Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antysyjonizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antysyjonizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2011

Lewacka prawica


Jedyną różnicą między naszymi ober-narodowcami a lewactwem jest tradycjonalizm. We wszystkich pozostałych kwestiach mogliby śmiało podać sobie ręce.



I. Lewak i ober-narodowiec w jednym stali domu...


Jest coś, co nieodmiennie wyprowadza z równowagi pewien specyficzny rodzaj „ober-narodowców”, którzy probierzem prawicowości i patriotyzmu uczynili kliniczne żydożerstwo. Tym czymś jest zestawienie głoszonych przez nich haseł z retoryką charakterystyczną dla współczesnego i historycznego lewactwa. Można powiedzieć, że oba nurty światopoglądowe doszły do takiej skrajności, że koniec końców zeszły się z drugiej strony.


Podobne są nawet stroje maskujące zakładane przez naszych milusińskich by uniknąć łatki antysemityzmu. Lewica operuje pojęciem „antyizraelizmu”, zaś środowiska narodowe deklarują swój sprzeciw wobec „ideologii syjonistycznej”, następnie zaś i jedni i drudzy wrzucają do tych worków wszelkie antysemickie stereotypy znane od czasów Karola Marksa (żydożercze dziecię rabina), czy „Protokołów Mędrców Syjonu”. Tu uwaga porządkująca - znam różnicę pojęciową między „Żydem” pisanym z wielkiej, a „żydem” pisanym z małej litery. W tekście, żeby nie mieszać, będę pisał „Żyd” w znaczeniu osoby narodowości żydowskiej – tak wyznania mojżeszowego, jak i bezwyznaniowej.


II. Protokół zbieżności


A oto skrócony katalog podobieństw.


1) Wrogi stosunek do Izraela.


Naszych misiów z lewicy i z prawicy łączy obsesyjnie nienawistny stosunek do Izraela. Dla jednych i drugich jest to państwo ludobójcze, bandyckie, terrorystyczne, pozostające głównym zagrożeniem dla światowego pokoju. A że jest to kraj boksujący w permanentnym okrążeniu, otoczony wrogim arabskim żywiołem, który to żywioł po załatwieniu wiążącego islamskie siły Izraela rzuci się do gardeł Zachodowi w imię światowego kalifatu? To nieistotne, grunt, że robią kuku Żydom. Ten „antyizraelizm” pozostaje wiecznie żywym pokłosiem Zimnej Wojny – nienawiść do sprzymierzonego z USA Izraela stanowi swoistą pochodną wspieranego z Kremla antyamerykanizmu.


2) Antyamerykanizm.


Dla lewaków i „ober-narodowców” USA to diabeł wcielony: imperialiści, wyzyskiwacze, rozsadnik militaryzmu, matecznik spekulantów, kapitalizmu korporacyjnego i generalnie źródło wszelkiego zła. Na dodatek, powiadają, Ameryką rządzą Żydzi, stąd z upodobaniem stosowana nazwa „USrael”. Czym byłby świat, bez Ameryki i jej decydującego wkładu w rozgromienie sowietów, którego elementem było w globalnej rozgrywce poparcie dla Izraela? Ależ to właśnie główna wina Stanów, wina niewybaczalna.


Co ciekawe, tak lewacy, jak i „ober-narodowcy” zgodnie nienawidzą Republikanów, o wiele łagodniej traktując Demokratów. Czyli: Ameryka być zła, ale jeżeli już musi istnieć, to niech przynajmniej będzie słaba gospodarczo, bardziej „socjalna”, mniej patriotyczna i religijna, a także bardziej „konstruktywna” wobec Rosji i świata arabskiego...


3) Sympatia dla islamskiego terroryzmu.


Wysadzający się w autobusie pełnym niewinnych cywilów, podkładający bomby w metrze czy rozpieprzający się samolotem o wieżowiec fanatycy mogą liczyć na usprawiedliwienie i sympatię zarówno ze strony lewaków w arafatkach jak i naszych „prawicowców”. W ich optyce są to wolnościowi bojownicy przeciw amerykańsko-syjonistycznemu imperializmowi, pokrzywdzone ofiary procesów dziejowych, powstańcy uderzający w swych oprawców. Furda islamistyczna ideologia światowego jihadu, furda niewinne ofiary.


Przy okazji, obserwujemy tu interesujące sprzeczności narracyjne: raz bowiem nasi arabofile mówią o słusznej walce swych ulubieńców, by za moment, niemal na jednym oddechu, gardłować o spiskach CIA i Mossadu stojących za zamachami. Raz twierdzą, że terroryzm to imperialistyczna/syjonistyczna propaganda, by za moment twierdzić że terroryści są tak naprawdę na żołdzie Żydów i Amerykanów, a na koniec na wyprzódki bronić zindoktrynowanego popaprańca z bombą za pazuchą. I nic im się tu nie kłóci. Na koniec wreszcie – uzależniają stosunek do arabskiej „wiosny ludów” od tego, czy ruchawki wymierzone są w satrapów przyjaznych Ameryce i utrzymujących poprawne stosunki z Izraelem („zły” Mubarak, „dobre” Bractwo Muzułmańskie), czy przeciwnie („dobry” Kadafi - „źli” opłacani przez Zachód powstańcy).


4) Prorosyjskość.


U lewactwa obciążenie wręcz genetyczne, sięgające do Woltera i czasów Oświecenia, współcześnie wywodzące się z kremlowskiego sponsoringu i agentury z okresu Zimnej Wojny. Każe to przemilczać bandycki charakter rosyjskiego państwa, ludobójstwo w Czeczenii, czy wyrozumiale podchodzić do najazdu na Gruzję, tym bardziej, że Saakaszwili w odbiorze lewaków jest marionetką amerykańskich „imperialistów” i – dodają nasi narodowcy – Izraela. Tę prorosyjskość połączoną z silną żydofobią i nieufnością do „przeżartego judaizmem” Zachodu wyraźnie widać u naszych „ober-narodowców”.


Jeśli prześledzić ich przekaz, to okazuje się, że zawsze biorą stronę Kremla, nie wyłączając katastrofy smoleńskiej do której mieli doprowadzić „USrael” i Żydzi. NATO? Stany Zjednoczone nas „zwasalizują”. Tarcza antyrakietowa? Rozdrażnimy niepotrzebnie Rosję... Polityka jagiellońska? Wkraczamy w rosyjską strefę wpływów, pogrzebiemy szanse na współpracę. Dysydenci? A kto za nimi stoi – czy aby nie „USrael”? Na podobnej zasadzie „ober-narodowcy” każdorazowo angażują się w obronę przyjaznych Kremlowi i antyzachodnich reżimów, zaś każde działanie niewygodne dla Rosji określają mianem „awanturnictwa”.


Swoją drogą, to nawet logiczne – jeśli zważyć, że ci „patrioci” nie są politycznymi prawnukami Dmowskiego, na którego tak często lubią się powoływać, lecz spadkobiercami zwasalizowanego przez komunę PAX-u i „narodowych komunistów” z postmoczarowskiego ZP„Grunwald” - to nic dziwnego, że wskazywać zagrożeń płynących ze wschodu nie lzia...


5) Alterglobalizm.


Kolejne poletko na którym lewactwo i nasi „ober-narodowcy” orzą ramię w ramię. Kryzysowi winni są drapieżni, żydowscy spekulanci, którzy chcą z jakichś powodów zniszczyć świat w którym całkiem zyskownie funkcjonują. Wszystkim rządzi międzynarodówka spekulantów i „banksterów”. Gospodarka światowa pozostaje w rękach międzynarodowych korporacji, wyzyskiwaczy, których macki sięgają wszędzie. Kto tak diagnozuje rzeczywistość – alterglobalistyczni zadymiarze, czy nasza wielce narodowa „prawica”? Jedni i drudzy. Powiedzieć im, że kryzysowi winne są nieodpowiedzialne rządy zadłużające kraje ponad miarę, w imię „dojutrkowej” polityki utrzymywania „państwa dobrobytu” na które Zachodu już dawno nie stać, oraz nieodpowiedzialni i zdziecinniali wyborcy przekonani, że wszystko im się należy – to wygłosić herezję. Kłóci się to bowiem z wizerunkiem nosatego „bankstera” na workach ze złotem rodem bodaj z XIX-wiecznych jeszcze karykatur.


Świat od zawsze jest polem ścierania się różnych układów, sitw, koterii starających się wyrwać dla siebie kawał ścierwa. Jednak te spekulacyjne hieny nie chapnęły by ani grosika, gdyby rządy wybrane przez ogłupiałe od dobrobytu społeczeństwa nie uciekały przed kryzysem w kolejne pożyczki, nie dotowały ze strachu o własne tyłki padających instytucji finansowych i nie zasypywały wirtualnym pieniądzem krachu, co nawiasem mówiąc, guzik pomaga.


Ale proszę to wytłumaczyć gościom w arafatkach lub zapiętym pod szyję narodowcom – oni mają założone okulary z żydowskim „banksterem” i nie zdziwiłbym się, gdyby w końcu umówili się w jakimś Davos na wspólną zadymę.


III. Narodowo-lewacki uścisk dłoni


Niejeden „ober-narodowiec” zachłyśnie się oburzeniem: to podobieństwa pozorne, my wywodzimy nasze przekonania z całkiem innych źródeł! Po pierwsze - w praktyce jest to bez znaczenia; po drugie zaś – ta różnica w źródłach przekonań jak się przyjrzeć, okazuje się mocno problematyczna, co opisałem onegdaj w notce „Na czerwonym rowerku”, proszę sprawdzić.


Podsumowując, jak się dobrze przyjrzeć, to jedyną różnicą między naszymi ober-narodowcami a lewactwem jest podejście do zagadnień obyczajowo-religijnych. Tu nasi „narodowcy” są tradycjonalistami w przeciwieństwie do postępackich lewaków. Ale to jest jedyna różnica. We wszystkich pozostałych kwestiach przedstawiciele na pozór tak odległych obozów mogliby śmiało podać sobie ręce.


Gadający Grzyb

piątek, 20 sierpnia 2010

Na czerwonym rowerku.


Lewackie korzenie pseudoprawicowego żydożerstwa.

Od jakiegoś czasu nurtowało mnie pytanie: jak to jest, że ludzie uważający się za prawicowców powtarzają tezy, które taką popularnością cieszą się na mieżdunarodnych lewicowych salonach? Skąd obsesja na punkcie Izraela, żydowskiej międzynarodowej finansjery i ogólnie rzecz biorąc – żydowskiej wszechwładzy nad światem?

I. Sowieckie korzenie.

Otóż, jest to nic innego, jak pokłosie „antysyjonistycznej” propagandy Związku Radzieckiego i reszty demoludów, podchwyconej przez zachodnie lewactwo z „pokolenia 68” (w nieformalnej nomenklaturze GRU - „gównojadów”) i kultywowanej przez lewicę do tej pory. Oczywiście, można by pogrzebać nieco głębiej i przypomnieć syna rabina – niejakiego Karola Marksa, dla którego Żyd był synonimem wyzyskiwacza, (co bardzo spodobało się socjaliście – Hitlerowi, prawem kaduka przypisanego przez komunistów „prawicy” i to „skrajnej”). Można też nadmienić o zawsze silnej w Rosji carsko – cerkiewnej tradycji pogromów, której „ochraniarskim” wykwitem są popularne po dziś dzień w niektórych kręgach „Protokoły mędrców Syjonu”.

Niemniej, by nie przeciągać wywodu, wystarczy cofnąć się do czasów Zimnej Wojny, gdzie antyżydowska (czy też, jak kto woli - „antysyjonistyczna”) retoryka zajmowała w sowieckiej propagandzie poczesne miejsce jako imperialistyczny straszak.

Jednym z kluczowych regionów na geopolitycznej szachownicy był i jest Bliski Wschód. Zarówno ZSRR jak i USA poszukiwały tam sojuszników. W rozgrywce tej Izrael stał się forpocztą Zachodu i praktycznie jedynym gwarantem, że region nie wpadnie w łapy komunistów. Otaczało go morze arabskiego żywiołu wspieranego przez ZSRR, który dostarczał broń, specjalistów (jak w Korei, Wietnamie i Afryce) i szkolił w swych obozach „bojowników” od „towarzysza Arafata”.

Kiedyś rozumiała to polska ulica, która cieszyła się, gdy „nasi Żydzi” prali „ich Arabów”.

Broniący swej niepodległości Izrael stał się zatem jednym z głównych obiektów ataków sowieckiej propagandy, jako „sługus amerykańskiego imperializmu”, a że zachodnia lewica była w znacznej mierze finansowana przez KGB i GRU, odpowiedni stosunek do Izraela stał się również jej tożsamościowym wyznacznikiem, jako pochodna lewicowego antyamerykanizmu.

Trwa to po dziś dzień, albowiem ówcześni „kontestatorzy” stanowią dziś establishment – polityczny, ideowy, uniwersytecki, medialny - wychowawszy sobie po drodze kolejne pokolenie naśladowców zaludniających antyglobalistyczne zadymy. Nie bez kozery tak popularne w środowiskach lewackich stały się „arafatki”, podobnie jak koszulki z „Che” Guevarą, wcześniej zaś znaczki z Mao. Proste jak w pysk dał: jesteś przeciw amerykańskim imperialistom i kapitalistycznym wyzyskiwaczom? To musisz być również przeciw „zbrodniczej” polityce Izraela, który śmie bronić się przed zamachami i ostrzałem rakietowym ze strony „niepodległościowych bojowników”.

Zimnowojenne powiązania i antagonizmy przetrwały i zostały zaadaptowane do obecnych realiów. Dla Rosji wciąż wrogiem nr 1 są Stany Zjednoczone i NATO, a co się z tym wiąże – również Izrael, dlatego też tradycyjnie prorosyjska (prosowiecka) i antyamerykańska lewica Zachodu jednoznacznie opowiada się po stronie popieranych przez Rosję, a śmiertelnie wrogich Izraelowi państw arabskich, bezkrytycznie wspierając świat islamu w jego jihadzie przeciw „małemu (Izrael) i wielkiemu (USA) szatanowi”. Teorii o zamachu na WTC, jako spisku CIA i Mossadu, kiedy to żydowscy pracownicy mieli rzekomo nie przyjść feralnego dnia do swych biur nie wymyślił, bynajmniej, prawicowy oszołom.

II. Lewacka prawica.

Mimo to, w niektórych środowiskach polskiej „prawicy” tego typu teorie, podobnie jak cała reszta „żydożerczego” nastawienia cieszą się sporym wzięciem. Saakaszwili, to produkt amerykańsko – żydowskiego chowu. Palestyńscy terroryści to uciśnieni „bojownicy” walczący z „okupantem”. Polska zamiast w stronę Zachodu powinna pójść w stronę Rosji w nadziei na „wielkie korzyści gospodarcze”. Ameryką rządzą Żydzi. Światowej gospodarki nie niszczą nieodpowiedzialne rządy zadłużające swoje kraje dla podtrzymania „socjalu”, niszczące walutę i obracające coraz większą ilością wirtualnego pieniądza, tylko żydowscy spekulanci. To, że owi spekulanci nie mieli by się czym pożywić, gdyby rządy raczyły przestawić gospodarki swych krajów z głowy na nogi i nie wykazywały się na każdym kroku oportunizmem, tchórzostwem, brakiem kompetencji i nie dotowały np. padających instytucji finansowych – to, do tropicieli Żydów nie trafia. Winien jest spisek międzynarodowych finansistów o mięsistych nosach, którzy do spółki z Izraelem kręcą światem.

Mamy zatem do czynienia z nader osobliwym tworem – lewacką prawicą, która powtarza zasadniczo znane od czasów ZSRR tezy propagandowe z zapałem, którego nie powstydziłyby się „La Repubblica”, „El Pais”, czy inny „Le Monde”, nie mówiąc już o komunistycznych przekaziorach doby moczarowszczyzny. Oczywiście, wszystko to zanurzone jest w patriotycznej, bogoojczyźnianej frazeologii, ale gdy głębiej poskrobać...

III. Dlaczego?

No dobrze, objawy znamy, ale jakie są przyczyny tej aberracji, która powoduje, że - jak sądzę - szczerzy patrioci, zamiast rozpatrywać racjonalnie interesy Izraela i żydowskiej nacji, analizować gdzie są zgodne, a gdzie sprzeczne z naszymi i co w związku z tym powinniśmy zrobić, dostają „małpy” na hasło „Żyd” a nie dostają podobnej na hasło „Francuz”, czy „Rosjanin”?

Cóż, jestem zdania, że jest to związane z zagładą, jaka na skutek rozlicznych dziejowych okoliczności dotknęła szeroko rozumiany obóz Narodowej Demokracji. Otóż, z przedwojennego, wielonurtowego ruchu do dnia dzisiejszego przetrwała grupa, która idee narodowe doprowadziła do ponurego absurdu. Zamiast trzeźwej kalkulacji politycznej, mamy mętny, mesjanistyczny panslawizm, który sprowadza się w praktyce do prorosyjskiego „pożytecznego zidiocenia”. Racjonalny krytycyzm wobec roszczeń części żydowskiej diaspory (tzw. „przedsiębiorstwo holocaust”), czy zadekretowanego przy Okrągłym Stole modelu przemian zastąpiony został tezą o żydowskiej wszechwładzy i badaniem napletków przedstawicieli szeroko rozumianych „elit” (bo wiadomo – Polak, nie oszukałby Polaka) i.t.d.

Nie ma to wiele wspólnego z sensem politycznej spuścizny Romana Dmowskiego, który zwykł bazować na chłodnej politycznej kalkulacji, ma za to wspólnego bardzo wiele ze zwasalizowanymi przez komunę twardogłowymi nurtami od Bolesława Piaseckiego, tudzież popierających Jaruzela i stan wojenny Jędrzeja i Macieja Giertychów. Najwięcej zaś z moczaryzmem, wspartym przez żydożercze resentymenty jeszcze carsko - cerkiewnego chowu zaadaptowanymi sprawnie przez „czerwonych carów” komunizmu. Nic dziwnego, że przy różnych okazjach, nasi pożal się Boże „narodowcy” mówią i zachowują się niczym kolejni przedstawiciele moskiewskiej „agentury opinii”.

Jakoś tak się stało, że w pełni uzasadniona nienawiść do wykorzenionych ubeckich oprawców, tudzież aparatczyków żydowskiego pochodzenia, którzy zaprzedali się czerwonej barbarii, splotła się w ich umysłach w jedno z nienawiścią do Izraela – sojusznika antykomunistycznej Ameryki i poparciem dla sojuszniczych wobec Kremla Arabów... Wychodzi ogólne popierdzielenie.

Osobiście przypuszczam, że to efekt przeżarcia środowisk post – endeckich (również emigracyjnych) przez peerelowską i rosyjską agenturę, ale rzecz jasna, nie mam dowodów. Mogę jedynie spekulować na podstawie widocznych zachowań. Jeżeli np. w towarzystwie Kazimierza Świtonia broniącego papieskiego krzyża na Żwirowisku pojawia się natychmiast jakiś „były” esbek, to mogę jedynie współczuć Świtoniowi i skonstatować, że Ruskim i ich sługom w Polsce zależy: po pierwsze - na kompromitacji szeroko rozumianych sił patriotycznych, po drugie – na zbudowaniu własnej, prorosyjskiej „prawicy” zdolnej do stumanienia jak największej liczby wyborców i odebrania ich tym niepodległościowym siłom, które mogłyby realnie coś dla Polski zrobić, bez licytowania się radykalizmem i wykrzykiwania o zdradzie.

Krótko mówiąc – ród olbrzymów, jakim niegdyś był obóz Narodowej Demokracji, zdegenerował się na przestrzeni dziesięcioleci do rodzinki groteskowych gnomów, której przekaz został zredukowany do obsesyjnego poszukiwania Żydów, tępego popierania polityki rosyjskiej (proszę sprawdzić, co mówiono i pisano w „narodowych” mediach podczas wojny gruzińskiej w 2008 roku) i bełkotliwego słowiańskiego mesjanizmu.

Obozu narodowego, który w przytomny, racjonalny politycznie sposób gotów byłby chwycić się za bary z wyzwaniami współczesności, próżno szukać.

Podsumowanie.

Osoby epatujące teoriami o syjonizmie kręcącym światem i doszukujące się wszędzie zakamuflowanych bądź jawnych Żydów uważają się za prawicowców i antykomunistów. Takie jest ich autentyczne, subiektywne przeświadczenie. Niestety, obiektywnie rzecz biorąc, są nieświadomymi sojusznikami międzynarodowego lewactwa nafaszerowanego sowiecką propagandą. Tak, tak, państwo „narodowcy”. Pedałujecie z lewicą na tym samym, czerwonym rowerku.

Gadający Grzyb

P.S. Temat „siedział” we mnie od dawna, ale wolałem zaczekać aż ucichną emocje wokół działalności Chłopa Ze Wsi. Dlatego napisałem notkę dopiero teraz.

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl