Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płk Ryszard Kukliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płk Ryszard Kukliński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lutego 2014

Reżyser obrotowy

„Jack Strong” to kawał całkiem niezłego kina sensacyjnego, a nie żadna „msza narodowa”.

I. Reżyser na każdą okazję

Ha – ma ten Pasikowski wyczucie mądrości etapu. Jak trzeba, to dopieści esbeków przedstawiając ich może jako brutali, ale zarazem prawdziwych, twardych facetów z kościami. Innym razem pójdzie w czystą komercyjną sensację, zaspokajając gusta widzów stęsknionych za kinem „jak w Ameryce”, by następnie podlizać się Salonowi piętnując antysemicką ludożerę z polskiej prowincji wedle wytycznych J. T. Grossa. A na koniec zmienia front o sto osiemdziesiąt stopni i kręci obraz o płk. Kuklińskim, ewidentnie skomponowany pod gusta patriotycznej i antykomunistycznej części widowni. Jednym słowem, dla każdego coś miłego – brać, wybierać.

Zwłaszcza ostatnia wolta reżysera jest spektakularna – trudno wyobrazić sobie przepaść głębszą, niż ta ziejąca między „Pokłosiem” a „Jackiem Strongiem”. Osobiście przypuszczam, że Pasikowski po „Pokłosiu” zorientował się jak olbrzymi elektorat negatywny wyhodował sobie wśród publiczności i że na salonowym cmokaniu, pokazach w ambasadach, czy spędzanych do kin wycieczkach szkolnych daleko nie zajedzie. Zapewne dotarło do niego, że umownie nazywając, „prawicowa” widownia to niekoniecznie zabiedzeni aborygeni, że ci ludzie również zostawiają w kinach swoje pieniądze i w związku z tym warto by się tym „targetem” zainteresować. Sądzę również, że nie bez znaczenia była tu zmiana nastrojów społecznych, której efektem jest sondażowe prowadzenie Prawa i Sprawiedliwości. Być może niedługo to właśnie PiS będzie dzielił budżety na kulturę i trzeba się zawczasu zakręcić, by po zmianie warty na scenie politycznej nie obudzić się z ręką w nocniku - z etykietką pieszczocha polonofobicznych elit III RP przedstawiającego Polaków jako nację zdziczałych żydożerców.

II. Oferta Pasikowskiego

I w tym właśnie kontekście odbieram nakręcenie filmu o płk.Kuklińskim. Jest to oferta Pasikowskiego skierowana do środowisk patriotyczno-niepodległościowych i przyszłej władzy. Przypuszczam, że gdyby tematu nie zaklepał zawczasu Antoni Krauze, to Pasikowski bez większych oporów nakręciłby również film o Smoleńsku – choć zapewne poczekałby z ostateczną decyzją na wynik wyborów. Coś jak Wajda, który za PiS-u zrobił „Katyń”, a za Platformy hagiografię Wałęsy – oba zresztą gnioty nie do oglądania.

Ta oferta, jak się zdaje, została przez jakąś (i to chyba nawet sporą) część „targetu” zaakceptowana. Czytając różne komentarze można odnieść wrażenie, że ten Pasikowski już jest prawie-prawie „nasz”. Jeszcze trochę się medialnie „wypucuje”, pomruga do nas oczkiem, pokokietuje antykomunistyczny, wygłodniały elektorat i nagle okaże się, że z tego Pasikowskiego to szczery patriota - dostarczyciel narodowego katharsis w wersji instant. Jeśli Zalewskiemu nie wyjdzie z „Historią Roja”, to może nawet Władysław Pasikowski weźmie na tapetę temat „Żołnierzy Wyklętych” i nakręci film o Kurasiu albo „Łupaszce”, a wtedy ani chybi stanie się filmowym wieszczem polskiej prawicy...

Atmosferę tę dało się odczuć w sobotni wieczór 8 lutego, kiedy w gronie pięciorga znajomych weszliśmy sobie do kinowej sali radośnie obdzielając się chipsami i popcornem. Trzeba było widzieć te ciężkie spojrzenia ludzi, którzy przyszli, jak się domyślam, celebrować narodowe świętości, a nie po prostu na kolejny film Pasikowskiego. Na widowni zasiadło sporo znanych mi z widzenia lokalnych prawicowców dla których widok paczki chipsów i butelki coli NA FILMIE O PUŁKOWNIKU KUKLIŃSKIM był zapewne przejawem skrajnego barbarzyństwa i galopującej lemingozy. W każdym razie, zgorszenie można było kroić nożem.

Tymczasem, trudno o większe nieporozumienie i pomieszanie porządków. „Jack Strong” to kawał całkiem niezłego kina sensacyjnego, a nie żadna „msza narodowa”. Owszem – jest to kino z miłym memu sercu antysowieckim przesłaniem, ale robienie z tego dzieła, które należy oglądać w nabożnym skupieniu, jest przejawem jakiejś aberracji.

III. Bez bólu

Czy „Jack Strong” to dobry film? Powiem tak – mnie i koledze się spodobał, natomiast dla kogoś, kto o PRL-u, ówczesnych uwarunkowaniach międzynarodowych i o samym pułkowniku Kuklińskim ma mgliste, albo wręcz zerowe pojęcie (jak towarzyszące nam niewiasty) może być cokolwiek nieczytelny. Widz nie chwytający różnych kontekstów pokazanej na ekranie historii (a takich wśród masowej publiki jest jednak zdecydowana większość) i w związku z tym nie potrafiący sobie różnych rzeczy dośpiewać, może poczuć się cokolwiek znużony. Dość powiedzieć, iż po filmie musiałem tłumaczyć, że ten z tymi brwiami to Breżniew, a po Breżniewie nie było od razu Jelcyna, tylko Andropow, Czernienko i Gorbaczow... Stąd między innymi mój wniosek, iż mamy do czynienia z ofertą sprofilowaną „pod prawicę”, która jest bardziej zorientowana w prezentowanej tematyce. Lemingrad może średnio trybić o co w tym wszystkim tak naprawdę „kaman”.

Tu muszę zdradzić, iż mamy z moją lubą swój prywatny kinowy miernik jakości. Otóż, jeśli podczas seansu zeżremy wszystkie chipsy lub popcorn i wypijemy całą colę, to znaczy, że film był do bani – po przekąski ręka sięga nam bowiem z nudów, lub by „zajeść” poczucie żenady. Przykładowo, na takiej „Bitwie po Wiedniem” nie dość, że zjadłem wszystkie chipsy, to jeszcze skrupulatnie wyczyściłem oślinionym paluchem okruszki z zakamarków torebki. Czyli, dno i metr mułu. Na „Jacku Strongu” ubyła może jedna trzecia mojej paczki, a dzieliłem się jeszcze z kolegą, tak więc nie najgorzej. Z drugiej strony jednak, moja luba zjadła niemal cały popcorn z opakowania o porównywalnej objętości, po filmie zaś wyznała mi, że napięcie było może przez ostatnie pół godziny (czyli sekwencja ucieczki Kuklińskiego z rodziną), a reszta to takie „gadające głowy” - i tu również mamy potwierdzenie tezy jaki „target” ma ten film obsłużyć.

Podsumowując – na film można spokojnie pójść, ogląda się bez bólu, rzeczywistość PRL-u przedstawiona jest wiarygodnie, włącznie z detalami scenografii. Ruscy nieco komiksowi, lecz w tej komiksowości jakoś tam autentyczni (dobra rola aktora grającego „marszała” Kulikowa). Dorociński cokolwiek mdławy, ale w sumie daje radę. Pod mniej wyrobionego (a może pod zagranicznego?) widza zrobiono łopatologiczny wstęp i zakończenie umożliwiające odczytanie filmu przynajmniej na podstawowym poziomie, zaś Pasikowski potwierdza, że jest sprawnym reżyserem. Jeśli natomiast ktoś oczekuje dzieła pomnikowego i perły narodowej kinematografii, to oczywiście i zdecydowanie nie ten adres. Swoją drogą, abstrahując od dość oślizgłej „obrotowości” Pasikowskiego – ciekawe, jakie szanse w lewackim Hollywood mógłby mieć „Jack Strong” w wyścigu o nominację do nieanglojęzycznego Oscara? Może ktoś z Was zna jakiegoś Amerykańca, któremu można by puścić ten film, zakładając, że pojawi się wersja z angielskimi napisami?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl

czwartek, 16 lutego 2012

Gnoje


Napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym bełkotem można przykryć każde zaprzaństwo, zaś płk Kuklińskiego przemianować na wyrzutka.

I. Profanacja

Kilka dni temu (11.02.) doszło do dewastacji popiersia płk Ryszarda Kuklińskiego, stojącego w Alei Wielkich Polaków w krakowskim Parku Jordana. Do podobnego aktu doszło w rocznicę stanu wojennego, nocą z 12 na 13 grudnia zeszłego roku.

Łajno wyłazi z człowieka właśnie w takich chwilach. Przepraszam, ale trudno inaczej odnieść się do wymalowania na pomniku w rocznicę śmierci tego wybitnego Polaka i Patrioty celtyckiego krzyża, symbolu falangi i koślawych napisów „CIA” oraz „zdrajca”. Nie mam tu zamiaru wyłuszczać jaka jest różnica między wypowiedzeniem posłuszeństwa zbrodniczemu, komunistycznemu reżimowi a zdradą. Historia działalności płk Kuklińskiego i jego roli w otwarciu Zachodowi oczu na rzeczywiste plany i agresywny charakter Układu Warszawskiego jest od dawna powszechnie znana – podobnie jak cena, którą zapłacił za swój dramatyczny wybór. Jeśli fakty nie przekonały kogoś do tej pory, to próżny mój trud.

II. Maoistyczna Falanga

Warto natomiast odnieść się przy tej okazji do sprawców i tych, którzy im przyklaskują. Do profanacji niemal wprost przyznała się małopolska „Falanga”, zamieszczając na swej stronie oświadczenie sformułowane ze względów procesowych tak, by nie można było go potraktować jako dowodu w sprawie. (przykładowe cytaty: „Cieszy nas, że temu sprzeciwowi wobec kultu zdrajcy, mającego być w oczach różnych środowisk usprawiedliwieniem serwilistycznej postawy wobec USA i NATO, towarzyszy użycie symboli polskiego (falanga) i europejskiego (krzyż celtycki) nacjonalizmu.” oraz „Kimkolwiek byli sprawcy nazwania zdrajcy zdrajcą, popieramy ich stanowisko i pozdrawiamy na sposób rzymski, z tradycyjnym zawołaniem: Czołem Wielkiej Polsce!”).

Jako ciekawostkę podam, iż ci, pożal się Boże, „falangiści” od 2010 roku współpracują... z polskimi maoistami (tak!) funkcjonującymi najpierw pod nazwą Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej, przemianowanej następnie na Organizację Czerwonej Gwardii im. Kazimierza Mijala (przyjmowani są zresztą chętnie w ambasadzie Korei Północnej). Obie bandy – czarnokoszulowcy z maoistami - urządzają sobie wspólne demonstracyjki, podczas których piętnują „imperialistów”, jak ta w 2010 roku pod ambasadą USA przy okazji rocznicy powstania NATO. Już za sam taki „czerwony sojusz” przedwojenni RNR-owcy obiliby tych gnoi pałami. Przynajmniej ci, którzy po wojnie nie przeszli na żołd komuny.

III. Endokomuna

A skoro już jesteśmy przy czerwonych. Osobną sprawą jest zachowanie endokomuny z portalu konserwatyzm.pl (a raczej – „konserwatyzm.PRL”) . Doprawdy, nie pojmuję co trzeba mieć we łbie, jaką zas...ą sieczkę, by pod notką o zbezczeszczeniu pomnika zamieścić taki oto redakcyjny komentarz:

„Jakkolwiek nie popieramy idei dewastacji pomników (czyichkolwiek), to fakt, że ludzie jeszcze pamiętają, że PRL była jednak Państwem Polskim a Kukliński przysięgał temu państwu wierność, cieszy. [aw]”.

Tak gwoli wyjaśnienia dla niezorientowanych: publicyści portalu „konserwatyzm.PRL” na czele z Janem Engelgardem dość aktywnie przy różnych okazjach wybielają PRL (to jest, przepraszam - „Państwo Polskie”), ze szczególnym uwzględnieniem Jaruzelskiego, zaś Engelgard rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego „uczcił” tekstem o wszystko mówiącym tytule: „Większość Polaków nie wierzy w propagandę IPN”, w którym to dawał wyraz swej satysfakcji, iż „większość Polaków nadal uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione”. Wszystko z pozycji narodowo-demokratycznych (albowiem panowie ci uważają się za jedynych uprawnionych spadkobierców dziedzictwa Romana Dmowskiego), legalistycznych, konserwatywnych i „realistycznych”. W tym kontekście nie dziwi ich reakcja na krakowską profanację, skoro pułkownik Kukliński zrobił kuku ich idolowi – sowieckiemu generałowi w polskim mundurze - i walnie przyczynił się do upadku PRL.

Dodajmy jeszcze przeszłość i zakotwiczenie polityczno-ideowe w środowiskach PAX-owskich, rehabilitację „narodowych komunistów” od Albina Siwaka i tworów w rodzaju ZP „Grunwald”, oraz usprawiedliwianie „politycznym realizmem” kolaboracji w ramach PRON a la Maciej Giertych. Powyższe w naturalny sposób skutkuje antyzachodnim kursem skorelowanym z prorosyjskimi ciągotami i wyraża się chociażby w piętnowaniu „oszołomów od Smoleńska”, którzy godzą w stosunki z ruską neo-kacapią.

IV. „Prawica” postkomunistyczna

Tak więc mamy postkomunistyczną „prawicę”, która śmiało może ścigać się z PZPR-owskim betonem w antyamerykanizmie i prorosyjskości, a z „Wyborczą” w nobilitowaniu sowieckiego satrapy i wyśmiewaniu „religii smoleńskiej”. Tak, tak – napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym, niby-konserwatywnym bełkotem i „realizmem” politycznym można przykryć każde zaprzaństwo, każdą zdradę, zaś pułkownika Kuklińskiego przemianować na wyrzutka, wycierając sobie przy okazji gębę patriotyzmem.

Falangiści głoszą w zasadzie to samo, tylko w sprymitywizowanej formie, dołączając uwielbienie dla wszelkich groteskowych dyktatur w rodzaju Łukaszenki, czy Kadafiego, plus sympatie nacjonal-bolszewickie. No i żydożerstwo, ma się rozumieć. Wedle tej optyki Kukliński był zły, bo „zdradziecko” wysługiwał się „USraelowi” - nie to, co szczery patriota Jaruzelski, który „patriotycznie” robił za sługusa najbardziej ludobójczego systemu w dziejach ludzkości.

Dziwią jedynie dąsy konserwatystów od Wielomskiego i Engelgarda na romans kolegów-falangistów z maoistami. Wszak gnojki w czarnych koszulach tylko wyciągnęły logiczne wnioski z ich własnej politycznej linii.

Gadający Grzyb