Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZP „Grunwald”. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZP „Grunwald”. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2012

„Realiści” z moskiewskiej łaski

„Endokomunie”, oraz jej dzisiejszym następcom, odmawiam prawa do debaty nad polską tradycją powstańczą, a nad Powstaniem Warszawskim w szczególności.

I. „Realiści” ze stajni Sierowa

Zawsze w okolicach kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego uaktywnia się pewien szczególny typ jego krytyków. Nie twierdzę, rzecz jasna, że o zasadności Powstania nie należy dyskutować – spór o polską tradycję insurekcyjną jest wszak jedną z „odwiecznych” polskich debat, toczoną już od XIX stulecia – aczkolwiek zajęcie to uważam za dość jałowe. Obie strony poruszają się w obszarze wciąż tych samych argumentów, co najwyżej badania historyczne dostarczyć mogą nowych szczegółów na poparcie jednego, czy drugiego stanowiska. Osobiście uważam, że są to dylematy nierozwiązywalne – zwolennicy wskazywać będą na sytuację, która spowodowała wybuch kolejnych powstań i kalkulacje, które temu towarzyszyły, przeciwnicy – na tragiczne koszta przegranych zrywów. I tak się to kręci od przeszło stulecia. Nie będę rozstrzygał tu racji, gdyż na poparcie obu stanowisk można znaleźć równie poważne argumenty.

Jednakże, jak wspomniałem przed chwilą, jest wśród strony „krytycznej” pewien szczególny typ, który napawa mnie wyjątkowym obrzydzeniem. To tzw. „realiści” uważający się za spadkobierców tradycji endeckiej i Romana Dmowskiego, a którzy ten krytyczny wobec insurekcjonizmu nurt polskiej myśli politycznej doprowadzili do skrajnej karykatury, czyniąc zeń pozór moralnego uzasadnienia dla swej kolaboracji z sowietami z łaski Sierowa w latach komuny, co dziś znajduje przełożenie na bezkrytyczne rusofilstwo. Co ciekawe, ten „realizm” aktywizuje się u nich tylko gdy przychodzi do plucia jadem na powstańcze tradycje przy okazji kolejnych rocznic i gdy trzeba jakoś uzasadniać służalczą postawę wobec Rosji, czy wcześniej – Sowietów. W pozostałych przypadkach „realizm” ów nie przeszkadza im bredzić o „słowiańskim braterstwie krwi”, czy oplatających świat rozlicznych, z reguły żydomasońskich, spiskach.

II. Spadkobiercy endokomuny

Mówię tu rzecz jasna o pogrobowcach Bolesława Piaseckiego i jego PAX-owskiej, kolaboranckiej formacji, tudzież „narodowych komunistów” z niegdysiejszej stajni Albina Siwaka i Gontarza, ZP „Grunwald” Bohdana Poręby, wcześniej zaś – Mieczysława Moczara (vel Mykoły Demko, lub Diomko). Formacja ta określana ogólnym mianem „endokomuny” wciąż funkcjonuje w życiu publicznym, robiąc za moskiewską agenturę wpływu na prawicy. I doprawdy, nie ma tu znaczenia, czy są zadaniowani i opłacani, czy też robią to, co robią, z przekonania, tudzież własnej i nieprzymuszonej woli. Ich skrajnie jadowity stosunek do Powstania Warszawskiego, czy do powstań narodowych jako takich, ma bowiem jedną podstawową funkcję: jest to gra w interesie Moskwy – bandyckiego mocarstwa, które było wrogiem polskiej suwerenności co najmniej od czasów Iwana Groźnego i doktryny zbierania ziem ruskich aż do „Białej Wody” (czyli – Wisły), co znalazło urzeczywistnienie przy okazji rozbiorów, potem komunizmu, obecnie zaś - po krótkim okresie względnej „pieredyszki” - przybiera postać przekształcania „Priwislańskiego Kraju” we współdzieloną z Niemcami strefę wpływów – kondominium.

Tu uwaga na marginesie – nie można być jednocześnie wrogiem Niemiec i przyjacielem Rosji, jak usiłuje się przedstawiać „endokomuna”, a to z tego prostego powodu, iż w sprawie Polski interesy obu krajów są idealnie zbieżne i nam wrogie. Niemcy i Rosja mogą się co najwyżej na chwilę pokłócić o zakres wpływów w „strefie buforowej”, ale co do generaliów są w kwestii polskiej zgodne: nie może tu powstać żaden liczący się organizm państwowy. Lekcją poglądową takiego podejścia był stosunek obu naszych Wielkich Braci do rządów PiS i prezydentury Lecha Kaczyńskiego, kiedy to Polska usiłowała prowadzić suwerenną politykę w regionie.

Tych moskiewskich „gawnojedów” z endokomuny spotkać można w różnych miejscach internetu – na „narodowych” portalach, lub też w kręgach „konserwatystów” umoczonych w PAX-owskie zaszłości. Klinicznym przykładem jest tu portal „konserwatyzm.prl” i takie postaci jak Jan Engelgard, czy Adam Wielomski – wielbiciele junty Jaruzelskiego i autorzy płomiennych „adresów” do Władymira „katechona” Putina, ale jest tego tałatajstwa znacznie, znacznie więcej. Ostatnio np. na Niepoprawnych przyplątał się (STĄD) jeden z przedstawicieli tej „szkoły” w postaci użytkownika „p.e. 1984” (czyli „Palmer Eldritch 1984”, bo i pod takim nickiem występuje w necie – też sobie, cholera, Dickowsko-Orwellowski przydomek wybrał), który uraczył nas całą propagandową serią (np. TU i TU), rok wcześniej był niejaki xiazeluka – syntezę jednego i drugiego znajdziemy TUTAJ.

III. Odmawiam prawa

Endokomuniści po dziś dzień powtarzają antypolskie manipulacje ukute w sowieckich i PRL-owskich kuźniach propagandowych, dorzucając od siebie „realistyczną” retorykę, często–gęsto wzbogacaną „rozporkowym patriotyzmem” i z tego co widać – wychowują kolejne pokolenie następców zaczadzonych panslawistyczno-rusofilskimi miazmatami. To, co przez PAX-owców zostało wymyślone dla usprawiedliwienia własnej kolaboracji i zaprzaństwa, dziś – w nowym pokoleniu „endokomuny”, zyskuje status poniekąd autonomiczny – choć wciąż mogłoby ukazać się w, dajmy na to, „Słowie Powszechnym”.

Nawiasem mówiąc, panslawizm to wynalazek carskiej propagandy oparty na micie wielkiej słowiańskiej wspólnoty, której naturalną siłą scalającą i przywódczą ma być „święta Ruś”. Jak widać, ten z gruntu fałszywy przekaz, bazujący na „plemienności”, „krwi” i „pobratymstwie”, a skrzętnie przemilczający fundamentalne różnice cywilizacyjne i polityczne (polska niepodległość kontra rosyjska dominacja), wciąż ma swych wyznawców. Taki to „realizm”.

No dobrze, ale skoro, jak zaznaczyłem na wstępie, dopuszczam możliwość debaty nad sensownością Powstania Warszawskiego i powstań narodowych w ogóle, to czemu uwziąłem się akurat na „endokomunę”? Z prostego powodu: nad takimi kwestiami wolno debatować jedynie z polskich pozycji. Co innego Dmowski, jeden z ojców odzyskania przez Polskę niepodległości, co innego zdrajcy, którzy z endeckiej tradycji uczynili listek figowy dla kolaboracji z sowieckim okupantem. Im, oraz ich dzisiejszym następcom, odmawiam prawa do debaty nad polską tradycją powstańczą, a nad Powstaniem Warszawskim w szczególności. Prawo to bowiem utracili wysługując się Moskwie, oraz jej krajowym namiestnikom, natomiast ich współcześni następcy – podpisując się pod tą zaprzańczą spuścizną. Z takimi ludźmi nie ma dyskusji, dla takich jak oni rezerwuję sobie jedną emocję – odrazę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

P.S. Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/gnoje

http://niepoprawni.pl/blog/287/w-sluzbie-wladimira-katechona

czwartek, 16 lutego 2012

Gnoje


Napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym bełkotem można przykryć każde zaprzaństwo, zaś płk Kuklińskiego przemianować na wyrzutka.

I. Profanacja

Kilka dni temu (11.02.) doszło do dewastacji popiersia płk Ryszarda Kuklińskiego, stojącego w Alei Wielkich Polaków w krakowskim Parku Jordana. Do podobnego aktu doszło w rocznicę stanu wojennego, nocą z 12 na 13 grudnia zeszłego roku.

Łajno wyłazi z człowieka właśnie w takich chwilach. Przepraszam, ale trudno inaczej odnieść się do wymalowania na pomniku w rocznicę śmierci tego wybitnego Polaka i Patrioty celtyckiego krzyża, symbolu falangi i koślawych napisów „CIA” oraz „zdrajca”. Nie mam tu zamiaru wyłuszczać jaka jest różnica między wypowiedzeniem posłuszeństwa zbrodniczemu, komunistycznemu reżimowi a zdradą. Historia działalności płk Kuklińskiego i jego roli w otwarciu Zachodowi oczu na rzeczywiste plany i agresywny charakter Układu Warszawskiego jest od dawna powszechnie znana – podobnie jak cena, którą zapłacił za swój dramatyczny wybór. Jeśli fakty nie przekonały kogoś do tej pory, to próżny mój trud.

II. Maoistyczna Falanga

Warto natomiast odnieść się przy tej okazji do sprawców i tych, którzy im przyklaskują. Do profanacji niemal wprost przyznała się małopolska „Falanga”, zamieszczając na swej stronie oświadczenie sformułowane ze względów procesowych tak, by nie można było go potraktować jako dowodu w sprawie. (przykładowe cytaty: „Cieszy nas, że temu sprzeciwowi wobec kultu zdrajcy, mającego być w oczach różnych środowisk usprawiedliwieniem serwilistycznej postawy wobec USA i NATO, towarzyszy użycie symboli polskiego (falanga) i europejskiego (krzyż celtycki) nacjonalizmu.” oraz „Kimkolwiek byli sprawcy nazwania zdrajcy zdrajcą, popieramy ich stanowisko i pozdrawiamy na sposób rzymski, z tradycyjnym zawołaniem: Czołem Wielkiej Polsce!”).

Jako ciekawostkę podam, iż ci, pożal się Boże, „falangiści” od 2010 roku współpracują... z polskimi maoistami (tak!) funkcjonującymi najpierw pod nazwą Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej, przemianowanej następnie na Organizację Czerwonej Gwardii im. Kazimierza Mijala (przyjmowani są zresztą chętnie w ambasadzie Korei Północnej). Obie bandy – czarnokoszulowcy z maoistami - urządzają sobie wspólne demonstracyjki, podczas których piętnują „imperialistów”, jak ta w 2010 roku pod ambasadą USA przy okazji rocznicy powstania NATO. Już za sam taki „czerwony sojusz” przedwojenni RNR-owcy obiliby tych gnoi pałami. Przynajmniej ci, którzy po wojnie nie przeszli na żołd komuny.

III. Endokomuna

A skoro już jesteśmy przy czerwonych. Osobną sprawą jest zachowanie endokomuny z portalu konserwatyzm.pl (a raczej – „konserwatyzm.PRL”) . Doprawdy, nie pojmuję co trzeba mieć we łbie, jaką zas...ą sieczkę, by pod notką o zbezczeszczeniu pomnika zamieścić taki oto redakcyjny komentarz:

„Jakkolwiek nie popieramy idei dewastacji pomników (czyichkolwiek), to fakt, że ludzie jeszcze pamiętają, że PRL była jednak Państwem Polskim a Kukliński przysięgał temu państwu wierność, cieszy. [aw]”.

Tak gwoli wyjaśnienia dla niezorientowanych: publicyści portalu „konserwatyzm.PRL” na czele z Janem Engelgardem dość aktywnie przy różnych okazjach wybielają PRL (to jest, przepraszam - „Państwo Polskie”), ze szczególnym uwzględnieniem Jaruzelskiego, zaś Engelgard rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego „uczcił” tekstem o wszystko mówiącym tytule: „Większość Polaków nie wierzy w propagandę IPN”, w którym to dawał wyraz swej satysfakcji, iż „większość Polaków nadal uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione”. Wszystko z pozycji narodowo-demokratycznych (albowiem panowie ci uważają się za jedynych uprawnionych spadkobierców dziedzictwa Romana Dmowskiego), legalistycznych, konserwatywnych i „realistycznych”. W tym kontekście nie dziwi ich reakcja na krakowską profanację, skoro pułkownik Kukliński zrobił kuku ich idolowi – sowieckiemu generałowi w polskim mundurze - i walnie przyczynił się do upadku PRL.

Dodajmy jeszcze przeszłość i zakotwiczenie polityczno-ideowe w środowiskach PAX-owskich, rehabilitację „narodowych komunistów” od Albina Siwaka i tworów w rodzaju ZP „Grunwald”, oraz usprawiedliwianie „politycznym realizmem” kolaboracji w ramach PRON a la Maciej Giertych. Powyższe w naturalny sposób skutkuje antyzachodnim kursem skorelowanym z prorosyjskimi ciągotami i wyraża się chociażby w piętnowaniu „oszołomów od Smoleńska”, którzy godzą w stosunki z ruską neo-kacapią.

IV. „Prawica” postkomunistyczna

Tak więc mamy postkomunistyczną „prawicę”, która śmiało może ścigać się z PZPR-owskim betonem w antyamerykanizmie i prorosyjskości, a z „Wyborczą” w nobilitowaniu sowieckiego satrapy i wyśmiewaniu „religii smoleńskiej”. Tak, tak – napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym, niby-konserwatywnym bełkotem i „realizmem” politycznym można przykryć każde zaprzaństwo, każdą zdradę, zaś pułkownika Kuklińskiego przemianować na wyrzutka, wycierając sobie przy okazji gębę patriotyzmem.

Falangiści głoszą w zasadzie to samo, tylko w sprymitywizowanej formie, dołączając uwielbienie dla wszelkich groteskowych dyktatur w rodzaju Łukaszenki, czy Kadafiego, plus sympatie nacjonal-bolszewickie. No i żydożerstwo, ma się rozumieć. Wedle tej optyki Kukliński był zły, bo „zdradziecko” wysługiwał się „USraelowi” - nie to, co szczery patriota Jaruzelski, który „patriotycznie” robił za sługusa najbardziej ludobójczego systemu w dziejach ludzkości.

Dziwią jedynie dąsy konserwatystów od Wielomskiego i Engelgarda na romans kolegów-falangistów z maoistami. Wszak gnojki w czarnych koszulach tylko wyciągnęły logiczne wnioski z ich własnej politycznej linii.

Gadający Grzyb