Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MarkD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MarkD. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2013

Wrocławski „coming-out” niezależnej blogosfery

Takich prezentacji sukcesu różnego rodzaju inicjatyw potrzeba jak najwięcej – choćby po to, by rozwiać pokutujący mit o rzekomym prawicowym nieudacznictwie.

I. Odkłamać mit prawicowego nieudacznictwa

W weekend 12-13 stycznia odbyła się we Wrocławiu konferencja „Pytania o polską niepodległość”. To już trzecie spotkanie z tego cyklu organizowanego przez Dolnośląski Instytut Korfantego i Wrocławski Społeczny Komitet Poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Poszczególne panele prowadzili pan poseł Jacek Świat i Krzysztof Grzelczyk. Tegoroczna edycja skupiała się na pokazaniu „przykładów ruchów oraz instytucji po szeroko rozumianej „prawej” stronie życia społecznego, które odniosły sukces, zakorzeniły się i są trwałym elementem życia społecznego.” Zaproszeni goście mieli opowiedzieć „o sukcesie swoich przedsięwzięć” (cyt. za prezentacją konferencji).

Osiągnięcia swoich inicjatyw prezentowali m.in: Paweł Szałamacha (współzałożyciel i pierwszy prezes Instytutu Sobieskiego), prof. Andrzej Waśko (współzałożyciel Arcanów), Wiktor Kamiński (wiceprezes Krajowej Kasy SKOK i współtwórca kas), Ilona Gosiewska (prezes Stowarzyszenia Odra – Niemen), prof. Stanisław Mikołajczak (przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego z Poznania), Marek Michno (przedstawiciel ruchu Klubów Gazety Polskiej) oraz prezydent Bolesławca Piotr Roman i prezydent Głogowa Jan Zubowski. Całość zwieńczyła debata socjologów - „Szanse i bariery zaangażowania społecznego w Polsce AD 2013” w której wzięli udział dr Jerzy Żurko i mgr Stanisław Kamykowski.

Nie sposób tu przedstawić streszczenia, bo w zasadzie każde z wystąpień zasługiwałoby na osobną notkę, dlatego też zainteresowanych odsyłam do strony http://www.ustream.tv/channel/konferencja-pytania-o-nasz , gdzie można zapoznać się z zapisem wideo konferencji, ponadto poszczególne punkty programu emitujemy w Niepoprawnym Radiu PL (zaczęliśmy w audycji 390). Powiem tylko, że właśnie takich prezentacji sukcesu różnego rodzaju inicjatyw potrzeba jak najwięcej – choćby po to, by rozwiać pokutujący mit o rzekomym prawicowym nieudacznictwie. Pozostaje mi podziękować organizatorom, że planując spotkanie nie zapomnieli o niezależnej blogosferze.

II. Panel mediów niezależnych, czyli „coming-out” blogosfery

No właśnie – podczas konferencji mieliśmy do czynienia z ważnym wydarzeniem. Oto po raz drugi (pierwszy był ubiegłoroczny Kongres Mediów Niezależnych) prawicowy mainstream dostrzegł blogosferę i uznał jej osiągnięcia za istotne na tyle, by je zaprezentować jako przykłady sukcesu prawicowych inicjatyw. W niedzielnym panelu mediów niezależnych prezentowały się kolejno: Blogmedia24 (pani Teresa Tokarska), Niepoprawne Radio PL (MarkD) i Niepoprawni.pl (niżej podpisany, czyli Gadający Grzyb). Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia małym „coming-outem” niezależnej blogosfery (czyli takiej, która nie jest uzależniona od „strategicznych inwestorów” i dobrych wujków). Przy okazji, prezentując się publicznie, z imienia i nazwiska, zadaliśmy kłam twierdzeniom różnych nadętych buców, którzy starają się „unieważnić” blogosferę pokrzykując o „anonimowych, internetowych opluwaczach”.

Ale do rzeczy. Teresa Tokarska skupiła się m.in. na prezentowaniu rozmaitych akcji podejmowanych przez stowarzyszenie Blogmedia24, z pełną słusznością akcentując, że ich działalność zastępuje niejako rzecznika praw obywatelskich. Osobiście najbardziej utkwiło mi uzyskanie tzw. „umowy katarskiej”, której Dyktatura Matołów za żadne skarby nie chciała nikomu udostępnić. Nawet PiS-owi, a więc strukturze o wiele bardziej zasobnej i wpływowej nie udało się wydrzeć tego dokumentu, który miał przekazać stocznie w ręce „katarskiego inwestora”.

Z kolei MarkD przedstawił historię Niepoprawnego Radia PL, różnorodność oferty programowej, organizowane przez nasz „irlandzki oddział” spotkania z Grzegorzem Braunem, Piotrem Zarębskim, Jadwigą Chmielowską czy wywiad z Włodzimierzem Bukowskim. Myślę, że pouczające dla słuchaczy było przedstawienie realiów polskiego internetu – choćby to, że domeny w Polsce przyznawane są przez NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa), na której czele stoi były etatowy oficer ABW – pułkownik Michał Chrzanowski, którego rekomendowała komisja złożona w części z innych oficerów Agencji, dlatego też niezależne inicjatywy internetowe na wszelki wypadek wolą funkcjonować na serwerach zagranicznych (np. Niepoprawne Radio i Niepoprawni.pl są na serwerach amerykańskich).

Niżej podpisany, po skrótowym omówieniu sytuacji na medialnym rynku zdominowanym przez różne emanacje Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP, przeszedł do zaakcentowania przyszłościowego potencjału internetu jako dostarczyciela niezależnych treści – rozwoju sieci nie przewidział bowiem skonstruowany i zadekretowany u zarania III RP „ład medialny”. Rój powstających oddolnie i wzajemnie się uzupełniających inicjatyw jest istotnym elementem Drugiego Obiegu 2.0 i zakres ich oddziaływania będzie się nieuchronnie poszerzał. Prezentując początki portalu wspomniałem o postaci śp. Jacka Maziarskiego, który jako „Rewizor” opublikował tekst „Jak zmanipulowano wybory 2007 roku”. Podkreśliłem również integracyjny i tożsamościowy walor naszego portalu, w końcówce zaś zaapelowałem o polecanie w swych środowiskach takich przedsięwzięć jak Niepoprawni.pl, oraz wspominanie o nich przy okazji wystąpień osób publicznych w ogólnopolskich mediach. W tym kontekście przywołałem wypowiedź śp. Przemysława Gintrowskiego dla „Rzeczpospolitej”, kiedy to pieśniarz powiedział, że czyta „Niepoprawnych”, co poskutkowało znaczącym i stałym wzrostem „klikalności”.

W międzyczasie pojawiła się w charakterze dodatkowej panelistki Ewa Stankiewicz, by zaprezentować powstającą TV Republika i zachęcić do wspierania tego pionierskiego przedsięwzięcia, jakim jest całodobowa prawicowa stacja informacyjna. Całość naszych wystąpień: http://www.ustream.tv/recorded/28447430

Odniosłem wrażenie, iż publiczność była naszymi wystąpieniami szczerze zainteresowana. Przypuszczam, że stanowiliśmy dla widzów pewną egzotykę i zapewne byli ciekawi kim są ci tajemniczy blogerzy przemierzający „dzikie pola internetu”, jak to ujął onegdaj Jacek Jarecki. Mam nadzieję, że nie sprawiliśmy zawodu.

III. Część nieoficjalna, czyli hardcorowe kolędowanie

No, ale cóż to byłaby za konferencja bez części nieoficjalnej? Tu muszę podziękować Klesowi i jego Małżonce u których zatrzymaliśmy się z Markiem na nocleg za dostarczenie nam niesamowitych wrażeń. Zaprosili nas mianowicie na wspólne kolędowanie, które odbyło się w sali budynku duszpasterstwa akademickiego, tzw. „Maciejówce”. Jak się dowiedzieliśmy, osiem lat temu „Klesowie” (przepraszam, będę Was tak nazywał, bo nie czuję się upoważniony do podawania nazwiska) postanowili wskrzesić niemal zapomnianą tradycję wspólnego kolędowania. Zaczęło się od spotkań w domu z grupą znajomych, a teraz od dwóch lat trzeba już organizować salę, bo mieszkanie nie mogło pomieścić chętnych.

Zasługą Klesa jest pomysłowa formuła kolędowania: by uniknąć kłótni „co teraz śpiewamy” ułożył mianowicie zestawy po cztery kolędy w każdym, które następnie były losowane - i jazda śpiewać! :) To był, proszę Państwa, prawdziwy "hardkor" :) Kolędy były bowiem śpiewane w całości, a każda ma 8-12 zwrotek, do tego na ogół powtórzone refreny. Nie ukrywam, że bardzo przydał się rzutnik którym wyświetlano na ekranie kolejne zwrotki, bowiem, jak większość, przyzwyczajony byłem do wersji 2-3 zwrotkowych, a dodać należy, że pojawiło się również wiele kolęd mniej znanych, w tym jedna po łacinie, a co! Dawno się tak nie naśpiewałem – dość powiedzieć, że spotkanie rozpoczęte ok. 19:00 zakończyło się o 23:00, a mogłoby potrwać i dłużej. Akompaniował nam pan Marek Dyżewski – były rektor Akademii Muzycznej we Wrocławiu, niezwykle uroczy, pełny naturalnej klasy człowiek. Czegóż chcieć więcej? Między kolejnymi, czterokolędowymi „setami” był czas na skorzystanie z przygotowanego przez uczestników poczęstunku, rozmowy i kubek wina (tak, kubek, bo korzystaliśmy z zastawy Duszpasterstwa). I ta atmosfera – jak w rodzinie...

Przy okazji dane mi było poznać osobiście znajomych z blogosfery: dwie urocze Panie – Rozkat i Damę Pik, oraz Shorka. Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś znów się spotkamy.

Słowem, było super, a zimowy Wrocław jest po prostu piękny.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

sobota, 23 czerwca 2012

Dwa światy

Prawicowi dziennikarze, a prawicowa blogosfera.

I. Zamilczanie blogosfery

MarkD w swej notce „Niezależna przegrała z prawicowym Onetem!” pokazując przemilczenie w artykule na niezalezna.pl portali stworzonych przez blogerów i konfrontowanie się „Niezależnej” z tworami w rodzaju Salonu24 czy Nowego Ekranu, nazwanych tam na dodatek „konkurentami po prawej stronie” (sic!), wskazał na istotny problem, jakim są relacje między prawicowymi dziennikarzami, a prawicową blogosferą. Otóż relacje te, mimo inicjatywy jaką jest Federacja Mediów Niezależnych, można streścić jednym słowem – zamilczanie. Ponieważ dotykałem już tej tematyki – przede wszystkim w tekście „Spór o drugi obieg z blogerskiego punktu widzenia”, oraz fragmentarycznie w „Terapia Czterech Kroków – kontynuacja” (ostatni akapit podrozdziału II - „Wyniosłe milczenie”), to i ja pozwolę sobie na kilka uwag.

Mianowicie, zamilczanie prawicowej blogosfery jest elementem szerszej choroby „wsobności”, która dotyka tzw. „naszych" dziennikarzy. Konkurencja (a rynek wąski) - to raz. Dwa - myślę, że wchodzą również w grę kwestie ambicjonalne: jakoś nie mogą przełknąć perspektywy, że oni, profesjonaliści, mogliby być konfrontowani, porównywani z jakimiś tam amatorami. Mają do nas stosunek w najlepszym razie protekcjonalny, pobłażliwy. Po trzecie wreszcie - oni utrzymują się z tego, co my robimy za darmo. Psujemy im po prostu rynek.

Na razie więc sytuacja wygląda tak, że niby „działamy” wspólnie w Federacji Mediów Niezależnych, z czego na co dzień kompletnie nic nie wynika. Tymczasem, wzajemna promocja powinna być standardem, gdyż w ostatecznym rozrachunku działa to na korzyść nas wszystkich. Póki co jednak wygrywa ze strony świata dziennikarskiego inne podejście – traktowanie blogosfery jak niedorobionych gówniarzy i konsekwentne odwracanie wzroku – mimo że nas czytają, tylko jakoś niesporo im się do tego publicznie przyznać.

II. Nierównorzędność relacji

Podam przykład, jak pewna część konserwatywnego, prawicowego mainstreamu widzi model stosunków z „amatorami” – oto do Niepoprawnego Radia PL zgłosiła się agencja reklamowa, która od czasu do czasu podsuwa nam książki różnych wydawnictw z prośbą o wsparcie medialne. Współpraca rozwija się owocnie, z obopólną korzyścią – wydawnictwa mają promocję, za co odwdzięczają się umieszczając u siebie logo Radia i przesyłając nam egzemplarze książek, które my z kolei rozdajemy słuchaczom w konkursach i wszyscy są zadowoleni.

Tym razem jednak, prośba o promocję była wyjątkowo jednostronna: mieliśmy oto zareklamować książkę „za darmo”, bo nawet nie za „dziękuję” ze strony zainteresowanego podmiotu. Przedstawicielka agencji obiecywała, że postara się wpłynąć na wydawnictwo, by zamieściło na swojej stronie internetowej nasze logo (o egzemplarzach promocyjnych z góry mogliśmy zapomnieć), ale jak do tej pory chyba nic z tego. Nadmienię, iż wydawnictwo jest szacowne i konserwatywne, wydaje szacowny i konserwatywny dwumiesięcznik, którego naczelnym jest wielce szacowny i konserwatywny profesor. Zresztą, relacje ze spotkań z jego udziałem wielokrotnie gościły na antenie Radia.

I tak to w wielu przypadkach wygląda – blogerzy mają w sieci nagłośnić inicjatywy „starszych i mądrzejszych”, naganiać ludzi na spotkania, promować ich książki, filmy, czy co tam urodzą – i cieszyć się, że dane im było otrzeć się o znakomitości. Blogerzy mają też linkować do ich profesjonalnych portali (niemal nigdy nie spotykając się ze wzajemnością), komentować to co napisali w swoich gazetach (co również jest formą reklamy), no i oczywiście, kupować te gazety (najlepiej całymi stertami) pielęgnując w sobie poczucie, że oto przyczyniają się do ratowania Wolnego Słowa, co samo w sobie powinno być dla szarej masy wystarczającą nagrodą.

I jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy wymagać od Państwa Dziennikarzy – niezależnych, niepokornych, prawicowych, niepodległościowych... (i te de, i te pe), by oni również raczyli wspomóc Wolne Słowo, na którym rzekomo tak im zależy, choćby przez linkowanie do blogerskich portali, czy ciekawych notek - niejednokrotnie lepiej napisanych i staranniej zredagowanych od tego, co można przeczytać na stronach „profesjonalnych”.

Minimum wzajemności w relacjach – tego należy bezwzględnie wymagać od światka „naszych” żurnalistów, jeśli faktycznie ciągniemy w tym samym kierunku.

III. Spadochroniarze walczą o monopol na opiniotwórczość

Na razie jednak sytuacja przedstawia się tak, jakby trwała jakaś podskórna batalia o monopolizację „niezależnego” przekazu – i to bynajmniej nie ze strony blogosfery. Przeciwnie, to raczej w odniesieniu do profesjonalnych dziennikarzy i tworzonych przez nich mediów można mieć wrażenie, iż programowo ignorując blogosferę dążą, by za wszelką cenę wypchnąć ją z szerszej świadomości, zanim jeszcze się na dobre w niej zagnieździła. Robią miejsce dla siebie: jedynych uprawnionych przedstawicieli - ust, piór, kamer i mikrofonów - „wolnego słowa”, tudzież „opcji niepodległościowej”. Trafili do „drugiego obiegu” wyrzuceni z głównonurtowych mediodajni, przychodząc niejako „na gotowe”, gdyż podglebie stworzyła przed nimi właśnie blogosfera – i zawłaszczają przekaz, bezwzględnie grając na siebie.

„Ba, momentami dają wręcz do zrozumienia, iż to właśnie ONI – medialni wyjadacze - są drugim obiegiem! Oczywiście nie wątpię, że czują się do pełnienia podobnych funkcji wobec „Wolnych Polaków” predestynowani. Każdy, kto zna tyleż głęboko ugruntowane, co kompletnie bezzasadne poczucie wyższości przepajające dziennikarski światek z pewnością to potwierdzi.” - Przepraszam za ten autocytat z mojej wcześniejszej notki „Spór o 'drugi obieg'...”, ale niestety od stycznia, gdy ją pisałem, nic się nie zmieniło.

My zaś, niczym jacyś prostaczkowie, rozdziawiamy gęby ilekroć któraś z gwiazd „prawicowego” dziennikarstwa roztoczy przed nami swój pawi ogon. A tu, okazuje się, trwa walka o to, kto będzie głosem „wolnych Polaków”, czerpiąc z tej pozycji gdy już karta się odwróci odpowiednie profity i robiąc za nową elitę „IV RP”.

Notkę pozwolę sobie podsumować jeszcze jednym autocytatem z tego samego tekstu (polecam zresztą całość):

„Teraz zmuszeni są od czasu do czasu poocierać się o nas, a nawet wydusić okazjonalnie kilka zdawkowych słów pochwały i pokokietować, bo przecież ktoś musi oglądać te filmy, kupić „Uważam Rze”, zapełnić salę na spotkaniu, nagłośnić w sieci jakąś inicjatywę, czy kliknąć na portal braci Karnowszczaków, ale nie łudźmy się. Dla spadochroniarzy z głównego nurtu stanowimy mierzwę, niczym – uczciwszy proporcje - „Solidarność” dla KOR-owskich „doradców”. Nie mówiąc już o tym, że patrzą na nas jak na frajerów, bo piszemy i działamy za darmo, a swe inicjatywy finansujemy ze zrzutek „co łaska”.

Jak to mówił Jacek Kuroń? 'Rozpędzonego stada mustangów nie da się powstrzymać. Trzeba wskoczyć na grzbiet pierwszego, mocno trzymać się grzywy, a kiedy pęd osłabnie, powoli wykręcać'. No właśnie.”

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

sobota, 12 maja 2012

„Newsweek” na tropie Kongresu Mediów Niezależnych

Artykuł Łazarewicza może posłużyć za materiał poglądowy ilustrujący temat „propaganda medialna obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP”.

I. Pisanie „pod tezę”

Jakieś trzy tygodnie temu (w numerze 17/12 – tym z Macierewiczem jako talibem na okładce) Lisowy „Newsweek” piórem Cezarego Łazarewicza postanowił wziąć na warsztat Federację Mediów Niezależnych – organizację powstałą z inicjatywy Krzysztofa Czabańskiego zrzeszającą pozamainstreamowe inicjatywy medialne, łączącą zarówno podmioty tworzone przez profesjonalnych dziennikarzy, jak i te tworzone przez blogerów. Pretekstu do dziennikarskiej obróbki dostarczył Kongres Mediów Niezależnych, który właśnie odbył się w sobotę 12 maja. Z tej to okazji żurnalista Łazarewicz wyprodukował artykuł „Sieć sprzeciwu”, w którym to tekście z właściwą głównemu nurtowi protekcjonalną manierą opisał Federację jako groteskową inicjatywę „pisowców”, mającą „przynieść PiS na tacy środowisko zaangażowanych politycznie internautów” - jak miał ponoć stwierdzić „jeden z działaczy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich” .

Nieprzypadkowo napisałem przed chwilą „miał ponoć stwierdzić”, albowiem z mojego „riserczu” przeprowadzonego wśród osób z którymi kontaktował się Łazarewicz przed spłodzeniem swojego artykułu wynika, że dopuścił się wielu manipulacji, a niekiedy wręcz ordynarnych kłamstw przypisując im słowa które nigdy nie padły, bądź też „po uważaniu” wyrywając wypowiedzi z kontekstu tak, by pasowały do uszytej z góry tezy. A teza jest taka, iż Krzysztof Czabański pragnie stworzyć coś na kształt drugiego obiegu z lat 80. 
Ale z silnym, kontrolowanym przez PiS ośrodkiem decyzyjnym w postaci Federacji Mediów Niezależnych, w której pierwsze skrzypce gra środowisko /Gazety Polskiej/”. Absurd tego stwierdzenia wręcz bije po oczach i nijak się ma choćby do komunikatu FMN z lutego br..

Zresztą, każdy, kto miał cokolwiek do czynienia z blogosferą i blogerami doskonale wie, jak trudno sterowalny jest to narodek i ostatnią rzeczą jaką można się po nim spodziewać jest karna realizacja jakichś odgórnych, partyjnych wytycznych. Łazarewicz najwyraźniej zastosował tu miarkę właściwą dla reżimowych mediodajni i płatnych trolli harcujących po portalach – no, cóż... A „drugiego obiegu” nie trzeba „tworzyć”, gdyż istnieje on od dawna i ma się coraz lepiej. FMN jest jedynie jedną z wielu współistniejących obok siebie form organizacyjnych, jakie ów Drugi Obieg 2.0 przybiera.

Słowem, opisywany tu tekst może posłużyć za materiał poglądowy ilustrujący temat „propaganda medialna obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP”. Niewykluczone zresztą, że po części został on podyktowany frustracją Łazarewicza, gdyż z tego co mi wiadomo ze środowiska internautów/blogerów mało kto w ogóle chciał z nim gadać. Nie przeszkodziło to jednak dziennikarzowi Łazarewiczowi w wystukaniu swojej wierszówki. Jak mus to mus.

II. Łgarstwa i manipulacje Łazarewicza

Przejdźmy do konkretów.

1) Kłamstwo nr1 - MarkD

Niemal naocznie (jako członek redakcji Niepoprawnego Radia PL miałem wgląd do maili) byłem świadkiem, jak MarkD spławił Łazarewicza odmawiając mu jakichkolwiek wypowiedzi – zresztą, przy pełnym poparciu zespołu redakcyjnego Radia. Co zrobił pan Ł.? Ano, opisał Marka jako nienawistnego maniaka, który oprócz spisania 748 afer PO, miał stworzyć „matematyczny model platfoafery, według którego liczba afer wokół PO rośnie każdego roku trzykrotnie, z czego wynika, że na koniec kadencji sięgnie rekordowej liczby 65 tys. To spowoduje, że nawet wolne media będą miały problemy z ich opisaniem.” Czujecie państwo ten pełen wyższości rechocik? Rzecz w tym, iż MarkD żadnego „modelu matematycznego” nie stworzył – jest to czysty wymysł Łazarewicza. Podobnie określenie „platfoafera” u MarkaD nigdzie nie pada – jest to autorski pomysł Łazarewicza. „Takie przedstawienie mnie dezawuuje zbierane afery jako robotę człowieka chorego z nienawiści” - komentuje sprawę MarkD.

Na dodatek, w dość ironicznym stylu Łazarewicz stwierdza, iż na Kongresie MarkD „wytłumaczy im, jak stworzyć radio”. Naprawdę zaś MarkD miał mówić o zagrożeniach formalnych i prawnych dla działalności medialnej w internecie.

2) Kłamstwo nr2 - Budyń78

Nie mniej swobodnie pan redaktor postąpił z wypowiedziami Budynia78, który bodaj jako jedyny z blogerskiej części FMN potraktował Łazarewicza życzliwie i zgodził się na rozmowę m.in. o Niepoprawnych.pl, odkładając na bok kwestię miejsca w którym Łazarewicz jest zatrudniony i osobę naczelnego „Newsweeka” - Tomasza Lisa, który mu szefuje. Tu pan redaktor pojechał już na całego. Zacznijmy od dwóch pytań, których w artykule nie znajdziemy, ale które ewidentnie miały „ustawić” rozmówcę:

- czy nie przeszkadza nam, że Niepoprawni.pl „kojarzeni są z PiS”? Czyli, pan redaktor „formatuje” portal jako partyjną przybudówkę. Swoją drogą, pytanie można by odwrócić i zapytać pana Ł., czy nie przeszkadza mu, że „Newsweek” kojarzony jest z aktualnym obozem władzy. Ciekawe, co by odpowiedział...

- czy mamy świadomość, że jesteśmy niszowi? Przepraszam, a co w tym złego? Tu panu redaktorowi najwyraźniej nie mieści się w głowie, że można poświęcać wolontaryjnie swój czas i energię na rzecz inicjatywy nie będącej „wiodącym medium” i służącej jakiejś społeczności jako miejsce wymiany poglądów.

Idźmy jednak dalej, bo w artykule mamy prawdziwą erupcję manipulacji. Otóż Budyń78 w rozmowie jako motyw odejścia grupy blogerów z Salonu24 podał chęć posiadania jakiegoś bardziej własnego miejsca w sieci. W „Newsweeku” natomiast wypowiedź ta został „podrasowana” - „Pięć lat temu Krzysztof Karnkowski zaczął się dusić na portalu Salon24.pl. . Jest różnica? Budyń oczywiście niczego o „duszeniu się” nie powiedział i trudno odczytać tę manipulację Łazarewicza inaczej, niż jako chęć skłócenia blogosfery.

W tym samym akapicie Łazarewicz wkłada w usta Budynia słowa, iż „to duże wyróżnienie, że były prezes Polskiego Radia zwrócił się z ofertą współpracy właśnie do niego, prawicowego blogera.” Co naprawdę powiedział Budyń? Ano rzekł, że dla niego jest nową jakością, że ktoś związany ze światem mediów tradycyjnych dostrzega i chce coś budować razem z ludźmi, tworzącymi nowe media, bo dotąd te światy się raczej rzadko spotykały. Tu już mamy do czynienia z ordynarnym sfałszowaniem udzielonej w dobrej wierze wypowiedzi, na dodatek wpisującym blogosferę w jakąś „służebną” rolę wobec mediów tradycyjnych.

W innym miejscu Łazarewicz przypisuje Budyniowi słowa: „Jak mówi Krzysztof Karnkowski, wtedy właśnie, podczas pierwszego Kongresu Mediów Niezależnych w Warszawie, na dobre rozpocznie się tworzenie struktur wolnych Polaków.” Jakież to protekcjonalne... Tymczasem, Budyń powiedział tylko tyle, że w panelu wezmą udział osoby, które „państwo określacie ironicznie mianem wolnych Polaków". Jest różnica?

„Jak ktoś chce, niech z nimi rozmawia, ale trzeba się liczyć, że nie tylko każde wypowiedziane słowo będzie użyte przeciwko Tobie, ale i słowa, które nie padły również się pojawią. (...) Jednego życzliwego sobie rozmówcę na pewno pan Cezary stracił” - konkluduje Budyń78.

3) Kłamstwo nr 3 - przemilczenie

Ciekawie wyglądały również podchody Łazarewicza pod Agnieszkę Piwar z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Wedle słów pani Agnieszki, która była akurat za granicą, Łazarewicz dość namolnie do niej wydzwaniał, zasypując pytaniami i za nic nie dawał się grzecznie zbyć. Ostatecznie stanęło na tym, że pan redaktor wysłał mailem zestaw pytań dotyczących Kongresu. Otrzymał odpowiedź w postaci materiałów informacyjnych, po czym... kompletnie pominął je w tekście. Nie pasowało do tezy artykułu? Za mało sensacyjne?

4) Manipulacje o Niepoprawnych.pl

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na sposób, w jaki Łazarewicz przedstawia „Niepoprawnych”:to miejsce dla zwolenników zamachu smoleńskiego w średnim wieku, nielubiących ani premiera, ani prezydenta.” Urocze, prawda? Zgraja pisowskich oszołomów. Na szczęście jest „Newsweek”, który zamachowi smoleńskiemu daje odpór, a i prezydent z premierem zawsze mogą w nim liczyć na dobre słowo. Na dodatek powyższe zdanko jest wplecione w rzekome wypowiedzi Budynia78 i u niezorientowanego czytelnika natychmiast wywoła to wrażenie, jakby to Budyń w ten sposób nas zaprezentował. Zaraz bowiem czytamy: „Budyń78 tłumaczy, że wokół takich treści integrują się co prawda niewielkie grupki, ale za to bardzo oddane: – Czytając nas, utwierdzają się w przekonaniu, że nie są sami. Jest ktoś, kto myśli podobnie.” I skąd Łazarewicz wytrzasnął „informację”, że Niepoprawni, to ludzie „w średnim wieku”? Ma wgląd w metryki urodzenia? Tak buduje się przekaz szyty pod MWzWM oparty na podziale „fajni – niefajni”. Na szczęście, pan Łazarewicz jest fajny aż do mdłości i nie ma ryzyka, że czytelnicy dowiedzą się od niego czegokolwiek, co mogłoby im zaburzyć arcyboleśnie prosty ogląd rzeczywistości.

III. Bojkotować mediodajnie!

Podsumowując, pan redaktor Łazarewicz wykonał z pełnym zaangażowaniem robótkę charakterystyczną dla reżimowego dziennikarstwa III RP. Zapewne przedstawiłem tu zaledwie cząstkę propagandowych manipulacji i łgarstw jakich się dopuścił. Przypuszczam, że inni, którzy mieli nieszczęście się z nim kontaktować dorzuciliby co najmniej drugie tyle. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że po oddaniu tekstu do druku nie musiał zdzierać sobie skóry pumeksem, by pozbyć się poczucia nieświeżości. Panu Łazarewiczowi wróżę owocną przyszłość pod skrzydłami Tomasza Lisa, a na zakończenie powtórzę to, czemu dawałem już wyraz w poprzednich notkach (np. TU): z reżimowymi mediodajniami nie ma co gadać, gdyż w ten sposób ułatwiamy im tylko robotę, legitymizując je swą obecnością. Konsekwentny bojkot z naszej strony jest jedynym sensownym podejściem.

Dobrze spuentowała to Ewa Stankiewicz (o ile Łazarewicz znowu czegoś nie przekręcił): „- Nie rozmawiam z osobami reprezentującymi media manipulujące i kłamliwe, do których nie mam zaufania.”. Sądzę, że przytoczone tu przykłady skrajnej nierzetelności są wystarczającym dowodem na słuszność takiego postawienia sprawy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

Tekst Łazarewicza: http://polska.newsweek.pl/siec-sprzeciwu,91005,1,1.html