Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Rzepliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Rzepliński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2016

Pod-Grzybki 57


Taka sytuacja. Oglądam mecz naszych z Portugalią na TVP. Ciągle 1:1. Nuda. Przełączam na Polsat. Kuźwa, cały czas ten sam wynik. Wracam na TVP. Dogrywka. Karne. Błaszczykowski nie strzela. Przełączam znów na Polsat - i u nich to samo! Do chrzanu z tymi telewizjami.

*

Rewelacja! Kijowski „odda cały dług w ciągu kilku tygodni” - a przynajmniej tak obiecał. Przypomnijmy, że zaległe alimenty Pierwszego Demokraty to ponad 80 tys. zł, a z odsetkami i opłatami komorniczymi - ok. 100 tys. Ciekawe, czy wrzucający do słynnych puszek podczas marszy KOD zdawali sobie sprawę, że to zrzutka na alimenty Kijowskiego? A może Soros sypnął groszem?

*

Tenże Kijowski wyżalił się, że od swoich „kontaktów” w służbach wie, iż jest inwigilowany... Moment - to Kijowski ma w służbach swoich ludzi? W takim razie - kto tu kogo inwigiluje?! I kto tym całym bezpieczniackim bajzlem tak naprawdę rządzi?

*

Tak nawiasem - Kijowski jest nie tyle „Bolkiem naszych czasów” i następcą Kukuńka, jak nazywa go Stanisław Michalkiewicz, ile kolejnym Kacmajorem. Przypomnę, iż niejaki Bogdan Kacmajor był guru sekty „Niebo”, o której w latach 90-tych było głośno w mediach. A zatem, skoro Kijowski założył sektę - co z tego, że nie religijną, tylko polityczną - to i rządzić musi zgodnie z logiką sekty. Zaszczepiać w wyznawcach syndrom oblężonej twierdzy, wypychać intrygami za mury zbyt uczciwych i ideowych członków, którzy myślą, że to wszystko naprawdę (poczytajcie Państwo opinie wyrzuconych z KOD regionalnych działaczy), budować własny kult i nimb męczennika, którego jacyś „oni” chcą zniszczyć - i tak dalej. Wszystko jak z poradnika małego sekciarza. A że mamy sezon wakacyjny – czyli tradycyjny okres werbunkowy różnych toksycznych „ruchów” i „zgromadzeń”, to i ostatnie wzmożenie aktywności nie dziwi. Taka „Wyborcza” zamieszcza nawet formularz deklaracji przystąpienia do sekty Kijowskiego, żeby wskazać zbłąkanym owieczkom drogę do politycznego Nieba.

*

Swoją drogą, ciekawe, czy Kijowski zacznie świeżym adeptom przydzielać żony i nadawać nowe imiona. Podrzucam kilka z repertuaru Bogdana Kacmajora: „Anioł Rowerowy”, „Trójkątyzacja Kota”, oraz mój faworyt: „I Śrubokręt Nie Pomoże”. Ach, siedziba „Nieba” mieściła się w – nomen, omen – Majdanie Kozłowieckim. No to już teraz chyba jasne, co mają na myśli kodziarze mówiąc, że urządzą „drugi Majdan”.

*

Sędzia Rzepliński zdymisjonował prof. Kamila Zaradkiewicza z funkcji dyrektora Zespołu Orzecznictwa i Studiów przy TK. Powód? Prof. Zaradkiewicz śmiał mieć własne zdanie. W TK oczywiście można mieć własne zdanie, pod warunkiem jednakże, że jest ono tożsame ze zdaniem sędziego Rzeplińskiego. Natomiast prof. Zaradkiewicz podważał autorytet, godził w hierarchie i pryncypia, burzył jedność – czyli generalnie występował przeciw swojej „ferajnie”. Nic więc dziwnego, że sędzia Rzepliński musiał dokonać na nim tzw. dintojry. A potem sędziowie biadolą, że ludzie mówią o nich „mafia w togach”.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 27 (06-12.07.2016)



poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pod-Grzybki 52

Targowiczątka zapragnęły własnego święta państwowego – konkretnie miałby to być 4 czerwca, czyli rocznica „wolnych, demokratycznych wyborów”, co obwieścił piórem Jarosława Kurskiego „Szechter Cajtung”. Proponuję pójść za ciosem i ogłosić świętem również 18 czerwca – czyli rocznicę II tury wyborów, kiedy to przywódcy „strony społecznej” podali zdychającej komunie tlen; 19 lipca – rocznicę wyboru „człowieka honoru” Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta; oraz rzecz jasna – uczynić 4 czerwca świętem dubeltowym na pamiątkę „nocnej zmiany” i obalenia rządu Jana Olszewskiego. W ten sposób uczczenie „historycznego przełomu” zostanie spięte zgrabną klamrą, ku ukontentowaniu rzesz konfidentów i kolaborantów, tak ochoczo bawiących się dziś w obronę demokracji.

*

Kodowcy pragną również wzniesienia pomnika Władysława „profesora” Bartoszewskiego. Ja do kompletu dołożyłbym jeszcze Monument Ostatniej Laski Geremka.

*

Tymczasem niemiecko-turecki handel żywym towarem wkroczył w fazę wzajemnych pretensji. Oto, jak donosi „Der Spiegel”, chytry Erdogan wysyła do Europy chorych i najgorzej wykształconych „uchodźców”, sobie zostawiając inżynierów, lekarzy i wykwalifikowanych robotników. Innymi słowy, wciska Angeli wybrakowanych niewolników, bezużytecznych dla niemieckiej gospodarki. Hm, skoro już w Niemczech zaczęto kwaterować „uchodźców” w poobozowych budynkach, np. w Buchenwaldzie, to w zasadzie można przystąpić do „Akcji T4”, polegającej, przypomnijmy, na „eliminacji życia niewartego życia”. Niemcy mają w tym wprawę, a Europa po cichu odetchnie z ulgą, odwracając skwapliwie wzrok w innym kierunku – np. koncentrując się na zagrożeniach demokracji w Polsce i męczeństwie pana sędziego Andrzeja Rzeplińskiego.

*

A męczeństwo trwa w najlepsze albo raczej - w najgorsze, nad czym pochyla się „Sueddeutsche Zeitung” cytowany przez niezawodną polskojęzyczną gadzinówkę dla jurgieltników, czyli serwis „Deutsche Welle”. Oto Kaczyński w swej małpiej złośliwości posunął się do obcięcia Trybunałowi Konstytucyjnemu funduszy na rocznicową fetę. Cytuję: „Gdy zatem prezes Trybunału Andrzej Rzepliński zaprosił gości - po wykładzie Leszka Balcerowicza - na małe przyjęcie w siedzibie TK, zamiast łososia i szampana była kawa i trochę ciasteczek (...) - Nie mamy pieniędzy - przepraszał Rzepliński”. Teraz czekamy, aż sędziowie ogłoszą protestacyjną głodówkę o kawie i ciasteczkach. Nawiasem – izraelski uczony z uniwersytetu w Tel Awiwie, Shai Danziger, wykazał, że sędziowie na głodnego ferują surowsze wyroki, nic więc dziwnego, że pan Rzepliński tak się ciska. Apel do PiS – dajcie Rzeplińskiemu żreć, może wreszcie się uspokoi.

*

Saakaszwili, który w epoce Szewardnadzego napatrzył się w Gruzji na działalność Balcerowicza, określił go jako „najemnego wybielacza skorumpowanych reżimów”. No, to tylko czekać nowego „majdanu” pod swojskim hasłem „Balcerowicz musi odejść”. I nawet nie będzie można tego mieć banderowcom za złe.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr nr 22 (01-07.06.2016)

czwartek, 7 kwietnia 2016

W przededniu wojny domowej

Wisi nad nami widmo anarchizacji Polski.

I. Rokosz trybunalski

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest nie tylko polityczną robótką na zamówienie opozycji (choć to, ma się rozumieć, również). To przede wszystkim podkładka na użytek zagranicy, ze szczególnym uwzględnieniem Komisji Europejskiej, mająca dać pretekst do dalszych wrogich kroków wobec Polski. Zarówno prezes Rzepliński, jak i reszta składu orzekającego w zasadzie poniechała jakichkolwiek pozorów bezstronności, jawnie pozycjonując się jako jedna ze stron politycznego sporu. Ciąg wydarzeń jest bowiem następujący: najpierw sędzia Rzepliński pisze „pod siebie” nową ustawę o TK, następnie koalicja PO-PSL metodą faktów dokonanych wybiera pięciu sędziów z czego dwóch nielegalnie nawet w świetle ówcześnie obowiązujących przepisów (koniec kadencji dwójki sędziów, profesorów Zbigniewa Cieślaka i Teresy Liszcz, przypadał na okres już po wyborach parlamentarnych – odpowiednio 2 i 8 grudnia). Nowa większość sejmowa postanawia odpłacić pięknym za nadobne i unieważnia uchwałą wybór całej piątki, powołując w jej miejsce innych kandydatów, następnie zaś uchwalając nową ustawę o TK, której Trybunał pod przewodnictwem sędziego Rzeplińskiego zwyczajnie nie przyjmuje do wiadomości, odmawiając jej domniemania konstytucyjności. Wskutek powyższego Trybunał obradując pod rządami dotychczasowej, „rzeplińskiej” ustawy, uznaje ustawę „pisowską” za niekonstytucyjną. W międzyczasie, jak się okazuje, sentencja końcowego orzeczenia konsultowana jest z politykami PO – na co najmniej dwa tygodnie przed ostateczną rozprawą i formalnym ogłoszeniem wyroku.

Mamy zatem nową jakość – jawny rokosz trybunalski. TK otwarcie postawił się ponad jakąkolwiek władzą, w tym władzą ustawodawczą Sejmu dysponującego demokratycznym mandatem. Od tej pory TK może w zasadzie przechodzić do porządku dziennego nad kolejnymi aktami prawnymi przyznając bądź odbierając im „po uważaniu” walor domniemania konstytucyjności. Jest to więc de facto wykreowanie nowej sytuacji ustrojowej – „trybunałokracji”, w której jeden z organów państwa samowolnie ustala swe kompetencje. Wszystko to poza porządkiem konstytucyjnym, bowiem obecna konstytucja zwyczajnie nie przewidziała takiego rozwoju wypadków. W tych okolicznościach Polsce de facto grozi dwuwładza – parlament będzie uchwalać ustawy zatwierdzane przez prezydenta i wdrażane przez rząd, natomiast Trybunał ostentacyjnie sprzymierzając się z opozycją – tak parlamentarną, jak i „uliczną” (KOD) - będzie je po kolei „uchylał” pod byle pretekstem, czego z kolei nie będzie uznawał rząd, odmawiając drukowania wyroków. Trybunał w konsekwencji zapewne stanie na stanowisku, że jego werdykty obowiązują „same z siebie” niezależnie od formalnego ogłoszenia w dziennikach urzędowych. Rodzi to naturalne pytanie, jak w takiej sytuacji będą zachowywały się sądy – wedle których przepisów zechcą orzekać? A administracja publiczna? Krótko mówiąc, wisi nad nami widmo anarchizacji Polski.

II. Bunt mainstreamu

Oczywiście, można teraz się zastanawiać, czy PiS-owi była potrzebna ta awantura – w swej początkowej fazie wyłącznie prestiżowa, bowiem nawet mianowanie pięciu sędziów nie dawało większości w 15-osobowym Trybunale. Czy nie lepiej było poprzestać na unieważnieniu wyboru dwójki sędziów, których kadencja upływała w grudniu? Najwyraźniej nie doceniono stopnia determinacji i politycznego zaangażowania sędziego Rzeplińskiego oraz stojącego za nim prawniczego establishmentu, przyzwyczajonego do samodzielnego ustalania reguł środowiskowych – nawet gdy dotyczą one nie tylko „prywatnych” korporacji, lecz również spraw sądownictwa i prokuratury. A że akurat w tej materii interes prawniczych luminarzy był zbieżny z interesem reszty odsuwanego właśnie od wpływów magdalenkowego mainstreamu – na zasadzie: dziś „pisowcy” wezmą się za nas, jutro za was, więc połączmy siły – toteż obserwowany obecnie wewnętrzny sojusz zjednoczonego obozu beneficjentów III RP w imię „obrony demokracji” narzucał się sam. Na powyższe nałożyły się antagonizmy, nazwijmy to, kastowo-kulturowe. Już samo podwójne zwycięstwo „pisiorów” pod wodzą „kurdupla” było dla dotychczasowej „klasy uprzywilejowanej” i jej społecznego zaplecza lubiącego siebie określać mianem „Polski jasnej” nie do zniesienia. Gdy zaś okazało się, że PiS ma zamiar na serio zabrać się za ich naturalne żerowiska, za nic mając ustalone przez ostatnie ćwierćwiecze hierarchie i nadęte autorytety, doszło do sprzężenia całkiem przyziemnych interesów z poczuciem urażonej godności. „Mohery” wkraczające z przytupem w zastrzeżone dotąd rewiry – to musiało zostać odebrane jako policzek i nieuprawnioną uzurpację. Szerzej ten typ emocji opisałem w świąteczno-noworocznym tekście „Portret KOD-owca” („Polska Niepodległa” nr 50-52 23.12.2015-12.01.2016) - polecam.

Kolejnym błędem, potencjalnie kosztownym politycznie, była „ucieczka do przodu” - czyli zaproszenie przez ministra Waszczykowskiego Komisji Weneckiej, co po czasie przyznał zresztą Jarosław Kaczyński. Mimo tego, że stanowisko Komisji ostatecznie wcale nie było tak miażdżące jak spodziewały się tego środowiska opozycyjne (Komisja przyznała m.in. że konstytucję naruszyła zarówno poprzednia jak i obecna władza, wezwała też obie strony w parlamencie do „znalezienia rozwiązania” kryzysu), to medialno-propagandowy przekaz na kraj i zagranicę oczywiście skoncentrował się tylko na elementach krytycznych wobec PiS. Reakcji różnych międzynarodowych gremiów tylko patrzeć.

III. W przededniu wojny domowej

Niezależnie jednak od wymienionych tu zastrzeżeń co do błędów Prawa i Sprawiedliwości, trzeba powiedzieć sobie jasno – za konsekwentne podgrzewanie atmosfery odpowiada Obóz Beneficjentów i Utrwalaczy III RP wraz z jego politycznymi emanacjami. Zresztą nic dziwnego, grają bowiem wedle schematu „im gorzej, tym lepiej”, czując za plecami poparcie płynące z obcych ośrodków, dla których obecny rząd dążący do odzyskania przez Polskę w kluczowych obszarach podmiotowości, stanowi zagrożenie różnorakich interesów. Toteż doprowadzenie do stanu wrzenia, wręcz wojny domowej, jest wspólnym celem uczestników „kodowskich” demonstracji, sił politycznych pozostających na obcym jurgielcie, Brukseli, Berlina, Moskwy, międzynarodowego biznesu... słowem – wszystkich, którym suwerenna Polska jest nie na rękę. Jak można sądzić po nagłaśnianych sygnałach zza Atlantyku, tyczy się to również Stanów Zjednoczonych – ktoś trafnie zauważył, że Waszyngton uwielbia przewerbowaną agenturę i zapewne chętniej widziałby w Warszawie kogoś pokroju Leszka Millera z czasów Starych Kiejkutów. Opcja niepodległościowa, pretendująca do samodzielności, stanowi tylko utrudnienie – i najwyraźniej w oczach USA PiS zaczęło za bardzo targać smyczą, choćby domagając się w zamian za poparcie gwarancji bezpieczeństwa w postaci stałych baz NATO.

Czeka nas zatem wiosenna wojna domowa połączona z obcą interwencją (oby tylko na polu dyplomatycznym i gospodarczym). Platforma, Nowoczesna, kodowcy itd. nawet nie ukrywają, że liczą właśnie na ingerencję – bo też, na podobieństwo Targowicy, silni są przede wszystkim zewnętrznym poparciem. Wyrok TK jest kolejnym krokiem na drodze do spodziewanej konfrontacji, dając wygodny asumpt do eskalowania wrogich działań w imię obrony „konstytucyjnego porządku” i „demokracji”. Wprawdzie Węgry ustami Viktora Orbana już zapowiedziały, że nie poprą żadnych sankcji przeciwko Polsce, ale zapewne Bruksela poszuka sposobów na ominięcie węgierskiego weta, tym bardziej, że Berlinowi zależy na zdyscyplinowaniu krnąbrnego wasala. Schetyna otwarcie mówi o „Majdanie w Warszawie”, a warto pamiętać, że taki Soros ma w organizowaniu i sponsorowaniu różnych „majdanów” spore doświadczenie. Możemy zatem spodziewać się chociażby ulicznych burd i prowokacji. KOD, który zdążył zarejestrować się jako stowarzyszenie, ma otwartą drogę do przyjmowania funduszy – zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych, legalizowanych jako datki z „puszek”.

I tutaj dochodzimy do organizacji pozarządowych funkcjonujących w Polsce na zasadzie agentury wpływu podpiętej pod zagraniczne źródła finansowania – czasem, jak w przypadku darowizn z fundacji afiliowanych bądź przy CDU, bądź to przy SPD, wprost z niemieckiego budżetu. W tym kontekście nigdy dość przypominania o roli jaką odegrało założone przez Balcerowicza, a współpracujące m.in. z Fundacją Adenauera, Forum Obywatelskiego Rozwoju w kampanii wyborczej 2007 roku, co opisał śp. Jacek Maziarski („Rewizor”) w pamiętnym tekście „Jak zmanipulowano wybory 2007 roku” - FOR z akcją „Zmień kraj, idź na wybory” zmobilizowało „grupę docelową” 3 mln młodych wyborców, co otworzyło Platformie drogę do wygranej. Aktywizacja chociażby „Amnesty International” i innych NGO'sów, które za PO siedziały cicho, nie pozostawia złudzeń co do ich politycznego oblicza. Na dobrą sprawę, należałoby organizacje korzystające z zagranicznego sponsoringu uznać za obcych dywersantów i stosownie do tego traktować. W końcu, jak wojna – to wojna!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/wi%C4%99c-wojna

http://blog-n-roll.pl/pl/portret-kod-owca

http://niepoprawni.pl/blog/346/organizacje-pozarzadowe-jako-agentura-wplywu

http://niepoprawni.pl/blog/138/jak-zmanipulowano-wybory-2007-roku

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3521-pod-grzybk

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 11 (16-22.03.2016)

Pod-Grzybki 43

Okazało się, że orzeczenie, jakie Trybunał Konstytucyjny wydał we własnej sprawie, ignorując przy okazji obowiązującą ustawę, było poddane szerokim społecznym konsultacjom. Rolę biegłych odegrali politycy PO, wśród których projekt wyroku krążył przez co najmniej dwa tygodnie. Proponuję, by pan prezes Rzepliński poszedł za ciosem i po prostu dokooptował do składu TK np. zarząd Platformy in gremio. To byłaby i tak mniejsza kompromitacja niż odczytywanie wyroku z portalu „wPolityce” - i to na dodatek bez podania źródła.

*

Przy okazji ogłoszenia opinii klubu dyskusyjnego pod wezwaniem sędziego Rzeplińskiego, KOD-owcy zrobili pokaz slajdów na gmachu Kancelarii Premiera, domagając się nie wiedzieć czemu opublikowania efektów prywatnej zabawy pana Rzeplińskiego i grona jego znajomych w trybunał. Ja mam inną propozycję – opublikować wpierw aneks do raportu ws. rozwiązania WSI oraz zbiór zastrzeżony IPN. Podejrzewam, że przynajmniej część opozycyjnych luminarzy zaczęłaby wtedy śpiewać całkiem inaczej – a już na pewno cieniej.

*

Po wypadku prezydenckiej limuzyny min. Błaszczak ogłosił konieczność zmiany floty samochodowej. Teraz zobaczymy, który koncern wygra przetarg i będziemy wiedzieli, kto stoi za dywersją z „wystrzałem” opony.

*

A przy okazji: nie prościej byłoby zwyczajnie zadbać o to, by prezydencki samochód nie jeździł na sześcioletnich „dziadach”?

*

Przypadkiem odkryłem czym zajmuje się obecnie były minister Bartłomiej „kamieni kupa” Sienkiewicz. Otóż przemianował się na liberała i kokietuje na portalu „Kretyniki Politycznej” tzw. „młodą lewicę” wmawiając jej działaczom, że powinni bronić Wałęsy niczym genderu, bo inaczej przyjdzie PiS i ich zje. Póki co, młodzi lewicowcy kazali mu się, ogólnie mówiąc, wypchać sianem, bo afiszowanie się z przekazem typu „ja też donosiłem na kolegów z pracy”, to nawet jak jak na kawiarniane lewactwo zbyt wielki obciach. Pan Bartłomiej jednak się nie poddaje i nabył już kombinezon Pokraka na najbliższą gej-paradę, z czego wniosek, że dla demokracji gotów jest oddać dosłownie wszystko.

*

Z annałów postępowego zidiocenia. Trzy największe berlińskie orkiestry zorganizowały koncert dla „uchodźców” pod hasłem „Witamy wśród nas!”. Grano koncert fortepianowy Mozarta oraz symfonie Prokofiewa i Beethovena. Wzruszeni migranci obiecali, że w rewanżu postarają się ubogacić Niemcy zapładniając jak najwięcej tamtejszych kobiet.

*

Niemieckie Min. Zdrowia uruchomiło skierowaną do imigrantów stronę poświęconą promocji „seksu międzyrasowego”. Niech oni wreszcie przestaną bawić się w półśrodki i po prostu opublikują instruktaż „Gwałcenie w kilku prostych krokach”. Przynajmniej będzie jakoś przystawał do rzeczywistości.

*

Kronika sportowa: tenisistka Maria Szarapowa szprycowała się od lat specyfikiem podnoszącym wydolność organizmu, który od tego roku został wpisany na listę substancji zakazanych, wskutek czego została zawieszona za doping. Teraz pora na braci Williams?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 11 (16-22.03.2016)

piątek, 22 stycznia 2016

A więc wojna!

Polska padła ofiarą wojny hybrydowej. Z całego arsenału właściwego dla tego rodzaju konfliktu nie ma u nas jedynie „zielonych ludzików”.

I. Wojna hybrydowa

„A więc wojna!” - tylko tym historycznym cytatem z komunikatu Polskiego Radia z 1 września 1939 roku można skomentować kroki wszczęte ostatnio wobec Polski. O ile dotychczasowe pohukiwania zachodnich mediów i polityków, szczególnie niemieckich, można było traktować jako rozłożone w czasie ultimatum, o tyle zarówno zainicjowanie przez Komisję Europejską procedury kontroli praworządności, jak i obniżenie ratingu Polski przez agencję „Standard & Poor's” należy uznać za akt otwartej wojny z obecnym rządem, a de facto – z usiłującą wybić się na podmiotowość Polską. Proszę zwrócić uwagę, że mamy tu do czynienia ze skoordynowaną akcją wywołania kryzysu tak na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Demonstracje KOD-u, same w sobie niegroźne, zyskały nieproporcjonalne do ich wagi wsparcie propagandowe z zagranicy. Zbiegło się to z jawnym oczekiwaniem wyrażanym przez dotychczasowy establishment III RP, również medialny, na jakąś formę obcej interwencji, czego jaskrawym przykładem było założenie donosicielskich blogów przez trzech dziennikarzy „Gazety Wyborczej” (Michał Kokot, Paweł Wroński i Roman Imielski) na portalu niemieckiego tygodnika „Die Zeit”, czy apel innego dziennikarza tejże gazety, Bartosza Wielińskiego, do Niemiec, by „nie milczały”. Z kolei Wojciech Czuchnowski otwartym tekstem wezwał polską armię, by ta wypowiedziała posłuszeństwo szefowi MON, Antoniemu Macierewiczowi – a wszystko to w cieniu rokoszu konstytucyjnego firmowanego przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, tudzież postulatów formułowanych przez prawnicze autorytety aby prezesi sądów sabotowali wytyczne resortu sprawiedliwości, jeżeli uznają je za „sprzeczne z prawem”, a nawet posunęli się do „strajku sędziowskiego”.

Nie ma się co oszukiwać – Polska w chwili obecnej padła ofiarą „wojny hybrydowej”. Z całego arsenału właściwego dla tego rodzaju konfliktu nie ma u nas jedynie „zielonych ludzików”, wszystko inne się zgadza. Spójrzmy: wojna propagandowa – jest, próby wewnętrznej destabilizacji i sparaliżowania państwa – jak najbardziej, naciski polityczne z zagranicy – a i owszem, wojna ekonomiczna obliczona na rozchwianie gospodarki – również. Zresztą, także pojawienie się „zielonych ludzików” pod pozorem „bratniej pomocy” i „ratowania demokracji” może być jedynie kwestią czasu, zważywszy, że wciąż żyjemy pod rządami słynnej „ustawy 1066”, z niezrozumiałych dla mnie względów nie uchylonej jeszcze przez parlament. Wszystko zależy od rozwoju wydarzeń. W każdym razie, rodzime Targowiczątka nie posiadają się ze szczęścia, głośno wyrażając swoją schadenfreude.

II. Bitwa o złotówkę

Posunięcia rządu PiS godzą w potężne interesy gospodarcze i polityczne. Z jednej strony, Niemcy nie mogą sobie pozwolić na utratę kolonizowanej politycznie i ekonomicznie Mitteleuropy. O ile były w stanie jeszcze zdzierżyć bunt niewielkich Węgier Victora Orbana, o tyle wybicie się na samodzielność dużego kraju, jakim jest Polska, szczególnie w warunkach rysującego się sojuszu państw Europy Środkowej, jest dla nich nie do zaakceptowania – stąd uruchomienie Brukseli i Komisji Europejskiej. Z kolei wprowadzany podatek bankowy, oraz podatek od sieci handlowych w połączeniu z projektem uregulowania kwestii łże-kredytów frankowych, a także rozprawienia się z procederem „cen transferowych” i wyprowadzania z Polski miliardów dolarów rocznie, uderza w interesy międzynarodowych koncernów. Stąd obecna, wielopłaszczyznowa akcja mająca na celu upadek rządu PiS i dojście do władzy „grzeczniejszych” następców – choćby spod znaku „.Nowoczesnej” Ryszarda Petru.

Jak donosi „Gazeta Finansowa”, od listopada 2015 roku prowadzony jest atak spekulacyjny na złotówkę w obronie której Bank Gospodarstwa Krajowego wydał już kilka miliardów euro. Oznacza to, że lobby bankstersko-spekulacyjne poczuło się poważnie zagrożone dojściem do władzy PiS. Analogiczny atak przeprowadzono w 2010 roku na węgierskiego forinta, zaraz po zwycięstwie Victora Orbana, który również nie taił zamiaru zerwania z gospodarczą kolonizacją Węgier. Czyli, mamy walkę na wyczerpanie – albo pieniądze skończą się spekulantom, albo polskiemu rządowi. I w tym właśnie kontekście należy rozpatrywać obniżenie długoterminowego ratingu Polski przez „Standard & Poor's” z A- do BBB+. Jest to dywersja na rzecz globalnych spekulantów obliczona na zachwianie złotówką. Pocieszające, że Polska jest obecnie w lepszej kondycji gospodarczej niż Węgry w 2010. Skoro Budapeszt wyszedł z konfrontacji obronną ręką, to jest szansa, że obroni się i Warszawa. Ponadto o stabilnych podstawach gospodarki świadczy fakt, iż żadna z pozostałych agencji „wielkiej trójki” („Fitch” i „Moody's”) nie obniżyła swych prognoz.

Dodajmy, iż „S&P” jest agencją dość specyficzną. Jej konto nie tylko obciążają „pomyłki” ratingowe (jak w przypadku oceny „Lehman Brothers”) współwinne wybuchu globalnego kryzysu finansowego w 2008, lecz również wątpliwe motywacje działania. Np. w 2011 r. „S&P” obniżyła rating USA z AAA do AA+ - rzecz bez precedensu – co skutkowało potężnym tąpnięciem na Wall Street. Przy czym szef „S&P” John Chambers bez żenady przyznał, że za obniżką nie stały żadne obiektywne dane ekonomiczne – chciał mianowicie... „ukarać polityków”. Jak widać, „S&P” zamiast oceniać wskaźniki woli od czasu do czasu zabawić się w giełdowego Pana Boga i poharcować na styku gospodarki i polityki. Tak jest i tym razem – agencja oświadczyła bowiem, że obniżenie ratingu Polski jest efektem „zamachu” na Trybunał Konstytucyjny i „zawłaszczenia” mediów publicznych. Na marginesie operacji „S&P” warto jeszcze wspomnieć, że gdy poprzedni Trybunał Konstytucyjny uchylał Bankowy Tytuł Egzekucyjny jako naruszający zasadę równości, jedynym sędzią, który złożył zdanie odrębne idąc po linii lobby bankowego, był Andrzej Rzepliński. Tak, finansowa międzynarodówka niewątpliwie ma kogo bronić...

III. Pełzający zamach stanu

Czy decyzja „S&P” może mieć dla Polski realne negatywne konsekwencje? Może. Osłabienie złotego będzie skutkować choćby wzrostem rentowności polskich papierów dłużnych i zwiększeniem kosztów obsługi naszego zadłużenia zagranicznego. A to w skrajnych przypadkach prowadziło już w niedawnej przeszłości do upadku rządów – szczególnie, gdy zbiegło się z polityczną wolą różnych europejskich „wielkich braci”. Przypomnę tu historię funkcjonowania niesławnej „Grupy Frankfurckiej” - nieformalnego gremium w skład którego wchodzili: Angela Merkel, Nicolas Sarkozy, Jean-Claude Juncker (ówczesny szef eurogrupy), Christine Lagarde (dyrektor zarządzająca MFW), José Manuel Barroso (wówczas przewodniczący Komisji Europejskiej), Herman Van Rompuy (przewodniczący Rady Europejskiej, poprzednik Tuska), Mario Draghi (prezes EBC) i Olli Rehn (komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych). Grupa ta podczas szczytu G-20 w listopadzie 2011 otwarcie deklarowała zamiar obalenia rządu Silvio Berlusconiego. Najpierw doprowadzono serią alarmistycznych komunikatów do zwiększenia przez „rynki” oprocentowania włoskich obligacji aż do 7%, zaś ciosem ostatecznym stała się groźba Europejskiego Banku Centralnego wstrzymania wykupu włoskich papierów – czyli zaniechanie finansowania włoskiego długu publicznego. W efekcie, ten sam parlament, który wcześniej popierał Berlusconiego, szybciutko go odwołał, przerażony widmem bankructwa. Następcą został Mario Monti – m.in. europejski prezes Komisji Trójstronnej i członek komitetu sterującego Grupy Bilderberg... Chwilę wcześniej podobny los spotkał greckiego premiera Jeorjosa Papandreu – skutecznie „zgrillowanego” przez duet „Merkozy” i „rynki” po tym jak zapowiedział referendum w sprawie warunków pomocy finansowej dla Grecji. Zastąpił go Lukas Papadimos – były wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego.

Tak się przeprowadza dziś zamachy stanu – bez masowej rewolty, bez wojska na ulicach, w białych rękawiczkach. Polska na szczęście nie należy do strefy euro, ma więc większe pole manewru, nie istnieje już także „Grupa Frankfurcka”, jednak mechanizm działania pozostał niezmieniony i jest na naszych oczach realizowany wobec Polski: serią nacisków polityczno-gospodarczych doprowadzić do upadku niewygodnego rządu, czemu sprzyja nakręcony przez osiem lat władzy PO gigantyczny dług publiczny Polski, w tym 350 mld USD zadłużenia zagranicznego, co czyni nas niestety podatnymi na ataki spekulacyjne w rodzaju tego, który trwa od ponad dwóch miesięcy. Kolejny krok, to desygnowanie na stanowisko premiera „niezależnego fachowca”, dziwnym trafem każdorazowo wywodzącego się z kręgów banksterskich (na takowego najwyraźniej szykowany jest dla Polski Ryszard Petru), który następnie posłusznie spełni oczekiwania swych prawdziwych mocodawców. I o to właśnie toczy się gra - a to dopiero początek wojny.

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3163-pod-grzybki

Na podobny temat:

„Ojro, ojro uber alles”

Nowa podmiotowość Lewiatana

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 3 (124) (20-26.01.2016)