Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kidawa-Błońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kidawa-Błońska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 205

Uporczywa plotka na temat posła KO Sławomira Nitrasa głosi, iż jest on zagorzałym koneserem środków psychoaktywnych. Takie hobby może sprzyjać podatności na różne odloty – nic więc dziwnego, że owładnięty sejmową gorączką Nitras postraszył posłankę SLD Annę Marię Żukowską, iż „Kiedy będziemy rządzili z Konfederacją, to my będziemy rządzili, a Konfederacja zajmie się wami”. Pani Anna Maria dostała spazmów, a Nitras próbował się wypierać swej wypowiedzi – w amoku zapomniał jednak, że na sali sejmowej są mikrofony, które wszystko zarejestrowały. Wniosek nr 1: posła Nitrasa należy bezzwłocznie poddać testom – i to bynajmniej nie na obecność koronawirusa. Wniosek nr 2: Nitrasa zapewne uskrzydliły ostatnie zachowania Konfederacji, która zaczęła ścigać się z „totalsami” o palmę pierwszeństwa w opozycyjnym radykalizmie. I tu pytanko do „Konfy”: jak wam się podoba rola platformerskich wykidajłów? Nitras majaczył, czy jednak jest coś na rzeczy?


*

Z kolei poseł KO Witold Zembaczyński uzbroiwszy się w maseczkę i gogle ochronne, zagrzmiał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego: „gdzie jest mały tchórz z Żoliborza?”. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński siedział na sali sejmowej – i to bez maseczki, co pokazuje różnicę w odwadze obu panów. Jak widać, koronawirus rzuca się również na wzrok. No chyba, że przedtem Zembaczyński odkażał się specyfikami z apteczki Nitrasa – i to tak skutecznie, że w efekcie sam już nie wiedział kogo widzi i gdzie się znajduje.


*

Małgorzata Kidawa-Błońska oczywiście nie mogła być gorsza i zgłosiła dojmujący brak „inspiratorów”. Ależ tych „inspiratorów” w swoim sztabie pani Małgorzata ma co niemiara – więcej, inspirowana jest tak intensywnie, że orbituje nie gorzej od Nitrasa i Zembaczyńskiego. Zauważmy przy okazji, iż wszystkie te lapsusy i wpadki Kidawy-Błońskiej składają się na wielki przełom w poetyce. Wieszcz zalecał, żeby „język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. U Kidawy odwrotnie - najpierw gada język, a dopiero potem głowa zaczyna się zastanawiać, co język miał na myśli. Wniosek – Platforma zamiast do prezydentury, powinna Kidawę wystawić do literackiego Nobla.


*

Kidawa zdążyła jeszcze błysnąć stwierdzeniem, że OTUA jest cenniejsza niż ludzkie życie. I to szczera prawda – podczas pamiętnego ciamajdanu swe życie za OTUĘ oddał niejaki pan Diduszko, a w nagrodę za poświęcenie zaraz zmartwychwstał, nawet nie musiał odczekać trzech dni. Sądzę, że to hasło powinien wziąć na sztandary sztab „Kidawy 2020” - i opowiedzieć się twardo za przeprowadzeniem wyborów prezydenckich w konstytucyjnym terminie 10 maja. Swoją drogą, nawet nie przypuszczałem, że po odejściu Rysia Petru z polityki tak szybko znajdzie się następczyni – i to przerastająca mistrza gaf o dwie głowy.


*

Jakoś to przeoczyłem, ale nadrabiam. Posłanka KO Iwona Hartwich (ta od protestu niepełnosprawnych) ogłosiła, że jesienią zaczyna naukę w liceum wieczorowym. Jak na przedstawicielkę „partii ludzi światłych i na poziomie” przystało. Ciekawe, czy w wieczorowym liceum też jest studniówka? Wyobrażacie sobie Hartwichową z obowiązkową czerwoną podwiązką, ryczącą „Maturę” Czerwonych Gitar? Rany, jak ja chciałbym to usłyszeć!


*

Ta sama Iwona Hartwich, która zarzucała PiS-owi tchórzostwo i protestowała przeciw zdalnemu posiedzeniu Sejmu, ostatecznie nie pojawiła się na ostatnich obradach. A następnie zaapelowała, by nie zgłaszać się do pracy w komisjach wyborczych – bo śmierć. Czyli tak: Sejm powinien obradować tradycyjnie, na sali plenarnej, a przejście na system zdalny to tchórzostwo, natomiast rezygnacja z pracy w komisjach wyborczych, to jak rozumiem akt odwagi? Widać, że ta matura pani poseł bardzo się przyda. Szkoda tylko, że teraz nie ma egzaminów z logiki.


*

Tymczasem zbliża się Wielkanoc, po której okaże się, czy koronawirus wyhamował, czy jednak nie. Pytanie, jak podczas świąt rząd ma zamiar powstrzymać ludzi przed składaniem sobie rodzinnych wizyt? Bo ja, szczerze mówiąc, słabo to widzę. Ale to jeszcze nic, bowiem dokładnie na tydzień przed wyborami przypada długi weekend 1-3 maja – czyli tradycyjny, majówkowy termin Narodowej Inauguracji Sezonu Grillowego. I tu już zupełnie nie potrafię wyobrazić sobie sposobu, by Polaków utrzymać w domach.


*

Największy twardziel Europy czyli Boris Johnson wymiękł i zaczął wprowadzać w Wielkiej Brytanii obostrzenia. Trochę szkoda – liczyłem na jakieś konkretne porównanie, która z metod na dłuższą metę okaże się skuteczniejsza: kontynentalna opiekuńczość, czy podszyte darwinizmem brytyjskie „kto ma umrzeć i tak umrze, a reszta się uodporni”? Na szczęście jest Łukaszenka, który się koronawirusowi nie kłania, tylko zaleca stakan wódki, saunę i pracę na traktorze. Ach nie – jest jeszcze Szwecja, gdzie dopiero niedawno wprowadzono ograniczenie zebrań do 50 osób. Trzymam zatem kciuki za Szwecję i Białoruś!


*

Ale i u nas mamy cichych zwolenników „odporności stadnej”. Rafał „Czaskoski” gdy tylko się zorientował, że komunikacja miejska w Warszawie świeci pustkami... wprowadził weekendowe rozkłady jazdy, dzięki czemu autobusy i tramwaje zostały należycie „dogęszczone”. Prócz tego heroicznie odmówił zniesienia opłat parkingowych (ruchy miejskie lubią to) – mimo iż w obecnych warunkach to samochód jest najbezpieczniejszym sposobem przemieszczania się. Ale spoko – w razie czego „Czaskoski” wybuduje na Placu Bankowym szpital polowy z palet. Warszawiacy będą wniebowzięci – niektórzy nawet całkiem dosłownie.


*

Natomiast w obliczu pandemonii Donald Tusk zaszył się na „kwarantannie” i zajął tym, co lubi najbardziej – wrzutkami. Po zrecenzowaniu męskości Andrzeja Dudy, wziął się za ocenę odwagi cywilnej Jarosława Kaczyńskiego – przypomnijmy, są to wynurzenia gościa, który ze strachu przed Dudą i Kaczyńskim zrejterował z kandydowania na prezydenta. Krótko mówiąc, Tusk stał się pospolitym, internetowym trollem – czyli powrócił do właściwego sobie formatu po tym, jak na kilka lat został sztucznie nadęty do rangi „mężyka stanu”.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 14 (03-09.04.2020)

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 203

Witam wszystkich koronaświrusów! Jak tam, głowy nie eksplodowały od medialnej paniki? Wagon makaronu i kaszy gryczanej kupiony? No to jedziemy!


*

Wiadomość numer jeden: papier toaletowy znów stał się mrocznym obiektem pożądania, niczym w najczarniejszych latach PRL-u. Uporczywa plotka głosi, że kiedy jedna osoba kichnie na ulicy, to kolejne dziesięć robi pod siebie ze strachu – i stąd ten zagadkowy kryzys zaopatrzeniowy. Mam rozwiązanie – powrócić do wydawania rolek w zamian za makulaturę. Poza wszystkim, wspomoże to sprzedaż prasy, tak jak za komuny „Trybuny Ludu”.


*

Najgłupsza opozycja świata nie byłaby sobą, gdyby nie przegrzała tematu, usiłując siać histerię. Ktoś ze sztabu wyborczego podpowiedział Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, by zażądała przebadania testami na koronaświrusa wszystkich Polaków, co byłoby prawdziwą gwarancją paraliżu służby zdrowia (nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie nie ma tylu testów – i nie ma też gdzie ich kupić). Ponadto taki test może jedynie stwierdzić, że badany nie złapał koronaświrusa w tym konkretnym momencie – ale już np. po godzinie może zostać zarażony. Dlatego właśnie testy przeprowadza się dopiero po ujawnieniu podejrzanych objawów, w przeciwnym razie należałoby je robić non-stop. A jeszcze te kolejki do szpitali i przychodni w których ludzie kichają i kasłają na siebie – gdybym był koronawirusem, nie mógłbym życzyć sobie lepszych warunków do rozprzestrzeniania. No chyba, że Kidawa wierzy, iż test sam w sobie zabezpiecza przed zachorowaniem – ale tu już wkraczamy w dziedzinę myślenia magicznego. Ludzie – i ta kobieta miałaby zostać prezydentem...


*

Kolejnym osobnikiem myślącym magicznie okazał się generalissimus Grodzki (pseudo - „Trzecia Osoba”), który uznał, że może sobie pojechać na urlop do Włoch, a potem jak gdyby nigdy nic łazić po Senacie, narażając innych senatorów, pracowników i dziennikarzy. Bo przecież ON zarazić się nie może – od tego właśnie chroni go immunitet. Testowi poddał się dopiero pod wpływem publicznej presji. I co? I wyszło na jego, wirusa brak – jako Trzecia Osoba okazał się niezarażalny. Wieść niesie, że po tym wszystkim generalissimus uznał, iż posiada nadnaturalne moce i jako cudotwórca zamierza wykorzystać przysługujące mu orędzia w TVP w charakterze autorskiej wersji programu „Ręce które leczą”.


*

Ta paranoja „totalsów” ma swoje dobre strony. Po każdym ich wyskoku PiS-owi i Dudzie rośnie w sondażach, a Kidawie i Platformie spada. Stan na chwilę obecną – poparcie dla Andrzeja Dudy przekroczyło 46 proc. No i teraz wiadomo, dlaczego opozycja zaczęła się domagać przełożenia wyborów na jesień. Jak tak dalej pójdzie, to do 10 maja Duda będzie miał reelekcję w kieszeni – i to już w pierwszej turze. Szkopuł w tym, że aby przenieść wybory trzeba by ogłosić stan wyjątkowy. No to w końcu jak jest – PiS ma wprowadzać ten „stan wojenny” czy nie? Proponuję eksperyment – zadajcie takie pytanie dowolnemu platformersowi. Gwarantuję, że zamiast odpowiedzi zobaczycie, jak mózg wypływa mu uszami.


*

A tymczasem portal „Agory” kręci się wokół swych najbardziej żywotnych zainteresowań. Uraczył mianowicie czytelników artykułem pt. „Masturbacja a koronawirus: czy chroni przed zachorowaniem?”. Wyszło... że tak, owszem, chroni. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądają na Czerskiej firmowe procedury bezpieczeństwa i kolegia redakcyjne. Ciekawe, czy przed wejściem do siedziby każdy jest zobowiązany zrobić sobie dobrze?


*

Jednak okazuje się, że zalecenia Czerskiej są pilnie czytane i wdrażane w życie – i to przez kogo! Oto jako fan wiadomych praktyk ujawnił się poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz, który postanowił rozpropagować tę metodę profilaktyki podczas swej konferencji prasowej, wyświetlając na rzutniku zdjęcie jakiejś roznegliżowanej laski, które na taką okoliczność (no bo niby po cóż by innego) trzyma na swoim laptopie. Panu Dobromirowi winszuję pozostawania w dobrym zdrowiu i dziękuję za ten cenny wkład w światową medycynę oraz dawanie przykładu. Każdy powinien zwalczać pandemię na swoim indywidualnym odcinku. Gdyby nie zabrzmiało to dwuznacznie, rzekłby nawet: tak... ehem... trzymać!


*

Ale Czerska wyczaiła konkurencję dla swej „medycyny naturalnej” i dostała szału. Poszło o to, że Orlen wziął się za produkcję płynu dezynfekującego i wkrótce dostarczy go na rynek. „Orlen zarobi na koronawirusie. Z pomocą rządu” - zagrzmiał Andrzej Kublik. Rety, oni tam naprawdę do reszty oszaleli i pienią się na samą myśl, że „pisowski” koncern wyprodukuje deficytowy towar pierwszej potrzeby. Co innego, gdyby na płynie do dezynfekcji zarobiła jakaś zagraniczna firma. Na przykład IG Farben. Ci mają w tym niewątpliwe doświadczenie.


*

Dowód na to, że koronaświrus infekuje przede wszystkim mózg. Na łamach „Kretyniki Politycznej” feministyczna aktywistka Maja Staśko zamieściła artykuł o „czwartej fali feminizmu”, której czołowymi przedstawiciel(ka)mi na polskim gruncie mają być... ta-dam! - „patoinfluencerka” Marta Linkiewicz (nawet nie chcecie wiedzieć o niej niczego bliżej, wierzcie mi), udzielająca się w mediach społecznościowych prostytutka „Tatohoker”, „cam-girl” (dziewczyna rozbierająca się przed kamerką internetową – Dobromir Sośnierz lubi to) o ksywie „Kitty Tease” oraz inna prostytutka – tym razem męska, homoseksualna – czyli niejaki Maksym Wołczyk. I tym samym objawiło się nam, o co z tym współczesnym feminizmem biega – to po prostu patologia i k...o.


*

Z mniej wesołych wiadomości. Jak donoszą media, w sanepidach w całej Polsce urywają się telefony. Otóż ludzie masowo wydzwaniają... z donosami na swoich sąsiadów i znajomych. Bo ktoś był za granicą, zakasłał, albo jakoś „niewyraźnie” wygląda. Na kwarantannę go! Słowem, psychoza się rozszerza, aż strach kichnąć na ulicy – i to nie tylko dlatego, że wtedy reszta przechodniów rzuci się do najbliższej „Biedronki” wykupywać „taśmy szczęścia”. Mój apel do rodaków: ludzie, nie zachowujmy się jak „nosacze” z memów, bo to jednak trochę wstyd...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 12 (20-26.03.2020)

Pod-Grzybki 202

Ech, z wolna kończy się słotna jesień, która w tym sezonie postanowiła płynnie przejść w wiosnę, nie zawracając sobie głowy zimą. Nie wiem, jak u państwa, ale w mojej okolicy nie było ani jednego śnieżnego dnia (parę razy tylko popadał deszcz ze śniegiem) – co bardzo sobie chwalę, bowiem odkąd przestałem jeździć na sankach i przerzuciłem się na poranne skrobanie szyb samochodu, jakoś przeszła mi sympatia do uroków mroźnej i śnieżnej zimy. Na szczęście klimat robi się coraz łaskawszy i nieuchronnie wkracza w okres kolejnego optimum – za poprzednim razem, ponad tysiąc lat temu, nasi przodkowie wykorzystali sprzyjającą aurę do budowy państwa polskiego, sądzę zatem, że i my teraz możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.


*

Elity w euforii – zawitał do nas z dawna oczekiwany koronawirus! Teraz to już całkiem mamy jak na Zachodzie! Traf tylko chciał, że zamiast jakiegoś postępowego pisarza, reżysera czy innego „autorytetu moralnego” wirus wybrał sobie... byłego działacza PiS, który właśnie wrócił z zagranicy. Jest to o tyle niezręczna sytuacja, że wychodzi na to, iż prawicowcy pędzą całkiem światowe życie, zamiast siedzieć w swoich wiochach i nie mają nawet tyle przyzwoitości, by odstąpić przywilej nabawienia się egzotycznej i ekskluzywnej infekcji osobom bardziej zasłużonym. No bo, pomyślmy tylko – czy temu pisiorowi coś by ubyło, gdyby przed nim koronawirusem zaraziła się np. Janda, Holland, Nurowska, Olbrychski albo któryś ze Stuhrów? Osoby ze wszech miar godniejsze i bardziej predestynowane do europejskości, które dzięki temu mogłyby zadawać szyku na salonach? Doprawdy, niektórzy to zupełnie nie wiedzą jak się zachować...


*

Ale jak się nie ma co się lubi... Na pierwszą ofiarę koronawirusa rzuciły się wyposzczone media. Dowiedzieliśmy się o nim wszystkiego – jak się nazywa, gdzie mieszka, jak mu się układa w małżeństwie, nie mówiąc już o wspomnianych wyżej politycznych afiliacjach. To musi się skończyć jakimś reality show – a że wkrótce potem zaraziło się kilku następnych, to sądzę, że nie od rzeczy będzie urządzić jakieś telewizyjne „koronawirus party”, które kolejni uczestnicy będą opuszczać po SMS-owym głosowaniu widzów. Nogami do przodu.


