Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lutego 2019

Pod-Grzybki 147

Witam czytelników „Warszawskiej Gazety”. W związku z wydawniczą reorganizacją od tego numeru „Pod-Grzybki”, którymi dotąd nękałem permanentnie czytelników „Polski Niepodległej”, będą się ukazywały właśnie tutaj. Charakter rubryki pozostanie oczywiście bez zmian – „Pod-Grzybki” po staremu będą epatować niewyszukanym, chuligańskim wdziękiem oraz urągać dobremu gustowi. A więc, jedziemy!


*

Na marginesie „taśm Birgfellnera” - rozczuliła mnie wypowiedź czcigodnego teścia, czyli Jana Marii Tomaszewskiego, o swoim zięciu, czyli rzeczonym Birgfellnerze: „To nie jest żadna rodzina, on się przykleił i tyle”. Mamy tutaj dobrze znane w knajackich kręgach tzw. pucowanie, w slangu korporacyjnym zwane również „OWD” („ochroń własną d...ę”). Tłumacząc z polskiego na nasze: „Co? Jak? Birgfellner? A dajcie mi spokój, nie znam człowieka!”.


*

Eureka! Odkryłem skąd Ewie Kopacz przyszło do głowy, że ludzie polowali na dinozaury. Otóż był kiedyś taki film - „Milion lat przed naszą erą” z Raquel Welch paradującą w „jaskiniowym” bikini. Jak nic, Ewa Kopacz go widziała – i przemówiła do niej tzw. prawda ekranu. Ciekawe, czy ktoś już jej uświadomił, że nie był to dokument?


*

Robert Biedroń zadebiutował z nowym ugrupowaniem „Wiosna, panie sierżancie” (czy jakoś tak). Z tej okazji portal gazeta.pl, wybił w nagłówku: „babcie wyrywają sobie Biedronia z rąk, bo jest jak idealny zięć”. Hmm, tego... nie wyjaśniono tylko, czy postępowe seniorki pragnęłyby takiego zięcia dla synków czy córeczek. I może warto by również wyjaśnić im, że wnuczków z tego nie będzie, bo jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski „nie da rady – oba samce!”.


*

No chyba, że stałby się cud. Już raz coś takiego miało miejsce – albowiem, jak swego czasu objawił słynny komentator sportowy, Bohdan Tomaszewski: „Ryszard Szurkowski to cudowne dziecko dwóch pedałów”.


*

A skoro zeszliśmy na sport i galopujący genderyzm. W niektórych dyscyplinach zmorą zaczynają się stawać mężczyźni-nieudacznicy, którzy nagle „odkryli swą kobiecość”, przechodząc do kategorii żeńskich – za zgodą sterroryzowanych polityczną poprawnością związków sportowych. Niedawno taki 100-kilowy okaz kobiety zadebiutował w australijskiej kadrze piłkarek ręcznych (a jest to sport kontaktowy i dość urazowy). Ale co tam szczypiorniak – poczekajmy, aż faceci zaczną przechodzić do żeńskich sportów walki. Osobiście czekam na debiut sióstr Kliczko w kobiecym boksie – uuuch, to dopiero będzie masakra!


*

Na szczęście Jurny Stefan nie ma takich problemów z samoidentyfikacją. Ma za to inne – cała ta jego afera, to mianowicie jedna, wielka żenada. Co by nie mówić, kiedyś korumpowanie polityków wyglądało jednak poważniej – jakieś walizki z pieniędzmi, lewe konta na Kajmanach... A dziś? Okazuje się, że wystarczy kilka panienek i fasolka po bretońsku. Na miejscu kolegów zmyłbym Stefanowi głowę – bo zwyczajnie psuje rynek. Jak to mawiają – głowa łysieje, d...a szaleje. Cóż, jaki kraj, taki Berlusconi...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 07 (15-21.02.2019)

sobota, 7 listopada 2015

Pod-Grzybki 26

„Pod-Grzybki” piszę jeszcze przed podaniem wstępnych wyników wyborów, ale co mi tam, zaryzykuję. Wygląda na to, że spełnia się czarny sen PEK, która uznała, że 500 lat temu mieliśmy w Polsce Średniowiecze, do którego cofniemy się, jeśli PiS wygra wybory. No więc, analfabetom matematyczno-historycznym ze sztabu PO wyjaśniam – 500 lat temu było XVI stulecie, okres Renesansu zwany „złotym wiekiem”, unia polsko-litewska zajmowała obszar ponad 800 tys. km2, Królestwo Polskie było europejskim mocarstwem, naród się bogacił spławiając zboże do Gdańska, biliśmy Krzyżaków i Moskali, a Jan Kochanowski pisał: „Serce roście patrząc na te czasy!”. Rozumiem, że dla PO powrót Polski do dawnego znaczenia stanowi senny koszmar, bo czeka ich za to bura od mocodawców z Berlina i Moskwy – ale my nie musimy się tym przejmować, prawda?

*

Czeka nas fala emigracji przedstawicieli elity „tego kraju”. Córka PEK zgodnie z zapowiedziami siedzi już na walizkach czekając na powrót mamusi z powyborczej stypy, by się pożegnać, Adam Michnik planuje zatrzymać się kątem u brata w Szwecji, Dariusz Michalczewski przerażony tym co nawygadywał w „Szechter Cajtung” odświeża kontakty w hamburskich burdelach, sondując, czy nie potrzebują wykidajły... I tylko Andrzej Wajda od maja stoi z rozdziawioną gębą i nic nie rozumie.

*

Nie wiem, jak Państwo, ale ja od dłuższego już czasu z radością wysłuchiwałem panicznego kociokwiku Platformy i zaprzyjaźnionych mediów, które postanowiły robić kampanię wedle pamiętnego skeczu kabaretowego „jak PiS dojdzie do władzy...”. Niczego więcej wytrawiony wódą mózg „Miśka” Kamińskiego nie był w stanie z siebie wykrzesać. Takich jak on spuentował imć Jan Onufry Zagłoba: „zawszem mówił, że gorzałka jeno tęgiej głowie służy”.

*

Prasa donosi o naukowej sensacji. Odkryto kometę, która emituje ze swego wnętrza w przestrzeń kosmiczną opary alkoholu etylowego. „Misiek” - to ty?!

*

Znów mieliśmy zmianę czasu z letniego na zimowy, co oznacza zmrok o 17:00. Mój apel – gdyby znalazł się odważny, który zlikwidowałby ten absurd, to tylko z tego powodu mógłby liczyć na kilka dodatkowych procent w kolejnych wyborach. Aż dziwne, że nikt do tej pory nie wpadł na tak oczywisty pomysł. Mój głos miałby na pewno. Tak, wiem, że zmianę czasu reguluje unijna dyrektywa – i jest to kolejny powód, by opuścić ten biurokratyczny kołchoz, zanim wprowadzi obowiązkową gimnastykę o 6:00 rano.

*

Ponieważ od północy z piątku na sobotę nie wolno agitować, to przez „internety” przetoczyła się rytualna dyskusja o ciszy wyborczej. A może taką „ciszę” powinien sobie narzucić każdy obywatel wraz ze startem kampanii? W jej trakcie jesteśmy bowiem poddawani stężonej dawce psychomanipulacji nieuchronnie zaburzającej nam ogląd rzeczywistości. Zatem każdy z nas powinien podjąć decyzję na jakieś 2 miesiące przed wyborami – a potem konsekwentnie się jej trzymać bez względu na to, jakie cuda na kiju będą wyczyniały sztaby wyborcze. Howgh!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 42 (28.10-03.11.2015)

piątek, 23 października 2015

Pod-Grzybki 25

Panika! Córka doktor Ewy zagroziła emigracją w przypadku zwycięstwa PiS. Zięć pani premier, Kanadyjczyk o swojskim imieniu Andriy, ponoć bardzo się ucieszył, bo ostatnio zszarpane nerwy teściowej coraz bardziej dają się rodzinie we znaki i zaproponował nawet, że na tę emigrację mógłby udać się w zasadzie już dziś, bo po co odwlekać nieuchronne, lecz małżonka zapowiedziała, że w razie wyjazdu zabiera ze sobą również mamusię. No tak, w oparach politycznych frustracji doktor Ewy, nawet „Kanada pachnąca żywicą” traci urok. Andriy, chłopie, ogarnij się i jak to powiadają w kręgach zbliżonych do teściowej – „go west”!

*

Histeria! Tomas Lis w wywiadzie dla „Wyborczej” lamentuje, że PiS odbierze mu Polskę. Nie wiem jak Państwo, ale ja gorąco kibicuję medialnej aktywności pana Tomasza – jeszcze trochę takich wynurzeń czynionych z pozycji właściciela III RP, a ludzie sami „temi rencyma” oderwą was od koryta.

*

Wypowiedzi zarówno premierczykowianeczki jak i pana Tomasza przypomniały mi wpis internetowy Poli Lis, która kilka miesięcy temu w przypływie szczerości wyznała, iż jej zdaniem nie ma tu miejsca na obiektywizm, bo toczy się wojna o przetrwanie. Najwyraźniej ci ludzie tak zrośli się ze swym statusem klasy uprzywilejowanej, że zwyczajnie nie wyobrażają sobie funkcjonowania między gminem. Ten dojmujący lęk przed deklasacją jest zresztą cechą wspólną tych, co - mówiąc Tuwimem - „mieszkają dziś w pałacach, a srać chodzili pod chałupę”. Albowiem gmin śmierdzi wódką i cebulą, zagłuszając kwietne odory resortowej progenitury dla której dobrostanu urządzano „ten kraj” przy Okrągłym Stole.

*

My tu się podniecaliśmy jak głupi nic nie znaczącym wystąpieniem prezydenta Dudy w ONZ, a wszak mieliśmy prawdziwy międzynarodowy sukces. Komorowski i „Waleza” wypromowali w Stanach kantor „cinkciarz.pl”. Cóż, przypomnę tylko, że gdzie cinkciarze, tam są i esbecy, co idealnie harmonizuje z zaszłościami „Bolesława” oraz inklinacjami Bronka do wojskowej bezpieki. Chociaż może to i lepiej, że nasz narodowy Bul wybrał się do Kolumbowej Hameryki – w Warszawie trwa bowiem Konkurs Chopinowski. Jeszcze wpadłoby mu do głowy uświetnić występy przemową o armatach ukrytych w krzakach, a konkurs znowu wygrałby jakiś Rusek... Masz rację Bronek – siedź w tym Chicago i pooglądaj se koszykówkę. Działonowy Chopin i jego armaty poczekają.

*

Złe języki doniosły, że „Misiek” Kamiński spala się w ogniu kampanii do tego stopnia, że już od wczesnych godzin musi koić skołatane nerwy browarem i gorzałą. Tym samym wyjaśniło się dlaczego doktor Ewa zataczała się na czerwonym dywanie podczas słynnej wizyty w Berlinie. Kobiecina była tak stremowana wizją spotkania z Cesarzową Angelą, że golnęła sobie dla kurażu z piersiówki Kamińskiego – a że głowa słabsza, niż u dążącego do przejścia na alkoholowe zawodowstwo Miśka, to i nóżki jej się rozjechały. Na szczęście Angela wzięła doktor Ewę pod mankiet i odprowadziła na wytrzeźwiałkę.

Gadający Grzyb
Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 41 (21-27.10.2015)

wtorek, 20 października 2015

Pod-Grzybki 24

Kolonia „Bolanda” jednak wręczyła Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP „największemu prywatnemu pracodawcy”, czyli panu Pedro Pereira da Silva, szefowi Jeronimo Martins na Polskę. Cieszmy się i radujmy – w końcu status „perły w koronie” międzynarodowego kapitału to idealne podsumowanie rządów obecnej ekipy. Polska tania siła robocza również z pewnością jest dumna z wyróżnienia dla swego ober-nadzorcy. Teraz pora na odznaczenia dla pozostałych sieci marketów oraz czołowych banków wyspecjalizowanych w kredytach frankowych – w końcu, jak honorować naszych kolonizatorów, to na całego.

*

Potrzebujemy męstwa i odwagi, ale nie od Allaha i lewaków”- ksiądz Jacek Międlar dał się poznać na niedawnym wrocławskim marszu przeciw imigrantom zorganizowanym przez ONR i środowiska kibicowskie jako ekspresyjny mówca. Rewolucyjną czujnością wykazał się oczywiście „Szechter Cajtung” - i z miejsca zaczął młotkować zakonnych zwierzchników ks. Jacka ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, wrocławską kurię oraz dyrekcję szkoły, w której ks. Międlar uczy religii. W efekcie, młody duchowny dostał upomnienie, zakaz uczestniczenia w demonstracjach, musiał też usunąć ze swojego bloga treści dotyczące polityki. Morał za chwilę.

*

Kolejna kwestia z tej samej działki. Gdańska radna PiS, Anna Kołakowska (prywatnie – żona znanego barda Andrzeja Kołakowskiego), która zasłynęła zwalczaniem genderyzmu i homopropagandy, została na skutek interwencji „Szechter Cajtung” zwolniona ze szkoły (uczyła historii), wcześniej zaś nie wciągnięto jej na listę wyborczą PiS, gdyż jak twierdzą anonimowi pisowcy w wypowiedziach dla „Wyborczej”, pani Anna ponoć przynosi im „obciach”. I tutaj, w związku przypadkami ks. Międlara i pani Kołakowskiej, moje przesłanie do czynników kościelnych oraz władz Prawa i Sprawiedliwości: tylko tak dalej – pozwólcie, by „Szechter Cajtung” ustawiał wam linię programową i politykę personalną. Z pewnością dobrze na tym wyjdziecie...

*

Tymczasem Ewa Kopacz uruchomiła ostatnie rezerwy kadrowe Platformy w osobie niejakiego „Sznurka” i jego ferajny – bandziora mającego na koncie m.in. handel narkotykami i sutenerstwo. Całkiem jak w czasach zajść pod krzyżem i aktywności Zbigniewa S. ps. „Niemiec”. Ewa Kopacz zasłużyła sobie na honorowy tytuł „volkswagena polskiej polityki” - równie obłudna, zakłamana i emitująca w przestrzeni publicznej cuchnące wyziewy.

*

Tydzień temu napisałem, że czekam na okładkę „Tygodnika Powszechnego” z ks. Charamsą w tęczowym welonie pod rękę z Eduardo - koniecznie z podpisem: „Vivat młoda para!”. Dziś dopowiem – oto widzę „przed oczyma duszy mojej” taki oto obrazek: ślubu udziela ks. Boniecki, świadkuje Nergal z Anną Grodzką, a mszę ekumenicznie koncelebruje Szymon Niemiec, co to założył sobie własny gejowski kościół. Takie obezwładniające stężenie żenady i obciachu byłoby pięknym finałem i logicznym zwieńczeniem drogi tego, co by nie mówić, uważanego niegdyś za poważny periodyku.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 40 (14.10-20.10.2015)

wtorek, 13 października 2015

Kasa na uchodźców

Ze strachu przed zapłaceniem kary w wysokości 34,5 mln zł. zobowiązaliśmy się do uśrednionych rocznych wydatków na poziomie 107,6 mln zł.

Jacy to „uchodźcy” mają do nas trafić, wiadomo mniej więcej od kiedy okazało się, że syryjski paszport można sobie kupić za ok. 2000 dolarów, co udało się dziennikarzowi „Daily Mail”. Brytyjczyk zresztą przepłacił, bo inny dziennikarz, tym razem z Holandii, nabył syryjskie dokumenty już za 825 „zielonych”. Do tego jednak dochodzą koszty przerzutu: 8-10 tys. euro, a w przypadku rodzin z dziećmi – 15 tys. euro. Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie – ilu Polaków byłoby stać na wysupłanie takich pieniędzy w momencie zagrożenia? Z iloma funtami, czy euro w kieszeni wyjeżdżali nasi „ekonomiczni uchodźcy” do pracy na Wyspy Brytyjskie? A przecież uchodzimy za bogatszy kraj, niż zrujnowana wojną domową Syria, Afganistan, czy Irak o Erytrei już nie wspominając. Wśród sponsorów tej masowej wycieczki wymienia się więc Państwo Islamskie, a także Turcję, której bardziej się opłaca po cichu wyposażyć jednorazowo imigrantów na drogę, niż łożyć na nich latami i przetrzymywać w obozach na swoim terytorium.

W każdym razie, pod adresem Polski i innych krajów, które wzbraniały się przed przyjęciem imigranckich „nielegałów” szturmujących w „uchodźczym” kamuflażu „festung Ojropa”, wysuwano groźby obcięcia unijnych funduszy, lub zgoła użycia siły, czym błysnął polityczny żulik Martin Schulz. Ostatecznie jednak na ostatnim szczycie wymyślono inną karę: każde państwo odmawiające zgody na przyjęcie imigrantów, zostanie obciążone grzywną w wysokości 0,002 proc. PKB. Polskie PKB za 2014 rok to ok. 1,729 bln zł., tak więc nasza kara wyniosłaby, o ile dobrze liczę, 34 mln 580 tys. zł. Przyznają Państwo, że w skali budżetu jest to wręcz śmieszna kwota, a mimo to rząd Ewy Kopacz ugiął się przed tym kijem. Niebywałe. Strach przed brukselskim ostracyzmem był aż tak silny?

Jak by nie patrzeć, Europa postanowiła rozmawiać z opornymi językiem bata. Czy jest gdzieś zatem marchewka? Dowcip w tym, że marchewki tak naprawdę nie ma, bowiem trudno za takową uznać obietnicę przekazania 6000 euro jednorazowej „pomocy” na każdego azylanta. No chyba, że coś obiecano pani premier indywidualnie. W internecie sporo zamieszania zrobiło doniesienie portalu „mpolska24.pl” jakoby kwota ta miała zostać wypłacona dopiero po pięciu latach udokumentowanego pobytu imigranta w Polsce, z czego 4 lata przebywałby on poza ośrodkiem, bez jakiejkolwiek kontroli. Niektórzy posądzają portal o wypuszczenie klasycznego „fejka”, jako że nie podaje on źródła, twierdząc, iż jest to „informacja własna”. Mnie również nie udało się znaleźć potwierdzenia tych rewelacji, natomiast oficjalny dokument z 22 września pt. „Council Decision establishing provisional measures in the area of international protection for the benefit of Italy and Greece” stwierdza w art.10, iż w 2016 mamy otrzymać 50 proc. z owych 6000 euro na głowę.

Nawet jeśli portal postanowił sobie zakpić, to przypadek ten pokazuje jakim problemem jest bariera informacyjna. Ze strony rządu nie słyszymy żadnych konkretów – ilu imigrantów do nas przybędzie w kolejnych transzach, jak zamierzamy ich upilnować, no i wreszcie – ile będzie nas to tak naprawdę kosztowało. Spróbujmy to sobie jednak jakoś uporządkować. Od 1 października minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz podnosi świadczenia dla cudzoziemców z 1260 zł do 1335 zł/mies. (czyli 16 020 zł rocznie). Jeżeli przyjąć za dobrą monetę, że trafi do nas łącznie 6,5 tys imigrantów z brukselskiego „nadziału”, to miesięcznie samych zasiłków wyjdzie 8 677 500 zł (104 130 000 zł na rok). Oznacza to, że wyliczona wyżej „kara” za odmowę przyjęcia przybyszów stanowi równowartość czteromiesięcznych zasiłków, jakie będziemy im wypłacać. Widzi tu ktoś sens? Jeszcze inaczej – 6000 tys euro unijnej rekompensaty, licząc po średnim kursie NBP 4,24 zł, to 25 440 zł. Jest to odpowiednik 19 miesięcznych zasiłków. Jeżeli natomiast imigrant przebywa w ośrodku dla uchodźców to jego utrzymanie wynosi ponad 4200 zł rocznie, lecz po doliczeniu opieki medycznej, nauki języka, pomocy psychologa, edukacji dzieci w szkołach itd. suma ta skokowo rośnie. Wg. Urzędu ds. Cudzoziemców średni koszt utrzymania imigranta (niezależnie, czy jest w ośrodku, czy poza nim), to 1380 zł miesięcznie, co daje rocznie 16 560 zł. Dla 6,5 tys „uchodźców” będzie to 107 640 000 zł na rok. Jak rozpaczliwie rząd stara się wyskrobać kasę, może świadczyć skandal z odebraniem 1,2 mln zł z puli przeznaczonej dla repatriantów. Ostatecznie, po protestach, środki dla repatriantów zostawiono w spokoju, za to brakującą kwotę przesunięto... z policyjnej puli na program ochrony świadków. Istny kabaret.

Podsumowując, ze strachu przed zapłaceniem kary w wysokości 34,5 mln zł. zobowiązaliśmy się do uśrednionych rocznych wydatków na poziomie 107,6 mln zł, z UE natomiast otrzymamy jednorazowo, w przeliczeniu, 165 360 000 zł – czyli zwrot nieco ponad rocznego utrzymania 6,5 tys imigrantów. Dalej już musimy radzić sobie sami - „europejska solidarność” jak widać słono kosztuje...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2545-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 40 (02-08.10.2015)

Kopacz pod sąd!

Minister Piotrowska i jej zwierzchniczka, premier Ewa Kopacz, dopuściły się zdrady stanu, godząc we wszechstronne interesy Polski.

Postępowanie przedstawicieli polskiego państwa – minister Teresy Piotrowskiej oraz premier Ewy Kopacz w kwestii przyjęcia nielegalnych imigrantów zwanych dla niepoznaki „uchodźcami” spełnia wszelkie kryteria zdrady – zarówno w sensie potocznym, jak i prawnym tego pojęcia. Jest to, dodajmy, zdrada wielopoziomowa. Otóż, po pierwsze - zdradziliśmy sojuszników z Grupy Wyszehradzkiej. Piszę „my”, bo reakcje chociażby czeskich polityków i mediów nie pozostawiają wątpliwości, że naszą zgodę na brukselskie „kwoty” i wyłamanie się ze wspólnego stanowiska Grupy uznano za wiarołomstwo polskiego państwa jako takiego, a nie konkretnego rządu, czy tym bardziej poszczególnych polityków. Włos na czworo możemy sobie dzielić na użytek wewnętrznych sporów, za granicą nikt w takie szczegóły nie wnika. Skoro polski legalny rząd zajął takie a nie inne stanowisko, to znaczy, że to Polska jako państwo, zmieniając w ostatniej chwili front, sprzeniewierzyła się wspólnym ustaleniom, koniec kropka. Mamy zatem tu do czynienia ze zdradą dotyczącą polityki międzynarodowej i kolejnemu rządowi będzie bardzo trudno odbudować zaufanie regionalnych partnerów, co może się mścić w kolejnych latach, gdy zajdzie potrzeba zmontowania sojuszu mającego – jak to było w kwestii kryzysu imigracyjnego – zablokować decyzje godzące w nasze interesy.

Grupa Wyszehradzka pozostawała do tej pory albo ciałem dekoracyjnym, albo służyła wręcz jako pas transmisyjny Berlina i Brukseli, przekazujący „na dół” oczekiwania naszych europejskich „patronów”. I właśnie w momencie, gdy Wyszehrad stanął przed niepowtarzalną szansą przynajmniej częściowego wyemancypowania się spod politycznej kurateli Niemiec, dostał cios w plecy od swego kluczowego członka i potencjalnego lidera. Jest to jedno z wielu kukułczych jaj, które gabinet Ewy Kopacz pozostawia następnemu rządowi. Zabagnione relacje z teoretycznie najbliższymi nam krajami sprawią, że ciężko będzie mówić o regionalnym przywództwie Polski – można się domyślać, jak na tego typu uroszczenia zareaguje Budapeszt, Praga i Bratysława, skoro w decydującej chwili wykazaliśmy się skrajną nielojalnością.

Zostawiamy naszą część Europy w słusznym przeświadczeniu, że pilot do polskiej polityki znajduje się w rękach Angeli Merkel. Działa to następująco - „cesarzowa ojropy” komunikuje swe zapotrzebowanie ulokowanemu w Brukseli Tuskowi, ten z kolei przekazuje wolę naszego hegemona namaszczonej przez siebie polskiej premier, a ta odpowiednio zawiaduje swymi podwładnymi. Ten łańcuszek zależności dał znać o sobie w momencie, gdy „prezydent Europy” zastosował prawny kruczek, dzięki któremu wiążące ustalenia zapadły nie na brukselskim szczycie przywódców państw Unii, lecz na dzień wcześniejszym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych, tak by nie było możliwości skorzystania z prawa veta. Od tej pory jasne było, że Polska zgodzi się na wszystko, argumentując że „i tak by nas przegłosowali”, a Ewa Kopacz w ramach Grupy Wyszehradzkiej uprawiała jedynie chwilową grę pozorów. Słynny telefon minister Piotrowskiej do Warszawy pokazuje, że przybyła ona na spotkanie jako bierna plenipotentka wyczekująca tylko na komunikat: „podpisuj!”.

Ale zdrada wspólnych interesów regionu to jedno. Drugim poziomem było wystąpienie przeciw interesom Polski, naszej racji stanu i podmiotowości w ramach europejskich struktur. Dopuściliśmy do niebezpiecznego precedensu pozwalając, by zewnętrzne ośrodki (formalnie Bruksela, w praktyce – Berlin), narzuciły nam swą polityczną wolę. Uginając się przed szantażem wymuszającym na nas „europejską solidarność” otworzyliśmy wrota dla następnych podobnych działań, ilekroć Niemcy uznają je za pożądane ze swojego punktu widzenia – i nie miejmy złudzeń, zostanie to skwapliwie wykorzystane przeciw nam.

Trzecia warstwa wreszcie, to sprowadzenie bezpośredniego zagrożenia wewnętrznego na Polskę i Polaków w postaci potencjalnych ataków terrorystycznych. Nie jest tajemnicą, że islamiści prowadzą wśród imigrantów intensywną akcję werbunkową. Pół biedy, jeśli wyjadą od nas mordować ludzi na Bliskim Wschodzie, ale równie dobrze mogą spróbować swych sił na naszym terenie. Dodatkowo nałożyliśmy na siebie obowiązek przetrzymania „uchodźców” w granicach Polski, mimo iż większość z nich chce pozostać w Niemczech i generalnie – tam, gdzie jest bogatszy „socjal”. Powstrzymamy ich siłą? Już teraz w Niemczech dochodzi do zamieszek, są ranni, i tylko patrzeć, jak z podobnymi scenami spotkamy się i u nas.

Reasumując, minister Piotrowska i jej zwierzchniczka, premier Ewa Kopacz, dopuściły się zdrady stanu, godząc we wszechstronne interesy Polski. Przypominam tu art. 129 KK dotyczący zdrady dyplomatycznej: „Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. A więc – Ewa Kopacz pod sąd!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2545-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 40 (02-08.10.2015)

Opuścić Eurokołchoz!

Eurokołchoz niech się dławi własnym tłuszczem i gnije rozdrapywany przez hordy muzułmańskich najeźdźców. BEZ NAS.

I. Grupa, której nie było

Twór międzynarodowy o nazwie Grupa Wyszehradzka został zaprojektowany jako byt wirtualny - stworzony do robienia dobrego wrażenia na użytek maluczkich, wspólnych fotografii – lecz, nie daj Boże, do ustalania jakichś regionalnych strategii. Do czego służą takie wirtualne byty? Otóż, są one kanałami transmisyjnymi. Geopolityczne „byty wyższe” za pomocą różnych „grup wyszehradzkich” komunikują się z bytami niższymi i zgłaszają im swe zapotrzebowania. A to na wykup zasobów interioru, to znów na siłę roboczą... oraz podbechtują aspiracje. Aspiracji nie należy lekceważyć - to dzięki nim klasa polityczna była tak zdeterminowana, by dołączyć do „lepszego świata”, w czym miała poparcie społecznej, również aspirującej, większości. Przypomnijmy sobie chociażby tęskne westchnienia zarejestrowane u „Sowy i Przyjaciół”, by trafić do Brukseli i zostać wreszcie „dużym misiem” oraz zostawić za sobą „ten cały syf” i „folklor”. Społeczna większość została oszukana, klasa polityczna się wyżywiła... ale to temat na osobną pogadankę. W każdym razie, bodaj jedynym konkretem, jaki urodził się w wyniku funkcjonowania Grupy Wyszehradzkiej było zawarte w 1992 roku Środkowoeuropejskie Porozumienie o Wolnym Handlu (CEFTA). Aspiracja została zinstytucjonalizowana na poziomie międzypaństwowym, jako wstępny krok do Unii, oraz poręczne narzędzie samodysplinowania się. Tak, niewątpliwie w mechanizmie integracyjnym, konstruowanym ponad naszymi głowami, Grupa Wyszehradzka bywała przydatnym instrumentem.

Po wejściu do struktur euroatlantyckich aspiracyjne spoiwo przestało istnieć i każdy skupił się na zabieganiu w brukselskich korytarzach o własne, partykularne interesy. Zresztą, Polska, Czechy, Słowacja oraz Węgry i tak często radykalnie różniły się między sobą w politycznych kierunkach, choćby wobec Rosji, choć wszystkie pospołu były intensywnie kolonizowane politycznie i gospodarczo zarówno ze wschodu jak i z zachodu, co Węgry omal nie doprowadziło do bankructwa. Z biegiem lat okazało się, że wszystkie państwa Grupy zaczynają jakoś tak coraz ciaśniej orbitować wokół już nawet nie tyle Brukseli, co Berlina. O czym więc miano dyskutować, a zwłaszcza – decydować, skoro wskutek „integracji” pogłębiającej się nieuchronnie niczym dół cmentarny i wzrastających wpływów Niemiec wracających w nowych warunkach do projektu Mitteleuropy, zostawiono w naszej gestii co najwyżej jakieś trzeciorzędne sprawy?

Swoją rolę odegrały tu również kolonialne, lokalne elity poszczególnych państw, nie zainteresowane zdefiniowaniem wspólnego obszaru interesów, których warto by bronić pod szyldem Grupy. Nawet w kwestii Traktatu Lizbońskiego dogadywali się między sobą co najwyżej Lech Kaczyński z Vaclavem Klausem, przy bierności Słowacji i Węgier, za to pod potężnym polityczno-medialnym ostrzałem zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Nie byliśmy w stanie namówić partnerów z pozostałych stolic do aktywnego lobbowania na rzecz Ukrainy czy Gruzji i redukowania wpływów rosyjskich, co wiązało się z wejściem na kurs kolizyjny z Kremlem trzymającym rękę na gazowym kurku. Być może traktowano to jako awanturniczą dywersję inspirowaną przez Stany Zjednoczone (pamiętajmy, że w naszej sympatii do USA byliśmy wyjątkiem). Nieobecność przedstawicieli Czech, Słowacji i Węgier w Tbilisi w 2008 była wymowna. My z kolei zbyliśmy milczeniem propozycję regionalnego sojuszu złożoną jesienią 2010 roku w Warszawie przez Viktora Orbana podczas jego pierwszej zagranicznej podróży – rząd Tuska od lat był już wtedy na niemieckim kursie, uzupełnionym przez dopiero co wybranego Komorowskiego o gwarancję respektowania interesów rosyjskich i nie w głowie były mu jakieś tam Węgry... i tak to się turlało.

II. Aborcja sojuszu

Grupa Wyszehradzka była więc forum dekoracyjnym, pozbawionym jakiejkolwiek mocy sprawczej i co najważniejsze – woli, by wypełnić je jakąkolwiek realną treścią. Aż nagle wybuchł kryzys imigracyjny w trakcie którego Berlin zerwał z ostatnimi pozorami i pokazał jasno kto w tej całej Unii rządzi, kogo i kiedy obowiązują traktaty; instytucje unijne ostentacyjnie wręcz ujawniły się jako polityczne narzędzie Niemiec służące tresowaniu Europy w ramach „solidarności”, pojawiły się – niespotykane dotąd - groźby użycia siły, obcięcia funduszy strukturalnych itd. I wtedy stał się cud – Grupa Wyszehradzka zmartwychwstała i przemówiła jednym głosem. Głosem tym przemawiała również Ewa Kopacz, bo inaczej w danym momencie nie wypadało, wyczekując jednocześnie na wytyczne z brukselskiej kwatery Tuska. A potem, gdy instrukcje już nadeszły – bez żenady zdradziła swych sojuszników.

Ewa Kopacz na rozkaz Donalda Tuska, będącego z kolei pasem transmisyjnym Angeli Merkel, złożyła Grupę Wyszehradzką do grobu, zanim ta zdążyła się tak naprawdę odrodzić. Abortowała ją po prostu. Była to zdrada w najczystszej postaci – i gdyby to była chociaż zdrada w interesie Polski, można by taki ruch zrozumieć. Polityka międzynarodowa nie zna pojęcia honoru, czy przyjaźni – to kategorie z dziedziny prywatnej, międzyludzkiej, zupełnie nieadekwatne do relacji między państwami. Kategorią adekwatną do poruszania się po arenie międzynarodowej jest pojęcie interesu. I właśnie w obliczu dyktatu Berlina w sprawie imigranckich „kwot” nasze interesy w ramach Grupy Wyszehradzkiej były zbieżne jak nigdy. Mamy więc przeniewierstwo dubeltowe – nie tylko względem koalicjantów, lecz przede wszystkim wobec polskiego interesu narodowego. A wystąpienie przeciw interesom własnego kraju kwalifikuje się jako zdradę stanu.

Ten wspólny opór przeciwko niemieckiej hegemonii do którego pretekst dał problem imigracji mógł się stać zarzewiem bardziej trwałego sojuszu. Z czterema kluczowymi krajami Europy Środkowej Niemcy nie dałyby sobie tak łatwo rady. Przy wszystkich różnicach, była szansa na wypracowanie modelu współdziałania w ramach Unii - przynajmniej w jakichś kluczowych dla wszystkich obszarach. Takim czynnikiem spajającym mogła się stać obawa przed niemiecką dominacją. Tymczasem, dzięki rejteradzie Polski, kanclerz Merkel wykorzystała swą supremację, przeforsowując bardzo niebezpieczny dla słabszych krajów precedens – obarczania ich konsekwencjami niemieckiej polityki, przy zachowaniu całkowitej swobody Berlina, czego świeży dowód otrzymaliśmy w postaci umowy na gazociąg Nord Stream 2. Jak słusznie zauważono przy tej okazji – europejska solidarność leży dziś na dnie Bałtyku. My zaś – bo w stolicach regionu zostało to odczytane nie jako posunięcie pani Ewy Kopacz, lecz jako działanie polskiego państwa – wyrzuciliśmy rodzący się sojusz do kosza. Skutki tego co zaszło będą do nas wracały w najróżniejszych sytuacjach jeszcze przez długie lata. Podkreślam – w opisie tej sytuacji nie chodzi o czcze emocje, lecz o sprzeniewierzenie się przez nominalnie polski rząd najbardziej żywotnym interesom naszego kraju.

III. Opuścić eurokołchoz!

Odbudować ledwie co zarysowującą się wspólnotę regionalną będzie, po ciosie jaki na zlecenie Niemiec zadała jej Ewa Kopacz, niezwykle trudno. Jest to jednak konieczne z podstawowego względu: będziemy musieli wkrótce opuścić Unię Europejską i dobrze byłoby, gdybyśmy uczynili to w większym gronie krajów. Realnie funkcjonująca Grupa Wyszehradzka byłaby bardzo dobrym narzędziem takiego „exitu”. Celem Polski i szerzej – naszej części Europy - w najbliższych latach powinno być opracowanie strategii wyjścia ze struktur UE i przeniesienie się do EFTA (Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu - obecnie należą do niego Norwegia, Islandia, Liechtenstein i Szwajcaria), które wraz z UE tworzy Europejski Obszar Gospodarczy. Zachowalibyśmy wówczas korzyści związane z wymianą handlową z krajami Europy, a pozbylibyśmy się biurokratyczno-politycznej „czapy” Brukseli i – zwłaszcza – Berlina. Zamiast obijać się niczym pijany między trójkątem Berlin-Moskwa-Waszyngton, winniśmy stanąć na własnych nogach i nawiązać możliwie ścisłą współpracę ze Skandynawią, która również ma powoli dosyć europejskich dobrodziejstw i hegemonii Niemiec.

Co tak naprawdę trzyma nas w UE? Poza wymianą handlową (której w ramach EOG nie stracimy) dwie sprawy: strefa Schengen i unijne fundusze. Dla tych dwóch korzyści pozwalamy się kolonizować międzynarodowym koncernom, patrzymy biernie na wyprowadzanie z Polski miliardów dolarów rocznie, prowadzimy politykę wasalną wobec Niemiec z pogwałceniem własnych interesów i wdrażamy miliardy prawnych kretynizmów produkowanych przez brukselską administrację. Lecz teraz Schengen rozpada się na naszych oczach – strefę rozwaliły Niemcy swą idiotyczną polityką (najpierw otwierając granice dla „uchodźców”, by potem na gwałtu-rety owe granice zamykać). Europejskie fundusze natomiast skończą się w 2020 wraz z wygaśnięciem obecnej perspektywy finansowej Unii. I właśnie po 2020 roku winniśmy Brukseli podziękować za współpracę. A eurokołchoz niech się dławi własnym tłuszczem i gnije rozdrapywany przez hordy muzułmańskich najeźdźców. BEZ NAS.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

„EFTA – alternatywa dla Polski?”

„Projekt „Międzymorze” - strategiczny cel Polski”

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2545-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 38 (30.09-06.10.2015)

piątek, 9 października 2015

Kampania w cieniu sztandaru Proroka

O ile jeszcze do niedawna można było się zastanawiać, czy PO osiągnie w przyszłym Sejmie mniejszość „blokującą”, o tyle teraz można ze spokojem stwierdzić, że jesteśmy świadkami uwertury do pogrzebu tego ugrupowania.

I. Uwertura do pogrzebu

Histeryczna reakcja Ewy Kopacz na przemówienie Jarosława Kaczyńskiego podczas sejmowej debaty o imigrantach może służyć za podręcznikowy przykład politycznej autodestrukcji. Do niedawna Platforma niszczyła wyłącznie poszczególne obszary polskiego państwa, topiąc je w bagnie korupcyjnych układów, bądź zwyczajnej nieudolności – obecnie ów gen zniszczenia obrócił się przeciw niej samej. Inna sprawa, że wystąpienie prezesa PiS było swoistym majstersztykiem – nie dość, że podkreślając zagrożenia związane z napływem muzułmańskich imigrantów utrafił idealnie w społeczne nastroje, to jeszcze spowodował „wkręcenie” Platformy w proimigracyjną narrację serwowaną nam przez reżimowe mediodajnie. Symboliczna była tu scena, gdy na skierowane do ław koalicyjnych pytanie Kaczyńskiego, czy chcą, by Polacy przestali być gospodarzami we własnym kraju, poseł PO Jerzy Fedorowicz odkrzyknął: „Tak!”. W ten oto sposób schemat radykalnego „antykaczymu”, na którym Platforma opierała latami swą propagandową narrację, obrócił się przeciw niej samej. Rekord „samozaorania” należał jednak do Ewy Kopacz, która zmuszona sytuacją sejmowej konfrontacji, chcąc nie chcąc, musiała ustawić się w kontrze do lidera opozycji, wchodząc tym samym w rolę zwolennika przyjmowania przybyszów – i to pod nieskrywanym szantażem Berlina – co, jak można się spodziewać, pogrzebało ostatecznie szanse Platformy na jakikolwiek przyzwoity wynik wyborczy. Słowem – mistrzostwo świata.

Opinia Polaków jest jednoznaczna: nie chcemy w kraju żadnych przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Widzimy w nich potencjalne zagrożenie i czynnik destabilizujący nasze państwo. Do tego dochodzą standardy socjalne, które należy zapewnić „uchodźcom” - znacznie powyżej tego, na mogą liczyć rzesze rodaków wegetujących poniżej progu ubóstwa. Co więcej, podobne stanowisko podziela w zdecydowanej większości - i tak systematycznie topniejący - elektorat PO. Jak tak dalej pójdzie, to wkrótce zostanie z niego jedynie garstka fanatyków, którym strach przed Kaczyńskim do reszty zaburzył ogląd rzeczywistości. Być może Ewa Kopacz, która miast merytorycznej polemiki wybrała po raz kolejny wariant demonizowania lidera PiS – tym razem w wersji „jak PiS dojdzie do władzy, to wyprowadzi Polskę z Unii” - złożyła pokłon właśnie temu twardogłowemu segmentowi swych wyborców, ale jeśli faktycznie taka była jej intencja, to świadczy ona jedynie o pogłębiającej się desperacji pani premier.

Sprawa kryzysu imigracyjnego będzie wiodącym tematem kampanii wyborczej i nie uda się jej przykryć fajerwerkami w rodzaju propozycji przedstawionych na ostatniej konwencji PO – na dodatek rzuconych w formie luźnych pomysłów, które dopiero należy doprecyzować i zrobić konkretne wyliczenia, bo póki co, najtęższe ekonomiczne głowy nie są w stanie zgodzić się, ile będą kosztowały konsekwencje „rewolucji” w progach podatkowych, czy budżetowego „dopłacania” do składek ZUS i NFZ. Natomiast kwestia imigrantów jest nośna, utrafia w społeczne (zupełnie uzasadnione, dodajmy) lęki i w naturalny sposób gra na korzyść opozycji. Tak więc, o ile jeszcze do niedawna można było się zastanawiać, czy PO osiągnie w przyszłym Sejmie mniejszość „blokującą”, o tyle teraz można ze spokojem stwierdzić, że jesteśmy świadkami uwertury do pogrzebu tego ugrupowania.

II. Medialna młotkownia

Dodatkowo, rząd Ewy Kopacz pogrążają sojusznicze media, serwujące społeczeństwu w obliczu imigracyjnego najazdu propagandową kanonadę połączoną z waleniem po łbach opornych. Z prawdziwą radością stwierdzam, że nie wyciągnięto żadnych wniosków z przegranej kampanii Komorowskiego i postanowiono funkcjonować na zasadzie: więcej tego samego! Niczym Bourbonowie okresu Restauracji o których mówiono, że niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli, rządowe media postanowiły młotkować Polaków w tym samym stylu, co dotychczas – nabzdyczonych, przepojonych poczuciem wyższości pouczeń. Różnica jest jedynie taka, że podczas kampanii prezydenckiej wbijano nam do głów, że powinniśmy odczuwać dumę z 25-lecia III RP, teraz natomiast peroruje się równie mentorskim tonem, co światły Europejczyk i „człowiek na poziomie” powinien sądzić o „uchodźcach”, jeśli nie chce zostać zaszeregowany do grona ksenofobicznego, prowincjonalnego ciemnogrodu. W obu przypadkach mamy do czynienia z kompletnym rozjechaniem się przekazu z odczuciami potężnych grup społecznych, zatem i efekt siłą rzeczy będzie podobny. To wygląda wręcz na wizerunkowe samobójstwo – zupełnie, jakby medialni funkcjonariusze wraz ze swymi redakcjami postanowili wykopać sobie grób na tym samym cmentarzu, tuż obok mogiły ustępującej partii władzy.

Jeżeli podczas wspomnianej tu sejmowej debaty telewizja pokazuje jednocześnie starcia na węgierskiej granicy, żywym obrazem zaprzeczając temu, co pada z ust przedstawicieli rządu z sejmowej mównicy, to u widza może to skutkować jedynie przeświadczeniem, że „oni”, ze swoimi zapewnieniami, że nie ma się czego obawiać, kompletnie już odkleili się od rzeczywistości. Medialny mainstream nie wyciągnął również wniosków ze sprawności z jaką internet jest w stanie obnażyć kolejne wrzutki. Innymi słowy, propagandyści działają tak, jakby wciąż funkcjonowali w warunkach opiniotwórczego monopolu jedynie słusznej opcji – a to już od lat dawno i nieprawda. Dobrym przykładem jest fiasko akcji „Więcej wiedzy, mniej strachu” w którą zaangażowało się 40 redakcji. Internauci z miejsca zaczęli przypominać, co te same redakcje pisały o islamskich radykałach jeszcze nie tak dawno temu.

W momencie, gdy tuzy salonowego dziennikarstwa z Tomaszem Lisem, Jackiem Żakowskim, Piotrem Kraśką, Pawłem Wrońskim i całą resztą tej lewackiej menażerii próbują narodowi wmówić, że przygarnięcie najeźdźców szturmujących unijne granice - w większości młodych, zdrowych mężczyzn - oznacza dla nas samo dobro, „ubogacenie” i generalnie, zaistnienie „kolorowej Rzeczypospolitej”, to każdy przytomny odbiorca dojdzie do wniosku, że albo jest to bredzenie paranoików, albo, że ci ludzie zwyczajnie nienawidzą Polski i zrobią wszystko, by ją zniszczyć – wraz z naszą kulturą, tradycjami, wiarą, stylem życia. Niemal każdy ma członka rodziny, bądź kogoś ze znajomych na emigracji i w związku z tym wie z pierwszej ręki, jak owo zachwalane nam „otwarte społeczeństwo” funkcjonuje w praktyce. Jeżeli przepojeni ojkofobicznymi projekcjami medialni pałkarze wrzeszczą na nas, że musimy wykazywać się „europejską solidarnością” pod dyktando kanclerzycy Merkel, bo „Unia nam płaci” i mamy wobec Zachodu dług wdzięczności, na dodatek donosząc na Polaków do niemieckich gazet (vide - enuncjacje Grossa i Michnika w „Die Welt”) i szczując zagraniczną opinię publiczną na nasz kraj – to odpowiedzią może być jedynie odruch buntu przeciw werbalnej przemocy. Chyba od czasu żałoby po Smoleńsku i pomstowania na „duszne opary polskiego mesjanizmu” wyobcowanie z narodowej tkanki samozwańczych elit wraz z ich postępackimi mądrościami nie objawiło się z taką wyrazistością.

III. Kres politycznego Frankensteina

Platforma – i tu zgadzam się z diagnozą Rafała Ziemkiewicza – nie przetrwa w opozycji. Sitwę tę spaja jedynie możliwość kręcenia lodów, stołki, apanaże i pozostałe profity władzy. Spójrzmy na inne partie – SLD, mimo podziałów, łączy w znacznej mierze wspólnota komunistycznych biografii i związana z nią środowiskowa lojalność – przynajmniej na jakimś elementarnym poziomie. PSL jest partią branżową i tu również trudno wyobrazić sobie dezintegrację, choćby ze względu na umocowanie w licznych strukturach samorządowych. PiS, pomimo secesji „PJoNków” i ziobrystów, posiada ideowy kręgosłup, a przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, dzięki któremu partia nie rozlazła się przez osiem lat opozycyjnego postu; nie wolno też zapominać o cementującym wymiarze smoleńskiej traumy. Platforma nie spełnia żadnego z powyższych warunków zachowania spoistości. Jest sztucznym tworem, politycznym Frankensteinem, powołanym do życia w znacznej mierze dzięki zaangażowaniu ludzi służb oraz ich podwykonawców (Gromosław Czempiński, Andrzej Olechowski), zwycięstwo wyborcze w 2007 i trwanie przy władzy zawdzięcza poparciu Niemiec (przypominam tekst śp. Rewizora „Jak zmanipulowano wybory 2007 roku” - do „wyguglania”, naprawdę warto) – zatem procesy gnilne rozpoczną się zaraz po odłączeniu od aparatury władzy.

Możemy tylko się domyślać jak poważne uwikłania wchodzą w grę, skoro Ewa Kopacz postanowiła – wbrew stanowisku Grupy Wyszehradzkiej - przypieczętować swą klęskę zgodą na odgórne, unijne „kwoty” (w czym dopomógł jej Donald Tusk proceduralnym kruczkiem, tak by formalne zobowiązanie zostało podjęte na dzień przed szczytem Rady Europejskiej, na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych). Ta sprawa nie przyschnie do wyborów, a reakcją będzie potężny ładunek wściekłości, która znajdzie ujście w październiku przy urnach, kiedy całe to sprzedajne towarzystwo zostanie pognane do wszystkich diabłów.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2545-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 37 (23-29.09.2015)

Pod-Grzybki 21

Doktor Ewa postanowiła zafundować dziatwie szkolnej dietetyczny faszyzm, w wyniku którego ze sklepików szkolnych zniknęły nie tylko chipsy i cola, ale również poczciwe drożdżówki. W efekcie, na szkolnych korytarzach rozkwita czarny rynek nielegalnych produktów: przedsiębiorczy uczeń kupuje przed lekcjami np. 20 słodkich bułeczek i upłynnia je kolegom z odpowiednią przebitką. Nauczyciele, świadomi bezsensu rządowej kampanii, patrzą na ten proceder przez palce. Młodzież zaś nabywa bezcennego doświadczenia funkcjonowania w warunkach „szarej strefy” - i sądzę, że będzie ono procentować bardziej, niż wszystkie dyplomy uzyskane w toku korzystania z państwowego systemu oświaty.

*

Ale-ale! Jak uczy historia, gdzie „czarny rynek”, tam i służby proponujące pokątnym handlarzom „kryszę” w zamian za różne usługi. Nie jest wszak tajemnicą, że np. w PRL-u każdy cinkciarz miał swojego esbeka. Nie zdziwmy się zatem, jeśli wkrótce pod szkołami zaroi się od „smutnych panów”. Uprzedzam – to nie będą pedofile, tylko złaknieni wyników oficerowie wszystkich dziesięciu operujących u nas służb specjalnych, usiłujący zwerbować nową agenturę.

*

Jest jeszcze jeden smaczek – w ramach walki z „junk food” reklamy chipsów, słodkich napojów itp. miały pierwotnie zniknąć z pasm telewizyjnych adresowanych do dzieci... ale Polska Organizacja Producentów Żywności i Związek Stowarzyszeń Rady Reklamy „wylobbowały” sobie usunięcie stosownego zapisu z ustawy. I to jest kwintesencja rządów PO – potężne koncerny spożywcze i domy mediowe załatwiły sobie co chciały, a po tyłkach oberwali drobni przedsiębiorcy prowadzący szkolne sklepiki, których obroty drastycznie spadły. Bo rząd musiał się wykazać, że dba o zdrowie dzieci - „żeby nie były grubaskami”. By żyło się lepiej!

*

Wygląda na to, że Unia (czytaj – Berlin) wtryni nam jednak „kwoty” imigrantów, których zadaniem będzie „wzbogacenie” naszej kultury o koloryt różnych odcieni Orientu. Ja tam z miejsca posłałbym wojsko na granicę i kazał strzelać do autobusów, pociągów, czy czym tam ich przywiozą. Pytanie – czy nasza armia będzie skłonna walczyć, szczególnie, jeśli „azylantów” chronić będzie Bundeswehra? Rozwiązanie mam następujące: kogo serdecznie nie cierpi prawdziwy, liniowy żołnierz? Biurokratów udających wojskowych, a takich jest w naszych siłach zbrojnych zatrzęsienie. Wywlec zatem tych pasibrzuchów zza biurek, ubrać w polowe mundury, sformować specjalne bataliony i pognać w pierwszej linii na rozpoznanie bojem. A z tyłu – żandarmeria wojskowa z cekaemami. Ręczę, że po takim zabiegu duch bojowy w naszych szeregach wzrośnie o sto procent.

*

„Polska Niepodległa” staje się pismem coraz bardziej opiniotwórczym – ledwo co opublikowaliśmy na „jedynce” wizerunek Makreli w muzułmańskiej chuście, a już „Der Spiegel” zareagował okładką z kanclerzycą ucharakteryzowaną na Matkę Teresę. Ale nic to – jak przejmiemy „Spiegla” to dopiero zmłotkujemy szkopów pedagogiką wstydu!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 37 (23-29.09.2015)

niedziela, 20 września 2015

Pod-Grzybki 20

Platforma ogłosiła na konwencji swój program z którego wynika, że na Polaków spadnie złoty deszcz. „Złoty deszcz” w wykonaniu Doktor Ewy... nie, jednak nie będę ciągnął tego wątku.

*

Martin Schulz, oddelegowany przez Niemcy do roli testera wytrzymałości reszty Europy na to, jak daleko Berlin może posunąć się w swych przywódczych uroszczeniach, oznajmił, że państwa uchylające się od przyjęcia zadekretowanych odgórnie „kwot” imigrantów będą zmuszane siłą do okazywania „europejskiej solidarności”. I tak oto historia zatoczyła koło, a Niemcy ponownie stały się SS-manem Europy.

*

W tychże Niemczech na powrót otwarto obozy koncentracyjne, gdzie przetrzymuje się „uchodźców”, by ci nie rozłazili się na boki. Robi się coraz ciekawiej... Czy IG Farben zwalnia już moce przerobowe?

*

Trwa w najlepsze młotkowanie Polski i innych krajów regionu przez niemieckie media. Na tę okoliczność odezwał się Jan Tomasz Gross, który najprawdopodobniej musiał w międzyczasie podpisać jakąś volkslistę. Znany paszkwilant opublikował na łamach „Die Welt” artykuł, w którym wyzwierzęca się nad polskim dziedzictwem czasów nazistowskich, co skwapliwie przytaczają rodzimi folksdojcze z „Wyborczej”. W podobnym duchu wyjęzycza się korespondent ZDF w Warszawie na portalu stacji. Czyli, tradycyjnie funkcjonuje stara metoda – nadajemy na Polaków do niemieckich mediów, te powtarzają donos własnymi słowami, a my dźgamy palcem wstydu w polskie nienawistne ślepia: „patrzcie, co pisze o nas Europa”. To jest już chyba genetycznie utrwalona, patologiczna mentalność zawodowych donosicieli żyjących z denuncjacji. Dziedzictwo Pawlika Morozowa stało się międzypokoleniowym kodem rozpoznawczym współczesnych duchowych komsomolców. Jak widać, druga i trzecia generacja UB ma się doskonale.

*

Do pałowania przyłączył się amerykański „New York Times” pisząc o panujących w Europie Wschodniej „nacjonalizmie, rasizmie i uprzedzeniach religijnych”. I pomyśleć, że pisze to gazeta z kraju, który bez skrupułów rozpirzył w drebiezgi cały Bliski Wschód i kawał Afryki, a konsekwencje tej radosnej działalności ponosi dziś Europa.

*

„Polska jest w 98 proc. biała i w 94 proc. katolicka” - alarmuje „NYT”. Pocieszam gazetę z kraju naszego Wielkiego Sojusznika: niedawno Radosław Sikorski zdiagnozował u Polaków galopującą „murzyńskość” - czyli, potwierdzają się słowa Mrożka, że „Polacy to też Murzyni, tylko że biali”. W zasadzie, reszta świata powinna ufundować dla nas akcję afirmatywną, analogiczną do tej, z której korzystają amerykańscy czarnoskórzy.

*

Tymczasem, w ramach tolerancjonistycznej tresury, prokuratura wzięła się za tropienie internetowej „mowy nienawiści” skierowanej przeciw imigrantom. W sukurs pośpieszyli zawodowi konfidenci ze stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita” tworząc specjalny portal dla donosicieli, na którym można zgłaszać „incydenty”. Najwyraźniej, prawdziwa tolerancja może rozkwitać jedynie w warunkach państwa policyjnego.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 36 (16-22.09.2015)

piątek, 21 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 16

Fala upałów nad Polską, media w alarmującym tonie donoszą o 20 stopniu zasilania i przerwach w dostawie prądu, doktor Ewa apeluje o oszczędzanie energii, firmy cierpiące na blackoucie grożą pozwami... a ja sobie przypominam, że jeszcze w 2012 roku Donald Tusk zablokował budowę nowej elektrowni w Ostrołęce (utopiwszy wcześniej w inwestycji 200 mln zł) - z niewiadomych przyczyn. To znaczy, oczywiście, wiadomych, bo przygotowywaliśmy się wtedy do budowy mostu energetycznego z Kaliningradem i importowania energii elektrycznej z Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej - więc po co nam jakieś nowe, własne elektrownie, skoro możemy kupować ruski prąd? Coś mi się wydaje, że skutki rządów tego pana jeszcze nie raz będą się nam odbijały czkawką w najmniej spodziewanych momentach.

*

Nie do wiary! Ewa Kopacz wykryła w Polsce ruską agenturę! Otóż rosyjskimi agentami wpływu mają być ci, którzy mówią o głodnych dzieciach. Zatem, do pudła za zdradę stanu kwalifikują się m.in. Janina Ochojska (za Pajacyka), PCK, Caritas oraz wszelkie inne podmioty i osoby organizujące zbiórki na dożywianie. A do tego en masse nasłane przez Putina bachory jęczące, że są głodne. Aha - i szefostwo GUS-u publikujące dane o rozmiarach biedy w Polsce. Chwila, moment – a gdzie „Frondelek” tropiący ruską agenturę w każdej szafie? Grzesik, pobudka!

*

Mamy rocznicę Bitwy Warszawskiej i na tę okoliczność Zychowicz wypuścił nową książkę - „Pakt Piłsudski - Lenin”, traktującą o tym, jak to „uratowaliśmy bolszewizm”. Jedno trzeba zychowszczyźnie oddać: za jej sprawą doczekaliśmy się prawicowej wersji pedagogiki wstydu.

*

Niemieckie lobby bierze Muzeum AK w Krakowie. Jednym z faworytów jest Leszek Jodliński – były dyrektor Muzeum Śląskiego, wsławiony projektem ekspozycji (popartej przez RAŚ), opisującej historię Śląska ze skrajnie teutońskiego punktu widzenia. Cóż, nawet jeśli się nie uda, to pan Jodliński nie ma zamkniętej kariery – nadaje się w sam raz na kustosza jakiegoś ziomkowskiego muzeum w Bawarii. Może go wezmą za gorliwość i dobre chęci.

*

Rosja wypowiedziała nam wojnę szprotkową, wprowadzając embargo na polskie konserwy z tymiż właśnie sympatycznymi i smacznymi rybkami. Przeczytałem tę informację w necie, poskrobałem się po łepetynie i podreptałem do kuchni, gdzie otworzyłem konserwę ze szprotami w pomidorach (mam też w oleju). Następnie zjadłem ją - na złość Putinowi - i poszedłem spać w poczuciu dobrze spełnionego patriotycznego obowiązku.

*

A swoją drogą - prócz szprotek, jabłek itd. powinniśmy też jeść oczywiście czarne porzeczki, bo w tym roku były dramatycznie tanie na skupie – po 40 groszy za kilo. I zapijać to wszystko mlekiem (też embargo), aż do ciężkiej biegunki, która to przypadłość od tej pory nazywać się będzie, na wzór „francuskiej choroby” - „ruską sraczką”. Panie Putin, weź się pan zlituj, ileż można tego żarcia wpi...ć?! Zróbmy tak - my to panu wszystko wyślemy, pan to porozjeżdżaż walcem i po kłopocie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 32 (19-25.08.2015)

czwartek, 13 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 15

Widmo buczyzmu krąży nad Polską. Najpierw wybuczano doktor Ewę za pałętanie się bez wyraźniej potrzeby po Powązkach, a potem w rewanżu platformersi wybuczeli prezydenta Dudę podczas sejmowego orędzia – i to akurat w momencie, gdy mówił o głodnych dzieciach. Wniosek - w Platformie wciąż obowiązuje „doktryna Niesiołowskiego” mówiąca, że gówniarze nie są tak naprawdę głodni, dopóki nie wyżerają masowo szczawiu i mirabelek.

*

Tak przy okazji – ponieważ w Polsce wszyscy są syci i zadowoleni, to najwyższa pora, by ukrócić wrażą propagandę, jakoby w Polsce były jakieś niedożywione dzieci. Te wszystkie „pajacyki”, „szlachetne paczki” i inne „caritasy”, co to insynuują, że trzeba dokarmiać gnojków, którym nawet się nie chce narwać szczawiu i lebiody na zupę. Na takiej samej zasadzie komuna niechętnym okiem patrzyła na hodowanie kóz – jako że koza miała być symbolem kapitalistyczno-obszarniczej nędzy i wyzysku chłopa, to naturalne, że w socjalistycznym dobrobycie miejsca na nią być nie mogło. Podobnie w III RP – dzieci głodować sobie mogą do woli w jakimś Sudanie, u nas takie ostentacyjne głodowanie powinno podpadać pod paragraf o obrazie konstytucyjnych organów państwa.

*

Zmarło się Janowi Kulczykowi i to w samym Wiedniu – europejskim centrum wszelkiej maści agentur, w którym niegdyś tenże Kulczyk rozprawiał sobie z Ałganowem o sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i gdzie popełniono w więziennej celi samobójstwo panu „Baraninie”. Zastanawiałem się, czy w pogrzebie weźmie udział Bronisław Komorowski, bo jak by nie patrzeć, pochowanie Jaruzelskiego, Mazowieckiego, Bartoszewskiego i Kulczyka podczas jednej kadencji, to jednak coś, co śmiało można sobie wpisać do CV. No i tu mam zagwozdkę – czy wydelegowanie na pogrzeb „doktora Jana” Dziadzi też się liczy?

*

Nawiasem mówiąc – Komorowski jeszcze jako p/o prezydenta zasłynął stwierdzeniem, że „państwo Polskie zdało egzamin”, gdyż przeprowadziło sprawnie pogrzeby ofiar Smoleńska – tak sprawnie, że bliscy nawet nie zdążyli zerknąć kto tak naprawdę jest w trumnach. No i tu jest perspektywa dla byłego już na szczęście prezydenta na dalszą karierę: niech otworzy zakład pogrzebowy „Ostatni Egzamin”. Ma już wprawę.

*

Andrzej Duda został zaprzysiężony i wydaje się, że na Czerskiej dopiero teraz dotarło do świadomości michnikoidów, że ten koszmar jednak dzieje się naprawdę. Efektem był atak publicystycznej histerii wsparty listami od zatroskanych czytelników – przodowników pracy, dojarek, górników dołowych i traktorzystów. Spokojnie, ta histeria za chwilę minie, ustępując miejsca robionemu na zimno przemysłowi pogardy. Będzie to już trzecia odsłona owego serialu – po pogardzie przed- i po-smoleńskiej. Bardzo na nią czekam, bowiem przy obecnych nastrojach i przełamaniu medialno-opiniotworczego monopolu michnikowszczyzny będzie miała ona skutek odwrotny do zamierzonego – pogrzebie „Wyborczą” na amen. Może nawet nad trumną z logo „GW” przemówi Komorowski.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 31 (12-18.08.2015)

piątek, 7 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 14

1-go sierpnia judeochrześcijański „portal poświęcony” Fronda.pl zamieścił „fotoreportaż” z obchodów rocznicowych wybuchu Powstania Warszawskiego składający się... z telewizyjnych screenów oraz fotek z Twittera. Ale nie to jest najlepsze – otóż materiał zatytułowany został „Cześć i chwała Bohaterom!”, zaś zdjęcia pokazywały... marsz narodowców. Tak, tych samych narodowców, których przy każdej okazji i bez okazji Fronda nazywa „V kolumną Putina” i „Targowicą”. Również tytułowe hasło to stały element narodowych demonstracji. Oczywiście, Fronda nawet nie zająknęła się, czyją to manifestację pokazała - zapewne po to by nie wprawiać swych czytelników w dysonans poznawczy. Cóż, wniosek jest jeden - „judeochrześcijaństwo” nieuchronnie prowadzi do faryzeizmu.

*

Ewa Kopacz kontynuuje molestowanie polskiej prowincji swą obecnością, zaś jej obwoźna trupa komediantów odgrywa spektakl pt. „wyjazdowe posiedzenia rządu”. Na te posiedzenia, dodajmy, specjalna kawalkada tirów dowozi rządowe meble, bo przecież ministrowie nie będą odgniatali swych dostojnych siedzeń na krzesłach pochodzących z jakiejś pipidówy. A może oni tak się boją utraty stołków, ze na wszelki wypadek wolą wozić je ze sobą?

*

Bronisław Komorowski pozazdrościł Ewie Kopacz widoków na posadę ambasadora marki „Biedronka” i postanowił przelicytować panią premier w nadskakiwaniu tej sieci handlowej. Nie da się ukryć, że Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi dla Rzeczypospolitej zdecydowanie przebija przychylną wzmiankę o warzywach. Warto wspomnieć, że wręczenie orderu jest inicjatywą jeszcze Radosława Sikorskiego, podtrzymane zostało zaś przez Schetynę. Chorobcia, przysięgam, że gdy kilka tygodni temu pisałem o pracy dla Sikorskiego na kasie nr 1 w bydgoskiej „Biedronce” nic o tej zasłudze eks-ministra nie wiedziałem. Swoją drogą, robi się niezły tłok – Kopacz, Komorowski, Sikorski, Schetyna... Czy w „Biedronce” jest aż tyle wolnych etatów?

*

Przy okazji – to, że tzw. „Biedra” jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce mówi bardzo, ale to bardzo wiele o sytuacji naszego kraju.

*

Good news everyone! Dzięki dobroci Partii i Rządu obywatele będą mogli sobie „uzgadniać” płeć w zależności od faz księżyca, nastroju i natężenia plam na Słońcu. Autorem projektu stosownej ustawy jest poślęcie Grodzkie, któremu najwyraźniej już dojadło, że przed kamerami musi robić oficjalnie za kobietona i tylko w domowym zaciszu może wreszcie zmyć makijaż, włożyć dżinsy i na powrót stać się starym, poczciwym komuchem Bęgowskim. Teraz Grodzkie w razie wpadki będzie mogło twierdzić, że akurat znajduje się w męskiej fazie swej wielowymiarowej i bogatej osobowości.

*

Dwoje uczestników woodstockowego spędu Jerzego Owsiaka wylądowało nieprzytomnych w szpitalu po tym jak uraczyli się drinkami z wódki i płynu do mycia felg. I pomyśleć, że kiedyś panczurom wystarczał prosty denaturat – niekiedy tylko filtrowany przez chlebek. A teraz? Rozpasanie i dekadencja...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 30 (05.08-11.08.2015)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 13

Ukraina walczy z korupcją na całego. Po przebraniu milicjantów w kostiumy filmowe z „Batmana”, teraz powierzono kontrolę graniczną brytyjskiej firmie „Crown Agents”, by tym samym wyplenić łapówkarstwo wśród celników. Cóż, jeśli istnieje coś takiego jak „genius loci” („duch miejsca”), to na Ukrainie łapówki trzeba będzie wkrótce uiszczać w funtach szterlingach.

*

Przy całej tej sprawie z pogranicznikami nurtują mnie dwa pytania. Po pierwsze – kto zarobił na tym przetargu? No i po drugie – czy gdzieś przyjmują zakłady o wynik najbliższej strzelaniny między „Agentami Korony” a Prawym Sektorem? Typuję remis 2:2.

*

6 sierpnia odbędzie się w Warszawie, w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu „zamówiona przez licznych wiernych” uroczysta „koncelebra w intencji Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, sprawowana w podziękowaniu za jego służbę narodowi i o Boże Błogosławieństwo na przyszłość dla całej prezydenckiej rodziny”. Brzmi zacnie, a co więcej – na takiej koncelebrze nasz Bul Narodowy będzie się mógł wraz ze swoją Dziadzią wyspać za wszystkie czasy.

*

Platforma rozwiązała problem dopalaczy tak skutecznie, że ostatnio zatruło się tym szajsem kolejne kilkaset osób. Czyli jak wszystkie działania tej władzy – piarowski pic na wodę w rodzaju „kastrowania pedofilów”. Proponuję nowe rozwiązanie – kastrowanie „Mocarza”, najlepiej publiczne. W roli kastrującego – profesor Środa. To byłby prawdziwy hit.

*

Grzegorz Braun spiknął się politycznie ze Zbigniewem Stonogą. Cenię pana Grzegorza, ale ów mariaż z ewidentnym „konstruktem służb” promowanym z myślą o odebraniu głosów Kukizowi jest dla mnie jednak niestrawny i mogę się tylko zastanawiać co popchnęło znanego reżysera do tego desperackiego kroku. Pocieszające jest tylko to, że na tej Stonodze Braun do Sejmu nie wjedzie.

*

Minister Szczurek oznajmił, że SKOK-i są „niewypłacalne” i tylko kwestią czasu jest upadek tego sektora. Rzecz w tym - o czym już pan Szczurek nie wspomina - że „niewypłacalne” są również banki. Gdyby wszyscy klienci zechcieli nagle wyjąć swoje pieniądze, to cała piramida finansowa zawaliłaby się z wielkim hukiem. Taka jest logika kreatywnego „wypłukiwania złota z powietrza”. Ale wiadomo – państwo będzie bronić banków jak niepodległości, zaś SKOK-i należy doprowadzić do ruiny, by nie psuły interesu. I banksterski lobbysta usadzony na stołku ministra finansów najwyraźniej chce załatwić tę palącą sprawę jeszcze przed końcem kadencji.

*
Rząd Ewy Kopacz pożyczył właśnie od Banku Światowego prawie 913 mln euro, które mają pójść na „inwestycje”, „wspieranie wzrostu gospodarczego” oraz „wzmacnianie odporności systemu finansowego”. Czyli PKB będzie „rosło” dopóki nie przejemy ostatniego pożyczonego eurocenta – całkiem jak w Grecji. Zważywszy, że gdyby nie rabunek pieniędzy z OFE, to już rok temu musielibyśmy ogłosić bankructwo, trzeba przyznać jedno – oni naprawdę bardzo się starają, by z Polski nie było co zbierać.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (29.07-04.08.2014)

czwartek, 23 lipca 2015

Pod-Grzybki 12

Ewa Kopacz wypuściła spot wyborczy na którym psiapsiółki z Szydłowca wspominają z rozrzewnieniem jaka to z niej była dobra kobita i generalnie najwyraźniej bardzo żałują, że teraz jest tam gdzie jest. Ulżyjmy tej żałości – pani Ewa faktycznie na stanowisku premiera się zwyczajnie marnuje. Pozwólmy jesienią wrócić jej do Szydłowca, koleżanek i wyuczonego zawodu – nawet jeśli pani minister Piotrowska będzie z tego powodu ciut zazdrosna. Ale nic to – jeśli kocha, to wybaczy.

*

Nie ustają dociekania, po co służby odpaliły aferę podsłuchową. Mam pewną hipotezę. Otóż nadzór nad bezpieką sprawuje wspomniana wyżej minister Piotrowska – w cywilu katechetka. Jest więc to nadzór, nazwijmy to, spirytualny. Zapewne na którejś z ministerialnych odpraw pani Piotrowska rzuciła coś w stylu „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” i bezpieka nieoczekiwanie wzięła sobie tę biblijną maksymę do serca. To ci dopiero ewangelizacja!

*

Jak tu nie zgodzić się z Michalkiewiczem, że najweselszy w „Wyborczej” jest dział religijny? Właśnie przeczytałem uroczy reportaż o byłym pastorze, którzy w amerykańskim „Pasie Biblijnym” założył kościół dla ateistów – Kaplica Misji Wspólnoty. Cóż, „Bible Belt” ma swoją specyfikę i nawet ateizm musi mieć tam formę quasi-religijną, co zresztą jest poniekąd logiczne – wszak jest to żarliwa wiara w nieistnienie Boga. Najlepsze jest jednak w jaki sposób ów pastor przeszedł na ateizm. Otóż ukazał mu się Bóg i powiedział: „nie istnieję”. Od tej pory były zielonoświątkowiec stal się duszpasterzem ateistycznym. No proszę, to całkiem jak świeccy księża z „Tygodnika Powszechnego” i „Wyborczej”. Kiedy Bartoś, Lemański, Obirek i inni nie będą wiedzieli co ze sobą zrobić, to ścieżka dalszej kariery właśnie została przed nimi nakreślona.

*

Kanclerzyca Angela Merkel poskromiła zbuntowaną prowincję Cesarstwa – Helladę. Wprawdzie premier Tsipras urządził referendalny cyrk, odgrażał się jak to nie odda Niemcom nawet guzika od marynarki i ogólnie pajacował, ale wystarczyło małe tete-a-tete z kanclerzycą Merkel i Tuskiem w charakterze przyzwoitki, by oddał nie tylko guziki, ale i ostatnie kalesony. Mam tu dwa morały. Po pierwsze, tak się skutecznie buduje IV Rzeszę, czego nie rozumiał ten idiota Hitler i dlatego „musiał odejść” niczym Balcerowicz, a po drugie – każdy naród ma takiego Orbana na jakiego sobie zasłużył.

*

Pozostając przy Niemcach i „Wyborczej” - oto organ czerskich przy okazji rocznicy Bitwy pod Grunwaldem objawił nam ileż to cywilizacyjnych dobrodziejstw zawdzięcza Polska Krzyżakom, z postawą wyprostowaną i przeciwstawnym kciukiem włącznie. Do tego oznajmiono nam, iż „według najnowszych badań” tzw. przywilej kruszwicki Konrada Mazowieckiego (fałszywka, którą Zakon uzasadniał swe pretensje terytorialne) to jednak autentyk. No i proszę – któż śmie twierdzić, że „Wyborcza” jest wrogiem polityki historycznej? Oczywiście, pod warunkiem, iż jest to jedynie słuszna, postępowa i prawdziwie europejska polityka niemiecka.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 28 (22-28.07.2015)

wtorek, 21 lipca 2015

Pod-Grzybki 11

Ewa Kopacz szykuje się na polityczną emeryturę i postanowiła zostać ambasadorem marki „Biedronka”. Cóż, coś trzeba w życiu robić, szczególnie jeśli podwyższyło się wiek emerytalny. Warto pójść za ciosem - może Komorowski zacznie reklamować Media Markt? Chociaż, nie - to podobno nie są sklepy dla idiotów.

*

Wieści dochodzące z obozu Platformy wskazują, że część działaczy ma żal do Donalda Tuska, iż ten nie spacyfikował w porę afery podsłuchowej, tylko wyniósł się na posadę w Brukseli. Hm, wygląda na to, że Tusk dla osobistej kariery poświęcił nie tylko interesy Polski, lecz również zdradził własną partię. W tej sytuacji wyczekiwany przez niektórych powrót Donalda na białym koniu może się dla Króla Europy okazać o wiele mniej przyjemny, niż zakładał - będzie musiał odpowiedzieć na kilka pytań swych kolegów. Oczywiście, jeśli w ogóle będzie miał do czego wracać, bo jak pójdzie tak dalej, to Król Donald może zastać w siedzibie PO jedynie tabliczkę „wygaszone”.

*

Chociaż, z drugiej strony, może jednak mu wybaczą – po pierwsze, nie mają wyjścia, po drugie, Donald jest „rudy i mściwy”, jak ostatnio się dowiedzieliśmy z knajpianych pogwarek Kalisza i Kwaśniewskiego. Platformersi będą zatem wyglądać rudego mściciela powracającego z brukselskiej tułaczki. Toż to niemal tolkienowska epopeja! „Z popiołów strzelą znów ogniska / I mrok rozświetlą błyskawice / Złamany miecz swą moc odzyska / Chyży Rój wróci na stolicę”.

*

„Wyborcza” na swych stronach przypomniała o zbrodni. Nie, nie o rzezi wołyńskiej, lecz o Jedwabnem, ubolewając, że na tegorocznych obchodach tej historycznej hucpy nie było przedstawicieli Kościoła, ani lokalnych władz. Ale, zaraz - był wszak dyżurny męczennik, czyli ksiądz Lemański! Przecież on powinien wystarczyć czerskim za cały episkopat. Po co jacyś biskupi mieliby jeszcze się plątać i zakłócać przenajświętsze odory księdza Lemańskiego i rabina Szuldricha?

*

Kijowska milicja przechrzciła się na „policję” i przywdziała nowe mundury w których wygląda jak funkcjonariusze Gotham City z „Batmana”. A teraz najlepsze: wymiana sortów mundurowych ma skutkować ukróceniem łapówkarstwa – tak oznajmił powszechnie znany z krystalicznej transparentności prezydent Poroszenko, co to doszedł do fortuny wyłącznie mocą osobistej uczciwości. Jak wynika ze zdjęć, „policjantom” słuchającym tych dyrdymałów udało się zachować kamienne twarze. Albo na szkoleniu amputowano im poczucie humoru i nie docenili żartu pana czekoladki.

*
Komorowski pojechał do Berlina pohailować trochę na cześć Stauffenberga – naziola, który biega teraz za świętego, bo poróżnił się politycznie z Hitlerem, a Niemcy rozpaczliwie potrzebują symboli świadczących, jak to heroicznie walczyli z „nazizmem”. I tak to wygląda – ludzie ginęli w „polskich obozach”, a w tym czasie dobrzy Niemcy próbowali zabić Hitlera. I głowa polskiego państwa właśnie oficjalnie podżyrowała tę wersję historii. Taak, Bartoszewski byłby dumny.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Najnowsze „Pod-Grzybki” tutaj -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2081-pod-grzybki-12

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 27 (15-21.07.2015)