Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewalutowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewalutowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2016

„Kurs sprawiedliwy” - dla wszystkich!

Wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw.

W rocznicę „czarnego czwartku”, 16 stycznia, kancelaria prezydenta Andrzeja Dudy przedstawiła projekt ustawy mającej rozwiązać problem kredytów walutowych – w tym przede wszystkim „frankowych”. Cudzysłów jest w pełni uzasadniony, bowiem żadnych franków realnie nie było tu w obiegu – ani bank nie wypłacał ich kredytobiorcy, ani kredytobiorca nie spłacał ich bankowi. Szwajcarska waluta stanowiła jedynie wirtualny przelicznik służący ustaleniu kwoty kredytu i wysokości rat. W każdym razie, prezydencki projekt opracowany przy współudziale środowisk „frankowiczów” (acz nie uwzględniający w pełni ich postulatów) zakłada przeliczenie kredytu po „kursie sprawiedliwym”, wyliczanym według określonego algorytmu, indywidualnie dla każdego kredytobiorcy. Generalnie chodzi o ustalenie różnicy między sumą spłacanych dotąd faktycznie rat, a hipotetyczną sumą rat, gdyby kredyt zaciągnięty został w złotówkach. Różnica byłaby odejmowana od kapitału pozostającego jeszcze do spłaty. Tym samym, zarzucono pomysł prostego przewalutowania kredytów po kursie z dnia zawarcia umowy. Kolejnym elementem jest uporządkowanie spreadów walutowych, często naliczanych przez banki według własnych tabel kursowych oderwanych choćby od średniego kursu NBP. Tu również wyliczana będzie różnica pomiędzy kursem danego banku a kursem NBP, która to różnica zostanie odjęta od kwoty kapitału. Jak dowiadujemy się z komunikatu na stronie prezydent.pl, istniałyby trzy ścieżki restrukturyzacji kredytu: dobrowolna (bank z własnej woli dokonuje zmiany umowy zgodnie z warunkami przewidzianymi w ustawie), przymusowa (bank dokonuje zmian na wniosek klienta) oraz przeniesienie własności nieruchomości w zamian za uwolnienie od kredytu (również na wniosek klienta).

Teraz projekt trafi do Komisji Nadzoru Finansowego, która ma oszacować skutki ustawy dla systemu finansowego, a dopiero w dalszej kolejności do Sejmu. I tu zaczynają się wątpliwości – czy KNF nie ulegnie bankowemu lobby wieszczącemu siedem plag egipskich w przypadku przewalutowania kredytów, jak miało to miejsce przy okazji projektu nad którym procedował parlament poprzedniej kadencji? Przypomnę, iż wówczas analitycy z Trigon DM wyliczyli „stratę” banków na 19 mld zł, czym potem chętnie szermował Związek Banków Polskich strasząc kryzysem sektora, wstrzymaniem akcji kredytowej i zamrożeniem gospodarki. Rząd Ewy Kopacz w liście wystosowanym do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości podawał nawet wielkość „kilkudziesięciu miliardów zł” (chodziło o postępowanie zainicjowane przez Sąd Najwyższy Węgier). Dziś ten sam Trigon wylicza spodziewaną „stratę” banków na 34 mld zł, a wraz ze zwrotem spreadów – na 40 mld (zakładając „kurs sprawiedliwy” na poziomie 4 zł). Analitycy z Trigona spodziewają się w związku z tym negatywnej rekomendacji KNF. Niestety, z oficjalnych komunikatów nie dowiadujemy się, czy w prezydenckim wniosku zobowiązano KNF do uzyskania od banków szczegółowych danych dotyczących tego, ile do tej pory zarobiły na kredytach frankowych, co postulowali m.in. frankowicze ze stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” - a szkoda, mielibyśmy bowiem materiał porównawczy co do ew. „strat”, obecnie bowiem poruszamy się w sferze przybliżonych szacunków.

Jak widać, wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw – nie tylko stosunkowo łagodną formą przewalutowania, lecz także przewidując możliwość bilansowania sobie „strat” z podatkiem bankowym – miesięcznie bank będzie mógł odliczyć do 20 proc. podatku, przy czym nie wykorzystana kwota przechodziłaby na kolejne miesiące, aż do pełnej „amortyzacji”. Słówko „strata” również nie bez przyczyny biorę w cudzysłów – bo to nie żadna „strata”, tylko pozbawienie banku niesprawiedliwej części zysku, którego osiągnięcie sobie założył kosztem klienta. Kredyt, odsetki, a nawet część zysku pochodzącego z wahań kursowych banki jak najbardziej zainkasują.

Niepokój budzi również postulat Mateusza Morawieckiego, by zastosować formułę „debt to income” - czyli, by z „kursu sprawiedliwego” mogli skorzystać jedynie ci „frankowicze”, którym np. miesięczna rata zabiera ponad 50 proc. pensji. Nie może być na to zgody - „kurs sprawiedliwy” to nie jest bowiem forma pomocy socjalnej, tylko pozbawienie bankowego szulera tego, co – mówiąc wprost – ukradł, z premedytacją wprowadzając w błąd swe ofiary.

Poza wszystkim - wbrew temu, co wmawiają nam sami bankowcy, na sektorze bankowym gospodarka się nie kończy. Biorąc za dobrą monetę wyliczenia Trigona, oznaczają one, że w kolejnych latach do realnego obrotu gospodarczego trafi owe 40 mld zł, „utracone” przez banki. Po prostu klient, zamiast przynosić co miesiąc w zębach zawyżoną ratę, by bank mógł ją sobie następnie „wytransferować”, wyda te pieniądze na towary i usługi - przede wszystkim na krajowym rynku. I to, proszę Państwa, będzie najlepsza forma „kredytowania” polskiej gospodarki.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3202-pod-grzybki

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 4 (22-28.01.2016)

wtorek, 17 listopada 2015

Trzy sprawy

Aby dokonać opisanych tu ruchów nie trzeba montować kwalifikowanej większości. Nie trzeba zmieniać konstytucji. Wystarczy determinacja.

Gdy ten numer „Warszawskiej Gazety” trafi do Państwa rąk będzie znany już skład rządu Beaty Szydło, ukonstytuuje się też nowy Sejm i Senat. Sądzę, że to dobra pora na sformułowanie pewnych „startowych” oczekiwań. Problemy o których za chwilę napiszę mają walor symboliczny, dotykają bowiem trzech obszarów polskiego życia publicznego: mediów, gospodarki oraz służb specjalnych – czyli dziedzin w których jak w soczewce skupiają się patologie III RP. Otóż uważam, że obejmujący właśnie władzę obóz PiS powinien w pierwszym rzędzie: 1) wstrzymać dotowanie prywatnych mediów z środków publicznych; 2) uchwalić ustawę o frankowiczach; 3) odtajnić aneks do raportu o rozwiązaniu WSI. Wymienione sprawy są swoistym papierkiem lakmusowym, testem na determinację w przeprowadzeniu „dobrej zmiany” - o ile ma to być zmiana realna, a nie tylko kosmetyczne poprawki w ramach istniejącego systemu.

Ad.1) Od początku funkcjonowania III RP mamy do czynienia z mechanizmem korumpowania mediów i sterowania rynkiem poprzez transfery publicznych funduszy dokonywanych pod pozorem reklam i ogłoszeń rożnych państwowych i samorządowych instytucji oraz spółek skarbu państwa. Jest to nic innego jak sprowadzenie mediów do roli części aparatu władzy i szerzej – Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP. Dzieje się tak zarówno na poziomie ogólnopolskim, jak i lokalnym. W efekcie, gazety popierające władzę znajdują się w uprzywilejowanej rynkowej pozycji, natomiast te opozycyjne albo walczą o przetrwanie, albo kończą swój żywot. Wspomniany proceder powoduje siłą rzeczy, że społeczeństwo bombardowane jest jednostronnym propagandowym przekazem. Pojawienie się w ostatnim czasie kilku gazet o niezależnych źródłach finansowania oraz wzrost znaczenia internetu tylko do pewnego stopnia równoważy rynek treści i opinii. Podkreślam przy tym, że nie chodzi tu o modyfikację sytuacji na zasadzie: dziś przestajemy futrować „Gazetę Wyborczą” a zaczynamy wspierać „naszych” - takie proste odwrócenie wektorów nie likwiduje bowiem źródeł patologii. Zdaję sobie sprawę, że niekiedy zamieszczanie ogłoszeń przez podmioty publiczne bywa wymogiem prawnym, lecz właśnie od tego jest nowa władza, by prawo to odpowiednio znowelizować – w szczególności biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości komunikacyjne.

Ad. 2) Kredyty frankowe są jednym z przejawów statusu Polski w optyce wielkiego międzynarodowego biznesu – gospodarczej kolonii będącej polem eksploatacji i źródłem zysków transferowanych do zagranicznych central. Cóż bowiem zrobiono? Ano, ustawiono zaporowe warunki dla kredytów złotówkowych, tak by większość potencjalnych pożyczkobiorców nie miała „zdolności kredytowej”, przy jednoczesnym preferencyjnym ustaleniu wymogów dla... no właśnie – dla czego tak naprawdę? Dla kredytu, czy narzędzia spekulacyjnego, swoistej mutacji opcji walutowych, czy może hybrydy obu rodzajów produktów finansowych? Z premedytacją wprowadzono w błąd niemal milion osób przedstawiając fałszywe prognozy co do przyszłego kursu franka szwajcarskiego, następnie zaś drenując kieszenie klientów chociażby za pomocą arbitralnie ustalanych spreadów oraz innych nieuczciwych klauzul, których niedopuszczalność zdążył już stwierdzić w kolejnych wyrokach Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W efekcie, wraz ze wzrostem kursu franka, owe łże-kredyty stały się coraz bardziej palącym problemem społecznym – wartość zobowiązań już dawno przekroczyła rynkową cenę kupionych nieruchomości, zaś kwoty do spłacenia rosną zamiast maleć. Innymi słowy, mamy milion niewolników, których dochody przechwytywane są przez banki zamiast trafić na rynek w postaci konsumpcji różnych towarów i usług. Niezbędne jest zatem ustawowe przewalutowanie bądź po kursie z dnia zawarcia umowy, bądź po średnim kursie NBP z dotychczasowego okresu jej trwania.

Ad. 3) Publikacja Aneksu do raportu o rozwiązaniu WSI to kolejny test – tym razem na wolę zerwania z kształtem Polski jako żerowiska służb specjalnych i pola rozgrywek zagranicznych stolic. Do tego niezbędna jest transparentność, bowiem samo rozwiązanie „długiego ramienia Moskwy” nie pozbawiło ludzi wojskowych służb „aktywów” w postaci agentury ulokowanej w mediach, gospodarce oraz aparacie państwa. Wymogiem elementarnej higieny jest upublicznienie współpracowników WSI decydujących o medialnym przekazie, kształtujących polską gospodarkę, podejmujących kluczowe decyzje i wydających wyroki w imieniu Rzeczypospolitej. Determinacja z jaką dążył Bronisław Komorowski do przechwycenia Aneksu jest sama w sobie dowodem na wagę tego dokumentu dla naszego życia publicznego.

Aby dokonać opisanych tu ruchów nie trzeba montować kwalifikowanej większości. Nie trzeba zmieniać konstytucji. Wystarczy determinacja. Aby ją wspomóc, istotne jest by władza od pierwszych dni czuła na plecach gorący oddech wyborców. Od tej pory zatem będę kończył każdy swój tekst przypomnieniem o wymienionych trzech sprawach – dopóki nie zostaną załatwione.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2790-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 46 (13-19.11.2015)

piątek, 21 sierpnia 2015

„Repolonizacja” franka

Zważywszy, iż sektor bankowy wykazuje co roku 15-16 mld zł zysku, to banki naprawdę mają z czego chudnąć.

Wybory parlamentarne coraz bliżej, toteż nagle okazało się, że jednak da się pomóc frankowiczom, i to - wbrew kłamliwej propagandzie banksterów oraz zblatowanej z nimi Platformy – bez angażowania budżetu państwa. Oto głosami posłów SLD, PSL i PiS udało się przegłosować w Sejmie poprawki do stosownej ustawy wedle których bank przy przewalutowaniu kredytu frankowego na złotówki umorzy aż 90 proc. różnicy między obecnym zadłużeniem, a hipotetycznym długiem jaki miałby klient biorąc kredyt w złotówkach. Pozostałe 10 proc. zostanie zamienione na preferencyjny kredyt oprocentowany wg stopy referencyjnej NBP (obecnie – 1,5 proc.). Jest to w sumie rozwiązanie zbliżone do tego, które proponowałem w tekście z początku roku pt. „Walutowy hazard” - czyli przewalutowania po kursie franka z dnia zawarcia umowy (takie przewalutowanie przyjął właśnie parlament Czarnogóry, z tym że tam podatnik jednak dorzuci się do różnicy), lub po uśrednionym kursie z dotychczasowego okresu jej trwania. No i co – można? Można. Do tego typu pomocy będą uprawnione osoby mające mieszkanie do 100 m2 lub dom do 150 m2 (limity te nie obejmują rodzin z minimum trójką dzieci), zaś stosunek wartości kredytu do wartości nieruchomości wynosi minimum 80 proc – ogółem ustawa ma objąć swym działaniem ok. 80 proc. wszystkich frankowiczów. Teraz zobaczymy co zrobi zdominowany przez PO Senat do którego trafił projekt, lecz jeśli „frankowa koalicja” SLD-PSL-PiS się utrzyma, to ewentualne senackie antykonsumenckie „popsujki” zostaną oddalone, gdy ustawa powróci do Sejmu.

Pouczające są reakcje na wieść o obecnym kształcie projektu. Oto szef Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi, uznał za stosowne przestrzec Warszawę, iż „wprowadzenie ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych w Polsce przyniesie sektorowi bankowemu obciążenia finansowe”, a także „będzie skutkowało obniżeniem zyskowności banków”, oraz „pogorszeniem nastawienia inwestorów z powodu rosnącego ryzyka regulacyjnego w kraju” i generalnie ucierpieć ma na tym gospodarka. No cóż, zważywszy, iż sektor bankowy wykazuje co roku 15-16 mld zł zysku, to banki naprawdę mają z czego chudnąć, tym bardziej, że ów zysk w dużej mierze jest generowany przez toksyczne produkty takie jak wspomniane kredyty frankowe (a w zasadzie – żadne kredyty, tylko instrumenty spekulacyjne), czy polisolokaty – a więc wynika z bezwzględnego żerowania na krwawicy bankowych niewolników. Tymczasem Mario Draghi ostrzega przed „obniżeniem akcji kredytowej”. Dobrze, my za takie „akcje” dziękujemy, tym bardziej, że i tak w Polsce koszta kredytów tudzież opłat bankowych należą do najwyższych w Europie – i to również jest jedna z przyczyn rekordowej rentowności sektora.

A tak poza tym – EBC zajmuje się przede wszystkim nadzorowaniem strefy euro. Co zatem europejski ober-bankster ma do Polski, która do strefy euro nie należy? No tak, ale w tejże strefie mają swe siedziby centrale banków praktykujących walutowy szwindel, traktujące Polskę i inne kraje regionu jako kolonię, dojną krowę i skarbonkę. Pan Draghi troska się zatem nie tyle o stan polskiej gospodarki, ile o kondycję banków eurolandu. Zresztą, przestrogi Draghiego współbrzmią ze stanowiskiem rządu Ewy Kopacz, który nie daje się nikomu prześcignąć w robieniu dobrze banksterskim grandziarzom (np. PO konsekwentnie stosuje obstrukcję w sprawie zniesienia Bankowego Tytułu Egzekucyjnego, co nakazał Trybunał Konstytucyjny – ostateczny termin to 1.08.2016) i być może jego oświadczenie ma stanowić dla Platformy rodzaj alibi – na zasadzie „bo Europa nam każe”. Takie koło ratunkowe nie byłoby niczym dziwnym, zważywszy, iż jeszcze w 2014 roku rząd PO skierował do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu pismo sprzeciwiające się uznaniu kredytów frankowych za nieważne, czego przed ETC domagał się Sąd Najwyższy Węgier. W tamtym liście również padły argumenty jakby pisane pod dyktando bankowego lobby o „stratach” i „negatywnych konsekwencjach dla rynku finansowego”.

Te konsekwencje zresztą faktycznie następują, tylko pytanie, czy koniecznie musimy się z tego powodu smucić. Oto po uchwaleniu opisanych tu poprawek potężne „tąpnięcie” zaliczyły na giełdzie takie banki jak Getin Noble Bank, Millenium, mBank, PKO BP, BZ WBK, Pekao – czyli „umoczone” we frankowe spekulacje. Warto w tym kontekście przypomnieć, że PKO BP przejął niedawno Nordeę, stanowiącą wręcz finansową „monokulturę” bazującą na kredytach frankowych, stąd też spadek kursu akcji. I w tym momencie dochodzimy do postulatu repolonizacji banków – czyli w praktyce nacjonalizacji zagranicznych podmiotów, bo jak pokazuje przykład Getin Noble Leszka Czarneckiego (rekordzista spadku), banki w rękach rodzimych oligarchów również nie cofają się przed łupieniem Polaków na wszelkie sposoby. Spokojnie. Poczekajmy aż zacznie obowiązywać ustawa o frankowiczach i pęknie banieczka kredytowa. Wtedy te „wydmuszki” będzie można przejąć za bezcen.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/repolonizacja-bank%C3%B3w-%E2%80%93-tak-ale-z-g%C5%82ow%C4%85#.Vcj7CbVvAmw

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w#.Vcj7-bVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 33 (14-20.08.2015)

środa, 17 czerwca 2015

Platforma banksterów

Banki przestraszyły się wizji objęcia władzy przez PiS do tego stopnia, że postanowiły powołać własną partię – taką „Platformę Banksterów”.

„Prognozy, że frank będzie niedługo kosztował 4 zł są oderwane od rzeczywistości. Szwajcarzy bowiem już parę lat temu zablokowali kurs franka na poziomie: 1,22 franka =1 euro, i bronią tego kursu. Ponieważ mocny frank oznacza problemy dla szwajcarskiej gospodarki” - tak na początku listopada 2014 mówił na antenie programu pierwszego Polskiego Radia Ryszard Petru. W tym czasie przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich miał własny kredyt we frankach już od wielu lat przewalutowany na złotówki. Zrobił to w październiku 2008, po wybuchu kryzysu finansowego. Jak widać, cwana z niego gapa – jako bankowy „insider” doskonale zdawał sobie sprawę w którą stronę wieje wiatr, a mimo to do samego końca w publicznych wystąpieniach utrzymywał wersję „dla maluczkich”, wedle której kredyty frankowe są bezpiecznym rozwiązaniem dla milionów Polaków. Kurs franka bił kolejne pułapy, zaś Petru, który przewalutował dwie części kredytu, gdy frank odpowiednio był po 2,79 i 2,81 zł, konsekwentnie zapewniał, że cena szwajcarskiej waluty teraz to już z pewnością nie wzrośnie. „Jeżeli nie będzie jakiejś megakatastrofy, typu upadek Ukrainy, to jest duża szansa, że poziomu 3,20 zł za franka już nie zobaczymy” - wypowiedź dla PAP w 2008, po wybuchu kryzysu. „Zbytnie umocnienie franka zabije szwajcarską gospodarkę. Nie może się więc utrzymać w dłuższej perspektywie czasu” - to z kolei rozmowa z „Super Expressem” z 2011, gdy frank jest już po 3,9 zł. Dwa miesiące po cytowanej na wstępie wypowiedzi, Szwajcarzy uwolnili walutę i frank poszybował w okolice 5 zł.

Petru twierdzi, iż na przewalutowaniu „stracił”. Owszem, doraźnie tak – tyle, że zarazem uchronił się przed większymi stratami w przyszłości, zatem adekwatnym określeniem byłoby „zminimalizował straty” - i to w samą porę, zanim kurs franka zaczął naprawdę szaleć. Jednocześnie wciąż namawiał Polaków do pozostania przy szwajcarskiej walucie, czyli do brnięcia w powiększające się lawinowo zadłużenie, z którego sam w ostatniej chwili się wywikłał. Innymi słowy, mamy do czynienia z bankowym lobbystą, funkcjonującym w przestrzeni publicznej i wykorzystującym dostęp do mediów (a jego aktywność medialna była bardzo intensywna), by w interesie sektora bankowego uspokajać nastroje kredytobiorców pozostających w pułapce zastawionej za pomocą toksycznego produktu finansowego. Jednocześnie opowiadał się przeciw jakiejkolwiek ingerencji państwa w sprawę kredytów walutowych: „oczekiwanie, że w tej sytuacji może coś zrobić polski rząd – jest nierealistyczne. Zgodnie z naszym prawem nie ma bowiem żadnych możliwości” - to dalsza część wypowiedzi dla radiowej „Jedynki” z listopada 2014. I dalej: „problem z frankiem szwajcarskim polega na tym, że zmienił się kurs. Ale to nie oznacza wcale, że państwo ma pomagać. (…) Chyba, że będziemy pomagać tak jak na Węgrzech, poprzez interwencję i zapłacą za to banki, a potem banki przerzucą te koszty ma klientów”.

Dziś tenże Petru zakłada ugrupowanie polityczne, będące w zasadzie jawną ekspozyturą interesów finansowej oligarchii i generalnie - wielkiego biznesu. Ich celem jest utrzymanie obecnego status quo – czyli systemowego drenowania Polski z kapitału i zakonserwowanie pozycji milionów Polaków jako taniej siły roboczej. Wszystko to zaś pod atrakcyjnie brzmiącymi hasłami rozwoju, wolności gospodarczej, wzmocnionymi straszeniem, że jakakolwiek interwencja państwa przyniesie opłakane skutki. Obecność na konwencji założycielskiej Rafał Brzóski – właściciela firmy „InPost”, zwanego „królem śmieciówek” nie jest przypadkiem. Przedsięwzięciu, jak całej karierze Ryszarda Petru, patronuje w tle Leszek Balcerowicz – czyli podwykonawca planu Jeffreya Sachsa zwanego na użytek miejscowych „planem Balcerowicza” i stróż patologicznego modelu naszej transformacji. Na marginesie warto zauważyć, że inicjatywa Ryszarda Petru - „Nowoczesna.pl” - zaczęła swe funkcjonowanie od plagiatu. Pretensje w sprawie myląco podobnej nazwy zgłasza lewicowa fundacja „Nowoczesna Polska” Jarosława Lipszyca, związanego z „Krytyką Polityczną”.

Podsumowując, najwyraźniej banki przestraszyły się wizji objęcia władzy przez PiS do tego stopnia, że postanowiły powołać własną partię – taką „Platformę Banksterów”, grupującą strażników i beneficjentów kompradorskiego systemu III RP. Warto tu przypomnieć, że rok 2006 – za rządów PiS – był jedynym, w którym nie odnotowano znaczącego wypływu kapitału z Polski i perspektywa powtórki musi zleceniodawców pana Petru bardzo niepokoić. Już teraz wg „Rzeczpospolitej” sektor bankowy boi się scenariusza węgierskiego – korzystnego dla państwa i obywateli, lecz godzącego w miliardowe zyski branży (ponad 16 mld zł netto w 2014). Frazesy o wolności gospodarczej i przyjaznym państwie są warte tyle samo co analogiczna retoryka KL-D, czy Platformy Obywatelskiej. Tu są konkretne geszefty do przypilnowania i właśnie do tego zadania został oddelegowany pan Petru ze swoją ekipą.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1815-pod-grzybki-7

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 24 (12-18.06.2015)