Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon24. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon24. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 maja 2012

Pożegnanie z S24 + poradnik jak zarchiwizować bloga za darmo

Czyli, co za dużo, to niezdrowo

Ponieważ to ja jestem autorem notki w której jako Niepoprawne RadioPL żegnamy się z Salonem 24, to bez obcyndalania się zacytuję ją tutaj, by wyjaśnić powody dla których opuszczam to miejsce:


Pod wiadomą notką Igora Jankego raczył wyjęzyczyć się Jaś "Flanelka" Osiecki, pisząc coś w tym guście, iż powinno się wiedzieć jaka jest różnica między dziennikarstwem a blogowaniem. Naszym zdaniem powinno się również wiedzieć jaka jest różnica między dziennikarstwem, a ruską (czy jakąkolwiek inną) agenturą wpływu.

Jan Osiecki jest agentem wpływu - czy świadomym, czy nie, próżno tu rozstrzygać. Świadczą o tym lekcje języka rosyjskiego pobierane w ambasadzie czekistowskiego reżimu Putina, gdzie do dziś jest częstym gościem, oraz całokształt działalności po Tragedii Smoleńskiej. 

Takiego człowieka Administracja Salonu24 promuje. Od takiego człowieka właściciel portalu nie potrafi się jednoznacznie odciąć - bo wczorajszej mętnej notki Igora Jankego usiłującej zwekslować uwagę gawiedzi na wypociny BBC nie sposób określić inaczej,  niż jako żenadę i nieudolne krętactwo.

Nie sposób nazywać dłużej szamba perfumerią. Wynosimy się stąd. A słuchaczy zapraszamy na stronę http://niepoprawneradio.pl/. U nas ruskich trolli nie uświadczysz.

Dziękujemy za uwagę - i do usłyszenia w bardziej normalnych miejscach.

Niepoprawne Radio PL


Jako bonuspowtórzę notkę, w której wyjaśniam jak zarchiwizować swojego bloga bez wydawania ponad 100 zł, których za taką usługę żąda Salon:

Krótki, łopatologiczny poradnik dla tych, którzy by chcieli na wszelki wypadek sporządzić pełną kopię swego bloga (wraz z komentarzami i takimi tam) i zachować ją na twardym dysku.

1) Ściągamy sobie darmowy programik HTTrack Website Copier(na przykład stąd) i instalujemy.

2)Po uruchomieniu wciskamy „Dalej”. W rubryce „Nazwa projektu”wpisujemy nazwę pod jaką chcemy zapisać naszego bloga na dysku (np. „iksiński_blog”), zaś w okienku „Ścieżka bazowa” podajemy katalog w którym zapiszemy naszego bloga. Klikamy„Dalej”.

3) W polu wyboru „Działanie” zaznaczamy opcję „Pobierz stronę(y) Web”. Poniżej klikamy na klawisz „Dodaj URL”. Pojawi się okienko, które uzupełniamy następująco:

- w rubryce „Adres URL” podajemy nasz adres na S24 (np.zombie.salon24.pl);

- poniżej wpisujemy nasz login i hasło.

Klikamy „OK”, następnie zaś „Dalej”.

4) Zaznaczamy opcję zaczynającą się od słów: „Możesz teraz uruchomić tworzenie...” i wciskamy„Zakończ”.

5)Czekamy, aż program wykona operację... wciąż czekamy... i jeszcze trochę ;)) Następnie klikamy „Zakończ”  i  „Wyjście”.

6) Teraz otwieramy katalog do którego skopiowaliśmy naszego bloga, klikamy na plik „index” i otwiera się nam „off-line’owa” przeglądarka. Klikamy w niej na nasz adres... i otwiera się nam wierna kopia naszego bloga na Salonie24. Yes, yes, yes!

***

W ten oto prosty sposób możemy zabezpieczyć się przed nieoczekiwanym „zniknięciem” naszego bloga i ocalić swój, często bogaty, publicystyczny dorobek dla potomności ;))

W każdym razie, ja tak zrobiłem i innym też radzę...

Gadający Grzyb

P.S. To działa na wszystkie blogi/strony internetowe, które możemy sobie skopiować i potem przeglądać off-line;)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Jak zarchiwizować swego bloga z S24– krótki poradnik ;))


Jak zabezpieczyć się przed „zniknięciem” bloga i ocalić swój dorobek dla potomności ;))

Poniższa instrukcja wyjątkowo miała swą "premierę" na Salonie 24 (wyjątkowo - bo moje notki zawsze ukazują się w pierwszej kolejności na "Niepoprawnych"). No, ale sytuacja była szczególna (kasacja bloga jednego takiego "łażącego";))).

Jednocześnie chciałbym podziękować Seawolfowi, bez którego nie miałbym pojęcia, że istnieje opisane poniżej "cóś" i możliwości z tym "cósiem" związane;)

Na "NP" wklejam ten mini-poradnik z prostego powodu: być może przeczyta to ktoś, kto ma bloga na S24 i nie chciałby stracić jego zawartości a przegapił moją notkę na Salonie. Tyle tytułem wyjaśnienia, jedziemy:

Krótki, łopatologiczny poradnik dla tych, którzy by chcieli na wszelki wypadek sporządzić pełną kopię swego bloga (wraz z komentarzami i takimi tam) i zachować ją na twardym dysku.

1) Ściągamy sobie darmowy programik HTTrack Website Copier (na przykład stąd) i instalujemy.

2) Po uruchomieniu wciskamy „Dalej”. W rubryce „Nazwa projektu” wpisujemy nazwę pod jaką chcemy zapisać naszego bloga na dysku (np. „iksiński_blog”), zaś w okienku „Ścieżka bazowa” podajemy katalog w którym zapiszemy naszego bloga. Klikamy „Dalej”.

3) W polu wyboru „Działanie” zaznaczamy opcję „Pobierz stronę(y) Web”. Poniżej klikamy na klawisz „Dodaj URL”. Pojawi się okienko, które uzupełniamy następująco:

- w rubryce „Adres URL” podajemy nasz adres na S24 (np.zombie.salon24.pl);

- poniżej wpisujemy nasz login i hasło.

Klikamy „OK”, następnie zaś „Dalej”.

4) Zaznaczamy opcję zaczynającą się od słów: „Możesz teraz uruchomić tworzenie...” i wciskamy „Zakończ”.

5) Czekamy, aż program wykona operację... wciąż czekamy... i jeszcze trochę ;)) Następnie klikamy „Zakończ” i „Wyjście”.

6) Teraz otwieramy katalog do którego skopiowaliśmy naszego bloga, klikamy na plik „index” i otwiera się nam „off-line’owa” przeglądarka. Klikamy w niej na nasz adres... i otwiera się nam wierna kopia naszego bloga na Salonie24. Yes, yes, yes!

***

W ten oto prosty sposób możemy zabezpieczyć się przed nieoczekiwanym „zniknięciem” naszego bloga i ocalić swój, często bogaty, publicystyczny dorobek dla potomności ;))

W każdym razie, ja tak zrobiłem i innym też radzę...

Gadający Grzyb

P.S. To działa na wszystkie blogi/strony internetowe, które możemy sobie skopiować i potem przeglądać off-line;)

pod-grzybem.salon24.pl/258294,jak-zarchiwizowac-swego-bloga-z-s24-krotki-poradnik

piątek, 14 maja 2010

Wściekłość i strach.


Kampania Jarosława Kaczyńskiego kontra „salonowszczyzna”.

I. To nie tak miało być…

Wyobrażam sobie wściekłość, jaka musiała zapanować w redakcjach tzw. wiodących mediodajni po ukazaniu się na Salonie 24 wywiadu Jarosława Kaczyńskiego z blogerami. Od startu kampanii prezydenckiej przekaziory do spółki z PO wyłaziły ze skóry, by sprowokować Kaczyńskiego do jakiegoś publicznego wystąpienia, wywiadu, czegokolwiek, co następnie można by było przedstawić w odpowiednio demonicznym świetle (jak słynnych „prawych Polaków”), a tu nic. W desperacji poczęto już po mału sugerować, że nawet milczenie prezesa PiS ma charakter nienawistny i wywodzi się z IV RP, albowiem jest najpewniej cynicznym wykorzystaniem żałoby do swoistej anty – kampanii i pretekstem do ucieczki przed mediami. Prorokowano, że będzie musiał się w końcu „otworzyć”, bo wszak bez mediów nie sposób wygrać wyborów (swoją drogą – porażający przejaw zadufania i przekonania o własnej omnipotencji w sferze politycznej kreacji, bądź strącania w niebyt), a tymczasem… Kaczyńskiemu systematycznie rosło. Mówiono więc i pisano ze zdwojonym natężeniem, że rośnie, bo „Kaczor” żeruje na ludzkim współczuciu wywołanym tragedią, jaka go dotknęła i tak to się kręciło.

Aż tu nagle – bum! Bez fanfar i szumnych zapowiedzi Jarosław Kaczyński przerywa milczenie i udziela wywiadu! I to komu! Żadnej dziennikarskiej gwieździe, żadnej z wiodących stacji i gazet, ale blogerskiemu bydłu i internetowym opluwaczom, którzy o zgrozo, chyba wybaczyli mu lapsus o piwku i pornosach!

Wszystko nie tak. To Komorowski miał być tym nowoczesnym i na bieżąco z trendami, a tu „zawiecha” podczas premiery strony internetowej. To Kaczyński miał być tym nieufnym i zamkniętym na ludzi, a tu udziela wywiadu w najbardziej demokratycznym medium. A od poniedziałku rusza w Polskę, by prowadzić kampanię metodą bezpośrednich spotkań z wyborcami. Znając jego pracowitość założę się, że spotkań będzie wiele, a talent oratorski pana Jarosława pozwala domniemywać, że spotkania te przyniosą więcej korzyści niż spoty reklamowe.

II. Frustracja.


Nie ukrywam, że doświadczyłem schadenfreude, patrząc na miotaninę TVN24, gdzie najwyraźniej nie wiedziano, czy wywiad z prezesem PiS-u przemilczeć i potraktować jako niebyły, gdyż udzielony nie tym co trzeba i nie tam gdzie trzeba, czy może wyśmiać, czy też spróbować pryncypialnie opierniczyć internautów za to, że nie wypomnieli Kaczyńskiemu słynnej wypowiedzi sprzed dwóch lat. Każdej z tych metod próbował w programie „Czas wyboru” redaktor prowadzący Maciej Knapik (dopiero gość - Maciej Gdula z „Krytyki Politycznej”, czyli pisma od idei IV RP jak najdalszego, wspomniał o wywiadzie, na co dziennikarz Knapik zareagował porcją kpinek). Wszystko to wypadło nader blado, więc przez resztę wieczoru stacja skoncentrowała się na obszernych relacjach z gospodarskiego spotkania „marszałko – kandydata” ze studentami, podczas której Komorowski przyjmował od początkujących eliciarzy stosowne wyrazy uwielbienia.

Nie zazdroszczę medialnym funkcjonariuszom. Strategia oparta na schemacie: „Kaczyński mówi, my walimy”, właśnie bierze w łeb. Wprawdzie walą nawet, gdy Kaczyński nic nie mówi, bo inaczej zwyczajnie nie potrafią, ale ciosy trafiają w próżnię. To musi być frustrujące niczym walka z cieniem.

Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba postępowanie Kaczyńskiego. Im większej piany dostają różne geriatryczne „autorytety” i basujące im mediodajnie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że strategia polegająca na demonstracyjnym omijaniu szerokim łukiem nadętych własną ważnością przekaziorów jest słuszna. Jeżeli wygra wybory, będzie to rzecz absolutnie przełomowa, bez precedensu, analizowana latami.

I tego właśnie przekaziory się obawiają. Stąd tytułowe wściekłość i strach narastające w „merdiach” od czasu społecznego przebudzenia udokumentowanego filmem „Solidarni 2010”. Czują, że rząd dusz, a co za tym idzie – możliwości ogłupiania i manipulacji właśnie wymykają im się z rąk. Wygrana Jarosława Kaczyńskiego, lub nawet przegrana „na styk” z Komorowskim, byłaby najdobitniejszym potwierdzeniem tej tendencji.

***

Pozostaje życzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu dużo sił, żelaznej konsekwencji, wytrwałości i zimnej krwi, tak by nadal nie dawać łatwego żeru wrogim przekaziorom. To co robi teraz bardzo dobrze się sprawdza i nie ma powodu, by uginać się pod presją TVN-u, czy innej „Wyborczej”. Warto również rozważyć, czy opłaca się wikłać w postulowaną przez wielu debatę. Jak mogłaby taka „debata” wyglądać, przekonaliśmy się w 2007 roku.

A „tamci” niech się pienią. Niech zaplują się ze szczętem w chamskich inwektywach, czyli w tym, co po 10 kwietnia nagle przestało na wielu ludzi działać. Niech pogrążają się do reszty. Własna wściekłość i strach ich zniszczy.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl