Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ustawa frankowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ustawa frankowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 marca 2019

Frankowe przepychanki

Problem „kredytów frankowych” wręcz krzyczy o systemowe rozwiązanie, tak jak zrobiono to w innych krajach. To zwyczajnie kwestia elementarnej praworządności.

Od kilku dni znów narasta gęsta atmosfera wokół tzw. kredytów frankowych. 19 lutego ambasady Niemiec, Austrii, Hiszpanii i Portugalii wystosowały wspólny list do Andrzeja Szlachty, przewodniczącego sejmowej komisji finansów publicznych, w którym przestrzegają przed przyjęciem ustawy frankowej. Autorzy pisma nie ukrywają, że zostali zaalarmowani w tej sprawie przez banki, pisząc: „Banki wyraziły wobec nas obawy, że z projektem legislacyjnym może się wiązać ryzyko naruszenia fundamentalnych zasad prawa UE”, dalej podnosząc m.in. kwestię kosztów mających sięgać miliardów złotych rocznie, a także okoliczność, iż obowiązkowe wpłaty na rzecz planowanego, kontrolowanego przez państwo funduszu restrukturyzacyjnego, mające stanowić odsetek od ich portfela kredytowego, mogą zostać uznane za „wywłaszczenie”. Tu przypomnijmy, iż procedowany projekt ustawy zakłada, że banki swoje „wkłady” do funduszu mogłyby odzyskać po przewalutowaniu kredytów na złotówki, co ma je „zachęcić” do negocjacji z frankowiczami. W związku z tym, piszą dyplomaci, „spółki dominujące banków, które zainwestowały w Polsce, mogłyby na podstawie dwustronnych umów inwestycyjnych (BIT) rozważać wystąpienie z pozwem” (cyt. za wPolityce.pl). Z kolei, jak podał „Dziennik Gazeta Prawna”, Raiffeisen Bank rozesłał list m.in. do prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego oraz prezesa NBP Adama Glapińskiego, w którym ostrzega, iż będzie domagał się rekompensat za spodziewane „szkody”.

Krótko mówiąc, mamy do czynienia z niedwuznacznymi pogróżkami, choć trzeba przyznać, że sformułowanymi bardziej dyplomatycznie, niż słynny list ambasador Mosbacher w obronie TVN. Na marginesie – to aż niewiarygodne, że przez tyle lat pozwalaliśmy sobie wmawiać, że „kapitał nie ma narodowości”. Jak się okazuje, ma i to bardzo konkretną, a gdy zachodzi potrzeba potrafi zaprząc do obrony swych interesów służby dyplomatyczne – najbardziej bowiem na ustawie ucierpiałyby właśnie banki zagraniczne z wymienionych na wstępie krajów. Druga rzecz, to wciąż nie rozwiązany problem umów BIT (na ich likwidację naciska nawet KE) zawierających procedurę ISDS pozwalającą pozywać zagranicznemu inwestorowi państwo przed międzynarodowy arbitraż na praktycznie dowolną kwotę (wystarczy, że banki wylicza sobie księżycowe „straty”, jak to miało miejsce przy poprzednich projektach ustaw frankowych). Jest to permanentny miecz Damoklesa wiszący nad głową rządu, dający o sobie znać przy różnych okazjach – pozwami grożą też np. zagraniczne koncerny medialne, ilekroć powraca sprawa dekoncentracji mediów.

Kolejna kwestia, to lobbying Związku Banków Polskich, postulującego ograniczenie zmian jedynie do Funduszu Wsparcia Kredytobiorców (czyli w praktyce, pożyczek na spłatę kredytów frankowych). Co więcej, z uczestnictwa w pracach sejmowej komisji wycofało się reprezentujące klientów stowarzyszenie „Stop Bankowemu Bezprawiu”. Wedle relacji stowarzyszenia, podczas posiedzenia komisji przewodniczący Andrzej Szlachta nie dopuszczał jego przedstawicieli do głosu – w przeciwieństwie do ZBP oraz Konfederacji Lewiatan. Jak już informowałem na tych łamach, frankowicze jednak nie odpuszczają i przygotowują pozew zbiorowy przeciw Skarbowi Państwa – jak na ironię wykorzystując zalecenie Jarosława Kaczyńskiego, by kredytobiorcy „brali sprawy we własne ręce” i dochodzili sprawiedliwości w sądach.

Jest tajemnicą poliszynela, że PiS-owi w sprawie problemu frankowego „wychłódło”, kiedy okazało się, że frankowicze są w większości zwolennikami opozycji (głównie PO – 29 proc., na PiS głosuje jedynie 19 proc. frankowiczów - sondaż Kantar dla Instytutu Jagiellońskiego). Jest to o tyle zdumiewające, że PiS-owi można co najwyżej zarzucić bierność i stopniowe łagodzenie kolejnych projektów ustaw, podczas gdy Platforma nie dość, że kompletnie ignoruje temat, to podczas swych rządów aktywnie przeciwdziałała rozwiązaniu problemu na forum międzynarodowym. Przypomnijmy, że kiedy Sąd Najwyższy Węgier skierował sprawę kredytów frankowych do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, rząd Ewy Kopacz wystosował pismo straszące zapaścią sektora bankowego – zachował się więc niczym branżowy lobbysta. Złośliwie powiem, że takie preferencje polityczne ugruntowują wizerunek frankowiczów, jako lemingów z „Miasteczka Wilanów”, którzy uważają, że PiS to „obciach”, bo tak usłyszeli w TVN-ie.

Niezależnie jednak od tego, co można sądzić o frankowiczach, problem wręcz krzyczy o systemowe rozwiązanie, tak jak zrobiono to w innych krajach (i systemy bankowe jakoś się nie zawaliły). To zwyczajnie kwestia elementarnej praworządności – są dalece posunięte wątpliwości co do samej natury i legalności produktu, umowy zawierane z klientami są najeżone klauzulami abuzywnymi, co znajduje potwierdzenie w kolejnych wyrokach sądowych, wreszcie – w wielu przypadkach owe „kredyty” są nie do spłacenia, co czyni je, cytując klasyka, „nowoczesną formą niewolnictwa”. To chyba wystarczające powody, nieprawdaż?


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Frankowicze kontra Skarb Państwa

Kredyty frankowe – granda i bezradność

Kurs sprawiedliwy – dla wszystkich!

Kontratak banksterów

Kontratak banksterów – c.d.


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 09 (01-07.03.2019)

piątek, 27 maja 2016

Eksperci, czy sabotażyści?

Na ośmioro ekspertów pięciu reprezentuje interesy lobby finansowego, zaś tylko troje opowiada się po stronie klientów banków.

Być może pamiętają Państwo mój niedawny felieton „Polscy nomadzi” w którym polemizowałem z artykułem Sławomira Horbaczewskiego z „Rzeczpospolitej” pt. „Mieszkanie nie musi być własne”. Przypomnę pokrótce, że autor krytykował w nim pomysł przewalutowania kredytów frankowych, postulując zamiast tego powołanie „bankowych funduszy mieszkaniowych” na zasadzie mieszkań pod wynajem, generalnie zaś zżymał się na nadmierne jego zdaniem przywiązanie Polaków do posiadania własnych nieruchomości. Wspominam o tym dlatego, że okazuje się (jakoś wcześniej nie byłem tego świadom), iż pan Horbaczewski jest członkiem zespołu eksperckiego przy Kancelarii Prezydenta RP zajmującego się przygotowaniem tzw. „ustawy frankowej”. Uprzednio związany był m.in. z branżą bankową, zaś kilka dni temu stał się sprawcą medialnego zamieszania oświadczając, że rozważana jest możliwość wycofania się z przewalutowania tzw. kredytów frankowych – miast tego, kredytobiorca w zamian za zrzeczenie się własności nieruchomości miałby anulowaną niespłaconą część kredytu i pozostawałby w lokalu jako najemca, wspomniano też o ewentualnym rozliczeniu nadpłaconych spreadów. Innymi słowy – frankowiczu, wprawdzie to co już spłaciłeś poszło w błoto, ale za to będziesz zamiast raty płacił bankowi czynsz i mieszkanie nigdy już nie będzie twoje. Na otarcie łez może coś pomyślimy w związku z bandyckimi spreadami... a może nie. Czyli pan Horbaczewski powtórzył „program” zarysowany w przywołanym artykule z „Rzeczpospolitej”.

Na szczęście, szybko okazało się, że jest to indywidualny wyskok pana eksperta, co nie zmienia faktu, że sprzyjające bankom a niechętne PiS-owi media nie omieszkały zrobić wokół tego afery spod znaku „PiS wycofuje się z obietnic wyborczych”. Warto jednak przy tej okazji rzucić okiem na ów zespół ekspercki. W jego skład (prócz trójki etatowych pracowników Kancelarii) wchodzą: dr hab. Marcin Dyl (prezes izby gospodarczej reprezentującej towarzystwa inwestycyjne - IZFiA), doc. dr Marek Grzybowski (były członek rady nadzorczej BPH), Sławomir Horbaczewski (już wiadomo), dr hab. Zbigniew Krysiak (człowiek banków, m.in. były przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości przy ZBP, czyli „nadzorca” toksycznych produktów walutowych), dr hab. Jarosław Mielcarek (przy okazji „wyskoku” Horbaczewskiego troskał się w mediach jak by tu rozłożyć bankom „obciążenia” w związku z przekształceniem kredytów), prof. dr hab. Witold Modzelewski, dr hab. Anna Szelągowska oraz dr Marek Dietl. Podsumowując, na ośmioro ekspertów pięciu reprezentuje interesy lobby finansowego, zaś tylko troje – Witold Modzelewski, Anna Szelągowska i jak mniemam Marek Dietl z Instytutu Jagiellońskiego, opowiada się po stronie klientów banków. Co więcej, w zespole brak jakiegokolwiek reprezentanta środowisk frankowiczów.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że ustawa rodzi się w bólach. Bankowe lobby ewidentnie gra na zwłokę, sabotując prace, mnożąc apokaliptyczne wizje o rzekomych „stratach” sektora, mając za sobą jako sojuszników Komisję Nadzoru Finansowego, Związek Banków Polskich, prezesa NBP i tabun mediów widzących swój interes w tym, by z jednej strony hojnemu reklamodawcy jakim są banki nie stała się krzywda, z drugiej zaś – by PiS i prezydent Duda spektakularnie się na sprawie frankowiczów wyłożyli. Akcję Horbaczewskiego odczytuję właśnie jako takiego medialnego „szczura” i dywersję na rzecz banków. Zresztą, na zdrowy rozum – jak ma powstać ustawa rozwiązująca problem toksycznych produktów spekulacyjnych zwanych „kredytami”, skoro większość doradców stanowią ludzie żywotnie zainteresowani w tym, by wszystko zostało po staremu? No i kto dopuścił do takiej nadreprezentacji jednej strony sporu?

A tymczasem frankowicze przystępują do kontrnatarcia i zniecierpliwieni kunktatorstwem oraz podatnością pałacu prezydenckiego na bankowe szantaże, złożyli poprzez klub Kukiz'15 własny projekt – o wiele bardziej restrykcyjny, niż tak oprotestowany przez KNF projekt prezydencki. Zakłada on delegalizację kredytów frankowych i przewalutowanie po kursie z dnia zawarcia umowy. Do tego powiało optymizmem z sali sądowej: oto Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście powołując się na rejestr klauzul niedozwolonych unieważnił część umowy zawartej przez kredytobiorcę z mBankiem. Jak donosi na swoim blogu Zbigniew Kuźmiuk: „klauzula waloryzacyjna w kredycie frankowym pozwalająca przeliczać zaciągnięty kredyt na złote oraz w drugą stronę od początku była nieważna” i dalej: „kredyt wypłacony w złotych nie mógł być przeliczany na franki szwajcarskie i tak samo nieważne są przeliczenia wg aktualnego kursu franka miesięcznych rat”. Konsekwencją tego orzeczenia jest w praktyce przewalutowanie kredytu na złotówki – i to przy korzystniejszych dla klienta stawkach LIBOR! MBank z pewnością się odwoła, ale warto zauważyć, że Kancelaria Prezydenta o ile faktycznie chce rzecz całą sprawiedliwie załatwić, dostała właśnie do ręki solidny argument. Czy zechce z niego skorzystać?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

„Polscy nomadzi”

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3825-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 20 (13-19.05.2016)

czwartek, 4 lutego 2016

„Kurs sprawiedliwy” - dla wszystkich!

Wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw.

W rocznicę „czarnego czwartku”, 16 stycznia, kancelaria prezydenta Andrzeja Dudy przedstawiła projekt ustawy mającej rozwiązać problem kredytów walutowych – w tym przede wszystkim „frankowych”. Cudzysłów jest w pełni uzasadniony, bowiem żadnych franków realnie nie było tu w obiegu – ani bank nie wypłacał ich kredytobiorcy, ani kredytobiorca nie spłacał ich bankowi. Szwajcarska waluta stanowiła jedynie wirtualny przelicznik służący ustaleniu kwoty kredytu i wysokości rat. W każdym razie, prezydencki projekt opracowany przy współudziale środowisk „frankowiczów” (acz nie uwzględniający w pełni ich postulatów) zakłada przeliczenie kredytu po „kursie sprawiedliwym”, wyliczanym według określonego algorytmu, indywidualnie dla każdego kredytobiorcy. Generalnie chodzi o ustalenie różnicy między sumą spłacanych dotąd faktycznie rat, a hipotetyczną sumą rat, gdyby kredyt zaciągnięty został w złotówkach. Różnica byłaby odejmowana od kapitału pozostającego jeszcze do spłaty. Tym samym, zarzucono pomysł prostego przewalutowania kredytów po kursie z dnia zawarcia umowy. Kolejnym elementem jest uporządkowanie spreadów walutowych, często naliczanych przez banki według własnych tabel kursowych oderwanych choćby od średniego kursu NBP. Tu również wyliczana będzie różnica pomiędzy kursem danego banku a kursem NBP, która to różnica zostanie odjęta od kwoty kapitału. Jak dowiadujemy się z komunikatu na stronie prezydent.pl, istniałyby trzy ścieżki restrukturyzacji kredytu: dobrowolna (bank z własnej woli dokonuje zmiany umowy zgodnie z warunkami przewidzianymi w ustawie), przymusowa (bank dokonuje zmian na wniosek klienta) oraz przeniesienie własności nieruchomości w zamian za uwolnienie od kredytu (również na wniosek klienta).

Teraz projekt trafi do Komisji Nadzoru Finansowego, która ma oszacować skutki ustawy dla systemu finansowego, a dopiero w dalszej kolejności do Sejmu. I tu zaczynają się wątpliwości – czy KNF nie ulegnie bankowemu lobby wieszczącemu siedem plag egipskich w przypadku przewalutowania kredytów, jak miało to miejsce przy okazji projektu nad którym procedował parlament poprzedniej kadencji? Przypomnę, iż wówczas analitycy z Trigon DM wyliczyli „stratę” banków na 19 mld zł, czym potem chętnie szermował Związek Banków Polskich strasząc kryzysem sektora, wstrzymaniem akcji kredytowej i zamrożeniem gospodarki. Rząd Ewy Kopacz w liście wystosowanym do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości podawał nawet wielkość „kilkudziesięciu miliardów zł” (chodziło o postępowanie zainicjowane przez Sąd Najwyższy Węgier). Dziś ten sam Trigon wylicza spodziewaną „stratę” banków na 34 mld zł, a wraz ze zwrotem spreadów – na 40 mld (zakładając „kurs sprawiedliwy” na poziomie 4 zł). Analitycy z Trigona spodziewają się w związku z tym negatywnej rekomendacji KNF. Niestety, z oficjalnych komunikatów nie dowiadujemy się, czy w prezydenckim wniosku zobowiązano KNF do uzyskania od banków szczegółowych danych dotyczących tego, ile do tej pory zarobiły na kredytach frankowych, co postulowali m.in. frankowicze ze stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” - a szkoda, mielibyśmy bowiem materiał porównawczy co do ew. „strat”, obecnie bowiem poruszamy się w sferze przybliżonych szacunków.

Jak widać, wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw – nie tylko stosunkowo łagodną formą przewalutowania, lecz także przewidując możliwość bilansowania sobie „strat” z podatkiem bankowym – miesięcznie bank będzie mógł odliczyć do 20 proc. podatku, przy czym nie wykorzystana kwota przechodziłaby na kolejne miesiące, aż do pełnej „amortyzacji”. Słówko „strata” również nie bez przyczyny biorę w cudzysłów – bo to nie żadna „strata”, tylko pozbawienie banku niesprawiedliwej części zysku, którego osiągnięcie sobie założył kosztem klienta. Kredyt, odsetki, a nawet część zysku pochodzącego z wahań kursowych banki jak najbardziej zainkasują.

Niepokój budzi również postulat Mateusza Morawieckiego, by zastosować formułę „debt to income” - czyli, by z „kursu sprawiedliwego” mogli skorzystać jedynie ci „frankowicze”, którym np. miesięczna rata zabiera ponad 50 proc. pensji. Nie może być na to zgody - „kurs sprawiedliwy” to nie jest bowiem forma pomocy socjalnej, tylko pozbawienie bankowego szulera tego, co – mówiąc wprost – ukradł, z premedytacją wprowadzając w błąd swe ofiary.

Poza wszystkim - wbrew temu, co wmawiają nam sami bankowcy, na sektorze bankowym gospodarka się nie kończy. Biorąc za dobrą monetę wyliczenia Trigona, oznaczają one, że w kolejnych latach do realnego obrotu gospodarczego trafi owe 40 mld zł, „utracone” przez banki. Po prostu klient, zamiast przynosić co miesiąc w zębach zawyżoną ratę, by bank mógł ją sobie następnie „wytransferować”, wyda te pieniądze na towary i usługi - przede wszystkim na krajowym rynku. I to, proszę Państwa, będzie najlepsza forma „kredytowania” polskiej gospodarki.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3202-pod-grzybki

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 4 (22-28.01.2016)