Jak głęboko
Kościół i hierarchowie gotowi są ugiąć się przed udającym „dialog”
dyktatem wrogów katolicyzmu?
I.
Ks. prof. Guz na celowniku
Wygląda
na to, że lewactwo idzie za ciosem i postanowiło konsekwentnie tropić
„nie-lewomyślnych” kapłanów – szczególnie tych
znajdujących szeroki odzew wśród wiernych. Niewątpliwie skrzydeł
wrogom Kościoła dodały niedawne sukcesy, takie jak doprowadzenie do
nałożenia przez bp. Jana Tyrawę zakazu wypowiedzi na tematy
polityczne na ks. prałata Romana Kneblewskiego, czy wcześniejsze
„wypchnięcie” z kapłaństwa ks. Jacka Międlara. Tym
razem pod lupę wzięto ks. prof. Tadeusza Guza.
Dla
tych z Państwa, którzy nie wiedzą kto zacz, przedstawię na początek
garść informacji. Ks. prof. Tadeusz Guz z wykształcenia jest
teologiem (1984, KUL) oraz filozofem (1989, KUL). Doktoryzował się w
1996 r. na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (dziś
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) – tam też w 2001 r.
zrobił habilitację. Tytuł profesorski z rąk prezydenta Andrzeja Dudy
odebrał w 2017, wcześniej otrzymał tytuł profesora zwyczajnego na
niemieckiej Gustav-Siewerth-Akademie,
gdzie wykładał i w latach 2001-2003 był dziekanem Wydziału Filozofii.
Autor szeregu publikacji w językach polskim i niemieckim, wykłada na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Przeciwnik
lewicowych filozofii i ideologii – m.in. postmodernizmu,
marksizmu i heglizmu. Przyjaciel Radia Maryja. W internecie
dostępnych jest szereg jego wykładów i prelekcji nieodmiennie
gromadzących licznych słuchaczy.
Na celowniku lewicy
i okołokościelnych liberałów znalazł się z dwóch powodów –
miażdżącej krytyki protestantyzmu oraz obnażania intelektualnych
błędów i mielizn różnych modernistycznych prądów, czynionego m.in. z
punktu widzenia chrześcijańskiej antropologii. Jak widać, ktoś taki
nie mógł być przez siły postępu tolerowany, tym bardziej, że zaczął
przyciągać coraz liczniejsze audytorium, któremu – co ważne –
wykładał skomplikowane zagadnienia filozoficzne i teologiczne
zrozumiałym językiem. Przystąpiono do kontrofensywy.
II.
Młot na „ekologów”
Na
początek odnotujmy najnowszą burzę wokół ks. prof. Guza. Otóż 13 maja
wziął udział w zorganizowanej przez Ministerstwo Środowiska oraz
związaną z Radiem Maryja Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej
w Toruniu konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”
z udziałem m.in. min. Jana Szyszko i o. Tadeusza Rydzyka. Wygłosił
tam stosunkowo krótką (ok. 25 min.) prelekcję pt. „Filozoficzna
analiza ideologicznych podstaw animalizacji człowieka i humanizacji
zwierząt i drzew” w której, jak to się dziś mawia,
„zmasakrował” ideologię ekologizmu.
Piszę „ekologizmu”, ponieważ tradycyjnie rozumiana
ekologia jest dyscypliną naukową, to zaś co obecnie jest głoszone
przez „ekologicznych” aktywistów („ekologistów”)
jest podszywającą się pod naukowy obiektywizm ideologią. I właśnie
coś w tym guście przedstawił słuchaczom w swym wystąpieniu ks. prof.
Guz, nazywając ekologię „ateistycznym,
materialistycznym i nihilistycznym neokomunizmem”,
„animalizującym”
człowieka (czyli sprowadzającym go do poziomu zwierząt), za to
„humanizującym” zwierzęta i rośliny. „Ta
ideologia – i mówię to z całkowitą odpowiedzialnością –
jest odmianą zielonego nazizmu”
- powiedział, zarzucając współczesnemu „ekologizmowi”
dążenie do degradacji człowieka. Nagranie dostępne jest na You Tube
na profilu „Naszego Dziennika” - zachęcam do wysłuchania.
Dla
każdego myślącego zdroworozsądkowo człowieka obserwującego
działalność organizacji „ekologicznych” słowa ks. prof.
Guza są oczywistością. To
w ich kręgach wsparcie znajdują m.in. projekty depopulacyjne, to ich
domeną jest generalnie traktowanie człowieka i jego aktywności w
kategoriach zagrożenia dla „planety”, to oni wreszcie
promują neopogańskie z ducha postrzeganie Ziemi jako istoty żywej -
„Gai”.
Słowem, ideologia „ekologizmu” jest zaprzeczeniem
chrześcijańskiego personalizmu, a w konfrontacji wartości człowiek –
przyroda, „ekologiści” zawsze opowiedzą się przeciw
człowiekowi. Nic więc dziwnego, że ksiądz profesor uznał, iż
„zieloni” posuwają się dalej niż III Rzesza – bo
naziści przynajmniej uznawali prawo do istnienia germańskiej „rasy
panów”.
W
odpowiedzi rozległ się skowyt oburzenia do którego – jakże by
inaczej – czynnie włączyła się „Wyborcza”,
produkując na łamach swojego lubelskiego dodatku stosowny artykuł.
Jak dowiadujemy się z niego, 100 osób (aktywistów ekologicznych,
„ludzi kultury” itp.) skierowało na ręce rektora KUL ks.
prof. Antoniego Dębińskiego list
otwarty w którym domagają się odsunięcia ks. prof. Guza od zajęć ze
studentami.
Szczególnym oburzeniem zapałał Radosław Gawlik ze Stowarzyszenia
Ekologicznego EKO-UNIA – były poseł i wiceminister środowiska w
rządzie Jerzego Buzka - zarzucając ks. Guzowi poglądy
„dyskredytujące” go z wykładania na uczelni. W samym
liście zaś koronnym zarzutem jest dyżurny „argument”
lewactwa – czyli „mowa nienawiści”. Słowem, mamy do
czynienia z typową dla lewaków próbą założenia cenzorskiego knebla.
Co
gorsza, Lidia Jaskóła, rzecznik prasowy KUL, złożyła oświadczenie w
którym oznajmiła, iż stwierdzenia ks. prof. Guza „szkodzą
dobremu imieniu uniwersytetu”, a sam ks. profesor zostanie
zobowiązany do przeprosin.
III.
O protestantach dobrze, albo wcale
To
nie pierwsze szykany, jakie spotykają księdza profesora. Już
w marcu tego roku został „poproszony” przez swych
przełożonych o nie wypowiadanie się publiczne na temat reformacji,
której ks. prof. Guz jest zdecydowanym krytykiem
– w szczególności luteranizmu jako źródła wszystkich
późniejszych nurtów protestantyzmu. Lutrowi
zarzuca m.in. traktowanie swej nauki jako „sądu samego Boga”,
której nie może ktokolwiek oceniać, „również wszyscy
aniołowie”. Więcej – to siebie ustanawia „sędzią
aniołów”, jako ten, przez którego przemawia Bóg („I
kto nie przyjmie mojej nauki, ten niech nie zostanie błogosławionym.
Ponieważ moja nauka jest boską, a nie moją. Dlatego mój sąd jest
także boskim, a nie moim”).
Idąc
dalej, ks. prof. Tadeusz Guz podnosi, iż protestanci zagubili różnicę
między Bogiem a stworzeniem,
albowiem wg Lutra wszystko, co zostało stworzone jest „sposobem
istnienia boskości”. Bóg zaś w ujęciu luterańskim nie jest od
początku doskonałym bytem i Kreatorem, lecz w jego miejsce „pojawia
się fałszywa idea mówiąca o tym, że Bóg rozwija siebie permanentnie,
stwarza Siebie ciągle dalej na drodze ewolucji”.
Jest
to, jak zaznacza ksiądz profesor, „karykatura boskości”
wedle której „Pan
Bóg jest niedoskonały i musi się wiecznie z pomocą czasu, przestrzeni
i całego wszechświata rozwijać"
– co jest „herezją totalną”.
No i wisienka na torcie, czyli komentarz Lutra do Księgi Psalmów:
„Zanim
Bóg stał się Bogiem, musiał najpierw stać się szatanem”.
W rezultacie, dla katolików protestanci mogą być braćmi jedynie na
płaszczyźnie człowieczeństwa, albowiem z taką herezją „nie ma
żadnego pomostu”. Logiczną
konsekwencją jest więc, że wszelki „dialog” z
protestantami jest zasadny jedynie wówczas, gdy ma na celu powtórne
przyciągnięcie ich do Kościoła.
To
tylko krótki wyimek obnażający fałszywe nauki protestantyzmu w ujęciu
ks. prof. Guza. Jak łatwo się domyślić, takie słowa w obliczu
obchodów 500-lecia reformacji, w które zaangażowali się również
kościelni hierarchowie z samym papieżem Franciszkiem na czele,
musiały napytać ks. Guzowi biedy. Nie dziwi również, że cieszący się
popularnością wśród innowierców portal „ekumenizm.pl”
wyraził radość, iż „kaznodzieja nienawiści” został
„tymczasowo uciszony”, sugerując, że stało się tak
wskutek „oczekiwań
strony luterańskiej podnoszonych podczas wspólnych spotkań na wysokim
szczeblu”.
Mamy
zatem ponury paradoks – Kościół oficjalnie bierze udział w
rocznicy tragicznego rozłamu, niebezpiecznie przypominającej radosną
fetę, zaś duchowny wzywający do opamiętania zostaje „uciszony”.
Powstaje pytanie – jak głęboko Kościół i hierarchowie gotowi są
ugiąć się przed udającym „dialog” dyktatem wrogów
katolicyzmu? Odnoszę bowiem wrażenie, że doszliśmy do ściany za którą
jest już tylko bezwarunkowa kapitulacja.
Gadający
Grzyb
Notek
w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Artykuł
opublikowany w tygodniku „Warszawska
Gazeta” nr 23 (09-15.06.2017)