Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Grodzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Grodzki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 203

Witam wszystkich koronaświrusów! Jak tam, głowy nie eksplodowały od medialnej paniki? Wagon makaronu i kaszy gryczanej kupiony? No to jedziemy!


*

Wiadomość numer jeden: papier toaletowy znów stał się mrocznym obiektem pożądania, niczym w najczarniejszych latach PRL-u. Uporczywa plotka głosi, że kiedy jedna osoba kichnie na ulicy, to kolejne dziesięć robi pod siebie ze strachu – i stąd ten zagadkowy kryzys zaopatrzeniowy. Mam rozwiązanie – powrócić do wydawania rolek w zamian za makulaturę. Poza wszystkim, wspomoże to sprzedaż prasy, tak jak za komuny „Trybuny Ludu”.


*

Najgłupsza opozycja świata nie byłaby sobą, gdyby nie przegrzała tematu, usiłując siać histerię. Ktoś ze sztabu wyborczego podpowiedział Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, by zażądała przebadania testami na koronaświrusa wszystkich Polaków, co byłoby prawdziwą gwarancją paraliżu służby zdrowia (nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie nie ma tylu testów – i nie ma też gdzie ich kupić). Ponadto taki test może jedynie stwierdzić, że badany nie złapał koronaświrusa w tym konkretnym momencie – ale już np. po godzinie może zostać zarażony. Dlatego właśnie testy przeprowadza się dopiero po ujawnieniu podejrzanych objawów, w przeciwnym razie należałoby je robić non-stop. A jeszcze te kolejki do szpitali i przychodni w których ludzie kichają i kasłają na siebie – gdybym był koronawirusem, nie mógłbym życzyć sobie lepszych warunków do rozprzestrzeniania. No chyba, że Kidawa wierzy, iż test sam w sobie zabezpiecza przed zachorowaniem – ale tu już wkraczamy w dziedzinę myślenia magicznego. Ludzie – i ta kobieta miałaby zostać prezydentem...


*

Kolejnym osobnikiem myślącym magicznie okazał się generalissimus Grodzki (pseudo - „Trzecia Osoba”), który uznał, że może sobie pojechać na urlop do Włoch, a potem jak gdyby nigdy nic łazić po Senacie, narażając innych senatorów, pracowników i dziennikarzy. Bo przecież ON zarazić się nie może – od tego właśnie chroni go immunitet. Testowi poddał się dopiero pod wpływem publicznej presji. I co? I wyszło na jego, wirusa brak – jako Trzecia Osoba okazał się niezarażalny. Wieść niesie, że po tym wszystkim generalissimus uznał, iż posiada nadnaturalne moce i jako cudotwórca zamierza wykorzystać przysługujące mu orędzia w TVP w charakterze autorskiej wersji programu „Ręce które leczą”.


*

Ta paranoja „totalsów” ma swoje dobre strony. Po każdym ich wyskoku PiS-owi i Dudzie rośnie w sondażach, a Kidawie i Platformie spada. Stan na chwilę obecną – poparcie dla Andrzeja Dudy przekroczyło 46 proc. No i teraz wiadomo, dlaczego opozycja zaczęła się domagać przełożenia wyborów na jesień. Jak tak dalej pójdzie, to do 10 maja Duda będzie miał reelekcję w kieszeni – i to już w pierwszej turze. Szkopuł w tym, że aby przenieść wybory trzeba by ogłosić stan wyjątkowy. No to w końcu jak jest – PiS ma wprowadzać ten „stan wojenny” czy nie? Proponuję eksperyment – zadajcie takie pytanie dowolnemu platformersowi. Gwarantuję, że zamiast odpowiedzi zobaczycie, jak mózg wypływa mu uszami.


*

A tymczasem portal „Agory” kręci się wokół swych najbardziej żywotnych zainteresowań. Uraczył mianowicie czytelników artykułem pt. „Masturbacja a koronawirus: czy chroni przed zachorowaniem?”. Wyszło... że tak, owszem, chroni. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądają na Czerskiej firmowe procedury bezpieczeństwa i kolegia redakcyjne. Ciekawe, czy przed wejściem do siedziby każdy jest zobowiązany zrobić sobie dobrze?


*

Jednak okazuje się, że zalecenia Czerskiej są pilnie czytane i wdrażane w życie – i to przez kogo! Oto jako fan wiadomych praktyk ujawnił się poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz, który postanowił rozpropagować tę metodę profilaktyki podczas swej konferencji prasowej, wyświetlając na rzutniku zdjęcie jakiejś roznegliżowanej laski, które na taką okoliczność (no bo niby po cóż by innego) trzyma na swoim laptopie. Panu Dobromirowi winszuję pozostawania w dobrym zdrowiu i dziękuję za ten cenny wkład w światową medycynę oraz dawanie przykładu. Każdy powinien zwalczać pandemię na swoim indywidualnym odcinku. Gdyby nie zabrzmiało to dwuznacznie, rzekłby nawet: tak... ehem... trzymać!


*

Ale Czerska wyczaiła konkurencję dla swej „medycyny naturalnej” i dostała szału. Poszło o to, że Orlen wziął się za produkcję płynu dezynfekującego i wkrótce dostarczy go na rynek. „Orlen zarobi na koronawirusie. Z pomocą rządu” - zagrzmiał Andrzej Kublik. Rety, oni tam naprawdę do reszty oszaleli i pienią się na samą myśl, że „pisowski” koncern wyprodukuje deficytowy towar pierwszej potrzeby. Co innego, gdyby na płynie do dezynfekcji zarobiła jakaś zagraniczna firma. Na przykład IG Farben. Ci mają w tym niewątpliwe doświadczenie.


*

Dowód na to, że koronaświrus infekuje przede wszystkim mózg. Na łamach „Kretyniki Politycznej” feministyczna aktywistka Maja Staśko zamieściła artykuł o „czwartej fali feminizmu”, której czołowymi przedstawiciel(ka)mi na polskim gruncie mają być... ta-dam! - „patoinfluencerka” Marta Linkiewicz (nawet nie chcecie wiedzieć o niej niczego bliżej, wierzcie mi), udzielająca się w mediach społecznościowych prostytutka „Tatohoker”, „cam-girl” (dziewczyna rozbierająca się przed kamerką internetową – Dobromir Sośnierz lubi to) o ksywie „Kitty Tease” oraz inna prostytutka – tym razem męska, homoseksualna – czyli niejaki Maksym Wołczyk. I tym samym objawiło się nam, o co z tym współczesnym feminizmem biega – to po prostu patologia i k...o.


*

Z mniej wesołych wiadomości. Jak donoszą media, w sanepidach w całej Polsce urywają się telefony. Otóż ludzie masowo wydzwaniają... z donosami na swoich sąsiadów i znajomych. Bo ktoś był za granicą, zakasłał, albo jakoś „niewyraźnie” wygląda. Na kwarantannę go! Słowem, psychoza się rozszerza, aż strach kichnąć na ulicy – i to nie tylko dlatego, że wtedy reszta przechodniów rzuci się do najbliższej „Biedronki” wykupywać „taśmy szczęścia”. Mój apel do rodaków: ludzie, nie zachowujmy się jak „nosacze” z memów, bo to jednak trochę wstyd...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 12 (20-26.03.2020)

piątek, 21 lutego 2020

Pod-Grzybki 197

Klaudia Jachira nie ustaje w swych żenujących prowokacjach. Tym razem wystąpiła z repliką tablic z Dekalogiem, plotąc przy tym jakieś dyrdymały, mające w zamierzeniu ośmieszyć PiS i jego wyborców. Teksty były tak nędzne i bez krzty polotu, że daruję sobie cytaty. Frapuje mnie natomiast jedno – czy parodiowanie Mojżesza i tekstu ze świętej księgi judaizmu nie podpada aby pod antysemityzm?


*

Jak wiadomo, według „totalnych” mamy obecnie faszyzm, stalinizm i stan wojenny – nie wiadomo tylko, czy opcje te są do wyboru, czy też dostępne łącznie, w wersji „all inclusive”. O stanie wojennym gardłowali ostatnio sędziowie podczas marszu tysiąca fartuszków pod przewodem pani przedszkolanki Małgorzaty Gersdorf. Jest to o tyle zastanawiające, że to właśnie sędziowie szli w awangardzie junty Jaruzelskiego, soląc posłusznie „piękne wyroki” na różnych antysocjalistycznych wichrzycieli oraz „elementy antypaństwowe”. Bez nich Jaruzelowi byłoby o wiele trudniej. No i teraz mam zagwozdkę – czy mówiąc o „stanie wojennym dla sędziów” oni nas ostrzegają, czy wyrażają tęsknotę za latami młodości?


*

Jeszcze chwila o tym „stanie wojennym” - tyle, że w nietypowym kontekście... dzietności. Otóż po chwilowym skoku urodzeń, jaki nastąpił wskutek wprowadzenia „500+”, znów mamy regres demograficzny. Mam na to radę, zbieżną przy okazji z wyrażonym wyżej pragnieniem „nadzwyczajnej kasty”. Mianowicie, ostatnim przywódcą, który sobie poradził z tym problemem był Wojciech Jaruzelski. Nie zrobił tego wprawdzie celowo, tak po prostu wyszło, ale liczy się efekt. Tak się składa, że ostatni znaczący boom urodzeń w Polsce to początek lat '80 – czyli okres stanu wojennego. Powiadają, że w Polsce było wtedy tak biednie, beznadziejnie, szaro i ponuro (a do tego godzina policyjna), że ludzie siedzieli w domach i z nudów... robili dzieci. A zatem, panie Naczelniku, jak by to powiedzieć... do dzieła! Wprowadzić godzinę policyjną, odciąć telewizję i internet, ludzi zamknąć w domach – i niech ten... zajmą się sobą...


*

Przez mediodajnie przetacza się festiwal „agenta Tomka”, który w stylu „skruszonego gangstera” sypie swoich byłych zwierzchników z CBA – przez co z miejsca stał się bohaterem wszelkiej maści „totalsów”. Jego gadanina wprawdzie warta jest tyle, co niejakiego „Masy”, który też znany jest z nadawania na zlecenie, ale ja o czym innym. „Agent Tomek” to mianowicie były „człowiek roku” „Gazety Polskiej” - za „bezkompromisową walkę z korupcją”. Hm, „Sakiewka” coś nie ma ręki do tych swoich „człowieków roku” - jak nie „Zdradek” Sikorski, to „agent Tomek”. Może dlatego w ostatnich pięciu (!) latach wolał „bezpiecznie” przyznawać swoje wyróżnienie na zmianę Kaczyńskiemu i Morawieckiemu? Teraz jednak pan „Tomek” jest ulubieńcem organu Michnika, dlatego zgłaszam postulat - „agent Tomek” na człowieka roku „Gazety Wyborczej”! Koniecznie razem z Beatą Sawicką – może odżyje dawna miłość? To byłby piękny ślub...


*

Polskę odwiedził francuski Makaron (wiecie, ten co ma taką fajną babcię) – ale nie po to, by spotkać się z prezydentem czy premierem, gdzie tam! Oto Trzecia Osoba (póki co, jeszcze nie-Boska), czyli generalissimus Grodzki oznajmił, iż Makaron przyjechał specjalnie do niego: „Zgodziliśmy się, że i Francja, i Polska, jako ważne kraje UE, powinny stać na straży europejskiego ładu”. Tylko europejskiego? A dlaczego nie kosmicznego? Galaktyczny Senat pod wodzą Imperatora Palpatin... to jest, generalissimusa Grodzkiego – oto prawdziwie godne miejsce dla Trzeciej Osoby!


*

Taka sprawa. Władze Warszawy miały wybudować mur przeciwpowodziowy na Wybrzeżu Helskim. Niestety, przed rozpoczęciem inwestycji trzeba było wyciąć ok. 500 drzew, przeciwko czemu zaprotestowali ekologiści, ruchy miejskie i inni lewaccy popaprańcy – bo „Natura 2000” nie pozwala. Trzaskowski oczywiście ugiął się przed lewakami. Zatem przy okazji najbliższej powodzi Warszawiacy będą mieli sposobność, by podziękować „Czaskoskiemu” za możliwość bezpośredniego obcowania z siłami „Natury 2000”. A jeśli na dokładkę wybije jakieś g...o, to już będzie pełnia szczęścia. Ale co tam – grunt, że nie rządzi PiS, prawda?


*

Eko-faszyzm w natarciu. Sylwia Spurek zapowiedziała debatę w Parlamencie Europejskim na temat „sprawiedliwych cen mięsa”. Od razu wyjaśniam: w rozumieniu dzisiejszych lewaków „sprawiedliwe ceny” oznaczają „droższe”. Według eko-oszołomów mięso jest obecnie „zbyt tanie”, więc należy opodatkować rolników, żeby odpowiednio zdrożało, stając się produktem luksusowym. Jest to twórcza kontynuacja wypowiedzi Olgi Tokarczuk, która całkiem niedawno prorokowała, że niedługo na mięso będzie stać tylko najbogatszych – cała reszta będzie żarła szczaw i mirabelki, niczym młody Niesiołowski. A ja się pytam: po co takie półśrodki? Nie lepiej od razu wprowadzić kartki na mięso? Kurczę, wychodzi na to, że myśmy nie docenili tego epokowego wynalazku komuny! I po co było obalać, skoro dziś do tego wracamy – tyle, że okrężną drogą, przez Brukselę?


*

Jest też inny patent. W USA za czasów prohibicji funkcjonowała tzw. medyczna whisky, którą sprzedawano... w aptekach. Wyglądało to tak: spragniony delikwent szedł do jakiegoś rozumiejącego ludzkie potrzeby lekarza, ten wystawiał receptę zaświadczającą, że pacjent z przyczyn zdrowotnych musi sobie golnąć drinka – po czym wystarczyło udać się do monopolo... to jest, do apteki po flaszkę – i gotowe. I tak samo można zrobić z mięsem – tylko na receptę! Potem z druczkiem w garści idziemy do mięsn... to jest, do apteki – a pani farmaceutka odważy nam kilo schabu czy innej „medycznej karkówki”. Dobrze przy tym byłoby, żeby Ministerstwo Zdrowia wpisało mięso na listę leków refundowanych (a dla emerytów za złotówkę) – totalitarnym lewakom na pohybel!


*

Powyższe pokazuje, że Wielka Brytania wymiksowała się z tego brukselskiego kołchozu w ostatnim momencie. Nawiązując zatem do słów Nigela Farage'a, że w ślady Brytyjczyków pójdą niedługo kolejne kraje, w tym Polska – rzucam hasło: Poland Next!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 06 (07-13.02.2020)

Pod-Grzybki 195

Na początek mały remanent, bo nagromadziło mi się kilka refleksji, które nie zmieściły się w poprzednich „Pod-Grzybkach”. Otóż generalissimus Senatu, Tomasz Grodzki (ksywa „Copertfield”) wystawił na aukcji WOŚP Jurasa Owsiaka (ksywa „Puszkin”) kolację ze sobą. I to jest ten poziom samouwielbienia, który chyba na zawsze pozostanie poza zasięgiem mojej percepcji. Jak rozdęte ego trzeba mieć, by uważać, że ludzie będą się zabijać o przywilej chwilowego obcowania z Trzecią Osobą? A z drugiej strony – jak trzeba mieć zryty beret, by na coś takiego wyrzucać kasę? No i przede wszystkim – kto za tę całą wyżerkę zapłaci?


*

A wspomniane ego Tomasza Grodzkiego rośnie w postępie geometrycznym. Jak na niego, zaczął jednak skromnie. Najpierw, gdy na skutek politycznych układanek w łonie „totalnej opozycji” został marszałkiem Senatu, uwierzył we własną wielkość. To z kolei sprawiło, iż uznał że Telewizja Publiczna to w zasadzie taki prywatny kanał na You Tube i zaczął wygłaszać „orędzia” podczas których, wyraźnie napawając się własnym głosem, chrzanił jakieś nieprzytomne banialuki (konia z rzędem temu, kto jest w stanie cokolwiek z tych wystąpień powtórzyć z pamięci), stając się kimś w rodzaju politycznego patostreamera. Na kolejnym etapie wziął do ręki OTUĘ, w której wyczytał, że jest „trzecią osobą w państwie” i tak zaczął się tytułować – bo wszak Trzecia Osoba, to brzmi dumnie, o wiele lepiej, niż byle „marszałek”. Podbudowany w ten sposób stwierdził, iż uczyni Senat alternatywnym ośrodkiem polityki zagranicznej, a w dalszej perspektywie – po prostu alternatywnym rządem, do czego asumpt dały mu konszachty z ościennymi ambasadorami i międzynarodowymi instytucjami, którym oczywiście tylko w to graj. I w tym momencie zaczął już ocierać się nie tylko o poziom pychy, ale wręcz zdradzieckie praktyki magnaterii z czasów upadku I Rzeczypospolitej. Biorąc to wszystko do kupy, nasuwa się tylko jeden wniosek – w tym tempie, jeszcze przed Wielkanocą generalissimus Grodzki ogłosi się Trzecią Osobą Boską.


*

O ile Trzecia Osoba (chwilowo jeszcze nie-Boska) coraz bardziej się nadyma, to Kwachu zalicza spektakularny upadek – na aukcję WOŚP wystawił bowiem... swój krawat. Jak rany, co za nędza. Wyobrażacie to sobie? Budzi się taki rano z kaca – i nagle uświadamia sobie, że przecież zaraz finał imprezy „Puszkina”, więc warto o sobie przypomnieć i rzucić coś na licytację. Grzebie nerwowo w szafie, przegląda bambetle – i bingo! Dam krawat! Nawet mało używany, w sumie i tak już mi się nie podoba, a tę plamę po łyskaczu da się jakoś zaprać... niech się Juras cieszy... Kwachu, kurczę, nie mogłeś chociaż pół litra wystawić? Żal ci było, że kto inny wypije?


*

Tak, wiem, chore dzieci i te sprawy... chlip, chlip. Tylko jestem jakoś dziwnie przekonany, że te wszystkie celebryty, tudzież inne osoby, z przeproszeniem, publiczne, mają te biedne dzieci najgłębiej jak tylko się da. Pomyślmy tylko: to są z reguły ludzie, którzy jak na polskie warunki ociekają wręcz kasą – i zamiast wrzucić do tej puszki jakiemuś małolatowi sterczącemu na mrozie pod kościołem choćby parę stówek, urządzają pchli targ połączony z wyprzedażą na OLX-ie, opychając w świetle kamer jakieś zbędne badziewie i pozując z tego tytułu na wielkich „filantropów”. Hipokryzja bije aż pod niebo. Choroba, nawet świeżo ozłocona Olga Tokarczuk wrzuciła na aukcję „replikę medalu noblowskiego”. Tak się składa, że mam gdzieś jeszcze na półce grę „Monopol” z replikami dolarów – na taką licytację będą jak znalazł.


*

No dobra, zmieniamy temat. Rząd pokazuje, że „umie w internety”. Minister cyfryzacji Marek Zagórski ogłosił plan walki z pornografią w sieci... tak, wiem, że już samo to jest dość zabawne – ale za to jaki to plan! Otóż min. Zagórski (swoją drogą, dzięki tej inicjatywie w ogóle dowiedziałem się, że ktoś taki istnieje) w trosce o moralną czystość nieletnich wykoncypował sobie, że przyciśnie dostawców przeglądarek internetowych, by ci domyślnie blokowali dostęp do stron „dla dorosłych”. A jeśli ktoś mimo to uparłby się, by pooglądać sobie jakąś ruję i poróbstwo? Aaa – taki delikwent musiałaby się zgłosić do Ministerstwa Cyfryzacji po specjalny „klucz dostępu” odblokowujący zakazane treści. Dowcip w tym, że taki klucz byłby wydawany IMIENNIE – bo wnioskujący musiałby udowodnić swoją pełnoletność poprzez okazanie dowodu osobistego. Czujecie to Państwo? Te kolejki chętnych z podaniami w trzech egzemplarzach, te ministerialne serwery padające pod nawałą wniosków składanych on-line... i ta rządowa BAZA DANYCH puchnąca od haków na różnych świntuchów... Super, jeśli „dobra zmiana” chce ulicznych protestów na skalę tych przeciw ACTA – właśnie jest na najlepszej drodze.


*

Tyle, że ten pomysł jest również poroniony od strony czysto technicznej, o czym wie każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o internecie – a w szczególności nastolatkowie obeznani z tym medium od dziecka. Wbrew temu, co najprawdopodobniej wydaje się ministrowi cyfryzacji (CYFRYZACJI!), rynek przeglądarek to nie tylko Microsoft, Google czy Mozilla. Jest tego trochę więcej - a po wprowadzeniu proponowanych rozwiązań wręcz zaroiłoby się w odpowiedzi na rynkowe zapotrzebowanie od kolejnych „niekoncesjonowanych” produktów. Nie wspominając już o takich „mykach” pozwalających omijać lokalne blokady, jak serwery proxy czy szyfrowanie VPN, z których potrafi dziś korzystać każde dziecko. Tylko minister cyfryzacji (olaboga...) o tym nie wie. Tak więc, Panie Zagórski – niestety, nie „umisz” Pan w internety. Co więcej, swoim pomysłem zdradził Pan kompletną ignorancję. A jeśli mi Pan nie wierzy – proszę się skonsultować z pierwszym z brzegu pracującym w resorcie informatykiem. Gwarantuję, że skutecznie wybije Panu te bzdury z głowy. A tak przy okazji, przypomniał mi się mem dość dobrze obrazujący opisany tu absurd. Zbigniew Ziobro patrzy w obiektyw przerażonym wzrokiem i mówi: „stary, bez kitu – te pornosy, co dziś oglądałeś, to naprawdę jest patologia,,,”.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 04 (24-30.01.2020)

środa, 27 listopada 2019

Pod-Grzybki 187

Opozycja w euforii, bo odzyskała „wolny Senat” - marszałkiem został nikomu wcześniej nieznany chirurg, prof. Tomasz Grodzki, który z miejsca zaczął zdradzać objawy typowo lekarskiego „kompleksu Boga” i prawić jakieś niemożebne umoralniające kocopoły. Ale ciekawsze jest co innego – prof. Agnieszka Popiela z Uniwersytetu Szczecińskiego oskarżyła Grodzkiego, że ten wziął 500 dolarów łapówki za operację jej umierającej matki. W odpowiedzi władze uniwersytetu skierowały sprawę do rzecznika dyscyplinarnego. I teraz najlepsze – nie sprawę łapówki Grodzkiego, a wypowiedzi prof. Popieli, motywując to przywiązywaniem najwyższej wagi do „współkształtowania standardów moralnych obowiązujących w życiu publicznym”. Proste - Grodzki wymusił na Popieli łapówę, Popiela o tym publicznie powiedziała, więc to Popiela ma sprawę – czego tu nie rozumiecie?


*

W każdym razie, dla uczczenia epokowego triumfu w Senacie, poseł PO Cezary Tomczyk postanowił odśpiewać z mównicy sejmowej „Mazurka Dąbrowskiego” - przy czym okazało się, że nie bardzo kojarzy słowa i musiał posiłkować się ściągą ze smartfona. I pomyśleć, że kiedyś ludzie mieli polewkę z Leppera usiłującego śpiewać „Rotę”... albo z Górniak czy sióstr Godlewskich. Rada dla chłopaków (i chłopakiń) z PO – weźcie i zróbcie sobie zamkniętą nasiadówę w jakimś klubie z karaoke i śpiewajcie hymn aż do skutku. Może za którymś razem zatrybicie, jełopy. Tylko nie pomylcie z „Deutschland, Deutschland über alles...”.


*

Ale, podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu błysnął również Janusz Korwin-Mikke, któremu chyba wydało się, że wciąż jest w Parlamencie Europejskim, więc w swoim zwyczaju spokojnie przyciął komara. To jednak dobrze, że nie został marszałkiem-seniorem. Wyobraźmy to sobie tylko: „panie prezydencie, wysoka izbo... hrrr... zzz... hrrr... zzz...”.


*

Ekologiści znaleźli kolejny obiekt ataków. Tym razem jest to Sylwester TVP, który ma się odbyć pod Wielką Krokwią w Zakopanem. Powodem są tatrzańskie niedźwiedzie, którym głośna muzyka i „zanieczyszczenie światłem” zakłóci sen zimowy – a Krokiew leży w otulinie parku narodowego. Tego... ekologistom przypominam, że na Wielkiej Krokwi w środku zimy urządzana jest co roku również inna impreza – to konkursy w skokach narciarskich. Zbiera się podczas niej wielotysięczny tłum ludzi, zwykle z wuwuzelami, puszczana jest głośna muzyka, a skoki często odbywają się już po zmroku, przy sztucznym świetle. I wszystko to trwa nie kilka godzin, jak w przypadku sylwestra, lecz przez cały weekend. Lećcie teraz do FIS i Polskiego Związku Narciarskiego tłumaczyć, że to niedopuszczalne, żeby w środku snu zimowego niedźwiedzi urządzać w Zakopanem wielodniowe zawody sportowe. A jeszcze lepiej – spróbujcie taką gadką podenerwować kibiców, jestem szalenie ciekaw reakcji. No i bonus motywacyjny – transmisję z konkursów też robi TVP Kurskiego, a przecież to właśnie o „pisowską” TVP wam chodzi, a nie o żadne niedźwiadki, nieprawdaż?


*

Pora na cotygodniową dawkę „lol-contentu” w wydaniu Sylwii Spurek. Tym razem objawiła, czym się zajmuje Kongres Kobiet w Parlamencie Europejskim. Otóż gender-feministki wzięły na tapetę nieodpłatną „pracę reprodukcyjną” kobiet. Od razu wyjaśniam – chodzi o seks małżeński i w następstwie tegoż, macierzyństwo. Innymi słowy, za pożycie z mężem paniom należy się kasa... Ciekaw jestem tylko, czy znajdzie się odważny facet, który wyskoczy z taką propozycją wobec swej małżonki: „wiesz kochanie, mam kilka stówek na zbyciu, a teraz chodźmy do łóżka”... Ostrzegam – zamiast seksu można w odpowiedzi zaliczyć plaskacza i solidną dawkę „cichych dni”. Podziękowania proszę kierować na adres pani Sylwii.


*

A teraz w sprawie formalnej – czy małżonka za swe „usługi reprodukcyjne” powinna wystawiać fakturę, albo co najmniej paragon fiskalny? Jeśli tak, to z jaką stawką VAT? Po drugie, do „reprodukcji” trzeba jednak również i drugiej strony – czy w takim razie małżonkowie powinni wpierw podpisać umowę o świadczeniu usług wzajemnych? Po czym skonsumować pożycie w obecności notariusza, który zaświadczy, że wszystko odbyło się zgodnie z warunkami umowy? Ewentualnie, całość nagrywać dla późniejszych celów dowodowych i odtworzenia przed obliczem wysokiego sądu? Ech, te decyzje, decyzje...


*

Tak mi się przypomniało – kiedyś funkcjonowała taka tradycja, że po urodzeniu dziecka, matrona dostawała od męża jako dowód wdzięczności jakiś pamiątkowy upominek – np. złoty pierścionek z przyjemnym kamykiem... Czy dla Sylwii Spurek jest to stosowne wynagrodzenie za „pracę reprodukcyjną”, czy też przejaw męskiego, patriarchalnego szowinizmu?


*

No i najważniejsze – co na to wszystko gwałcone przez inseminatorów krowy? Czy pani Spurek w ramach „międzygatunkowego siostrzeństwa” zapytała się swoje krowie koleżanki o zdanie?


*

Tymczasem PiS sprawia wrażenie, jakby nie mogło się pozbierać po wygranej, czego objawem jest gonitwa myśli: jak nie zniesienie 30-krotności składek na ZUS, to podwyżka akcyzy na fajki i alkohol od nowego roku. Mam tylko jedno pytanie: czy z podwyżek akcyzy będą refundowane wyższe standardy opieki medycznej dla palaczy i alkoholików, którzy przez lata hołdowania nałogom zasilali budżet państwa? Należy im się, jak mało komu - przecież bez nich już dawno by to wszystko diabli wzięli.


*

Parlament Europejski podżegany przez tutejszych euro-jurgieltników z Lewicy i PO przegłosował uchwałę potępiającą Polskę za projekt ustawy „Stop pedofilii” zakazujący publicznego propagowania postaw pedofilskich, a także propagowania współżycia bądź podejmowania innych czynności seksualnych przez osoby małoletnie. Jakoś nie wiedzieć czemu, powyższe skojarzyło się euro-lewakom z „edukacją seksualną”. I w ten oto sposób, ta banda brukselskich zboczeńców sama niechcący przyznała, o co tak naprawdę w tej całej seks-edukacji chodzi: pedofilia, zwłaszcza ta homoseksualna i zachęcanie dzieci do spółkowania jest w tym wszystkim celem kluczowym – cała reszta to mydlenie oczu i propagandowe plewy.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 47 (22-28.11.2019)