemityzm! Izraelska sonda kosmiczna „Beresheet” rozbiła się na Księżycu, który – nie oszukujmy się – mógł zrobić o wiele więcej, by sondę uratować, a kto wie, czy nie przyczynił się aktywnie do jej unicestwienia, celowo nadstawiając się twardszą stroną. W związku z tym, Izrael zażądał w ramach rekompensaty „uznania swojej suwerenności” nad Srebrnym Globem, a Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego wystosowała wobec Wszechświata roszczenie w wysokości kwadryliona $ za utracone mienie. Prezydent Donald Trump ma podpisać na dniach stosowny dekret, nad wykonaniem którego czuwać będzie Departament Stanu.


*

Ale, nie koniec na tym. Jak wieść niesie, pierwsze pozwy zostaną skierowane przeciwko Polsce, bowiem zachodzi graniczące z pewnością podejrzenie, że w zniszczeniu żydowskiego mienia brał czynny udział znany powszechnie polski antysemita – Pan Twardowski. Nad stosowną pracą badawczą pochylają się już profesorowie J. Grabowski, J.T. Gross, B. Engelking oraz P. Śpiewak. Grant na publikację opiewający na 1 mln. zł. wyasygnowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


*

Z cyklu „wstawania z kolan”. IPN odwołał zaplanowaną ekshumację na terenie byłego obozu koncentracyjnego Treblinka I. Stało się tak na żądanie amerykańskiego Departamentu Stanu, który zażyczył sobie, by ewentualna ekshumacja odbyła się po „konsultacji” ze środowiskami żydowskimi. Wprawdzie obóz Treblinka I został utworzony dla Polaków, ale wystarczyło, że Żydzi wyrazili przypuszczenie, iż „mogą” znajdować się tam również szczątki żydowskie, by strona polska pokornie schowała dudy w miech. Słusznie – jeszcze by się okazało, że w obozach nie ginęli wyłącznie Żydzi, a wszak samo wysnuwanie takiej rewizjonistycznej hipotezy dowodzi faszyzmu, antysemityzmu i onanizmu. Może więc skończyć z tą ciuciubabką, tylko oficjalnie uznać zwierzchność „ludu Izraela” nad wszystkimi miejscami pamięci? Nasz wielki przyjaciel Jonny Daniels byłby z pewnością zadowolony.


*

Wstawania z kolan ciąg dalszy. Stanisław Michalkiewicz ujawnił na swoim videoblogu notatkę ze spotkania ambasadora Jacka Chodorowicza (pełnomocnika MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską) ze swym odpowiednikiem z ramienia Departamentu Stanu USA Thomasem Yazdgerdim, do którego doszło 25 października 2018 r. W skrócie – Amerykanie każą rządowi PiS dogadać się „po cichu” do czasu jesiennych wyborów z Żydami w sprawie „odszkodowań”, a po wyborach przekuć uzgodnienia w konkretne działania legislacyjne. Jak to leciało? „Ustawa 447 nie wywoła w Polsce żadnych skutków prawnych”? Oczekuję, że ci, którzy wmawiali nam te brednie obetną sobie teraz języki i zeżrą je na surowo.


*

Z życia „europejczyków”. Na inauguracji Tuskowego „Ruchu 4 Czerwca” miał wystąpić Barack Obama – niestety, okazało się, że Obama liczy sobie za taką uprzejmość 400 tys. dolarów i „europejczykom” wychłódło. To Tusk, ze swoimi zarobkami „króla Europy” nie chciał się dorzucić? A to sknera!

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 16 (19-25.04.2019)