Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 201

Wyborczej” puściły ostatnie hamulce – trzeba stwierdzić, że w tej kampanii nieodwołalnie sięgnęła dna. Najpierw odpaliła temat jakiejś niezrównoważonej mitomanki i stalkerki nagabującej w internecie prezydenta Dudę. Takich rzeczy się po prostu nie robi - chociażby dlatego, że udzielając takiej osobie miejsca na łamach jedynie utwierdza się ją w urojeniach, a konsekwencje tego mogą być nieobliczalne. Potem „gazownia” przystąpiła do lansowania damskiego boksera, którego jakoby bez powodu pogryzła mecenas Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Tu też „nie pykło”, bo rzekomy bohater okazał się być agresywnym trollem, a ślady ugryzienia po wewnętrznej stronie przedramienia ewidentnie wskazują, że to on był agresorem (takie obrażenia charakterystyczne są dla sprawców napaści). Wreszcie, rzecz bodaj najbardziej obrzydliwa – czyli atak na żonę Zbigniewa Ziobry przypuszczony z wykorzystaniem doniesień gangusa „Brody” - osobnika wielokrotnie przyłapanego na konfabulacjach i pozbawionego statusu świadka koronnego, oraz „rewelacji” Zbigniewa Stonogi – postaci co do której jest tylko jedna niewiadoma: która konkretnie służba trzyma nad nim „kryszę”. W tym ostatnim przypadku jako „dziennikarz śledczy” zabłysnął znany nam dobrze „cyngiel” Wojciech Czuchnowski, który sprowadził tym samym swą dziennikarską (i każdą inną) wiarygodność poniżej zera. Czuchnowskiemu wróżę przyszłość w show-businessie - w charakterze scenarzysty kolejnych gniotów Patryka Vegi. Zaraz, napisałem, że „Wyborczej” puściły hamulce? Po namyśle odwołuję – sądząc po wylewającej się z łamów zawartości wnoszę, że Czerskim gremialnie puściły zwieracze.


*

A tak nawiasem – widzieli Państwo w necie kampanijne zdjęcia pani Turczynowicz-Kieryłło? Jak rany, dlaczego to nie ona kandyduje? Normalnie, żeby na nią zagłosować dałbym sobie rękę... odgryźć.


*

Tymczasem w Sejmie tradycyjna małpiarnia – czyli debata i spec-ustawa przeciw koronawirusowi! Wszystko w oparach teorii spiskowych, że rząd utajnia obecność rzeczonego bakcyla w Polsce – lub alternatywnie – że nic nie robi, a jak już robi, to po to, by wprowadzić „antykoronawirusową” ustawą stan wojenny. Hm, stan wojenny to może nie – ale obowiązkową kwarantannę na Sejm chętnie bym nałożył. Może przez kilka tygodni wyparowałyby z tych zaczadzonych łbów różne miazmaty. Ewentualnie, mogłoby się okazać, że wszyscy posłowie zmienili się w zombi – a wtedy wystarczyłoby zrzucić jakąś bombkę i kraj odetchnąłby z ulgą.


*

Swoją drogą, uchwalanie specjalnej ustawy przeciw wirusowi to genialny pomysł. Ktoś musiał nad tym długo myśleć. Widać, że europeizujemy się w stachanowskim tempie – przypomina to wypisz-wymaluj dumne obwieszczenie Michała Boniego po zamachach we Francji i Brukseli, że Parlament Europejski pracuje pełną parą nad dyrektywą przeciwko terroryzmowi. Teraz pozostaje już tylko czekać, aż nasi posłowie zaczną w proteście przeciw koronawirusowi smarować kredą kwiatki na chodnikach.


*

Pandemia histerycznego zapalenia mózgów (bo to jest prawdziwa pandemią, a nie jakieś tam koronawirusy) nie omija nawet Kościoła. We Włoszech odwoływane są Msze św. i nabożeństwa. Cholera, od zawsze w czasach zarazy właśnie w kościołach wierni gromadzili się, by szukać duchowej pociechy i wymodlić odwrócenie plagi (co jest istotne choćby ze względów psychologicznych – z chorobą walczy nie tylko ciało, ale też i umysł, a nastawienie pacjenta bywa kluczowe dla sukcesu terapii) – ale tym razem nie! Teraz Kościół jest tak postępowy i „otwarty”, że... zamknie dla wiernych swe podwoje! I, co gorsza, nie słychać cienia sprzeciwu. Świadczy to nie tylko o upadku wiary wśród wiernych, ale przede wszystkim wśród duchowieństwa - szczególnie tego hierarchicznego, oscylującego tyleż wokół Krzyża, co wokół kultu św. Spokoju.


*

Tak przy okazji, ja już teraz wiem, kiedy skończy się epidemia koronawirusowej szajby – dokładnie dzień po wyborach. I to jest kolejny powód, by sprawę rozstrzygnąć już w pierwszej turze.


*

Ale jest i optymistyczna wiadomość – w Japonii na potęgę wykupują „polską wódkę”, którym to mianem określa się tam... nasz poczciwy Polmosowy „spirytus rektyfikowany”. A zatem, brawo my – cały świat stoi na progu kryzysu, podczas kiedy Polska spokojnie zwiększa swój eksport do kraju kwitnącej wiśni. Tylko, że samuraje jakby czegoś nie zrozumieli i zamiast stosować nasz hit eksportowy doustnie, myją nim ręce. Może producent kolejne partie trunku opatrzy etykietkami z instrukcją, że produkt przeznaczony jest do dezynfekcji wewnętrznej? Bo aż szkoda patrzeć na taką profanację i marnotrawstwo.


*

Z wiadomości kampanijnych. Robert Biedroń chciał sobie pojechać do Chin, bo z powodu epidemii potaniały wycieczki. Jak się pochwalił, wraz ze swoim Śmiszkiem zdążyli już obskoczyć 60 egzotycznych krajów i nie jest to ich ostatnie słowo. I wszystko byłoby super, gdyby tylko jakaś menda nie przypomniała mu, że trwa kampania wyborcza, a on przecież kandyduje na prezydenta – i to nie Chin, a Polski. I po tym samozaoraniu sztab Lewicy może spokojnie zwijać manatki, bo już wiadomo, że nic z tego nie będzie. Nie ma co - przewodniczący „Czao”, który wymyślił tego Jasia Wędrowniczka jako kandydata, to istny geniusz destrukcji.


*

Odbyła się konwencja wyborcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, na której kandydatka zaprezentowała się... jako orlica. Kto nie widział, ma szczęście, bo tego nie da się odzobaczyć. Z innych lepszych numerów – do odśpiewania hymnu wydelegowano 12-letnią kodziarską latorośl o imieniu... Brajanek. Szkoda, że nie w duecie z jakąś Dżesiką. Kurczę, i pomyśleć, że w tamtych kręgach w dobrym tonie jest toczenie beki z „Grażyn” i „Januszy”...


*

Kukiz zakłada partię! W ramach walki z partiokracją, oczywiście. Jak tłumaczy, ugrupowanie o nazwie K-15 (czemu nie AK-47? byłoby bardziej wystrzałowo) musiało powstać, gdyż „do ludzi nie docierało, że jestem odmiennym bytem”. Panie Pawle, jakby to ująć – w tym, że jest Pan „odmiennym bytem” wszyscy już dawno zdążyli się zorientować...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 10 (06-12.2020)

czwartek, 13 lutego 2020

Pod-Grzybki 192

i po Świętach. Pora wybudzić się ze stanu błogiej karpiozy i obezwładniającego aromatu mandarynek. Gdy piszę te słowa, jest wprawdzie jeszcze przede mną kusząca perspektywa sylwestrowych bąbelków, ale nie ma lekko – do roboty!


*

Ze świątecznych reminiscencji. Agorowy portal „Gazeta.pl” uznał za stosowne przypomnieć swoim lemingom, że – uwaga – post w Wigilię formalnie rzecz biorąc nie jest obowiązkowy. Rozumieją Państwo przesłanie? Generalnie to jesteśmy za weganizmem, ale w ten jeden, wyjątkowy dzień, żryjmy mięcho ile wlezie – na złość tej polskiej, kołtuńskiej, zaściankowej tradycji i na pohybel Kościołowi. Ot, bolszewicka dialektyka w działaniu.


*

Swoją drogą, miło wiedzieć, że na Czerskiej kultywują własne obrzędy. Otóż w starych, dobrych czasach, gdy w redakcji „Wyborczej” funkcjonowała jeszcze zakładowa stołówka dla pracowników (teraz już zlikwidowana w ramach cięć budżetowych, chlip, chlip), w dobrym tonie było zamawiać tam w piątki na obiad schabowego, natomiast o jajka na śniadanko proszono słowami: „poproszę dwa życia poczęte na miękko”. No i teraz zagwozdka – czy w czasach szalejącego ekologizmu tamtejsi funkcjonariusze dostają specjalną dyspensę na dni postne? Inaczej, jeszcze ktoś by ich pomylił z jakimiś katolami... Nic dziwnego, że tak nienawidzą tam Bożego Narodzenia – i na złość „moherom” wpychają w siebie „wigilijny pasztet”, wyjąc potępieńczo „Podmoskownyje wieczera”.


*

Sylwia Spurek w przedświątecznym wpisie: „Jak wiecie jestem / jesteśmy ateistami, ale okres poprzedzający Nowy Rok jest zawsze dla nas magiczny…”. Rozbierzmy to sobie na czynniki pierwsze. Wychodzi na to, że „ateistka” wierzy w jakąś bliżej niesprecyzowaną „magię” mającą charakteryzować „okres poprzedzający Nowy Rok”. Co więc robi w tym czasie? Lata na miotle i tańczy wokół buzującego kotła na Łysej Górze? Potwierdza się stara prawda, że człowiek, który nie wierzy w Boga, gotów jest uwierzyć w cokolwiek.


*

Ach, no i oczywiście rozległ się coroczny płacz nad ciężką dolą „cierpiących” karpi. Może więc przypomnę, tak dla porządku – ryby należą do tzw. kręgowców niższych, nie mają kory mózgowej, samoświadomości i nie odczuwają cierpienia tak jak ssaki. A ja, klasycznie – jak co roku kupiłem na rynku karpika, w domu sprawiłem, wypatroszyłem, oskrobałem – i na patelnię! Pychota... A weganom-zawistnikom niech ślina cieknie aż na podłogę.


*

Refleksja z facebookowego profilu „Sebizm Osiedlowo-Radykalny” (polecam) o tym, co by się stało, gdyby w dzisiejszych czasach Jezus narodził się w stajence: „w naszych czasach zaraz by do stajenki zjechały urzędniczki z MOPS-u i Dzieciątko poszłoby do bidula. I jeszcze by świętej rodzinie założyli niebieską (NIEBIESKĄ!) kartę”. A ja dodam od siebie, że na koniec „niezawisły sąd” pozbawiłby Maryję i Józefa praw rodzicielskich. I byłoby po Świętej Rodzinie.


*

A skoro o sądach mowa. Wzruszył mnie apel sędziego Igora Tulei z wiecu w obronie „wolnych sądów”: „Gdyby nas kiedyś zabrakło, mówcie swoim dzieciom, że były kiedyś wolne sądy...”. No więc, może spróbuję. Na przykład tak: „Dawno, dawno temu, w latach świetności krainy zwanej Trzecią Erpe, były sobie wolne sądy. Naprawdę wolne – wręcz najwolniejsze w całej Europie, co było przedmiotem dumy wszystkich orzekających w nich sędziów, których zresztą w przeliczeniu na liczbę mieszkańców też było niemal najwięcej w Europie – zupełnie jak niegdyś szlachty. Sędziowie ci mówili o sobie, że są „niezawiśli” - i to również była prawda, bo żaden z nich nigdy nie zawisł. Sądy te orzekały jak chciały i nikt nie ważył się podnieść na nie ręki. Broniły do upadłego „ludzi honoru”, takich jak ojcowie polskiej demokracji – Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski. Wyrokowały, kto jest „wybitnym obywatelem” i jako taki winien się cieszyć specjalnymi względami, jak Prezydent Lech Wałęsa. Stwierdzały, iż krytykowanie Adama Michnika jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Reprywatyzowały kamienice na rzecz kuratorów z pełnomocnictwami wystawionymi przez 120-latków z Wysp Hula-Gula. Zaklepywały egzekucje komornicze na sąsiadach dłużników, bo dłużnik-bankrut niczego przecież nie miał, natomiast sąsiad owszem – a dług, rzecz święta, ktoś przecież musi go spłacić. Uwalniały ofiary prowokacji, które nieopatrznie, w roztargnieniu, przyjęły worek z jakimiś pieniędzmi, których nigdy wcześniej nie widziały na oczy – a skazywały niecnych prowokatorów. I jeśli nawet któremuś z sędziów przypadkiem zaplątał się do rąk 50-złotowy banknot na stacji benzynowej, albo pendrajwy do kieszeni, albo części do wiertarki, albo dżinsy w sklepie, albo pęto kiełbasy wlazło na stoisku mięsnym w markecie do rękawa – to koledzy solidarnie bronili takiego nieszczęśnika przed przykrościami. Nic więc dziwnego, że mówili o sobie, iż są „zupełnie nadzwyczajną kastą ludzi”. Owa nadzwyczajna kasta pieczołowicie wybierała sobie młody narybek, kształtując adeptów na swój obraz i podobieństwo – uzupełniając w ten sposób swe szeregi z pokolenia na pokolenie, często wręcz w ramach sędziowskich dynastii założonych jeszcze w heroicznych czasach walki o umacnianie demokracji ludowej, gdy protoplaści rodów pobierali swe nauki w sławnej Szkole Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej pieszczotliwie „duraczówką”. Nabór ten dał plon stukrotny w trudnych czasach stanu wojennego, gdy trzeba było wykazać się poczuciem uświadomionej, dziejowej konieczności – i temu wyzwaniu nadzwyczajna kasta sprostała na całej linii, co w naturalny sposób predestynowało ją do odgrywania poczesnej roli również w Trzeciej Erpe. Piękne to były czasy... I komu to przeszkadzało? Aż przyszedł Jarosław Kaczyński, istny potwór – wargi u niego były sine, kły długie, włos zmierzwiony, wzrok dziki, suknia plugawa – i zniewolił sądy, które od tej pory gorzko płaczą w okowach reżimu, wyglądając brukselskiej odsieczy”. Ech, aż sam się rozrzewniłem – jak myślicie, może sędzia Tuleya powinien przeczytać tę umoralniającą opowieść na kolejnej demonstracji?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 01 (03-09.01.2020)

niedziela, 20 października 2019

Pod-Grzybki 182

Habemus Nobel! Szwedzka ekspozytura międzynarodowego lewactwa postanowiła wspomóc polskich ideowych pobratymców przyznając Oldze Tokarczuk swoją środowiskową nagrodę. Jak wiadomo, literackiego Nobla przyznaje się głównie za poglądy – oczywiście, jeśli laureat przy okazji potrafi pisać, to tym lepiej, ale nie jest to warunek konieczny. Podobnie z Noblem pokojowym – taki Barack Obama dostał go tylko za to, że nie jest Georgem W. Bushem. I nasze salony odczytały wyróżnienie trafnie, z miejsca ogłaszając, że jest to ICH noblistka. Ale cieszmy się i my, zawsze mogło być gorzej – przecież równie dobrze Nobla mogła dostać Nurowska.


*

Monika Olejnik rulez! Zarządziła, by odtąd każdy, bez względu na płeć, wiek, stan cywilny i umysłu – paradował mając przy sobie „zamiast lub obok torebki” książkę Olgi Tokarczuk: „spacerujmy po ulicach, parkach, lasach, sklepach, teatrach, kinach i stadionach oraz kościołach i innych miejscach – z książką! Z książką Olgi Tokarczuk”. Czytać na szczęście nie trzeba, co z niejaką ulgą przyjął min. Gliński. W związku z apelem, mam receptę na to, jak uchodzić za osobnika, jak to się mówi na salonach, „na pewnym poziomie” - oczytanego i inteligentnego światowca nadążającego za trendami: 1) kupujemy jakąkolwiek książkę Olgi Tokarczuk (niestety, w stwarzanie pozorów należy zainwestować); 2) wyginamy grzbiet książki, tak by wyglądała na czytaną; 3) ruszamy z nią w miasto zadawać szyku. A co, niech się chamy napatrzą, jak wygląda kulturalny człowiek!


*

Pewien problem może być z zabieraniem książki Olgi Tokarczuk do kina - przecież na sali podczas projekcji jest ciemno. Gdyby jednak Państwo zauważyli, jak w trakcie seansu ktoś uporczywie udaje, że czyta książkę Olgi Tokarczuk, należy zachować spokój – a po filmie dyskretnie się zbliżyć i poprosić o autograf. To zapewne będzie Monika Olejnik.


*

Bonus: gdy w kościele demonstracyjnie zaczniecie się modlić z książki Olgi Tokarczuk zamiast, jak te wsiowe mohery, z książeczki do nabożeństwa i ktoś zwróci wam uwagę – będziecie mogli odtąd zażywać męczeńskiej chwały jako ofiara prześladowań katolickiego ciemnogrodu. Wasze akcje w tzw. eleganckim towarzystwie z miejsca podskoczą o jakieś 50 proc.


*

Mam tylko jeden zgryz – Monika Olejnik zaleciła również zabieranie dzieł Noblistki do lasu. Że też ja tego wcześniej nie wiedziałem! Proszę sobie wyobrazić, że w sobotę byłem właśnie w lesie, na grzybach – i nie miałem ze sobą książki Olgi Tokarczuk! Zamiast tego, jak ostatni prymityw, wziąłem kozik i wiaderko. Jaki wstyd! Teraz przez to faux pas czuję się jak skończony palant.


*

Nieco poważniejąc – nie wiem, jak Państwo, ale ja nie mogłem słuchać tych rytualnych zapewnień „naszych” o „radości” z Nobla dla tej polakożerczej lewaczki. Polityków jeszcze rozumiem – inaczej nie mogli tuż przed wyborami. Ale reszta? Ostatecznie dobił mnie min. Gliński, który by zmazać niewczesne wyznanie, że nie był w stanie doczytać żadnego z jej rozwlekłych dzieł do końca, pośpieszył z zapewnieniem, iż jego ministerstwo wycelowało 700 tys. zł. na tłumaczenia dorobku Tokarczuk na wszystkie możliwe języki. Czyli, mówiąc po ludzku, dorzuciło się do szerzenia w świecie antypolskiej propagandy. No, teraz nawet Papuasi będą mogli zabierać książki Olgi Tokarczuk do dżungli na polowania i czytać o tym, jak to Polacy ciemiężyli niewolników.



*

Zmieńmy temat. Polacy nie przestają mnie zadziwiać. Opublikowano wyniki sondażu z którego wynika, że 66 proc. respondentów jest za zniesieniem celibatu księży. Zarazem, w dość rozpowszechnionym nurcie tzw. ludowego antyklerykalizmu panuje opinia o „pazerności klechów”. Ehem, drodzy rodacy, wyobraźcie sobie, że ten „pazerny kler” ma jeszcze na utrzymaniu rodziny... Nic wam się tu nie gryzie? Jak to mawiają w internetach – fuck logic...


*

Jeszcze przed wyborami Klaudia Jachira złożyła na policji zawiadomienie o przestępstwie – stała się mianowicie obiektem tzw. gróźb karalnych wysyłanych jej przez rozjuszonych internautów. Krótko mówiąc – czołowa polityczna hejterka i prowokatorka, godna następczyni Palikota, żali się, że sama stała się obiektem hejtu ze strony tych, których obrażała. Słowem - ani mózgu, ani honoru. No chyba, że Jachira to lepsza cwana gapa i celuje w pokojowego Nobla, jako ofiara „politycznej przemocy”. I wiecie co? Wcale nie jest bez szans.


*

Czerscy niczym św. Jerzy pokonali smoka! Konkretnie, twitterowicza o nicku „Smok05”. Tak im zalazł za skórę, udzielając się nie tylko na Twitterze, ale i na internetowym forum „Gazety Wyborczej”, że uskutecznili „dziennikarskie śledztwo” - i podali jego dane. Imię i nazwisko, miasto zamieszkania, firmę w której pracuje, PESEL... Słowem, Stefan Michnik może nie jest na Czerskiej obecny ciałem, ale duchem – na pewno. No, to teraz czekam na ujawnienie adresów dziennikarzy „Wyborczej” - w końcu, jak można , to można.


*

Jerzy Stuhr próbował załagodzić słynne słowa o „folwarcznych chłopach”. Wyszło na to, że on bynajmniej nie uważa, iż wszyscy chłopi są nienawistni i chcą się mścić na „elitach”. Są też chłopi „dobrzy”. Krótko mówiąc, „arystokrata” Stuhr podzielił plebs na ten potulny, słuchający się autorytetów i salonów oraz na chamów zbuntowanych. Dobrze rymuje się to z wypowiedzią pawianogrzywego prof. Radosława Markowskiego, który ze swych parnasów ocenił, że elektorat PiS „nie ma kwalifikacji obywatelskich”. Profesor wie co mówi, wszak przed laty zasłynął propozycją wprowadzenia w Polsce apartheidu – pisowski „ciemnogród” miałby zostać „instytucjonalnie oddzielony” od postępowego, platformerskiego „jasnogrodu”. Inny „kwalifikowany obywatel” z tej stajni, to nasz ulubieniec prof. Jan Hartman, który niegdyś, gdy Platformie spadły słupki dał wyraz swej obywatelskiej trosce słowami: „Tusku, k...a, zrób coś! Obiecaj ludziom lody, albo co”. I teraz wyobraźmy sobie tę komisję weryfikacyjną: Stuhr, Markowski, Hartman, siedzący za stołem i oceniający „kwalifikacje obywatelskie” kolejnych delikwentów. Uff, mało brakowało...

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 42 (18-24.10.2019)

piątek, 11 października 2019

Pod-Grzybki 181

Na finiszu kampanii TVP odpaliła „taśmy Neumanna” z których mogliśmy się dowiedzieć, że polityka jest cyniczna, politycy brzydko się wyrażają, a przekręty tych z PO mogą liczyć na ochronę sędziowskiej „nadzwyczajnej kasty” („Sąd to może wypierd...ić w kosmos, może to prowadzić trzy lata – bez znaczenia to jest.”). Słowem, same rewelacje... Jedna rzecz jest jednak charakterystyczna – żadne sędziowskie stowarzyszenie, żadne „Themis” czy inna „Iustitia” nie zaprotestowała jednym słowem przeciw tak przedmiotowemu traktowaniu. Siedzą grzecznie i cichutko, udając, że nie usłyszały tego, co usłyszały. I to mówi nam o kondycji sądownictwa więcej, niż wszystkie sążniste analizy.


*

Swoją drogą, zastanawiam się, jak PO prowadzi kampanię w Tczewie. Widzę to tak. Przychodzi polityk na spotkanie z wyborcami, po czym wesoło zagaja: „cześć po*eby!”, a następnie rozwijając wątek dodaje: „rzygam Tczewem! Głosujcie na mnie!”. Potem jeszcze zaproszą Wałęsę, który ich opatyczy i zwyzywa śp. Kornela Morawieckiego od „zdrajców” i „żelazny elektorat” mają zmobilizowany - publika szaleje, a słupki poparcia skaczą pod niebo. Poważnie, sądząc po nieustającej popularności takiego Trzaskowskiego czy innej Jachiry, „totalni” musieli dojść do nieuchronnego wniosku, że ich wyborcy to faktycznie stado sadomasochistycznych „po*ebów” - i stąd też adekwatne traktowanie.


*

„Gazeta Wyborcza” chwyta się brzytwy i postanowiła rozdać przed wyborami milion bezpłatnych egzemplarzy specjalnej „Gazety Przedwyborczej” - w miejscowościach poniżej 100 tys. mieszkańców, żeby ta prowincjonalna hołota w końcu zrozumiała na kogo należy głosować. Jak to ujął Jarosław Kurski – grozę rządów PiS należy wytłumaczyć ludowi „w prostych słowach”. I to jest niesamowite – oni naprawdę sądzą, że ludzie spoza „warszawki” są oczadziali od „pisowskiej propagandy” niczym chłop sanacyjny i trzeba im „wytłumaczyć” „prostymi słowami” rzeczywistość. Bo inaczej, sami z siebie, będą nadal siedzieli w tych swoich lepiankach i oglądali TVP. Przekładając ezopowe przesłanie Jarosława Kurskiego na normalny język, komunikat Czerskich brzmi zatem następująco: „słuchajcie, wy wsiowe tumany, jeśli jeszcze do was nie dotarło, jak strasznie obciachowy jest PiS, to my wam to pokażemy w naszej gazetce - za darmo, skoro żal wam odpalić parę złotych z tego pińćset, co dostajecie. Wbijemy wam to do tych waszych zakutych łbów prostymi słowami, żebyście nie mieli kłopotu ze skumaniem. Mata więc i czytajta - i jeżeli nie chcecie być dalej durnymi wsiokami, to macie zostać w domu, albo zagłosować na opozycję, kapewu?”.


*

Ale, trzeba oddać, że „Wyborcza” gra dwutorowo – dla prowincji przygotowała tabloidowe pisemko, ale już dla wielkomiejskich elit postarała się nieco bardziej. Wyrychtowała do spółki z samym „New York Timesem” specjalny dodatek „Władza” obnażający nikczemności różnych „populistów”, który w obu gazetach ukaże się w sobotę 12 października. Polityczna intencja jest ewidentna – a ja tylko przypominam, że wtedy w Polsce będzie już obowiązywała cisza wyborcza. Czy stosowne organy państwa będą miały odwagę, by zareagować na tę ostentacyjną, łamiącą prawo agitkę? Czy też „Wyborczej” po staremu wolno więcej?


*

Lobby LGBT dostało histerii, bo na lubelską gęj-paradę jacyś kontrdemonstranci przynieśli petardy – w związku z tym, waginosceptycy i penisosceptyczki stroją się w palmy męczeństwa jako niedoszłe ofiary „zamachu”. Rzucanie petardami faktycznie nie jest bezpieczne – a przede wszystkim durne i przeciwskuteczne. Mam lepszy pomysł. Otóż w 1944 r. Stalin zorganizował w Moskwie pokazowy przemarsz niemieckich jeńców – a pochód zamykały samochody-polewaczki, zmywające ślady po najeźdźcach. Rozwiązanie to polecam włodarzom miast nawiedzanych przez objazdowy cyrk LGBT – należy z pełnym spokojem wyrażać zgodę na gej-parady, a następnie bezpośrednio za demonstracją puszczać pojazdy MPO starannie czyszczące ulice. Wymowa symboliczna będzie oczywista dla wszystkich, a furia lewactwa po takim potraktowaniu – bezcenna.


*

Celebryckie rozterki rodem z gazeta.pl. Małgorzata Rozenek-Majdan: „Jak sobie myślę, że moi synowie mieliby mieć dziewczynę to jakoś mocno się tym denerwuję”. Hm, gdyby synowie przyprowadzili swoich chłopaków, byłoby wszystko OK?


*

Szaleństwo ekologistów – w nowojorskim ratuszu podczas spotkania z lewacką „polityczką” Demokratów Alexandrią Ocasio-Cortez jedna z klimatystek zgłosiła arcypostępowy postulat: „Pozostało nam tylko kilka miesięcy. Szwedzki profesor mówi, że możemy jeść zmarłych ludzi, ale to nie jest dostatecznie szybko. Musimy zacząć jeść dzieci! Nie mamy czasu! Jest za dużo CO2!”. I dalej: „Nawet jeżeli zbombardujemy Rosję, nadal będzie zbyt wielu ludzi i zbyt wiele zanieczyszczeń! Musimy więc pozbyć się dzieci. Musimy jeść dzieci!”. Trzeba przyznać, że nasza Sylwia Spurek jeszcze na to nie wpadła, ale zapewne wszystko przed nami – od dawna podejrzewałem, że od wegetarianizmu do kanibalizmu jest tylko krok, bo na dłuższą metę natury nie da się oszukać i skoro nie można jeść zwierząt, to pozostaje sięgnąć po jedyne pozostałe źródło mięsa. Ale jest jeszcze coś innego – otóż na filmiku widać, że słowa aktywistki nie spotkały się z cieniem sprzeciwu publiczności, zaś sama Ocasio-Cortez wystąpienie skwitowała jedynie słowami: „na szczęście, mamy więcej niż kilka miesięcy”. Od razu kamień spadł mi z serca – może zaczniemy konsumować dzieci dopiero za rok. A przy okazji – potwierdza się stara prawda, że dzieci są po to, by na starość człowiek miał co do garnka włożyć.


*

Ehem... tak mi przyszło jeszcze do głowy, więc ostrzegam na wszelki wypadek. Jeżeli mają Państwo w gronie znajomych jakichś „klimatystów”, to radzę nie afiszować się z dziećmi. W ich ustach powiedzenie „ten dzidziuś jest tak słodki, że chciałoby się go zjeść” może mieć całkiem dosłowne konotacje.


*

Na dziś to tyle. Ja osobiście nie mogę już się doczekać wyborczej niedzieli – coś mi mówi, że będzie lepsza niż Gwiazdka. A Państwo?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 41 (11-17.10.2019)

czwartek, 26 września 2019

Pod-Grzybki 176

Historia dzieje się na naszych oczach. Mowa rzecz jasna o warszawskim shitstormie, który ma szansę zapisać się w dziejach niczym słynny nowojorski blackout z 13 lipca 1977 r., kiedy to amerykańską metropolię na długie godziny spowiły ciemności. Poskutkowało to wzmożoną redystrybucją wszelakich dóbr – mieszkańcy masowo rabowali sklepy, doszło też do licznych podpaleń i ogólnego chaosu. Plus całonocnej awarii prądu był taki, że po dziewięciu miesiącach odnotowano skokowy wzrost liczby urodzeń. Na efekty warszawskiego shitstormu przyjdzie zapewne poczekać, już teraz jednak rozbawione internety okrzyknęły Trzaskowskiego „kałbojem”. Panie prezydencie, kibelkowe „berło”, butelka „Kreta” w dłoń – i do dzieła!


*

Kałbojowi” Trzaskowskiemu swój medal powinna wręczyć lewica. Ileż to razy słyszeliśmy, że w Polsce „wzbiera brunatna fala”? I co? I jest! Trzaskowski zarządził mianowicie „kontrolowany spust” nieoczyszczonych ścieków prosto do Wisły. Od razu wyjaśniam: „kontrolowany spust” polega na tym, że spuszczamy g...o do rzeki i patrzymy jak płynie. W efekcie otrzymaliśmy „brunatną falę” od Warszawy do Gdańska. Wreszcie, dzięki dzielnemu „kałbojowi”, słowo stało się ciałem!


*

Opinia publiczna zastanawiała się, dlaczego rabanu nie podnoszą „ekologiści” - te wszystkie Greenpeacy i Zieloni. Wyjaśnienie jest proste – spuszczana przez „kałboja” biomasa skutecznie użyźnia wody Wisły cennymi, naturalnymi składnikami, które dodatkowo mogą przeniknąć do okolicznych wód gruntowych, samorzutnie nawożąc nadwiślańskie pola. Wszystko jest więc 100 proc. „eko”, a bujnie wyrosłą na tym nawozie paszę z pewnością chętnie skonsumuje pani Sylwia Spurek (to taka lewaczka, która chce zakazać jedzenia mięsa i dojenia krów, bo to dyskryminacja ze względu na płeć). Smacznego!


*

Ale, ale – dlaczego doszło w ogóle do shitstormu? Złe języki rozpuszczają fałszywe pogłoski, że to z powodu kretyńskich oszczędności. Mianowicie, oba kolektory w „Czajce” były wykorzystywane naprzemiennie – podczas gdy jeden odprowadzał ścieki, drugi miał być w tym czasie czyszczony z osadów, które mają tę właściwość, że nieusuwane zastygają na beton, zawężając przekrój rury. Sęk w tym, że na owym czyszczeniu postanowiono nieco przyoszczędzić (z czegoś trzeba brać te miliony na „strefy relaksu”, żeby Antka kobity szwagra brat mógł sobie dorobić na zbijaniu europalet) i w efekcie oba kolektory kompletnie zatkały się skamieniałym g...em. Ale to wszystko oczywiście bzdury. Po prostu kolektory wywaliło, bo nie mogły już wytrzymać nieustannego gwałcenia przez PiS Kon-sty-tu-cji, którą to narrację podrzucam gratis totalnej opozycji do wykorzystania.


*

Dlaczego prawica nienawidzi przyrody?” - alarmuje „Wyborcza”. Niektórzy w odpowiedzi próbowali coś tam tłumaczyć, jak komu dobremu – a ja uważam, że na jechanie po bandzie trzeba odpowiedzieć tym samym. Otóż przyroda jest do d...y. Przyroda jest okrutna, wredna i zabija. Jeśli ktoś nie wierzy, niech spróbuje przetrwać kilka tygodni w lesie bez zdobyczy cywilizacji – niechby i latem. Nie bez przyczyny takich umiejętności uczą komandosów i różnych zapaleńców na obozach surwiwalowych (od „survive” - „przetrwać”), a w czasach jaskiniowych długość życia nie przekraczała trzydziestki. I właśnie dlatego człowiek ma czynić Ziemię sobie poddaną.


*

Ale, co my tam sobie opowiadamy o jakichś błahostkach, podczas gdy mamy polityczne trzęsienie ziemi – Trump nie przyleciał do Polski na uroczystości wybuchu II Wojny Światowej! Oficjalnie, z powodu zbliżającego się do Florydy huraganu „Dorian” - nieobecność prezydenta w chwili klęski żywiołowej zostałaby źle odebrana przez wyborców. Cóż, potwierdza to moje przypuszczenia, że Trump to jednak Reptilianin ukryty w niby-ludzkiej, pomarańczowej powłoce i jego mózg funkcjonuje w innym trybie, niż u człowieka – przez co, z naszego punktu widzenia jest nieobliczalny. O huraganie wiadomo było od dawna i naprawdę można było „przełożyć” wizytę wcześniej, a nie w ostatniej chwili. Dlatego też – i piszę to przy całej sympatii jaką żywię do Donka Trampka choćby za to, jak po mistrzowsku doprowadza lewactwo do notorycznego szału – w relacjach z USA trzeba jednak brać zawsze poprawkę na osobowość „szalonego cezara”.


*

Odwołania wizyty nie omieszkała wykorzystać frakcja targowicka na czele z tzw. „byłymi ludźmi” (tak za komuny nazywano dygnitarzy, którzy poszli w odstawkę) – tj. byłymi ambasadorami, którzy wsławili się ostatnio skierowanym do Trumpa zdradzieckim donosem na Polskę. Obwieścili, że Trump tak się przejął „łamaniem praworządności” i „farmą trolli” w Ministerstwie Sprawiedliwości, że zbulwersowany został w domu, z miejsca stając się idolem tutejszego lewactwa. Taak, już to widzę – Trump, który w kampanii wyborczej hurtowo korzystał z usług internetowych hejterów organizowanych przez Steve'a Bannona, nagle przejął się jakimiś bieda-trollami z Polski... Już bardziej prawdopodobne jest, że usłyszał o warszawskim shitstormie i nie przyleciał, by nie wąchać g..a.


*

A jaki jest prawdziwy powód? A taki, że masowe zniszczenia w tak atrakcyjnej lokalizacji, jaką jest Floryda, z punktu widzenia dewelopera otwierają ciekawe możliwości, bo „czyszczą” teren pod ponowną zabudowę. Deweloperka to trudna i konkurencyjna branża, nic więc dziwnego, że Trampek postanowił być na miejscu i trzymać rękę na pulsie.


*

Generalnie, stan umysłów opozycji jest taki, że gdyby dziś Hitler napadł na Polskę, to witaliby go kwiatami i wręczali medale z wdzięczności, że dowalił „pisiorom”. Utwierdza mnie w tym przekonaniu właśnie „medal wdzięczności” jaki gdańskie Europejskie Centrum „Solidarności” wręczyło antypolskiemu nienawistnikowi i wyjątkowo oślizgłej kanalii – Franzowi Timmermansowi. Wszystko w przeddzień „wesołych obchodów” rocznicy 1 września 1939 r. Władzom Gdańska proponuję pójście za ciosem i zorganizowanie kolejnych fajerwerków 8 października – w 80. rocznicę podpisania przez Hitlera dekretu o wcieleniu Freie Stadt Danzig do Rzeszy.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 36 (06-12.09.2019)

niedziela, 30 czerwca 2019

Pod-Grzybki 166

Szanowni Państwo, wygląda na to, że należy zawiązać Ruch Poparcia Adama Bodnara i zorganizować akcję w rodzaju „Murem za Adamem!”. Powód jest prosty – jak wiadomo, czy to wskutek upałów, czy jakiejś nabytej wraz z lewacką ideologią umysłowej ułomności, nasz drogi niedorzecznik praw obywatelskich co i rusz wyskakuje z czymś niczym Filip z konopi. A to załamie ręce nad losem Elizy Michalik, która trzepnęła papierami w „Superstacji”, to uskuteczni szarżę w obronie zupełnie regulaminowo zatrzymanego mordercy 10-letniej dziewczynki, a to znów okaże się, że ma synka-rekietiera... Z kolei obłąkane lewactwo w swym kretyńskim zacietrzewieniu kibicuje mu jak oszalałe i nagłaśnia w swych mediach jego kolejne ekscesy. Ponieważ przeciętny wyborca identyfikuje Bodnara i całą resztę tej menażerii z „totalną opozycją”, to tylko patrzeć, jak jesienią ludzie wywiozą z Polski całe to towarzystwo na taczkach. A wtedy Bodnar zdejmie maskę i ujawni się jako agent Kaczyńskiego.


*

Kabaret. Nasza reprezentacja U-21 przegrała na ME mecz z Hiszpanią 0:5 i – uwaga - „Wyborcza” użyła słowa „pogrom”, za co została skarcona – znów, uwaga – przez American Jewish Committee (AJC). Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia – z jednej strony fajnie patrzeć, jak „Wyborcza”, która myślała, że podobne obostrzenia dotyczą jedynie głupich gojów, połyka własny język (przypominam, że po raz pierwszy afera się rozpętała, gdy słowa „pogrom” użyto na oficjalnym twitterowym profilu PZPN, po tym, jak dokopaliśmy 4:0 Izraelowi). Z drugiej – czy AJC ma nam dyktować dopuszczalne słownictwo? Chociaż, w sumie... dopóki sztorcują „Wyborczą”, to nic nam do tego – ot, takie przekomarzanki w rodzinie.


*

W sezonie ogórkowym media żyją protestem 13-letniej Ingi, która postanowiła walczyć z klimatem i ogłosiła „strajk klimatyczny” - nie wiedzieć czemu, akurat przed Sejmem. Na zdjęciach widać wyraźnie, jak mała Inga z pełną determinacją szantażuje klimat rozpaczliwie wstrzymując oddech. Rany boskie, niech ktoś jej powie, że od tego można się udusić!


*

Biedne dziecko... właśnie doczytałem, że tych wszystkich bzdur narobiła jej do głowy mamuśka – zaangażowana ekoaktywistka, której się uroiło, że córka zostanie polską Gretą Thunberg (szwedzka dziewczynka, która rok temu wstrzymywała oddech przed tamtejszym parlamentem i stała się eko-celebrytką, choć nie wpisano jej nawet do Księgi Rekordów Guinnessa – obecny rekord w tej konkurencji to ponad 24 minuty). Widać, taki teraz „trynd” – trzeba walczyć z klimatem już od dziecka, żeby przetrzeć sobie ścieżki kariery w różnych Greenpeace'ach. A że to całkiem niezła fucha, to wiadomo – im wcześniej się wkręcisz, tym lepiej.


*

Jak ogórki, to ogórki – uaktywnił się „nasz wielki przyjaciel” Jonny Daniels, który stwierdził, że Auschwitz należy „maksymalnie oderwać od współczesnej Polski”. Nic nowego – to się nazywa „suwerenność wyspowa” i jest starym, żydowskim patentem na zrobienie tutaj Judeopolonii.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 26 (28.06-04.07.2019)

wtorek, 25 czerwca 2019

Sprawa ks. Kneblewskiego

Czy na bp. Tyrawę są obyczajowe „haki”, które teraz uruchomiono? Czyżby biskup nagłym ruchem w sprawie ks. Kneblewskiego chciał odwrócić od siebie uwagę?

I. Niewygodny kapłan

Kilka dni temu lewackie media zawyły z dzikiej radochy. Oto znienawidzony przez nie kapłan, ks. prałat dr Roman Kneblewski, proboszcz bydgoskiej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, został odwołany z urzędu przez bp. Jana Tyrawę. Więcej – równocześnie, dekretem z dn. 05 czerwca 2019 r. został przeniesiony na emeryturę. Krótki dekret kończą słowa podziękowania „za wieloletnią służbę dla Kościoła, najpierw w Archidiecezji Gnieźnieńskiej a następnie w Diecezji Bydgoskiej” oraz błogosławieństwo, co – w kontekście wcześniejszych wydarzeń o których sobie zaraz opowiemy – zakrawa wręcz na drwinę. Tym samym, wieloletnia medialna nagonka na konserwatywnego kapłana została uwieńczona „sukcesem”, co oznacza w praktyce, że zaprzysięgli wrogowie Kościoła są władni dyktować hierarchom politykę personalną i doprowadzić do usuwania niewygodnych księży.

Na przestrzeni minionych lat ks. Roman Kneblewski był obiektem zmasowanych ataków ze strony lewicowo-liberalnych mediów, z „Gazetą Wyborczą” na czele. Ta akcja dyfamacyjna prowadzona była w iście komunistycznym stylu, nie odbiegając w stosowanej retoryce od paszkwili Jerzego Urbana przeciw ks. Jerzemu Popiełuszce z lat '80. Ks. Kneblewski nazywany był „kapłanem nacjonalistów”, „kapelanem środowisk neofaszystów”, zarzucano mu „homofobię”, „mowę nienawiści”, zachłystywano się z oburzenia, że śmie krytykować Jerzego Owsiaka - słowem, pełna paleta lewackich „grzechów głównych”. Regularnie formułowane były też apele do biskupa bydgoskiego o odwołanie kapłana z urzędu proboszcza. Niekiedy nagonka przekraczała granicę groteski, jak wtedy, gdy usiłowano rozkręcić aferę wokół tego, że ks. Kneblewski podczas podróży pociągiem wypił piwo w „Warsie”. Innym razem z kolei usiłowano „przyszyć” mu... pochwalanie pedofilii, po tym, jak na Facebooku zamieścił zdjęcie chłopca przyjmującego Komunię Św. opatrując je komentarzem: „po katolicku: na kolanach i do ust, a na rękę co najwyżej trzciną”. Co trzeba mieć w głowie, by wskazówkę jak tradycyjny katolik powinien przystępować do Komunii uznawać za pochwałę obrzydliwej dewiacji? Generalnie, nie było takiej podłości, która zostałaby wziętemu na celownik księdzu oszczędzona.

Efekty widoczne były już dwa lata temu. W maju 2017 r. po paszkwilanckim artykule niejakiego Marcina Kowalskiego w bydgoskiej mutacji „Wyborczej”, bp Tyrawa zabronił ks. Kneblewskiemu wypowiadania się na tematy polityczne. Był to pierwszy niepokojący sygnał, że bydgoski dostojnik zaczyna się uginać pod lewacką presją. Teraz złamał się ostatecznie.


II. Bezprawna dymisja?

Jakie były przyczyny odwołania ks. Kneblewskiego? Przecież nie złamanie wspomnianego zakazu, bo tu zdymisjonowany ksiądz dochował posłuszeństwa. Motywacja lewaków jest oczywista – dla nich cierniem w oku był sam fakt pełnienia posługi przez kapłana dla którego patriotyzm (umiłowanie ojczyzny) i nacjonalizm (umiłowanie własnego narodu) są komplementarnymi cnotami, którymi winien kierować się katolik. Do tego tenże kapłan miał czelność stawać w obronie kościelnej tradycji, przypominał nauczanie Kościoła w takich kwestiach jak homoseksualizm czy „ordo caritatis” (porządek miłosierdzia) w kontekście najazdu muzułmańskich imigrantów oraz odprawiał msze w rycie trydenckim. Ale jakie były motywy bp. Jana Tyrawy?

Korespondencję na ten temat ks. Kneblewski ujawnił w swoim oświadczeniu zamieszczonym na kanale Tuba Cordis w serwisie You Tube. Wynika z niej, że bydgoski biskup zarzucał proboszczowi szereg uchybień w pełnieniu posługi. Zarzuty obejmują m.in. rzekome zdominowanie Eucharystii w parafii przez ryt trydencki, zaniedbania duszpasterskie (kolęda w cyklu dwuletnim czy nieobecności w biurze parafialnym), zły stan zdrowia oraz opóźnienia w pracach remontowych wieży i elewacji kościoła. Jak wynika z odpowiedzi ks. Kneblewskiego, msze trydenckie odprawiane są raptem dwa razy na ogólną liczbę 23 mszy tygodniowo, sam ks. Kneblewski odprawia przynajmniej jedną mszę św. dziennie, zaś do pracy w biurze parafialnym oddelegował jednego z wikariuszy, co bynajmniej nie jest normą, bowiem w innych parafiach często biurem zawiaduje wyznaczona osoba świecka. Kolędowanie co dwa lata spowodowane jest natomiast szczupłością kadr – prócz ks. Kneblewskiego w parafii jest jedynie dwóch wikariuszy – i zdarzało się również za poprzednich proboszczów. Ponadto ks. Kneblewski poinformował, że podjął stosowne leczenie dla poprawy stanu zdrowia, natomiast opóźnienia remontowe wynikają z procedur budowlanych i konieczności zgromadzenia środków. Krótko mówiąc, z pism biskupa Tyrawy ewidentnie wyłania się szukanie pretekstu do odwołania kłopotliwego proboszcza. Co ciekawe, w tym roku przed Wielkanocą bp Tyrawa osobiście wizytował parafię i nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Pierwsze pismo z żądaniem złożenia rezygnacji z probostwa datowane jest dopiero na 24 kwietnia.

Na całą sprawę nakłada się jeszcze aspekt prawny – ks. Kneblewski ma obecnie 67 lat, tymczasem ksiądz osiąga wiek emerytalny w wieku 75 lat. Dalej, zgodnie z kanonami 1740-1741 księdza można złożyć z urzędu proboszcza w ściśle określonych warunkach: sposób postępowania przynoszący szkodę wspólnocie kościelnej, zły stan zdrowia, utrata dobrego imienia wśród uczciwych i poważanych parafian, poważne zaniedbanie obowiązków parafialnych, złe zarządzanie dobrami doczesnymi. Żadna z tych okoliczności nie zaistniała, co więcej – w 2017 r. ks. Kneblewski został w drugiej edycji plebiscytu „Expressu Bydgoskiego” przeprowadzonego pod patronatem bp. Jana Tyrawy wybrany proboszczem roku, a jego parafia uplasowała się na czwartej pozycji. Dodajmy, że po tym zwycięstwie w następnych latach plebiscyt nie był już kontynuowany... No i wreszcie – czy fakt podniesienia do godności prałata nic nie znaczy? Czy takie wyróżnienie nadawane jest kiepskim księżom i lichym proboszczom?

Nic więc dziwnego, że ks. Roman Kneblewski zapowiedział odwołanie się od decyzji bp. Tyrawy do Watykanu – do czego ma pełne prawo, szczególnie w kontekście kuriozalnych motywów podanych w pismach z kurii biskupiej.


III. Ks. Kneblewski – kozioł ofiarny?

Opisywane wydarzenia mogą mieć jednak również dodatkowe dno. Jeżeli spojrzymy na daty kolejnych pism kurialnych (24 kwietnia, 10 maja, 23 maja, 5 czerwca), to widać wyraźnie, że akcja usuwania ks. Kneblewskiego z urzędu zbiegła się w czasie ze zmasowanym atakiem na Kościół pod pretekstem walki z pedofilią, a sam bp Tyrawa był jednym z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich. Jego konto ma obciążać tuszowanie głośnego przypadku ks. Pawła Kani, który już po postawieniu mu zarzutów został przeniesiony do diecezji bydgoskiej, gdzie wciąż mógł pracować z dziećmi i młodzieżą (został odsunięty dopiero po uprawomocnieniu się wyroku). Po ujawnieniu sprawy posypały się wezwania do ustąpienia bp. Tyrawy ze stolicy biskupiej. Jest jednak coś jeszcze – nader „zażyła” znajomość z pewnym młodym człowiekiem (datująca się od czasów gimnazjalnych tegoż młodzieńca), którego bp Tyrawa osobiście rekomendował do częstochowskiego seminarium (został wyrzucony już po trzech miesiącach), a który dziś jest bywalcem gej-parad, gdzie lansuje się w peruce i makijażu. Spytajmy zatem wprost – czy na bp. Tyrawę są obyczajowe „haki”, które teraz uruchomiono? Czyżby biskup nagłym ruchem w sprawie ks. Kneblewskiego chciał odwrócić od siebie uwagę? Liczy, że dzięki tej „zasłudze” będzie miał spokój? Błąd. Oni nie dadzą mu spokoju, wręcz przeciwnie – swą uległością bydgoski biskup jedynie rozzuchwala wrogów Kościoła do kolejnych ataków.

Zakończę ogólnym apelem do hierarchów: jeżeli którykolwiek nie ma czystego sumienia, jeżeli na kogokolwiek istnieją „haki” - niech ustąpi. Będzie to z pewnością z mniejszą szkodą dla Kościoła, niż trwanie w zakłamaniu i wystawianie się na szantaż wojującego lewactwa. Tym bardziej, że jak pokazuje przykład ks. Kneblewskiego, ofiarą padają tu uczciwi kapłani, którzy nigdy nie zboczyli z właściwej drogi.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Księża nie klękali przed komunistami...

Nie ma patriotyzmu bez nacjonalizmu!

Ten okropny nacjonalizm...


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 25 (21-27.06.2019)

niedziela, 9 czerwca 2019

Pod-Grzybki 163

Zaczniemy rocznicowo. 4 czerwca 1989 r. Polacy pokazali komunie wała. A zaraz potem zblatowane, magdalenkowe „elity” pokazały wała Polakom i przeprowadziły drugą turę wyborów – bo układ miał wyglądać tak, jak został wcześniej dogadany. Tak więc, obóz magdalenkowo-okrągłostołowy powinien urządzić uroczyste obchody nie 4-go, a 18-go czerwca – bo to jest ich święto i prawdziwy akt założycielski III RP. A od czwartego czerwca – wara.


*

Portal gazeta.pl lekko się odął, bo ks. Stanisław Małkowski otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności. W związku z tym, w swym materiale nazwał ironicznie ks. Małkowskiego „księdzem od egzorcyzmów”, przypominając, że wyróżniony kapłan odprawiał egzorcyzmy podczas miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu. Czerscy nie wspomnieli jednak skromnie, że ks. Małkowski odprawił również w 2015 r. egzorcyzmy pod siedzibą Agory i „Gazety Wyborczej”. Jak widać, najwyraźniej tamte egzorcyzmy się „Wyborczej” nie przyjęły i nadal pluje demonami. Może więc powtórka? I tak aż do skutku?


*

A propos plucia demonami – w rocznicę 4 czerwca gazeta.pl uznała za stosowne poprosić o głos szansonistę Macieja Maleńczuka, który wdzięcznie przyrównał wyborców PiS do przekupionych za „parę groszy” szczurów wracających do klatki, bo tam jest „ziarno”, czyli 500+ i inne socjale. A tyle po wyborach było gadania, by nie obrażać pisowskiego elektoratu, bo to przeciwskuteczne... Cóż, akurat „Wyborcza” jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony wie, że taka ostentacyjna pogarda tylko odstręcza normalnych ludzi, ale z drugiej znajduje się pod presją własnych czytelników domagających się codziennej porcji antypisowskiego jadu wylewanego na hołotę i motłoch przekupiony za „pińćset”. Musi więc im go dostarczać, niczym diler kolejną szprycę ćpunowi. Bez tej codziennej dawki hejtu, zaspokajającego emocjonalną potrzebę poczucia wyższości nad „pisiorami” zniknąłby ostatni powód dla którego ta gazeta jest jeszcze w ogóle kupowana.


*

Michnikowi wóda już chyba ze szczętem wyżarła mózg. Ów stary dement ogłosił w wywiadzie dla „Foreign Policy”, że pisowski reżim może mu podrzucić narkotyki i przysłać „milicję” do siedziby „Wyborczej”. Kurna, za Tuska nasyłano - i to nie żadną „milicję”, tylko służby specjalne, ABW – na siedzibę „Wprost”, robiono rewizję w domu Wojciecha Sumlińskiego, wpadano o 6-tej rano do mieszkania blogera Antykomora, skazywano kibiców za przyśpiewkę „Donald matole...”, a prof. Marcin Król domagał się rozprawy z PiS „nawet jeżeli nie będzie ona zgodna z prawem”. Czy Michnik latał wtedy z japą do zagranicznych przekaziorów? Aha, pan pozdrowi brata. On z pewnością się zna na milicyjno-ubeckich najściach i soleniu „pięknych wyroków”.


*

Uwaga rodzice z Warszawy! Trzaskowski wręczy „dyplomy równości” 42. warszawskim szkołom, wyróżnionym w specjalnym rankingu jako „przyjazne dla LGBTQ”. Koniecznie sprawdźcie, czy przypadkiem nie uczęszczają do którejś z nich Wasze dzieci. https://kph.org.pl/wp-content/uploads/2019/05/Dyplom_Rownosci_ranking_2019.pdf

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 23 (07-13.06.2019)

niedziela, 19 maja 2019

Pod-Grzybki 160

Włodzimierz Cimoszewicz przejechał na pasach zakonnicę w ciąży... nie, wróć – nie zakonnicę, tylko staruszkę na rowerze. Na dodatek okazało się, że samochód nie miał ważnego przeglądu. No, ale powiedzcie Państwo uczciwie sami – jak Cimoszewicz miał zrobić badania techniczne, skoro w Polsce łamana jest OTUA? Przecież te pisowskie badania i tak byłyby z definicji nieważne, co zapewne niedługo potwierdzi TSUE w odpowiedzi na pytania prejudycjalne. No i przecież to było przejście dla pieszych, a nie dla rowerzystów! To gdzie się baba pchała? Pisówa jedna!


*

Niemcom grozi głód! W samym szczycie sezonu szparagowego brakuje pracowników z Polski i warzywa gniją na polach! Niemieckie MSZ wskazuje, że wszystko przez program „500+”, bo rozbestwionym Polakom nie chce się już tyrać u bauera. Dziwne, przecież dopiero co przyjęli rzesze „cenniejszych niż złoto” inżynierów i lekarzy... Chociaż, w sumie, trzeba oddać przybyszom z ciepłych krajów sprawiedliwość - wszak wysoko wykwalifikowany specjalista nie będzie się zniżał do pracy przy jakichś wykopkach i to jeszcze w ramadan. Mam jednak rozwiązanie tej napiętej sytuacji – Komisja Europejska powinna ogłosić, że przyznanie Polsce funduszy europejskich zostanie uzależnione od dostarczenia Niemcom corocznego kontyngentu robotników przymusowych.


*

Andrzej Zybertowicz nie zostanie „profesorem belwederskim” - tak zadecydowała Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych ustami prof. Tadeusza Gadacza. Wniosek z tego, że zdiagnozowana przez Rafała Ziemkiewicza „choroba wściekłych profesorów” się rozszerza. Ani chybi, służby weterynaryjne będą musiały porozrzucać na uczelniach kulki tłuszczu ze szczepionkami – i dopilnować, by zostały zjedzone. Zawsze to bardziej humanitarne, niż odstrzał prewencyjny.


*

Do Polski miała przyjechać delegacja urzędników z Izraela – ponoć, by zdyscyplinować rząd, który ostatnio zaczął wierzgać w sprawie roszczeń i odgrażać się, że Żydzi nie zobaczą nawet złotówki. Na szczęście, szybko zdementowano ten fake news. Okazało się, że to nie żadna delegacja, tylko misja humanitarna, mająca z Polaków odessać antysemityzm – najlepiej razem z kasą.


*

Ale! Jak wieść niesie, mimo że strona polska odwołała spotkanie, to „misja humanitarna” i tak przybyła – tyle, że na „nieoficjalne” rozmowy „bez przedstawicieli polskiego rządu”. To chyba jakiś nowy zwyczaj – wpraszać się wbrew gospodarzom i prowadzić jakieś „rozmowy”. Ciekawe, z kim? Proponuję zatem rewizytę polskiej delegacji w Strefie Gazy, by porozmawiać z Palestyńczykami odnośnie odszkodowań za wysiedlenia. To chyba byłaby adekwatna odpowiedź zgodnie z izraelskimi „standardami dyplomatycznymi”?


*

Donek Tusk został Człowiekiem Roku „Wyborczej”. Na trzydziestolecie. Jedno pytanie - kiedy człowiek roku stanie się człowiekiem wyroku? Trzydziestolecie dla Tuska moim skromnym zdaniem, byłoby w sam raz. „Tusk dostał trzydziestolecie” - ech, chciałoby się przeczytać taki nagłówek...

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 20 (17-23.05.2019)

niedziela, 5 maja 2019

Pod-Grzybki 158

Czerska trzyma twardy zgryz buldoga i nawet po świętach nie odpuszcza tematu „sądu nad Judaszem” w Pruchniku. „Nie wiadomo, dlaczego po latach społeczność Pruchnika postanowiła wrócić do tego zwyczaju” - dziwi się redaktor. Drodzy Czerscy, w ramach dnia dobroci dla niekumatych podrzucę wam kilka haseł: żydowskie roszczenia, ustawa 447, polskie obozy śmierci, Israel Katz, antysemityzm wyssany z mlekiem matki - mówi wam to coś?


*

Swoją drogą, batożenie Judasza i samo wspominanie o tej postaci każdorazowo jakoś dziwnie pobudza środowiska żydowskie. Cóż, w domu, nomen omen, powieszonego, nie wspomina się o sznurze (chyba, że wesoło dynda na nim Haman) – a tym bardziej o zdrajcy, który wydał Sanhedrynowi na śmierć Odkupiciela, po to, by żydowska starszyzna rękoma Rzymian mogła zgładzić „bluźniercę” i w ten osobliwy sposób uświetnić święto Pesach gwoli podkreślenia religijnej ortodoksji. A przecież Czerscy tyle wysiłku włożyli w promowanie gnostyckich bredni z „Ewangelii Judasza”, w której zdrajca chodzi w glorii mędrca. Teraz Żydom zostaje już tylko ogłosić Judasza bohaterem narodowym i wysłać deputację do papieża Franciszka z ultimatum, by przyklepał ten werdykt - bo jak nie, to ucierpi „dialog”. Zakład, że by się zgodził?


*

Na powyższy wniosek naprowadziła mnie wiadomość, że 8-9 maja Papieski Instytut Biblijny wraz z Global Jewish Advocacy i z pełnym błogosławieństwem papieża Franciszka organizuje konferencję, której celem jest przedefiniowanie spojrzenia na relacje między Jezusem a faryzeuszami. Otóż wg nowego podejścia, Jezus wcale nie był z faryzeuszami skonfliktowany, gdzieżby! Faryzeusze byli dotąd osądzani niesprawiedliwie i należy się im rehabilitacja, a Jezus był ich... uczniem i wychowankiem. Jak więc mniemam, od tej pory Ukrzyżowanie zostanie uznane za wynik niefortunnego nieporozumienia, określenie „faryzeizm” stanie się wyszukanym komplementem, zaś „groby pobielane” - pochwałą estetyki i schludności.


*

Z weselszych wieści. Ciśnienie buzujące pod czaszką szefa „Zony Wolnego Słowa” sprawiło, że w końcu odkręcił mu się czubek głowy, uwalniając tkwiące wewnątrz maligny. Wskutek tego, pan „Sakiewka” wysmażył nieprzytomny elaborat w którym zwyzywał narodowców z Konfederacji od „ruskich agentów”, „moczarowców” i generalnie szkodników działających w interesie lewactwa. Czyli, stan nerwów proporcjonalny do spadków sprzedaży jego gazet, utrzymujących się na powierzchni już tylko dzięki zapomogom państwowych spółek. Jeśli dodać rozbuchane ego i ambicje – efekt musiał być właśnie taki. Cóż, wszak mamy do czynienia z wiecznie niespełnionym „Michnikiem prawicy” - nic więc dziwnego, że koniec końców przyszła pora na iście michnikoidalne odloty.


*

Mózg mi stanął” - tak dr Ewa Kurek skomentowała wypowiedź min. Glińskiego, że ekshumacji w Jedwabnem nie będzie, bo Amerykanie wycofają wtedy swoje wojska z Polski. Szanowna Pani doktor, już wyjaśniam: to się nazywa „wstawanie z kolan”.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 18 (30.04-09.05.2019)

czwartek, 21 marca 2019

Pod-Grzybki 151

Dziś będzie nieco frywolnie – a to za sprawą portalu Agory, który do spółki z jakąś agencją reklamową wykupił gazetkę „Twój Weekend”. Niezorientowanym wyjaśniam (wgłębiłem się w temat, żeby Państwo już nie musieli), że to takie paździerzowe bieda-pisemko z gołymi babami (czyli tzw. striptiz dla ubogich), święcące największe triumfy w latach '90. Dowcip w tym, że samozwańcze ciotki-przyzwoitki z Czerskiej kupiły tytuł tylko po to, by go... zamknąć w ramach „walki z seksizmem” i wydać pożegnalny numer nafaszerowany feministycznym bełkotem – a wszystko z okazji... Dnia Kobiet. Cała akcja jest groteskowa o tyle, że „TW” i tak już nikt od dawna nie kupował, a ja pamiętam, jak „Wyborcza” zachwycała się filmem „Skandalista Larry Flynt” o założycielu pornograficznego magazynu „Hustler” - i w nim jakoś „seksizmu” się nie dopatrzono. No, ale wtedy obowiązywała inna mądrość etapu i porno to był sam cymes – kaganek postępu, „wyzwolenia” obyczajowego i narzędzie walki z seksualnym obskurantyzmem ciemnogrodu. Ciekawe, czy po takim prezencie paniom zrobiło się lepiej?


*

Kontynuując – obecnie agorowy portal „gazeta.pl” również bez skrępowania stosuje praktyki określane w branży reklamowej jako tzw. szczucie cycem. Regularnie np. publikuje szczegółowe dane o klikalności największego portalu pornograficznego „Red Tube”, w rubryce plotkarskiej notorycznie zamieszcza „odważne” zdjęcia celebrytek z obnażonymi „walorami”, zaś w dziale sportowym nie może się obejść bez roznegliżowanych fotek różnych „miss fitnessu” - słowem, dzień bez gołego tyłka, to dzień stracony. I oni moralizują o „seksizmie” i przedmiotowym traktowaniu kobiet? Serio?


*

Nawiasem, „Twój Weekend” to przeniesiony do Polski niemiecki format wzorowany na magazynie „Wochenend” i pierwotnie wydawany był u nas przez niemiecki koncern Bauer. Słowem, takie „Bravo” dla dorosłych. Ale na przaśność i seksizm Niemców, którzy u siebie też masowo kupowali to badziewie, jakoś „GW” nie wybrzydzała - bo Niemcy, wiadomo, wyższa kultura.


*

Portal Agory zabłysnął również publikacją przepisu na mięsne pulpeciki – w samą Środę Popielcową. Jest to o tyle zabawne, że na co dzień lansuje się tam dania wegetariańskie, czyli mówiąc po ludzku – postne (ale słowo „post” nie przejdzie przez gardło ze względu na niesłuszną podbudowę ideologiczną – w przeciwieństwie do słusznego „eko”, „fit” i „vege”). Cóż, gdy jeszcze w siedzibie „Wyborczej” funkcjonowała stołówka pracownicza, to w dobrym tonie było zamawianie w piątek schabowego. Czyli na Czerskiej wszystko po staremu.


*

Z gospodarki. Mediodajnie podały, że wzrasta wartość przeterminowanych długów, jakie mają Polacy – zaległości wynoszą łącznie już 74 mld. zł. Co ciekawe, najwięcej niesumiennych dłużników jest w województwach głosujących na PO, a najmniej – w tradycyjnych bastionach PiS. Domyślam się, że kiedy wyborcy PO dostają monit z banku, to odpowiadają za Rostowskim: „pieniędzy nie ma i nie będzie!”.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Pod-Grzybki opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (15-21.03.2019)