Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Niesiołowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Niesiołowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lipca 2019

Pod-Grzybki 168

Mamy wyjątkowo obrzydliwy początek lipca. Po pięknym, upalnym czerwcu nadeszła jesień – zimno, leje i wieje. Ma to jednak tę zaletę, że nagle jakby pochowali się gdzieś „bojownicy klimatyczni”, którzy wrzeszczeli nam nad uchem przez cały ubiegły miesiąc. I to jest dobry moment na mały wykład metodologii „klimatycznego dwójmyślenia”. Otóż, powiadają, należy odróżniać „klimat” od „pogody”. Jednak w praktyce oznacza to, że kiedy w czerwcu nad Europę nadciągnęło gorące powietrze znad Afryki, było to dowodem szalejącego klimatu i globalnego ocieplenia. Natomiast teraz, gdy nadszedł zimny front znad Arktyki – to już jest tylko „pogoda”. Wiedzą już Państwo, czego się trzymać? Ot i cała „logika klimatyczna” w pigułce.


*

Ale ekologiści nie dają za wygraną. Oto w Lublinie zieleni miejskiej nie będzie się już barbarzyńsko katować spalinowymi kosiarkami – zamiast tego, w ruch pójdą kosiarki naturalne i ekologiczne, zwane też owcami. Mają one tę zaletę, że równocześnie strzygą zieleń i ją hm, nawożą. Lublinianom już leci ślinka na jesienny wysyp pieczarek.


*

Buu.... rozpadła się Federacja panów Jakubiaka i Liroya. Poszło o współpracę z ludowcami z PSL-u – Jakubiak był „za”, natomiast Liroy wręcz przeciwnie. A szykowała się taka wesoła formacja – rzekłbym, Polska Partia Przyjaciół Piwa na sterydach. Bo któż inny mógłby zjednoczyć pod swymi sztandarami miłośników piwa i marihuany?


*

Aj! Z polityki odchodzi żywa legenda polskiego parlamentaryzmu – Stefan Niesiołowski. Jako przyczynę podał podeszły wiek, co jest o tyle dziwne, że całkiem niedawne wyczyny „jurnego Stefana” dowodzą, iż wciąż jest nad podziw dziarski i pełen wigoru. Chyba, że poszło o coś innego – nagrania z wiadomej afery dowodzą, że „jurny Stefan” z taką częstotliwością molestował biznesmenów, by organizowali mu kolejne schadzki, iż zachodzi obawa, że Stefan zwyczajnie nie pamiętał, że przed chwilą właśnie sobie poużywał. Woli się zatem z obawy o zdrowie odseparować od pokus cielesnych, bo inaczej, jak w znanym dowcipie, przez tego Alzheimera by się na śmierć za...ł.


*

Tylko co poczną te wszystkie panie nienajcięższej konduity na wieść, że tracą takiego klienta? Ech, przypomina się knajacka piosenka o tym, jak sczezł pewien koneser tego typu wrażeń – a rzeczone panienki „jak stały, tak wszystkie płakały”. Chlip, chlip.


*

Nie ma to jak autodemaskacja. Polityk PO Bogdan Klich opatrzył swój wpis na Twitterze hasztagiem #TwójSzwab – co podano dalej na oficjalnym koncie PO. Klich jest psychiatrą, więc zapewne mógłby wiele powiedzieć o tzw. freudowskich przejęzyczeniach – ale to podsuwa mi pewien pomysł. Jak wiadomo, platformersi ruszyli w polski interior, by straszyć autochtonów i przy okazji ponabijać się ze schwytanych znienacka za rękę pisowców. Proponuję więc, by ta rejza krajoznawcza odbywała się pod hasłem: „Poznaj swojego Szwaba!”. Przynajmniej uliczne łapanki organizowane na przypadkowych przechodniów nabiorą wiarygodności.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 28 (12-18.07.2019)

niedziela, 3 lutego 2019

Pod-Grzybki 146

Dominikanin o. Ludwik Wiśniewski podczas wiecu wyborczego w gdańskiej Bazylice Mariackiej, który zwołano pod pretekstem pochówku zamordowanego Pawła Adamowicza, palnął przemówienie, jakiego nie powstydziliby się najostrzejsi zagończycy „totalnej opozycji”. Odnotowuję ten incydent, bo dzięki niemu teraz już wiadomo, jak wyglądałby Stefan Niesiołowski w habicie.


*

Tyle, że szanownemu Niesio... to jest, o. Wiśniewskiemu coś się przy okazji pomerdało. Powiedział mianowicie: „Człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju i będziemy odtąd tego przestrzegać”. Chorobcia, wszystko niby słusznie – ale na samym starcie torpedować kampanię prezydencką Tuska?


*

Tak nawiasem – tysiące gdańszczan po śmierci Pawła Adamowicza zapaliło na ulicy znicze. Pytanie: czy widział ktoś jakichś nienawistnych pisowców, którzy by im w tym przeszkadzali? Szczali, bluzgali i wrzeszczeli do starszych kobiet „pokaż cycki”? Ktoś? Coś?


*

Lecz co tam ojczulek Wiśniewski. Hanna Gronkiewicz-Waltz poprosiła o ochronę, bo „miała nieprzyjemny incydent”. Cóż, rozumiem konfuzję, niemniej nieprzyjemne incydenty się zdarzają, zwłaszcza w pewnym wieku, gdy przestają trzymać zwieracze - ale żeby zaraz rządowa ochrona? Nie wystarczą pampersy?


*

Zapomniałbym. Po finale WOŚP zatrzymano jakiś pierdylion internetowych hejterów i postawiono zarzuty szefowi firmy ochroniarskiej. Nie zadano pytań jednemu człowiekowi. I nikt nie odważy się ich zadać. ON ma immunitet od przepisów o imprezach masowych.


*

Żądza zemsty niszczy demokrację równie skutecznie jak nienawiść” - załkała „Wyborcza.pl”. I jest to o tyle dobre, że dokładnie w tym samym czasie na sabacie Fundacji Batorego poświęconym praworządności sędzia Irena Kamińska (ta od „nadzwyczajnej kasty ludzi”) wypaliła, że chodzi jej właśnie o zemstę, a zawtórowała jej prof. Monika Płatek. Ciekawe, czy ktoś od Michnika powie obu paniom, żeby się nie wygłupiały, bo „niszczą demokrację”? Czy jednak samopoczucie sędzi Kamińskiej jest od demokracji ważniejsze, a każda ręka podniesiona na „kastę” musi zostać odcięta?


*

Na marginesie ubolewań nad szerzącą się „nienawiścią”. Socjolog Marcin Palade przeprowadził na Twitterze sondę z pytaniem: „czy Jarosław i Jacek Kurski powinni zniknąć z przestrzeni publicznej”? Odpowiedzi (9 tys. osób): 91 proc. - TAK, 9 proc. - NIE. I to, moim zdaniem, jest właściwy trop jeśli chodzi o obniżenie temperatury debaty publicznej. Gołym okiem widać, że obaj bracia Kurscy okupując przeciwne strony barykady zajmują się tym samym: prostacką propagandą, manipulowaniem, jątrzeniem i szczuciem. A zatem, obaj Kurscy - WON! Swoją drogą, najlepszym początkiem deeskalacji plemiennej wojny domowej byłoby, gdyby jakimś cudem Kaczyński dogadał się z Michnikiem, że każdy z nich zwalnia swojego Kurskiego.


*

Jednak nie. To głupi pomysł. Zamienią się miejscami i nikt nie zauważy różnicy.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 03 (30.01-12.02.2019)

czwartek, 2 lipca 2015

Pod-Grzybki 9

Kalisz Mielony i jego była wciąż nie dają o sobie zapomnieć. Niedawno Ryszard Osiem Kotletów stwierdził, iż uznał dziecko ze swego związku z Ingą Pietrasińską, choć mógł mieć co do swego ojcostwa „duże wątpliwości”. Hm, patrząc na Kalisza, ja również mam wątpliwości. Zrobił co mógł, wyszło jak zawsze. I pani Inga musiała zatrudnić inseminatora.

*

Jak się dowiedzieliśmy z publicznych przekomarzanek tej jakże romantycznej pary, pani Inga i pan Ryszard poznali się w pracy. Ona - aspirująca dziennikarka, on - polityczna (i majętna) gwiazda. Polecam panu Ryszardowi bon-mocik popularny wśród ludzi dobrej roboty: „gdzie się mieszka i pracuje, tam się ch... nie wojuje”.

*

Panią Ingę natomiast skonkluduję ludową przyśpiewką: „matuś moja, daj mnie za mąż / albo mi ją nitką zawiąż / albo zalep mi ją gliną / bo już dłużej nie wytrzymom”. Hej!

*

Kończą wątek - unikajcie Kalisza, drodzy Rodacy. Albo Was zeżre, albo wytentego...

*

… a potem zostawi z dzieckiem.

*

Czesław Kiszczak został skazany na dwa lata w zawieszeniu. Wyrok ten oznacza, że jeśli jeszcze raz założy związek o charakterze zbrojnym i wprowadzi stan wojenny, to nie będzie zmiłuj i pójdzie siedzieć. Tylko kto go wtedy będzie w stanie zamknąć do więzienia?

*

Ewa Kopacz najpierw udała się z pielgrzymką do Watykanu, następnie zaś ekspresowo przeforsowała ustawę o in vitro, otwierającą furtkę do homoadopcji. Jak mniemam, pani premier papieża uważnie wysłuchała, ale nic nie zrozumiała, bo mówił do niej po argentyńsku.

*

Z tego co słyszałem, in vitro jest metodą weterynaryjną – uzyskuje się tą drogą np. bydło o pożądanych cechach osobniczych, zaś w polskich klinikach zajmujących się tym procederem pracują weterynarze-embriolodzy. Czyżby był to sposób klasy politycznej na przetrwanie? Już widzę te kliniki z szyldami „hodowla elit III RP” - a w środku weterynarz miksujący na szkiełku genotypy Niesiołowskiego i Wandy Nowickiej.

*

Stary Józwa z PSL-u postanowił jednak nie ubiegać się o fotel marszałka sejmu, wskutek czego wakat po Radosławie Sikorskim obsadziła swymi kształtami pani Małgorzata Kidawa-Błońska. Zważywszy, iż pani Małgorzata jest prawnuczką premiera Grabskiego i prezydenta Wojciechowskiego, stanowi ona – obok Bartłomieja Sienkiewicza – kolejny żywy dowód na postępującą degenerację elit. Jeżeli teraz Sienkiewicz usiłował zaimponować kanajakom brzydkimi wyrazami, to w przyszłym pokoleniu będą smarkać w palce i bekać na znak, że smakowało.

*

Ajajaj! Radek Sikorski jednak nie będzie „jedynką” w „Bydgoszczu”! Żona próbowała załatwić mu robotę w amerykańskim think-tanku Atlantic Council, lecz pracownicy zapowiedzieli, że jeśli im przyślą z Polski tego nadętego pajaca, to złożą pozew o odszkodowanie za pracę w szkodliwych warunkach. Ale – ale! Panie Radku, podobno w „Bydgoszczu” jest do obsadzenia inna „jedynka” – konkretnie, kasa nr1 w „Biedronce” na Dworcowej 46. Tylko biegusiem, bo na tę fuchę ma chrapkę również Rostowski...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 25 (01-07.07.2015)

czwartek, 18 czerwca 2015

Pod-Grzybki 7

Premierzyca Kopacz utrąciła wniosek o komisję śledczą w sprawie afery podsłuchowej twierdząc, iż taka komisja służyłaby tylko „politycznemu teatrowi”. Zważywszy, że sejmową większość ma PO i PSL, a co za tym idzie – zdominowałyby również komisję, pani premier niechcący wyszło świetne podsumowanie rządów koalicji.

*

Histeria! Stonoga odpalił akta taśmowe, seria dymisji w rządzie i okolicach, a Szalony Stefan swoje: „PiS-owski jazgot, kłamstwo, które się wyrywa, te spocone ręce, które wyciągają po Polskę ręce… Polskę przed PiS-em należy bronić!”. Proszę docenić wyjątkową urodę tego cytatu, zwłaszcza te spocone ręce. A dlaczego nie spocone nogi? Dokładnie - sto nóg Stonogi wyciągających się po Polskę. To jest coś!

*

Panika! Z internetowych łamów „Wyborczej”: „Kolejno wzywała (Ewa Kopacz – PL) do siebie ministrów, przedstawiając im propozycję nie do odrzucenia. Najdłużej opierał się marszałek Sejmu Radosław Sikorski”. Niech zgadnę – trzymał się biurka, zapierał nogami i krzyczał „chcę jedynkę w »Bydgoszczu«”?

*

Przy okazji zarysowała się nam ciekawa gradacja: na tle Stonogi Kukiz wygląda na umiarkowanego, z kolei na tle Kukiza na umiarkowany wygląda PiS, zaś Platforma na tle PiS-u... nie, jednak PO w tej chwili w ogóle nie wygląda.

*

To znaczy, jakoś tam wygląda – konkretnie, jak Ewa Kopacz w dniu ogłaszania dymisji: roztrzęsiona i spłakana, jakby za chwilę miała powtórzyć numer „na Sawicką” i wysmarkać się przed kamerami, biorąc ludzi na litość. Niestety, pani premier, to już nie te czasy. Teraz jest jak w piosence Taty Kazika „W czarnej urnie” - „słyszę twój stłumiony głos / mówisz słowa gorzkie przez łzy / lecz już we mnie tylko złość / zimna wściekłość, już nie Ty”.

*

Ludowcy zaglądnęli do głów swoich i umyślili, że nowym marszałkiem Sejmu miałby zostać Józef Zych, który przeszedł do historii pamiętnym coming-outem: „Wysoka Izbo, nie po raz pierwszy staje mi...”. Chłopy, zostawcie starego Józwę w spokoju. Jeszcze znowu stanie mu przed Wysoką Izbą i będzie skandal, zgorszenie oraz „sexual harassment”.

*

Kancelaria Bronisława Boleściwego na gwałtu-rety podpisuje nowe umowy o pracę, wypłaca nagrody, zawiera kontrakty – słowem, trwoni budżet tak, by nowy prezydent nie mógł zwalniać współpracowników Bronisława z powodu braku funduszy na ustawowe odprawy. Potraktujmy to ze spokojem. W końcu małpia złośliwość to ostatnie, co im pozostało.

*

Tomasz Sakiewicz z „Zony Wolnego Słowa” doniósł z satysfakcją, że PO jest „rozrywana na strzępy” wskutek zmian geopolitycznych – dekodując, przestała być potrzebna jako gwarant balansu wpływów niemiecko-rosyjskich, zaś do gry wkroczyli Amerykanie. Przepraszam, ale we mnie wizja rozgrywania i ustawiania naszej sceny politycznej przez obce służby, choćby „sojusznicze” i popierające „naszych” jakoś nie wywołuje entuzjazmu. Ale może jestem jakiś dziwny i nie znam się na patriotyzmie – w przeciwieństwie do redaktora Sakiewicza, ma się rozumieć.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 23 (17-23.06.2015)

środa, 30 maja 2012

Terapia Czterech Kroków

Wy na bojkocie możecie tylko zyskać, oni – tylko stracić. Jeszcze tego nie pojęliście, Panie i Panowie? To naprawdę proste.

I. Potrzeba konsekwencji

Jako że przy różnych okazjach nawołuję do bojkotu reżimowych mediodajni, które nie tyle są „zaprzyjaźnione” jak onegdaj raczył wyartykułować pan Andrzej Wajda, ile stanowią wprost część obozu władzy, czy też może raczej – obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, którego są ekspozyturą pospołu z obecną Dyktaturą Matołów - to muszę odnotować i pochwalić ogłoszony niedawno przez PiS bojkot Stefana Niesiołowskiego i Janusza Palikota. Czynię to wszakże z jednym, podstawowym zastrzeżeniem: bojkot ów będzie miał sens tylko pod warunkiem zachowania konsekwencji. Jeśli za jakiś czas PiS-owi „wychłódnie”, bo np. będą się zbliżały wybory i górę weźmie ułuda gonienia za sondażowymi słupkami, to całą tę zabawę będzie można sobie wsadzić w buty.

Przypomnę (po raz kolejny zresztą), że tak właśnie było przy okazji dwóch poprzednich bojkotów: TVN-u od lipca 2008 do stycznia 2009, oraz Radia Zet od marca do sierpnia 2011. W obu przypadkach nie odbiło się to w żaden sposób na sondażowych widełkach w granicach których PiS zazwyczaj oscyluje, co dowiodło dwóch rzeczy: po pierwsze, że bywanie w mediodajniach nie jest temu ugrupowaniu do niczego potrzebne, po drugie zaś, że to mediodajnie potrzebują PiS-u do urządzania seansów nienawiści i eskalowania negatywnych emocji wśród politycznego targetu, który obsługują.

Niestety, obu bojkotów zaniechano pod presją zbliżających się wyborów, w których zresztą Prawo i Sprawiedliwość otrzymało „swoją” pulę głosów i nic ponadto. Zatem bilans był zerowy? Otóż nie – był ujemny. Powrót polityków głównej siły opozycyjnej na wraże anteny przyniósł bowiem moim zdaniem kilka określonych szkód. Stworzył wśród części wyborców wrażenie, iż PiS jest partią koniunkturalistów, a same bojkoty były pustymi gestami, które zarzucono wraz ze zbliżaniem się gorącego okresu przedwyborczego. Ponadto, dało to mediodajniom asumpt do triumfalizmu, na zasadzie „jesteśmy im niezbędni, nawet gdy strzelają fochy, to gdy przychodzi co do czego – wracają”. No i wreszcie – pozwoliło dalej odgrywać żenujący spektakl pod nazwą „pluralizm opinii w mediach III RP”. Politycy PiS wracając przed mikrofony i kamery sekujących ich mediów, uwiarygodnili je po prostu.

Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej i ostracyzm zafundowany Niesiołowi oraz Palikotowi stanie się czymś trwałym i oczywistym jak oddychanie. Są ludzie z którymi się nie rozmawia i którym nie podaje się ręki, gdyż zadawanie się z nimi automatycznie deprecjonuje – ot i wszystko. Wycofanie się byłoby kompromitacją.

II. Terapia Czterech Kroków

Zerknijmy teraz na pełny tekst oświadczenia Komitetu Politycznego PiS:

Komunikat

Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości podjął uchwałę, która zakłada, że politycy oraz przedstawiciele PiS nie będą uczestniczyć w programach radiowych i telewizyjnych, do których zaproszeni zostali Janusz Palikot i Stefan Niesiołowski.

Ostatnie wydarzenia w Sejmie, kiedy Stefan Niesiołowski w bulwersujący i arogancki sposób potraktował dziennikarkę Ewę Stankiewicz a także Posłanki Prawa i Sprawiedliwości oraz wcześniejsze, wielokrotne łamanie przez obu wspomnianych polityków nie tylko standardów wystąpień publicznych, ale również zasad zwykłej przyzwoitości. Niestety przedstawiciele partii rządzącej nie piętnując stanowczo powyższych zachowań wyrażają przyzwolenie na psucie debaty publicznej w Polsce. Najwyższy czas aby takim postawom powiedzieć: Nie!

Zachowanie obu polityków jest niedopuszczalne, a polemika z nimi jest jedynie uwiarygodnianiem ich postawy, która nie powinna być tolerowana w debacie publicznej. (wytłuszczenie moje - GG)

Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości

Otóż, drodzy Państwo, to co zacytowałem powyżej jest jedynie pierwszym krokiem we właściwym kierunku, tak zwanym „dobrym początkiem”. Cytując komunikat, specjalnie podkreśliłem fragment o uwiarygadnianiu postawy Niesiołowskiego i Palikota przez wchodzenie z nimi w polemiki. Na takiej samej zasadzie bowiem uwiarygadnia się swą obecnością mediodajnie w których ci politycy goszczą.

Krokiem kolejnym, logicznie wynikającym z poprzedniego, powinna być odmowa udzielania jakichkolwiek komentarzy odnoszących się do wymienionych postaci. Funkcjonariusze mediów powinni słyszeć twarde NIE każdorazowo, gdy będą zadawać pytania dotyczące panów N. czy P. Pytania te bowiem zadają z jedną i wciąż tą samą intencją: eskalowania awantury, którą będą następnie eksploatować przez resztę dnia na antenie: Niesioł powiedział to, na co Hofman odpowiedział tamto... i tak aż do wieczora, kiedy to odpowiednio dobrani publicyści/propagandyści zgodnie podsumują, że wprawdzie Niesioł wyjęzyczył się barwnie i ostro, ale wiadomo, że z tą pisowską agresją nie można inaczej... Tak leci ten oklepany do bólu schemat, na który pisowscy politycy wciąż łapią się jak dzieci.

Następne posunięcie, to bojkot dziennikarzy zapraszających do swych programów Niesiołowskiego i Palikota. Podam przykład (z „GW”, ale trudno) – otóż, Monika Olejnik, w okresie od listopada 2011 do maja 2012, najczęściej zapraszała do „Kropki nad i” właśnie tych dwóch panów – osiem razy Palikota i siedem razy Niesiołowskiego. Jest sens uwiarygadniać „Stokrotkę” siadając w fotelu, który wczoraj wygrzewało swym siedzeniem któreś z wymienionych wyżej indywiduów? No właśnie. Rzecz jasna, dotyczy to również innych żurnalistów spełniających się w roli stojaków do mikrofonów podstawionych pod stężałe od nienawiści facjaty.

No i w końcu krok czwarty - najtrudniejszy dla uzależnionych od kamer i mikrofonów działaczy, którzy by zaspokoić dojmującą potrzebę parcia na szkło gotowi są pójść wszędzie i godzić się na wszelkie fundowane im przez medialnych funkcjonariuszy upokorzenia. Powrócić do bojkotu reżimowych mediodajni, tak obiecująco rozpoczętego niegdyś przywołanym wcześniej bojkotem TVN-u, a później „Zetki”. Nie uwiarygadniać teatrzyku pseudo-pluralizmu realizowanego w konwencji „czterech na jednego”. Taki ruch zaprocentuje, gdyż to mediodajnie potrzebują pisowców do produkcji mięcha antenowego, które jest podstawą budowania oglądalności. Wy na bojkocie możecie tylko zyskać, oni – tylko stracić. Jeszcze tego nie pojęliście, Panie i Panowie? To naprawdę proste.

III. Na detoksie

Proszę zwrócić uwagę, że rozpisałem dojście do punktu finalnego na kolejne kroki, tak by mniej bolało i żeby nieuchronny syndrom odstawienia przysporzył możliwie najmniej cierpień. Nie jest to może terapia na miarę „12 kroków”, ale zawsze daje to jakąś szansę na stopniową detoksykację politycznych mózgownic i względne złagodzenie skutków ubocznych.

A co w zamian? Cóż, miło było by mieć świadomość, że takie inicjatywy jak Kongres Mediów Niezależnych, czyli budowanie „drugoobiegowej” alternatywy dla mainstreamowych przekaziorów, kogoś w PiS-ie naprawdę obchodzi. Tak jednak niestety nie jest i jest to kolejny poważny błąd tego środowiska politycznego. Bo my nie jesteśmy poważni. Poważni są ciecie z WSI24 - nie my. Tak się jednak składa, że bez nas bylibyście w internetowej czarnej... powiedzmy – dziurze. I nasz zasięg oddziaływania konsekwentnie się zwiększa – wraz z rozwojem internetu. Bo kogo innego macie po swojej stronie? No, słucham – kogo? To na nas jesteście skazani, jeśli chcecie czegokolwiek dokonać. Jesteśmy waszym detoksem. Przecież chyba nie jesteście tak naiwni, by sądzić, że uda się wam wykorzystać „tamtych” do swoich celów? Nie jesteście, prawda?

Ciąg dalszy nastąpi.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

Notki na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/pis-mediodajnie

http://niepoprawni.pl/blog/287/zer-dla-mediodajni

http://niepoprawni.pl/blog/287/drugi-obieg-20-%E2%80%93-cz-i

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/drugi-obieg-20-%E2%80%93-cz-ii

niedziela, 27 maja 2012

Czy Tusk boi się Niesiołowskiego?

Im bliżej Niesioła, tym Tusk mniej skory staje się do połajanek. Pytanie, dlaczego?

I. Im bliżej Niesioła...

Tyle było tekstów w reżimowych mediodajniach analizujących psychikę Kaczyńskiego czy Macierewicza, że tym razem to ja sobie popsychologizuję. Popsychologizuję mianowicie o Donaldzie Tusku i meandrach jego relacji ze Stefanem „won” Niesiołowskim. Skoro oni mogą bredzić o strasznych oczach Macierewicza i fobiach Kaczyńskiego, nieodmiennie dochodząc do wniosku, że obaj, jeden w drugiego, to psychopaci, to chyba i ja mogę. Bo przecież mogę, prawda?

Wg mnie, wielce charakterystyczna dla tychże relacji jest postawa Donalda Tuska wobec napaści Szalonego Stefana na Ewę Stankiewicz. Początkowo - na odległość, za pośrednictwem mediów - zalecał Niesiołowi, by ten panią Stankiewicz przeprosił. Dopytany przez dziennikarzy uzupełnił, iż nie przeprowadził ze swym partyjnym podwładnym żadnej rozmowy, gdyż nie jest od „rozmów wychowawczych”, czy jakoś tak. To pierwszy istotny sygnał.

Na Zjeździe Krajowym PO, w obecności Niesioła, Tusk śpiewał już inaczej: mówił o Niesiołowskim jako o „naszym bohaterze”, który „potrafił prezentować odwagę, twardość charakteru i niezłomność wtedy, (...) kiedy to naprawdę kosztowało bardzo wiele”. Przez salę zostało to odebrane jednoznacznie jako poparcie zachowania „Szalonego Kapelusznika” polskiej polityki, jak określa tę postać Piotr Zaremba. Mało tego: Tusk, przypomnijmy – przewodniczący Platformy i premier rządu RP – po uczniacku tłumaczył się ze swojego apelu, wyjaśniając, iż miał jedynie na myśli, że „zdolność wybaczania, to znaczy nieodpowiadanie agresją na agresję, trzymanie nerwów na wodzy, to jest m.in. źródło siły PO”. Groteskowe i żałosne.

Obrazu absurdu dopełniło „wsłuchanie się” premiera w „głos elektoratu”, polegające na przytoczeniu przezeń „listu” „kobiety głosującej na Platformę”, która napisała, iż „Dzień w którym zażądałeś od legendy polskiej opozycji profesora Stefana Niesiołowskiego przeproszenia znieważającej go i łamiącej prawo pisowskiej propagandystki, autorki socrealistycznych pisowskich produkcyjniaków - może być dniem, w którym Twoi wyborcy odwrócą się od Ciebie Donaldzie.” Jak się szybko okazało, ową „wyborczynią” jest Renata Rudecka-Kalinowska, działaczka PO i znana z Salonu24 blogerka, która ładunkiem histerycznego, antypisowskiego zacietrzewienia przebija nawet persony pokroju Waldemara Kuczyńskiego. Zresztą, „eR-eR-Ka” jest postacią wobec Niesiołowskiego komplementarną i swymi predyspozycjami psychologicznymi znakomicie kopniętego entomologa uzupełnia – taki Niesioł polskiej blogosfery w spódnicy, można powiedzieć. No, ale to na marginesie.

W każdym razie, istotne jest, że im bliżej Niesioła, tym Tusk mniej skory staje się do połajanek. Pytanie, dlaczego?

II. W obliczu furiata

Że Niesioł jest dla PO użyteczny i szczuje się go jak Palikota, gdy trzeba odwrócić uwagę gawiedzi i „przykryć” jakieś platformerskie blamaże lub afery, to jedno. Jednak, moim zdaniem, Tusk Niesiołowskiego się zwyczajnie boi. W sumie, nie dziwię się. Każdy normalny człowiek zachowuje się ostrożniej w obecności tak ewidentnego furiata, żeby go przypadkiem nie rozjuszyć i nie sprowokować wybuchu. Jeszcze zacznie pluć albo rzuci się z pięściami... a pamiętać należy, iż furiaci gdy wpadną w szał, mają nadludzką siłę. Istni berserkerzy. W zakładach psychiatrycznych trzeba kilku rosłych pielęgniarzy, żeby takiego obezwładnić, zapakować w kaftan i zaaplikować zastrzyk. Z tych samych przyczyn tzw. „prawicowi” dziennikarze w „Loży prasowej” łagodzą ton polemiki w obecności Piotra Stasińskiego z „Wyborczej”, a i tak przynajmniej raz – dwa razy na program, Stasiński uruchamia swój nieprzytomny ryk, gdy któryś z dyskutantów ośmiela się mieć inne zdanie.

III. Robak traumy

Podobnie z Tuskiem – działa tu prosty instynkt samozachowawczy. Jednak nie tylko, należy bowiem pamiętać, iż Tusk nosi w sobie traumę – wspomnienie surowego ojca - który, jak można się domyślać, miał ciężką rękę. Sam Tusk kiedyś wyznał, iż poczuł „coś w rodzaju ulgi”, kiedy jego ojciec umarł. Myślę, że Tusk zwyczajnie boi się bicia i agresji, wywołuje to u niego uczucie stłamszenia. Ta trauma z dzieciństwa odłożyła się w nim na dobre, co widać w sytuacjach stresowych, kryzysowych. Odreagowuje to, rzecz jasna, własną agresją, którą nie raz dane było odczuć najbliższemu otoczeniu. Słynne są jego napady - gdy coś idzie nie po myśli, wpada w szał, ciska się po gabinecie i rzuca „maciami” niczym, nie przymierzając, Hitler na wieść o kolejnych klęskach Wehrmachtu.

W książce Reszki i Majewskiego „Daleko od miłości” znajdują się opisy jak Tusk długo, całymi tygodniami, waha się przed podjęciem jakiejś kluczowej decyzji. To znamionuje brak pewności siebie, który tylko z trudem daje się maskować psycho-treningami fundowanymi mu przez Ostachowicza. Zresztą, kilka razy nerwy puściły mu też na wizji, gdy tylko znalazł się w jakiejś niekomfortowej sytuacji – wystarczyło, by dziennikarz zadał mu nieprzyjemne pytanie.

Bezwzględny gracz polityczny? Owszem, ale tchórzem podszyty. Tusk potrafi być okrutny aż do sadyzmu, w wymiarze wykraczającym poza polityczną konieczność. Nie można wręcz oprzeć się wrażeniu, iż w ten sposób dowartościowuje się we własnych oczach i zagłusza wewnętrznego robaka. Strach na twarzach współpracowników daje mu poczucie panowania nad sytuacją i pozwala utrwalić image twardego faceta. Pamiętajmy jednak, że te jego słynne „wilcze oczy” są tak naprawdę oczyma zastraszonego chłopca, który w Tusku ciągle siedzi.

Gadający Grzyb

P.S. Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/odklejony

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

piątek, 2 października 2009

Oświadczenie wicemarszałka Sejmu R.P. Stefana Niesiołowskiego.



W związku z rozpętaną przeciw Platformie Obywatelskiej bezprzykładną polityczno – medialną nagonką, mającą na celu zdyskredytowanie jedynej partii w której kultywowane są najwyższe standardy etyczne i moralne, oświadczam, co następuje:

1) Cała tzw. „afera” tzw. „lobbingu” w sprawie ustawy o grach hazardowych jest szytą grubymi Kamińskimi brudną PiSowską prowokacją, sprokurowaną przez PiSowską specsłużbę, tzw. „CBA” i rozdmuchaną przez PiSowskich sługusów z PiSowskiej gazety „Rzeczpospolita”.

2) Owe pseudodziennikarskie sługusy już dawno powinny zostać powieszone, wychłostane, publicznie wydymane i rozstrzelane, zaś ich zionącą nienawiścią tzw. redakcję należałoby spalić, zburzyć i przeznaczyć na kocią karmę, grunty zaś zaorać i posypać solą, tak by nigdy więcej jad destrukcyjnych insynuacji nie zatruwał społecznego spokoju, nie podważał zaufania do Partii i Rządu, nie judził i nie robił wbrew.

3) Brudne koryta pomyj brudnych PiSowskich oszczerstw wyssanych przez brudnych nienawistników z jeszcze brudniejszego kaczystowskiego palca stanowią brudną wodę na brudny PiSowski młyn tęskniący do powrotu brudnego kaczystowskiego reżimu.

4) Brukanie członków Partii i Rządu jest bijącą pod niebiosa PiSowską niegodziwością, mającą za pomocą swoich służb i służalczych dziennikarzy złamać, sterroryzować i spotwarzyć promujący przedsiębiorczość gabinet Donalda Tuska.

5) Formułowanie oskarżeń na podstawie podsłuchanych prywatnych rozmów jest typowo PiSowskim zagraniem porażającym bezmiarem swej ohydy. Cywilizowane normy państwa prawa wymagają bowiem, aby wszelkie oskarżenia formułować wyłącznie na postawie oficjalnych, publicznych deklaracji uprawomocnionych członków wysuniętych z ramienia Partii i Rządu.

6) Podłe kłamstwa podłych PiSowskich siepaczy to żałosna próba rewanżystowskiego odwetu skompromitowanych politycznych bankrutów, zaplutych karłów moralnych zapiekłych w swej nienawiści i ohydzie. Wzywam wszystkie sojusznicze redakcje i konstruktywnych dziennikarzy aby dali odpór podstępnym, gadzim zagraniom, gdyż Kaczyńscy są mali, mściwi, zawistni, mają wredne spojrzenie i śmierdzi im z gęby.

7) Żądanie powołania komisji śledczej to żałosny propagandowy chwyt sfrustrowanych nieudaczników, którzy niczym Herodowie chcą unurzać swe zdeprawowane ręce we krwi niewinnych dziatek Zbyszka, Mirka i Grzesia.

8) PiSowscy prowokatorzy znaleźli wsparcie w wiadomych reakcyjno – odwetowych kręgach, liczących na poderwanie zaufania do Partii i Rządu. Partia i Rząd zbyt długo wykazywały się zrozumieniem, miłością i cierpliwością wobec opozycyjnego politycznego warcholstwa. W związku z tym, domagam się stanowczo, by od tej pory każdy kto zostanie przyłapany na rozpowszechnianiu kłamliwych i oszczerczych wiadomości, został w trybie doraźnym osądzony i skazany przez specjalnie w tym celu powołany Trybunał Miłości. Należy wreszcie raz na zawsze dorżnąć i eksterminować PiSowską hałastrę , tudzież watahy jej popleczników.

Niech żyje Rząd i Partia! Na pohybel PiSowskim siewcom zamętu i nienawiści!

Stefan Niesiołowski

Wicemarszałek Sejmu R.P.

;)

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

niedziela, 13 września 2009

Katyń a ludobójstwo.


Katyń jest przykładem ludobójstwa na tle klasowym, nie ujętego w ONZ-owskiej definicji.

Po wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego negującej ludobójczy charakter zbrodni katyńskiej, przetoczyła się przez „Niepoprawnych” fala postów wykazujących w różny sposób absurdalność jego stanowiska.

Pozwolę sobie spojrzeć na problem nieco inaczej, głównie od strony prawnej, sam Katyń zaś potraktuję jako wyrazisty symbol komunistycznego ludobójstwa w ogóle.

Dla porządku, przypomnę definicję, zawartą w Artykule II. oenzetowskiej „Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa” z 1948 r.:

„W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:

a) zabójstwo członków grupy,

b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,

c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,

d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,

e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.”


Wybiórcza definicja.

I właśnie w tej definicji tkwi problem.

Jej pierwsza część zawęża bowiem ludobójstwo do zamiaru „zniszczenia w całości lub w części” grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, pomija zaś w swym katalogu podstawową dla komunistycznego światopoglądu kategorię klas społecznych. A właśnie patrzenie przez pryzmat klasowości było motorem napędowym komunistycznego ludobójstwa pod każdą szerokością geograficzną. Zresztą, aby uniknąć w Konwencji marksistowsko – leninowskiego żargonu, można było użyć pojęcia „warstwy (grupy) społeczne”. Nie uczyniono tego. Zastanawiająca wybiórczość, że się tak wyrażę.

Katyń – ludobójstwo klasowe.

Jaki ma to związek z Katyniem? Ano taki, że Katyń jest przykładem ludobójstwa na tle klasowym, nie ujętego w ONZ-owskiej definicji. Bolszewikom nie chodziło o eksterminację narodu polskiego, a (wiem, że zabrzmi to cynicznie) „tylko” o eliminację tych warstw, które mogłyby utrudnić w przyszłości sowietyzację podbitych obszarów. Wśród sowieckich ofiar znaleźli się przedstawiciele różnych narodowości, ras i religii. Łączy ich jedno – byli przedstawicielami klas „wrogich”. Używając komunistycznego języka, do rozwałki przeznaczono „burżuazyjną inteligencję”, „obszarników”, „kapitalistów” – słowem, wszelkiej maści „pasożytów” i „wyzyskiwaczy”. Według podobnego strychulca komuniści mordowali na całym świecie. Likwidowali na skalę masową „wrogie elementy”, by zostawić sobie do zagospodarowania najmniej świadomą ludzką mierzwę.

***

Oczywiście, każdy rozsądnie myślący człowiek, mający w sobie choć krztę zmysłu moralnego wie, iż Katyń (i inne komunistyczne zbrodnie) był ludobójstwem, a jednak na bazie omawianej tu definicji można zaprzeczać ludobójczemu charakterowi tej zbrodni, co od lat z powodzeniem czynią Rosjanie i licznie rozsiani po świecie postsowieccy agenci wpływu. Nie pierwszy to przypadek rozbratu prawa i rozumu.

Osobiście, żywię bardzo brzydkie podejrzenie, że gdy w ONZ trwały prace nad konwencją, „wujek Soso” zrobił wszystko, by masowe mordy motywowane klasowo nie znalazły się w ludobójczym katalogu. Współczesna Rosja korzysta z tej stalinowskiej zapobiegliwości do dziś.

Gadający Grzyb

P.S. Rzecz jasna, w sejmowej uchwale dotyczącej 17 września, słowa o ludobójstwie bezwzględnie powinny się znaleźć, chodzi tu bowiem o wymiar historyczno - polityczno - moralny, a nie prawny. Poza tym, może dzięki temu ktoś zwróci uwagę na żenujący unik zastosowany w oenzetowskiej definicji.

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:

Konwencja ONZ:

pl.wikisource.org/wiki/Konwencja_ONZ_w_sprawie_zapobiegania_i_karania_zbrodni_ludob%C3%B3jstwa_1948

Inne teksty w tej materii na „Niepoprawnych”:

www.niepoprawni.pl/blog/181/marszalku-pora-na-wor-pokutny-i-popiol-na-glowe

www.niepoprawni.pl/blog/3/czlowiek-uczy-sie-cale-zycie-stefan-niesiolowski-rowniez

www.niepoprawni.pl/blog/740/ludobojstwo-wg-wyborczej

www.niepoprawni.pl/blog/82/niesiolowski-czyli-droga-od-niepodleglosci-do-ruskiego-buca

www.niepoprawni.pl/blog/710/zbrodnia-wojenna-bez-wojny

www.niepoprawni.pl/blog/761/pajac-niesiolowski-katyn

www.niepoprawni.pl/blog/152/bezkregowiec