Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media społecznościowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media społecznościowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2019

Pora na polski Facebook i You Tube

Potrzebujemy własnych, polskich mediów społecznościowych, własnego Facebooka, You Tube i Twittera. Niech powrócą internetowe „dzikie pola”!

I. „Dzikie pola” internetu

W toku trwającej od lat (i - dodajmy - póki co, kompletnie jałowej) dyskusji o repolonizacji mediów, skupiono się na mediach tradycyjnych, głównie koncernach prasowych. Jak się okazuje - niesłusznie, kompletnie przeoczono bowiem ogromny obszar wymiany informacji i opinii, jakim jest internet, a konkretnie - media społecznościowe. Tu zaś ingerencja obcego kapitału może być równie zabójcza dla zdrowej, nieskrępowanej debaty publicznej, jak dominacja np. niemieckich podmiotów w segmencie prasy regionalnej. Obecnie w przypadku serwisów społecznościowych mamy do czynienia z oligopolem globalnych korporacji – niepodzielnie rządzi wielka trójka: Facebook (do którego należy również m.in. Instagram), Google (właściciel You Tube) i Twitter. W Polsce z social media korzysta już 47 proc. internautów – jest więc to ogromne, wielomilionowe pole oddziaływania. Co więcej, na statystycznego użytkownika w Polsce przypada ponad 7 kont w mediach społecznościowych.

Powyższe dane mają przełożenie na politykę, obieg informacji, idei, opinii. Nie bez przyczyny sztaby wyborcze coraz większą wagę przywiązują do kampanii w internecie. Do niedawna to właśnie internet był „dzikimi polami” na których hulała nieskrępowana wolność słowa, kształtując i ucierając poglądy rosnącej rzeszy ludzi – w odróżnieniu od tradycyjnej prasy i telewizji, podlegających różnym formom reglamentacji. Każdy mógł założyć bloga czy konto w serwisie społecznościowym i swobodnie głosić swoje przekonania. W momencie, gdy zgromadziła się wystarczająco liczna grupa osób o zbliżonych poglądach, następował efekt skali – swoisty „rój” niezależnych, oddolnych głosów, mogących w swej masie skutecznie współtworzyć społeczny dyskurs i wpływać na opinię publiczną. Najbardziej korzystała na tym zjawisku szeroko rozumiana prawica, w realiach porządku medialnego III RP odcięta od „zabetonowanego” mainstreamu z jego „słusznymi” gazetami i telewizjami. Przypominam – mówimy o stanie sprzed 2015 roku, kiedy to na scenie medialnej rządziła w praktyce jedna opcja. W internecie takich ograniczeń nie było, zatem w naturalny sposób właśnie tam przeniosła się aktywność prawicowych podmiotów i zwykłych sympatyków, walnie przyczyniając się do zwycięstwa „dobrej zmiany”.


II. Powrót cenzury

Niestety, coraz więcej wskazuje na to, że opisany stan rzeczy odchodzi w przeszłość, a do internetu coraz szerszym frontem wkracza cenzura. Nie ta państwowa – mowa o cenzurze prywatnej, uprawianej przez wymienionych wyżej globalnych potentatów. Okazuje się bowiem, że wielkie koncerny mają swoje lewackie „ideolo”, w myśl którego treści o charakterze prawicowym i konserwatywnym są zwyczajnie niedopuszczalne. W zwalczaniu ich używa się nieprecyzyjnych terminów-wytrychów, takich jak walka z „fake-newsami” czy „mową nienawiści”, co w praktyce przekłada się na uznaniowość w dopuszczaniu bądź blokowaniu określonego przekazu. Tydzień temu opisywałem przypadki internetowych telewizji wRealu24.pl i wSensie.tv, arbitralnie zablokowanych przez administrację You Tube. Podobny los spotkał kanał pro-lajferskiej fundacji Kai Godek, a nawet... Radio Maryja i Telewizję Trwam, którym udzielono „ostrzeżenia” i usunięto nagranie z homilią abp. Marka Jędraszewskiego w której wyrażał sprzeciw wobec ideologii LGBT. To pokazuje do jakiego stopnia los niezależnych mediów uzależniony jest od jednego kliknięcia internetowego monopolisty, kierującego się własnymi względami ideologicznymi. W tej chwili sytuacja poprawiła się o tyle, że wskutek skandalu jaki wybuchł po cenzorskich zapędach administracji You Tube wspomniane kanały przywrócono, lecz... wyłączono im możliwość „monetyzacji”, tzn. zarabiania na reklamach. A zatem, tak będzie teraz wyglądała zabawa – postanowiono nieprawomyślne media zagłodzić odcinając je od istotnego źródła dochodu. Nie bez znaczenia jest również funkcjonowanie w stanie wiecznej niepewności: nigdy nie wiadomo, kiedy i za co zostaną uruchomione cenzorskie „nożyce” - czy dany kanał nie zostanie z dnia na dzień wyłączony np. za cytowanie Biblii bądź nauczania Kościoła w kwestii homoseksualizmu, albo za sprzeciw wobec propagandy LGBT. Trzeba więc powiedzieć sobie wyraźnie – internetowi monopoliści jasno określili się jako jedna ze stron w wojnie kulturowej.


III. Wolność dla wszystkich!

Jak z tym walczyć? Można udać się do sądu – jak przy wsparciu „Ordo Iuris” zamierza zrobić wSensie.tv, można też interweniować w parlamencie i Ministerstwie Cyfryzacji (tą drogą poszedł kanał wRealu24.pl), można sprawę nagłaśniać licząc na skuteczność presji społecznej. To jednak tylko działania doraźne i reaktywne – krótko mówiąc, półśrodki. Tymczasem celem długofalowym powinno być uniezależnienie się od światowych gigantów i przełamanie ich monopolu – przynajmniej na krajowym podwórku. Innymi słowy, potrzebujemy własnych, polskich mediów społecznościowych, własnego Facebooka, You Tube i Twittera. Można to osiągnąć na kilka sposobów. W budowę takiej platformy mogłyby zaangażować się chociażby media publiczne – to rozwiązanie jednak miałoby krótkie nogi, bowiem powszechnie znana skłonność do upolitycznienia państwowych środków przekazu siłą rzeczy nie ominęłaby również i tego projektu, podważając już na starcie jego wiarygodność. Można by również pójść drogą repolonizacji: przypominam, że istnieje serwis społecznościowy założony przez Polaków – to „Nasza Klasa” (obecnie „nk.pl”). W tej chwili, po serii zmian właścicielskich należy on niestety do Onetu, a więc do niemiecko-szwajcarskiej grupy Ringier Axel Springer. Należałoby zatem ów serwis odkupić i zainwestować w jego rozwój i popularyzację. Problem w tym, że musiałyby to zrobić podmioty państwowe, co sprowadza zagrożenie upolitycznienia, podobne jak w przypadku portalu opartego o media publiczne.

No i wreszcie, droga najtrudniejsza lecz zarazem najbardziej perspektywiczna. Otóż w ramach „planu Morawieckiego” ogłoszono program wsparcia dla rodzimych, polskich start-up'ów (początkujących, innowacyjnych przedsięwzięć) – „Start in Poland” o wartości 3 mld. zł. To właśnie w jego ramach należałoby ogłosić konkurs na polską platformę społecznościową, mogącą stanowić konkurencję dla największych graczy. Przypominam, że „Nasza Klasa” była dziełem studentów informatyki, zatem tego typu projekty są absolutnie w zasięgu naszych specjalistów – należy jedynie zapewnić im wsparcie kapitałowe na rozwój, tak by nie musieli sprzedawać swego dziecka, co stało się udziałem „Naszej Klasy”, tylko konsekwentnie zdobywać rynek i użytkowników. Przedsięwzięcie byłoby oczywiście w stu procentach prywatne, jednak warunkiem wsparcia określonym w specjalnej umowie musiałaby być gwarancja absolutnej wolności przekazu, której nie mogłyby ograniczać jakiekolwiek zapisy wewnętrznego regulaminu. Byłby to, mówiąc hasłowo, portal zarówno dla „prawaków”, jak i „lewaków”, w którym każdy publikuje na własną odpowiedzialność - jak pokazały przykłady prawicowej aktywności na Facebooku czy You Tube, prawica w takiej konkurencji radzi sobie doskonale, wystarczy jej tylko nie cenzurować. Niech powrócą internetowe „dzikie pola” (może nawet właśnie taką nazwę - „DzikiePola.pl” powinien przybrać przyszły serwis?).

Rządzący winni pamiętać, że nic nie trwa wiecznie. PiS kiedyś straci władzę, a wraz z nią wpływ na media publiczne. Również sprzyjające dziś rządowi prywatne tytuły zostaną wtedy momentalnie odcięte od publicznej kroplówki, chociażby w postaci reklam spółek skarbu państwa – i patrząc na ich lecącą sprzedaż, powrócą do dawnego biedowania, a może wręcz czeka je upadek. W efekcie, opcji patriotyczno-niepodległościowej zostanie po staremu aktywność w internecie. Tyle, że ten internet oznacza dziś w praktyce dominujące media społecznościowe o jednoznacznie lewicowym profilu ideologicznym, które na dodatek nie musiałyby się liczyć z odsuniętą od rządów prawicą i tym chętniej będą ją sekowały. Dlatego już dziś należy zadbać o alternatywę.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Tęczowa cenzura


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 33 (16-22.08.2019)

Pod-Grzybki 173

Za nami obchody 75. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Udziału odmówił ober-rabin RP Michael Schudrich, który zaproszenie ocenił jako „osobistą zniewagę”. Patronatem za to objął wydarzenie prezydent Andrzej Duda, a następnie... też nie pojawił się na obchodach. Czyli, jak to Duda – najpierw hop do przodu, a potem „taktyczna rejterada”. Pewnie Schudrich mu zabronił – zagroził, że nie przyjdzie do Belwederu na Chanukę.


*

Nagłówek z gazeta.pl: „Biłgoraj: Policja poszukuje chorego psychicznie mężczyzny. Z siekierą i widłami zbiegł do lasu”. Niech zgadnę – Palikotowi w końcu ze szczętem od...o?Janusz, weź się nie wygłupiaj...


*

Kukiz szaleje. Zerwał wywiad w internetowej telewizji Takt.tv i nabluzgał na prowadzących, którzy pytali się go o JOW-y: „Nie chce mi się gadać. Naprawdę, wy k...a nie myślicie w ogóle. Nawet gdybym miał hasło »zielona gruszka dla każdego Polaka« i gdyby to złapało, to trzeba z tym hasłem iść i trzeba je wspierać”. Aha, teraz przynajmniej wiadomo, o co chodziło z tymi JOW-ami. To były tylko takie „zielone gruszki”. Na wierzbie.


*

Wniosek drugi – jeszcze kilka takich „wywiadów” i Kukiz zaorze PSL. Nikomu się to wcześniej nie udało, ale potencjał destrukcyjny Kukiza jest taki, że akurat on jest to w stanie zrobić i „Peezel” wreszcie pójdzie na dno. Panie Pawle, tak trzymać – da Pan radę!


*

W „dużym” artykule w bieżącym numerze postuluję konieczność powstania polskiego portalu społecznościowego, który przełamałby monopol (i cenzurę) Facebooka i Googla. Tutaj jeszcze tylko mały suplement z uwagami do rządzącej „dobrej zmiany”. To aż nie do uwierzenia, że partia, która tyle zawdzięcza prawicowym inicjatywom internetowym, tak łatwo je wszystkie, mówiąc brutalnie - olała. Ba, wręcz postponowała niezależne, internetowe media - bo ktoś się w jakimś punkcie nie zgadza z bieżącą linią Partii i Rządu, wskutek czego jest automatycznie „ruską onucą”, bo ktoś sympatyzuje z narodowcami, bo alarmuje o żydowskich roszczeniach... bo - mówiąc klasykiem - coś tam, coś tam... A kiedy przegracie (bo kiedyś przecież przegracie), to co - znów do internautów przyjdziecie prosić się w łachę? Tak przecież było przed 2015, czyż nie? A potem jedna, jedyna Marta Kaczyńska zdobyła się, by podziękować internautom. Cała reszta nadętej, partyjnej pisowskiej wierchuszki udawała, że to wyłącznie dzięki „aparatowi” wygrali wybory. Otóż nie. Wygraliście również dzięki dziesiątkom tysięcy ludzi, którzy za was „robili internety” - bo nie da się zastąpić choćby najsprawniejszym sztabem tej masy oddolnych wolontariuszy. Do tych wolontariuszy przyjdziecie znów - powtarzam - w łachę, gdy polityka zapali się wam pod tyłkiem. Tyle, że wtedy już tej łachy nie będzie - nie dlatego, że ktoś nie chciałby was poprzeć, ale dlatego, że chętni nie będą mieli takiej możliwości, bo obecni monopoliści ich wszystkich jednym pstryknięciem zablokują. Pomyślcie o tym i ogarnijcie się, póki jeszcze czas.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 33 (16-22.08.2019)