Funkcją tego, co
obserwujemy w przypadku Kielc i Jedwabnego jest tworzenie i kolportaż
pewnej mitologii przybranej w pseudonaukowy kostium i opatrzonej
urzędowym stemplem.
I. Kozioł ofiarny
Początek
lipca jest osobliwą porą w naszym kalendarzu historycznym.
4 lipca to rocznica tzw. „pogromu kieleckiego”, 10 lipca
to rocznica masakry w Jedwabnem, 11 lipca zaś to rocznica wołyńskiej
Krwawej Niedzieli. Dwie
pierwsze daty stanowią przy tym swoiste apogeum żydowskiego,
świeckiego „roku liturgicznego” i wraz z rocznicą wybuchu
powstania w warszawskim getcie (19 maja) grupują się w swoiste
triduum martyrologicznej hagady.
W obecnych warunkach owa hagada koncentruje się – jakże by
inaczej – na piętnowaniu odwiecznego, polskiego antysemityzmu,
wychodzi więc na to, że co
najmniej trzy razy do roku jesteśmy poddawani quasi-religijnemu
obrzędowi rytualnego (samo)biczowania.
Innymi słowy, zostaliśmy ustawieni w znanej ze starożytnego judaizmu
roli kozła ofiarnego na którego kapłan przenosi grzechy całego ludu.
I tak oto, w przypadku powstania w getcie biczowani jesteśmy za
„bierność” w obliczu Zagłady, co jest odpowiednikiem
rytualnego oczyszczenia się ludu Izraela z własnej bierności i
kolaboracji elit z „nazistami”. „Pogrom kielecki”
przesłonić ma łajdactwa „czerwonych” Żydów instalujących
na sowieckie zlecenie w Polsce komunizm, natomiast Jedwabne –
wcześniejsze entuzjastyczne powitanie na Kresach sowieckich wojsk i
czynny współudział w likwidacji przywódczych warstw polskiego
społeczeństwa na wschodnich obszarach II RP.
Rytuał
ten każdorazowo ma podobny scenariusz.
Oto czołowi przedstawiciele polskich władz państwowych stawiają się
przed obliczem żydowskich delegacji (bądź piszą stosowne listy) i
dokonują ceremonialnej ekspiacji, samokrytyki, oraz składają solenne
przyrzeczenia, że na „antysemityzm” nie ma i nie będzie w
Polsce przyzwolenia. Powyższe w praktyce oznacza zielone światło dla
wszelkiej maści zawodowych tropicieli różnych odchyleń od jedynie
słusznej linii oraz urzędową
gwarancję, że obowiązująca oficjalnie wersja wydarzeń nie zostanie
nigdy poddana jakiejkolwiek nieprawomyślnej rewizji.
Strona żydowska kwituje ów spektakl samoupokorzenia pomrukiem
aprobaty i oddala się do swoich spraw. My zaś oddychamy z ulgą, że
znowu nam się upiekło i Żydzi nie urządzą nam jatki w światowych
mediach. Społeczność międzynarodowa natomiast zostaje po raz kolejny
utwierdzona w przekonaniu o polskich historycznych winach nie do
wymazania, które znowu zostały potwierdzone przez samych Polaków. I
tak do następnego roku, kiedy to cały ceremoniał powtarza się od
nowa.
II. Po co nam
historia?
Tymczasem,
historia nigdy nie jest zapisana raz na zawsze.
Jak każda nauka winna ona podlegać nieustannej weryfikacji – w
miarę pojawiania się nowych danych, źródeł, faktów, interpretacji.
Historia kształtuje się w ogniu sporów i polemik. Jeżeli jakiekolwiek
nowe ustalenia, czy wręcz próby dokonania takowych traktuje się
niczym zamach na „zapisaną w księgach” dogmatykę, mamy do
czynienia nie z historią, a ze świeckim odpowiednikiem religii,
hagadą – opowieścią tworzoną nie w celu poznania prawdy, lecz
zgoła innym. Funkcją
tego, co obserwujemy w przypadku Kielc i Jedwabnego jest tworzenie i
kolportaż pewnej mitologii przybranej w pseudonaukowy kostium i
opatrzonej urzędowym stemplem.
Można to również nazwać polityką historyczną – formą „piaru”
realizowanego na światowy użytek. Nie jest to jednak ani nasza
polityka, ani nasz „piar”. My w tej całej konstrukcji
jesteśmy jedynie przedmiotem, nie podmiotem. Tworzywem w rękach
twórców, lepiących nas stosownie do swych bieżących potrzeb – a
tą potrzebą jest aktualnie, byśmy byli przeczołganym publicznie
narodem zbrodniarzy, których można co najwyżej zdawkowo pochwalić, że
przynajmniej nie odżegnują się od swych postępków i genetycznie
zaprogramowanych morderczych skłonności.
Z
drugiej strony jednak, trzeba nas stale mieć na oku, trzymać w ryzach
i cyklicznie, konsekwentnie dyscyplinować, byśmy przypadkiem nie
zhardzieli i nie uwolnili tkwiących w naszym kodzie kulturowym
upiorów, które sprawią, że pewnego dnia znów zaczniemy palić w
stodołach swych „sąsiadów”. Krótko
mówiąc – trzeba poddawać nas permanentnej reedukacji i tresurze
– aż do całkowitego wyleczenia z demonów patriotyzmu.
Patrząc
od tej strony – po co nam historia?
Tu potrzebny jest preparat, mikstura złożona z kłamstw, półprawd i
przemilczeń, którą należy aplikować bez znieczulenia, byśmy na
finiszu takiej kuracji patrzyli na siebie samych wyłącznie oczami
świata, wypreparowanego już dawno „w kwestii polskiej” w
podobnym duchu – tym łatwiej, że wystarczyło jedynie przy
naszej bierności wypełnić opisanym tu jadem jego ignorancję.
III. Kielce i
Jedwabne – dwa kłamstwa
Doprawdy,
przykro było patrzeć na prezydenta Dudę – mojego prezydenta –
kiedy przy okazji kieleckiego rytuału oczyszczenia, mającego jak co
roku przerzucić winy ze zdominowanego przez Żydów kieleckiego aparatu
partyjno-bezpieczniackiego na polskiego ofiarnego kozła, wygłaszał
standardowe, celebracyjne formułki.
Owszem, wspomniał o roli wojska, milicji i UB – temu już nie da
się zaprzeczać – ale tylko po to, by za chwilę zbudować
fałszywą symetrię, mówiąc o udziale „zwykłych ludzi” -
jak rozumiem, do „zwykłych ludzi” siłą rzeczy zaliczono
hurtem również np. partyjnych prowokatorów z huty „Ludwików”.
Wszystko zaś utopione zostało w znanych frazesach i zaklęciach o
zwalczaniu antysemityzmu, ksenofobii... czyli, jak zwykle.
Oczywiście,
przemówienie nie jest miejscem na pogłębione analizy. Ale jest
znakomitą okazją do zaznaczenia właściwych proporcji i przestawienia
dotychczasowych akcentów. Tego zabrakło – również w liście
nadesłanym przez premier Beatę Szydło.
Tu naprawdę nie trzeba było odkrywać Ameryki – istnieją
opracowania do których można sięgnąć. Tymczasem, w ogólnym wydźwięku,
mieliśmy do czynienia z utrwaleniem dotychczasowego kłamstwa
kieleckiego, przyprawionego jedynie szczyptą prawdy. Naczelnym zaś
kłamstwem jest terminologia – fraza „pogrom kielecki”
kojarzy się bowiem z rozwścieczonym, morderczym, polskim motłochem.
Kiedy
oficjalnie zacznie się mówić o „prowokacji kieleckiej”,
względnie „pogromie ubeckim”?
Aż
boję się pomyśleć, co będzie się działo podczas kolejnego
zgromadzenia – w Jedwabnem. Ta sprawa, o ile jest to w ogóle
możliwe, została zakłamana chyba w jeszcze większym stopniu, niż
kielecka prowokacja. Wersją kanoniczną wciąż w dużym stopniu
pozostają ponure brednie Grossa, lekko jedynie skorygowane, kiedy już
nie sposób było utrzymywać, że w stodole zmieściło się 1600 osób.
Jednak istota rzeczy - podbechtani przez Niemców Polacy rzucają się
na Żydów – wciąż obowiązuje przyklepana przeprosinami
Kwaśniewskiego i słowami Komorowskiego, że polski naród musi przyjąć
do wiadomości, iż „bywał również sprawcą”. Wstrzymanie
ekshumacji pod – fałszywym, jak się okazało – pretekstem
natury religijnej, gdy tylko zaczęły wypływać odkrycia obalające
fałszywą legendę oraz wyłączenie z oficjalnej dokumentacji raportu
prof. Andrzeja Koli to największe zaniechanie w tej sprawie.
Niedawno,
z inicjatywy dr Ewy Kurek, specjalistki od relacji polsko-żydowskich,
rozpoczęto zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem
ustawodawczym zobowiązującym rząd do wznowienia ekshumacji w
Jedwabnem. Ciekawe, co zrobią z tą inicjatywą władze.
Póki co, samorząd Pragi-Północ (PiS) pod pretekstem pękniętej rury
odmówił w ostatniej chwili dr Kurek sali na spotkanie.
IV. Taktyka
uległości
I
teraz kwestia ostatnia. Skąd
bierze się ta uległość, by nie powiedzieć – tchórzostwo –
wobec żydowskich uroszczeń historycznych?
Jakieś kompleksy? Poronione kalkulacje polityczne? Skąd ta gorliwość
w werbalnym zwalczaniu mitycznego, polskiego antysemityzmu?
Informuję,
że o tym, czy antysemityzm w Polsce jest, czy go nie ma, decydują
zainteresowane środowiska żydowskie i my nie mamy tutaj nic do
gadania.
Środowiska te, tak się składa, opanowały do perfekcji żerowanie na
holokauście i sztukę szantażu opartego na zagładzie ich pobratymców.
Jeśli będzie takie zapotrzebowanie (a obecnie jest) to oni ten
antysemityzm wynajdą, choćby nie wiadomo co. Liczenie tutaj na
jakąkolwiek dobrą wolę, na to, że jeśli będziemy grzeczni i się
pokajamy, odetniemy, przeprosimy, to oni zostawią nas w spokoju, jest
dowodem co najmniej ciężkiej naiwności. Zbyt gruba kasa leży na stole
i zbyt wiele zainwestowano we wmanipulowanie Polaków we
współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione na Żydach. Oni
się nie wycofają, zatem jedyną naszą szansą jest adekwatna odpowiedź
– a mamy ten komfort, że nie musimy kłamać, wystarczy mieć
odwagę głoszenia prawdy, nawet jeśli idzie ona pod prąd zakłamanej do
cna martyrologicznej, żydowskiej hagady.
Oczywiście,
domyślam się, że dla USA jesteśmy warci tyle, ile są warte nasze
relacje z żydowską diasporą oraz z Izraelem, ostatnio zaś także z
Ukrainą, bo stanowimy zaplecze tamtejszego frontu – i stąd te
kunktatorskie korowody wobec „kwestii drażliwych”, w tym
ludobójstwa na Kresach. Ale
na dłuższą metę, jest to polityka samobójcza. Nikt nas nie uszanuje,
jeśli nie będziemy szanować się sami.
Gadający
Grzyb
Notek
w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Artykuł
opublikowany w tygodniku „Polska
Niepodległa” nr 28 (13-19.07.2017)