niedziela, 30 lipca 2017

Kuracja dla Temidy

Polskie sądownictwo jawi się jako dość kosztowne, przeinwestowane jeśli chodzi o zasoby ludzkie i średnio wydajne.

Odnoszę wrażenie, że w bitewnym kurzu toczącej się właśnie politycznej batalii o sądownictwo nieco umknęło nam podstawowe zagadnienie – dlaczego mianowicie polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje reformy i w jakich konkretnie obszarach. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto wpierw zorientować się, jak nasza Temida prezentuje się na tle innych krajów Europy. Snop światła na tę kwestię rzuca opracowanie Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości z 2016 r. pt. „Sądownictwo. Polska na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej”. Zostało ono sporządzone na podstawie pochodzących z 2014 r., danych CEPEJ (Komisji ds. Efektywności Wymiaru Sprawiedliwości) – organu Rady Europy. W zestawieniach uwzględniono kraje Rady Europy należące do Unii Europejskiej.

Od razu powiem, że mimo różnych bolączek, generalnie nasze sądownictwo nie odbiega od unijnej średniej – przynajmniej na papierze, bo z oczywistych względów wzięto pod uwagę jedynie techniczne, „policzalne” dane. I tak, jeśli chodzi o finansowanie w przeliczeniu na jednego mieszkańca, Polska zajmuje 6 miejsce od końca z wynikiem 64 euro – jednak, gdy weźmiemy pod uwagę odsetek budżetu przeznaczany na wymiar sprawiedliwości, to już plasujemy się na podium – 3 miejsce z wynikiem 3,2 proc. Tu uwaga – raczej będę unikał podawania liczb bezwzględnych, ponieważ są one mylące ze względu na różnice w wielkości, liczbie ludności i zamożności poszczególnych krajów UE.

Idąc dalej – kwoty przeznaczane na sądownictwo, prokuraturę i pomoc prawną w stosunku do ogólnych wydatków na wymiar sprawiedliwości plasują nas na wysokiej, 6 lokacie ze wskaźnikiem 73,9 proc. Ale tu łyżka dziegciu – bezpłatna pomoc prawna w naszym przypadku to jedynie 1,3 proc., co sytuuje nas z kolei w ogonie Europy. I to może być częścią odpowiedzi, dlaczego sądownictwo w potocznym odbiorze jawi się jako dostępne dla wybranych (np. Holandia wydaje na pomoc prawną 23 proc. sumy przeznaczanej na wymiar sprawiedliwości). Natomiast jesteśmy niekwestionowanym liderem biorąc pod uwagę odsetek wydatków budżetowych na sądownictwo – 1,77 proc. (druga Słowacja - 0,98 proc.).

Interesujące jest, że nasze sądownictwo finansuje się samo w niemal 30 proc. (29,6) przy unijnej średniej 27,2 i medianie 24,5 proc. Oznacza to, że opłaty i koszty sądowe są u nas dość znaczne – i to może być kolejna, obok niedostępności darmowej pomocy prawnej, bariera dla przeciętnego Kowalskiego w korzystaniu z „usług” wymiaru sprawiedliwości. Liderem dostępności jest natomiast Szwecja, gdzie wpływy z tytułu opłat sądowych to zaledwie 0,8 proc. Szwedzi wydają też na pomoc prawną ponad 23 proc. ogólnego budżetu wymiaru sprawiedliwości. Inny ciekawy wskaźnik – przeznaczamy rozpaczliwie mało na szkolenia i edukację – zaledwie 0,2 proc. wydatków na sądownictwo. Za to mamy ponad 10 tys. sędziów – tu jesteśmy zaraz po Niemczech – a w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców zajmujemy 7 lokatę ze wskaźnikiem 26,2.

Jeśli chodzi o wynagrodzenia na tle zamożności społeczeństwa, nasi sędziowie nie powinni narzekać – sędziowie najniższego szczebla otrzymują ponad dwukrotność średnich rocznych zarobków w Polsce (2,1), zaś sędziowie szczebli najwyższych – niemal sześciokrotność (5,9) – natomiast, niestety, rozwarstwienie zarobków sędziowskich między „dołami” a „górą” stawia nas na 3 miejscu.

W przypadku pracowników administracyjnych sądów sytuujemy się w czołówce Europy, co zadaje kłam twierdzeniom, jakoby w sądach brakowało personelu pomocniczego – jesteśmy na 3 miejscu w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Na jednego sędziego przypada 2,5 pracownika bezpośredniej obsługi, co stawia nas na 9 miejscu. Kolejna sprawa – tzw. współczynnik sprawności postępowania. Najgorzej jest w procesowych sprawach cywilnych i gospodarczych – zajmujemy 3 miejsce od końca. W innych typach spraw nie odbiegamy od unijnej średniej, podobnie jak, o dziwo, w przypadku długości postępowań – tu również plasujemy się w okolicach środka stawki.

Autorzy raportu stwierdzają w podsumowaniu, że polskie sądownictwo jawi się jako dość kosztowne, przeinwestowane jeśli chodzi o zasoby ludzkie i średnio wydajne (zarówno pod względem „przerobu” spraw jak i czasu ich trwania).

Ogólnie jednak, na papierze nie jest najgorzej. Co więc sprawia, że sądy i sędziowie cieszą się tak fatalną opinią? Cóż, zaryzykuję stwierdzenie, że kluczowym elementem jest to, czego w raporcie nie ujęto, bo jest trudno „mierzalne”. Mianowicie, czy kontakt z „trzecią władzą” zaspokaja poczucie sprawiedliwości przeciętnego Kowalskiego. Słowem, nie tyle chodzi o statystyczną sprawność „przerobu” spraw, ile o to JAK sądy orzekają. Do tego dochodzi społeczne poczucie „usitwowienia” sądownictwa, zwłaszcza na prowincji – jakie np. szanse ma człowiek, który zadarł z miejscowymi notablami. Słowem, cytując klasyka - „kadry decydują o wszystkim”. I w tym kontekście przestaje dziwić, dlaczego reforma Ziobry sprowadza się przede wszystkim do zafundowania naszej Temidzie solidnej kuracji przeczyszczającej.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 30-31 (28.07-10.08.2017)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz