Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia Spurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwia Spurek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 200

Na rozgrzewkę taki dowcip. Siedzi Kidawa-Błońska w restauracji. Do stolika podchodzi kelner i pyta: co pani zamówi? A na to Kidawa zrywa się i krzyczy: a może to pan powie, co zamówi?! Może się pan pochwali, wszyscy chętnie posłuchamy!


*

Ale zostawmy chwilowo panią Małgorzatę (no, powiedzmy, że do następnego tygodnia) – tak po ludzku, to nawet jej trochę współczuję. Na myśl, że przez najbliższe trzy miesiące będzie musiała oglądać swą wyretuszowaną do bólu podobiznę na każdym płocie, biedaczka miała prawo nabawić się rozstroju nerwowego.

*

Sylwia Spurek nie odpuszcza i na stronach „Kretyniki Politycznej” zamieściła antymięsny manifest – że mięso trzeba opodatkować, bo globalne ocieplenie, metan i cierpią zwierzątka. Nie miejmy złudzeń - jeśli lewactwo rzuci wszystkie ręce na pokład, to w końcu te upiorne restrykcje przeforsuje i jak za dawnych czasów możliwość jedzenia mięsa stanie się luksusem dostępnym dla najbogatszych i wyznacznikiem statusu społecznego. Ja jednak pokładam wiarę w zaradność polskiego chłopa. Polski chłop przetrwał okupację, komunę i zawsze znalazł jakiś sposób, by wyhodować sobie na boku jakąś świnkę - nawet za Niemca, kiedy za taką pokątną hodowlę groziło rozstrzelanie, albo obóz koncentracyjny. Tak więc, czeka nas powrót do przeszłości i czasów szmuglowanej rąbanki. I znów cały naród będzie śpiewał: „Teraz jest wojna / kto handluje, ten żyje / ja sprzedam rąbankę, słoninę, kaszankę / i bimbru się też napiję...” - na zdrowie!


*

Ale i rząd nie ustaje w uszczęśliwianiu obywateli. Jak wiadomo, w trosce o nasz dobrostan, by naród się nie rozpijał, opodatkował tzw. małpki. Kurczę, jakbym miał trochę luźnego hajsu, to zainwestowałbym w produkcję „piersiówek” - coś czuję, że wkrótce wzrośnie na nie popyt. Cały skutek podwyżki akcyzy na butelczyny „małolitrażowe” będzie bowiem taki, że ludzie zaczną kupować większe flaszki i w miarę potrzeby przelewać do zgrabnych piersióweczek – bo jak ktoś musi, to musi. Albo przerzucą się na bimber - „...i bimbru się też napiję...” - na zdrowie jeszcze raz!


*

Koronawirus szaleje! W ukraińskim miasteczku Nowi Sanżary doszło do zamieszek. Miejscowi nie chcieli przyjąć na kwarantannę kilkudziesięciu osób ewakuowanych z chińskiego Wuhan. Blokowali dojazd, palili opony, aż wreszcie obrzucili autokary kamieniami, wybijając w nich kilka szyb. I to jest coś, czego nie rozumiem – po cholerę wybijali szyby w autobusach z potencjalnie zarażonymi ludźmi? Chcieli, żeby wirus się szybciej i swobodniej rozprzestrzenił? Wot, logika...


*

Mamy jakąś dziwną wojnę służb – i to chyba naprawdę poważną, bo buldogi wylazły spod dywanu i zaczęły się gryźć na oczach publiczności. CBA wkroczyło do biur NIK oraz mieszkań Mariana Banasia i jego syna – łamiąc przy okazji immunitet przysługujący z urzędu szefowi Najwyższej Izby Kontroli. Z kolei NIK wkroczył z kontrolą do Prokuratury Krajowej, a żeby było jeszcze zabawniej, chwilę wcześniej CBA aresztowało swojego byłego agenta – czyli Tomasza Kaczmarka, znanego jako „agent Tomek”. To ostatnie celnie skomentował ktoś w internecie: Człowiek Roku „Gazety Polskiej” 2007 (Mariusz Kamiński) aresztował Człowieka Roku „Gazety Polskiej” 2009 (agenta „Tomka”) - a wszystko pod nadzorem Człowieka Roku „Gazety Polskiej” lat 2016, 2017 i 2018 (Mateusza Morawieckiego). Ciekawe, co na to Człowiek Roku „Gazety Polskiej” z 2015 i 2019 – czyli Jarosław Kaczyński? Jak tak dalej pójdzie, to niepotrzebna będzie żadna „totalna opozycja”, która odgraża się, że jak wróci do władzy to powsadza pisowców do więzień. Szkoda fatygi, w tym tempie sami się wyaresztują jeszcze przed kolejnymi wyborami.


*

A skoro o „człowiekach roku” mowa. „Gazeta Polska” urządziła wypasioną galę na której nagrodę tę przyznano – cóż za niespodzianka - Jarosławowi Kaczyńskiemu (za rok dla odmiany dostanie Morawiecki). Ech, można by się zadumać nad skalą lizusostwa „niepokornych dziennikarzy” z „Zony Wolnego Słowa” - ale mniejsza. Skoro „GaPola” kupują praktycznie już tylko członkowie Klubów „GP” (a i to chyba nie wszyscy), to trzeba dopieszczać rządzących, bo reklamy Spółek Skarbu Państwa same się nie załatwią - i ja to nawet rozumiem. Natomiast na model biznesowy „Sakiewki” nieco światła rzucają następujące dane (za Wirtualnemedia.pl): „Według danych ZKDP w całym ub.r. średnia sprzedaż ogółem „Gazety Polskiej” wynosiła 21 875 egz., o 18,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Wydające „GP” Niezależne Wydawnictwo Polskie osiągnęło w 2018 roku 18 mln zł przychodów sprzedażowych (wobec 15,09 mln zł rok wcześniej), a wynik netto spółki poprawił się z 539,9 tys. zł straty do 311,9 tys. zł zysku”. I to jest proszę Państwa majstersztyk – zmniejszyć sprzedaż prawie o 1/5 i jednocześnie zwiększyć zyski – nie ma to jak „midasowy dotyk” władzy!


*

Ale, przy okazji wybuchł mały skandal. Mianowicie, wśród państwowych sponsorów gali „GaPola” zaplątała się też Kompania Piwowarska, co wśród elektoratu „totalsów” wywołało pewne wzburzenie – posypały się wezwania do bojkotu konsumenckiego i takie tam. Chyba jednak nikt nie zwrócił uwagi na pewną ciekawostkę. Otóż, o ile mnie pamięć nie myli, Kompania Piwowarska, to jest ta sama Kompania, która w 2010 r. po tragedii smoleńskiej wywiesiła naprzeciwko Wawelu baner z hasłem „Zimny Lech”, nieprawdaż? Doskonale pamiętam z tamtego okresu ukazujące się na łamach „GP” zaangażowane teksty Piotra Lisiewicza wzywającego do bojkotu produktów tej firmy i skrupulatnie wyliczającego piwa znajdujące się w jej portfolio, których należy unikać. Proszę, jak to czasy się zmieniają... Jak tam, piwko „Lech” już smakuje?


*

Na koniec nieco poważniej. Papież Franciszek ogłosił posynodalną adhortację w której – ku radości i uldze tradycjonalistów – jednak nie otworzył furtki dla zniesienia celibatu księży i wprowadzenia kapłaństwa kobiet. I tylko nieliczni zadali sobie pytanie: jakich czasów dożyliśmy, skoro potwierdzenie przez papieża elementarnego kościelnego nauczania odbierane jest niczym rewelacja?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 09 (28.02-05.03.2020)

piątek, 21 lutego 2020

Pod-Grzybki 198

Dobra wiadomość dla wszystkich zakompleksionych, wiecznie narzekających, że jesteśmy w tyle za Europą: do przychodni w podwarszawskich Markach zgłosiły się pierwsze dwie osoby z podejrzeniem koronawirusa. Teraz tutejszym „europejczykom” pozostaje modlić się, by „podejrzenie” przerodziło się w pewność – wreszcie w „tym kraju” będzie jak na Zachodzie!


*

Jest pierwszy przełom! Światowa Organizacja Zdrowia po długich debatach ustaliła oficjalną nazwę dla nowego chińskiego hitu eksportowego – od tej pory choroba wywołana koronawirusem będzie się nazywała COVID-19. „-Kiedy o tym usłyszałem, od razu poczułem się lepiej” - wyznał pan Maciej (l.54), pokasłując w kolejce na SOR-ze. „-Wcześniej słowo »koronawirus« brzmiało dla mnie jakoś tak nieprzyjemnie obco. Teraz, kiedy wreszcie choroba zyskała swą unikalną nazwę, zrobiła się jakoś tak bardziej swojska. Nawet toczenie śluzu i dreszcze są jakby mniej dolegliwe” - dodał, bohatersko tłumiąc drgawki i konwulsje. Z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo, że wkrótce na rynku ma pojawić się refundowana szczepionka – producent musi tylko zgodnie z wytycznymi WHO poprawić recepturę o związki ołowiu i aluminium oraz sprawdzić, czy wywołuje odpowiednią pulę powikłań.


*

Za nami gala Oscarów. Nie, nie będę płakał nad „Bożym Ciałem”. Otóż poległ mój osobisty faworyt, czyli „Joker” - zgarnął nagrodę tylko na muzykę i rolę Joaquina Phoenixa (jego aktorskiego koncertu po prostu nie dało się zignorować). Przypuszczam, że Hollywood zwyczajnie wystraszyło się rebelianckiego potencjału tego filmu, czemu wyraz dawali członkowie Akademii po pokazowych seansach (jeden z głośniejszych komentarzy brzmiał: „nie wiem, czy temu filmowi dać wszystkie nagrody, czy go zakazać”). Bo też, trzeba powiedzieć, że obraz, który chyba w zamyśle miał być skrajnie lewacki, wymknął się spod kontroli i stał się uniwersalnym, krzyczącym oskarżeniem współczesnego, rozpadającego się świata – niszczonego przez społeczne nierówności, aroganckie i chciwe korporacje oraz idących na ich pasku polityków. Brzmi lewicowo? Tylko na pozór – taka po prostu jest rzeczywistość, a kto nie wierzy, niech spojrzy chociażby na targane paroksyzmami ulice Paryża. To obraz, który bym określił jako „psychospołeczny”: osobowość przyszłego Jokera podlega destrukcji wraz z otaczającym go miastem i społecznymi więziami. W filmie to wszystko pokazane zostało do tego stopnia naturalistycznie, że uderzyło w dobre samopoczucie hollywoodzkich bonzów i celebrytów, którzy właśnie z takiego kształtu świata czerpią swój status i korzyści. Nie mówiąc już o skrajnie zakłamanych, cynicznych mediach – na ekranie symbolizowanych przez gospodarza talk-show granego przez Roberta De Niro. Scena zabójstwa zadufanej w sobie gwiazdy mediów musiała nieźle wystraszyć tych bubków, którzy co i rusz uznają za stosowne pouczać Amerykanów co mają myśleć, mówić i na kogo głosować. Zresztą, bądźmy szczerzy – któż z nas nie miał choć raz w życiu ochoty zwyczajnie kropnąć jakiegoś nadętego, telewizyjnego prezentera wygłaszającego z anteny pod naszym adresem nabzdyczone morały? No właśnie... i dlatego „Joker” nie mógł dostać nagrody za najlepszy film.


*

A propos wygłaszania morałów - Joaquin Phoenix udowodnił, że geniusz aktorski nie musi iść w parze z intelektem, bredząc podczas swej przemowy w stylu godnym samej Sylwii Spurek o „dzieciach” odbieranym krowom, którym na dodatek „kradniemy” mleko. Nie wspomniał wprawdzie o „gwałceniu”, ale i tak pokazał, że długoletnia dieta wegańska powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Zresztą, sama Sylwia Spurek również dała głos, sugerując, iż Phoenix dostał Oscara właśnie za to... że jest weganinem. Chociaż... Joker jako weganin – to by wiele wyjaśniało. Może dlatego właśnie Phoenix był aż tak wiarygodny osuwając się w odmęty szaleństwa?


*

A generalnie, wszystkim gwiazdom, gwiazdeczkom i celebrytom dedykuję słowa prowadzącego galę Złotych Globów Ricky Gervais'a: „Jeśli wygracie, nie marnujcie swojego czasu na przemowy polityczne. Nie macie kompetencji do tego, by zabierać głos publicznie na jakikolwiek temat. Nie wiecie nic o prawdziwym świecie. Większość z was spędziła mniej czasu w szkole niż Greta Thunberg. Zatem, jeśli wygracie, podziękujcie swojemu agentowi, swojemu Bogu i s...cie”.


*

Trochę zaległe, ale dopiero teraz odgrzebałem tego newsa: znany lewacki dominikanin, o. Paweł Gużyński wyjeżdża z Polski! Okazuje się, że będzie w Holandii wprowadzał młodych zakonników w „arkana sztuki zakonnego życia”. O żesz... będzie ich uczył, jak latać po mediach i nadawać na Kościół? „Mentalnie jestem już w Holandii” - ogłosił. A ja tylko czekam na pierwszą relację w internecie z przeprowadzonej przy duchowej asyście ojczulka ceremonii eutanazji.


*

LOT przejmuje Legion „Kondor”... to jest, niemiecką linię pasażerską „Condor”. „Lufthansa” dostała z tego powodu bólu d... i zapowiedziała interwencję w Komisji Europejskiej. Słusznie – nie może być tak, żeby jakieś Polacken przejmowały dobrą, niemiecką firmę – i to nawiązującą do sił III Rzeszy, które bohatersko zbombardowały Guernikę! Chwała niemieckiego oręża musi pozostać przy Niemcach, fersztejen?


*

W Brukseli odbył się kolejny sabat z udziałem Sikorskiego, Sadurskiego, Belki i Biedronia, podczas którego zastanawiano się nad najskuteczniejszą strategią przeciw Polsce i jej obecnym władzom. „Totalsi”, odpowiadając na pytanie przedstawiciela Parlamentu Europejskiego „co jeszcze można dla nich zrobić”, postulowali zaostrzenie kursu, straszenie „polexitem” - i generalnie, nadawali na całego. Tak po ludzku, czy oni się nie brzydzą samych siebie? Łażą po tych unijnych gabinetach i korytarzach z trzęsącymi się łapami, chwytają każdego za mankiet i żebrzą jak żulik pod monopolowym: „panie kierowniku, no zrób pan coś, poratuj, chociaż powiedz coś przeciw Polsce, a jak wrócimy do władzy, to wtedy my dla was – wszystko, wszystko!”. Rany gościa, to już nie jest nawet „totalna opozycja” - to są totalne obszczymury!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 7 (14-20.02.2020)

Pod-Grzybki 197

Klaudia Jachira nie ustaje w swych żenujących prowokacjach. Tym razem wystąpiła z repliką tablic z Dekalogiem, plotąc przy tym jakieś dyrdymały, mające w zamierzeniu ośmieszyć PiS i jego wyborców. Teksty były tak nędzne i bez krzty polotu, że daruję sobie cytaty. Frapuje mnie natomiast jedno – czy parodiowanie Mojżesza i tekstu ze świętej księgi judaizmu nie podpada aby pod antysemityzm?


*

Jak wiadomo, według „totalnych” mamy obecnie faszyzm, stalinizm i stan wojenny – nie wiadomo tylko, czy opcje te są do wyboru, czy też dostępne łącznie, w wersji „all inclusive”. O stanie wojennym gardłowali ostatnio sędziowie podczas marszu tysiąca fartuszków pod przewodem pani przedszkolanki Małgorzaty Gersdorf. Jest to o tyle zastanawiające, że to właśnie sędziowie szli w awangardzie junty Jaruzelskiego, soląc posłusznie „piękne wyroki” na różnych antysocjalistycznych wichrzycieli oraz „elementy antypaństwowe”. Bez nich Jaruzelowi byłoby o wiele trudniej. No i teraz mam zagwozdkę – czy mówiąc o „stanie wojennym dla sędziów” oni nas ostrzegają, czy wyrażają tęsknotę za latami młodości?


*

Jeszcze chwila o tym „stanie wojennym” - tyle, że w nietypowym kontekście... dzietności. Otóż po chwilowym skoku urodzeń, jaki nastąpił wskutek wprowadzenia „500+”, znów mamy regres demograficzny. Mam na to radę, zbieżną przy okazji z wyrażonym wyżej pragnieniem „nadzwyczajnej kasty”. Mianowicie, ostatnim przywódcą, który sobie poradził z tym problemem był Wojciech Jaruzelski. Nie zrobił tego wprawdzie celowo, tak po prostu wyszło, ale liczy się efekt. Tak się składa, że ostatni znaczący boom urodzeń w Polsce to początek lat '80 – czyli okres stanu wojennego. Powiadają, że w Polsce było wtedy tak biednie, beznadziejnie, szaro i ponuro (a do tego godzina policyjna), że ludzie siedzieli w domach i z nudów... robili dzieci. A zatem, panie Naczelniku, jak by to powiedzieć... do dzieła! Wprowadzić godzinę policyjną, odciąć telewizję i internet, ludzi zamknąć w domach – i niech ten... zajmą się sobą...


*

Przez mediodajnie przetacza się festiwal „agenta Tomka”, który w stylu „skruszonego gangstera” sypie swoich byłych zwierzchników z CBA – przez co z miejsca stał się bohaterem wszelkiej maści „totalsów”. Jego gadanina wprawdzie warta jest tyle, co niejakiego „Masy”, który też znany jest z nadawania na zlecenie, ale ja o czym innym. „Agent Tomek” to mianowicie były „człowiek roku” „Gazety Polskiej” - za „bezkompromisową walkę z korupcją”. Hm, „Sakiewka” coś nie ma ręki do tych swoich „człowieków roku” - jak nie „Zdradek” Sikorski, to „agent Tomek”. Może dlatego w ostatnich pięciu (!) latach wolał „bezpiecznie” przyznawać swoje wyróżnienie na zmianę Kaczyńskiemu i Morawieckiemu? Teraz jednak pan „Tomek” jest ulubieńcem organu Michnika, dlatego zgłaszam postulat - „agent Tomek” na człowieka roku „Gazety Wyborczej”! Koniecznie razem z Beatą Sawicką – może odżyje dawna miłość? To byłby piękny ślub...


*

Polskę odwiedził francuski Makaron (wiecie, ten co ma taką fajną babcię) – ale nie po to, by spotkać się z prezydentem czy premierem, gdzie tam! Oto Trzecia Osoba (póki co, jeszcze nie-Boska), czyli generalissimus Grodzki oznajmił, iż Makaron przyjechał specjalnie do niego: „Zgodziliśmy się, że i Francja, i Polska, jako ważne kraje UE, powinny stać na straży europejskiego ładu”. Tylko europejskiego? A dlaczego nie kosmicznego? Galaktyczny Senat pod wodzą Imperatora Palpatin... to jest, generalissimusa Grodzkiego – oto prawdziwie godne miejsce dla Trzeciej Osoby!


*

Taka sprawa. Władze Warszawy miały wybudować mur przeciwpowodziowy na Wybrzeżu Helskim. Niestety, przed rozpoczęciem inwestycji trzeba było wyciąć ok. 500 drzew, przeciwko czemu zaprotestowali ekologiści, ruchy miejskie i inni lewaccy popaprańcy – bo „Natura 2000” nie pozwala. Trzaskowski oczywiście ugiął się przed lewakami. Zatem przy okazji najbliższej powodzi Warszawiacy będą mieli sposobność, by podziękować „Czaskoskiemu” za możliwość bezpośredniego obcowania z siłami „Natury 2000”. A jeśli na dokładkę wybije jakieś g...o, to już będzie pełnia szczęścia. Ale co tam – grunt, że nie rządzi PiS, prawda?


*

Eko-faszyzm w natarciu. Sylwia Spurek zapowiedziała debatę w Parlamencie Europejskim na temat „sprawiedliwych cen mięsa”. Od razu wyjaśniam: w rozumieniu dzisiejszych lewaków „sprawiedliwe ceny” oznaczają „droższe”. Według eko-oszołomów mięso jest obecnie „zbyt tanie”, więc należy opodatkować rolników, żeby odpowiednio zdrożało, stając się produktem luksusowym. Jest to twórcza kontynuacja wypowiedzi Olgi Tokarczuk, która całkiem niedawno prorokowała, że niedługo na mięso będzie stać tylko najbogatszych – cała reszta będzie żarła szczaw i mirabelki, niczym młody Niesiołowski. A ja się pytam: po co takie półśrodki? Nie lepiej od razu wprowadzić kartki na mięso? Kurczę, wychodzi na to, że myśmy nie docenili tego epokowego wynalazku komuny! I po co było obalać, skoro dziś do tego wracamy – tyle, że okrężną drogą, przez Brukselę?


*

Jest też inny patent. W USA za czasów prohibicji funkcjonowała tzw. medyczna whisky, którą sprzedawano... w aptekach. Wyglądało to tak: spragniony delikwent szedł do jakiegoś rozumiejącego ludzkie potrzeby lekarza, ten wystawiał receptę zaświadczającą, że pacjent z przyczyn zdrowotnych musi sobie golnąć drinka – po czym wystarczyło udać się do monopolo... to jest, do apteki po flaszkę – i gotowe. I tak samo można zrobić z mięsem – tylko na receptę! Potem z druczkiem w garści idziemy do mięsn... to jest, do apteki – a pani farmaceutka odważy nam kilo schabu czy innej „medycznej karkówki”. Dobrze przy tym byłoby, żeby Ministerstwo Zdrowia wpisało mięso na listę leków refundowanych (a dla emerytów za złotówkę) – totalitarnym lewakom na pohybel!


*

Powyższe pokazuje, że Wielka Brytania wymiksowała się z tego brukselskiego kołchozu w ostatnim momencie. Nawiązując zatem do słów Nigela Farage'a, że w ślady Brytyjczyków pójdą niedługo kolejne kraje, w tym Polska – rzucam hasło: Poland Next!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 06 (07-13.02.2020)

czwartek, 13 lutego 2020

Pod-Grzybki 192

i po Świętach. Pora wybudzić się ze stanu błogiej karpiozy i obezwładniającego aromatu mandarynek. Gdy piszę te słowa, jest wprawdzie jeszcze przede mną kusząca perspektywa sylwestrowych bąbelków, ale nie ma lekko – do roboty!


*

Ze świątecznych reminiscencji. Agorowy portal „Gazeta.pl” uznał za stosowne przypomnieć swoim lemingom, że – uwaga – post w Wigilię formalnie rzecz biorąc nie jest obowiązkowy. Rozumieją Państwo przesłanie? Generalnie to jesteśmy za weganizmem, ale w ten jeden, wyjątkowy dzień, żryjmy mięcho ile wlezie – na złość tej polskiej, kołtuńskiej, zaściankowej tradycji i na pohybel Kościołowi. Ot, bolszewicka dialektyka w działaniu.


*

Swoją drogą, miło wiedzieć, że na Czerskiej kultywują własne obrzędy. Otóż w starych, dobrych czasach, gdy w redakcji „Wyborczej” funkcjonowała jeszcze zakładowa stołówka dla pracowników (teraz już zlikwidowana w ramach cięć budżetowych, chlip, chlip), w dobrym tonie było zamawiać tam w piątki na obiad schabowego, natomiast o jajka na śniadanko proszono słowami: „poproszę dwa życia poczęte na miękko”. No i teraz zagwozdka – czy w czasach szalejącego ekologizmu tamtejsi funkcjonariusze dostają specjalną dyspensę na dni postne? Inaczej, jeszcze ktoś by ich pomylił z jakimiś katolami... Nic dziwnego, że tak nienawidzą tam Bożego Narodzenia – i na złość „moherom” wpychają w siebie „wigilijny pasztet”, wyjąc potępieńczo „Podmoskownyje wieczera”.


*

Sylwia Spurek w przedświątecznym wpisie: „Jak wiecie jestem / jesteśmy ateistami, ale okres poprzedzający Nowy Rok jest zawsze dla nas magiczny…”. Rozbierzmy to sobie na czynniki pierwsze. Wychodzi na to, że „ateistka” wierzy w jakąś bliżej niesprecyzowaną „magię” mającą charakteryzować „okres poprzedzający Nowy Rok”. Co więc robi w tym czasie? Lata na miotle i tańczy wokół buzującego kotła na Łysej Górze? Potwierdza się stara prawda, że człowiek, który nie wierzy w Boga, gotów jest uwierzyć w cokolwiek.


*

Ach, no i oczywiście rozległ się coroczny płacz nad ciężką dolą „cierpiących” karpi. Może więc przypomnę, tak dla porządku – ryby należą do tzw. kręgowców niższych, nie mają kory mózgowej, samoświadomości i nie odczuwają cierpienia tak jak ssaki. A ja, klasycznie – jak co roku kupiłem na rynku karpika, w domu sprawiłem, wypatroszyłem, oskrobałem – i na patelnię! Pychota... A weganom-zawistnikom niech ślina cieknie aż na podłogę.


*

Refleksja z facebookowego profilu „Sebizm Osiedlowo-Radykalny” (polecam) o tym, co by się stało, gdyby w dzisiejszych czasach Jezus narodził się w stajence: „w naszych czasach zaraz by do stajenki zjechały urzędniczki z MOPS-u i Dzieciątko poszłoby do bidula. I jeszcze by świętej rodzinie założyli niebieską (NIEBIESKĄ!) kartę”. A ja dodam od siebie, że na koniec „niezawisły sąd” pozbawiłby Maryję i Józefa praw rodzicielskich. I byłoby po Świętej Rodzinie.


*

A skoro o sądach mowa. Wzruszył mnie apel sędziego Igora Tulei z wiecu w obronie „wolnych sądów”: „Gdyby nas kiedyś zabrakło, mówcie swoim dzieciom, że były kiedyś wolne sądy...”. No więc, może spróbuję. Na przykład tak: „Dawno, dawno temu, w latach świetności krainy zwanej Trzecią Erpe, były sobie wolne sądy. Naprawdę wolne – wręcz najwolniejsze w całej Europie, co było przedmiotem dumy wszystkich orzekających w nich sędziów, których zresztą w przeliczeniu na liczbę mieszkańców też było niemal najwięcej w Europie – zupełnie jak niegdyś szlachty. Sędziowie ci mówili o sobie, że są „niezawiśli” - i to również była prawda, bo żaden z nich nigdy nie zawisł. Sądy te orzekały jak chciały i nikt nie ważył się podnieść na nie ręki. Broniły do upadłego „ludzi honoru”, takich jak ojcowie polskiej demokracji – Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski. Wyrokowały, kto jest „wybitnym obywatelem” i jako taki winien się cieszyć specjalnymi względami, jak Prezydent Lech Wałęsa. Stwierdzały, iż krytykowanie Adama Michnika jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Reprywatyzowały kamienice na rzecz kuratorów z pełnomocnictwami wystawionymi przez 120-latków z Wysp Hula-Gula. Zaklepywały egzekucje komornicze na sąsiadach dłużników, bo dłużnik-bankrut niczego przecież nie miał, natomiast sąsiad owszem – a dług, rzecz święta, ktoś przecież musi go spłacić. Uwalniały ofiary prowokacji, które nieopatrznie, w roztargnieniu, przyjęły worek z jakimiś pieniędzmi, których nigdy wcześniej nie widziały na oczy – a skazywały niecnych prowokatorów. I jeśli nawet któremuś z sędziów przypadkiem zaplątał się do rąk 50-złotowy banknot na stacji benzynowej, albo pendrajwy do kieszeni, albo części do wiertarki, albo dżinsy w sklepie, albo pęto kiełbasy wlazło na stoisku mięsnym w markecie do rękawa – to koledzy solidarnie bronili takiego nieszczęśnika przed przykrościami. Nic więc dziwnego, że mówili o sobie, iż są „zupełnie nadzwyczajną kastą ludzi”. Owa nadzwyczajna kasta pieczołowicie wybierała sobie młody narybek, kształtując adeptów na swój obraz i podobieństwo – uzupełniając w ten sposób swe szeregi z pokolenia na pokolenie, często wręcz w ramach sędziowskich dynastii założonych jeszcze w heroicznych czasach walki o umacnianie demokracji ludowej, gdy protoplaści rodów pobierali swe nauki w sławnej Szkole Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej pieszczotliwie „duraczówką”. Nabór ten dał plon stukrotny w trudnych czasach stanu wojennego, gdy trzeba było wykazać się poczuciem uświadomionej, dziejowej konieczności – i temu wyzwaniu nadzwyczajna kasta sprostała na całej linii, co w naturalny sposób predestynowało ją do odgrywania poczesnej roli również w Trzeciej Erpe. Piękne to były czasy... I komu to przeszkadzało? Aż przyszedł Jarosław Kaczyński, istny potwór – wargi u niego były sine, kły długie, włos zmierzwiony, wzrok dziki, suknia plugawa – i zniewolił sądy, które od tej pory gorzko płaczą w okowach reżimu, wyglądając brukselskiej odsieczy”. Ech, aż sam się rozrzewniłem – jak myślicie, może sędzia Tuleya powinien przeczytać tę umoralniającą opowieść na kolejnej demonstracji?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 01 (03-09.01.2020)

niedziela, 8 grudnia 2019

Pod-Grzybki 189

Agora” rozpaczliwie stara się zminimalizować straty w związku z wydaniem wiekopomnego dzieła Donalda Tuska o dość perwersyjnym tytule „Szczerze”, które miało być flagowym gadżetem jego niedoszłej kampanii prezydenckiej. Zorganizowała mianowicie w siedzibie na Czerskiej promocję książki – ale biletowaną. Desperaci, którzy się zdecydują, będą musieli wybulić za przyjemność poocierania się o eks-”Króla Europy” całe czterdzieści zeta. Krążą pogłoski, że szykowana jest atrakcja specjalna – za niewielką dopłatą Tusk pokaże każdemu chętnemu białego konia.


*

W Parlamencie Europejskim odbył się kolejny sabat nad Polską, tym razem dotyczący sytuacji waginosceptyków i penisosceptyczek, podczas którego odkryto istnienie „stref wolnych od LGBT”, a Robert Biedroń zabłysnął stwierdzeniem, iż w Polsce nie może korzystać ze sklepów, restauracji i hoteli. Nie wyjaśnił tylko, jakim cudem w tym homofobicznym piekle zdążył już być kolejno działaczem społecznym, posłem, prezydentem sporego miasta, eurodeputowanym, a jego partner Krzysztof Śmiszek dopiero co został wybrany do Sejmu. Przy okazji – czasem ten czy ów zastanawia się nad podziałem ról w stadle Biedroń-Śmiszek, tzn. kto pełni w nim rolę „męża”, a kto jest „żoną”. Zgodnie z obowiązującymi trendami, proponuję zastosować do rozwikłania tej zagadki klucz genderowy, odwołujący się do „płci kulturowej”. Jak wiemy, Biedroń jest dziś w Parlamencie Europejskim, gdzie zgarnia gruby hajs, natomiast biedny Śmieszek zaledwie w polskim Sejmie, w którym zarabia co najwyżej na waciki – od razu widać więc, kto w tym domu nosi spodnie.


*

Tego typu nasiadówki w PE pokazują, iż „Europa” postanowiła stosować wobec nas klasyczne podejście kolonialne - „cywilizuj się na naszą modłę, albo giń”. To się sprawdzało, ale tylko do czasu, bo kiedyś prócz nagiej przemocy Zachód oferował atrakcyjne wzorce kulturowe, dziś natomiast roztacza wokół siebie już tylko odór lewackiej zgnilizny. Tak, więc drodzy „Europejczycy”, z nami to nie przejdzie. A wiecie dlaczego? Bo te wasze zdegenerowane wymysły, którymi zastąpiliście cywilizację, nam nie im-po-nu-ją!


*

Jest dobrze! Warszawska Gmina Żydowska do spółki z kard. Nyczem postanowiła zrobić promocję książce Wojciecha Sumlińskiego, dr Ewy Kurek i Tomasza Budzyńskiego „Powrót do Jedwabnego”. Mianowicie, Żydzi tak zapamiętale interweniowali w warszawskiej Kurii, iż ta wpłynęła na podległe sobie instytucje, by wymówiły autorom kolejno cztery sale na spotkanie. Efekt był do przewidzenia – gdy w końcu dzięki Witoldowi Gadowskiemu spotkanie odbyło się w siedzibie SDP na Foksal, przybyły takie tłumy, że ludzie musieli stać na korytarzu, a książka momentalnie stała się bestsellerem. Cymes!


*

To aż nieprawdopodobne, ale Sylwia Spurek (chyba) nie odwaliła w minionym tygodniu niczego spektakularnego. Nie kazała wszystkim kobietom nawrócić się na weganizm, nie rozpaczała nad losem inseminowanych krów, ani nawet nie zająknęła się słowem o „pracy reprodukcyjnej” za którą kobietom należy się kasa. Nagły spadek formy? A może po prostu zaczęła potajemnie jeść mięso? Pani Sylwio, proszę mi tego nie robić - „Pod-Grzybki” bez Pani, to już nie będzie to samo...


*

Swoją drogą, proszę zwrócić uwagę, że ortodoksyjni weganie pokroju Sylwii Spurek, Jasia Kapeli, Szymona Hołowni czy, dajmy na to, Krzysztofa Czabańskiego, nawet fizycznie różnią się od normalnych ludzi – wyglądem przypominają zasuszonych fanatyków z wiecznym obłędem w oczach. A kiedy jeszcze na dodatek zdecydują się odezwać, rozwiewają wszelkie wątpliwości, co do stanu ducha i umysłu. Wniosek jest jednoznaczny – dieta wegańska prowadzi do trwałych zmian w mózgu.


*

No właśnie – słyszeli Państwo może o ortoreksji? Otóż ortoreksja jest zaburzeniem psychicznym polegającym na obsesyjnej dbałości o spożywane jedzenie, wynikającej ze skoncentrowania na sobie i dążenia za wszelką cenę do osiągnięcia zdrowotnej „doskonałości”. Zaczyna się od zmiany zapatrywań na dietę i stopniowego wykluczania kolejnych potraw (np. mięsa), sposobów przyrządzania posiłków (np. smażenia) – aż w końcu ortoretyk niemal całe swoje życie podporządkowuje tak specyficznie rozumianemu „zdrowiu”, w skrajnych przypadkach jedząc jedynie to, co sam osobiście wyhoduje i przyrządzi (bo tylko wtedy ma „pewność”, że jest to zdrowe). Brzmi znajomo? Po raz pierwszy ortoreksja została zdiagnozowana (u siebie samego) w 1997 r. przez amerykańskiego lekarza Stevena Bratmana, który opisał ją w książce pod znamiennym tytułem „W szponach zdrowej żywności”.


*

Gdyby ktoś miał wątpliwości co do powyższej diagnozy, oto najnowszy wykwit szaleństwa Szymona Hołowni, który ma wszelkie dane po temu, by w niniejszej rubryce zdetronizować Sylwię Spurek. W rozmowie z jezuickim portalem „Deon” ów mąż uczony stwierdził, iż Jezus stał się... zwierzęciem, albowiem przeistoczył się w „Baranka Ofiarnego”, biorąc na siebie cierpienia składanych w ofierze zwierząt. Cóż, dosłowna interpretacja metafor jest cechą umysłowości dzieci i ludów prymitywnych, co stanowi kolejne potwierdzenie mych podejrzeń, że Hołownia pod płaszczykiem „katolicyzmu” uprawia własną formę pogańskiego animizmu. Na wszelki wypadek jednak wyjaśnię – Jezus nigdzie nie potępiał jedzenia mięsa, co więcej, wraz z uczniami spożywał Paschę, której nieodłączną częścią była jagnięcina i to przyrządzona na sposób koszerny, z ubojem rytualnym włącznie. Można zakładać co najwyżej, że zgodnie z prawem mojżeszowym nie jadał wieprzowiny – ale już kiedy rozmnażał ryby, to przecież nie po to, by bezproduktywnie zgniły, lecz dlatego, by nakarmić nimi ludzi. Natomiast Kościół, przypomnę, nie uważa za grzech jedzenia mięsa jako takiego, lecz „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu” - a zgrzeszyć nieumiarkowaniem można równie dobrze obżerając się np. fasolą. Wniosek? By zachować szlachetną wstrzemięźliwość, wystarczy zacząć od przestrzegania tradycyjnych dni postnych – a tak się akurat składa, że mamy ku temu świetną okazję, bo właśnie zaczął się Adwent.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 49 (06-12.12.2019)

czwartek, 5 grudnia 2019

Pod-Grzybki 188

Uuuu... an-ty-se-mi-tyzm... Nowojorska Liga Antydefamacyjna uskuteczniła badanie skonstruowane tak, by za wszelką cenę wykryć w indagowanych delikwentach żydożercze ciągoty. Przykładowo, wystarczyło twierdząco odpowiedzieć na zdanie typu „Żydzi uważają, że są lepsi od innych”. Ehem, czy aby nie właśnie na tym zasadza się koncepcja „narodu wybranego” mającego ekskluzywne relacje z Panem Bogiem? O tym, co o gojach głosi Talmud nie wspominając? A ewentualnym przeczulonym na punkcie żydowskiego samopoczucia nadwrażliwcom dedykuję słowa byłego naczelnego sefardyjskiego rabina Izraela, Owadii Josefa: „Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie”.


*

Pełen zestaw „pytań”, mających rzekomo prezentować „antysemickie stereotypy” (przykładowo, że Żydzi mają zbyt duże wpływy w mediach, finansach, biznesie czy amerykańskim rządzie) zamieszczam w osobnym, dłuższym tekście – tu jedynie dopiszę, iż są to nie tyle „stereotypy”, a nawet nie „kontrowersyjne” opinie, lecz zwyczajne obserwacje oddające stan faktyczny. Wniosek – „antysemityzmem” jest dostrzeganie przez gojów zjawisk, których wedle Żydów nie powinni dostrzegać, a jeżeli już dostrzegają – to nie powinni o nich mówić, bo wtedy Żydom robi się przykro. A jak Żydom robi się przykro, to trzeba ten dyskomfort jakoś załagodzić. Na przykład workami ze złotem.


*

Ach, wspomniane badanie zasponsorował niemiecki Volkswagen – hitlerowska firma korzystająca podczas wojny z niewolniczej (również żydowskiej) siły roboczej. Kolejną edycję sfinansuje Hugo Boss – projektant gustownych mundurów SS, a jeszcze następną – I.G. Farben. Pecunia non olet!


*

Niejaki Gideon Meier, izraelski szmondak robiący w dyplomacji, wyjęzyczył się na Twitterze, iż „Niemcy nie zbudowaliby obozów w Polsce bez współpracy z polskim narodem”. Ciekawe w takim razie, kto współpracował z Niemcami przy budowie obozów zlokalizowanych na terenie rdzennych Niemiec? Też Polacy? Generalnie, te obozy położone na terenie zarówno ówczesnych, jak i obecnych Niemiec, cholernie nie pasują dzisiejszym Żydom do polakożerczego obrazka, więc są dyskretnie wygumkowywane z holocaustowej narracji. Cóż, Niemcy z jakichś tajemniczych powodów zawsze Żydom wielce imponowali, stąd wielkim kłopotem dla tej tradycyjnej sympatii jest fakt, iż to właśnie ci Niemcy urządzili Żydom holocaust. Ale cywilizacja żydowska tym m.in. różni się od łacińskiej, że pojęcie prawdy jest w niej względne i podlegające rozmaitym, nazwijmy to, „negocjacjom”. Toteż Żydzi doszli do wniosku, iż dobrze byłoby, gdyby się okazało, że ten cały holocaust zrobił jednak kto inny. Na przykład Polacy, którymi Żydzi nauczyli się serdecznie gardzić za nasze – co tu ukrywać – safandulskie frajerstwo. A jeżeli jeszcze z tego tytułu uda się wydusić z nas 300 mld. USD haraczu – to tym lepiej. Teraz jedynie obserwujemy kolejne etapy wdrażania tego scenariusza.


*

Pora na cotygodniową dawkę Sylwii Spurek. Tym razem wypowiedziała wojnę... no właśnie, sam nie wiem – polszczyźnie czy angielszczyźnie? W każdym razie, zamiast „historia” pani Sylwia pisze „her-storia”. Trochę to skomplikowane, ale postaram się wytłumaczyć, w czym rzecz. Poszło o to, iż w języku angielskim słowo „history” zawiera rzekomo człon „his” („jego”) - zaimek rodzaju męskiego, co w połączeniu z członem „story” („opowieść”) można przetłumaczyć jako „jego opowieść” („his-story”) - a to z kolei ma dowodzić samczej, szowinistycznej opresji w historiografii, pisanej jakoby wyłącznie z męskiego punktu widzenia. Natomiast zaimek „her” („jej”) jest rodzaju żeńskiego, więc wraz z członem „story” oznaczałby „jej opowieść” („her-story”) - czyli dla odmiany, historię pisaną z pozycji pro-kobiecych. I dlatego właśnie feministki z krajów anglojęzycznych forsują zbitkę „her-story”, co postanowiła zmałpować Sylwia Spurek. Nadążamy? No więc czym prędzej proszę zapomnieć powyższe banialuki, bo to wszystko jest totalną brednią – z prostego powodu: otóż słowo „historia” przywędrowało zarówno do polszczyzny, jak i angielszczyzny z łaciny i jest na dodatek – podobnie jak w języku polskim - rodzaju żeńskiego. I nie ma nic wspólnego z jakimiś urojonymi zaimkami – ani męskimi, ani żeńskimi. Pani Sylwio, radzę zapamiętać: „Historia magistra vitae est”. A teraz najlepsze – Sylwia Spurek ma doktorat (i to z prawa!), co dumnie obwieszcza zamieszczając przed nazwiskiem literki „dr”. Z kropką.


*

Chociaż, z drugiej strony, jak się dobrze zastanowić – na co dzisiejszej, postępowej prawniczce jakaś tam łacina? Jakiś Owidiusz, Wergiliusz, Seneka, Cyceron, Katon czy uchowaj boże, ten mizogin i militarysta Juliusz Cezar? Same martwe, białe, męskie, szowinistyczne świnie.


*

Lewactwo nie odpuszcza – zasłużona niegdyś organizacja „Amnesty International” zamieściła na Twitterze hasło „aborcja prawem człowieka”. Zapomnieli tylko uściślić, którego konkretnie człowieka? Tego co wyskrobuje, czy tego, który jest wyskrobywany?


*

Tymczasem PiS wciąż nie może się pozbierać po wygranej i zatacza się od ściany do ściany. Najpierw wycofał (bez powiadamiania zainteresowanej) z kandydowania do Trybunału Konstytucyjnego prof. Elżbietę Chojnę-Duch, która najwyraźniej jak na pisowskie standardy była zbyt ogarnięta, potem w podobnym stylu wycofał kandydaturę jej chwilowego następcy Roberta Jastrzębskiego, w międzyczasie wycofał się z własnego projektu zniesienia limitu 30-krotności składki na ZUS... Słowem, mówiąc klasykiem, „pierdel, serdel, burdel”. Będzie za to 13 emerytura sfinansowana z Funduszu Solidarnościowego i podwyżka akcyzy na fajki i alkohol. Mam tylko jedno pytanie: to ile tej wódy będę musiał wydoić, żeby spiął się przyszłoroczny budżet? Pytam, bo nie wiem, czy dam radę – oczywiście, powodowany patriotyzmem zrobię co w mojej mocy, ale jednak organizm ma swoją wytrzymałość. Może poproszę o pomoc kolegów - i założymy razem Klub Sponsorów Budżetu Państwa im. Mateusza Morawieckiego?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 48 (29.11-05.12.2019)

środa, 27 listopada 2019

Pod-Grzybki 187

Opozycja w euforii, bo odzyskała „wolny Senat” - marszałkiem został nikomu wcześniej nieznany chirurg, prof. Tomasz Grodzki, który z miejsca zaczął zdradzać objawy typowo lekarskiego „kompleksu Boga” i prawić jakieś niemożebne umoralniające kocopoły. Ale ciekawsze jest co innego – prof. Agnieszka Popiela z Uniwersytetu Szczecińskiego oskarżyła Grodzkiego, że ten wziął 500 dolarów łapówki za operację jej umierającej matki. W odpowiedzi władze uniwersytetu skierowały sprawę do rzecznika dyscyplinarnego. I teraz najlepsze – nie sprawę łapówki Grodzkiego, a wypowiedzi prof. Popieli, motywując to przywiązywaniem najwyższej wagi do „współkształtowania standardów moralnych obowiązujących w życiu publicznym”. Proste - Grodzki wymusił na Popieli łapówę, Popiela o tym publicznie powiedziała, więc to Popiela ma sprawę – czego tu nie rozumiecie?


*

W każdym razie, dla uczczenia epokowego triumfu w Senacie, poseł PO Cezary Tomczyk postanowił odśpiewać z mównicy sejmowej „Mazurka Dąbrowskiego” - przy czym okazało się, że nie bardzo kojarzy słowa i musiał posiłkować się ściągą ze smartfona. I pomyśleć, że kiedyś ludzie mieli polewkę z Leppera usiłującego śpiewać „Rotę”... albo z Górniak czy sióstr Godlewskich. Rada dla chłopaków (i chłopakiń) z PO – weźcie i zróbcie sobie zamkniętą nasiadówę w jakimś klubie z karaoke i śpiewajcie hymn aż do skutku. Może za którymś razem zatrybicie, jełopy. Tylko nie pomylcie z „Deutschland, Deutschland über alles...”.


*

Ale, podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu błysnął również Janusz Korwin-Mikke, któremu chyba wydało się, że wciąż jest w Parlamencie Europejskim, więc w swoim zwyczaju spokojnie przyciął komara. To jednak dobrze, że nie został marszałkiem-seniorem. Wyobraźmy to sobie tylko: „panie prezydencie, wysoka izbo... hrrr... zzz... hrrr... zzz...”.


*

Ekologiści znaleźli kolejny obiekt ataków. Tym razem jest to Sylwester TVP, który ma się odbyć pod Wielką Krokwią w Zakopanem. Powodem są tatrzańskie niedźwiedzie, którym głośna muzyka i „zanieczyszczenie światłem” zakłóci sen zimowy – a Krokiew leży w otulinie parku narodowego. Tego... ekologistom przypominam, że na Wielkiej Krokwi w środku zimy urządzana jest co roku również inna impreza – to konkursy w skokach narciarskich. Zbiera się podczas niej wielotysięczny tłum ludzi, zwykle z wuwuzelami, puszczana jest głośna muzyka, a skoki często odbywają się już po zmroku, przy sztucznym świetle. I wszystko to trwa nie kilka godzin, jak w przypadku sylwestra, lecz przez cały weekend. Lećcie teraz do FIS i Polskiego Związku Narciarskiego tłumaczyć, że to niedopuszczalne, żeby w środku snu zimowego niedźwiedzi urządzać w Zakopanem wielodniowe zawody sportowe. A jeszcze lepiej – spróbujcie taką gadką podenerwować kibiców, jestem szalenie ciekaw reakcji. No i bonus motywacyjny – transmisję z konkursów też robi TVP Kurskiego, a przecież to właśnie o „pisowską” TVP wam chodzi, a nie o żadne niedźwiadki, nieprawdaż?


*

Pora na cotygodniową dawkę „lol-contentu” w wydaniu Sylwii Spurek. Tym razem objawiła, czym się zajmuje Kongres Kobiet w Parlamencie Europejskim. Otóż gender-feministki wzięły na tapetę nieodpłatną „pracę reprodukcyjną” kobiet. Od razu wyjaśniam – chodzi o seks małżeński i w następstwie tegoż, macierzyństwo. Innymi słowy, za pożycie z mężem paniom należy się kasa... Ciekaw jestem tylko, czy znajdzie się odważny facet, który wyskoczy z taką propozycją wobec swej małżonki: „wiesz kochanie, mam kilka stówek na zbyciu, a teraz chodźmy do łóżka”... Ostrzegam – zamiast seksu można w odpowiedzi zaliczyć plaskacza i solidną dawkę „cichych dni”. Podziękowania proszę kierować na adres pani Sylwii.


*

A teraz w sprawie formalnej – czy małżonka za swe „usługi reprodukcyjne” powinna wystawiać fakturę, albo co najmniej paragon fiskalny? Jeśli tak, to z jaką stawką VAT? Po drugie, do „reprodukcji” trzeba jednak również i drugiej strony – czy w takim razie małżonkowie powinni wpierw podpisać umowę o świadczeniu usług wzajemnych? Po czym skonsumować pożycie w obecności notariusza, który zaświadczy, że wszystko odbyło się zgodnie z warunkami umowy? Ewentualnie, całość nagrywać dla późniejszych celów dowodowych i odtworzenia przed obliczem wysokiego sądu? Ech, te decyzje, decyzje...


*

Tak mi się przypomniało – kiedyś funkcjonowała taka tradycja, że po urodzeniu dziecka, matrona dostawała od męża jako dowód wdzięczności jakiś pamiątkowy upominek – np. złoty pierścionek z przyjemnym kamykiem... Czy dla Sylwii Spurek jest to stosowne wynagrodzenie za „pracę reprodukcyjną”, czy też przejaw męskiego, patriarchalnego szowinizmu?


*

No i najważniejsze – co na to wszystko gwałcone przez inseminatorów krowy? Czy pani Spurek w ramach „międzygatunkowego siostrzeństwa” zapytała się swoje krowie koleżanki o zdanie?


*

Tymczasem PiS sprawia wrażenie, jakby nie mogło się pozbierać po wygranej, czego objawem jest gonitwa myśli: jak nie zniesienie 30-krotności składek na ZUS, to podwyżka akcyzy na fajki i alkohol od nowego roku. Mam tylko jedno pytanie: czy z podwyżek akcyzy będą refundowane wyższe standardy opieki medycznej dla palaczy i alkoholików, którzy przez lata hołdowania nałogom zasilali budżet państwa? Należy im się, jak mało komu - przecież bez nich już dawno by to wszystko diabli wzięli.


*

Parlament Europejski podżegany przez tutejszych euro-jurgieltników z Lewicy i PO przegłosował uchwałę potępiającą Polskę za projekt ustawy „Stop pedofilii” zakazujący publicznego propagowania postaw pedofilskich, a także propagowania współżycia bądź podejmowania innych czynności seksualnych przez osoby małoletnie. Jakoś nie wiedzieć czemu, powyższe skojarzyło się euro-lewakom z „edukacją seksualną”. I w ten oto sposób, ta banda brukselskich zboczeńców sama niechcący przyznała, o co tak naprawdę w tej całej seks-edukacji chodzi: pedofilia, zwłaszcza ta homoseksualna i zachęcanie dzieci do spółkowania jest w tym wszystkim celem kluczowym – cała reszta to mydlenie oczu i propagandowe plewy.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 47 (22-28.11.2019)

Pod-Grzybki 186

Aj! „Agora” podlicza straty. Czerscy wydali Tuskowi książkę pod kuriozalnym tytułem „Szczerze”, która miała ukazać się 12 grudnia i stać się sztandarem jego kampanii prezydenckiej – a tu Tusk bez ceregieli wystawił swych promotorów do wiatru, ogłaszając, że tak „szczerze”, to on jednak nie startuje. W efekcie, cały nakład można puścić na przemiał – bo w tej sytuacji przecież nikt o zdrowych zmysłach tego wyborczego gadżetu nie kupi. I tak, mówiąc „Siarą”, cały ich misterny plan poszedł w p...u. Ciekawe, czy byli na tyle naiwni, by zapłacić Tuskowi z góry honorarium? Nawiasem – w internetowych księgarniach, gdzie owo wiekopomne dzieło można zamawiać w przedsprzedaży, książka już w tej chwili jest... przeceniona. Mistrzowie, po prostu mistrzowie!


*

Jako swoisty ersatz Tuska w prezydenckim wyścigu ma wystąpić Szymon Hołownia – gwiazdor TVN-u, niedorobiony dominikanin i „katolik otwarty”. „Otwarty” do tego stopnia, że w iście Franciszkowym duchu pomylił katolicyzm z szamanistycznym pogaństwem rodem z „ekologii wyzwolenia”, twierdząc iż na Sądzie Ostatecznym będą osądzać go... zwierzęta. Cóż, jak wiadomo, obecnie największą partią opozycyjną jest TVN, więc nic dziwnego, że postanowił wystawić własnego kandydata. Wprawdzie swojego czasu ta sama stacja za podobne polityczne ciągoty wywaliła Tomasza Lisa – ale to była inna „mądrość etapu”, bo wtedy TVN lansował... Jolantę Kwaśniewską. Z Hołownią skończy się jak z panią Jolantą – ale co się w międzyczasie pobawimy, to nasze.


*

Tydzień bez Sylwii Spurek tygodniem straconym. Tym razem z jakiejś okazji zakazała kobietom jeść mięso, ogłaszając, iż „nie ma feminizmu bez weganizmu”. Biedaczka, ona w tym europarlamencie, gdzie nie chcą na stołówce serwować dań wegańskich, najwyraźniej ze szczętem już oszalała z głodu i pragnie, by reszta kobiet zwariowała tak samo, jak ona. Po raz kolejny potwierdza się teza, że nie ma większych wrogów kobiet, niż feministki.


*

Posłankini” Zielonych Urszula Zielińska wystąpiła z pomysłem „policji ekologicznej”, do której miano by zwerbować... emerytów, żeby mogli sobie dorobić. Coś takiego funkcjonuje ponoć w Szwecji, gdzie policjanci-emeryci sprawdzają, czy sąsiedzi prawidłowo segregują śmieci i nie palą jakimś szajsem w piecach. Wróżę tej inicjatywie wielkie powodzenie – wszyscy emerytowani ubole i ich szpicle zbiegną się pod zielone sztandary jak jeden mąż (i mężyni), by poczuć się jak za młodu. Ekologiczne ORMO czuwa!


*

Homolobby nie odpuszcza. Otóż w Kielcach w ramach „budżetu obywatelskiego” staną tęczowe ławeczki – 20 sztuk za jedyne 130 tys. złociszy. Ehem, coś mi mówi, że nie przetrwają nawet jednego sezonu, podzielając los tęczy na Placu Zbawiciela. Po drugie, weź tu człowieku i usiądź na czymś takim – a potem do końca życia tłumacz się przed znajomymi, że nie jesteś pedałem...


*

Lewactwo w panice – na ekranach kin święci triumfy antyaborcyjny film pt. „Nieplanowane”. Lewacy zanoszą się oburzeniem, bo jak można przypisywać ludzkie cechy jakimś tam „płodom” i „zlepkom komórek”? Tak więc, różne „zlepki komórek”, które miały to szczęście, że rodzice ich nie wyskrobali, dzięki czemu mogły się urodzić i dorosnąć, plują jadem w mediach, internecie, a nawet urządzają pikiety pod kinami. Żeby było ciekawiej, „Nieplanowane” wyświetlane jest również w należącej do „Agory” sieci kin „Helios”. Czekam teraz na feministyczną pikietę pod siedzibą „Agory” na Czerskiej. A nie, zaraz... przecież prym w nagonce na film wiodą redaktorki-aktywistki z „Wysokich Obcasów” - mogą więc urządzić protest u siebie, na miejscu, tropiąc krypto-prolajferów we własnych szeregach. Wszędzie lęgnie się to prawactwo, zgroza!


*

Swoją drogą, to aż nieprawdopodobne, że jeden skromny, niskobudżetowy film doprowadza lewactwo do takiego amoku. Ale to dobrze, mamy tu bowiem do czynienia z odwróceniem dotychczasowej prawidłowości. Dotąd to katolicy organizowali protesty przeciw różnym lewackim, prowokacyjnym produkcjom. Teraz role się odwróciły – co oznacza, że tym razem to tamci czują się niepewnie, zepchnięci do światopoglądowej, ideowej defensywy. I to jest bardzo optymistyczny znak czasów – tak trzymać!


*

Portal OKO.press, podążając za amerykańskimi mediami, „wyśledził”, iż nawrócenie głównej bohaterki „Nieplanowanego”, Abby Johnson (byłej dyrektorki placówki aborcyjnego koncernu „Planned Parenthood”) miało nie być szczere. Przystąpiła ponoć do organizacji pro-life, bo tam lepiej płacili. I sądzę, że tę informację, wbrew pozorom, warto nagłaśniać. Aborcjoniści! Nie ma sensu babrać się w tym zbrodniczym syfie dla marnych kilku dolców! Przejdźcie do prolajferów – będziecie mieli i pieniądze, i spokojne sumienie. Dwa w jednym!


*

Za nami 11 Listopada i kolejny „Marsz Niepodległości”, który już trwale stał się centralnym punktem Święta Niepodległości – co z rezygnacją odnotowały nawet lewackie media, skromnie jednak nie wspominając o wiekopomnej roli, jaką odegrała w propagowaniu i nagłaśnianiu tej imprezy „Gazeta Wyborcza” z przyległościami. Szczególne podziękowania należą się tu Sewerynowi Blumsztajnowi i rozdawanym przez niego gwizdkom, które miały w 2010 r. wypłoszyć z Warszawy „faszystów”, a w rezultacie wydatnie pomogły przekształcić Marsz w wydarzenie naprawdę masowe. Na miejscu organizatorów już za samo to zaproponowałbym mu dożywotnie miejsce na trybunie honorowej. Panie Sewku – dzię-ku-je-my!


*

O zasługach tej oddolnej inicjatywy niech zaświadczy rzut oka w przeszłość. Przed epoką Marszu, 11 Listopada był odbębniany nudnymi „oficjałkami”. Dopiero narodowcy i pozostali patrioci uczynili to święto naprawdę żywym i obywatelskim – co jest osiągnięciem tym cenniejszym, że krwawo wywalczonym w ulicznych starciach z reżimem Tuska oraz rodzimym i zagranicznym lewactwem. A zatem: Polska niech żyje – lewactwo niech wyje!


*

A tymczasem ekologiści ze zgrozą donoszą, iż tegoroczny październik był najcieplejszy w historii pomiarów. Hip, hip, hurra! Żegnaj „mała epoko lodowa” - i do niezobaczenia!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 46 (15-21.11.2019)

czwartek, 7 listopada 2019

Pod-Grzybki 184

Z konkursu „Książka Historyczna Roku” wyrzucono książkę Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony” i – uwaga – wznowioną po raz pierwszy od 1939 r. książkę Władysława Studnickiego „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej” w której autor przewidział bieg wypadków na tyle trafnie, że sanacja skonfiskowała cały nakład, a Studnickiego chciano zamknąć w Berezie. Teraz współcześni „sanatorzy” przestraszyli się z kolei tego, że w swojej książce Studnicki pojechał po Żydach, co wedle nich groziło „międzynarodową awanturą”. Pytanie nr 1: kto miałby tę „awanturę” rozpętać? Jak to pisywał „Kisiel” - zgadnij, koteczku... Ważniejsze jest jednak pytanie nr 2: jak taka trwożliwość wróży w kontekście „ustawy 447”?


*

O sprawie piszę szerzej w „dużym” tekście, tu tylko smakowity fragmencik ze Studnickiego: „Nowa wojna światowa rozstrzygnie los Żydów. Gdy inne narody mają dużo do stracenia, to Żydzi dużo do wygrania, lecz ich wygranie to klęska tych narodów, w których porach siedzą. Niech Francja wyludni się przez nową wojnę, będzie tam więcej miejsca dla Żydów, niech ochotnicza służba przetrzebi inteligencję Anglii, tym łatwiej Żydzi zajmą wpływowe stanowiska, niech przez Polskę przejdzie zniszczenie wojenne lub okupacja ogołacająca ze wszystkich zasobów, niepotrzebna będzie Palestyna. Polska stanie się tą Palestyną, a Polacy nie tymi Arabami, którzy napadają na Żydów i ich niszczą, ale tymi, którzy pracować będą pod ich kierownictwem. Niech Stany Zjednoczone zapanują nad światem, będzie to panowanie Żydów, gdyż oni stają się czynnikiem decydującym w Stanach Zjednoczonych”.

*

Dopiero co litwaczka Anna Azari zakończyła swą „misję dyplomatyczną” w Warszawie, a już dał się poznać jej następca, ambasador Izraela Alexander Ben-Zavi. Skrytykował on obecność w Sejmie Konfederacji, nazywając ją „otwarcie antysemicką” i ostrzegając: „będziemy ją śledzić”. Kurczę, teraz Konfederaci powinni oglądać się czujnie za siebie. Rada – podczas udawania się na sejmowe posiedzenia warto co jakiś czas dyskretnie sprawdzać, czy nie wlecze się za nami jakiś „ogon”. Można w tym celu przystanąć przed sklepową witryną i przyjrzeć się odbiciu w szybie. Zalecane jest również chodzenie różnymi trasami i kluczenie po drodze. Przydadzą się również gadżety: ciemne okulary, kapelusze i sztuczne brody. Opcjonalnie – przyczaić się za rogiem i kiedy śledzący nas ambasador Ben-Zavi będzie nas mijał, wyskoczyć znienacka z gromkim „a kuku!”. Zawsze jest nadzieja, że za którymś razem padnie na zawał.


*

Znowu o Żydach, ale ostatnio nagromadziło się trochę tego typu newsów. Otóż jakiś czas temu doszło w Niemczech do zamachu na synagogę z użyciem broni maszynowej – byli zabici i ranni, ponadto sprawcy wrzucili na żydowski cmentarz granat. Jak zareagowała wpływowa Agencja Żydowska? Otóż wystosowała pismo... do premiera Morawieckiego, by polski rząd nadał „najwyższy priorytet” ochronie żydowskiej społeczności. Czyli, zamach w Niemczech, apel – do polskiego rządu. Co tu jest do rozumienia? To jak z holokaustem – zrobili go Niemcy, płacić mają Polacy. Ot, „talmudyczne myślenie” w działaniu.


*

Portal „OKO Press” pomstuje, bo Andrzej Duda trzyma w prezydenckiej zamrażarce nominację na „belwederskiego profesora” dla dr. Michała Bilewicza – niestrudzonego tropiciela tzw. wtórnego antysemityzmu. Ki diabeł? Otóż „wtórny antysemityzm” polega na tym, że im bardziej wzięty na spytki delikwent się go wypiera, tym większym jest antysemitą. Ten genialny patent wymyślili niemieccy uczeni, by zapewnić sobie do końca życia utrzymanie – bo przy takim podejściu z góry wiadomo, że „antysemityzm” można odnaleźć w dowolnym przechodniu, diagnozując go chociażby po nienawistnym wzroku, nieświeżym oddechu czy podejrzanie cichym chodzie po ulicy. No więc dr Bilewicz też by tak chciał i przekopiował ów wynalazek na polski grunt, za co już w wieku 33 lat (niezależnie od „słusznych” korzeni) otrzymał habilitację, a teraz ma nadzieję na pełną profesurę. Już widzę temat kolejnej rozprawy naszego doktora: „Wtórny antysemityzm na przykładzie profesorskiej obstrukcji prezydenta Andrzeja Dudy”.


*

Ale Bilewicz ma również inne dokonania. Zerknąłem sobie, proszę ja Was, do Wikipedii - a tam odkrycie! Bilewicz jest również specjalistą od „gatunkowizmu” - czyli „dyskryminacji gatunkowej” oznaczającej „stawianie wyżej interesów własnego gatunku ponad interesy innych gatunków”... hrrr, grrr... blurp... Przepraszam, właśnie zasłabłem i spadłem z krzesła, ale już mi lepiej. A więc, czytamy dalej: „jego prace dotyczące psychologicznych uwarunkowań gatunkowizmu zainspirowały nurt badań nad psychologią jedzenia mięsa w psychologii społecznej”. No i wyjaśniła się zagadka, skąd biorą się takie egzemplarze, jak Olga Tokarczuk i Sylwia Spurek – albo, nie przymierzając, Krzysztof Czabański. Zwłaszcza ten ostatni wygląda, jakby do tej pory leczył się na kozetce z traumy po ostatnim schabowym.


*

Sylwia i chomiki – nie, to nie jest tytuł filmu dla dzieci. Sprawa jest poważna, bowiem Sylwia Spurek pochwaliła się próbą zablokowania w Brukseli budowy odcinka trasy S7 pod Miechowem, ze względu na siedliska chomika europejskiego: „Inwestor ignoruje głos ekologów i lokalnej społeczności”. Nie ma co, ostro popłynęła – już widzę, jak „lokalna społeczność” woła wielkim głosem: „nie chcemy trasy szybkiego ruchu, wolimy mieć chomiki!”. Pani Sylwio, może by tak mała konfrontacja z lokalsami?


*

A przy okazji – chomik europejski to bydlę stepowe (naprawdę bydlę – ponad 30 cm. i prawie pół kilo wagi) i stanowi na naszych ziemiach relikt epoki, kiedy to stepy nie zatrzymywały się na dzisiejszej Ukrainie, lecz rozciągały się aż po obecną Polskę. Ponieważ klimat znów się ociepla, to stepy wkrótce powrócą, a wraz z nimi te cholerne chomiki i to w ilości znacznie większej, niż byśmy sobie tego życzyli – bo to, tak przy okazji, bardzo „wydajne” szkodniki wszelkich upraw rolnych. Jeszcze będziemy je piekli na rożnach i dusili w potrawce, jak króliki. Smacznego!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 44 (31.10-07.11.2019)