poniedziałek, 22 października 2018

Frankowicze kontra Skarb Państwa

Ciekawe, czy prezes Kaczyński jest zadowolony, że frankowicze „wzięli sprawy w swoje ręce”?

Gdy Jarosław Kaczyński w lutym 2017 r. w wywiadzie dla „Sygnałów Dnia” radiowej Jedynki oznajmiał frankowiczom, że nie mają co liczyć na systemową pomoc rządu i w związku z tym „powinni oni wziąć sprawy we własne ręce i walczyć w sądach”, zapewne nie przewidywał długofalowego efektu swych słów. A jest on taki, że frankowicze postanowili nie ograniczać się jedynie do „walki w sądach” z bankami (co i tak robili bez światłych porad Prezesa), lecz zamierzają wnieść pozew zbiorowy... przeciw Skarbowi Państwa za niedostateczną ochronę praw konsumenckich.

Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, przypomnijmy tło całej sprawy. Otóż ustawę regulującą kompleksowo kwestię tzw. kredytów frankowych zapowiedział w swej kampanii obecny prezydent Andrzej Duda, wątek ten przewijał się również w wypowiedziach innych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Po pewnym czasie światło dzienne ujrzał prezydencki projekt zakładający przewalutowanie kredytów po tzw. kursie sprawiedliwym i zwrot części spreadów – czyli podzielenie się z bankami ryzykiem kursowym, obciążającym dotąd wyłącznie kredytobiorców. Oczywiście lobby bankowe przystąpiło do natychmiastowego kontrataku strasząc miliardowymi stratami, załamaniem sektora, tudzież pozwaniem Polski przed międzynarodowy arbitraż. Otwartym tekstem powiedział o tym rzecznik Kancelarii Prezydenta Marek Magierowski: „Jesteśmy pod bardzo silnym naciskiem sektora bankowego, który broni swoich interesów”. Na domiar złego, jawnie sceptyczne stanowisko zajął ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Gwoździem do trumny stała się opinia KNF wyliczająca na podstawie danych przesłanych z banków koszty ustawy na 67 mld. zł. Tajemnicą poliszynela jest, że PiS-owi ostatecznie „wychłódło”, gdy badania wykazały, że większość frankowiczów było wyborcami PO i Nowoczesnej. Wszelkie nadzieje zaś ucięła wspomniana na wstępie wypowiedź Kaczyńskiego, po której nota bene akcje banków wystrzeliły w górę. Oto popis sprawczości: jednym zdaniem podnieść giełdową wartość całej branży... Obecnie jakaś kadłubkowa wersja ustawy jest procedowana w komisji sejmowej – i zapewne pozostanie tam do końca kadencji. Wrobionym we franki kredytobiorcom pozostały ciągnące się latami, kosztowne procesy sądowe.

Nowy impuls do działania przyniósł jednak niedawny raport NIK (pisałem o nim w felietonie „Kredyty frankowe – granda i bezradność”) dotyczący ochrony konsumenckiej frankowiczów w latach 2005-2017, w którym kontrolerzy zmiażdżyli zarówno nieuczciwe praktyki banków, jak i legislacyjną oraz urzędniczą indolencję organów państwa. Generalnie, nadzór nad poczynaniami banków był niewystarczający, działania zaradcze niepełne i spóźnione, co pozwoliło bankom np. na czerpanie korzyści z klauzul niedozwolonych czy manipulowanie klientami poprzez przedstawianie im symulacji rat przy założeniu, że złoty osłabi się w stosunku do franka maksymalnie o 20 proc. We wnioskach końcowych NIK postuluje m.in. ustawowe wyeliminowanie skutków pobierania przez banki nienależnych świadczeń z tytułu klauzul abuzywnych, rozłożenie ryzyka kursowego na obie strony, wzmocnienie pozycji KNF, usprawnienie zasad postępowania cywilnego w zakresie dochodzenia roszczeń konsumenckich w postępowaniu indywidualnym i grupowym oraz wprowadzenie indywidualnej odpowiedzialności szefostwa instytucji finansowych za naruszenie przepisów z zakresu ochrony konsumentów (to ostatnie – osobistą odpowiedzialność karną - postulowałem zresztą na tych łamach już w lutym 2016 r. w felietonie „Kontratak banksterów”).

I właśnie ten raport stał się jedną z podstaw na których zostanie oparty pozew zbiorowy przygotowywany przez stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu przy współpracy z kancelarią radcy prawnego Radosława Górskiego. Kolejnym istotnym elementem pozwu ma być wykazanie, że państwo polskie w sposób wadliwy i niepełny implementowało dyrektywę Rady Wspólnot Europejskich 93/13/EWG, nie zapewniając konsumentom właściwej ochrony. Przypomnę, że dyrektywa ta w art.7 p.1 stanowi, iż: „Zarówno w interesie konsumentów, jak i konkurentów Państwa Członkowskie zapewnią stosowne i skuteczne środki mające na celu zapobieganie stałemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców i dostawców z konsumentami”. Polskie państwo ewidentnie nie wywiązało się z tego zobowiązania, czego raport NIK jest krzyczącym dowodem. Jak czytamy na stronach Kancelarii: „Celem pozwu grupowego jest przede wszystkim przesądzenie o tym, że za szkodę konsumentów, którzy zaciągnęli umowy objęte ryzykiem walutowym, odpowiedzialność ponosi Skarb Państwa. Takie rozstrzygnięcie otworzy członkom postępowania grupowego drogę do uzyskania odszkodowania w uproszczonym procesie, w którym wykazać należy wyłącznie wysokość szkody”.

No cóż, państwo postanowiło schować głowę w piasek, to teraz będą kłopociki, mogące się zakończyć nawet w Trybunale Sprawiedliwości UE. Ciekawe, czy prezes Kaczyński jest zadowolony, że frankowicze „wzięli sprawy w swoje ręce”?

Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Kredyty frankowe – granda i bezradność

Kurs sprawiedliwy – dla wszystkich!

Kontratak banksterów

Kontratak banksterów – c.d.


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 41 (19-25.10.2018)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz