Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Wellman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Wellman. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2019

Pod-Grzybki 164

Media obiegła hiobowa wieść: w Skierniewicach zabrakło wody! Oczywiście, z miejsca zaczęła się jazda spod znaku „globalnego ocieplenia”. Co prawda, dobrze pamiętam, że za komuny też latem brakowało wody w kranach – bo to, już tłumaczę „ekologistom”, kwestia inwestycji w infrastrukturę. Reżyser Andrzej Kondratiuk nakręcił nawet o tym komedię „Hydrozagadka”, którą polecam różnym domorosłym „AS-om” (kto oglądał, ten wie) gwoli dokształcenia. A poza tym - „stój elemencie aspołeczny!”.


*

Przy okazji – ekologiści często pouczają nas, by odróżniać „klimat” od „pogody”. Bo „pogoda”, to chwilowy zespół zjawisk atmosferycznych, a „klimat” to zjawisko globalne i długofalowe. Dziwnym trafem jednak, jeśli zdarzy się mroźna zima, to słyszymy, że to właśnie tylko „pogoda” i absolutnie nie unieważnia „globalnego ocieplenia”, natomiast gdy przyjdzie letnia fala upałów – ooo, wtedy to już jest niechybnie „klimat”. Zatem pytanie – czy teraz mamy „klimat” czy tylko „pogodę”?


*

Nasza reprezentacja rozegrała pierwszy dobry mecz od niepamiętnych czasów i dokopała Izraelowi 4:0. W związku z tym, zszokowani dziennikarze izraelscy dopytywali się swojego trenera na pomeczowej konferencji „jak to się stało?”. I słuszna ich bulwersacja – przecież taki wynik, jak pouczał w TVP pewien rabbi, „nie wchodzi do żadna rubryka”, bo „to niedobra jest”. Co tym Polaczkom odbiło – do tej pory w każdym meczu męczyli się aż oczy bolały od patrzenia, a tu na Izrael taka mobilizacja? An-ty-se-mi-tyzm, ot co! W związku z powyższym, w Nowym Jorku zawiązała się właśnie organizacja rewindykacyjna, która będzie żądać od UEFA i Polski restytucji utraconych punktów.


*

Ryszard Petru w formie. Wybrał się do Niemiec, by udowodnić, że można tam zrobić zakupy w niedzielę. Biedak nie sprawdził tylko, że przypadały akurat Zielone Świątki i musiał finalnie przejechać ponad 130 km., by trafić w końcu na jakiś czynny sklep. Polszczyzna wzbogaci się zatem o nowe powiedzonko: ogarnięty, jak Petru na zakupach. Następne sprawunki w Niemczech nasz ogarnięty pan Rysio planuje w święto Sześciu Króli.


*

Eliza Michalik (ex-Gazeta Polska, ex-Salon24, ex-plagiatorka cudzych tekstów) odchodzi z Superstacji, bo ta rezygnuje z polityki. Rzecznik stacji wyjaśnił, że programy polityczne nie cieszyły się oglądalnością, więc profil ulegnie pewnemu przeformatowaniu, co tłumacząc na ludzki język oznacza, że widzowie mieli już powyżej uszu nachalnej, lewackiej propagandy. Nie przeszkodziło to jednak Adamowi Bodnarowi wyrazić zaniepokojenia nad „kurczeniem się przestrzeni debaty publicznej”. Panie Adamie, spoko – Eliza wróci pod skrzydła Tomasza „Sakiewki” i będzie dobrze. Jak to mawiają – stara miłość nie rdzewieje.


*

Rozstań ciąg dalszy. Z TVN Style żegna się Katarzyna Bosacka wskutek jakichś biznesowo-wizerunkowych nieporozumień. Niech wezmą na jej miejsce Dorotę Wellman – też będzie dobrze, a program „Wiem co jem” jeszcze bardziej zyska na wiarygodności.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 24 (14-20.06.2019)

niedziela, 10 marca 2019

Pod-Grzybki 150

Spójna narracja „totalnej opozycji”: PiS kradnie nam pomysły! PiS zrobi drugą Grecję i Wenezuelę! Czyli – PiS kradnie nam pomysły na drugą Grecję i Wenezuelę! Cóż, na tym PO akurat się zna, bo przez dwie kadencje udało się jej zadłużyć Polskę na drugie tyle, co wszystkie poprzednie rządy razem wzięte – i to nawet bez „500+”. Jak to dobrze w końcu poznać ich prawdziwy program!


*

Nauczyciele szykują strajk, bo wstrętne „pisiory” nie chcą im dać – i to już, natychmiast – 1000 zł. podwyżki (z wyrównaniem od początku 2019 r.). PiS proponuje skromniej – od 371 do 508 zł. (w zależności od rangi zawodowej) - ale przecież nauczyciel nie będzie się schylał po marne grosze, jak nie przymierzając, byle roszczeniowa hołota biorąca „pińćset”. Hmm, nauczyciele też wprawdzie dostają owe „pińćset”, ale jak rozumiem, czynią to z poczuciem głębokiego upokorzenia, że pobierają to samo świadczenie, co jakaś patologia – o czym świadczą nerwowe reakcje, gdy ktoś im to przypomni, jak niedawno Krzysztof Szczerski. Należy się więc im elitarny „tysiunc plus” - i ani grosza mniej. Na miejscu PiS zatem, głęboko bym przemyślał, czy dawać cokolwiek – nauczyciele to bowiem chyba najbardziej zatruta „salonowszczyzną” grupa zawodowa w Polsce, a „pisiorów” i Kaczyńskiego nienawidzą jak psów. Kasę wezmą, spluną na odchodnym – a potem i tak pójdą głosować na „totalnych europejczyków”, albo innego Biedronia. Tak więc, może nie warto...


*

Dorota Wellman nie odpuszcza naszemu koledze z łamów, „Inkwizytorowi” Jackowi Piekarze - przypomnijmy, że poczuła się urażona tweetem pisarza i wytoczyła mu proces, który toczył się bez wiedzy pozwanego (koszty przeprosin i odszkodowania opiewają łącznie na 470 tys. zł). Po tym, jak został anulowany zaoczny wyrok skazujący i sprawa wróciła do I instancji, Dorota Wellman dopisała do pierwotnego pozwu (33 strony) kolejnych 36 stron - co daje łącznie 69 stron. Wszystko na podstawie trzyzdaniowego tweeta Piekary. Jedno jest pewne - albo pani Wellman odkryła w sobie talent literacki na miarę Marcela Prousta („przeczytamy dzieła Prousta!/jak rozpusta, to rozpusta!”), albo cierpi na ostrą formę grafomanii.


*

A skoro zahaczyliśmy o dziwne przypadki - w internetach podali info o transseksualiście, który teraz pragnie zostać „bezpłciowym kosmitą” i żąda, by zwracać się do niego w formie bezosobowej – per „coś” lub „ono”. Kosmito, naginaj do Warszawy - #RafałTrzaskowskiLubiTo!

*

Na zakończenie, nietypowo, coś zupełnie serio. W Watykanie odbyła się konferencja w sprawie pedofilii. Jako źródło problemu, wg oficjalnej narracji wskazano „klerykalizm”, czyli traktowanie kapłaństwa jako narzędzia władzy. Otóż nie. Wg raportów z różnych krajów grubo ponad 70 proc. przypadków molestowania dotyczy chłopców, ma więc podłoże homoseksualne. I dopóki nie wypleni się „lawendowej mafii” rozpalonym żelazem, dopóki homoseksualiści będą dopuszczani do święceń, to patologia będzie szerzyła się w najlepsze.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Pod-Grzybki opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr10 (08-14.03.2019)

czwartek, 30 sierpnia 2018

Pani Wellman, do kogo ta mowa?

Pani Wellman, ideowi młodzi ludzie są. Noszą koszulki z orłem i Żołnierzami Wyklętymi. Nazywacie ich „faszystami”.

I. W obronie „zdobyczy kapitalizmu”

W obozie „totalnej opozycji” robi się coraz bardziej groteskowo. Sfrustrowani kodomici widząc na swoich wiecach wciąż te same, coraz bardziej zgrane twarze, wzięli się za sztorcowanie młodzieży, że się nie angażuje, nie walczy o demokrację i ma ich awantury głęboko w tyle. Stanowi to zresztą kolejne potwierdzenie mojej tezy, że obecna opozycja przerabia drogę prawicy z czasów, gdy ta zepchnięta była do narożnika – tyle, że tym razem historia powtarza się jako farsa. Pamiętam, że za czasów potęgi PO po „naszej” stronie też pojawiały się lamenty, że nie ma młodych, dominuje powszechna lemingoza - i, generalnie, co z nich wyrośnie, pani kochana... W tym samym czasie salonowszczyzna nasładzała się „młodymi z fejsbuka”, którzy „zabrali babci dowód”, są nowocześni, europejscy i nie działają na nich patriotyczne zrzędzenia „moherów”, które miały „wymrzeć jak dinozaury”. Pamiętamy to, prawda?

No więc, dziś karta się odwróciła i kodziarstwo w wieku okołoemerytalnym zaczyna przelewać frustracje na pokolenie swoich dzieci (a nierzadko już wnuków) wytykając im, mówiąc językiem poprzedniej epoki, społeczną alienację. W ich optyce młodzi ludzie są dłużnikami tych, którzy zafundowali im fantastyczną III RP, Unię Europejską i możliwość podróżowania na Zachód – a teraz nadszedł czas, by ów kredyt wdzięczności spłacić, najlepiej pomagając w obaleniu „Kaczora-dyktatora”. Nie tak dawno działacz KOD, niejaki Theo Nawrocki, popełnił utrzymany w tym duchu wpis na Facebooku, z którego później nabijało się pół internetu, zamieszczając coraz bardziej odjechane parodie. Wedle pana Nawrockiego życie młodzieży w Polsce to istna sielanka - „fura”, „klamoty z butiku”, własna kawalerka, zimowy snowboard w Solden i letni „adventure-camp” w Nowej Zelandii. Mówi to wiele o odrealnieniu autora oraz „bańce” towarzyskiej w jakiej się obraca – niewykluczone, że wśród tego promila polskiej populacji faktycznie podobne ekstrawagancje są dla pokolenia dwudziestoparolatków normą. A ponieważ zawdzięczają to swoim rodzicom (w co akurat nie wątpię) – więc, cytując, mają „powyłączać kompy” i „ruszyć d...y na ulice”. Dlaczego tak? Bo oczywiście złowrogi PiS zaraz im zabierze te wszystkie „zdobycze kapitalizmu”.


II. Politruk od młodzieży

W podobną poetykę weszła niedawno Dorota Wellman – najpierw przemawiając do młodzieży na owsiakowym festiwalu „Pol'and'Rock” w ramach tzw. „Akademii Sztuk Przepięknych”, a następnie powtarzając swój apel drukiem w gazetowyborczym magazynie „Wysokie Obcasy”. Najpierw jednak dygresja naświetlająca szerszy kontekst. Otóż owa „Akademia Sztuk Przepięknych” to takie młodzieżowe kursy z politgramoty, podczas których Owsiak stręczy młodemu pokoleniu w charakterze idoli kolejne skamieliny III RP - i żeby było zabawniej, przekonuje, że klaskanie ludziom z samego jądra establishmentu jest wielce kontestatorskie i buntownicze. W istocie, Owsiak urabia w ten sposób nastoletnią publikę, by zaakceptowała III RP z całym dobrodziejstwem inwentarza - w tym, z patologiczną strukturą opartą na społecznym darwinizmie i kastą „nachapanych” resortowych dzieci na szczycie piramidy dziobania. Służyć temu ma prezentowanie różnych pieszczochów systemu jako fajnych kolesi z którymi „da się pogadać”, co jako żywo przypomina PRL-owskie ustawki spod znaku „towarzysz iksiński spotyka się z młodzieżą”.

To zresztą wpisuje się w działalność Owsiaka od samego początku - już za zdychającej komuny był de facto politrukiem oddelegowanym na młodzieżowy odcinek, ze swym Towarzystwem Przyjaźni Chińskich Ręczników, niby-kontestatorskim festiwalem „Letnia Zadyma w Środku Zimy”, hasełkiem „uwolnić słonia” (gdy ludzie naprawdę ideowi gnili po więzieniach), wreszcie - próbą „oswojenia” Jarocina. A w tle nieodmiennie majaczył cień Waltera Chełstowskiego - zawodowego specjalisty od śpiewu i mas. Późniejsze mutacje - WOŚP, Przystanek Woodstock i wreszcie KOD, którego Chełstowski był jednym z inicjatorów - to wszystko są działania wg tej samej sztancy: pozorowany bunt w interesie uprzywilejowanego establishmentu. Za każdym razem chodziło o to samo – skanalizować pokoleniową kontestację i przekierunkować ją w bezpieczne dla systemu koleiny. Chcecie się buntować? - pyta Owsiak – to się buntujcie, ale przeciw klechom, rodzicom i prawicy. Od III RP i jej „autorytetów” - wara, bo ich nie lubią tylko nienawistni „faszyści”.


III. Do kogo ta mowa?

W takich to okolicznościach przyrody wystąpiła pani Wellman, wzywając – jakże by inaczej – do „buntu” przeciw pisiorom w obronie zagrożonej demokracji. Młodzież zamiast pić piwko nad Wisłą ma się „ruszyć” w obronie wolności, zanim ktoś zabierze im paszporty i internet. W „Wysokich Obcasach” zaprezentowała z kolei wizję braku „cafe latte z sojowym mlekiem” i wyłączonego Netflixa. Zaczęła przy tym wszystkim najgorzej jak się da: szantażem emocjonalnym w stylu „za moich czasów młodzi walczyli z komuną, a wy co?”. Potem było już tylko lepiej: „Teraz mamy młodych ludzi bez właściwości, bezideowych”. I wreszcie: „To jest wasz kraj i wasza ojczyzna. Nie możecie jej mieć w dupie!”.

Pomijając histeryczne diapazony (ona chyba naprawdę wierzy, że PiS wyłączy internet, zabierze paszporty i zamknie kawiarnie), uwagę zwraca podejście pani Wellman (a wcześniej cytowanego Theo Nawrockiego) do młodego pokolenia sprowadzonego do roli bezmyślnych konsumentów – jak się zdaje, jest to w środowisku „kodziarskim” powszechna opinia. Aż chciałoby się zapytać – pani Wellman, do kogo ta mowa? Do hipsterów ze „Zbawixa”? Zaręczam, że młodzi ludzie w Polsce mają zgoła inne problemy, niż dostępność sojowego latte – prekaryzacja rynku pracy skazująca na wieczną niestabilność życiową, brak mieszkania, praca za wynagrodzenie rzędu 1600 „na rękę” (w tych okolicach oscyluje od lat tzw. dominanta, czyli najczęściej wypłacana pensja), perspektywa emigracji zarobkowej i takie tam drobiazgi... Taką Polskę zafundowaliście młodemu pokoleniu, które teraz chcecie pognać na ulice w charakterze janczarów w waszej wojence o zagrożone apanaże.

Swoją drogą, jeszcze kilka lat temu środowisko pani Wellman nie mogło się wprost nachwalić młodocianej palikociarni, która pod wodzą Dominika Tarasa zorganizowała pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu „radosny Hyde Park” z krucyfiksem z puszek po piwie i ukrzyżowanym misiem. Wtedy młodzież była dobra, a teraz jest zła i jej nie zależy? Gdzie się zatem tamci młodzi podziali? Powiem Pani. Otóż oni dorośli, zderzyli się ze „szklanym sufitem”, groszową pracą na „śmieciówkach” i brakiem perspektyw - a następnie wyjechali za granicę. Ci nasto- oraz dwudziestolatkowie, do których przemawiała Pani na owsiakowym spędzie, znają takie historie ze swych rodzin i najbliższego otoczenia. Większość z nich nie pochodzi z „warszawki” lecz z prowincji – widzieli np. swych rodziców, którym godność i pracę odebrała III RP urządzona przez tych wszystkich lansowanych przez Owsiaka jako wzór dla młodzieży nachapanych beneficjentów „transformacji”.

A poza tym - kto tę „bezideową” młodzież wychował? Czy aby nie pokolenie zachwycone hasełkiem „wybierzmy przyszłość” Kwaśniewskiego? Kpiące z „kombatanctwa” działaczy pierwszej „Solidarności”? Wmawiające, że wartości się nie liczą, tylko trzeba ustawić się i zgarniać ile wlezie pod siebie? Zapatrzone w egoistyczny, neoliberalny model gospodarczy a la Balcerowicz?

A teraz pani Wellman jak gdyby nigdy nic nagle wyjeżdża z tym samym solidarnościowym „kombatanctwem”, z którego jej środowisko jeszcze tak niedawno darło łacha. Teraz nagle się okazuje, że ta stara „Solidarność” znów jest trendy - oczywiście w odpowiednio spreparowanej i zinstrumentalizowanej wersji, w której jest miejsce dla „legendarnego” Frasyniuka i innych zadowolonych z siebie architektów Okrągłego Stołu, ale po staremu nie ma miejsca dla tysięcy działaczy „S” wyrzuconych przez tę cudowną III RP na margines. Nie ma miejsca dla robotników zwalnianych z likwidowanych, bądź wykupywanych za bezcen zakładów pracy, którym na odchodne przyklejono, dla większego upodlenia, etykietkę „roszczeniowych warchołów” i „homo sovieticus”. Droga pani Wellman - ta młodzież bawiąca się na Woodstocku, to często dzieci i wnuki tych wykluczonych, tego „zaścianka” i „motłochu”, którym na co dzień tak serdecznie gardzicie. Oni widzieli na własne oczy jak wygląda ta rajska III RP - na prowincji, w umierających od beznadziei miastach gdzie zlikwidowano przemysł, w staczających się w patologię i biedę blokowiskach z których każdy kto mógł wiał gdzie pieprz rośnie – choćby na zmywak w Londynie. Latami albo nie przyjmowaliście do wiadomości ich istnienia, albo kwitowaliście, że sami są sobie winni. A teraz żądacie od ich dzieci solidarności i nawet przypomniało się wam na tę okoliczność słowo „ojczyzna”? A kim wy u diabła jesteście, żeby kogokolwiek pouczać?

Natomiast co do ideowych młodych ludzi – oni są. Noszą koszulki z orłem i Żołnierzami Wyklętymi. Nazywacie ich „faszystami”.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 16 (22.08-11.09.2018)

Pod-Grzybki 136

Dorota Wellman obsobaczyła na łamach „Wysokich Obcasów”' młodych ludzi, że ruszą się w „obronie wolności” dopiero wtedy, gdy zabraknie „sojowego latte”. Piszę o tym szerzej w osobnym tekście, więc tutaj tylko małe pytanie, jako że jestem tłukiem z prowincji: co to w zasadzie jest, to całe „sojowe latte” o którym wszyscy ciągle gadają? To się wącha, wciera, czy aplikuje dożylnie?


*

A tymczasem, jak donosi na Twitterze tygodnik „Polityka”, studentki protestujące pod Sejmem żalą się na brutalność policji, bo gdy chwytały za barierki, to funkcjonariusze... głaskali je po rękach. Słowem – gwałting i molesting. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby policjanci zamiast głaskać, zaczęli je po tych rączkach szarmancko całować. No chyba, żeby głaskać i całować zaczęły policjantki – wtedy nie byłby to gwałting, tylko postępowy coming-out.


*

Tomasz „Sakiewka” Sakiewicz opublikował dramatyczny apel na temat rynku prasy. Bo to, panie, papier drożeje, dystrybucja szwankuje, nakłady spadają – a rząd z tym nic nie robi! Trzeba mieć nielichy tupet – przypomnę, że „Gazeta Polska” po Smoleńsku sprzedawała po kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy, co „Sakiewka” koncertowo zmarnował przekształcając naprawdę dobry tygodnik w biuletyn jednej z frakcji PiS-u. A teraz się żali, że mu sprzedaż leci, bo ludzie już mają po kokardy tej nachalnej propagandy i w związku z tym „GaPol” spadł ostatnio poniżej „Obłudnika Powszechnego”. Dziś jego „Zona Wolnego Słowa” kasuje za rządowe reklamy, a całkiem niedawno dostała ponad 7 baniek na „białowieski” portal „krzaki.tv” (czy jakoś tak). Ale to, jak widać, mało. Szefowi „Zony” pozostaje zatem dołączyć do rolników i zażądać interwencyjnego skupu redakcyjnych zwrotów po ustalonej z góry cenie. I wtedy będzie można pożyć, a nie jak teraz, puchnąć z głodu.


*

Ze sportu. Nasze kluby zapatrzyły się w reprezentację i kontynuują zawstydzającą passę polskiego futbolu na arenie międzynarodowej – tym razem w eliminacjach do Ligi Europy. Niedawno Legia Warszawa przegrała u siebie w żenującym stylu z półamatorami z Luksemburga (Dudelange, 1:2), wcześniej zaś przepadła w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów wyeliminowana przez jakichś ogórków ze Słowacji. Mam w związku z tym swoją teorię. Podejrzewam, że piłkarzom zwyczajnie nie chce się grać w europejskich pucharach – albowiem regularna gra w pucharach oznacza konieczność rozgrywania 2 meczów tygodniowo, co bywa dość męczące. A po co grać dwa mecze, skoro można jeden? Ponadto w pucharach jest wyższy poziom - czyli, trzeba się więcej napocić nabiegać, namęczyć, naszarpać... Na co to komu? Lepiej na samym początku dać w kwalifikacjach ciała i mieć spokój, a na koniec sezonu cieszyć się z „majstra”.


*

Ale, żeby nie było tak smutno, przyszedł telegram z lekkoatletycznych Mistrzostw Europy w Berlinie: „Sukces. Stop. Siedem złotych medali. Stop. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Stop. Kibice się cieszą. Stop. Janda w żałobie. Stop”.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 16 (22.08-11.09.2018)