Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lobby finansowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lobby finansowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 maja 2016

Eksperci, czy sabotażyści?

Na ośmioro ekspertów pięciu reprezentuje interesy lobby finansowego, zaś tylko troje opowiada się po stronie klientów banków.

Być może pamiętają Państwo mój niedawny felieton „Polscy nomadzi” w którym polemizowałem z artykułem Sławomira Horbaczewskiego z „Rzeczpospolitej” pt. „Mieszkanie nie musi być własne”. Przypomnę pokrótce, że autor krytykował w nim pomysł przewalutowania kredytów frankowych, postulując zamiast tego powołanie „bankowych funduszy mieszkaniowych” na zasadzie mieszkań pod wynajem, generalnie zaś zżymał się na nadmierne jego zdaniem przywiązanie Polaków do posiadania własnych nieruchomości. Wspominam o tym dlatego, że okazuje się (jakoś wcześniej nie byłem tego świadom), iż pan Horbaczewski jest członkiem zespołu eksperckiego przy Kancelarii Prezydenta RP zajmującego się przygotowaniem tzw. „ustawy frankowej”. Uprzednio związany był m.in. z branżą bankową, zaś kilka dni temu stał się sprawcą medialnego zamieszania oświadczając, że rozważana jest możliwość wycofania się z przewalutowania tzw. kredytów frankowych – miast tego, kredytobiorca w zamian za zrzeczenie się własności nieruchomości miałby anulowaną niespłaconą część kredytu i pozostawałby w lokalu jako najemca, wspomniano też o ewentualnym rozliczeniu nadpłaconych spreadów. Innymi słowy – frankowiczu, wprawdzie to co już spłaciłeś poszło w błoto, ale za to będziesz zamiast raty płacił bankowi czynsz i mieszkanie nigdy już nie będzie twoje. Na otarcie łez może coś pomyślimy w związku z bandyckimi spreadami... a może nie. Czyli pan Horbaczewski powtórzył „program” zarysowany w przywołanym artykule z „Rzeczpospolitej”.

Na szczęście, szybko okazało się, że jest to indywidualny wyskok pana eksperta, co nie zmienia faktu, że sprzyjające bankom a niechętne PiS-owi media nie omieszkały zrobić wokół tego afery spod znaku „PiS wycofuje się z obietnic wyborczych”. Warto jednak przy tej okazji rzucić okiem na ów zespół ekspercki. W jego skład (prócz trójki etatowych pracowników Kancelarii) wchodzą: dr hab. Marcin Dyl (prezes izby gospodarczej reprezentującej towarzystwa inwestycyjne - IZFiA), doc. dr Marek Grzybowski (były członek rady nadzorczej BPH), Sławomir Horbaczewski (już wiadomo), dr hab. Zbigniew Krysiak (człowiek banków, m.in. były przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości przy ZBP, czyli „nadzorca” toksycznych produktów walutowych), dr hab. Jarosław Mielcarek (przy okazji „wyskoku” Horbaczewskiego troskał się w mediach jak by tu rozłożyć bankom „obciążenia” w związku z przekształceniem kredytów), prof. dr hab. Witold Modzelewski, dr hab. Anna Szelągowska oraz dr Marek Dietl. Podsumowując, na ośmioro ekspertów pięciu reprezentuje interesy lobby finansowego, zaś tylko troje – Witold Modzelewski, Anna Szelągowska i jak mniemam Marek Dietl z Instytutu Jagiellońskiego, opowiada się po stronie klientów banków. Co więcej, w zespole brak jakiegokolwiek reprezentanta środowisk frankowiczów.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że ustawa rodzi się w bólach. Bankowe lobby ewidentnie gra na zwłokę, sabotując prace, mnożąc apokaliptyczne wizje o rzekomych „stratach” sektora, mając za sobą jako sojuszników Komisję Nadzoru Finansowego, Związek Banków Polskich, prezesa NBP i tabun mediów widzących swój interes w tym, by z jednej strony hojnemu reklamodawcy jakim są banki nie stała się krzywda, z drugiej zaś – by PiS i prezydent Duda spektakularnie się na sprawie frankowiczów wyłożyli. Akcję Horbaczewskiego odczytuję właśnie jako takiego medialnego „szczura” i dywersję na rzecz banków. Zresztą, na zdrowy rozum – jak ma powstać ustawa rozwiązująca problem toksycznych produktów spekulacyjnych zwanych „kredytami”, skoro większość doradców stanowią ludzie żywotnie zainteresowani w tym, by wszystko zostało po staremu? No i kto dopuścił do takiej nadreprezentacji jednej strony sporu?

A tymczasem frankowicze przystępują do kontrnatarcia i zniecierpliwieni kunktatorstwem oraz podatnością pałacu prezydenckiego na bankowe szantaże, złożyli poprzez klub Kukiz'15 własny projekt – o wiele bardziej restrykcyjny, niż tak oprotestowany przez KNF projekt prezydencki. Zakłada on delegalizację kredytów frankowych i przewalutowanie po kursie z dnia zawarcia umowy. Do tego powiało optymizmem z sali sądowej: oto Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście powołując się na rejestr klauzul niedozwolonych unieważnił część umowy zawartej przez kredytobiorcę z mBankiem. Jak donosi na swoim blogu Zbigniew Kuźmiuk: „klauzula waloryzacyjna w kredycie frankowym pozwalająca przeliczać zaciągnięty kredyt na złote oraz w drugą stronę od początku była nieważna” i dalej: „kredyt wypłacony w złotych nie mógł być przeliczany na franki szwajcarskie i tak samo nieważne są przeliczenia wg aktualnego kursu franka miesięcznych rat”. Konsekwencją tego orzeczenia jest w praktyce przewalutowanie kredytu na złotówki – i to przy korzystniejszych dla klienta stawkach LIBOR! MBank z pewnością się odwoła, ale warto zauważyć, że Kancelaria Prezydenta o ile faktycznie chce rzecz całą sprawiedliwie załatwić, dostała właśnie do ręki solidny argument. Czy zechce z niego skorzystać?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

„Polscy nomadzi”

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3825-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 20 (13-19.05.2016)

środa, 18 maja 2016

Plan Sorosa dla Europy

Czy do Angeli Merkel nareszcie dotarło do czego dała się wykorzystać otwierając na oścież drzwi przed imigrantami?

George Soros dał się poznać jako hojny sponsor muzułmańskiej inwazji na Europę i jej zagorzały orędownik – niektórzy widzą w nim wręcz jednego z głównych inspiratorów najazdu. Jaka jest rzeczywista skala jego finansowego zaangażowania, czy poza wydawaniem przewodników i broszur informacyjnych jakieś związane z nim podmioty kupowały również pontony, wynajmowały przemytników itd. - tego się pewnie prędko nie dowiemy, jeśli w ogóle. Niemniej, faktem pozostaje, że każda jego publiczna wypowiedź na temat kryzysu imigracyjnego jest jednoznaczna – Europa ma przyjmować imigrantów i basta. Przy tym wszystkim przechodzi do porządku dziennego nad takimi chociażby aspektami – zdawałoby się, istotnymi dla ekonomisty - jak ten, że przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki są w przytłaczającej większości niewykwalifikowani, jako siła robocza są bezwartościowi dla europejskiej gospodarki, wielu z nich to analfabeci, nastawieni są jednoznacznie roszczeniowo, poziom ich asymilacji jest bardzo niski, podobnie jak odsetek pracujących, czy zdobywających wykształcenie – i to zarówno w pierwszym, jak i w drugim pokoleniu. Zorientowali się w tym nawet niemieccy przedsiębiorcy, początkowo liczący na zastrzyk tanich pracowników. Teraz próby znalezienia przybyszom zatrudnienia w ramach rządowych programów kwitują ironicznie jako „terapię zajęciową”.

Nie ma też przypadku w tym, że terroryści rekrutują się często spośród zradykalizowanych muzułmanów, którzy urodzili się już tu, na naszym kontynencie, w zamkniętych enklawach, stanowiących rezerwuar zasobów ludzkich dla dżihadystów. Innymi słowy, imigracja spoza UE stanowi nie tyle koło zamachowe dla gospodarek, ile narastające obciążenie dla i tak już robiących bokami systemów opieki socjalnej. Cięcia w wydatkach takich opiekuńczych krajów jak Dania, inwestujących na dodatek w specjalne publikacje w arabskich mediach, mające na celu zniechęcanie potencjalnych pseudo-uchodźców, nie są przypadkiem.

Wszystko to - a ktoś taki jak Soros zwyczajnie nie może o powyższym nie wiedzieć – spływa po miliarderze jak woda po gęsi. Ja oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że Soros został zwyczajnie opętany lewackimi miazmatami multikulturalizmu i utopijnej przebudowy Europy w „nowy, wspaniały świat” – to się zdarza, a że wraz z wiekiem zmiana poglądów przychodzi z coraz większym trudem, to i teraz brnie w zaparte, wbrew elementarnym faktom i zdrowemu rozsądkowi. Z drugiej jednak strony wiadomo, że Soros jest bezwzględnym giełdowym spekulantem, który swoje miliardy zarobił m.in. na atakach na waluty różnych krajów, bez skrupułów wpychając je w stan gospodarczej zapaści. Trzeba więc przyjąć, że poza ideologiczną otoczką, w głoszonych przezeń wariactwach musi tkwić jakieś racjonalne jądro. Prawdę mówiąc, usiłowałem od dłuższego czasu się owego jądra doszukać – jaki interes ma ten cwaniak w nabijaniu Europy imigrantami, a w konsekwencji w popychaniu jej na skraj politycznej i gospodarczej dezintegracji? Jaka, mówiąc Szekspirem, „metoda” tkwi w tym „szaleństwie”?

No i w końcu sam Soros nam to otwartym tekstem wyłuszczył, co niedawno podały media, powołując się na jego esej opublikowany w „The New York Review of Books”, a streszczony m.in. przez „Daily Mail”. Twierdzi mianowicie, że Europa powinna przyjmować co roku 300-500 tys imigrantów, zaś koszty z tym związane, finansista oszacował na 23 mld funtów rocznie – czyli ok. 30 mld USD, bądź 34 mld. euro. Inaczej Europa się rozpadnie. Czyli – wpychamy najpierw UE w potężny kryzys, potem zaś udzielamy cudownych recept. Skąd jednak wziąć te gigantyczne pieniądze – wszak rządy zwyczajnie ich nie mają, problemem jest nawet zorganizowanie 3 mld euro rocznej łapówki dla Erdogana, by nieco powstrzymał imigracyjną flotę inwazyjną na bieda-łódkach. I tu jesteśmy w domu: otóż rządy (jak rozumiem, przynajmniej strefy euro) powinny wyemitować dodatkowe obligacje. „Kiedy ma być mobilizowany kredyt UE o ratingu AAA, jeżeli nie w sytuacji kiedy Unia Europejska jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie?” - prawi nam Soros. I to jest przynajmniej częściowa odpowiedź na pytanie, o co od początku w tej całej aferze chodziło. Masowa emisja obligacji przez przyparte do muru rządy to złoty interes dla finansowego lobby – to banki, fundusze itd. będą skupowały papiery dłużne, one będą nimi obracały, tworzyły na ich bazie kolejne instrumenty pochodne – te wirtualne piramidy współczesnej gospodarki - a koniec końców, one też zainkasują od rządów (czyli euro-podatników) swój „zysk bez ryzyka”, zwiększając przy okazji realną władzę nad nominalnie suwerennymi krajami. To dlatego trzeba było wpędzić Europę w obecny chaos. Oczywiście, Soros jest jedynie podwykonawcą, swoistym „komandosem”, stąd też jego postulaty należy odczytać jako posłanie od możnych tego świata z City i Wall Street. Czy Europa na to pójdzie? A na marginesie – czy do Angeli Merkel nareszcie dotarło do czego tak naprawdę dała się wykorzystać otwierając na oścież drzwi przed imigrantami?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3798-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 17 (22-28.04.2016)