Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs sprawiedliwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs sprawiedliwy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2016

Kontratak banksterów – c.d.

Jeżeli Polska się ugnie, to pozostaniemy kolonialnym bantustanem. Jeśli zwycięży – zostanie złamany kręgosłup banksterskiej dominacji.

Pozwolę sobie dziś kontynuować temat sprzed tygodnia, jako że nie zmieściłem kilku istotnych kwestii dotyczących wojny na linii polskie państwo – banksterzy. Na początek będzie teoria spiskowa, na koniec zaś mała polemika.

Teoria spiskowa dotyczy styczniowej wizyty w Polsce amerykańskiego dyplomaty, Daniela Frieda. Formalnie chodziło o politykę sankcji wobec Rosji, mniej formalnie – o zdyscyplinowanie rządu PiS, by ten nie „niszczył demokracji” i nie zaostrzał stosunków z UE. Ja jednak zaryzykuję jeszcze jedną hipotezę: otóż Daniel Fried w latach 1987-1989 nadzorował z ramienia Departamentu Stanu polską transformację ustrojową, w tym również przemiany gospodarcze wedle planu Jeffreya Sachsa, którego podwykonawcą był George Soros, podwykonawcą Sorosa zaś – Leszek Balcerowicz. W konsekwencji owych przemian polski sektor bankowy trafił niemal w całości w zagraniczne ręce i pozostaje w nich do tej pory, przynosząc właścicielom krociowe zyski. Czy zatem nieprawdopodobne będzie przypuszczenie, że pan Fried, jako patron transformacji, zatroszczył się również o los jej beneficjentów sugerując polskim władzom, by te nie robiły bankom kuku? O ile jeszcze podatek od instytucji finansowych usiłują rekompensować sobie podwyższeniem opłat, o tyle już przewalutowania kredytów frankowych zrekompensować się w ten sposób zwyczajnie nie da – zbyt wielka skala. A to odbije się na miłych dywidendach i co za tym idzie – transferach wydębionej od polskich frankowiczów gotówki do zagranicznych właścicieli działających u nas banków.

Oczywiście, transfery za pomocą dywidendy są w pełni legalne, co nie znaczy jednak, że rozmach tego procederu nie powinien budzić w nas pewnego niepokoju. Spójrzmy. Ogółem banki odnotowały w 2014 roku zysk ponad 15 mld zł netto. Z tego banki polskie - 4,63 mld zł, zaś banki zagraniczne - 10,47 mld zł. Na uwagę zasługuje tu różnica w wypłacaniu dywidendy – o ile banki polskie wypłaciły ok. 8 proc. zysku (ok. 370 mln zł), o tyle banki zagraniczne były o wiele bardziej hojne wypłacając sobie 39,5 proc (4,1 mld zł ). A trzeba wziąć pod uwagę, że ze względu na obostrzenia KNF, ten rok i tak był „chudy”. Za zyski z 2013 banki polskie wypłaciły 936 mln zł (25,1 proc. zysku), banki zagraniczne – 6,5 mld (65,8 proc.). W każdym razie, w 2015 za granicę wyprowadzono w ten sposób 2,5 mld zł – głównie do Włoch, USA, Holandii. Przykładowo, amerykański City Handlowy wypłacił dywidendę w wysokości 970,8 mln zł, z czego część, ma się rozumieć, poszła za granicę.

Czy zatem można się dziwić, że wizja „strat” na przewalutowaniu kredytów frankowych, które NBP błyskawicznie oszacował na 44 mld zł wywołuje wściekłą furię? Tyle kasy zostanie w kieszeniach klientów i nie trafi na przestrzeni kolejnych lat do zagranicznych większościowych udziałowców... Zrozumiałe więc, że banki się pieklą i grożą Polsce sądami arbitrażowymi na podstawie umów BIT ( Bilateral Investment Treaties – bilateralne umowy o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji) w które wmontowany jest mechanizm ISDS pozwalający koncernom zaskarżać państwo np. o zmiany w prawie potencjalnie niekorzystne dla ich rentowności. Kompletny kryminał, acz funkcjonujący powszechnie w świecie, stawiający ponadnarodowe podmioty gospodarcze w uprzywilejowanej pozycji.

Nic więc dziwnego, że KNF poproszona przez Kancelarię Prezydenta o ocenę skutków finansowych ustawy liczy, liczy i doliczyć się nie może. Ponieważ KNF została zobligowana do zasięgnięcia od banków konkretnych danych (np. ile do tej pory zarobiły na kredytach walutowych), można śmiało zakładać celową obstrukcję – aż do momentu, gdy zmasowany lobbing przyniesie efekt. Na dodatek trudno mieć pewność po czyjej stronie stoi sama KNF...

Co do jednego musimy mieć pełną świadomość – to jedna z najpoważniejszych batalii toczonych przez państwo polskie, wprost dotycząca tego, kto jest prawdziwym suwerenem – państwo i obywatele, czy wielkie finansowe korporacje. Jeżeli Polska się ugnie, to w znacznej mierze pozostaniemy kolonialnym bantustanem. Jeśli zwycięży – zostanie złamany kręgosłup banksterskiej dominacji i kto wie – może otworzy to wrota do repolonizacji sektora.

Na zakończenie dwa słowa polemiki z – pozwolę sobie na drobną poufałość – kolegą z łamów, Jakubem Wozińskim, którego artykuły zresztą czytuję z nieodmiennym zainteresowaniem. W tekście „Sprawiedliwość po franku” napisał: „Dla tysięcy Polaków nowe realia finansowe, z wyższą ratą kredytu, powinny się stać bolesną, ale konieczną lekcją ostrożności i gospodarności, która ogromnie ułatwiłaby uniknięcie podobnej sytuacji w przyszłości”. A może by napisać tak: „Dla sektora bankowego nowe realia finansowe zaistniałe po wprowadzeniu podatku bankowego i ustawy przewalutowującej kredyty po kursie sprawiedliwym powinny stać się bolesną, ale konieczną lekcją uczciwości i odpowiedzialności zarówno wobec państwa w którym działają, jak i swoich klientów”? Sądzę, że dopiero przy takim podejściu przestawimy całą rzecz z głowy na nogi.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3396-pod-grzybki-czyli-agent-0-700-nadaje

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 9 (26.02-03.03.2016)

czwartek, 25 lutego 2016

Kontratak banksterów

W założeniu banki mają być „instytucjami zaufania publicznego”, zatem ich władze winny ponosić stosowną odpowiedzialność w przypadku naruszenia owego zaufania.

Ledwie Kancelaria Prezydenta skierowała do Komisji Nadzoru Finansowego projekt ustawy o frankowiczach z wnioskiem o zbadanie jej kosztów dla sektora finansowego, a już Narodowy Bank Polski ogłosił własne wyliczenia wedle których łączny koszt przewalutowania oraz zwrotu nadpłaconych spreadów walutowych wyniesie 44 mld zł. Imponujące tempo. Przypomnę jednak, że NBP nie jest pierwszy - uprzedził go już DM Trigon ogłaszając, że banki wskutek ustawy będą musiały się liczyć ze „stratą” w wysokości 40 mld zł. Natomiast eksperci ING raczyli podać kwotę 47 mld zł. Wygląda więc na to, że w kwestii oceny skutków ustawy „frankowej” mamy swoistą licytację – kto da więcej! Oczywiście, z perspektywy banków, im bardziej alarmujące doniesienia, tym lepiej – stwarzają bowiem dobrą podkładkę do rozmaitych nacisków lobbingowych wieszczących krach, zapaść gospodarczą i ogólną ruinę, jeżeli tylko ktoś poważy się naruszyć obecne status quo, którego centralnym założeniem jest nietykalność finansowych świętych krów. Otwartym tekstem stwierdziła to „Wyborcza”, argumentując, że skoro wg NBP fundusze własne banków stopnieją o 1/4, to te wstrzymają kredytową kreację pieniądza wywołując zatory płatnicze w całej gospodarce. Słowem – banki mogą robić de facto co chcą i nie ma sposobu, by zmusić je do ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. A jeśli ktoś mimo wszystko będzie próbował, to zawsze można weń uderzyć obniżeniem ratingu papierów dłużnych przez zaprzyjaźnioną agencję.

Oględnie dał to do zrozumienia rzecznik Kancelarii Prezydenta Marek Magierowski mówiąc: Jesteśmy pod bardzo silnym naciskiem sektora bankowego, który broni swoich interesów”. No, ja myślę - przecież chyba nikt się nie spodziewał, że banksterzy poddadzą się bez walki, rezygnując z walutowego kasyna przynoszącego im krociowe zyski? Warto dodać, że zgodnie z zasadą „kasyno zawsze wygrywa” całe ryzyko walutowe przerzucone było na klientów, podczas gdy banki zabezpieczały się transakcjami CIRS. Osobny kryminał mamy z LIBOR-em, ponieważ część banków nie respektowała ujemnych stawek i jednostronnie zmieniła umowy ustalając arbitralnie, że ujemny LIBOR liczony będzie jako zero. UOKiK nałożył już karę 6,5 mln zł na mBank, zobowiązując go jednocześnie do zwrotu klientom nadpłaconych kwot. W kolejce czekają następni, ale na dłuższą metę każdorazowe użeranie się z nieuczciwymi praktykami kolejnych banków przypomina połączenie ciuciubabki z walką z wiatrakami.

Prawda jest taka, że dopóki prezesi, zarządy i rady nadzorcze nie zaczną ponosić osobistej odpowiedzialności karnej za tego typu poczynania – choćby za stosowanie klauzul abuzywnych – będziemy mieli do czynienia z wiecznym korowodem na linii klient-bank-UOKiK-Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Wszak w założeniu banki mają być „instytucjami zaufania publicznego”, zatem ich władze winny również ponosić stosowną odpowiedzialność w przypadku naruszenia owego zaufania – i w tym kierunku powinny pójść zmiany w prawie, jako następny krok w walce z patologiami, zaraz po wprowadzeniu podatku bankowego i ustawy przewalutowującej kredyty frankowe.

Problem jednak w tym, że polski rząd nie mówi jednym głosem – szczególnie odznacza się tu Mateusz Morawiecki, sprawiający momentami wrażenie, jakby prowadził własną politykę. Weźmy chociażby takie wypowiedzi: „Pan Prezydent złożył ustawę, która według różnych obliczeń może być bardzo kosztowna dla sektora bankowego i po to są takie instytucje jak Narodowy Bank Polski, czy Komisja Nadzoru Finansowego żeby przyjrzeć się temu bardzo dokładnie i zastanowić się”; „najrozsądniej jest poczekać dwa, trzy, cztery miesiące na bardzo dokładne przebadanie algorytmu i zasad przez Komisję Nadzoru Finansowego”. Do tego postulat, by przewalutowanie odbyło się wedle formuły „debt to income” - czyli dotyczyło jedynie tych kredytobiorców, którym rata kredytu pożera określony procent miesięcznego wynagrodzenia (np. połowę). Ach, no i nie zapominajmy o obronie szefostwa PKO BP, które podniosło opłaty za usługi po wprowadzeniu podatku bankowego – przypomnijmy, że PKO BP miał być tym bankiem, który opłat nie zwiększy, wywierając tym samym presję na pozostałe podmioty. W czyjej drużynie gra pan wicepremier?

No dobrze, a jak jest naprawdę z tymi kosztami banków po przewalutowaniu? Po pierwsze, będą je sobie mogły odliczać od podatku bankowego (do 20 proc. miesięcznie w systemie „kroczącym”), po drugie – rzekome „straty” rozłożą się na kolejne lata, po trzecie wreszcie (wiem, że już o tym pisałem, lecz muszę się powtórzyć) – owe „straty” to po prostu zyski mniejsze od tych, które banki sobie założyły. Przykładowo – jeśli po uwolnieniu kursu franka zadłużenie kredytobiorców skokowo wzrosło o 30 mld zł i banki wskutek przewalutowania nie dostaną pieniędzy na które już ostrzyły sobie zęby – to czy można mówić tu o „stracie”, czy jedynie o pozbawieniu ich części zysków z walutowej ruletki?

CDN.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://www.blog-n-roll.pl/en/%E2%80%9Ekurs-sprawiedliwy%E2%80%9D-dla-wszystkich

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3358-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 8 (19-25.02.2016)

czwartek, 4 lutego 2016

„Kurs sprawiedliwy” - dla wszystkich!

Wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw.

W rocznicę „czarnego czwartku”, 16 stycznia, kancelaria prezydenta Andrzeja Dudy przedstawiła projekt ustawy mającej rozwiązać problem kredytów walutowych – w tym przede wszystkim „frankowych”. Cudzysłów jest w pełni uzasadniony, bowiem żadnych franków realnie nie było tu w obiegu – ani bank nie wypłacał ich kredytobiorcy, ani kredytobiorca nie spłacał ich bankowi. Szwajcarska waluta stanowiła jedynie wirtualny przelicznik służący ustaleniu kwoty kredytu i wysokości rat. W każdym razie, prezydencki projekt opracowany przy współudziale środowisk „frankowiczów” (acz nie uwzględniający w pełni ich postulatów) zakłada przeliczenie kredytu po „kursie sprawiedliwym”, wyliczanym według określonego algorytmu, indywidualnie dla każdego kredytobiorcy. Generalnie chodzi o ustalenie różnicy między sumą spłacanych dotąd faktycznie rat, a hipotetyczną sumą rat, gdyby kredyt zaciągnięty został w złotówkach. Różnica byłaby odejmowana od kapitału pozostającego jeszcze do spłaty. Tym samym, zarzucono pomysł prostego przewalutowania kredytów po kursie z dnia zawarcia umowy. Kolejnym elementem jest uporządkowanie spreadów walutowych, często naliczanych przez banki według własnych tabel kursowych oderwanych choćby od średniego kursu NBP. Tu również wyliczana będzie różnica pomiędzy kursem danego banku a kursem NBP, która to różnica zostanie odjęta od kwoty kapitału. Jak dowiadujemy się z komunikatu na stronie prezydent.pl, istniałyby trzy ścieżki restrukturyzacji kredytu: dobrowolna (bank z własnej woli dokonuje zmiany umowy zgodnie z warunkami przewidzianymi w ustawie), przymusowa (bank dokonuje zmian na wniosek klienta) oraz przeniesienie własności nieruchomości w zamian za uwolnienie od kredytu (również na wniosek klienta).

Teraz projekt trafi do Komisji Nadzoru Finansowego, która ma oszacować skutki ustawy dla systemu finansowego, a dopiero w dalszej kolejności do Sejmu. I tu zaczynają się wątpliwości – czy KNF nie ulegnie bankowemu lobby wieszczącemu siedem plag egipskich w przypadku przewalutowania kredytów, jak miało to miejsce przy okazji projektu nad którym procedował parlament poprzedniej kadencji? Przypomnę, iż wówczas analitycy z Trigon DM wyliczyli „stratę” banków na 19 mld zł, czym potem chętnie szermował Związek Banków Polskich strasząc kryzysem sektora, wstrzymaniem akcji kredytowej i zamrożeniem gospodarki. Rząd Ewy Kopacz w liście wystosowanym do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości podawał nawet wielkość „kilkudziesięciu miliardów zł” (chodziło o postępowanie zainicjowane przez Sąd Najwyższy Węgier). Dziś ten sam Trigon wylicza spodziewaną „stratę” banków na 34 mld zł, a wraz ze zwrotem spreadów – na 40 mld (zakładając „kurs sprawiedliwy” na poziomie 4 zł). Analitycy z Trigona spodziewają się w związku z tym negatywnej rekomendacji KNF. Niestety, z oficjalnych komunikatów nie dowiadujemy się, czy w prezydenckim wniosku zobowiązano KNF do uzyskania od banków szczegółowych danych dotyczących tego, ile do tej pory zarobiły na kredytach frankowych, co postulowali m.in. frankowicze ze stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” - a szkoda, mielibyśmy bowiem materiał porównawczy co do ew. „strat”, obecnie bowiem poruszamy się w sferze przybliżonych szacunków.

Jak widać, wojenka podjazdowa na linii banksterzy – państwo polskie rozkręca się w najlepsze i to pomimo tego, że prezydencki projekt wychodzi bankom naprzeciw – nie tylko stosunkowo łagodną formą przewalutowania, lecz także przewidując możliwość bilansowania sobie „strat” z podatkiem bankowym – miesięcznie bank będzie mógł odliczyć do 20 proc. podatku, przy czym nie wykorzystana kwota przechodziłaby na kolejne miesiące, aż do pełnej „amortyzacji”. Słówko „strata” również nie bez przyczyny biorę w cudzysłów – bo to nie żadna „strata”, tylko pozbawienie banku niesprawiedliwej części zysku, którego osiągnięcie sobie założył kosztem klienta. Kredyt, odsetki, a nawet część zysku pochodzącego z wahań kursowych banki jak najbardziej zainkasują.

Niepokój budzi również postulat Mateusza Morawieckiego, by zastosować formułę „debt to income” - czyli, by z „kursu sprawiedliwego” mogli skorzystać jedynie ci „frankowicze”, którym np. miesięczna rata zabiera ponad 50 proc. pensji. Nie może być na to zgody - „kurs sprawiedliwy” to nie jest bowiem forma pomocy socjalnej, tylko pozbawienie bankowego szulera tego, co – mówiąc wprost – ukradł, z premedytacją wprowadzając w błąd swe ofiary.

Poza wszystkim - wbrew temu, co wmawiają nam sami bankowcy, na sektorze bankowym gospodarka się nie kończy. Biorąc za dobrą monetę wyliczenia Trigona, oznaczają one, że w kolejnych latach do realnego obrotu gospodarczego trafi owe 40 mld zł, „utracone” przez banki. Po prostu klient, zamiast przynosić co miesiąc w zębach zawyżoną ratę, by bank mógł ją sobie następnie „wytransferować”, wyda te pieniądze na towary i usługi - przede wszystkim na krajowym rynku. I to, proszę Państwa, będzie najlepsza forma „kredytowania” polskiej gospodarki.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3202-pod-grzybki

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 4 (22-28.01.2016)