*

Ale co tam jacyś zarażeni. Całe show ukradła szefowa Sanepidu w Słubicach, której wystąpienie przed miejscowymi radnymi z miejsca stało się hitem internetu (nawet nie mówcie, że nie widzieliście). Rany, jak ta kobieta czuje kamerę! Istne medialne zwierzę – od awangardowej powierzchowności począwszy (wygląda jak klon ambasador Mosbacher), na ostrych tekstach i umiejętnościach wokalnych skończywszy. I tak oto narodziła się pierwsza „korona-celebrytka”. Historia dzieje się na naszych oczach!


*

Chociaż trzeba przyznać, że i tradycyjne celebryctwo nie odpuszcza. Ledwie co ochłonęliśmy po amerykańskich wojażach Kingi Rusin, a tu w poziomie ogólnego buractwa postanowiła ją przebić trenerka fitness Ewa Chodakowska. Postanowiła mianowicie wyprawić swojej siostrzenicy wypasioną „osiemnastkę” w ekskluzywnym hotelu i zaangażować fotografa, by wszystko ładnie wyglądało na Instagramie (wiadomo, zdjęcia komórkami cyka tylko jakaś hołota). I w związku z tym jej biuro rozesłało po firmach fotograficznych „ofertę” z propozycją „barteru” - otóż „zapłatą” za pracę fotografa miały być... „lajki” i „oznaczenia” na portalach społecznościowych. Kurczę, wszyscy Janusze biznesu porobili się z wrażenia, że sami na to nie wpadli, a Jeff Bezos już przystąpił do wdrażania innowacyjnego algorytmu w obozach pracy Amazona. Tak więc, nie zdziwcie się państwo, gdy pod koniec miesiąca szef w robocie zapyta was o konto na Fejsie i zaproponuje worek „lajków” zamiast wypłaty.


*

Jedna z agencji fotograficznych doniosła o tym wszystkim publicznie, a branża zaniosła się oburzeniem. No co za chamy, jak pragnę zdrowia... Nawet nie są w stanie ogarnąć, jaki to zaszczyt obfotografować osiemnastkę siostrzenicy SAMEJ CHODAKOWSKIEJ! Przecież nie dość, że taki jeden z drugim będzie mógł się nażreć za darmochę, to jeszcze poociera się o różne sławy – a ci tylko potrafią jęczeć: dej piniendze i dej piniendze. Zupełnie jak jakieś roszczeniowe bydło od „pińćset plus”. Ale dla pani Chodakowskiej mam rozwiązanie - niech zagada z Kingą Rusin. Ta w ocieraniu się o celebrytów i strzelaniu słitfoci ma niewątpliwą wprawę. Dla takiego „eventu” zrobi wszystko – i jeszcze przyniesie własne kanapki.


*

Wracając do naszych koronaświrusów. Małgorzata Kidawa-Błońska wyraziła troskę o to, że nasze granice są słabo chronione i może je przekraczać każdy, komu tylko przyjdzie ochota – a to rodzi zagrożenie epidemiologiczne. Zaraz, zaraz – czyżby zatem Jarosław Kaczyński miał rację ostrzegając w 2015 r. przed niekontrolowaną migracją i roznoszeniem przez przybyszy różnych egzotycznych chorób? No to teraz proszę przy najbliższej okazji podejść w Sejmie do pana Kaczyńskiego i ładnie przeprosić.


*

Zresztą, generalnie obserwujemy atak zdrowego rozsądku na ogólnoeuropejską skalę. Otóż sułtan Erdogan znów postanowił wypuścić do Unii falę migrantów – na co europejskie elity zareagowały... nie, wcale nie żadnym „herzlich willkommen”, tylko twardym „NEIN!”. Bundestag, Makrela, Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen – wszyscy nagle otrzeźwieli i przypomnieli sobie, że unijnych granic trzeba bronić przed nielegalnymi nachodźcami. No więc, jak wyżej – proszę teraz odszczekać swoje kalumnie sprzed kilku lat i przeprosić kraje Grupy Wyszehradzkiej – ze szczególnym uwzględnieniem Węgier i Victora Orbana.


*

Niestety, na koronaświrusa zapadł również w znacznej mierze Kościół. Papież Franciszek odwołał audiencję generalną w Watykanie – ale to jeszcze nic. Otóż władze Sanktuarium w Lourdes postanowiły zamknąć dla wiernych tamtejsze cudowne sadzawki. Ponury dowcip polega na tym, że woda w tych sadzawkach ma właściwości uzdrawiające. Wychodzi więc na to, że sam Kościół coś słabo wierzy w ich lecznicze działanie. Nawet nie chcę myśleć, co o tym upadku wiary sądzi Matka Boska...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (13-19.03.2020)

Pod-Grzybki 201

„Wyborczej” puściły ostatnie hamulce – trzeba stwierdzić, że w tej kampanii nieodwołalnie sięgnęła dna. Najpierw odpaliła temat jakiejś niezrównoważonej mitomanki i stalkerki nagabującej w internecie prezydenta Dudę. Takich rzeczy się po prostu nie robi - chociażby dlatego, że udzielając takiej osobie miejsca na łamach jedynie utwierdza się ją w urojeniach, a konsekwencje tego mogą być nieobliczalne. Potem „gazownia” przystąpiła do lansowania damskiego boksera, którego jakoby bez powodu pogryzła mecenas Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Tu też „nie pykło”, bo rzekomy bohater okazał się być agresywnym trollem, a ślady ugryzienia po wewnętrznej stronie przedramienia ewidentnie wskazują, że to on był agresorem (takie obrażenia charakterystyczne są dla sprawców napaści). Wreszcie, rzecz bodaj najbardziej obrzydliwa – czyli atak na żonę Zbigniewa Ziobry przypuszczony z wykorzystaniem doniesień gangusa „Brody” - osobnika wielokrotnie przyłapanego na konfabulacjach i pozbawionego statusu świadka koronnego, oraz „rewelacji” Zbigniewa Stonogi – postaci co do której jest tylko jedna niewiadoma: która konkretnie służba trzyma nad nim „kryszę”. W tym ostatnim przypadku jako „dziennikarz śledczy” zabłysnął znany nam dobrze „cyngiel” Wojciech Czuchnowski, który sprowadził tym samym swą dziennikarską (i każdą inną) wiarygodność poniżej zera. Czuchnowskiemu wróżę przyszłość w show-businessie - w charakterze scenarzysty kolejnych gniotów Patryka Vegi. Zaraz, napisałem, że „Wyborczej” puściły hamulce? Po namyśle odwołuję – sądząc po wylewającej się z łamów zawartości wnoszę, że Czerskim gremialnie puściły zwieracze.


*

A tak nawiasem – widzieli Państwo w necie kampanijne zdjęcia pani Turczynowicz-Kieryłło? Jak rany, dlaczego to nie ona kandyduje? Normalnie, żeby na nią zagłosować dałbym sobie rękę... odgryźć.


*

Tymczasem w Sejmie tradycyjna małpiarnia – czyli debata i spec-ustawa przeciw koronawirusowi! Wszystko w oparach teorii spiskowych, że rząd utajnia obecność rzeczonego bakcyla w Polsce – lub alternatywnie – że nic nie robi, a jak już robi, to po to, by wprowadzić „antykoronawirusową” ustawą stan wojenny. Hm, stan wojenny to może nie – ale obowiązkową kwarantannę na Sejm chętnie bym nałożył. Może przez kilka tygodni wyparowałyby z tych zaczadzonych łbów różne miazmaty. Ewentualnie, mogłoby się okazać, że wszyscy posłowie zmienili się w zombi – a wtedy wystarczyłoby zrzucić jakąś bombkę i kraj odetchnąłby z ulgą.


*

Swoją drogą, uchwalanie specjalnej ustawy przeciw wirusowi to genialny pomysł. Ktoś musiał nad tym długo myśleć. Widać, że europeizujemy się w stachanowskim tempie – przypomina to wypisz-wymaluj dumne obwieszczenie Michała Boniego po zamachach we Francji i Brukseli, że Parlament Europejski pracuje pełną parą nad dyrektywą przeciwko terroryzmowi. Teraz pozostaje już tylko czekać, aż nasi posłowie zaczną w proteście przeciw koronawirusowi smarować kredą kwiatki na chodnikach.


*

Pandemia histerycznego zapalenia mózgów (bo to jest prawdziwa pandemią, a nie jakieś tam koronawirusy) nie omija nawet Kościoła. We Włoszech odwoływane są Msze św. i nabożeństwa. Cholera, od zawsze w czasach zarazy właśnie w kościołach wierni gromadzili się, by szukać duchowej pociechy i wymodlić odwrócenie plagi (co jest istotne choćby ze względów psychologicznych – z chorobą walczy nie tylko ciało, ale też i umysł, a nastawienie pacjenta bywa kluczowe dla sukcesu terapii) – ale tym razem nie! Teraz Kościół jest tak postępowy i „otwarty”, że... zamknie dla wiernych swe podwoje! I, co gorsza, nie słychać cienia sprzeciwu. Świadczy to nie tylko o upadku wiary wśród wiernych, ale przede wszystkim wśród duchowieństwa - szczególnie tego hierarchicznego, oscylującego tyleż wokół Krzyża, co wokół kultu św. Spokoju.


*

Tak przy okazji, ja już teraz wiem, kiedy skończy się epidemia koronawirusowej szajby – dokładnie dzień po wyborach. I to jest kolejny powód, by sprawę rozstrzygnąć już w pierwszej turze.


*

Ale jest i optymistyczna wiadomość – w Japonii na potęgę wykupują „polską wódkę”, którym to mianem określa się tam... nasz poczciwy Polmosowy „spirytus rektyfikowany”. A zatem, brawo my – cały świat stoi na progu kryzysu, podczas kiedy Polska spokojnie zwiększa swój eksport do kraju kwitnącej wiśni. Tylko, że samuraje jakby czegoś nie zrozumieli i zamiast stosować nasz hit eksportowy doustnie, myją nim ręce. Może producent kolejne partie trunku opatrzy etykietkami z instrukcją, że produkt przeznaczony jest do dezynfekcji wewnętrznej? Bo aż szkoda patrzeć na taką profanację i marnotrawstwo.


*

Z wiadomości kampanijnych. Robert Biedroń chciał sobie pojechać do Chin, bo z powodu epidemii potaniały wycieczki. Jak się pochwalił, wraz ze swoim Śmiszkiem zdążyli już obskoczyć 60 egzotycznych krajów i nie jest to ich ostatnie słowo. I wszystko byłoby super, gdyby tylko jakaś menda nie przypomniała mu, że trwa kampania wyborcza, a on przecież kandyduje na prezydenta – i to nie Chin, a Polski. I po tym samozaoraniu sztab Lewicy może spokojnie zwijać manatki, bo już wiadomo, że nic z tego nie będzie. Nie ma co - przewodniczący „Czao”, który wymyślił tego Jasia Wędrowniczka jako kandydata, to istny geniusz destrukcji.


*

Odbyła się konwencja wyborcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, na której kandydatka zaprezentowała się... jako orlica. Kto nie widział, ma szczęście, bo tego nie da się odzobaczyć. Z innych lepszych numerów – do odśpiewania hymnu wydelegowano 12-letnią kodziarską latorośl o imieniu... Brajanek. Szkoda, że nie w duecie z jakąś Dżesiką. Kurczę, i pomyśleć, że w tamtych kręgach w dobrym tonie jest toczenie beki z „Grażyn” i „Januszy”...


*

Kukiz zakłada partię! W ramach walki z partiokracją, oczywiście. Jak tłumaczy, ugrupowanie o nazwie K-15 (czemu nie AK-47? byłoby bardziej wystrzałowo) musiało powstać, gdyż „do ludzi nie docierało, że jestem odmiennym bytem”. Panie Pawle, jakby to ująć – w tym, że jest Pan „odmiennym bytem” wszyscy już dawno zdążyli się zorientować...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 10 (06-12.2020)

Policzmy się już w pierwszej turze!

Nie można dać się uśpić korzystnym sondażom, a już szczególnie popadać w przedwczesny triumfalizm. Dlatego apeluję – wszystkie ręce na pokład. Policzmy się już w pierwszej turze!

I. Majowy plebiscyt

Zacznę od miłych wspomnień. W 2015 r. w pierwszej turze wyborów prezydenckich zagłosowałem na Grzegorza Brauna. Niczym nie ryzykowałem, bo druga tura dla Andrzeja Dudy była pewna, a pozycja Komorowskiego słabła w oczach. Można więc było sobie pozwolić na odrobinę fantazji i głosowania „sercem” - tym bardziej, że Grzegorz Braun przeżywał wtedy pod wieloma względami bodaj swój najlepszy okres, notując szczyt formy artystycznej oraz intelektualnej, co przekładało się również na aktywność publiczną, a jego oryginalność i bezkompromisowość nie znajdowała jeszcze ujścia w odlotach pokroju postulatu budowy „fortu Xi”. Poza tym, zwyczajnie go lubiłem i swój symboliczny głos traktowałem właśnie w tych kategoriach – jako wyraz bezinteresownej sympatii. W drugiej turze zagłosowałem oczywiście na Andrzeja Dudę, zaś jesienią – na PiS. Koniec końców, wszystko potoczyło się po mojej myśli – to były fajne wybory...

Dziś jednak sytuacja jest inna. Owszem, tylko jakaś katastrofa mogłaby sprawić, by Andrzej Duda nie wygrał pierwszej tury – ale za to wynik drugiej jest mocno niepewny. Dlaczego tak? Ano dlatego, że polaryzacja społeczna w ciągu minionych pięciu lat jeszcze bardziej się zaostrzyła, a konsolidacja i mobilizacja obozu anty-pisowskiego osiągnęła swoje apogeum. To zaś powoduje, że druga tura wyborów będzie plebiscytem - „za” lub „przeciw” PiS-owi – a w takim plebiscycie osobowość kontrkandydata nie będzie miała najmniejszego znaczenia. Przed pięcioma laty ogólna niezgułowatość, „memiczność”, tudzież rozliczne wpadki Bronisława Komorowskiego i jego sztabu powodowały, że z biegiem czasu walczący o reelekcję prezydent stawał się coraz bardziej obciachowy, jawiąc się jako wąsaty wuj z dwururką, lubiący przy obiedzie sadzić czerstwe dowcipy po których nie wiadomo gdzie oczy podziać. Ot, taki „bronkozaur”. Z kolei Andrzej Duda zbierał premię za dynamikę, zaangażowanie, sprawne przemowy i ogólny powiew świeżości – słowem, wszystko grało na jego korzyść.

Teraz będzie z tym trudniej – Andrzej Duda nie jest już nową, niezgraną twarzą, choć werbalnej sprawności i pracowitości w objeżdżaniu Polski nadal mu nie brakuje. Ma za sobą jednak pięć lat prezydentury naznaczonej użeraniem się na różnych polach z „totalną opozycją” oraz różnymi grupami interesu pragnącymi zachować status quo, z prawniczym establishmentem na czele. W takich warunkach trudno uchodzić za polityczną „świeżynkę” - pozostaje nadzieja, że wciąż zachował swój słuch społeczny i w trakcie kampanii będzie w stanie należycie uwypuklić plusy swojej kadencji, przekonując wyborców, że warto postawić na kontynuację. Równie istotne jednak jest to, co dzieje się po drugiej stronie. Z wiadomości dobrych: Małgorzata Kidawa-Błońska póki co notuje wtopę za wtopą, doprowadzając swoje zaplecze do rozpaczy – wystarczy, że musi powiedzieć coś „z głowy” i kompromitacja gotowa. Chyba nikt się nie spodziewał, że okaże się aż tak nieogarnięta i słaba. W tej chwili coraz bardziej przypomina „Komorowskiego w spódnicy” i to skrzyżowanego z Ewą Kopacz.

Wszystko to jednak będzie miało znaczenie tylko w pierwszej turze. W drugiej należy spodziewać się, jak wspomniałem wyżej, plebiscytu – a wszystkie znaki wskazują, że zmobilizowany obóz „anty-PiS” gotów jest zagłosować na każdego, byle nie był z PiS-u. Umowna „tamta strona” zdaje sobie sprawę, że przegrana w tych wyborach ugruntuje władzę Zjednoczonej Prawicy na najbliższe lata i będzie się starała za każdą cenę do tego nie dopuścić. Dlatego należy dołożyć wszelkich starań, by batalia prezydencka zakończyła się już na pierwszej turze – to musi być nokaut.


II. „Totalsi” poczuli krew

Nie da się niestety ukryć, że zwolennicy „totalnych” poczuli krew. Warto tu odrobić lekcję chociażby z wyborów samorządowych, w których kandydaci PiS polegli w niemal wszystkich dużych miastach. Pokazały one, że „twardy antypisizm” wśród przeciwników obecnej władzy stanowi naczelną napędzającą ich motywację. Jeżeli gremialnie poparli takie nadmuchane nic, jak Rafał „Czaskowski” i to po beznadziejnej, najeżonej kompromitacjami kampanii – to oznacza, że impregnacja „totalsów” jest stuprocentowa. Więcej – że przyjęli jako własną samoidentyfikację hasło Schetyny o „opozycji totalnej” i są w tym niejednokrotnie bardziej konsekwentni od samej Platformy. Obecnie wszystko wskazuje, że Trzaskowski, który z każdym miesiącem i rokiem udowadnia jak bardzo nie dorasta do swej funkcji, również wygrałby w cuglach. Ktoś może powiedzieć, że Warszawa to specyficzne miejsce – wielka wiocha z pretensjonalnymi aspiracjami do „europejskości”. Ale podobne emocje są domeną również innych metropolii – Gdańska, Krakowa, Poznania, Wrocławia, a nawet Białegostoku. A to już jest całkiem pokaźny elektorat – na dodatek nader podatny na „proeuropejską” demagogię, na zasadzie „Kidawa jest europejska, natomiast PiS i Duda wyprowadzają nas z Europy, bo »dbają tylko o Polskę«, a poza tym Duda to nie nasz prezydent, tylko jakichś tam »Polaków«”. Radziłbym tych emocji nie lekceważyć, bo ogólnie pojętej polskości przepojone ojkofobiczną agresją zaplecze „totalsów” bardzo nie lubi i nadchodzące starcie będzie zderzeniem również na tej płaszczyźnie - „Polska” i szeroko rozumiana „swojskość” kontra „Europa”. Więcej – może się wręcz przekształcić w swoisty „sąd nad polskością”, kojarzącą się w tamtym elektoracie z przaśnym obciachem i wszystkim co najgorsze.

Lekcja numer dwa do odrobienia, to niedawne wybory parlamentarne, a w szczególności przegrane na własne życzenie wybory do Senatu. To właśnie po nich elektorat „totalnych” nabrał wiatru w żagle i uwierzył, że można zatrzymać PiS. Wystarczyło tylko trochę odpuścić, zanadto uwierzyć w sprzyjające sondaże – i przy maksymalnej mobilizacji drugiej strony utracono (co z tego, że minimalnie) senacką większość. Rzecz w bieżącej politycznej praktyce bez większego znaczenia, ale w wymiarze symbolicznym – poważna porażka.

Dlaczego akurat użyłem przykładu wyborów na prezydentów miast i wyborów do Senatu? Bo mają one jedną, wspólną cechę – są większościowe, podobnie jak wybory na prezydenta Rzeczypospolitej. Tutaj nie zbawi nikogo metoda d'Hondta premiująca największe ugrupowania, dzięki której PiS uratowało sejmową większość. Warto sobie w tym kontekście odświeżyć powyborcze przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, który, delikatnie mówiąc, daleki był od triumfalizmu. W wyborach prezydenckich trzeba zdobyć ponad 50 proc. głosów – a pamiętajmy, że jesienią 2019 r. PiS zgarnął 43,6 proc. i właśnie w tych okolicach (nieco ponad 40 proc.), oscylują obecne wyniki sondażowe Andrzeja Dudy. Brakuje co najmniej 7-8 proc. głosów, a niekiedy nawet więcej.


III. Wszystkie ręce na pokład!

Dlatego należy wykorzystać chroniczną słabość i deficyty głównej kontrkandydatki i zrobić wszystko, by batalię zakończyć już na pierwszej turze. Nie ulega wątpliwości, że jeśli dojdzie do drugiej tury, to wszyscy oponenci prezydenta (no, może niewiadomą jest Krzysztof Bosak), zaapelują do swych zwolenników o konsolidację i głosowanie przeciw Dudzie – a to oznacza poważny hazard, wynik takiego plebiscytu byłby bardzo niepewny. Jest jeszcze jedna kwestia, czyniąca wynik nieprzewidywalnym – szykuje się rekordowo wysoka frekwencja, a to, zwłaszcza przy wyborach większościowych, wcale nie musi zagrać na korzyść kandydata PiS. Pamiętajmy, że jesienią frekwencja również była rekordowa i w efekcie partie opozycyjne zebrały w sumie więcej głosów od Zjednoczonej Prawicy. Jak nadmieniłem, PiS uratowała metoda d'Hondta – w maju jednak żadnego d'Hondta nie będzie.

Nie można dać się uśpić korzystnym sondażom, a już szczególnie popadać w przedwczesny triumfalizm. Potrzebna jest stuprocentowa mobilizacja i to od samego początku – bo „tamci” zmobilizują się na pewno. Przegrana oznacza permanentny klincz, chaos i obstrukcję ze strony opozycyjnego prezydenta. Dlatego apeluję – wszystkie ręce na pokład. Policzmy się już w pierwszej turze!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 09 (28.02-05.03.2020)

Pod-Grzybki 200

Na rozgrzewkę taki dowcip. Siedzi Kidawa-Błońska w restauracji. Do stolika podchodzi kelner i pyta: co pani zamówi? A na to Kidawa zrywa się i krzyczy: a może to pan powie, co zamówi?! Może się pan pochwali, wszyscy chętnie posłuchamy!


*

Ale zostawmy chwilowo panią Małgorzatę (no, powiedzmy, że do następnego tygodnia) – tak po ludzku, to nawet jej trochę współczuję. Na myśl, że przez najbliższe trzy miesiące będzie musiała oglądać swą wyretuszowaną do bólu podobiznę na każdym płocie, biedaczka miała prawo nabawić się rozstroju nerwowego.

*

Sylwia Spurek nie odpuszcza i na stronach „Kretyniki Politycznej” zamieściła antymięsny manifest – że mięso trzeba opodatkować, bo globalne ocieplenie, metan i cierpią zwierzątka. Nie miejmy złudzeń - jeśli lewactwo rzuci wszystkie ręce na pokład, to w końcu te upiorne restrykcje przeforsuje i jak za dawnych czasów możliwość jedzenia mięsa stanie się luksusem dostępnym dla najbogatszych i wyznacznikiem statusu społecznego. Ja jednak pokładam wiarę w zaradność polskiego chłopa. Polski chłop przetrwał okupację, komunę i zawsze znalazł jakiś sposób, by wyhodować sobie na boku jakąś świnkę - nawet za Niemca, kiedy za taką pokątną hodowlę groziło rozstrzelanie, albo obóz koncentracyjny. Tak więc, czeka nas powrót do przeszłości i czasów szmuglowanej rąbanki. I znów cały naród będzie śpiewał: „Teraz jest wojna / kto handluje, ten żyje / ja sprzedam rąbankę, słoninę, kaszankę / i bimbru się też napiję...” - na zdrowie!


*

Ale i rząd nie ustaje w uszczęśliwianiu obywateli. Jak wiadomo, w trosce o nasz dobrostan, by naród się nie rozpijał, opodatkował tzw. małpki. Kurczę, jakbym miał trochę luźnego hajsu, to zainwestowałbym w produkcję „piersiówek” - coś czuję, że wkrótce wzrośnie na nie popyt. Cały skutek podwyżki akcyzy na butelczyny „małolitrażowe” będzie bowiem taki, że ludzie zaczną kupować większe flaszki i w miarę potrzeby przelewać do zgrabnych piersióweczek – bo jak ktoś musi, to musi. Albo przerzucą się na bimber - „...i bimbru się też napiję...” - na zdrowie jeszcze raz!


*

Koronawirus szaleje! W ukraińskim miasteczku Nowi Sanżary doszło do zamieszek. Miejscowi nie chcieli przyjąć na kwarantannę kilkudziesięciu osób ewakuowanych z chińskiego Wuhan. Blokowali dojazd, palili opony, aż wreszcie obrzucili autokary kamieniami, wybijając w nich kilka szyb. I to jest coś, czego nie rozumiem – po cholerę wybijali szyby w autobusach z potencjalnie zarażonymi ludźmi? Chcieli, żeby wirus się szybciej i swobodniej rozprzestrzenił? Wot, logika...


*

Mamy jakąś dziwną wojnę służb – i to chyba naprawdę poważną, bo buldogi wylazły spod dywanu i zaczęły się gryźć na oczach publiczności. CBA wkroczyło do biur NIK oraz mieszkań Mariana Banasia i jego syna – łamiąc przy okazji immunitet przysługujący z urzędu szefowi Najwyższej Izby Kontroli. Z kolei NIK wkroczył z kontrolą do Prokuratury Krajowej, a żeby było jeszcze zabawniej, chwilę wcześniej CBA aresztowało swojego byłego agenta – czyli Tomasza Kaczmarka, znanego jako „agent Tomek”. To ostatnie celnie skomentował ktoś w internecie: Człowiek Roku „Gazety Polskiej” 2007 (Mariusz Kamiński) aresztował Człowieka Roku „Gazety Polskiej” 2009 (agenta „Tomka”) - a wszystko pod nadzorem Człowieka Roku „Gazety Polskiej” lat 2016, 2017 i 2018 (Mateusza Morawieckiego). Ciekawe, co na to Człowiek Roku „Gazety Polskiej” z 2015 i 2019 – czyli Jarosław Kaczyński? Jak tak dalej pójdzie, to niepotrzebna będzie żadna „totalna opozycja”, która odgraża się, że jak wróci do władzy to powsadza pisowców do więzień. Szkoda fatygi, w tym tempie sami się wyaresztują jeszcze przed kolejnymi wyborami.


*

A skoro o „człowiekach roku” mowa. „Gazeta Polska” urządziła wypasioną galę na której nagrodę tę przyznano – cóż za niespodzianka - Jarosławowi Kaczyńskiemu (za rok dla odmiany dostanie Morawiecki). Ech, można by się zadumać nad skalą lizusostwa „niepokornych dziennikarzy” z „Zony Wolnego Słowa” - ale mniejsza. Skoro „GaPola” kupują praktycznie już tylko członkowie Klubów „GP” (a i to chyba nie wszyscy), to trzeba dopieszczać rządzących, bo reklamy Spółek Skarbu Państwa same się nie załatwią - i ja to nawet rozumiem. Natomiast na model biznesowy „Sakiewki” nieco światła rzucają następujące dane (za Wirtualnemedia.pl): „Według danych ZKDP w całym ub.r. średnia sprzedaż ogółem „Gazety Polskiej” wynosiła 21 875 egz., o 18,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Wydające „GP” Niezależne Wydawnictwo Polskie osiągnęło w 2018 roku 18 mln zł przychodów sprzedażowych (wobec 15,09 mln zł rok wcześniej), a wynik netto spółki poprawił się z 539,9 tys. zł straty do 311,9 tys. zł zysku”. I to jest proszę Państwa majstersztyk – zmniejszyć sprzedaż prawie o 1/5 i jednocześnie zwiększyć zyski – nie ma to jak „midasowy dotyk” władzy!


*

Ale, przy okazji wybuchł mały skandal. Mianowicie, wśród państwowych sponsorów gali „GaPola” zaplątała się też Kompania Piwowarska, co wśród elektoratu „totalsów” wywołało pewne wzburzenie – posypały się wezwania do bojkotu konsumenckiego i takie tam. Chyba jednak nikt nie zwrócił uwagi na pewną ciekawostkę. Otóż, o ile mnie pamięć nie myli, Kompania Piwowarska, to jest ta sama Kompania, która w 2010 r. po tragedii smoleńskiej wywiesiła naprzeciwko Wawelu baner z hasłem „Zimny Lech”, nieprawdaż? Doskonale pamiętam z tamtego okresu ukazujące się na łamach „GP” zaangażowane teksty Piotra Lisiewicza wzywającego do bojkotu produktów tej firmy i skrupulatnie wyliczającego piwa znajdujące się w jej portfolio, których należy unikać. Proszę, jak to czasy się zmieniają... Jak tam, piwko „Lech” już smakuje?


*

Na koniec nieco poważniej. Papież Franciszek ogłosił posynodalną adhortację w której – ku radości i uldze tradycjonalistów – jednak nie otworzył furtki dla zniesienia celibatu księży i wprowadzenia kapłaństwa kobiet. I tylko nieliczni zadali sobie pytanie: jakich czasów dożyliśmy, skoro potwierdzenie przez papieża elementarnego kościelnego nauczania odbierane jest niczym rewelacja?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 09 (28.02-05.03.2020)

niedziela, 23 lutego 2020

Pod-Grzybki 199

Ruszyła oficjalnie kampania prezydencka i Platforma od razu pokazała, jak wystartować z przytupem i przykuć uwagę mediów. Chodzi oczywiście o słynny plakat wyborczy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, zrobiony w stylu „grafik płakał, jak retuszował”. Chociaż trzeba oddać, że ostatecznie Kidawa z plakatu nawet jest trochę do siebie podobna – płeć się zgadza. Ale reszta – nie. Nie dziwi więc, że na oficjalną prezentację kandydatka nie przyszła. Widzowie porównując zdjęcie z oryginałem mogliby się nabawić dysonansu poznawczego.


*

W oczy rzuca się również stylówa na gwiazdę kina lat '70, co skrzętnie wychwycili internauci zwracając uwagę na uderzające podobieństwo do Sofii Loren. Hm, ten plakat warto zachować do powtórnego wykorzystania – jak już Kidawa nie zostanie prezydentem, to zawsze będzie mogła reklamować makaron.


*

Chyba, że sztabowcy PO postawili na ukryty podprogowy przekaz. Otóż wg udostępnianych cyklicznie statystyk największego portalu „dla dorosłych”, czyli Red Tube, użytkownicy z Polski najczęściej wybierają kategorię „mamuśki”. Najwyraźniej postanowiono dotrzeć właśnie do tej specyficznej grupy docelowej. Kurczę, to jednak sprytne jest!


*

A tymczasem posłanko-dziennikarka Joanna Lichocka postanowiła sprawić, by Dudzie nie było za łatwo i po wygranym głosowaniu w Sejmie w sprawie 2 mld. zł. dotacji dla TVP pokazała z uśmiechem opozycji „fucka”. Już samo to było dość żenujące – ale prawdziwym szczytem było tłumaczenie, że tylko potarła się środkowym palcem pod okiem. Naprawdę, nie ma znaczenia, że dała się sprowokować wrzaskom platformersów. To aż niewiarygodne, że dziennikarka z solidnym stażem wykazała się taką piarowską amatorszczyzną w zarządzaniu kryzysem. Zamiast wyjść do kamer, powiedzieć coś w stylu „poniosło mnie, przepraszam” i zakończyć temat, dała „totalnym” pożywkę na resztę kampanii – będą to eksploatować do imentu jako przykład arogancji władzy. I wiecie co? Ich zbójeckie prawo wykorzystać taki prezent od losu - jeden obrazek znaczy czasem więcej niż tysiąc słów. Solidny ochrzan od Kaczyńskiego, jaki pani Joanna zainkasowała, był w pełni zasłużony.


*

Echa Oskarów. Kinga Rusin wkręciła się na prywatne, zamknięte dla postronnych „after party” Beyonce i Jay'a-Z., po czym... jako JEDYNA zamieściła szczegółową relację w internecie, opatrując ją selfie z Adele. Jednym słowem, narobiła wiochy, a na krytykę odparła, iż jest to „dziennikarski tekst insajderski”, czym przebiła chyba nawet tłumaczenie Lichockiej. Otóż, pani Kingo, to nie jest „tekst insajderski”, ani w ogóle dziennikarstwo. To jest magiel skrzyżowany z pamiętniczkiem egzaltowanej nastolatki, której udało „otrzeć się” o swoich idoli. Rekordem natomiast był jej komentarz do fotki z Adele – taki mianowicie, że wokalistka „zrzuciła chyba z 30 kg!”. Podobno, gdy Adele się o tym dowiedziała, wpadła w depresję i znów zaczęła żreć.


*

„Nadzwyczajna kasta” stroi się w męczeńskie szaty. Powołała mianowicie fundusz dla „represjonowanych sędziów” - a konkretnie jednego sędziego, czyli Pawła Juszczyszyna, któremu pisowscy siepacze obcięli wypłatę o 40 proc. Rodzi to ciekawe implikacje. Wyobraźmy sobie bowiem, że ktoś wpłaca na ten fundusz okrągłą sumkę – a darczyńca przecież nie jest anonimowy, musi na przelewie podać swoje dane. Następnie taki dobrodziej trafia przed oblicze „niezwisłego sądu” - być może nawet jako oskarżony. „Niezwisły sąd” będzie miał wtedy idealną okazję, aby się odwdzięczyć... Tak więc, moja rada dla wszystkich, którzy mają w niedalekiej perspektywie bliskie spotkanie III stopnia z wymiarem sprawiedliwości – potrząśnijcie sakiewkami i wpłaćcie jakieś małe co nieco. A potem koniecznie zadbajcie, by ta informacja dyskretnie trafiła do wiadomości Wysokiego Sądu.


*

Postępowe parlamentarzystki urządziły w Senacie happening polegający na zbiorowym tańcu, protestując... przeciw gwałtom i przemocy wobec kobiet. I to wszystko w same Walentynki. Jakby to powiedzieć... w Walentynki to idzie się do kina – na przykład na „365 dni” wg skandalizującej powieści niejakiej Blanki Lipińskiej, co paniom aktywistkom mogłoby nieco zmienić perspektywę. Tak w ogóle, to mam niezły ubaw obserwując niezborne reakcje kręgów feministycznych na tę szmirę. Najwyraźniej pozostają w ciężkiej rozterce i nie mogą się zdecydować, czy przymuszanie kobiety do tzw. „innej czynności seksualnej” to gwałt, czy też – jak oznajmiła pani Blanka - „fajny seks”?


*

Faszyzm! Prokuratura Rejonowa w Pucku wszczęła postępowanie w sprawie znieważenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (art. 135 §2 KK), po tym jak objazdowy cyrk kodziarzy wznosił pod adresem prezydenta Dudy niewybredne okrzyki w trakcie oficjalnej państwowej uroczystości 100-lecia zaślubin Polski z morzem. Po zajściu, przypomnijmy, kodziarstwo zostało nader ciepło podjęte przez Małgorzatę Kidawę-Błońską, która czystym przypadkiem przechodziła w okolicy z tragarzami. I tu dwie refleksje. Po pierwsze, obóz PO najwyraźniej wciąż pozostaje w traumie roku 2015 i święcie wierzy, że PiS wygrał wówczas jedynie dzięki internetowym trollom i krzykaczom na wiecach Komorowskiego (żeby było zabawniej, owi krzykacze rekrutowali się głównie spośród korwinowskich „kuców”). Przerażona Ewa Kopacz bredziła wówczas o zatrudnieniu „stu hejterów”, objawiając mimowolnie, iż cierpi na wstydliwą przypadłość polegającą na tym, że nie wie co mówi. Dziś w jej ślady idzie Kidawa – i zapewne z podobnym skutkiem.


*

I rzecz druga: pamiętamy, jak skazywano kibiców z artykułu o obrazie konstytucyjnego organu RP za okrzyk „Donald matole, twój rząd obalą kibole”? Posypały się wtedy kary grzywny i aresztu, wskutek czego kibice zmodyfikowali hasło na „TOLA ma DONALDA, a DONALD ma TOLE” (celowo bez „ę”) oraz „Donald, ty organie”. A wyrok grzywny dla „człowieka z krzesłem”, który wniósł rzeczony mebel na więc Komorowskiego, dopuszczając się tym samym „obrazy głowy państwa”? A słowa Komorowskiego o „rozgrzanych sądach”? Ech, co niektórym warto by odświeżyć pamięć...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 8 (21-27.02.2020)

czwartek, 26 września 2019

Pod-Grzybki 178

Ciekawe, kto zwycięży – państwo czy korporacje? Mówię oczywiście o podniesieniu płacy minimalnej zapowiedzianej przez Jarosława Kaczyńskiego podczas konwencji w Lublinie – do 4000 zł. brutto na koniec 2023 r. Tematowi poświęcam dłuższy tekst, ale zamieszczę tutaj jeszcze jedną refleksję. Otóż Kaczyński swą zapowiedzią wysłał wielkim koncernom komunikat, jakiego nie odważył się sformułować jeszcze nikt przed nim: „migacie się z płaceniem podatków i wyprowadzacie z Polski zyski? To my was zmusimy, żebyście część tych zysków z którymi uciekacie przeznaczyli na płace dla najniżej wynagradzanych pracowników – i w ten sposób zostaną one w Polsce. Jęczycie, że nie dacie rady? To na wasze miejsce przyjdą inni, lepiej dostosowani, bo Polska to zbyt duży rynek, by z niego rezygnować. Co, nie przyszło wam do głowy, że nie ma ludzi niezastąpionych, należy być „elastycznym” i tę samą gadkę, którą wciskacie waszym korpo-szczurkom, można zastosować do was samych? Przyswajacie? Lepiej przyswójcie, dobrze radzę. Płaćcie uczciwie, wy pazerne s...ny – a jak nie chcecie, to zwijajcie się stąd. Nic tu po was”.


*

Ale, żeby nie było tak wesoło: w programie PiS zapowiedziane jest także ustawowe uregulowanie zawodu dziennikarza na podobieństwo zawodów lekarskich i prawniczych. Jednocześnie zapisano, że „ustawa nie będzie w żadnym stopniu ograniczać zasady otwartości zawodu dziennikarza”. Kurczę, już to widzę: możesz sobie być dziennikarzem, ale musisz wyspowiadać się przed odpowiednim gremium, które będzie oceniało, czy się nadajesz. Po to PiS walczy z korporacyjnymi klikami, by teraz tworzyć nową, własną? Przypomina mi to regulacje z czasów PRL dotyczące artystów estradowych. Wtedy, by zostać oficjalnie zakwalifikowanym jako „artysta estradowy”, trzeba było się wylegitymować przed spec-komisją wykształceniem muzycznym potwierdzającym m.in. umiejętność gry na dwóch instrumentach. W efekcie, np. Beata Kozidrak z „Bajmu” taką artystką nie była, bo nie miała papierów, mimo że jej przeboje śpiewała cała Polska i non-stop musiała się przebijać przez jakieś biurokratyczne procedury, żeby np. wystąpić na festiwalu w Opolu. Tak więc, PiS-ie – nie idźcie tą drogą!


*

A propos – może by tak się zająć osławionym art.212 par. 2 Kodeksu Karnego (zniesławienie za pomocą „środków masowego komunikowania” zagrożone karą do roku odsiadki), który umożliwia różnym bonzom nękanie niewygodnych dziennikarzy prywatnymi pozwami karnymi „za słowo”? Przypominam, że gdy PiS było w opozycji, to zapowiadało jego zniesienie – i co, punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia? Teraz w programie PiS zapowiada, że art. 212 zostanie zniesiony... ale pod warunkiem wprowadzenia wspomnianej wyżej ustawy, która „ureguluje” to całe dziennikarskie rozpasanie wg jakichś wprowadzanych odgórnie „standardów”. No ludzie... Poza wszystkim, to jest totalna głupota podsuwająca opozycji idealny pretekst do wrzasku o „pisowskiej dyktaturze”. Pisał to kretyn czy sabotażysta?


*

Na szczęście mamy „najgłupszą opozycję świata”, zatem Grzegorz Schetyna, po tym jak minął mu atak furii, gdy dowiedział się, że nie jest trawiony nawet we własnym elektoracie, wystawił „kandydatę na premierę” w osobie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, której głównym atutem mają być zasłużeni pradziadkowie z czasów II RP – Władysław Grabski i Stanisław Wojciechowski. Domyślam się, iż ma to oznaczać, że przymioty są dziedziczne – tak jak w hodowlach rasowych psów i kotów, albo koni pełnej krwi. Tak więc, pani Kidawa-Błońska została wystawiona do wyborczego wyścigu niczym rodowodowa klacz w Wielkiej Pardubickiej - z dżokejem-Schetyną na grzbiecie.


*

Tymczasem na lewicy skandal na miarę „Me too”. Monika Jaruzelska zgwałciła Czarzastego i nasikała mu do butów! A nie, wróć – nie Monika Jaruzelska, tylko jej pies i nie Czarzastego, tylko suczkę aktualnej faworyty szefa SLD, czyli Anny Marii Żukowskiej. Wedle tej ostatniej, musiała swoją „sunię” wziąć na ręce, by ochronić ją przed „gwałtem” - a wtedy ta męska, szowinistyczna świnia – czyli pies Jaruzelskiej - nasikał pani Annie Marii do butów. Dziwne. Musiała zdjąć buty, żeby podnieść „sunię”? To na czym ona te buty nosi? Na rękach? A zawiązuje je nogami?


*

Eko-szajba zatacza coraz szersze kręgi. Jerzy Stuhr, Mariusz Szczygieł i bliżej mi nieznany Tomasz Sadlik pozwali Skarb Państwa z powodu smogu. Tym samym, poszli w ślady aktorki Grażyny Wolszczak, która wyprocesowała metodą „na smog” 5 tys. zł. - po czym okazało się, że jest „ambasadorką” marki Volvo i jeździ po mieście wielkim, dieslowskim SUV-em. Oczywiście, żaden z panów nie pozwie władz swoich miast – bo okazałoby się, że to uderza w ich politycznych faworytów z „totalnej opozycji”. Również w czasach rządów PO podobne pomysły nie przychodziły im do głów, choć smog był dokładnie taki sam, jak obecnie. Mam pomysł – niech nałykają się spalin z rury wydechowej samochodu Grażyny Wolszczak, a potem pozwą ją do sądu. Wtedy przynajmniej ten cały absurd miałby pozory wiarygodności.


*

Na marginesie - w porównaniu z trującym przemysłem PRL-u, a tym bardziej z XIX-wieczną epoką „węgla i pary” spowijającą miasta obłokami dymu i innych toksycznych wyziewów, żyjemy obecnie w warunkach niemal sanatoryjnych. Ale, co ja będę tłumaczył – Państwo to wiedzą, a Stuhr nawet gdyby przypadkiem przeczytał, to i tak nie uwierzy...


*

Ale to jeszcze nic. „Katolicki” publicysta Szymon Hołownia ogłosił: „zwierzęta, które spotkałem w życiu będą mnie sądzić na Sądzie Ostatecznym”. I tym samym „postępowy” katolicyzm przekroczył nową barierę – szamańskiego neopoganizmu, bowiem to właśnie w tego typu systemach wierzeń uznaje się, że zwierzęta mają „dusze”, które szamani „przywołują” podczas specjalnych rytuałów. Domyślam się, że następnym krokiem Hołowni będą ekstatyczne tańce wokół ogniska i przywoływanie dusz bizonów za wstawiennictwem Wielkiego Manitou. I w tym momencie mój mózg wyłącza światło i mówi wszystkim Państwu „dobranoc” - do następnego tygodnia!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 38 (20-26.09.2019)

czwartek, 2 lipca 2015

Pod-Grzybki 9

Kalisz Mielony i jego była wciąż nie dają o sobie zapomnieć. Niedawno Ryszard Osiem Kotletów stwierdził, iż uznał dziecko ze swego związku z Ingą Pietrasińską, choć mógł mieć co do swego ojcostwa „duże wątpliwości”. Hm, patrząc na Kalisza, ja również mam wątpliwości. Zrobił co mógł, wyszło jak zawsze. I pani Inga musiała zatrudnić inseminatora.

*

Jak się dowiedzieliśmy z publicznych przekomarzanek tej jakże romantycznej pary, pani Inga i pan Ryszard poznali się w pracy. Ona - aspirująca dziennikarka, on - polityczna (i majętna) gwiazda. Polecam panu Ryszardowi bon-mocik popularny wśród ludzi dobrej roboty: „gdzie się mieszka i pracuje, tam się ch... nie wojuje”.

*

Panią Ingę natomiast skonkluduję ludową przyśpiewką: „matuś moja, daj mnie za mąż / albo mi ją nitką zawiąż / albo zalep mi ją gliną / bo już dłużej nie wytrzymom”. Hej!

*

Kończą wątek - unikajcie Kalisza, drodzy Rodacy. Albo Was zeżre, albo wytentego...

*

… a potem zostawi z dzieckiem.

*

Czesław Kiszczak został skazany na dwa lata w zawieszeniu. Wyrok ten oznacza, że jeśli jeszcze raz założy związek o charakterze zbrojnym i wprowadzi stan wojenny, to nie będzie zmiłuj i pójdzie siedzieć. Tylko kto go wtedy będzie w stanie zamknąć do więzienia?

*

Ewa Kopacz najpierw udała się z pielgrzymką do Watykanu, następnie zaś ekspresowo przeforsowała ustawę o in vitro, otwierającą furtkę do homoadopcji. Jak mniemam, pani premier papieża uważnie wysłuchała, ale nic nie zrozumiała, bo mówił do niej po argentyńsku.

*

Z tego co słyszałem, in vitro jest metodą weterynaryjną – uzyskuje się tą drogą np. bydło o pożądanych cechach osobniczych, zaś w polskich klinikach zajmujących się tym procederem pracują weterynarze-embriolodzy. Czyżby był to sposób klasy politycznej na przetrwanie? Już widzę te kliniki z szyldami „hodowla elit III RP” - a w środku weterynarz miksujący na szkiełku genotypy Niesiołowskiego i Wandy Nowickiej.

*

Stary Józwa z PSL-u postanowił jednak nie ubiegać się o fotel marszałka sejmu, wskutek czego wakat po Radosławie Sikorskim obsadziła swymi kształtami pani Małgorzata Kidawa-Błońska. Zważywszy, iż pani Małgorzata jest prawnuczką premiera Grabskiego i prezydenta Wojciechowskiego, stanowi ona – obok Bartłomieja Sienkiewicza – kolejny żywy dowód na postępującą degenerację elit. Jeżeli teraz Sienkiewicz usiłował zaimponować kanajakom brzydkimi wyrazami, to w przyszłym pokoleniu będą smarkać w palce i bekać na znak, że smakowało.

*

Ajajaj! Radek Sikorski jednak nie będzie „jedynką” w „Bydgoszczu”! Żona próbowała załatwić mu robotę w amerykańskim think-tanku Atlantic Council, lecz pracownicy zapowiedzieli, że jeśli im przyślą z Polski tego nadętego pajaca, to złożą pozew o odszkodowanie za pracę w szkodliwych warunkach. Ale – ale! Panie Radku, podobno w „Bydgoszczu” jest do obsadzenia inna „jedynka” – konkretnie, kasa nr1 w „Biedronce” na Dworcowej 46. Tylko biegusiem, bo na tę fuchę ma chrapkę również Rostowski...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 25 (01-07.07.2015)

sobota, 13 czerwca 2015

Pod-Grzybki – 6

Dziś „Pod-Grzybki” nieco monotematyczne, a to za sprawą Ewy Kopacz, która pozazdrościła sławy niejakiej Barbarze Kwarc i postanowiła zostać królową internetu. W tym celu zatrudniła już 50 hejterów a w planach jest okrągła setka. Skoro już o setkach mowa – ja na coś takiego nie wpadłbym nawet po setce żołądkowej.

*

Pomysł pani premier pokazuje, że Platforma jest jak Bourbonowie okresu Restauracji o których mówiono, że niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli. I bardzo dobrze – patrząc po reżimowej propagandzie, „hejty” będą zgredowskim, sklerotycznym pierniczeniem. Takie skrzyżowanie Kuczyńskiego z Niesiołowskim powinno stać się w najbliższych miesiącach głównym dostarczycielem tzw. „lolkontentu”.

*

Zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać hejtowanie w wydaniu działaczy PO. Może tak: „ja, gówniarze, w waszym wieku musiałem żreć szczaw i mirabelki, a za sanacji tośmy każdą zapałkę dzielili na czworo”. Nada się?

*

Jako pierwsza lolkontentu dostarczyła pani Kidawa-Błońska, wyrażając pragnienie, aby „po przeszkoleniach wszyscy członkowie Platformy byli aktywni i zachowywali się jak hejterzy”. Używając obcobrzmiącego słowa „hejter” pani Kidawa-Błońska sądziła zapewne, że to coś supernowoczesnego i młodzieżowego – sugerującego dynamizm oraz dobry kontakt z młodymi ludźmi. Taki piarowiec na sterydach, można powiedzieć. Tłumaczę – pani poseł, „hejter” to inaczej nienawistnik. Płatny sku...syn, krótko mówiąc, że odwołam się do przenikliwej diagnozy Pani wybitnego kolegi, Adama Szejnfelda.

*

Aha, słowo „lolkontent” to też nie to, co Pani myśli. Nie oznacza pozytywnego przekazu dnia, tylko tzw. „bekę”. „Beka” natomiast, to nie taki duży pojemnik na piwo, tylko coś wywołującego efekt określany jako ROTFL. ROTFL zaś... a nie, nie powiem – niech Pani sobie sprawdzi w internecie. Internet to takie coś, co siedzi m.in. w tabletach i smartfonach, a młodzi ludzie - czyli gówniarze i płatne sku...syny - używają tego zamiast TVN-u.

*

A może ja tez mógłbym zostać hejterem? Mam kwalifikacje – od najmłodszych lat pieczołowicie kształtuję w sobie wyjątkowo podły charakter, a narzeczona mówi, że jestem złośliwym małpiszonem. Całkiem jak Stefan Niesiołowski.

*

Na koniec zmiana tematu. Bankierzy tak się przestraszyli PiS-u, że postanowili powołać własną partię z Ryszardem Petru na czele, czyli bankowym lobbystą, którego miejsce w łańcuszku zależności to rola podwykonawcy Balcerowicza, który jest z kolei podwykonawcą Sorosa i Sachsa. Podwykonawcami Petru są natomiast wszyscy frankowicze, których ten zapewniał, że frank nigdy nie podskoczy powyżej 4 PLN. Za poputczika wziął sobie pana Rafała Brzóskę, właściciela firmy „In Post” zwanego „królem śmieciówek”. I to jest, droga młodzieży, ich oferta dla Was – banksterski naganiacz wciskający Wam kredyty, które będziecie spłacać groszami zarobionymi u Brzóski. Już samo to mówi, kim dla nich jesteście – jeleniami i tanią siłą roboczą. Idziecie na to?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 22 (10-16.06.2015)