Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hazard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hazard. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

Hazard wyborczy

Żadna z działających na polskim rynku firm bukmacherskich nie przewidziała zwycięstwa Andrzeja Dudy w pierwszej turze.

Na wstępie muszę przyznać się Państwu do pewnej dozy naiwności. Sądziłem, że o ile hazardziści bywają często osobami irracjonalnymi, to już ci, którzy z hazardu czerpią prawdziwe zyski, są racjonalni do bólu – wszak jest to, było nie było, krociowy biznes. Poważne pieniądze zaś przyciągają poważnych ludzi, zajmujących się ich robieniem. A skoro tak, zakładałem, że firmy bukmacherskie przy ustalaniu typów i kursów kierują się własnymi, szczegółowymi analizami popartymi przez odpowiednie dane pozwalające obliczyć prawdopodobieństwo zaistnienia jakiegoś zdarzenia – niezależnie od tego, czy będzie to wynik meczu, czy też... no właśnie – czy będzie to wynik wyborów. Tymczasem, okazuje się, że nic z tego. Bukmacherzy zachowują się identycznie jak, nie przymierzając, byle analitycy finansowi, którzy na przestrzeni ostatnich lat przyzwyczaili nas do tego, że zajmują się w gruncie rzeczy sowicie opłacanym wróżeniem z fusów – gdy wieszczą rychły kryzys, ten nie nadchodzi, kiedy zaś prognozują dalsze wzrosty, ni z tego, ni z owego następuje krach. Nieźle ilustruje tę prawidłowość dowcip o rozmowie dwóch ekonomistów: „-Nic nie rozumiem z tego kryzysu. - Chodź na kawę, to ci wszystko wyjaśnię. - Ba, wyjaśnić to ja też potrafię...”.

Identycznie jest z bukmacherami. Z tego co się orientuję, żadna z działających na polskim rynku firm nie przewidziała zwycięstwa Andrzeja Dudy w pierwszej turze, podobnie jak wszystkie zlekceważyły Pawła Kukiza. Rozumiem jeszcze podobne nastawienie w początkowym okresie kampanii, gdy wydawało się, że Komorowski ma zwycięstwo w kieszeni i to być może w pierwszej turze. Tak zresztą doradzali fachowcy od zakładów, przykładowo, serwis JohnyBet.com prognozował: zakłady online powinny być stawiane przede wszystkim na Bronisława Komorowskiego”, by nieco dalej łaskawie dodać: zakłady bukmacherskie na Andrzeja Dudę nie są całkiem pozbawione racji bytu, ale tylko jeśli dojdzie do drugiej tury”, w innym natomiast miejscu twardo wbijał hazardzistom do głów: „jest tu jedyna słuszna możliwość obstawiania – zakład na Bronisława Komorowskiego”. Cóż...

To był jednak początek kampanii, Komorowski w sondażu TNS OBOP prowadził z Dudą 53% do 19%. Ale jak wytłumaczyć typy firmy STS (potentata w branży), która jeszcze 29 kwietnia typowała następująco: Komorowski – kurs 1.10, Duda – 5.00, Kukiz – 100.00? Za tymi typami podążyli gracze obstawiając masowo Komorowskiego – 65,91% postawiło swój zakład właśnie na prezydenta, przy okazji wskazując, że Komorowski zdobędzie ponad 43,5% głosów, Duda zaś nie przekroczy granicy 34,5%, natomiast frekwencja wyniesie ponad 49,5%. Jak wiemy, Duda ostatecznie osiągnął 34,76%, Komorowski – 33,77% przy frekwencji 48,96%. Dalej było równie wesoło. Bet-at-home jeszcze 5 maja typował kursy: Komorowski – 1.05, Duda – 4.75, Kukiz – 150.00. Tego samego dnia Betsafe prognozował: Komorowski – 1.06, Duda – 5.25, Kukiz – 250.00 (tego ostatniego uplasowano za Korwin-Mikkem – 200.00, a równo z Magdaleną Ogórek!).

Zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi. Do tego, że sondaże w Polsce są narzędziem propagandy i mają służyć nie tyle opisywaniu społecznych nastrojów, co je kreować, już się przyzwyczailiśmy. Ale zakłady bukmacherskie? Aż się ciśnie pod klawiaturę spiskowa teoria, że typy „buków” mają ukryty cel perswazyjny, by wpłynąć na wybór tej szczególnej podgrupy elektoratu jaką są gracze. A serio – dowiedziałem się już po wyborach, w jaki sposób układano w firmach hazardowych typy. Otóż, „analizy” polegają na śledzeniu sondaży i opinii medialnych ekspertów oraz internetu. Poważnie, nic nie ściemniam – powiedział tak pan Paweł Rabantek, piarowiec z firmy STS w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, dodając, że nad ustalaniem typów pracuje zawsze „kilku bukmacherów”. Ile warte były prognozy STS pokazałem wyżej. Równie dobrze mogliby zatrudnić wróżbitę Macieja i dać sobie spokój z tą „wszechstronną analizą”. Swoją drogą, ciekawe ilu leszczy udało się naciągnąć na te przepowiednie, oraz ilu jednak nie poddało się presji „fachowców od hazardu” i postawiło na Dudę, a firmy musiały im ze zgrzytaniem zębów zapłacić...

Warto w tym miejscu dodać, iż rynek bukmacherski w Polsce wycenia się na ok. 5 mld złotych. Pomyślmy – pięć dużych baniek, a ci ludzie nawet nie wysilą się na przeprowadzenie niezależnych badań, tylko bazują na medialnej propagandzie. Czemu służą sondaże, mówiłem, podobnie jest również z ekspertami – tymi wszystkimi politologami i socjologami uchodzącymi za specjalistów od wszystkiego. Większość z nich, podobnie jak telewizje do których są zapraszani nawet nie próbuje ukrywać swych politycznych sympatii i antypatii. Swoją misję ludzie ci rozumieją, jako urabianie opinii publicznej w pożądanym duchu – a firmy na tej podstawie ustalają kursy zakładów. No, ludzie...

Kończąc - po pierwszej turze typy radykalnie zmieniły się na korzyść Dudy. Nabrali rozumu, czy... nie, nie dokończę – strach się bać.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1631-pod-grzybki-3

Artykuł opublikowany w „Gazecie Finansowej” nr 20 (15-21.05.2015)

wtorek, 27 stycznia 2015

Walutowy hazard

Banki pod tym całym blichtrem uprawiają lichwę i cinkciarstwo, połączone na dodatek z grą w trzy karty.


Ostatnie dni upłynęły w atmosferze finansowego trzęsienia ziemi do jakiego doszło za sprawą uwolnienia przez szwajcarski bank centralny kursu franka, w efekcie czego jego cena wzrosła skokowo z niecałych 3,6 do 4,3 PLN. Przypomniało to wszystkim o problemie ryzyka kursowego z jakim zmagają się ci, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne w szwajcarskiej walucie. Z jednej strony padły bliżej niesprecyzowane obietnice pomocy „frankowiczom”, z drugiej natomiast wylała się fala zawistnego hejtu na zasadzie „sami tego chcieli” i „wiedzieli w co wchodzą”.

Czy „frankowicze” rzeczywiście wiedzieli w co się pakują? Wiedzieli i nie wiedzieli. Teoretycznie byli ostrzegani o ryzyku kursowym, ale wszystko to podawane było w takim sosie, by kredytobiorca odniósł wrażenie, że to ryzyko jest minimalne, a już na pewno kurs franka nie skoczy powyżej pewnego poziomu tolerancji. Dyskretne techniki manipulacyjne są w relacjach z potencjalnymi klientami na porządku dziennym. Ciekaw jestem, czy na przykład banki przed zawarciem umowy w czasach gdy frank kosztował dwa złote z groszami pokazywały symulację warunków spłaty, gdy tenże frank będzie grubo powyżej czterech złotych? Ponadto zwróćmy uwagę, że równolegle warunki kredytów złotówkowych były wręcz zaporowe, stawiając klientów pragnących mieć własne mieszkanie w sytuacji bezalternatywnej. Można było albo zgodzić się na ryzyko kursowe, albo zrezygnować z marzeń o własnych czterech ścianach.

Branża bankowa funkcjonuje w dużej mierze dzięki zaufaniu. Wymaganie, by przeciętny człowiek dysponował specjalistyczną wiedzą na temat finansów jest utopią. Zostaje więc wspomniane zaufanie. Oznacza ono, że idąc po kredyt zakładam, iż bank mnie nie orżnie. To w końcu nie jest jakiś pokątny lichwiarz, czy cinkciarz na rogu, tylko poważna instytucja. Tymczasem prawda jest taka, że banki pod tym całym blichtrem uprawiają lichwę i cinkciarstwo właśnie, połączone na dodatek z grą w trzy karty. Bo jak inaczej nazwać np. brane z sufitu tabele przeliczeniowe? Niezorientowanym wyjaśniam, że nagminną praktyką wielu banków było arbitralne ustalanie kursu franka, a co za tym idzie – wysokości raty, zazwyczaj w oderwaniu od cen rynkowych czy średniego kursu NBP. Do tego dochodzi tzw. spread, polegający na tym, iż bank wypłacał kwotę kredytu wg ceny kupna, zaś spłatę ustalał wg ceny sprzedaży.

Czym jest tak naprawdę kredyt walutowy? Otóż jest to nic innego jak zakład – klient „gra” na to, że kurs waluty nie zmieni się znacząco w okresie na jaki zawarto umowę, bank natomiast „gra” na zwyżkę kursu w dłuższym okresie, co gwarantuje mu dodatkowe dochody. Oczywiście bank, jako instytucja fachowa, naganiająca sobie klientów w okresie taniej waluty jest tu na z góry wygranej pozycji – niczym szuler naciągający frajerów na partyjkę pokera. Mamy zatem do czynienia ze specyficznym hazardem – i wszystko byłoby ok, gdyby kredytobiorca miał tego świadomość, tzn. wiedział, że wchodzi nie do banku, tylko do kasyna, punktu bukmacherskiego czy innej szulerni. Banki w istocie oferowały pod nazwą kredytu „produkt wysoko złożony, o charakterze spekulacyjnym”, jak stwierdził barceloński sąd w 2013 r, rozwiązując na wniosek kredytobiorcy tego typu umowę.

Klienci banków wystawieni są na nieograniczone ryzyko kursowe, bank natomiast nie ryzykuje niczym – w ostateczności przejmie zadłużone mieszkanie, zresztą często mamy do czynienia z sytuacją, gdy po latach spłacania kredytu jego pozostała kwota wciąż znacząco przekracza wartość kupionej nieruchomości. Na marginesie zwrócę uwagę na jeszcze jeden długofalowy aspekt procederu – klient wypruwając sobie żyły spłaca kredyt niemal do emerytury, a gdy już na nią przechodzi okazuje się ona na tyle nędzna, że zostaje zmuszony do zawarcie tzw. odwróconej hipoteki, w wyniku której dom lub mieszkanie tak czy inaczej finalnie staje się własnością banku. Genialny szwindel.

Budżet państwa nie musi na „frankowiczów” wydawać ani grosza. Wystarczy systemowe rozwiązanie prawne nakazujące przewalutowanie kredytu na złotówki po kursie z dnia zawarcia umowy, bądź po uśrednionym kursie NBP z dotychczasowego okresu jej trwania – czyli wymuszenie na bankach, by wzięły na siebie część ryzyka. Banki na tym nie stracą, ponieważ i tak zgarną swoje oprocentowanie, marże itd. - zostaną jedynie pozbawione nieuprawnionego zysku wynikającego z zastosowania „produktu spekulacyjnego”. Jest to zasadne tym bardziej, że banki de facto żadnych franków nie pożyczały! One pożyczały złotówki i pozyskują również złotówki, a cały „myk” polegał na stworzeniu czysto wirtualnej konstrukcji w ramach której te złotówki indeksowane są według kursu obcej waluty.

Można było tak zrobić na Węgrzech, podobnie w Chorwacji, gdzie tamtejszy sąd rozpatrując pozew zbiorowy nakazał przewalutowanie na kuny – więc dlaczego nie w Polsce? Trzeba tylko chcieć – no chyba, że obecny reżim siedzi głębiej w banksterskich kieszeniach, niż to sobie wyobrażamy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://podgrzybem.blogspot.com/2013/08/gra-kredytem.html

http://podgrzybem.blogspot.com/2014/03/kredytowa-szulernia.html

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 4 (23-29.01.2015)

piątek, 2 października 2009

Oświadczenie wicemarszałka Sejmu R.P. Stefana Niesiołowskiego.



W związku z rozpętaną przeciw Platformie Obywatelskiej bezprzykładną polityczno – medialną nagonką, mającą na celu zdyskredytowanie jedynej partii w której kultywowane są najwyższe standardy etyczne i moralne, oświadczam, co następuje:

1) Cała tzw. „afera” tzw. „lobbingu” w sprawie ustawy o grach hazardowych jest szytą grubymi Kamińskimi brudną PiSowską prowokacją, sprokurowaną przez PiSowską specsłużbę, tzw. „CBA” i rozdmuchaną przez PiSowskich sługusów z PiSowskiej gazety „Rzeczpospolita”.

2) Owe pseudodziennikarskie sługusy już dawno powinny zostać powieszone, wychłostane, publicznie wydymane i rozstrzelane, zaś ich zionącą nienawiścią tzw. redakcję należałoby spalić, zburzyć i przeznaczyć na kocią karmę, grunty zaś zaorać i posypać solą, tak by nigdy więcej jad destrukcyjnych insynuacji nie zatruwał społecznego spokoju, nie podważał zaufania do Partii i Rządu, nie judził i nie robił wbrew.

3) Brudne koryta pomyj brudnych PiSowskich oszczerstw wyssanych przez brudnych nienawistników z jeszcze brudniejszego kaczystowskiego palca stanowią brudną wodę na brudny PiSowski młyn tęskniący do powrotu brudnego kaczystowskiego reżimu.

4) Brukanie członków Partii i Rządu jest bijącą pod niebiosa PiSowską niegodziwością, mającą za pomocą swoich służb i służalczych dziennikarzy złamać, sterroryzować i spotwarzyć promujący przedsiębiorczość gabinet Donalda Tuska.

5) Formułowanie oskarżeń na podstawie podsłuchanych prywatnych rozmów jest typowo PiSowskim zagraniem porażającym bezmiarem swej ohydy. Cywilizowane normy państwa prawa wymagają bowiem, aby wszelkie oskarżenia formułować wyłącznie na postawie oficjalnych, publicznych deklaracji uprawomocnionych członków wysuniętych z ramienia Partii i Rządu.

6) Podłe kłamstwa podłych PiSowskich siepaczy to żałosna próba rewanżystowskiego odwetu skompromitowanych politycznych bankrutów, zaplutych karłów moralnych zapiekłych w swej nienawiści i ohydzie. Wzywam wszystkie sojusznicze redakcje i konstruktywnych dziennikarzy aby dali odpór podstępnym, gadzim zagraniom, gdyż Kaczyńscy są mali, mściwi, zawistni, mają wredne spojrzenie i śmierdzi im z gęby.

7) Żądanie powołania komisji śledczej to żałosny propagandowy chwyt sfrustrowanych nieudaczników, którzy niczym Herodowie chcą unurzać swe zdeprawowane ręce we krwi niewinnych dziatek Zbyszka, Mirka i Grzesia.

8) PiSowscy prowokatorzy znaleźli wsparcie w wiadomych reakcyjno – odwetowych kręgach, liczących na poderwanie zaufania do Partii i Rządu. Partia i Rząd zbyt długo wykazywały się zrozumieniem, miłością i cierpliwością wobec opozycyjnego politycznego warcholstwa. W związku z tym, domagam się stanowczo, by od tej pory każdy kto zostanie przyłapany na rozpowszechnianiu kłamliwych i oszczerczych wiadomości, został w trybie doraźnym osądzony i skazany przez specjalnie w tym celu powołany Trybunał Miłości. Należy wreszcie raz na zawsze dorżnąć i eksterminować PiSowską hałastrę , tudzież watahy jej popleczników.

Niech żyje Rząd i Partia! Na pohybel PiSowskim siewcom zamętu i nienawiści!

Stefan Niesiołowski

Wicemarszałek Sejmu R.P.

;)

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl