Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowoczesna Teoria Pieniądza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowoczesna Teoria Pieniądza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2019

Ludzka polityka monetarna

Mamy do czynienia z patologiczną sytuacją – bank centralny nie ma prawa finansować bezpośrednio rządu, ale wpompowywać pieniądze do sektora finansowego – już tak!

W ubiegłotygodniowym felietonie zarysowałem pokrótce koncepcję „luzowania ilościowego dla ludzi” (Quantitative Easing for People) zakładającą, iż pieniądze, które w ramach luzowania ilościowego trafiały dotąd bezproduktywnie do sektora finansowego, napędzając jedynie kolejną falę spekulacji, powinny trafić do gospodarki realnej – w formie inwestycji, bądź bezpośrednio do kieszeni obywateli. Teoretycznie jest to jak najbardziej wykonalne – bo skoro banki centralne tak czy inaczej kreują „z niczego” świeży pieniądz, by za jego pomocą wykupywać obligacje i inne papiery wartościowe, to równie dobrze mogą decydować gdzie ów pieniądz trafi. Byłoby to zresztą w pełni zgodne zarówno z ideą pieniądza suwerennego, jak i Nowoczesną Teorią Monetarną (MMT – Modern Money Theory), które legły u podstaw luzowania ilościowego w jego obecnym kształcie. Na przeszkodzie jednak stoi obecny „ustrój” finansowy, który jest – nie zawaham się tego nazwać wprost – systemem bandyckim.

W czym rzecz? Ano w tym, że we współczesnym świecie standardem jest zakaz finansowania potrzeb budżetowych bezpośrednio przez banki centralne. Przykładowo, art. 123 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (tzw. Traktat Lizboński) głosi, iż „Zakazane jest udzielanie przez Europejski Bank Centralny lub banki centralne Państw Członkowskich, zwane dalej »krajowymi bankami centralnymi«, pożyczek na pokrycie deficytu lub jakichkolwiek innych kredytów instytucjom, organom lub jednostkom organizacyjnym Unii, rządom centralnym, władzom regionalnym, lokalnym lub innym władzom publicznym, innym instytucjom lub przedsiębiorstwom publicznym Państw Członkowskich, jak również nabywanie bezpośrednio od nich przez Europejski Bank Centralny lub krajowe banki centralne ich papierów dłużnych”. Podobny zapis mamy w naszej konstytucji: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa” (art. 220 p.2).

Cóż to oznacza w praktyce? Otóż zapisy te zmuszają rządy do zadłużania się na rynkach finansowych – krajowych i zagranicznych. Pół biedy, jeśli czynią to we własnej walucie, ale nader często w grę wchodzi również o wiele groźniejsze zadłużenie w walutach obcych. Skutek jest taki, że całe państwa siedzą w kieszeni globalnej oligarchii finansowej, która prawem kaduka zyskała monopol na kredytowanie długu publicznego pod zastaw przyszłych dochodów obywateli (podatków). Jednocześnie rządy i banki centralne mogą skupować obligacje na rynku wtórnym – czyli najczęściej odkupywać je od instytucji finansowych (na tym wszak polega wspomniane luzowanie ilościowe). Mamy zatem do czynienia z patologiczną sytuacją – bank centralny nie ma prawa finansować bezpośrednio rządu, ale wpompowywać pieniądze do sektora finansowego – już tak! Na dodatek, dzięki systemowi rezerwy cząstkowej, banki mogą kreować pieniądze jednym „kliknięciem”, zatem są w stanie kupić w ten sposób praktycznie „bezkosztowo” rządowe obligacje, by potem zarabiać na oprocentowaniu. Czarno na białym wykazał to prof. Richard A. Werner w omawianej na tych łamach pracy „Stracone stulecie w ekonomii. Trzy teorie i niezbity dowód”. Więcej – zagraniczne waluty za które rzekomo „kupiono” obligacje przeważnie nie trafiają fizycznie do krajów przeznaczenia. Stanowią one jedynie wirtualny przelicznik, na podstawie którego kraj „sprzedający” obligacje może wyemitować ich ekwiwalent we własnej walucie. Innymi słowy – rządy poprzez obligacje kupują na rynkach „prawo” do wydrukowania pieniądza. Nota bene, spłata zadłużenia musi nastąpić w walucie w jakiej się pożyczało (np. dolary, euro), co jako żywo przypomina niesławny mechanizm „kredytów” frankowych – tyle, że w megaskali. Paranoja. Nic dziwnego, że George Soros wyznał w przypływie szczerości, że dług publiczny jest podstawą funkcjonowania rynków finansowych.

Warto przypomnieć, że obecnie to banki komercyjne odpowiadają za kreację przytłaczającej większości pozostającego w obiegu pieniądza, podczas gdy zgodnie z konstytucją jedynym emitentem winien być bank centralny. Krótko mówiąc – banki fałszują pieniądz na masową skalę. Taka „polityka monetarna” jest nieludzka, wtrąca bowiem kolejne pokolenia podatników w spiralę niespłacalnego zadłużenia, czyniąc ich de facto niewolnikami globalnego kapitału. Najlepiej byłoby oczywiście odejść od tego łupieżczego systemu – ale nawet i w jego ramach jest furtka, pozwalająca na wprowadzenie „ludzkiej” polityki monetarnej. Wystarczy, że rząd „obdaruje” obligacjami obywateli – i wtedy bank centralny będzie mógł w majestacie prawa skupić te papiery dłużne z powstałego w ten sposób „rynku wtórnego” za żywą gotówkę, przeprowadzając „luzowanie ilościowe dla ludzi” i wpuszczając pieniądz bezpośrednio do realnej gospodarki. Oczywiście, istnieje ryzyko inflacji – lecz tu wystarczyłoby zastosować progi ostrożnościowe, na wzór tych już obowiązujących w odniesieniu do długu publicznego. Tylko na czym wtedy zarabialiby finansowi grandziarze?


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Luzowanie ilościowe dla ludzi

Ekonomia „króla Albanii”

Nowoczesna teoria pieniądza

BDP, czyli dywidenda obywatelska

O wypłukiwaniu pieniędzy z powietrza

Wirtualny pieniądz i realny dług


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 06 (08-14.02.2019)

niedziela, 20 stycznia 2019

Ekonomia „króla Albanii”

Nie ma niczego, co mogłoby powstrzymać rząd federalny przed wykreowaniem takiej ilości pieniądza, jakiej potrzebuje, by komuś zapłacić” - Allen Greenspan.

Kiedy niemal równo rok temu przedstawiałem na tych łamach podstawowe założenia Nowoczesnej Teorii Pieniądza (GF nr 04/2018) w najdzikszych snach nie podejrzewałem, że temat wedrze się przebojem do publicznej agendy w tak... hmm, powiedzmy, że niecodziennych okolicznościach. Jak zapewne państwo wiedzą, przyczyną zamieszania stał się internetowy manifest Pawła Mikołajuwa, znanego szerzej jako Popek i „król Albanii”. Ów raper i zawodnik MMA pod koniec ubiegłego roku ogłosił powołanie partii „Młoda Polska”, co wówczas można było odebrać jako oryginalny happening. Jednak niedawno Popek w kolejnym wystąpieniu nagranym przed Ministerstwem Finansów oznajmił, że podstawą programową jego ugrupowania będzie Modern Money Theory (MMT), czyli właśnie Nowoczesna Teoria Pieniądza (względnie – Nowoczesna Teoria Monetarna). Na dodatek udało mu się pozyskać do współpracy głównego przedstawiciela tego nurtu, czyli Warrena Moslera. Tu już robi się poważniej, bowiem monetarne koncepcje Moslera od lat zdobywają konsekwentnie przyczółki na amerykańskich uniwersytetach i z niszowej ciekawostki stają się pełnoprawnym elementem ekonomicznej debaty. Więcej – tzw. luzowanie ilościowe praktykowane przez FED jako odpowiedź na globalny kryzys z roku 2008 nawiązuje w znacznym stopniu właśnie do MMT, a zatem przynajmniej część założeń Nowoczesnej Teorii Pieniądza znalazła praktyczne zastosowanie.

Przypomnę pokrótce o co chodzi. Otóż Modern Money Theory wywodzi się z tzw. chartalizmu głoszącego, że pieniądz jest wytworem państwa, a jego powszechność wynika z obowiązku uiszczania w nim podatków. Nie ma wartości sam w sobie – jest jedynie jej miernikiem sankcjonowanym przez państwo, które jest zarazem jedynym jego źródłem. Dodam, że takie stanowisko bliskie jest idei pieniądza suwerennego, wg której to państwo winno być wyłącznym emitentem waluty, zaś banki komercyjne co najwyżej jej dystrybutorem. Jak wiemy, dziś dominuje inny model, w którym to banki udzielając kredytu tworzą pieniądz „z niczego” dzięki systemowi rezerwy cząstkowej, czego rezultatem jest stan w którym większość znajdujących się w obiegu pieniędzy jest efektem bankowej kreacji. Zwolennicy MMT i pieniądza suwerennego twierdzą zaś, że przywilej kreacji „ex nihilo” winien przysługiwać jedynie państwu.

Idźmy dalej. Konsekwencją takiego podejścia jest postawienie na głowie tradycyjnego poglądu, wedle którego budżet państwa żeby zaspokoić potrzeby musi wpierw pozyskać pieniądze w formie podatków lub emitując obligacje, czyli zadłużając się. Pada tu często porównanie do gospodarstwa domowego – nie można wydawać więcej niż się zarabia i pożyczać więcej, niż jest się w stanie oddać. Tymczasem, nic z tych rzeczy – państwo może bowiem (w przeciwieństwie do zwykłych ludzi) „drukować” pieniądze (czy po prostu dopisywać je sobie do rachunku) potencjalnie bez ograniczeń i w ten sposób finansować sektor publiczny bądź stymulować gospodarkę. Warren Mosler używa tu obrazowego porównania z operatorem tablicy podczas meczu koszykówki, któremu nie mogą skończyć się cyfry – podobnie bankowi centralnemu nie mogą skończyć się pieniądze. Wtóruje mu Allen Greenspan, mówiąc iż „nie ma niczego, co mogłoby powstrzymać rząd federalny przed wykreowaniem takiej ilości pieniądza, jakiej potrzebuje, by komuś zapłacić”.

Jak łatwo jednak zauważyć, nad MMT wisi widmo nadmiernej inflacji. I tu do głosu dochodzą dwa instrumenty – podatki i obligacje. W Nowoczesnej Teorii Monetarnej podatki nie służą bowiem do napełniania budżetu państwa – ten, rząd może sobie „zapełnić” kreując pieniądz. W MMT podatki to po prostu instrument kontroli ilości pieniądza w obiegu – jego nadmiar jest za ich pomocą ściągany z gospodarki i w momencie uiszczenia zobowiązania ulega „zniszczeniu”. Podobnie rzecz się ma z obligacjami – skłaniając obywateli do oszczędzania w obligacjach, rząd również „kasuje” nadmiarowy pieniądz. Co ważne, państwo w takim ujęciu nie może zbankrutować – pod warunkiem, że zadłuża się we własnej walucie. A zatem, wszystko zależy tu od zdrowego rozsądku. Na marginesie, warto zauważyć, że gigantyczne „luzowanie ilościowe” nie doprowadziło do nadmiernej inflacji.

No dobrze, powiedzą sceptycy – ale oddać władzę nad pieniądzem nieodpowiedzialnym politykom? Cóż, ujmę to tak – w tej chwili analogiczną władzę ma sektor finansowy, który już pokazał co potrafi doprowadzając do krachu w 2008 r. Czy aby na pewno politycy byliby mniej odpowiedzialni niż banda spekulantów pompująca kolejne „bańki”? Na dodatek, w przypadku katastrofy przynajmniej byłoby wiadomo, kogo należy postawić pod ścianą – szefa banku centralnego, premiera, ministra finansów... Poza tym, w system można wmontować bezpieczniki, powierzając stosowne kompetencje autonomicznym podmiotom – w Polsce np. NBP czy Radzie Polityki Pieniężnej, która również i dziś pełni rolę regulatora, ustalając stopy procentowe. Tak więc, mimo zasygnalizowanych tu niebezpieczeństw, nie skreślałbym lekką ręką MMT jako ekonomicznej „herezji”.

Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Nowoczesna Teoria Pieniądza


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 02 (14-21.01.2019)

niedziela, 28 stycznia 2018

Nowoczesna Teoria Pieniądza

rząd nie potrzebuje do wydatkowania uprzedniej wpłaty podatku i nie jest ograniczony w swoich wydatkach wpływem z podatków, ponieważ to rząd tworzy pieniądz „at will” (dowolnie)

Co było pierwsze – jajko, czy kura? To odwieczne zagadnienie nasunęło mi się w związku z zeszłotygodniowym felietonem dotyczącym BDP, czyli Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego, który wolę określać mianem „dywidendy obywatelskiej”. Postawiłem tam tezę, że jedynym racjonalnym argumentem przeciw wprowadzeniu tego rozwiązania jest groźba bankructwa finansów publicznych, niezdolnych do udźwignięcia takiego ciężaru. Tyle, że... wszystko zależy od punktu widzenia. Obecnie powszechnie przyjmowany jest pogląd, że państwo finansuje swoje wydatki ze ściąganych podatków, ewentualnie zadłużając się, które to zadłużenie i tak w jakiejś perspektywie czasowej musi spłacić podatkami swoich obywateli, bądź zaciągając kolejne długi i „rolując” stare. A więc – „kura”, czyli budżet państwa, potrzebuje do wyklucia się „jajka” w postaci „zewnętrznych” źródeł finansowania. Tak jest np. w przypadku programu „Rodzina 500+” na który pieniądze znalazły się w dużej mierze dzięki poprawie ściągalności danin publicznych. A gdyby tak podejść do sprawy inaczej? Wszak, przynajmniej w teorii, to właśnie państwo poprzez bank centralny jest emitentem waluty. A zatem NAJPIERW dochodzi do kreacji pieniądza, który jest następnie ściągany z rynku pod postacią podatków. Innymi słowy, trzymając się początkowego dylematu, to jednak państwowa „kura” wpierw musi znieść „jajko” - czyli pieniądz.

Takie postawienie sprawy charakterystyczne jest dla Nowoczesnej Teorii Pieniądza (NTP, w oryginale – Modern Money Theory, MMT), która od kilku ładnych lat konsekwentnie wydobywa się z ekonomicznej niszy (w USA głównym ośrodkiem naukowym NTP jest Levy Institute) i coraz częściej gości na opiniotwórczych salonach – niestety, nie w Polsce, choć w internecie dostępne jest opracowanie prof. Tomasza GruszeckiegoProblemy z rozumieniem współczesnego pieniądza” do którego (m.in.) będę odwoływał się w niniejszym felietonie. Ten wielowątkowy nurt zasadza się m.in. na idei „chartalizmu” (od łac. „charta” - znak, symbol) i głosi, że pieniądz jest środkiem transakcji narzuconym przez państwo, które zarazem jest jedynym jego źródłem. Nie ma wartości sam w sobie, co najwyżej może być jej miernikiem, a jego powszechność wynika z przymusu uiszczania w nim podatków. A zatem pieniądz jest we współczesnym świecie z gruntu umownym papierkiem (Fiat Money), gwarantowanym przez rząd. Jest też zarazem zobowiązaniem IOY (I Owe You) np. podatkowym, które znika wraz z uiszczeniem daniny. Więcej – po zapłaceniu podatku „znika” również sam pieniądz.

Idąc dalej – emitowane przez rząd pieniądze („pieniądz zewnętrzny” - outside money) rozchodzą się po gospodarce, obsługują ją i wracają w postaci podatków. Dopiero na ich podstawie banki kreują poprzez kredyty „pieniądz wewnętrzny” („inside money”), również mający charakter zobowiązania IOY.

Co z powyższego wynika? Ano to, że państwo nie jest co do zasady ograniczone jeśli chodzi o emisję pieniądza. Deficyt, czyli sytuacja, gdy państwo więcej wydaje niż ściąga w podatkach oznacza zarazem zasilenie krajowej gospodarki – rządowe „pasywa” są zarazem „aktywami” sektora prywatnego. Z kolei nadwyżka oznacza, że rząd ściągnął więcej pieniądza, niż „wpuścił” go do gospodarki. A zatem rząd nie jest od gromadzenia pieniędzy, lecz od ich wydawania. Co więcej – dopóki rząd zadłuża się we własnej walucie, nie może zbankrutować. Problem pojawia się dopiero przy zadłużaniu się w walutach obcych. Prof. Gruszecki pisze: „wbrew potocznym przekonaniom, rząd nie potrzebuje do wydatkowania uprzedniej wpłaty podatku i nie jest ograniczony w swoich wydatkach wpływem z podatków, ponieważ to rząd tworzy pieniądz „at will” (dowolnie)”.

Oczywiście wszystko powyższe podlega prawidłom zdrowego rozsądku – należy chociażby unikać nadmiernej inflacji, choć i tu w gestii państwa pozostają środki zaradcze. „Nawis inflacyjny” można ściągnąć w postaci podatków, czy emitując obligacje, skłaniając ludzi do zamiany gotówki na papiery wartościowe. Jeżeli jednak założenia MMT dobrze opisują rzeczywistość ekonomiczną, to dług publiczny i deficyt stają się nie tyle ograniczeniami, co instrumentami kreowania polityki gospodarczej – nie jest więc tak, że „nie da się” sfinansować potrzeb.

Podkreślmy jeszcze raz podstawowy aspekt: rząd musi zadłużać się we własnej walucie, bo wtedy to właśnie w niej może spłacać zobowiązania. Gdy mamy do czynienia z taką sytuacją, to możemy mówić o „pieniądzu suwerennym”. Doskonałym tego przykładem jest polityka finansowa Stanów Zjednoczonych – zresztą, to właśnie na bazie obserwacji amerykańskich realiów sformułowano MMT. Dlaczego Rezerwa Federalna mogła sobie pozwolić na „luzowanie ilościowe”? Ano, właśnie dlatego: bo skupowane obligacje opiewały na dolary. Innym przykładem może być Japonia – kraj z gigantycznym długiem, lecz emitowanym w jenach i znajdującym się w ogromnej większości w rękach japońskich inwestorów.

A wniosek dla nas? Trzymajmy się złotówki. Nigdy nie wiadomo, do czego może nam się przydać.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

BDP, czyli dywidenda obywatelska

Wirtualny pieniądz i realny dług

Ukrócić bankową kreację pieniądza


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 04 (26.01-01.02.2018)