Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2012

Rosja zaatakuje Gruzję w tym roku?

Czy USA wraz z Izraelem odpuszczą poparcie dla Saakaszwilego w zamian za rosyjskie „zielone światło” dla prewencyjnego ataku na Iran?

I. Militarne wzmożenie

Od jakiegoś czasu na Kaukazie daje się zauważyć „militarne wzmożenie” sił rosyjskich. Bazy w Abchazji i Osetii Południowej pozostają w stanie podwyższonej gotowości już od grudnia 2011 roku. Na dniach Rosja wyśle (albo już wysłała) do Abchazji „1500 rekrutów przechodzących obecnie szkolenie w Republice Adygei oraz 400 młodszych specjalistów w tym m.in. kierowców, techników, czołgistów (w tym separatystycznym regionie Gruzji FR dyslokowała czołgi T-90A) oraz m.in. obsługę rakietowych niszczycieli czołgów Sturm-S i wyrzutni rakiet GRAD.” (cyt. za politykawschodnia.pl) Dostawy ludzi i sprzętu na Kaukaz trwają zresztą od kilku miesięcy, ze szczególnym uwzględnieniem bazy 102 położonej na terenie Armenii, do której Gruzja blokuje drogę lądową, zostawiając Rosji jedynie korytarz powietrzny. Jednocześnie prowadzona jest ewakuacja rodzin personelu wojskowego z rejonu Kaukazu i morza Kaspijskiego (więcej – TUTAJ).

Wszystko to zbiega się z gruntowną modernizacją rosyjskiej armii, która prowadzona jest systematycznie od wojny gruzińskiej w 2008 roku i obejmuje wszystkie rodzaje sił zbrojnych. Dość powiedzieć, że obecnie Federacja Rosyjska wydaje 3,9% PKB na cele zbrojeniowe, zaś inwestycje w nowoczesny sprzęt połączone są z gruntowną reorganizacją – od ogólnej struktury dowodzenia po poszczególne jednostki. Warto też zwrócić uwagę na bliską współpracę z Berlinem przy tym modernizacyjnym projekcie. W ciągu 10 lat planowane jest przeznaczenie na armię 767 mld USD, zaś już w 2016 roku 70% wyposażenia stanowić będzie nowoczesne uzbrojenie.

Swoistą wisienką na torcie było niedawne mianowanie (27.04) na dowódcę Wojsk Lądowych FR generała Władimira Czirkina Walentinowicza – wojskowego z wieloletnim doświadczeniem na Zakaukaziu, Dalekim Wschodzie i Kaukazie Północnym.

Nie wygląda mi to na rutynowe przygotowania do corocznych manewrów typu „Kaukaz”.

II. Mała, zwycięska wojenka

Sytuacja jest tym poważniejsza, że na włosku wisi wojna z Iranem. Należy przypuszczać, że jeśli Izrael i USA zdecydują się uderzyć na Teheran, Rosja może to wykorzystać do ataku na Gruzję. Być może już nawet został zawarty deal: „my dajemy wam zielone światło do ataku na Iran i zniszczenia tamtejszych instalacji jądrowych, wy zaś pozwolicie nam zaprowadzić porządki na Kaukazie – zwłaszcza w Gruzji”. Innymi słowy, może być tak, że Stany Zjednoczone wraz z Izraelem po cichu obiecały Rosji odpuścić poparcie dla gruzińskiego sojusznika i rządów Saakaszwilego, by rozwiązać sobie ręce w kwestii irańskiej. Geopolityka nie zna sentymentów.

Zresztą, kto wie, czy Rosja nie zdecyduje się zaatakować Gruzji nawet bez irańskiej awantury. Rządy Putina zawsze charakteryzowała skłonność do „małych, zwycięskich wojenek” podnoszących prestiż władzy. Na polityczne szczyty wspiął się dzięki rozpętaniu tzw. drugiej wojny czeczeńskiej, wywołanej po zbrodniczych prowokacjach FSB – wysadzeniu bloków w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku – za co odpowiedzialnością obarczono „czeczeńskich terrorystów”. Nie inaczej było w 2008 roku, kiedy to dzięki umiejętnym prowokacjom wywołał gruzińską „wojnę pięciodniową”. Teraz zaś Putin potrzebuje mocnego imperialnego akcentu na początek drugiej rundy swej prezydentury, nakręcenia koniunktury w przemyśle zbrojeniowym oraz propagandowego uzasadnienia gigantycznych wydatków w tym sektorze.

Poza wszystkim, Rosja nigdy nie przestała traktować Kaukazu jako integralnej części swego terytorium, chwilowo tylko odłączonej na skutek rozpadu Związku Sowieckiego. Walor strategiczny tej części świata nie maleje, ba – wręcz wzrasta ze względu na rolę wydobywczo-tranzytową surowców (gaz, ropa), oraz na bliskość punktów zapalnych z Afganistanem i Iranem na czele.

III. Znów wojna w cieniu sportowej imprezy?

Jest jeszcze jeden aspekt sytuacji, który każe przypuszczać, że uderzenie na Gruzję nastąpi w tym roku. Otóż, podobnie jak cztery lata temu, w 2012 roku mamy dwie wielkie imprezy sportowe, które skupią na sobie uwagę świata: Euro2012 w Polsce i na Ukrainie (08.06-01.07), oraz Olimpiadę w Londynie (27.07-12.08). Można przewidywać, że tak jak w 2008 roku, kiedy to Rosja zaatakowała Gruzję podczas igrzysk w Pekinie, tak i teraz uderzy w którymś z tych dwóch terminów. Podobnie jak wtedy świat będzie się ekscytował sportowymi zmaganiami i nie będzie zbyt wiele miejsca na poświęcenie uwagi kaukaskiej wojnie, która w innych warunkach stałaby się tematem numer jeden dla przekaziorów. Media nie charakteryzują się podzielnością uwagi: jest temat wiodący i cała reszta. Druga wojna gruzińska stanie się częścią owej „reszty”.

IV. Europa bez Lecha Kaczyńskiego

Rosja może być również spokojna o kwestie reakcji innych graczy na arenie międzynarodowej. Od momentu uśmiercenia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie ma w naszym regionie polityka, który zdecydowałby się na zorganizowanie wyprawy do Tbilisi. Przypomnijmy, że wbrew tym, którzy pomniejszają rolę Lecha Kaczyńskiego w tamtych dniach, to właśnie jego brawurowa eskapada na czele pozostałych liderów państw regionu zmusiła do działania Europę Zachodnią wraz z Nicolasem Sarkozym i Francją, która sprawowała wówczas europrezydencję. Bez Lecha Kaczyńskiego Zachód nie kiwnąłby w obronie Gruzji palcem w bucie.

Dziś Lecha Kaczyńskiego nie ma. Obecni polscy Mężykowie Stanu na wieść o rosyjskiej agresji zamkną się w szafie. Zresztą, Polska nie posiada już w Europie Środkowo-Wschodniej tego prestiżu, którego resztki próbował ocalić i zagospodarować śp Prezydent w 2008 roku. Gdyby nawet któremuś z przywódców państw naszego regionu (choćby Victorowi Orbanowi) przyszło do głowy powtórzyć polityczny manewr sprzed czterech lat, to widok zmasakrowanego tupolewa na Siewiernym i postawa Polski wobec Rosji w związku ze smoleńską hekatombą, będą wystarczającymi przesłankami, aby podobny projekt porzucić.

Podsumowując, na odcinku dawnej „bliskiej zagranicy” Rosja ma również sprzyjającą koniunkturę. Nie będzie nikogo, kto mógłby stanąć w Tbilisi u boku Saakaszwilego i powiedzieć: „Ten kraj to Rosja, która uważa, że dawne czasy upadłego niecałe dwadzieścia lat temu imperium wracają, że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Nie będzie! (…) . Świetnie wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę.”

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

niedziela, 19 września 2010

Umiarkowany „terrorysta”.


Dlaczego należy wyeliminować Ahmeda Zakajewa?

Na marginesie zatrzymania na rosyjskie żądanie premiera jedynego legalnego, choć nieuznawanego na świecie czeczeńskiego rządu, warto rozważyć następującą kwestię: dlaczego Rosja ściga od dziesięciu lat z taką zaciekłością Ahmeda Zakajewa, mimo że cieszy się on powszechnie opinią polityka umiarkowanego i skłonnego do podjęcia rozmów? Dlaczego z uporem maniaka powtarzane są wyssane z palca zarzuty o terroryzm, mimo że postępowania w dwóch państwach – w Danii (rok 2002) i Wlk Brytanii (rok 2003) obaliły przedstawiane przez stronę rosyjską „dowody”, jako zmyślone, lub wymuszone torturami?

I. Powód pierwszy: umiarkowanie.

Paradoksalnie, przyczyną owej zapiekłości jest właśnie umiarkowanie Zakajewa, psujące propagandowy obraz Czeczenów – fanatycznych terrorystów, szahidów gotowych wysadzać nocą domy pełne śpiących cywilów, bądź mordować w szkołach niewinne dzieci. Dlatego za wszelką cenę usiłuje mu się „przyszyć” zamach na Dubrowce i wrzaskiem zmusić Zachód do uznania czeczeńskiego premiera za terrorystę. Charakterystyczne jest opisywane przez Zakajewa w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zdumienie rosyjskich prokuratorów podczas londyńskiego procesu z 2003 roku, że niezawisły sąd śmie badać ich wersję, funkcjonariuszy Federacji Rosyjskiej, pod kątem zgodności ze stanem faktycznym...

II. Powód drugi: wiarygodność kitu.

Drugim powodem nienawiści Putina i reszty czekistowskiej ferajny do Ahmeda Zakajewa jest fakt, że jego umiarkowane stanowisko znajduje posłuch wśród rodaków. Czeczenia nie radykalizuje się w duchu islamskiego fundamentalizmu tak, jak chciałaby to widzieć Rosja. Chciałaby, gdyż wówczas tłumienie niepodległościowych dążeń narodu można przedstawić światu jako „operację antyterrorystyczną”. Oczywiście „świat” łyka ów „antyterrorystyczny” kit, niczym karmny gąsior gałki, doskonale zresztą wiedząc, że jest to kit, ale cóż - z kimś trzeba budować bałtycką rurę, komuś trzeba sprzedawać te mistrale, ktoś musi pomagać logistycznie przy wojnie afgańskiej... Jest jeden warunek – kit o islamskich terrorystach musi być jakoś uprawdopodobniony, tak by można było uspokoić sumienia wyborców i różnych humanitarnych pięknoduchów.

III. Powód trzeci: odrzucenie islamistycznego przeszczepu.

Charakterystyczne, że na Ahmeda Zakajewa został wydany wyrok śmierci przez samozwańczego „emira” – Doku Umarowa (proklamatora fikcyjnego Emiratu Kaukaskiego), którego działania jak raz pasują do rosyjskiej polityki przewekslowania wojny narodowowyzwoleńczej na konflikt terrorystyczno – religijny. Jeżeli prawdą jest, jak twierdzi Zakajew, że udało się od Umarowa i jego straceńczej polityki odciągnąć większość bojowników i zostali przy nim tylko „przyjaciele” z FSB, oznaczałoby to, że zaaplikowany Czeczenii przeszczep w postaci islamskiego fundamentalizmu rodem z podmoskiewskich obozów szkoleniowych został odrzucony jako ciało obce.

Łatwo zgadnąć, jaką wściekłość musi to budzić na Kremlu. Czekistowska układanka zaczyna się sypać.

Kreml nie potrzebuje umiarkowanych przywódców niepodległościowych. Patrioci dalecy od dżihadyzmu są jak zadra, mówią bowiem światu, że w sprokurowanym przez Rosję przekazie coś jest „nie halo”. Kreml potrzebuje kontrolowanych przez siebie krwawych kacyków po obu stronach barykady. Ramzan Kadyrow i Doku „emir” Umarow spełniają te zapotrzebowania. Konflikt pozostaje pod kontrolą i zawsze można go na nowo rozniecić, gdy trzeba będzie odwrócić uwagę społeczeństwa od wewnętrznych problemów lub uwiarygodnić się w oczach Zachodu jako sojusznik w walce z terroryzmem.

Dlatego właśnie Moskwa musi dorwać Ahmeda Zakajewa i pokazowo skazać za terroryzm. Albo, w ostateczności, wyeliminować w inny sposób – choćby, metodą knajacko - putinowską, „topiąc w kiblu”.

IV. Zakajew niewygodny również dla Zachodu.

A „świat”... Cóż, „świat” odetchnie z ulgą, bo pragnie ze wszystkich sił wierzyć Rosji i robić z nią interesy, bez konieczności krępującego przypominania o prawie narodów do samostanowienia, „deficycie” praw człowieka i innych takich (słowo „ludobójstwo” w odniesieniu do Rosji żadnemu z zachodnich przywódców ani tzw. „liderów opinii” nie przejdzie przez gardło). Próbkę mieliśmy podczas agresji na Gruzję, gdzie bez wyprawy Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz z innymi przywódcami naszego regionu nie byłoby „zaangażowania” Unii Europejskiej, kiedy to Sarkozy „wynegocjował” lipny od samego początku „układ”, który Rosja śmiejąc się w kułak natychmiast wyrzuciła do kosza (Zapad’ taktownie odwrócił wtedy głowę w inną stronę). Teraz Zachód sprzedaje Rosji okręty wojenne, ciągnie gazociąg i z życzliwym pochrząkiwaniem reaguje na geopolityczne propozycje Siergieja Karaganowa.

Klarowna i spójna wizja Rosji walczącej z terroryzmem jest zatem na rękę także Zachodowi, pozwala bowiem gładko usprawiedliwić „łamanie standardów demokracji”, czyli putinowski reżim i jego zbrodnie. Wiadomo – walka z terroryzmem ma swoje koszty. Zresztą, czy takie Stany Zjednoczone również nie wprowadziły rozlicznych obostrzeń? A ten cały Zakajew i reszta „tak zwanego” rządu Czeczeńskiej Republiki Iczkeria? Oczywiście, ma status politycznego uchodźcy, więc go nie wydamy, ale gdyby tak nieszczęśliwie spadł ze schodów, lub przypadkiem zatruł się polonem w herbaciarni... Cóż, wola Boska...

V. Polska – plecami do Czeczenii .


Jak się zdaje, podobnego zdania są również obecne polskie władze, które były tak miłe, że na życzenie ambasadora Aleksiejewa zatrzymały czeczeńskiego przywódcę, mimo iż ten: - sam chciał zgłosić się do prokuratury; - był tylko w tym roku w Polsce już trzy razy (teraz czwarty); - zarzuty przeciw niemu zostały obalone w uczciwych procesach; - ma status uchodźcy; - Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego odbywał się legalnie.

Zresztą, fakt, że ów Kongres odbył się w Polsce jest zasługą ś.p. Lecha Kaczyńskiego, jego swoistym głosem zza grobu wskazującym kierunek polskiej polityki, którą obecny rząd odwrócił o 180 stopni. Mediodajnie starannie ów fakt przemilczają. Szczegółowych doniesień z Kongresu, prócz sprawy Zakajewa, też próżno było szukać. Kto wie, być może zatrzymanie miało na celu właśnie „przykrycie” samego Kongresu, tak by do opinii publicznej nie przedarło się zbyt wiele informacji o rosyjskich zbrodniach.

Płyniemy wszak z „głównym nurtem”, „ocieplamy stosunki” grzejąc się w niedźwiedzim futerku – a tu taki dysonans. Tusk w objęciach zbrodniarza niczym, nie przymierzając, Ramzan Kadyrow, namaszczony przez Putina tuż po zamachu na Kadyrowa - seniora? To nie są dobre skojarzenia, zwłaszcza w kontekście smoleńskiej katastrofy.

Nie mam złudzeń – pod auspicjami Tuska czy Komorowskiego podobny kongres nie mógłby się odbyć. Podobnie jak nie wyobrażam sobie, by za rządów Jarosława, czy prezydentury Lecha Kaczyńskiego doszło do zatrzymania premiera Zakajewa, zaś MSZ „wyrażało zaniepokojenie” i dzwoniło do parlamentarzystów, by przypadkiem nie pojawiali się na imprezie, która tak drażni Jego Ekscelencję ambasadora Rosji Aleksandra Aleksiejewa i jego mocodawców.

Polskie władze dały Czeczenom jasny sygnał – nie chcemy was. Przeszkadzacie. Wygląda na to, że póki trwa obecna władza, ten barbarzyńsko eksterminowany, dzielny naród, będzie musiał skreślić Polskę z jakże krótkiej listy swych sojuszników.

Gadający Grzyb

P.S. A gdyby tak rozesłać międzynarodowy list gończy za Putinem?

Linki:

Monografia stosunków rosyjsko – czeczeńskich:
www.sciesielski.republika.pl/czeczenia/

Mój poprzedni wpis o podobnej tematyce:

http://niepoprawni.pl/blog/287/klamstwa-ambasadora-aleksiejewa


I jeszcze to:

niepoprawni.pl/blog/287/nowa-zimna-wojna

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

czwartek, 16 września 2010

Kłamstwa ambasadora Aleksiejewa.


Rozpoczynający się w Pułtusku Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego (16 – 18.09.2010) zmobilizował rosyjską dyplomację do wyrażania rytualnego oburzenia.

Nic nowego – przy różnych okazjach Rosja usiłuje wywierać naciski na władze państw goszczących przedstawicieli niepodległościowej diaspory czeczeńskiej, powtarzając z grubsza ten sam zestaw kłamstw.

I. Kłamstwo pierwsze.

Nie inaczej jest i teraz, kiedy to ambasador Rosji w Polsce Aleksander Aleksiejew uznał za stosowne zapowiedzieć, że Rosja zażąda ekstradycji Ahmeda Zakajewa - przedstawiciela Czeczeńskiej Republiki Iczkeria, co do którego Federacja Rosyjska ma ponoć „niepodważalne dowody” wskazujące na jego działalność terrorystyczną. Cóż, podobnym naciskom nie poddała się w 2002 roku ani Dania, ani w 2003 Wielka Brytania. Ta druga dodatkowo, po procesie stwierdzającym, że Zakajew (pełniący w tamtym okresie szereg funkcji przy prezydencie Maschadowie) nie może liczyć w Rosji na uczciwy proces a zeznania przeciw niemu mające dowodzić terrorystycznego zaangażowania zostały wymuszone torturami (jeden z głównych świadków Dukwar Duszujew odwołał swe rosyjskie zeznania), przyznała Zakajewowi na mocy Konwencji Genewskiej z 1951 r. polityczny azyl. Od tej pory Zakajew na podstawie dokumentu podróży może gościć w krajach będących sygnatariuszami Konwencji – również w Polsce.

Nie wiem, czy od tamtego czasu Rosja uzupełniła swe „niepodważalne dowody” a jeżeli tak, jakimi osiągnęła to metodami. Znając pomysłowość torturotwórczą wykazywaną przez funkcjonariuszy „aparatu” w tzw. obozach filtracyjnych, pewnie wyprodukowano trochę dodatkowych tomów zeznań o zbliżonej wiarygodności do tych, które wyrzucił do kosza kilka lat temu brytyjski sąd.

II. Kłamstwo drugie.

Kolejne oficjalne kłamstwo powtórzone przy okazji Kongresu przez rosyjskiego ambasadora, to stwierdzenie, jakoby ludobójstwo dokonywane przez Rosję na Kaukazie, przy haniebnym milczeniu świata, było fragmentem ogólnoświatowej batalii z międzynarodowym terroryzmem, szczególnie tym islamistycznym. Pan Aleksander Aleksiejew mówiąc, iż „Federacja Rosyjska prowadzi bardzo trudną walkę z terroryzmem międzynarodowym”, nie wspomniał skromnie o troskliwej hodowli islamistycznych wahabitów w podmoskiewskich obozach, skąd po pierwszej wojnie czeczeńskiej ruszyli znów podpalać Kaukaz, tym razem zgodnie z wytycznymi rosyjskich mocodawców, którym nieporęcznie było topić w morzu krwi niepodległość małego narodu, za to poręcznie było topić w morzu krwi „islamskich terrorystów” własnego chowu, zwłaszcza gdy ich morderczą famę opartą na Dubrowce i (zwłaszcza!) Biesłanie, wspomożono cyklem „służbowych” wysadzeń bloków mieszkalnych w Moskwie i Wołgodońsku, zakończonym fuszerką FSB w Riazaniu.

Ooo, takich strasznych islamistów należy, mówiąc Putinem, „topić w kiblu” więziennym obyczajem, gdyż niezwykle są niebezpieczni, o czym najlepiej wiemy, bo sami żeśmy ich werbowali i szkolili. A że ich radykalizm trafia w Czeczenii, gdzie dosłownie każdy doświadczył na własnej skórze mongolskich bestialstw rosyjskich sołdatów, na podatny grunt, to i lepiej. Im więcej „terrorystów”, tym szerszy krąg represji, tym bardziej będą pękały w szwach obozy koncentracyjne, pardon, „filtracyjne” i tym prędzej na Kaukazie zapanuje krwawy porządek.

III. Posłuchanie u ambasadora.

Tego typu kwestii na posłuchaniu u pana ambasadora, którym de facto była jego konferencja prasowa, nikt nie poruszał. Dziennikarska psiarnia doskonale wpasowała się w klimat „pojednania” i grzecznie robiła za stojaki do mikrofonów, by nie psuć wzajemnych relacji, klimatu i tego wszystkiego, nad czym tak w pocie czoła pracuje rząd i wreszcie „ich” Prezydent, po „pisowskiej” nocy w polsko - rosyjskich relacjach. Zresztą, czy można, czy godzi się w ogóle pytać o tak drażliwe kwestie Jego Ekscelencję? Tak bezceremonialnie, prosto w oczy? Znamy wszak tę rosyjską jakże specyficzną wrażliwość, tę delikatną duszyczkę, zawsze skorą do spazmów spod znaku „kim ty, kurwa, jesteś, żeby mnie pouczać?!” jak wdzięcznie przy okazji agresji na Gruzję Siergiej Ławrow upomniał Davida Milibanda za wtrącanie się w nie swoją strefę wpływów.

Wiadomo przecież, że tak nie można, że niegrzecznie, że dostojny Ambasador zaprzyjaźnionego mocarstwa gotów się jeszcze obrazić, co niechybnie zaszkodziłoby pojednaniu, wywołało zmarszczenie brwi u Ławrowa, a i w obozie „Polski jasnej” można narobić sobie takim nieodpowiedzialnym wyskokiem niezłych tyłów... Zwłaszcza po tym, jak Rosjanie wielkodusznie postanowili na nas nie krzyczeć za tę chryję pod pomnikiem krasnoarmijców w Ossowie... Lepiej nie przeciągać struny... A zresztą, po co komu ta niepodległa Czeczenia? Albo, powiedzmy sobie wprost – niepodległa Gruzja i wieczne awantury gdzieś na końcu świata? Lepiej już wysłuchać grzecznie, co pan ambasador jest łaskaw nam zakomunikować i wrócić do jakże twórczej analizy skandalicznych, niedopuszczalnych i generalnie obrzydliwych wypowiedzi i działań Jarosława Kaczyńskiego.

Oczywiście, wszystko dlatego, że jesteśmy dobrze wychowani, konstruktywni i pragmatyczni, a nie dlatego, że stajemy się w ekspresowym tempie jakimś tam kondominium...

IV. Czy dorównamy Danii?

Gdyby polskie władze zdecydowały się pod naciskiem Rosji z którą nawet nie mamy dwustronnej umowy o ekstradycji wszcząć wobec Zakajewa jakieś procedury tylko na podstawie Europejskiej Konwencja o Ekstradycji z 1957 r. na którą ma zamiar powołać się strona rosyjska (Polska przystąpiła do niej w 1993 r.) i to w sprawie, która została już osądzona (przypomnę – rok 2003, Wlk Brytania), byłby to kolejny dowód (m.in. po śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej i umowie gazowej) na naszą polityczną wasalizację. Przypomnę, że Zakajew tylko w tym roku odwiedził już Polskę trzy razy, czego Rosja jakoś „nie dostrzegła”...

W 2002 roku potrafiła postawić się Rosji maleńka Dania (odbywał się tam wówczas podobny kongres Czeczenów), czym zresztą wprawiła władze Federacji Rosyjskiej, jak i samych Rosjan w stan furiackiej lewitacji. Pamiętam, że Krystyna Kurczab – Redlich opisując reakcje „zwykłych Rosjan” wspominała o postawie typu: jak taki maleńki kraik śmiał się przeciwstawić naszemu mocarstwu? Szok, niedowierzanie, oburzenie, wściekłość na bezczelność i tupet jakiejś tam Danii. Słowem - nieprzekraczalna bariera cywilizacyjno - kulturowa w postrzeganiu praworządności, stosunków międzynarodowych i suwerenności, połączona ze ślepotą na bestialstwa rosyjskiej armii na Kaukazie...

Tymczasem, reakcja polskich władz na oświadczenie Aleksandra Aleksiejewa jest niepokojąco chwiejna. Niby nie, ale może jednak tak, a w ogóle to zawiadomimy KG Policji i „będziemy się przyglądać” Kongresowi...

Pytanie na dziś: czy Polska będzie miała cojones, tak jak osiem lat temu miała je Dania, czy też może przehandluje Zakajewa, jak spekuluje Włodzimierz Marciniak (sowietolog z polsko rosyjskiej grupy d/s trudnych), w zamian za jakieś obietnice w sprawie smoleńskiego śledztwa?

Gadający Grzyb

P.S. 1 Małe przypomnienie – współczesne walki o niepodległość Czeczenii nie są wynikiem jakiejś irracjonalnej rebelii. Stanowią kontynuację bojów toczonych od czasów Piotra I. Logiczną kontynuacją niemal 300 letniej batalii o niepodległość był więc fakt, że po rozpadzie ZSRR Czeczenia po prostu odmówiła przystąpienia do nowo powstającej Federacji Rosyjskiej.

P.S. 2. Linki:

Monografia stosunków rosyjsko – czeczeńskich: http://www.sciesielski.republika.pl/czeczenia/

Niektóre moje teksty o tematyce rosyjskiej:

http://niepoprawni.pl/blog/287/o-rosyjskiej-duszy

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza


http://www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

http://niepoprawni.pl/blog/287/nowa-zimna-wojna

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl