Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Niepodległości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Niepodległości. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

Narodowy Dzień Prowokatora

Święto Niepodległości nie powinno być zawężane do jednej opcji. Ani w Warszawie nie świętują wyłącznie narodowcy, ani w Krakowie – piłsudczycy.

I. Reżimowe modus operandi

Nie uczestniczyłem w tegorocznym Marszu Niepodległości, ale z przekazów medialnych i blogerskich wynika, że wszystko przebiegało według znanego od lat, przewidywalnego do znudzenia schematu. Idzie więc generalnie spokojny, kilkudziesięciotysięczny tłum, a na jego obrzeżach przemykają grupki zamaskowanych osobników. To na chwilę wmieszają się w kolumnę marszową, to znów z niej wyskoczą, by w końcu niczym na umówiony sygnał rozpętać burdę ze służbami porządkowymi. Cholera wie, kim tak naprawdę są – kibolami wykorzystującymi Marsz do wyrównania swoich rachunków z policją? Zadaniowanymi prowokatorami? Wiadomo natomiast, że ich obecność jest policji najwyraźniej bardzo na rękę, bo mimo iż widać że nie są uczestnikami Marszu, to aż do momentu zadymy nie są w żaden sposób niepokojeni. Miałem możność obserwowania tego modus operandi dwa lata temu, gdy doszło do starć na Marszałkowskiej. Zamaskowane grupki, ewidentnie niezainteresowane demonstracją, kręciły się swobodnie, przebiegając przez policyjne szpalery ustawione na chodnikach wzdłuż trasy przemarszu, choć można było przynajmniej znaczną ich część prewencyjnie wyłapać. Wygląda na to, że z podobną planową biernością mieliśmy do czynienia i tym razem. Innymi słowy – zamieszki wybuchły wtedy, kiedy miały wybuchnąć.

Ta sekwencja – grupki chuligańskie, atak na policję, zatrzymanie czoła Marszu, budowanie atmosfery zagrożenia komunikatami z megafonów i wreszcie odpalenie gazu, sikawek i salwy z broni gładkolufowej w tłum – jest doprawdy aż nadto czytelna. W dalszej kolejności pojawiają się komunikaty o poszkodowanych funkcjonariuszach, liczbie zatrzymanych wandali, stratach materialnych, w międzyczasie media obiegają filmy i zdjęcia z zadymy pokazujące w kółko kilka tych samych scen z różnych ujęć, by powstało wrażenie regularnej, długotrwałej bitwy ulicznej, słowem – cała ta propagandowa pożywka mająca wywołać społeczny strach przed „faszystowskim zagrożeniem”. Dla kontrastu skonfrontuje się to jeszcze z radosnym prezydencko-urzędniczym spacerem skrzętnie skrywając liczbę uczestników tegoż i gotowe. Przekaz poszedł w świat. Ważne tylko, by nikt z medialnych propagandystów nie zapomniał się i nie podał ilu spośród zatrzymanych zostało potem faktycznie skazanych, bo tu już liczby nie wyglądają tak imponująco i burzyłyby narrację. Jak tak dalej pójdzie, to w miejsce Święta Niepodległości trzeba będzie ogłosić Narodowy Dzień Prowokatora, bo to dla tych ludzi najwyraźniej najważniejszy sprawdzian sprawności operacyjnej w ciągu roku.

Przy okazji – o tym, że policja interweniuje bądź nie, zgodnie z politycznymi wytycznymi, można było się przekonać choćby podczas zajść pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, kiedy to biernie przyglądała się pijanej tłuszczy atakującej modlących się ludzi, a prowokatorzy w rodzaju Zbigniewa S. ps „Niemiec”, czy Andrzeja H. dokazywali w najlepsze. Tak, co jak co, ale hodowanie zamieszek i eskalowanie napięcia służby mają opanowane.

II. Rzeczywistość medialna

Jednak w tym roku mimo wszystko poszło coś nie tak. Straż Marszu w miarę skutecznie odgradzała zadymiarzy od pochodu, za co zresztą oberwała podwójnie – zarówno od zamaskowanych bojówek, jak i od policyjnych pacyfikatorów. Nawet reżimowe media musiały tym razem półgębkiem przyznać, że burdy wywołały osoby z zewnątrz. Zapewne ochrona byłaby jeszcze skuteczniejsza, gdyby część strażników nie została przetrzymana przez policję w drodze do Warszawy. Komuś zależało, by porządkowych było na demonstracji jak najmniej? Te policyjne „trzepanki” autokarów – kolejny stały element rytuału 11 listopada, wraz z nękaniem narodowców w dniach poprzedzających manifestację – przybierają niekiedy wymiar wręcz groteskowy. Prof. Jan Żaryn w środowej rozmowie na antenie Niepoprawnego Radia PL opowiadał o proboszczu, który wybrał się na Marsz wraz ze swoimi parafianami – ich autokar również został z całą surowością skontrolowany pod kątem „niebezpiecznych narzędzi” i „zagrożenia dla porządku publicznego”.

Ale, ta dezorientacja była tylko chwilowa i medialna propaganda szybko wróciła w utarte w ubiegłych latach koleiny spod znaku „narodowi ekstremiści niszczą Warszawę”. Dla pozorów wiarygodności zaroszono do jednego czy drugiego programu liderów Ruchu Narodowego, by tłumaczyli się przed kamerami za nie swoje winy... tak jak przy okazji poprzednich Marszy. Ten ton został skwapliwie podchwycony przez media niemieckie - jak wiadomo szczególnie predestynowane do tego by uczyć Polaków kultury politycznej, umiaru i tolerancji - natomiast „Spiegel” na tę okoliczność przepytał Rafała Pankowskiego z „Nigdy Więcej”, który wzorem słynnej reporterki z TVN-u załamywał ręce nad ksenofobicznym hasłem „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Przypomnijmy, że „Nigdy Więcej” to organizacja zajmująca się m.in. szkoleniem-indoktrynacją prokuratorów w tematyce tropienia „mowy nienawiści” oraz współpracująca z PZPN w tępieniu rasizmu na stadionach, w efekcie czego wśród niedopuszczalnych na trybunach symboli znalazł się tzw „mieczyk Chrobrego”, czy znak Rodła, przy jednoczesnym przyzwoleniu na symbolikę komunistyczną.

III. Skłócone „dwa płuca”

Omawiając medialne echa, warto nadmienić o nowej jakości jaką jest radykalna zmiana stosunku do Marszu Niepodległości przez część mediów prawicowych. Czytając „portal poświęcony” bądź Niezależną.pl można odnieść chwilami wrażenie, że jesteśmy na stronach „Wyborczej”. Narodowcy, panie, nie dość, że urządzili burdę na Rondzie Waszyngtona, to jeszcze są agenturą na pasku wiadomych, antypolskich sił. Prymitywizm tych propagitek jest momentami wręcz porażający. Rekord pobiła pierwsza strona „Gazety Polskiej Codziennie” z krzyczącym tytułem „Warszawa płonie, Kraków świętuje”. No, przy takim poziomie nic dziwnego, że sprzedaż im leci na łeb. Krótko mówiąc – kto nie podziela bezkrytycznego entuzjazmu nad post-majdanową Ukrainą i nie pojechał do Krakowa by kibicować wręczeniu Sakiewiczowi odznaczenia przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, ten „ruski agent”, bądź w najlepszym razie „pożyteczny idiota”. Kilkadziesiąt tysięcy ruskich agentów, bądź pożytecznych idiotów Putna na Marszu? No, ładnie... Przy czym, dla wygody wrzuci się do jednego worka Ruch Narodowy z Falangą, Korwinem i NOP... odbiorca musi mieć jednolity przekaz, bez zbędnych niuansów. Tak topornej zbitki nie można tłumaczyć ignorancją – to ewidentna zła wola. W przywoływanej już rozmowie w Niepoprawnym Radiu PL zwrócił na to uwagę prof. Żaryn, ubolewając nad sposobem potraktowania przez środowisko „Gazety Polskiej” księdza Isakowicza-Zaleskiego.

Na zakończenie jeszcze jeden aspekt, na który zwrócił uwagę prof. Żaryn, będący zresztą członkiem Komitetu Honorowego poprzednich Marszy. Otóż Marsz Niepodległości zatraca swą „ekumeniczną” formułę, w której jest miejsce dla różnych opcji niepodległościowych (endeckiej, piłsudczykowskiej, ludowej itd.) na rzecz docenienia jednego tylko nurtu, tj. narodowego. Wprawdzie w tym roku ze względu na 150 rocznicę urodzin Romana Dmowskiego okazja by właśnie jego dorobek podkreślić w sposób szczególny jest wyjątkowa, jednak Święto Niepodległości nie powinno być zawężane do jednej opcji. Nie wiem doprawdy, czy logika walki politycznej jest aż tak bezwzględna, by PiS z Klubami „GP” fetował w Krakowie Piłsudskiego, a Ruch Narodowy w Warszawie – Dmowskiego, tym bardziej, że spektrum poglądów uczestników poszczególnych demonstracji jest naprawdę o wiele szersze niż organizatorów. Ani w Warszawie nie świętują wyłącznie narodowcy, ani w Krakowie – piłsudczycy. Będąc niepoprawnym zwolennikiem poglądu, że tradycja endecka i piłsudczykowska to dwa płuca polskiego patriotyzmu, które powinny ze sobą kooperować odkładając do lamusa zarówno historyczne jak i bieżące konflikty tudzież ambicje i urazy, stoję na stanowisku, że racja stanu rozumiana jako wybicie się Polski na podmiotowość takiej współpracy bezwzględnie wymaga.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://www.podgrzybem.blogspot.com/2012/11/co-dalej-z-marszem.html

http://niepoprawni.pl/blog/346/dwa-pluca-polskiego-patriotyzmu

http://blog-n-roll.pl/pl/dwa-p%C5%82uca-polskiego-patriotyzmu#.VHOpUmfYiGc

Artykuł ukazał się w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 46 (17-23.11.2014)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Marsz Niepodległości AD 2012 – akcja licznikowa na NP.pl!


Nie będą komunisty robić ze mnie faszysty! - z dedykacją dla „GW”


Zainspirowały mnie wpisy Antysalona, w tytułach których autor konsekwentnie odlicza dni do kolejnego Marszu Niepodległości. Postanowiłem „pociągnąć” ten pomysł w nieco zmodyfikowanej formie. Otóż proponuję, żeby wszyscy blogerzy na Niepoprawnych, którzy solidaryzują się z ideą Marszu, zamieścili na swych blogach liczniki odmierzające czas do 11 Listopada 2012 roku, kiedy to – daj Boże – Marsz Niepodległości znowu przejdzie ulicami Warszawy.

Niech będzie to znakiem naszego szacunku i wyrazem pamięci o tych, którzy poświęcili się idei Niepodległej Polski, świadectwem patriotycznego światopoglądu, a zarazem deklaracją udziału w przyszłorocznym Marszu.

Liczniki Niepodległości będą jednocześnie pełniły rolę swoistych „wirtualnych oporników” przeciw potokowi kłamliwych pomyj wylewanych przez mediodajnie będące propagandową ekspozyturą obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP. Obozu – nie zapominajmy - tkwiącego korzeniami w antypolskiej, zbrodniczej i zdradzieckiej tradycji KPP i PZPR. Niech ci, którzy w dzień Święta Niepodległości nie wahali się sięgać po niemieckie bojówki przeciw polskim patriotom i szkalować Wolnych Polaków oskarżeniami o „faszyzm” zobaczą, że ich łgarstwa i manipulacje nie robią na nas wrażenia.

A „Gazeta Wyborcza”, która w manipulancki sposób zarzuciła „Niepoprawnym” wzywanie zagranicznych „prawicowych radykałów” niech się napatrzy, skoro tak „wnikliwie” monitoruje nasz Portal.

Cytując treść jednego z transparentów Marszu: „Nie będą komunisty robić ze mnie faszysty!”.


Teraz wskazówki techniczne. Przykładowy licznik można zobaczyć w prawej kolumnie mojego bloga i wygląda tak:

Pochodzi on ze strony: http://edodatki.pl/widget/odliczanie-dat. W necie takich stronek z licznikami jest więcej, ale żeby nie mieszać będę się trzymał tego, co umieściłem u siebie.

Jak wstawić licznik?

1) Na stronie http://edodatki.pl/widget/odliczanie-dat w rubryce „Data” wpisujemy "2012-11-11" i godzinę "15:00" (o tej porze miał planowo ruszyć tegoroczny Marsz Niepodległości).

2) W rubryce „Napis” wpisujemy „Marsz Niepodległości”.

3) Wybieramy z podanej na stronie palety kolor czcionki i zaznaczamy „ptaszkiem” okienko „Odliczanie do”.

4) W rubryce „Napis po zakończeniu odliczania” wpisujemy „Marsz Niepodległości!” (rubryka mieści napisy do 20 znaków).

5) Wybieramy kolor i kształt licznika.

6) Następnie zaznaczamy wygenerowany poniżej kod i kopiujemy do schowka (ctrl-c).

7) Na swoim blogu na Niepoprawnych wchodzimy do zakładki „Moje konto”, następnie zaś klikamy „Edytuj”.

8) Następnie w rubryce „Opis bloga” wklejamy kod licznika (ctrl-v).

9) Klikamy „Dodaj” i gotowe! (Opcjonalnie można wykasować fragment kodu zawierający reklamę ;) ). Nad kodem licznika warto dodać jakiś opis. Ja wpisałem "<p><b>Do Marszu Niepodległości AD 2012 zostało:</b></p>" (bez cudzysłowu).

I tak w kilku prostych krokach (parę minut roboty) uzbroiliśmy się w licznik. Jeśli ktoś prowadzi bloga również na innych portalach – wiadomo: też wklejać! Niestety, na Salonie24 nie da rady – sprawdzałem, ten portal nie jest „Java friendly” ;)) - ale proszę próbować w innych miejscach.

Jeśli mimo wszystko ktoś będzie miał problemy z wklejeniem licznika na swojego bloga – proszę o zgłoszenie w komentarzu pod tekstem (lub prywatną pocztą). Chętnie pomogę, lub sam wkleję (oczywiście, za zgodą użytkownika).

Gadający Grzyb

wtorek, 8 listopada 2011

Marsz Wolnych Polaków


Elementem uprawianej wobec Polaków antygodnościowej socjotechniki jest zohydzenie Święta Niepodległości – tak, by kojarzyło się przede wszystkim z ulicznymi zadymami.


I. Cierń w oku

Dzień 11 Listopada był cierniem w oku „Wyborczej” co najmniej od czasu, gdy ś.p. Prezydent Lech Kaczyński postanowił Świętu Niepodległości, wcześniej obchodzonemu jakby mimochodem, nadać odpowiednią rangę. Była to naturalna kontynuacja drogi zapoczątkowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego – polityki historycznej mającej przywrócić Polakom poczucie narodowej dumy ze swej historii i ojczyzny. Tego społeczni pedagodzy sprawujący nad ludnością tubylczą zarząd dusz i umysłów z ramienia obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP zdzierżyć nie mogli. Fachowcy od podrywania godnościowych podstaw patriotyzmu zaczęli dawać odpór.

Pamiętam jak dziś, gdy trzy lata temu w „Wyborczej” ukazał się wyjątkowo wredny artykuł prof. Andrzeja Romanowskiego „Nie lubię 11 Listopada”, w którym autor na kilku stronach pastwił się nad „tournee” Lecha Kaczyńskiego, albowiem bardzo nie podobało mu się, że Prezydent z okazji okrągłej, 90-tej rocznicy odzyskania niepodległości, objeżdża Polskę z cyklem okolicznościowych spotkań-prelekcji. Profesor Romanowski tekst zakończył uroczym zdankiem: „Święto Niepodległości z prezydentem Lechem Kaczyńskim to na pewno nie jest moje święto.”

Rychło okazało się, że to w ogóle nie jest święto profesora i jego kolegów, obojętnie - z Lechem Kaczyńskim, czy bez.

Był wszakże jeden pozytyw: tekst Romanowskiego wnerwił mnie na tyle, że postanowiłem rozpocząć blogowanie i spłodziłem debiutancki tekst „Patriotyzm wczesnego średniowiecza” od którego zaczęła się moja obecność na Niepoprawnych :).

II. Antygodnościowa socjotechnika

No, ale to były niewinne intelektualne igraszki w porównaniu z dniem dzisiejszym, w międzyczasie bowiem dojrzało i doszło do głosu pokolenie pryszczatych hunwejbinów Nowej Lewicy spod znaku „Krytyki Politycznej”, którym ze zmiennym szczęściem usiłują „mentorzyć” geronci z „Wyborczej” pokroju Seweryna Blumsztajna. Z drugiej strony jednak, sierakowszczyzna próbuje coraz śmielej kolonizować ideologicznie „Wyborczą”, ta zaś na to przyzwala i wypożycza swój propagandowy potencjał bo ma doświadczenie w podchwytywaniu mądrości etapu i wyczuwaniu ducha epoki. Czyni to tym chętniej, że ma w tym swój cel – stara się użyć sfanatyzowanych pryszczatych neomarksistów w charakterze narzędzia antygodnościowej socjotechniki, której elementem jest zohydzenie w odbiorze społecznym Święta Niepodległości, tak by kojarzyło się przede wszystkim z ulicznymi zadymami. Mogliśmy tego doświadczyć rok temu, podczas rozróby towarzyszącej Marszowi Niepodległości. W tym roku zobaczymy to samo w wersji do kwadratu.

Pryszczaci niech sobie wierzą, że zwalczają „faszystów” i wykuwają Nowy Wspaniały Świat, jak Gramsci przykazał. Starcy z Czerskiej natomiast bronią zdobyczy obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, którego są nieodłączną częścią. Do tego zaś potrzeba nie tyle przemodelowania społeczeństwa w duchu neomarksistowskiej Nowej Lewicy, ile utrzymania postkolonialnego motłochu w permanentnym poczuciu wstydu i niższości, by nafaszerowani kompleksami priwislańscy autochtoni pozostawali łatwą do sterowania masą z zaburzonym poczuciem tożsamości.

Tak więc, choć cele starców i pryszczatych są ciut odmienne i obie grupy starają się wzajemnie wykorzystać, to łączy ich wspólny wróg, którym jest te 20-30 procent Wolnych Polaków, którzy wciąż czują się narodem i zaczynają się samoorganizować wokół wspólnych, tradycyjnych wartości. A jak uczy historia, którą potomkowie weteranów KPP znają z rodzinnych przekazów, bądź wręcz sami w jej tworzeniu brali udział, w sprzyjających okolicznościach zdeterminowana mniejszość może zagospodarować społeczne otoczenie i przejąć stery.

Aby do tego nie dopuścić, przedsięwzięli szereg środków zapobiegawczych, m.in. biorąc na czerwony celownik Marsz Niepodległości.

III. Spadkobiercy stalinizmu

Skoro ustaliliśmy już generalia, warto się teraz przyjrzeć kilku szczegółom, są one bowiem tyleż charakterystyczne, co pouczające. Otóż propaganda rozpętana przez „Wyborczą” jako żywo przypomina stalinowskie wzorce – zupełnie jakby dała znać o sobie jakaś pamięć genetyczna. Jak wiemy, a można o tym poczytać choćby u Godziemby, należy przede wszystkim zdehumanizować przeciwnika i zmienić znaczenie pojęć – stąd to nieustanne gardłowanie o „faszystach” zamiennie z „nazistami”, z pominięciem drobnostki - że to nie to samo. I absolutnie nie ma znaczenia, że jako żywo nikt na marsz żadnych brunatnych socjalistów nie zapraszał, albowiem pałki „faszyzmu” używa się tu w znaczeniu stalinowskim: „faszystą” jest ten, kogo my napiętnujemy jako faszystę. Za Stalina nawet zachodni socjaldemokraci robili za „socjalfaszystów”, zatem dzisiejsi wyrobnicy propagandowego frontu są jedynie epigonami semantycznych dokonań Wielkiego Językoznawcy.

Kolejną metodą jest potęgowanie poczucia zagrożenia, by usprawiedliwić w ten sposób własną przemoc. Tu mamy prawdziwy popis manipulacji: lewacy z Porozumienia 11 Listopada postanowili zaprosić do Warszawy bojówkarzy z Antify, bo im samym by rozbić Marsz Niepodległości sił nie dostaje, następnie zaś „Wyborcza” rozpętuje histerię wokół domniemanych prawicowych „radykałów” z różnych krajów Europy, którzy rzekomo mają się stawić na pochodzie. Jako „podkładkę” wykorzystuje list opublikowany na portalu Niepoprawni.pl skierowany do oficjalnych instytucji i polityków, zawiadamiający o spodziewanym najeździe Antify, który według „informatorów” miał zostać rozesłany (przez kogo?) „do wielu radykalnych organizacji z Europy”.

Oczywiście, warunkiem niezbędnym dla skuteczności tego łgarstwa jest zignorowanie wystosowanego przez Redakcję Niepoprawnych sprostowania, które nawiasem mówiąc, zostało pominięte milczeniem również przez media sprzyjające Marszowi i deklarujące poparcie, co dla mnie jest ździebko niezrozumiałe.

W ten sposób zamazuje się za jednym zamachem kilka kwestii bardzo niewygodnych dla pryszczatych „antyfaszystów” i pozostającej z nimi w taktycznym sojuszu Czerskiej: po pierwsze - że mają zamiar bezprawnie zablokować legalny pochód; po drugie - że noszą się z zamiarem użycia przemocy wobec uczestników Marszu i prawdopodobnie również sił porządkowych; po trzecie wreszcie – że na Marszu żadnych neo-hitlerowców nie będzie, bo nikt ich nie zapraszał.

IV. Dyktatura Matołów kontra Wolni Polacy

W tym wszystkim ciekawi mnie jeszcze jak zachowają się siły porządkowe – policja i straż miejska, które schemat przyzwalającej bierności dla poczynań zadymiarzy przetrenowały podczas ubiegłorocznych zajść pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Póki co, Dyktatura Matołów pozostaje w stanie powyborczego przekonania o wszechmocy, zatem niewykluczone, że zapragnie rękami lewackich bandytów dorżnąć kolejną watahę. Możliwe jest również że policja, zamiast separować od siebie obie grupy, z premedytacją dopuści do zamieszek i wkroczy tłukąc wszystkich po równo, gdy zadyma nabierze właściwej dynamiki. Właściwej, czyli takiej, która odpowiednio zaprezentuje się przed kamerami przybyłych na miejsce mediodajni, przebierających mikrofonami by sprzedać tele-gawiedzi odpowiednio krwiste obrazki podrasowane słuszniackim komentarzem o faszystowskich burdach urządzanych przez „prawdziwych Polaków” w sercu Stolicy. Zresztą, co ja tam będę Kolendy czy innych takich uczył. Sami wiedzą.

Jeśli trafnie odczytuję intencje Dyktatury Matołów, to kurs na zohydzenie społeczeństwu wszystkiego co może się kojarzyć z inicjatywami Wolnych Polaków poskutkuje właśnie którymś z powyższych scenariuszy, pięknie wpisujących się w uskuteczniany od czterech lat model pełzającej represjonizacji. Pozaoficjalne obchody najważniejszego święta państwowego, urządzane w duchu niekoniecznie miłym władzy, mają zostać odarte z godności, tak by zbitka 11 Listopada = burdy i obciach wdrukowała się w zwoje odbiorców i zagnieździła w nich na dobre.

No bo, patrząc racjonalnie: udało się ze Smoleńskiem, udało się Krzyżem – to dlaczego nie miałoby się udać i tym razem?

Gadający Grzyb

sobota, 20 listopada 2010

Antygodnościowa socjotechnika.


Podrywanie godnościowych podstaw patriotyzmu.

I. Patriotyczny ból głowy.

Wszelkie patriotyczne uniesienia nieodmiennie stanowią ból głowy dla dyrygowanych z Czerskiej „społecznych pedagogów”, którzy wzięli na siebie niewdzięczny trud przekształcenia Polaków w bliżej nieokreśloną „masę etniczną” składającą się z wykorzenionych kretynów legitymujących się tyleż masowymi co bezwartościowymi dyplomami.

Nie można powiedzieć - po 20 latach społecznej „transformacji” mają na swym koncie niekwestionowane sukcesy. Nastolatki utożsamiające patriotyzm z szowinizmem, szczające na znicze, tudzież skore do innych „hydeparkowych” form „wesołej zabawy” są widomym znakiem skuteczności transformacyjnej antypedagogiki.

Tylko to wszystko idzie wciąż za wolno, wszystko to mało, a chciałoby się jeszcze za życia ujrzeć w pełni zadowalające efekty swej niewdzięcznej harówki na katofaszystkowskim ugorze.

II. Podrywanie godnościowych podstaw patriotyzmu.


Stąd wewnętrzna presja na zaostrzanie kursu, by pójść na skróty, pojechać po bandzie... Swoje musiało też dołożyć przerażenie na widok tysięcy młodych ludzi stojących w dniach Żałoby Narodowej po kilkanaście godzin w kolejce na Krakowskim Przedmieściu, by pożegnać prezydencką parę. I choć wydaje się, że tamten nastrój minął bez echa, że wszystko rozeszło się po kościach, to cholera wie, czy żałobne, niewczesne uniesienia nie odłożyły się u jakiejś części uczestników gdzieś głębiej w duszy i nie dadzą znać o sobie w najmniej oczekiwanym momencie... Nie! To nie może się powtórzyć!

Bezprecedensowe, otwarte wzywanie do zadymy w Święto Niepodległości, a wcześniej medialne dopieszczanie pijanej czeredy pod Krzyżem wpisuje się w taktykę, trawestując Penisorękiego, „podrywania godnościowych podstaw” patriotyzmu. Patriota to bowiem albo groteskowy moher z różańcem w garści, albo hailujący łysol. I koniecznie antysemita. Patriota musi jawić się w masowym odbiorze jako niezrozumiały, śmieszno-straszny „popapraniec”. A takich to trzeba... wiadomo.

III. Wczoraj intelektualiści...


Ten skok zajadłości dobrze obrazuje porównanie tego, co „Wyborcza” przy okazji 11 Listopada pisała dwa lata temu i dziś.

Otóż przed dwoma laty przed Świętem Niepodległości „GW” wypuściła jedynie groteskowy artykuł prof. Romanowskiego „Nie lubię 11 Listopada”, w którym autor wyzwierzęcał się intelektualnie nad Prezydentem Lechem Kaczyńskim – że objeżdża Polskę z „naiwną historiofonią”, że urządza sobie tournee, że „polityka historyczna”, że początki II i III RP są tożsame (!!!) a Trzeciej RP Lech Kaczyński jakoś nie dopieszcza, że to, że owo... Podsumowaniem tekstu było kuriozalne stwierdzenie, że „Święto Niepodległości z prezydentem Lechem Kaczyńskim to na pewno nie jest moje święto”.

Ten artykuł stał się zresztą inspiracją dla mojego pierwszego tekstu na „Niepoprawnych” („Patriotyzm wczesnego średniowiecza”) od którego zacząłem swe blogowanie.

IV. ...dziś pałkarze.

Niby tylko dwa lata – a jaki szmat czasu... Wzmiankowany powyżej kretyński artykuł można wspominać wręcz z rozrzewnieniem, jako przykład krytycznego umiarkowania. Obecnie tamta metoda „na profesora” poszła w kąt, zastąpiona pałkarskimi nawoływaniami Blumsztajna. Kogo tam dziś obchodzi, czy jakiś jajogłowy ogłosił, dajmy na to, artykuł „Już lubię 11 Listopada” w którym mógłby stwierdzić, iż „Święto Niepodległości z prezydentem Bronisławem Komorowskim to wreszcie jest moje święto”.

Nie! Dziś nie nie ma co się cackać i bawić w profesorskie dąsy, ubrane w wieloszpaltowe intelektualne łamańce. To dobre dla mięczaków. Chwila wymaga przekazu jasnego i prostego jak cios w mordę: kto demonstruje patriotyzm, ten „endek”, a kto „endek”, ten faszysta! Nie ma prawa do przebywania w przestrzeni publicznej! Furda prawda historyczna, terminologiczna ścisłość i inne bzdury! Nie czas dzielić włos na czworo! Tu trzeba wbijać do łbów „parę pojęć jak cepy” i szlus! A potem cegłówka w garść, gwizdek w gębę i napierdalać! Bo jak nie, toś moher i nie należysz do „awangardy”.

V. Antygodnościowa socjotechnika.


Dzień 11 Listopada ma kojarzyć się „masom” łykającym telewizyjne migawki z zadymą, chamstwem, wrzaskiem, burdami – tak jak obecnie kojarzą się mecze piłki nożnej. W mózg Polaka–telewidza należy wdrukować skojarzenie: Święto Niepodległości = kibolskie zamieszki. Obciach. Bo Polak–telewidz najwyżej ceni sobie święty spokój, najbardziej zaś w swym zakompleksionym, ukształtowanym przez „pedagogikę wstydu” móżdżku obawia się „obciachu”.

Aż się boję pomyśleć, co Seweryn „pałkarz” Blumsztajn (lub ktoś z jego ferajny) wykombinuje na 13 Grudnia, bo po przejęciu przez „obóz III RP” pełni władzy zrobił się nagle bardzo kreatywny i odważny. W każdym razie, „podrywanie godnościowych podstaw” patriotyzmu będzie trwało nieprzerwanie i z coraz większym natężeniem.

***

Wiem jedno. W odróżnieniu zarówno od prof. Romanowskiego, jak i bezmózgich, niedouczonych pałkarzy od Blumsztajna, 11 Listopada wciąż jest moim Świętem, niezależnie od tego, kto jest Głową Państwa i kto tego dnia urządza pochody. Bo patriotyzm to wierność Polsce. Polska zaś, to Miasto zaszczepione w duszy. Miasto, do którego obywatelstwa należy dorosnąć.

Ale oni tego nie zrozumieją.

Gadający Grzyb

P.S. Wygląda na to, że Blumsztajn trochę ochłonął i nawet jakby nieco przestraszył się tego co nawywijał, czemu wyraz dał na "porocznicowym" zebraniu w "Nowym Wspaniałym Świecie". Powiem tak: teraz może sobie gadać zdrów i nawoływać do umiaru, nie ma to znaczenia. Wypuścił lewackiego dżina z butelki i ten dżin będzie już hulał mając w głębokim poważaniu pierdzielenie dziadków z "Wyborczej".

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl